ROZDZIAŁ 3
RILEY
Wyszłam z budynku lotniska, ściągnęłam okulary przeciwsłoneczne i rozejrzałam się dookoła.
O cholera!
Nawet w snach tak sobie tego nie wyobrażałam. Już nie czułam, że trafiłam do raju, ja byłam tego pewna. Słońce jeszcze świeciło, ogrzewając mnie swoimi promieniami, a delikatny podmuch wiatru był niemalże niewyczuwalny. Zdjęłam kurtkę i przerzuciłam ją przez walizkę. Ależ tu pięknie! W powietrzu unosił się zapach morskiej bryzy, egzotycznych kwiatów i dobrej zabawy. Już nie mogłam się doczekać, aż dotrę do hotelu i na dobre rozpocznę urlop.
Zarezerwowałam najlepszy apartament w pięciogwiazdkowym hotelu Golden Pearl. Były to moje najdroższe wakacje, ale wiedziałam, że drugie takie szybko nie nadejdą, więc nie żałowałam tych pieniędzy. Miałam odłożone fundusze na takie przyjemności, lecz do tej pory nie było okazji, by ich użyć.
Pociągnęłam za sobą walizkę i gdy zobaczyłam nadjeżdżającą taksówkę, podbiegłam do krawędzi chodnika, by ją zatrzymać.
- To moja taksówka. - Wzdrygnęłam się, słysząc za sobą niski męski głos.
Odwróciłam się, by spojrzeć na człowieka, który mnie lekko wystraszył. Wysoki, dobrze zbudowany brunet zgromił mnie wzrokiem. Jego spojrzenie wyrażało zmęczenie i poirytowanie. Na zewnątrz było jakieś trzydzieści stopni, a on wcisnął się w elegancki dopasowany garnitur. Może przyleciał na jakieś biznesowe spotkanie?
Był niezwykle przystojny i intrygujący. Promienie słońca odbijały się od jego włosów i nadawały im złocisty blask, a jego lekko przymrużone oczy stawały się coraz bardziej tajemnicze.
- To moja taksówka - powtórzył.
- Tak? A jest podpisana pańskim nazwiskiem? - Przewróciłam oczami.
- Pani sobie żartuje? - Zdenerwowany przestąpił z nogi na nogę, wsuwając dłonie w kieszenie spodni. - Dopiero co wylądowałem, siedziałem pięć godzin w samolocie.
- A ja jestem po prawie dziesięciogodzinnym locie - oznajmiłam. - Nie, nie żartuję - fuknęłam.
- Bezczelna - rzucił pod nosem. Ot, i jego urok prysł.
Zniecierpliwiony kierowca zaczął nas ponaglać.
- Proszę. - Rozgniewany nieznajomy otworzył mi drzwi. - Bo zaraz się okaże, że aby się dostać do hotelu, musi pani pokonać całą wyspę.
- Zdziwiłby się pan - odpowiedziałam, mierząc go wzrokiem i zapamiętując jego wygląd.
Mężczyzna już się nie odezwał, tylko pokręcił głową, po czym zamknął drzwi i włożył moją walizkę do bagażnika. Kierowca ruszył, a ja uświadomiłam sobie, że nie podziękowałam facetowi nawet za ten bagaż. Odwróciłam się jeszcze na chwilę, żeby na niego spojrzeć.
Cholera! Naprawdę fajny. Choć był trochę bucowaty, to mnie zaintrygował. Wyglądał na jakiegoś przedsiębiorcę. Z pewnością przyleciał tu w interesach, co raczej nie jest pocieszające, gdy wokół wszyscy wypoczywają i się relaksują. W Colorado Springs było dosyć chłodno. Pogoda się popsuła i gdy jechałam na lotnisko, nawet zaczęło padać, dlatego zabrałam ze sobą na wszelki wypadek kurtkę, ale on w tym garniturze pewnie się gotował. Owszem wyglądał zabójczo, mógłby jednak nieco z siebie zrzucić...
Boże, o czym ja myślałam?!
Ledwo się zaczęły moje wakacje, a mój umysł wziął sobie wolne i postanowił jak ja kompletnie wypocząć. Kilka minut później, podczas których rozmyślałam o nieznajomym, dotarłam do hotelu. Niech mnie ktoś uszczypnie, myślałam. Wciąż nie wierzyłam, że jestem na Barbadosie na wakacjach i że nawet szef życzył mi udanego urlopu i zapomnienia o pracy - w to najtrudniej było uwierzyć. Zabrałam bagaże i radosnym krokiem weszłam do środka. Zatrzymałam się w progu, przyglądając się pięknemu wnętrzu. Wyglądało jak pałac, ale bardzo nowoczesny. Ściany pokrywała farba w ciepłym żółtym kolorze, a wszystkie meble, dodatki i cały wystrój utrzymano w lazurowym odcieniu. Podeszłam do recepcji, a tam przywitała mnie młoda dziewczyna.
- Serdecznie witamy w naszym hotelu - powiedziała i posłała mi szeroki uśmiech. - W czym mogę pani pomóc?
- Ale tu pięknie... - Nie mogłam wyjść z zachwytu. - Mam zarezerwowany apartament na nazwisko Mitchell - dodałam.
- Sekundkę. - Dziewczyna zaczęła wystukiwać coś na klawiaturze i spojrzała na monitor. - Pani Riley Mitchell? - upewniła się.
- To ja - potwierdziłam z zadowoleniem.
- Już panią melduję - poinformowała mnie i podała mi jakieś dokumenty. - Proszę o podpis tu. - Wskazała.
- Jasne - odparłam.
Oczywiście najpierw musiałam się zapoznać z pismem. Była to umowa oraz regulamin hotelu. Zaczęłam go czytać, mimo że przejrzałam go wcześniej, bo był dostępny na stronie hotelu. Po chwili przyszła druga kobieta, chyba menedżerka, bo przekazała tej pierwszej jakieś papiery i zaczęła tłumaczyć coś na temat rezerwacji. Gdy podpisywałam dokument, usłyszałam znany mi już głos. Mężczyzna rozmawiał przez telefon, ale był na tyle blisko, że go rozpoznałam. Zanim się odwróciłam, podniosłam wzrok na menedżerkę, która promiennie się do niego uśmiechała.
- Dzień dobry, panie Crawford - powiedziała radośnie. - Witamy w naszym hotelu.
- Dzień dobry - odpowiedział i stanął tuż obok mnie.
O cholera! Powoli odwróciłam się w jego stronę, a on spojrzał na mnie pytająco. Jego na pewno się tu nie spodziewałam.
- To pani - bąknął i oparł się o blat, nie odrywając ode mnie wzroku.
- Śledzi mnie pan? - zapytałam, a on zaśmiał się tak, że aż przełknęłam ślinę.
- Oczywiście - zadrwił. - Od dłuższego czasu panią śledzę, wiem o pani wszystko, nie znam jedynie pani imienia.
- Ciekawe.
- Hudson - powiedział i wyciągnął do mnie rękę.
- Riley - odpowiedziałam i uścisnęłam jego dłoń.
Gdy mnie dotknął, poczułam przyjemne ciepło rozchodzące się po moim ciele. Uniósł lekko kącik ust, posyłając mi delikatny uśmiech. Kto wie, może nawet zyska przy bliższym poznaniu...
- Proszę, klucz do pani apartamentu - przerwała nam recepcjonistka, wręczając mi kartę do drzwi.
- Dziękuję.
- Mój apartament również jest gotowy? - zapytał Hudson, przenosząc wzrok na dziewczynę.
- Oczywiście - odpowiedziała szybko menedżerka. - Apartament 2A jest do pańskiej dyspozycji - dodała.
- Świetnie! - przytaknął.
2A? Zamyśliłam się i zerknęłam na dokumenty. 2A. Przecież to mój apartament. Spojrzałam na dziewczynę, która chyba powoli orientowała się, że coś jest nie tak.
- 2A to mój apartament - wtrąciłam i nagle wszystkie spojrzenia skierowały się w moją stronę.
- Jak to? - Menedżerka aż wytrzeszczyła oczy.
- Ja mam zarezerwowany 2A - powtórzyłam, a Hudson zmarszczył brwi.
- To jest ukryta kamera? - Rozejrzał się wokół.
- Proszę dać nam chwilę, zaraz to wyjaśnimy - zapewniła zdenerwowana kobieta.
Obie przeglądały dokumentację, sprawdzały coś w komputerze, a ja z Hudsonem czekaliśmy na rozwiązanie. Dwa miesiące temu rezerwowałam tu miejsce i apartament był wolny. To w rezerwacji Hudsona musiało dojść do pomyłki.
- Byłam pierwsza - rzuciłam do Hudsona.
- Bo ukradłaś mi taksówkę - przypomniał.
- Mam na myśli rezerwację - sprostowałam.
- To mój apartament - powiedział, na co zaczęłam się śmiać.
- Znowu zaczynasz? - zakpiłam z niego. - Moja taksówka, mój apartament - wymieniłam drwiąco, a on wyraźnie się zirytował. - Czy ty jesteś jakimś królem?
- Tak się składa, że jestem tu już któryś raz z kolei i zawsze rezerwuję ten apartament, a co roku przyjeżdżam tu w styczniu w tym samym terminie - wysyczał. - Wszyscy tutaj o tym wiedzą, prawda? - zwrócił się do kobiet. One przerażone spojrzały na niego.
- Jakbyś nie mógł w sezonie... - prychnęłam. - Kto przyjeżdża na urlop w styczniu?
- I kto to mówi? - Przeniósł gniewny wzrok na mnie.
- Bardzo przepraszamy za zaistniałą sytuację - zaczęła mówić menedżerka. - Zdaje się, że doszło do pomyłki, oczywiście z naszej strony.
- Bez wątpienia - zagrzmiał Hudson.
