W syberyjskich lasach - Sylvain Tesson

Kup ebooka

21.00 zł
16.80 zł (12,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

LUTY

Las

.

Istnieje z piętnaście gatunków sosów marki Heinz. W irkuckim markecie są wszystkie i nie wiem, co wybrać. Napełniłem już sześć wózków makaronem i sosem tabasco. Czeka na mnie niebieska ciężarówka. Kierowca Misza nie wyłączył silnika, bo na dworze jest minus trzydzieści dwa stopnie. Jutro wyjeżdżamy z Irkucka. W trzy dni dojedziemy do chaty na zachodnim brzegu jeziora. Dziś muszę załatwić zakupy. Decyduję się na super hot tapas Heinza. Biorę osiemnaście butelek: po trzy na miesiąc.

Piętnaście rodzajów keczupu. Właśnie z tego powodu zapragnąłem uciec od tego świata.

9 lutego

Leżę na łóżku u Niny na ulicy Proletariuszy. Lubię nazwy ulic w Rosji. W miasteczkach można znaleźć ulicę Pracy, ulicę Rewolucji Październikowej, ulicę Partyzantów i czasem ulicę Entuzjazmu, po której człapią stare, zmęczone Słowianki.

Nina prowadzi najlepszy pensjonat w Irkucku. Kiedyś była pianistką i występowała w salach koncertowych Związku Radzieckiego. Teraz wynajmuje pokoje. Wczoraj mi powiedziała: "Kto by uwierzył, że pewnego dnia zmienię się w fabrykę naleśników?". Kot Niny mruczy mi na brzuchu. Gdybym był kotem, wiem, na czyim brzuchu lubiłbym się wygrzewać.

Marzenie, które noszę w sobie od siedmiu lat, ma się spełnić. W 2003 roku po raz pierwszy znalazłem się nad Bajkałem. Idąc brzegiem, co jakiś czas widywałem chaty zamieszkane przez eremitów zadziwiająco szczęśliwych. Dojrzewał we mnie pomysł zaszycia się w lesie, w ciszy i samotności. Minęło siedem lat i oto jestem.

Mobilizuję się, by odsunąć kota. Wstanie z łóżka wymaga olbrzymiej energii. Zwłaszcza gdy chcemy zmienić życie. Zawsze ta pokusa, by zawrócić, kiedy upragniona rzecz jest w zasięgu ręki. Są ludzie, którzy robią nagły zwrot w decydującym momencie. Boję się, że należę do tego gatunku.

Ciężarówka Miszy jest wyładowana po brzegi. Dojazd do jeziora to pięć godzin drogi poprzez lodowate stepy: żegluga przez góry i doliny stężałych fal. Wioski dymią u stóp wzgórz, parowce zatopione w głębinach. Na widok podobnych zjawisk Malewicz pisał: "Kto przemierzył Syberię, nigdy już nie będzie mógł twierdzić, że jest szczęśliwy". Ze szczytu góry ukazuje się jezioro. Zatrzymujemy się, żeby się napić. Pytanie po czterech wypełnionych po brzegi kieliszkach wódki: jakim cudem linia brzegowa tak idealnie obejmuje kontur wody?

Załatwmy statystyki. Bajkał: długość siedemset kilometrów, szerokość osiemdziesiąt, głębokość półtora kilometra. Wiek: dwadzieścia pięć milionów lat. Grubość lodu zimą: sto dziesięć centymetrów. Słońca nie obchodzą te dane. Promienieje miłością na białej tafli. Chmury filtrują blask, stado plam światła ślizga się po śniegu: trupi policzek się rozjaśnia.

Ciężarówka wjeżdża na lód. Pod kołami kilometrowa głębina. Jeśli wpadniemy w szczelinę, samochód zniknie w ciemności. Ciała w ciszy opadną na dno. Jezioro jest wymarzonym grobowcem dla tych, którzy obawiają się gnicia. James Dean chciał umrzeć jako "piękny nieboszczyk". Małe skorupiaki Epischura baikalensis oczyszczą ciała w dwadzieścia cztery godziny i zostawią jedynie biel kości na dnie wód.

10 lutego

Noc spędziliśmy w miasteczku Chużyr na wyspie Olchon, skąd jedziemy na północ. Misza nie odzywa się ani słowem. Podziwiam milczących ludzi, wyobrażam sobie ich myśli.

Kieruję się stronę miejsca moich marzeń. Dzień jest ponury. Mróz wypuścił swoje konie na wiatr. Tumany śniegu uciekają spod kół. Burza wciska się w szczelinę między niebem a lodem. Spoglądam na brzeg i odpycham od siebie myśl, że przez sześć miesięcy będę żyć w tych lasach jak z requiem. Są tu wszystkie składniki wyobrażeń o syberyjskich deportacjach: ogrom, sina poświata. Lód kojarzy się z całunem. Niewinnych ludzi na dwadzieścia pięć lat rzucano w ten koszmar. Ja będę tu siedział z własnej woli. Czy mam prawo się skarżyć?

Misza: - Smutno tu.

Potem milczy aż do następnego dnia.

Moja chata znajduje się w północnej części rezerwatu Bajkał-Lena. Jest to dawna siedziba geologów, wzniesiona w latach osiemdziesiątych na polanie wśród cedrowego lasu. Od drzew pochodzi nazwa cypla: Północny Cedrowy. To brzmi jak nazwa rezydencji dla seniorów. W końcu ja też będę tam jak na emeryturze.

