Rozdział drugi
Na toruńskim dworcu zgromadził się całkiem spory tłum. Z megafonu płynął miły damski głos informujący o nadjeżdżającym składzie. Słysząc tę zapowiedź, dziewczęta udały się na peron. Pasażerowie wsiedli do wagonów i zajęli wyznaczone miejsca. Pociąg ruszył, by swoim rytmem przemierzać kolejne kilometry.
Po niespełna dwóch godzinach zatrzymał się na stacji Pruszcz Gdański. Przyjaciółki wysiadły i skierowały się do wyjścia. Osiedle, na którym miały zamieszkać, znajdowało się nieopodal dworca PKP. Dziewczęta po drodze podziwiały ogrody pełne różnorodnych roślin. Wielobarwne kwiaty pławiły się w promieniach słońca. Róże rozkładały delikatne płatki, eksponując swoje walory. Okazałe słoneczniki kłaniały się i z uśmiechem witały przechodniów. Kępy wysokich traw kołysały się na wietrze. Dziewczęta zatrzymały się przed furtką z numerem 21. Agnieszka nacisnęła biały guzik domofonu. Po chwili drzwi domu otworzyły się, a w progu stanęła szczupła, niewysoka kobieta.
- Dzień dobry, jestem Agnieszka, a to moja przyjaciółka Malwina.
- Miło mi. Czekałam na was z niecierpliwością. Zapraszam do środka - odpowiedziała gospodyni i otworzyła furtkę.
Do parterowego domu prowadził chodnik z szarych płyt, wzdłuż którego rosły aksamitki. Przed wejściem z kamionkowych donic wyłaniały się czerwone pelargonie. W domu było miło i przytulnie. Agnieszka z plecaka wyjęła pudełko i podała gospodyni:
- Proszę przyjąć upominek od babci Emilii.
- Ależ piękny bieżnik i serwetki - zachwyciła się gospodyni.
- A to specjalność mojej babci - dodała Agnieszka i postawiła na stole kilka słoiczków z powidłami i sokiem malinowym oraz nalewkę z aronii.
- Bardzo dziękuję za te wspaniałości. A teraz, młode damy, zaprowadzę was do pokoju. Za piętnaście minut zapraszam na obiad.
W pokoju znajdowały się dwa drewniane łóżka, szafa, mały stolik, na którym leżała kremowa serwetka, a na niej pięknie prezentowała się porcelanowa figurka przedstawiająca dziewczynkę z bukietem kwiatów. Obok stolika stały dwa fotele. Na ścianie wisiała reprodukcja zachodu słońca, a tuż obok niej, na kwietniku, swoją urodę prezentowała dorodna paprotka.
Wchodząc do jadalni, dziewczęta poczuły zapach rosołu. W tym czasie dołączył do nich mężczyzna średniego wzrostu o krępej budowie ciała. Gospodyni przedstawiła gościom męża, Stanisława, który przywitał się i objął dziewczęta wzrokiem. Po czym wszyscy ze smakiem zjedli przygotowany przez Irenę posiłek.
- Czy macie już sprecyzowane plany na spędzenie wakacji? - zapytała gospodyni.
- Zamierzamy zwiedzić okolicę oraz poleniuchować na plaży - odpowiedziała Malwina.
- W naszej miejscowości jest wiele ciekawych zakątków. Chętnie was oprowadzę i przygotuję plan zwiedzania Trójmiasta - zaproponował pan Stanisław.
- Dziękujemy. Z przyjemnością skorzystamy z pana propozycji - odpowiedziała Malwina i spojrzała na przyjaciółkę, która ochoczo przytaknęła.
- Proponuję zaopatrzyć się w bilety regionalne, dzięki którym możecie korzystać z połączeń kolejowych obowiązujących w całym Trójmieście - zasugerowała Irena, co spotkało się z aprobatą obu dziewcząt.
- Warto wybrać się na Jarmark Dominikański - powiedział Stanisław.
- To bardzo ciekawe wydarzenie - potwierdziła Irena.
- Wiecie, że jego tradycja sięga trzynastego wieku? Pełno tam straganów z najróżniejszymi wyrobami, do tego stoiska z wyśmienitym jedzeniem. Artyści pokazują swoje prace, są wernisaże, koncerty, spektakle... naprawdę mnóstwo się dzieje - zachwalał gospodarz.
- Do tej pory nie miałam okazji uczestniczyć w tym wydarzeniu - stwierdziła Malwina.
- Ja również. Chętnie się tam wybierzemy - powiedziała Agnieszka.
- A na deser proponuję sernik - wtrąciła gospodyni.
- Sernika nigdy nie odmówię - odpowiedziała Malwina.
- Ani ja - zawtórowała jej Agnieszka.
- Irenko, czy został jeszcze kompot z wiśni?
- Tak, już podaję.
Dziewczęta bez słowa udały się z gospodynią do kuchni. Malwina pokroiła sernik, Agnieszka wlała kompot do dzbanka, a gospodyni naszykowała talerzyki i szklanki. Tymczasem gospodarz w altance na stole ułożył cztery podkładki z bambusa, a na ławach położył szaroniebieskie poduszki. Sernik był tak puszysty, że rozpływał się w ustach. Rozmowy toczyły się do późnego wieczora.
***
Następnego dnia Agnieszka i Malwina wstały wcześnie rano. Wyjrzały przez okno. Słońce promieniami otaczało ziemię. Wiatr kołysał liście na drzewach, ptaki ćwierkały radośnie. Po porannej toalecie i obfitym śniadaniu przyjaciółki w towarzystwie gospodarza wyruszyły na miasto.
Pan Stanisław tak ciekawie opowiadał, że dziewczęta słuchały go z zapartym tchem, chłonąc każde jego słowo. Zadziwił je nie tylko niesamowitą wiedzą, ale i ciekawym sposobem jej przekazywania. To urocze miasteczko miało wiele interesujących miejsc do zaoferowania - Kanał Raduni czy kompleks budynków cukrowni. Przemierzając kolejne ulice, dotarli na teren Faktorii Osady Handlowej, gdzie dziewczęta poczuły powiew przeszłości. W każdej chacie czekało na zwiedzających wiele niespodzianek. Przyjaciółki odniosły wrażenie, jakby przeniosły się w czasie o wiele wieków wstecz. Miały okazję poznać historię ówczesnych mieszkańców i zobaczyć wiele cennych archeologicznych znalezisk.
- Nie sądziłam, że w tym mieście jest tak wiele wspaniałych zabytków i ciekawych miejsc - zdziwiła się Agnieszka.
- Prawie w każdej małej miejscowości lub wsi można odkryć coś ciekawego. Poznać miejsca naznaczone historią żyjących tam ludzi, którzy poświęcili życie dla danej społeczności - powiedział Stanisław.
- Tak, to prawda - zgodziła się z nim Malwina.
- Ciągle odkrywam nowe miejsca i ludzi z pasją. Prowadzę kronikę, aby uwiecznić najważniejsze wydarzenia i miejsca, póki jeszcze są, bo świat idzie naprzód i nie wszystkie obiekty mają szansę na przetrwanie. A ludzie tak szybko odchodzą, że warto spisać ich wspomnienia - zwierzył się Stanisław.
- Powinien pan opublikować swoje teksty - zasugerowała Agnieszka.
- Książka! Mam napisać książkę?! - odparł zdumiony.
- Z taką wiedzą z pewnością napisze pan ciekawą książkę - przekonywała go Malwina.
- Pomyślę nad tym - oznajmił mężczyzna, a na jego twarzy dało się zauważyć nutkę zamyślenia.
- Tak, koniecznie. Ja już zamawiam pierwszy egzemplarz, i to z autografem. - Malwina się uśmiechnęła.
Stanisław nagle odpłynął w marzeniach. Nigdy nie myślał o napisaniu książki. Poddać się takiemu wyzwaniu, czy podoła, czy potrafi w ciekawy sposób zawrzeć w niej najistotniejsze informacje?
- Chodźmy już do domu, z pewnością Irenka przygotowała coś pysznego na obiad - zaproponował mężczyzna, gdy wrócił do rzeczywistości.
Przekraczając próg, wędrowcy poczuli zapach pieczonej kaczki. Zmęczeni całodniową wycieczką, umyli ręce i usiedli do stołu. Po posiłku dziewczęta udały się do pokoju na odpoczynek.
***
Nazajutrz po śniadaniu, zaopatrzone w suchy prowiant i butelki wody, przyjaciółki udały się na dworzec, skąd pojechały przywitać Morze Bałtyckie. Tłumy wczasowiczów oblegały plażę. Dziewczęta przeciskały się pomiędzy kolorowymi parawanami. Wczasowicze wystawiali swoje ciała ku słońcu. Ktoś czytał książkę, inni grali w karty, dzieci bawiły się w piasku, grupa młodzieży grała w piłkę plażową. Po przejściu tego labiryntu Agnieszka i Malwina znalazły odpowiednie miejsce. Nieopodal znajdował się punkt obserwacyjny dla ratowników. Przyjaciółki skorzystały z kąpieli morskiej. Po bułeczkach przygotowanych przez panią Irenę nie pozostały nawet okruszki.
Leżąc na kocu, w pewnej chwili zauważyły cień nad swoimi głowami. Natychmiast zerwały się i usiadły. Tuż nad nimi stało dwóch osiłków, którzy nie wyglądali na miłych facetów.
- Hej, lale, chętnie do was dołączymy. Dwie samotne dziewczyny. Z wielką przyjemnością te wasze namiętne ciała wysmarujemy kremem - powiedział wysoki, barczysty mężczyzna z wężem wytatuowanym na piersi.
Agnieszka skuliła się, przyciągnęła kolana do brody i zadrżała. Tymczasem Malwina wstała, oparła ręce na biodrach i głośno powiedziała:
- Nie pochlebiajcie sobie. Niebawem wrócą nasi mężczyźni.
- Ha, ha, ha... Nie udał ci się blef. Obserwujemy was od jakiegoś czasu i wiemy, że jesteście same - odpowiedział drugi mężczyzna.
Malwina nie dała za wygraną i donośnym głosem zawołała:
- Tomek! Piotr! Wracajcie do nas!! - Liczyła na to, że ktoś z wczasowiczów zareaguje.
Kilka osób spojrzało w ich kierunku, ale nikt nie wykonał żadnego gestu, aby pomóc dziewczętom. Malwina jeszcze głośniej zawołała:
- Tomek! Piotr!
Natrętni mężczyźni zaczęli się głośno śmiać. Nagle jak spod ziemi wyrosło dwóch młodzieńców.
- Panowie, trochę więcej kultury - powiedział stanowczym głosem jeden z nich.
- Dziewczęta są z nami - dodał drugi.
- Sorry! Jeśli tak, to my spadamy - zakończył rozmowę ten z tatuażem i obaj się oddalili.
- Dziękujemy za pomoc - powiedziała Malwina, przyglądając się wybawcom.
- Gratuluję odwagi - odparł jeden z mężczyzn.
- Działałam pod wpływem impulsu. Dziwne, że tak szybko odeszli - zauważyła Malwina, wciąż przyglądając się im uważnie.
- To miejscowe chłopaki. Codziennie się tutaj kręcą. Czasami trzeba ich ustawić do pionu - odpowiedział szatyn.
- Ach tak - rzekła Malwina.
- Przepraszamy, ale obowiązki wzywają. Życzymy wam miłego wypoczynku - odpowiedział szatyn i odeszli.
Agnieszka podniosła głowę i spojrzała na oddalających się wybawicieli. Jeden był wysokim szatynem z bujną czupryną, a drugi, nieco niższy, blondynem o bardzo krótko przyciętych włosach. Obaj mieli spodenki z napisem "ratownik".
- Całkiem fajne chłopaki. Jest na kim oko zawiesić. - Malwina się zaśmiała.
- Możliwe. Straciłam ochotę na plażowanie - powiedziała Agnieszka.
- Prawdę mówiąc, ja też.
Dziewczęta zabrały swoje rzeczy i udały się w drogę powrotną do państwa Wierzyńskich. Nie wspomniały gospodarzom o incydencie na plaży.