- Proszę wybaczyć Agnes. - Kobieta spojrzała wściekle na dziewczynę. - Jest jeszcze na okresie próbnym, który z pewnością nie zostanie jej przedłużony - mówiąc to, popatrzyła na recepcjonistkę, a ta mało się nie rozpłakała.
- A... ale... - wyjąkała.
- Ty już lepiej nic nie mów. - Zacisnęła usta. - Szefowa ci tego nie daruje - dodała ciszej, ale i tak to słyszeliśmy.
- Przepraszam - powiedziała drżącym głosem.
Czułam się niezręcznie i było mi żal tej dziewczyny. Owszem, popełniła błąd, ale z pewnością nieświadomie. Skoro pracowała tu od niedawna i jeszcze była na okresie próbnym, mogła nie wiedzieć, że ten oto tutaj jest traktowany jak jakieś bóstwo.
- Dobrze, co w taki razie panie proponują? - zapytałam.
- Przez dwa dni mamy jeszcze wolny apartament 1C i możemy zaproponować pokój na ostatnim piętrze - powiedziała z nadzieją, że jakoś uda nam się dogadać.
- Ostatnie piętro? - Hudson zmarszczył brwi.
- Odstąpię ci je - stwierdziłam.
- Nie, nie. - Pokręcił głową. - To ja ci odstąpię ten pokój.
- Nie chcę tak wysoko.
- A niby dlaczego? - Zmierzył mnie wzrokiem.
- Bo nie lubię. - Wzruszyłam ramionami.
- I pomyśleć, że przyleciałaś samolotem - rzucił z sarkazmem.
- Pokój jest również bogato wyposażony - zachęcała menedżerka. Młoda recepcjonistka była tak wystraszona, że nie potrafiła wykrztusić z siebie słowa. - Oferujemy minibar, telewizję, dostęp do Internetu, wannę z hydromasażem, a widok z balkonu na ocean wprost zapiera dech w piersiach.
- Spodoba ci się. - Puściłam Hudsonowi oko.
- Chyba sobie kpisz. - Oparł się dłońmi o blat, potrząsając głową.
- Nie rób scen. - Nachyliłam się tak, by tylko on mnie słyszał. - Chyba nie chcesz, by ta dziewczyna straciła pracę.
Nie miałam ochoty oddawać mu apartamentu na parterze, dlatego liczyłam, że uda mi się go przekonać, by to właśnie on wziął pokój na ostatnim piętrze. Oczywiście poświęciłabym się, ale musiałam spróbować.
Hudson popatrzył na mnie, marszcząc brwi. Enigmatyczne spojrzenie mężczyzny dało mi do zrozumienia, że w jego głowie rodzi się jakiś nietypowy pomysł, bo on też nie zamierzał łatwo odpuścić.
- Okej - powiedział po chwili i patrząc na recepcjonistkę, kontynuował: - wezmę ten pokój na ostatnim piętrze i zapomnimy o całej sprawie, jeśli przekona pani Riley, by zjadła ze mną kolację.
Zamurowało mnie. Tylko tyle i aż tyle.
W oczach dziewczyny zakręciły się łzy. Bez dwóch zdań zależało jej na tej pracy, a ja też nie chciałam, by straciła ją przez tę sytuację. Ale propozycja Hudsona mnie zaskoczyła. Nie rozumiałam, dlaczego zasugerował kolację ze mną?
- Bardzo panią proszę - powiedziała błagalnie, patrząc na mnie szklącymi się od łez oczami. - Jest mi strasznie głupio z powodu tej pomyłki. Obiecuję, że już nigdy do czegoś podobnego nie dopuszczę, o ile tylko będę miała taką szansę - dodała cicho i spuściła wzrok.
Nie miałam serca jej odmówić i jemu chyba też.
- Zgadzam się - odpowiedziałam, a dziewczyna odetchnęła z ulgą i zaczęła mi dziękować.
- Bardzo dziękujemy i jeszcze raz najmocniej przepraszamy - odezwała się menedżerka. - Oczywiście zwrócimy panu pieniądze - dodała.
- Nie ma takiej potrzeby - odparł, a ja uniosłam brwi. To był gest.
- Przepraszam - powtórzyła skruszona recepcjonistka.
- W porządku, poproszę o klucz, a my... - odwrócił się do mnie - ...widzimy się o wpół do siódmej.
- Zjemy tutaj? - zapytałam zaciekawiona.
- Niespodzianka - odparł, po czym wziął klucz i ruszył w kierunku windy, a zaraz za nim poszedł boy hotelowy z bagażem.
Ten mężczyzna z pewnością był intrygujący. Najpierw spotkanie na parkingu lotniska, potem w hotelu. Właściwie to cieszyłam się, że ponownie na siebie wpadliśmy - może w nie najlepszej sytuacji. Byłam ciekawa jego i tej niespodzianki.
Po chwili i ja poszłam w stronę swojego apartamentu. Kiedy weszłam do środka, zrozumiałam, dlaczego Hudson właśnie w nim się zatrzymywał. To było istne królestwo.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki