Rozdział 1
Tytuł numer cztery
W pomieszczeniach zespołu Red Bull Racing w Las Vegas jeden na drugim stoją kartony. Nikt ich nie otwiera, żeby nie zapeszyć. W środku znajdują się dokładnie poskładane koszulki z nadrukiem M4X. Niby proste, trzyliterowe logo, a mówi tak wiele: cztery tytuły mistrzowskie z rzędu, a wraz z każdym z nich kierowca stawał się jeszcze bardziej kompetentny, jeszcze bardziej wszechstronny. Pierwszy z tytułów mistrza świata padł łupem Verstappena po fascynującej i zaciekłej, trwającej cały sezon walce z Lewisem Hamiltonem. Walka o drugi tytuł przynajmniej na początku była bardzo wyrównana, choć tym razem toczona z kierowcami Ferrari, Charlesem Leclerkiem i Carlosem Sainzem. Na początku sezonu to zawodnicy Scuderii urastali do miana faworytów, ale tytuł udało się przypieczętować i uczcić na Suzuce, domowym torze Hondy, dostawcy silników Red Bulla. W sezonie 2023 kwestia trzeciego tytułu rozstrzygnęła się w Katarze. Verstappen wygrał w tamtym roku 19 z 22 wyścigów, zdominował Formułę 1 jak jeszcze nikt wcześniej. Mistrzostwo świata zagwarantował sobie na pięć Grand Prix przed końcem sezonu.
Teraz, pod koniec listopada 2024 roku, na The Strip w Las Vegas, sięga po tytuł numer cztery, choć nie robi tego w sposób, jakiego spodziewalibyśmy się po jego formie z pierwszych wyścigów sezonu. Rezygnuje ze swego typowego agresywnego stylu i jedzie spokojny wyścig, traci do najszybszych i zajmuje dopiero piąte miejsce. W zupełności wystarcza to jednak, by można było otworzyć wspomniane wcześniej kartony z koszulkami.
Kilka sekund po tym, jak Verstappen przecina linię mety, w radiu odzywa się Christian Horner: "Max Verstappen, czterokrotny mistrz świata, fenomenalne, ale to fenomenalne osiągnięcie!". W odpowiedzi jego główny kierowca mówi: "Mój Boże, stary, cóż to był za sezon! Czterokrotny, ha! Było odrobinę trudniej niż przed rokiem, ale przetrwaliśmy to, daliśmy z siebie wszystko!".
To niedopowiedzenie, które nie oddaje wartości historycznego osiągnięcia Verstappena i Red Bulla. Wcześniej tylko czterech kierowców wywalczyło cztery tytuły mistrzowskie z rzędu: Juan Manuel Fangio, Michael Schumacher, Sebastian Vettel i Lewis Hamilton. Tylko trzech z nich ma jeszcze więcej tytułów mistrzowskich: Fangio, Schumacher i Hamilton. W siedzibie zespołu Red Bull Racing w Milton Keynes ruszyły już prace nastawione na to, by w 2025 roku Verstappen rzucił się w pogoń za tym utytułowanym trio.
Rzadko się zdarza, by ktoś aż tak się cieszył z piątego miejsca. Zespół polewa się Red Bullem, ale odgłos otwieranych puszek zostaje szybko zastąpiony strzelaniem korków od szampana. Na nocnym niebie nad Las Vegas pojawiają się fajerwerki, a członkowie zespołu świętują w koszulkach z imieniem Maxa, na których "A" zostało zastąpione ciekawszą "4". Uśmiechniętego od ucha do ucha Verstappena noszą na rękach mechanicy, którzy dzielili z nim każdą sekundę tego sezonu. Holender sięgnął niniejszym po tytuł w samochodzie, który pod koniec roku był dopiero trzecim najszybszym w stawce - przeciętnie wolniejszym o ponad 0,1 sekundy na okrążeniu od McLarenów Lando Norrisa i Oscara Piastriego. W wywiadzie udzielonym holenderskiej gazecie "De Telegraaf" kierowca wbił szpilę swoim rywalom: "Czy zostałbym mistrzem w McLarenie? Pewnie, i to znacznie szybciej". Jeździł na tyle bezbłędnie, że trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Naprawdę ciężko wytknąć mu jakiś błąd.
Horner przyzna później, że Verstappen niemal w każdym wyścigu pojechał szybciej, niż teoretycznie pozwalał mu na to samochód. Wraz z upływem sezonu czwarte, piąte i szóste miejsca okazywały się równie ważne jak zwycięstwa, Norris tymczasem miał coraz mniej okazji do odrabiania straty punktowej. Nie da się jednak ukryć, że szanse czterokrotnego mistrza świata były większe również dzięki obowiązującej w McLarenie polityce równego traktowania obu kierowców, choć zespół ten mógł wesprzeć Norrisa, znajdującego się w lepszej sytuacji do walki o tytuł.
Norris, po ostatnim wyścigu w Abu Zabi notujący stratę 63 punktów do mistrza, może swojego rywala wyłącznie chwalić. W rozmowie z reporterami zebranymi na koronację Holendra mówi: "On nie ma wad, nie ma słabych punktów. Gdy dysponuje najszybszym samochodem, po prostu dominuje. Gdy natomiast najszybszym samochodem nie dysponuje, i tak trzyma się tuż za nami i niewiele mu brakuje do zwycięstwa w wyścigach. Przez cały rok nie zaliczył ani jednego słabego występu. Max jeździ tak, jak jeździł zawsze, trudno mu cokolwiek wytknąć". Obaj ścierają się na torze i poza nim, ale łączy ich przyjaźń, która sięga jeszcze czasów kartingu. Norris stracił szansę na swój pierwszy tytuł mistrzowski, ale wydaje się szczerze uradowany sukcesem kumpla. Andrea Stella, szef zespołu, a niegdyś inżynier wyścigowy Schumachera i Alonso, stwierdza: "Żyjemy w epoce Maxa Verstappena".
W Las Vegas Verstappen odsunął od Norrisa wizję tytułu, jednak w praktyce kwestia ta rozstrzygnęła się w poprzedni weekend wyścigowy w Brazylii. Gdy do Grand Prix S?o Paulo Holender ruszał z 17. miejsca - na skutek nieudanych kwalifikacji oraz kary cofnięcia o pięć pól startowych w związku z nadprogramową wymianą jednostki napędowej - natomiast Norris i zespół McLaren zwietrzyli szansę, by odrobić część strat w wyścigu o tytuł mistrzów świata. Cóż, wyszło inaczej. W wilgotnych warunkach już na pierwszym okrążeniu Verstappen odrobił sześć pozycji i znalazł się tuż za punktowaną dziesiątką. Śmiałymi manewrami wyprzedzania przywołał skojarzenia z Ayrtonem Senną i jego słynnym pierwszym okrążeniem w Grand Prix Europy w 1993 roku. Na drugim okrążeniu Verstappen znajdował się już na punktowanej pozycji, a zanim Norris czy Russell zjechali po nowe opony, kierowca Red Bulla był już piąty. Wszyscy odwiedzali swoich mechaników, a stratedzy zespołu Red Bull Racing - w nadziei na pojawienie się na torze samochodu bezpieczeństwa - postanowili przeciągnąć przejazd Verstappena. Do wirtualnej neutralizacji doszło na 27. okrążeniu, do pełnej na 31. okrążeniu, a jedno kółko później na torze pojawiły się czerwone flagi, ponieważ w trudnych warunkach dość poważnie rozbił się Franco Colapinto. Do restartu Verstappen miał się ustawić na drugiej pozycji, jedynie za Estebanem Oconem. Na 43. okrążeniu Max wyszedł na prowadzenie i ostatecznie wygrał wyścig z przewagą prawie 20 sekund. Dobitnie pokazał, że panuje nad samochodem jak mało kto.
Po Las Vegas czekają nas jeszcze dwa weekendy w tym liczącym 24 wyścigi sezonie, jednak dla Verstappena w praktyce będą to już tylko rundy honorowe. Nie przeszkadza mu to jednego z tych Grand Prix wygrać, a w drugim zająć szóste miejsce. Tak komentuje swój czwarty tytuł mistrzowski: "W tym roku mieliśmy do dyspozycji dobry samochód, ale musieliśmy przejechać wiele trudnych wyścigów, dlatego jestem bardzo dumny z tego osiągnięcia. W tych wyścigach, w których nasz samochód nie był najszybszy, trzymaliśmy się razem jako zespół, bardzo ciężko pracowaliśmy, przez większość czasu zachowywaliśmy spokój i niemal nie popełnialiśmy błędów. Wyciągaliśmy tyle, ile się da, być może nawet osiągnęliśmy kilka wyników powyżej naszych możliwości, no a do tego nasi rywale kilkukrotnie wypuścili z rąk punkty, które powinni zgarnąć. Gdy walczy się o mistrzostwo świata, to wszystko musi się poskładać".
W McLarenie z pewnością rwą sobie włosy z głowy z powodu niewykorzystanej szansy, jednak Norris i Piastri mogą przygotowywać się do sezonu 2025 w przeświadczeniu, że będą mieli najszybszy samochód w stawce. Czy to wystarczy? To zupełnie inna sprawa. Norris ujmuje to tak: "Kto chce wygrać z Maxem, musi się zbliżyć do doskonałości".
Verstappen świetnie rozumie, że jest to kierunek, którego również on musi się trzymać. RB20 stanowił spore wyzwanie zarówno dla niego, jak i dla armii inżynierów. Do tego dochodzą napięcia między Holendrem a szefostwem ekipy. Czy czwarty tytuł mistrzowski tylko na jakiś czas pomógł zakleić pęknięcia w relacjach między kierowcą a władzami Red Bulla? Czy nowy sezon przyniesie nowe napięcia? Czas pokaże.