***
Gdańsk ze swoją wspaniałą architekturą i historią zachęcał turystów do zanurzenia się w urocze zakamarki Starego Miasta. Można było poczuć magię Jarmarku Dominikańskiego, który przyciągał wielu zainteresowanych. Tłum ludzi jak wolny potok płynął wzdłuż straganów pełnych przeróżnych rzeczy. Sprzedawcy zachwalali swoje produkty i zachęcali do ich nabycia. Zwiedzający oglądali wystawione przedmioty, niektórzy decydowali się na zakup. A było z czego wybierać. Przyjaciółki dłużej zatrzymywały się przy stoiskach z dziełami sztuki - obrazy, rzeźby przyciągały ich wzrok. W końcu doszły do stoisk ze starociami. Wystawcy oferowali bardzo różne rzeczy, których dzisiaj już nie można dostać w żadnym sklepie. Ta różnorodność była oszałamiająca. Wyroby ze szkła, drewna, porcelany, mosiądzu, skóry i innych materiałów. Dziewczęta z wielkim zainteresowaniem oglądały te wszystkie wspaniałości i podziwiały perfekcyjne wykonanie. Na jednym ze stoisk Agnieszka zauważyła prostokątny kawałek drewna, na którym namalowany był rozwinięty polny kwiat, a nad nim piękny, kolorowy motyl. Wyglądało to tak, jakby motyl za moment miał usiąść na kwiatku. Obraz był piękny. Pastelowe kolory użyte przez malarza sprawiały wrażenie, jakby tańczyły w rytm muzyki. Agnieszka wzięła obraz do ręki i długo mu się przyglądała.
- Zamierzasz go kupić? - zapytała przyjaciółka.
- Tak. Myślę, że to będzie najlepszy prezent urodzinowy dla babci. Ona bardzo lubi obserwować motyle. Często powtarza, że ich skrzydła są żywymi obrazami, które namalowała natura.
- Faktycznie, to piękny obraz - zgodziła się Malwina, a widząc dosyć wygórowaną cenę, zwróciła się do sprzedawcy: - Z tego co się orientuję, to na każdym szanującym się bazarze można się targować.
- Oczywiście, panienko. Mogę obniżyć cenę o pięć procent - zaproponował.
- Dwadzieścia procent będzie dla nas zadowalające - zasugerowała poważnym tonem Malwina.
- Ależ panienko! Tyle nie mogę opuścić - powiedział stanowczym tonem sprzedawca.
Jednak Malwina nie dała za wygraną i wdała się z nim w dłuższą dyskusję. Agnieszka bez słowa przysłuchiwała się ich rozmowie. Nie mogła wyjść z podziwu, widząc tak duże zaangażowanie przyjaciółki. Po zaciętej wymianie zdań sprzedawca skapitulował i opuścił cenę o dwanaście procent. Gdy obie odeszły od straganu, Agnieszka, trzymając w ręku obraz, powiedziała:
- Nie sądziłam, że drzemie w tobie tyle talentów.
- Mam nadzieję, że jeszcze nieraz cię zaskoczę - odparła z uśmiechem przyjaciółka.
Dziewczęta poszły dalej. Obejrzały wystawę malarską oraz występ grupy teatralnej. Spróbowały także kilku regionalnych smakołyków. Późnym popołudniem, zmęczone, ale pełne wrażeń, wróciły do Pruszcza Gdańskiego.
- Jestem pewna, że Emilia będzie zachwycona tak pięknym prezentem - oznajmiła Irena, oglądając z zainteresowaniem obraz.
- Kiedy go zobaczyłam, od razu pomyślałam o babci - odparła Agnieszka.
- Ten obraz namalował bardzo zdolny artysta. Na tym niepozornym kawałku drewna kwiat i motyl tworzą niepowtarzalną całość. Wszystko doskonale ze sobą współgra. Myślę, że jeżeli autor namalowałby ten obraz na płótnie, nie udałoby mu się osiągnąć takiego efektu - wyraził podziw Stanisław.
- Im dłużej mu się przyglądam, tym bardziej zgadzam się z pana opinią - powiedziała Agnieszka.
- Muszę przyznać, że jest pan wspaniałym obserwatorem - dodała Malwina.
- Dziękuję.
- Wystarczy atrakcji na dzisiaj, czas na kolację - wtrąciła się do rozmowy gospodyni.
- Oj tak, zaraz pomożemy w przygotowaniu posiłku - zaproponowała Malwina i razem z przyjaciółką udały się do kuchni.
Podczas kolacji dziewczęta z entuzjazmem wspominały wydarzenia mijającego dnia. Nazajutrz czekały na nie nowe przygody. Plan opracowany przez pana Stanisława okazał się tak precyzyjny, że dzięki niemu dziewczęta poznały wiele ciekawych miejsc i obiektów Trójmiasta. Niestety, czas płynął nieubłaganie. Nadeszła pora pożegnania. Pan Stanisław odwiózł gości na dworzec, skąd przyjaciółki pojechały pociągiem do Torunia.
Pozostało jeszcze 90 % treści tej książki.