Jazda po jeziorze jest gwałtem. Jedynie bogowie i pająki chodzą po wodzie. Trzykrotnie zaznałem uczucia, że łamię tabu. Pierwszy raz, oglądając dno Morza Aralskiego opróżnione przez człowieka. Drugi raz, czytając zapiski osobiste pewnej kobiety. Trzeci, jadąc po wodach Bajkału. Za każdym razem wrażenie zerwania jakiejś zasłony, podglądania przez dziurkę od klucza.

Opowiadam to wszystko Miszy. Nie reaguje.

Wieczorem zatrzymujemy się w stacji badawczej Pokojniki, w samym sercu rezerwatu.

Siergiej i Natasza pracują tu jako strażnicy. Są piękni jak greccy bogowie, tylko bardziej ubrani. Mieszkają w Pokojnikach od dwudziestu lat i ścigają kłusowników. Moja chata leży pięćdziesiąt kilometrów na północ. Cieszę się, że zostanę ich sąsiadem. Przyjemnie mi będzie myśleć o tych dwojgu. Miłość Siergieja i Nataszy to wyspa wśród syberyjskiej zimy.

Wieczorem dołączyli do nas znajomi gospodarzy: Sasza i Jura, syberyjscy rybacy, obaj jak z Dostojewskiego. Sasza ma nadciśnienie, jest różowy, pełen życia. Jego mongolskie oczy mają twarde spojrzenie. Jura jest mroczny, w typie Rasputina, karmiony rybą z mułu. Cerę ma siną jak mieszkańcy Tolkienowskiego Mordoru. Od piętnastu lat nie był w mieście.

11 lutego

Rano wracamy na lód. Z boku przewija się las. Kiedy miałem piętnaście lat, pojechaliśmy do Verdun zwiedzić muzeum pierwszej wojny. Pamiętam salę Chemin des Dames i żołnierzy w okopach zalanych błotem. Tego ranka las jest taką zatopioną armią i widać jedynie wystające bagnety.

Lód trzeszczy. Pęka ściskany ruchem płyt tektonicznych. Linie pęknięć kreślą pręgi na rtęciowej równinie, plując kryształowymi odłamkami lodu. Niebieska krew płynie ze zranionego szkła.

- To piękne - mówi Misza.

I nic więcej aż do wieczora.

O dziewiętnastej pojawia się mój cypel. Przylądek Północny Cedrowy. Moja chata. Współrzędne GPS: N 54°26'45.12" / E 108°32'40.32".

Małe, ciemne sylwetki ludzi z psami wychodzą ku nam na plażę. Bruegel malował tak wieśniaków. Zima zmienia wszystko w holenderski obraz: precyzyjny i lśniący.

Pada śnieg, potem nadchodzi wieczór i cała ta biel staje się przerażającą czernią.

12 lutego

Wołodia T., pięćdziesięcioletni strażnik leśny, od piętnastu lat mieszka w chacie na przylądku Północnym Cedrowym z żoną Ludmiłą. Ma przyciemnione okulary i łagodną twarz.

Niektórzy Rosjanie są brutalni, ale jemu można by powierzyć niedźwiadka. Wołodia i Ludmiła chcą wrócić do Irkucka. Ludmiła cierpi na zapalenie żył - musi się leczyć. Jej skóra, jak to u rosyjskich kobiet pojonych herbatą, jest biała jak brzuch żaby: pod masą perłową rysują się kręte nitki żył. Czekali na mnie, żeby móc wyjechać.

Chata dymi w cedrowym zagajniku. Śnieg pokrył dach bezową pianą, belki mają kolor piernika. Jestem głodny.

Domek stoi u podnóża gór wysokich na dwa tysiące metrów. Tajga wspina się na szczyty i kapituluje na tysiącu metrach. Wyżej królują kamień, lód i niebo. Zbocze zaczyna się za chatą. Jezioro leży na wysokości czterystu metrów nad poziomem morza, jego brzeg widzę z okna.

Co trzydzieści kilometrów rozmieszczone są placówki rezerwatu, gdzie mieszkają strażnicy podlegający Siergiejowi. W kierunku północnym, na przylądku Jełochin, mój sąsiad ma na imię Wołodia. Na południe, w małej osadzie Zaworotnoje, mieszka inny Wołodia. Potem, w przypływie melancholii, kiedy będę potrzebował kompana do kielicha, wystarczy mi dzień marszu na południe lub pięć godzin na północ.

Siergiej, szef strażników, przyjechał z nami z Pokojnik. Wysiadłszy z ciężarówki, w milczeniu spojrzeliśmy na wspaniały pejzaż, po czym Siergiej zwrócił się do mnie, dotykając skroni:

- Idealne miejsce do samobójstwa.

Ciężarówką przyjechał również mój przyjaciel Arnaud, który towarzyszy mi od Irkucka. Mieszka tam od piętnastu lat. Ożenił się z najpiękniejszą kobietą w mieście. Marzyły jej się Paryż i Cannes. Kiedy zrozumiała, że Arnaudowi tylko tajga w głowie, rzuciła go.

Podczas kilku następnych dni wszyscy pomogą mi się zainstalować. Potem wrócą do siebie, zostawiając mnie samego. Na razie wyładowujemy sprzęt.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki