Rozdział 2
Następnego dnia, kiedy siedzieliśmy z Juhanim w samolocie obok siebie, czułam ogromny dyskomfort. Przeszkadzała mi krępująca cisza między nami, chociaż było w niej coś kojącego po wczorajszych szorstkich słowach. W głowie kłębiły się mi niespokojne myśli. Prawie w ogóle nie spałam, a ponieważ była to trzecia z rzędu źle przespana noc, czułam się wycieńczona.
Mieliłam w myślach wydarzenia z przeszłości, analizując wydarzenia sprzed czterech lat z nowej perspektywy. Doszłam do dość niepokojącego wniosku, że Juhani rzeczywiście miał powody, żeby się czuć, jak się czuł. Spotykaliśmy się od sześciu lat i przez pierwsze lubiłam chodzić na jego koncerty, także te wyjazdowe. Miałam wtedy czas zarówno na pracę, jak i studia. Byłam niezmiernie dumna z Juhaniego. Z czasem jednak rosnąca popularność zespołu Parasite zaczęła mnie niepokoić. Parasite nie odniósł takiego sukcesu, jaki teraz odnosiło THC, ale w krajach skandynawskich i nadbałtyckich zespół był dobrze znany i miał wiernych fanów. Juhani ciągle był w trasie, a jeśli nie koncertował, to miał nagrania, akcje promocyjne, wywiady i inne różne spotkania. Zawsze otaczało go rosnące grono fanów i kręcił się obok niego wianuszek fanek, co nie pomagało. Zaczęłam mieć do niego pretensje i stawiać wymagania. Chciałam, żeby częściej się ze mną widywał i był bardziej elastyczny, jeśli chodziło o grafik. Muszę przyznać, że Juhani się starał. Potrafił dopasować swój kalendarz do mojego czy też odwołać jakieś spotkanie. Jednak mnie to nie wystarczało.
Dziś, patrząc na to z perspektywy czasu, rozumiem, jak wiele wysiłku potrzeba, żeby zrealizować swoje marzenie. Uświadomiłam sobie, że goniąc za własnym, znalazłam Mikko i ustawiłam go w roli, która najbardziej mi pasowała. Stał się przyjemnym rozproszeniem, po które sięgałam, kiedy go potrzebowałam. Zachowywałam się tak ze strachu. Bałam się, że Juhani oddali się ode mnie, a w efekcie odstawi na boczny tor. Przy tej rzeszy wielbicielek mógłby znaleźć sobie kogoś piękniejszego i sławniejszego, dla kogo by mnie porzucił. Dlatego w końcu sama go od siebie odepchnęłam, z premedytacją. Od naszego rozstania byłam tak odrętwiała, że nawet nie mogłam płakać. Wmawiałam sobie, że związek z Juhanim był niemożliwą do spełnienia fantazją. Kiedy poznałam Mikko, starałam się go poznać i pokochać. Kiedy po jakimś czasie zaczął działać mi na nerwy, a w ostatnich naszych wspólnych tygodniach w moich myślach pojawiał się Juhani, zganiałam to na zmęczenie. Teraz, gdy spotkałam Juhaniego na żywo, wiedziałam, o co tak naprawdę chodziło. Miałam w sobie ogromną tęsknotę, której nie mogłam ukoić. Przynajmniej do chwili, kiedy po tak długiej przerwie nie usłyszałam jego głosu w słuchawce.
Tymczasem siedziałam obok odmienionego, bardziej nieprzejednanego Juhaniego, który bez wahania, a nawet z lekką pogardą, zaproponował mi relację opartą tylko na seksie, całkowicie na jego warunkach. Rzuciłam ukradkowe spojrzenie w jego stronę i zauważyłam, że subtelnie kiwa głową i nieznacznie porusza ustami. Był pogrążony w pracy. Pewnie układał tekst nowej piosenki albo ćwiczył jedne z dotychczasowych hitów.
Obserwowanie tego procesu zawsze mnie fascynowało. Ja tworzyłam stroje z namacalnych rzeczy - tkanin, guzików, nici - a Juhani tworzył muzykę niejako z niczego. Ona powstawała w jego głowie. Po prostu słyszał melodię i jednocześnie zapisywał pojawiające się słowa. Zazwyczaj wszystko notował od razu. Nieraz trwało to całymi godzinami, ale on zdawał się nie zauważać upływu czasu.
W pewnym momencie Juhani wyciągnął gruby notes i zaczął coś bazgrać. Dyskretnie zajrzałam mu przez ramię, ale Juhani natychmiast zamknął notes, odsuwając się nieco ode mnie.
- Nie - powiedział krótko, patrząc na mnie chłodno.
Zmroziło mnie do szpiku kości i poczułam lekkie ukłucie żalu w sercu, ale zdobyłam się na to, żeby zapytać:
- Dlaczego nie? Dawniej pozwalałeś mi podejrzeć teksty, kiedy jeszcze nie były doszlifowane.
- Zwróć uwagę na jedno, dość istotne słowo - powiedział oschle Juhani. - Dawniej.
Zebrało mi się na płacz, więc wyprostowałam się w fotelu, wciskając się w jego oparcie. Miałam na sobie zwiewną, żółtą sukienkę z tkaniny we wzory inspirowane latami pięćdziesiątymi (wydawała się odpowiednia do Paryża), ale pod pustym spojrzeniem Juhaniego czułam się całkowicie naga. W końcu zdołałam zebrać myśli i postanowiłam odnieść się do tego, co powiedział wczoraj, a co sobie ułożyłam w głowie przez noc.
- Przepraszam za to, jak cię traktowałam. Wtedy się wystraszyłam, że zawrotna kariera muzyczna odciągnie cię ode mnie - wyznałam szczerze, choć była to jednie półprawda. Nie miałam ochoty przyznawać się do tego, jak bardzo drażniły mnie fanki podążające za Juhanim, jak wygłodniałe hieny, a on się do nich uśmiechał zbyt przyjaźnie.
- Muzyka była całym moim życiem, zanim cię poznałem. Problem w tym, że nigdy tego nie rozumiałaś - odpowiedział szorstko Juhani. Otworzył usta, jakby chciał coś dodać, ale wtedy z głośników samolotu rozległ się formalny, choć uprzejmy komunikat.
Kapitan informował o zbliżających się turbulencjach. Odruchowo rzuciłam zaniepokojone spojrzenie Juhaniemu, bo wiedziałam, że boi się latać. Co prawda dziś, po wejściu na pokład, nie przejawiał żadnego podenerwowania, więc możliwe, że przez te cztery lata wyzbył się tej fobii, jednak zauważyłam, że podniósł głowę i nerwowo rozglądał się dookoła.
- Pomyśl o tankowcach - podsunęłam.
- Po co? - odpowiedział zdziwiony Juhani.
- To ogromne, stalowe bryły, a mimo to unoszą się na wodzie.
- To bez sensu. Jeśli wrzucisz kamień do wody, zatonie. Tak samo powinno być z tankowcem - odparł Juhani, ściskając mocno podłokietniki, kiedy po raz pierwszy zatrzęsło samolotem.
Postanowiłam ciągnąć rozmowę, która jak pamiętałam, zazwyczaj przebiegała podobnie.
- To ma sens i jest zgodne z prawami fizyki. Przecież człowiek też może pływać.
- Tak, ale nie latać. To jeszcze bardziej wbrew naturze niż pływanie.
- Potrafimy wznosić maszyny w powietrze tak samo, jak umiemy budować unoszące się na wodzie statki. I statek, i samolot mają ze sterami człowieka, który zna prawa fizyki.
Kolejna seria turbulencji. Tym razem silniejszych. Jakbyśmy podróżowali powozem konnym o fatalnym zawieszeniu po naprawdę wyboistej drodze, a nie samolotem. Juhani zaklął pod nosem i zamknął oczy.
- Jeśli rzucisz kamień w powietrze, to... - wycedził przez zaciśnięte usta, ale nie dałam mu dokończyć. Nie chciałam, żeby dłużej znosił te katusze. Dlatego, żeby go uspokoić, zrobiłam to, co zwykle robiłam cztery lata temu. Palcami jednej dłoni zaczęłam wodzić wokół jego niesamowicie jedwabistych, mięsistych ust, a drugą ręką gładziłam go po policzku.
- To nie jest kamień. Nie spadnie - wyszeptałam mu do ucha, przyciskając czoło do jego skroni.
Juhani nie protestował, gdy przyciągnęłam go do siebie. Wręcz przeciwnie, obrócił się ku mnie i nachylił, żeby z zamkniętymi oczami odnaleźć moje usta.
Ogarnęło mnie upojenie. Silniejsze niż to, które odczuwałam po winie wypitym kilka nocy temu. Miałam wrażenie, że w tej chwili byłam dla niego bezpiecznym portem. Chętnie rozchyliłam wargi i pozwoliłam, żeby przyjemność płynąca z tej pieszczoty całą mnie napełniła. Stopniowo się rozpalałam. Łapczywie całowałam prawie już zapominanie usta, jakby chciałam nadrobić cały ten stracony czas. Zachłannie wsunęłam język, a Juhani od razu odwzajemnił tę pogłębioną pieszczotę. Jęknęłam z rozkoszy, a po całym moim ciele rozeszło się mrowienie. Mocniej przywarliśmy do siebie, całując się zachłannie. Kiedy Juhani ścisnął jedną z moich piersi, wydałam z siebie przeciągłe westchnienie. Wypięłam klatkę w jego stronę, prosząc o więcej i zupełnie nie przejmując się tym publicznym pokazem. Dlatego, kiedy Juhani zaczął wsuwać mi dłoń między uda, rozchyliłam je na tyle, na ile pozwalała wąska sukienka. Czemu nie włożyłam jakiejś rozkloszowanej spódnicy?
W głowie miałam burzę myśli, które przelatywały przez nią z ogromną prędkością. Co chwilę wzdychałam w uniesieniu. Uświadomiłam sobie też, że ubierając się dziś rano, sięgnęłam po dawno nienoszone elementy garderoby - pończochy i pas do pończoch. Kiedy spotykałam się z Juhanim, podobało mu się to, że w trasie zawsze byłam "łatwo dostępna", jak to kiedyś ujął. Dlatego dzisiaj odruchowo ubrałam się tak, żeby go zadowolić. Oczywiście, starannie ignorowałam ten podświadomy dobór bielizny, tylko czasem robiąc sobie z jego powodu wyrzuty.
Kiedy Juhani opuszkami palców dotknął satynowego materiału moich fig, uniosłam lekko biodra, napierając na jego palce rozpaloną i gotową cipką. Wplotłam palce w jego miękkie włosy, a kiedy pieścił moje krocze, wydałam z siebie bezsilne westchnienie. Zaczęły mi drżeć uda, wygięłam plecy w łuk i czekałam, żeby Juhani odsunął figi na bok i...
Wtedy przestałam czuć jego dłoń. Kiedy chwycił mnie za ramiona, otworzyłam oczy. Juhani gwałtownie mnie odepchnął. Widziałam jego zarumienione policzki, lekko rozchylone usta i szklące się oczy. Zdziwiłam się, gdy potrząsnął głową, jakby chciał z niej coś zrzucić, po czym prawie warknął:
- Nie potrzebuję twojego współczucia. Jestem odporny na takie sztuczki. Pewnie w nocy, leżąc obok Mikko, przypomniałaś sobie, że potrafię więcej niż on, co? Pewnie stwierdziłaś, że jakoś wytrzymasz z muzykiem, skoro dość dobrze ci płaci.
Cała przyjemność wyparowała po takim chłodnym prysznicu. To prawda, że marzyłam o stabilizacji, ale nigdy nie zależało mi na pieniądzach. Juhani powinien to wiedzieć, bo przecież kochałam go równie mocno, kiedy pracował jako magazynier czy kasjer w Lidlu, a kiedy już nieźle zarabiał na muzyce. Jego słowa mnie uraziły.
- Pieniądze nie mają z tym nic wspólnego i dobrze o tym wiesz! I już nie jestem z Mikko!
W zielone oczach Juhaniego błysnęło coś intrygującego, ale odwrócił się ode mnie i wbił wzrok w oparcie fotela przed sobą.
- Acha. Pewnie miał dość twojego ciągłego narzekania, co?
Westchnęłam z irytacją, ale postanowiłam nie dać się sprowokować.
- Zauważyłam, że poczułeś się gorzej przez turbulencje, więc...
- Następnym razem podaj mi worek na wymiociny albo drinka - przerwał mi ze złością.
- Nic ci już nie dam - prychnęłam.
Na chwilę zapadła między nami cisza, po czym Juhani uśmiechnął się i łagodnie stwierdził:
- Jeszcze wiele mi dasz.
Pokręciłam głową na ten dwuznaczny żart. Zupełnie straciłam humor.
- Co to ma być? Oślizgły rock'n'rollowy podryw?
- Oczywiście, że nie. Przecież masz przygotować dla mnie całą garderobę. Dasz mi kostiumy sceniczne - odpowiedział poważnie.
Jego twarz była całkowicie pozbawiona wyrazu, ale usta mu drżały, co wskazywało na to, że się ze mnie naigrywał. Cholernie irytujące. Był niemożliwy. Juhani łatwo wpadał w złość, ale szybko się uspokajał. Rzadko bywał złośliwy, ale kiedy się wściekał, potrafił nieźle wbić szpilę. Tak jak dzisiaj. Tyle że chyba nigdy nie było między nami tyle napięcia, co teraz. Choć ta wymiana zdań mnie zraniła, postanowiłam odsunąć na bok urazę i mimo irytacji powiedziałam:
- Uszyję ci tak wspaniałe stroje, że Matti od razu podpisze z tobą kontrakt na nową płytę. Użyję wełny, futra, lateksu i gumy. Dopiero wtedy się przekonasz, co to znaczy się pocić. Nie będziesz mógł dokończyć utworu bez zdarcia z siebie choćby fragmentu stroju.
- Wracamy do rozbierania mnie? - wtrącił Juhani z zaciekawieniem, patrząc mi w oczy. - Wygląda na to, że masz uporczywe fantazje na ten temat. Przypomnę ci, że twoim zadaniem jest mnie ubierać, nie rozbierać. Chyba się pogubiłaś. Nie będzie żadnego rozbierania - wyszeptał wyjątkowo zmysłowo tym swoim seksownym, ochrypłym głosem.
- Najlepiej się zamknij - rzuciłam i spojrzałam przed siebie.
- Z przyjemnością.
Następnego dnia w takim pośpiechu nałożyłam makijaż, że niewiele brakowało, a wyglądałabym jak mała miss. Kiedy robiłam ostatnie poprawki, zerknęłam w lustrze w swoje zielone oczy i automatycznie pomyślałam o jasnozielonym, pełnym żaru i czegoś złowieszczego spojrzeniu Juhaniego. Zganiłam siebie za to, że rozmyślam o nim. I za to, że w przeszłości tak bardzo złościłam się z powodu rzeczy bez znaczenia. Juhani miał rację - nie rozumiałam jego zaangażowania w muzykę i dlatego czułam się zagrożona przez stado fanek i rosnącą popularność zespołu.
Włożyłam soczysto zielone spodnie o tak szerokich nogawkach, że do złudzenia przypominały długą spódnicę, a na górę jeden z niewielu elementów garderoby, które kupiłam gotowe: sweter w niebiesko-białe poziome paski. Obcisła dzianina ładnie podkreślała moje krągłości, obfite, niczym u Christiny Hendricks. Wiedziałam, że moje piersi i biodra w praktycznie każdej kreacji przyciągały uwagę.
- Doskonale - szepnęłam pod nosem.
Może podczas samotnego lunchu, na który miałam zamiar się dziś wybrać, podejdzie do mnie jakiś miły Francuz. Po wczorajszym dniu nie miałam ochoty na bliższe kontakty z Juhanim. Po naszej sprzeczce zamówił wódkę u Julie, ciemnookiej stewardessy tak flirciarsko, że aż zrobiło mi się głupio. Kobieta zaśmiewała się zalotnie z jego żarcików, a mnie brało na wymioty. Po wylądowaniu poszliśmy odebrać bagaże z taśmy, ale kiedy w hali pojawiła się nowa znajoma Juhaniego, oznajmił, że spotkamy się w hotelu i opuścił lotnisko w jej towarzystwie. Sama nie wiedziałam, dlaczego przyprawiło mnie to o taką rozpacz, że po wejściu do pokoju się rozpłakałam. Jakbym ponownie pogrążała się w nieszczęściu. Miałam dość zmartwień na głowie. Nie potrzebowałam na dokładkę bólu serca związanego z ponownym pojawieniem się Juhaniego na mojej ścieżce z jego rock'n'rollowym stylem życia, które teraz, zgodnie z tym, co powiedział mi przed wyjazdem, rzeczywiście obejmowało zmienianie kobiet jak rękawiczki. Nie wiedziałam, co zrobić ze swoimi uczuciami, które w jakimś stopniu udawało mi się tłumić. Ze smutkiem przyznałam przed sobą, że przez te cztery lata nie zmieniły się ani trochę. Tymczasem Juhani w ogóle do mnie nie tęsknił. Wiele godzin płakałam w najpiękniejszych pokoju hotelowym, w jakim kiedykolwiek mieszkałam. Jak już trochę ochłonęłam, zamówiłam sobie kanapkę klubową z frytkami z serem na wierzchu. Jedzenie sprawiło, że poczułam się dużo lepiej. Przekonałam samą siebie, że Juhani, którego znałam i wciąż kochałam, już nie istnieje, a od jego nowego, rozpustnego wcielenia chciałam jak najszybciej się uwolnić.
Żeby to zrealizować, musiałam zakasać rękawy. Resztę wieczoru spędziłam na googlowaniu paryskich pchlich targów i sklepów z tkaninami oraz szkicowaniu projektów, co przeciągnęło się na trzy kolejne dni i dwie noce. Dopiero wtedy udało mi się zasnąć i o mały włos, a zaspałabym na śniadanie. Na szczęście w restauracji nie natknęłam się na Juhaniego. Po śniadaniu wzięłam z pokoju beżową skórzaną torbę, którą sama zrobiłam, i wyszłam na korytarz. Przed windą rozłożyłam mapę i przyjrzałam się rozkładowi metra, które świetnie komunikowało prawie każdą część miasta, ale trzeba było uważać na przesiadki. Nasz hotel znajdował się w pobliżu stacji metra École Militaire, rzut beretem od wieży Eiffla. Zjechałam do recepcji i wysiadłam zamyślona. Schowałam mapę do torebki i zrobiłam kilka kroków, gdy wpadłam na kogoś.
- Przepraszam - bąknęłam po angielsku, unosząc wzrok.
Przede mną stał Juhani. Miał na sobie czarny T-shirt Black Sabbath i czarne dżinsy. Nic nie powiedział, tylko przyglądał mi się uważnie ze szczerym uśmiechem. Od przypływu różnych emocji zrobiło mi się gorąco i zakręciło w głowie. Bez słowa próbowałam wyminąć mężczyznę, ale zastąpił mi drogę.
- Dokąd idziesz?
- Do pracy - odparłam sucho, próbując go wyminąć.
- Ale gdzie?
- Na pchli targ.
- Już jestem wolny. Mógłbym...
- Pewnie przez całą noc byłeś nieźle zajęty. Lepiej się zdrzemnij - przerwałam mu.
Juhani uśmiechał się z rozleniwieniem. Miałam ochotę mu przyłożyć za tę bezczelność.
- Bardzo możliwe. Wracam z wywiadu radiowego, a stewardessa poleciała do miłości swojego życia.
- Ojej, ty nią nie jesteś? - rzuciłam niewinnie, niespecjalnie kryjąc złośliwość.
- Zupełnie nie o to mi chodziło. - Juhani puścił do mnie oko, po czym ziewnął, pocierając dłonią kark. Wtedy na jego szyi zauważyłam cienki jasnobrązowy rzemyk. Wydał mi się znajomy, więc sięgnęłam do niego i wysunęłam go na wierzch. Wtedy zobaczyłam niewielki wisiorek - bladozielony, lekko chropowaty ametyst.
- Co robisz? - spytał sennie Juhani.
Wpatrywałam się w ten prosty naszyjnik. Dałam mu go w prezencie na naszą piątą rocznicę. Kamień był praktycznie koloru oczu Juhaniego. Podobno chronił noszącego i wspierał trwanie w trzeźwości, a także symbolizował miłość. To był chyba najdoskonalszy prezent, na jaki mogłam sobie pozwolić dla mojego mężczyzny, mając tak ograniczone zasoby finansowe. Gdy Parasite, pierwszy zespół Juhaniego, dużo koncertował, często się kłóciliśmy, bo Juhani palił za dużo trawki. Martwił mnie ten jego sposób rozładowywania stresu. Robiłam mu wymówki. Teraz spojrzałam Juhaniemu głęboko w oczy, gdy skrępowany chował biżuterię z powrotem pod T-shirt.
- To po prostu ładny wisiorek - rzucił obojętnie, ale wyglądał na nieco wzburzonego. Włożył ręce do kieszeni i spojrzał gdzieś w bok.
Ktoś inny pewnie dałby się nabrać na ten teatrzyk, ale przez sześć lat związku dobrze go poznałam. Juhani rzadko kłamał, ale jak już to robił, od razu dało się wyczuć ściemę. Najczęściej wtedy wsuwał dłonie do kieszeni i odwracał wzrok. Tak było, gdy roztrwonił całą pensję na drogą gitarę i później obstawał przy tym, że płatki śniadaniowe je na każdy posiłek, bo mu tak bardzo smakują. Nie najlepiej też poszło mu, gdy zapewniła mnie, że nieposolony, galaretowaty gulasz mojego autorstwa był przepyszny. Taką też przyjął postawę, kiedy poszedł zagrać koncert, chociaż nie czuł się dobrze. Zadziwiające, bo w tym momencie dotarło do mnie, że nigdy nie widziałam u niego takich gestów, kiedy pytałam go o napalone fanki, które się kręciły wokół niego. Ponownie zakłębiły się we mnie mieszane uczucia. Coś rozbudziło we mnie nadzieję, ale wolałabym się nie łudzić, że mógłby coś do mnie czuć. Chociaż mowa ciała zdradzała, że naszyjnik miał dla niego jakieś głębsze znaczenie. To nie był tylko ładny wisiorek. Czy powinnam dociekać, co się za tym kryło? Czy mam na tyle odwagi? Jeśli tak, to jak to zrobić?
Wbiłam wzrok w podłogę i grzebiąc w torbie za mapą metra, szybko analizowałam swoje opcje. Jedną drogą było pozostawienie przeszłości, gdzie jej miejsce, zaakceptowanie nowego, rozpustnego Juhaniego takim, jakim był, i patrzenie na chłodno, jak się rozpija, zmieniając co noc dziewczynę. Inne podejście wymagało odwagi. Mogłabym zrobić coś, żebyśmy do siebie wrócili. Tylko co by to miało być? Miałam wrażenie, że mózg mi się przepali od tego myślenia. Zawsze była opcja z niezobowiązującym, niesamowitym seksem, który Juhani zaproponował. Jeśli będziemy ze sobą sypiać, to będziemy też mieli okazję do rozmowy. Jeśli dobrze rozegram swoje karty, sprawię, że zechce mnie na dłużej. Może nawet dostałabym kolejną szansę. Tak naprawdę tęskniłam za nim. Za nami. Całą sobą. Poczułam to w momencie, w którym usłyszałam głos Juhaniego w słuchawce parę dni temu. Kiedy po chwili zamknęłam torebkę i spojrzałam przed siebie, wiedziałam, co zrobię. Zdecydowałam, że spróbuję. Nie miałam pojęcia, jak te cztery lata zmieniły Juhaniego, ale musiałam działać, żeby się tego dowiedzieć. Miałam trzydzieści pięć lat i Juhani nie był moim pierwszym mężczyzną, ale tylko jego kochałam tak mocno. Gdybyśmy znowu się zeszli, musiałbym pójść na ustępstwa, co zapewne byłoby trudne, ale sądzę, że warto było zaryzykować.
Opanowując szalone bicie serca, spojrzałam w zmęczone oczy Juhaniego i cicho zaproponowałam:
- Możesz pójść ze mną. Jeśli nakupię dużo rzeczy, będzie miał kto je nosić. Może uda mi się znaleźć fajny materiał, który nie jest czarny. To nie jest twój kolor.
- Często to słyszę. I w sumie też to widzę, ale jakoś nie przywiązuję do tego wagi - tłumaczył się, kiedy wychodziliśmy na ulicę.
- Czerń jest oczywista. Na gale czy wywiady prasowe powinieneś zakładać coś w innym kolorze. Masz dobrą cerę, którą można podkreślić odpowiednią kolorystyką. Dobrze byłoby ci w czymś turkusowym, łososiowym albo koniakowym. Wiesz przecież, że kobiety uważają cię za najgorętszego ogiera na tej planecie. Trzeba zmaksymalizować efekt, żeby dostały jeszcze więcej. - W rzeczywistości nie chciałam niczego maksymalizować. Wręcz przeciwnie. Najchętniej przefarbowałabym Juhaniemu włosy na jaskrawożółty kolor i ubrała go w worek. Tyle że musiałam zachowywać się profesjonalnie, a nie jak kobieta, która desperacko knuła, jak zniewolić swojego teraz już byłego chłopaka.
- Oczywiście, że o tym wiem. Kilka lat temu pewien brytyjski magazyn napisał ostrzegawczo, żeby żadna kobieta nie dotykała moich zdjęć, ponieważ mogą powodować oparzenia. - Juhani zrobił pauzę, po czym dodał słodkim głosem: - Zastanawiam się tylko, skąd ty to wiesz.
Na szczęście właśnie dotarliśmy do zejścia do metra i mogłam złapać się poręczy schodów, bo kolana się pode mną lekko ugięły. "Powinnam była to przemilczeć", pomyślałam. Właśnie zdradziłam żenujący sekret, do którego nie chciałam się przyznawać nawet sama przed sobą. Przez te wszystkie lata, kiedy miałam przerwę od pracy albo nudziłam się wieczorem, googlowałam Juhaniego i czytałam artykuły na jego temat. Brałam nawet udział w idiotycznych konkursach na najseksowniejszego solistę roku, najlepszego piosenkarza i innych równie płytkich quizach. Ale niecały rok temu moja sytuacja zawodowa wyglądała tak kiepsko, że nie miałam już czasu na przeglądanie stron rozrywkowych, nie mówiąc o czasopismach. Podjęłam też świadomy wysiłek, by przerwać ten niezdrowy stalking, by nie prowokować fantazji o Juhanim, które zakłócały moje życie erotyczne z Mikko.
"Cały wysiłek poszedł na marne", pomyślałam z beznadzieją, wpatrując się w przystojnego mężczyznę, który szedł obok mnie. Miał lśniące brązowe włosy z jaśniejszymi, naturalnymi pasemkami, a ruchy jego ciała były tak prowokujące, że od samego patrzenia stawały mi sutki. Mimo że bardzo go pożądałam, doskonale wiedziałam, że sam seks mi nie wystarczy. Pragnęłam czegoś bardziej znaczącego.
- Trudno było ignorować szum, który wywołałeś w tabloidach - skłamałam gładko, czując ulgę, że przed nami są bramki obrotowe, które choć na chwilę odciągną uwagę Juhaniego od tego tematu.
Niestety, Juhani wznowił rozmowę od razu, gdy znaleźliśmy się na peronie.
- Jaki szum? Ostatnio pisano tylko o nowej trasie po Stanach. I coś o jakiejś staruszce, która rzekomo wyczuła zapach marihuany wydobywający się z mojego mieszkania. Kobieta powiedziała, że sama nigdy nie paliła zioła, więc skąd mogła wiedzieć, jak ono pachnie? I tyle. Nie kojarzę, żeby ponownie się rozpisywano na temat mojego seksapilu.
- Nie drocz się ze mną. Wiesz, co mam na myśli - odpowiedziałam stanowczo.
- Określ, co według ciebie jest najlepszym kierunkiem przy budowaniu nowego wizerunku zespołu. Nawet jeśli ma chodzić o maksymalizację efektu ogiera - powiedział Juhani, uśmiechając się z przekąsem i zręcznie odciągając mnie na bok, bo w naszą stronę nadjeżdżała grupka nastolatków na deskorolkach.
Ta nagła bliskość jego silnego ciała roznieciła we mnie żar. Juhani zawsze tak na mnie działał. Zupełnie traciłam kontakt z rzeczywistością i nie mogłam zebrać myśli. Nie zwracałam uwagi na otoczenie, więc od kiedy się znaliśmy, co rusz musiał odciągać mnie na bok lub zatrzymywać w miejscu, żebym nie weszła w jakiś słup, kałużę czy rowerzystę. Kiedy był w trasie, często przypominał mi, żebym patrzyła przed siebie. Twierdził, że jego muzyka jest już dość ciężka i nie potrzebował swojemu sercu dodawać mroku, gdyby mi się coś stało. I faktycznie, po rozstaniu z Juhanim kilka razy wpadłam pod koła roweru, zderzyłam się z lampą uliczną i o mały włos nie wpadłam pod autobus.
Przez moment stałam przy nim, wdychając przyjemny zapach jego perfum. Wspomnienia te wzruszyły mnie tak, że zwilgotniały mi oczy. W ciele czułam miłe ciepło i podniecenie. No tak, gorący ogier. Tabloidy nie kłamały.
- Dobrze - szepnęłam, lekko drżącym głosem.
Odsunęłam się od Juhaniego na kilka kroków i spojrzałam w kierunku, z którego miało nadjechać metro. Wiedziałam, że się rumienię.
- W którymś brukowcu napisali, że jesteś wielką osobowością o niesamowitym głosie i rozbuchanym ego, bo odmówiłeś wywiadu "Guardianowi". Podobno chcieli rozmawiać o twoim podejściu do zażywania marihuany. Powiedziałeś, że możesz wypowiadać się o muzyce, zespole, a nawet o swoim życiu osobistym, ale o używkach nie masz zamiaru i że nawet Keitha Richardsa nie pytano o jego uzależnienie od heroiny w latach siedemdziesiątych. Wspomnieli też o tym, że jesteś świetny na występach na żywo i stwierdzili, że skoro jako początkujący solista odrzuciłeś propozycję "Guardiana" to musisz mieć jaja i wielkiego... - Spojrzałam na Juhaniego wymownie, nie mogąc wypowiedzieć tego słowa.
Wtedy on uśmiechnął się lubieżnie i przyciągnął mnie do siebie. Zaparło mi dech w piersiach, gdy objął mnie w tanecznym uścisku, wsuwając dłoń pod mój sweter. Muskał moją nagą skórę i obracał nas w kółko pośród płynącego tłumu przechodniów.
- Nie czytałem tego artykułu - szepnął mi do ucha.
Wirowałam w jego ramionach, zapominając o gwarnym peronie i celu naszej podróży. Juhani odgarnął mi włosy na bok i przytulił policzek do mojej skroni.
- Asystentki zespołu się tym zajmują, a następnie streszczają nam artykuły, od najbardziej sensownych do tych najgłupszych. Czasem staram się zapamiętać, która gazeta co napisała, ponieważ niektórzy dziennikarze lubią nawiązywać do wcześniejszych publikacji. Wiele gazet powtarzało, że odmówiłem wywiadu, i wymyślało powody, ale o ile dobrze kojarzę, to skupili się przede wszystkim na popularności THC i zarzutach wobec mnie za posiadanie maryśki. O Keicie Richardsie wspominałem w wywiadzie dla "Decibel". Z kolei komentarz o niesamowitym głosie, wielkiej osobowości i rozbuchanym ego pochodzi z internetowego wydania Cosmopolitan, o ile się nie mylę. A tam, jak wiemy, chętnie podyskutują o rozmiarze mojego kutasa.
Lekko zachrypnięty głos Juhaniego wibrował na mojej skórze. Nagle dotarło do mnie, że mam pełną kontrolę nad sytuacją. Wtuliłam twarz w jego szyję i szepnęłam:
- Masz rację.
- Naprawdę przeczytałaś wszystkie te artykuły? - Juhani nie krył zaskoczenia.
- Tak - przyznałam.
Juhani powędrował palcami wyżej wzdłuż mojego kręgosłupa, po czym przesunął dłoń do przodu i zaczął pieścić mój sutek.
- A pamiętasz tytuł tego wpisu z Cosmopolitan? Ja pamiętam doskonale, bo kumple nie dawali mi spokoju przez wiele tygodni.
Nie powinnam podsycać ego Juhaniego. Miał dość wygórowane mniemanie o sobie i choć nie było nic złego w jego pewności siebie, to nie potrzebował kolejnych zapewnień o swojej wspaniałości.
Mężczyzna przesunął dłoń z mojej piersi na kark i wplótł palce we włosy. Dobrze wiedział, że to moja silna strefa erogenna. Nikt oprócz niego o niej nie wiedział. Jęknęłam z przyjemności, poddając się jego zmysłowemu dotykowi. Serce zabiło mi mocniej, a moja cipka zacisnęła się kilka razy.
- Założę dziś do telewizji, cokolwiek wybierzesz - mruknął Juhani.
Byłam tak oszołomiona namiętnością, że kiedy delikatnie pociągnął mnie za włosy na karku i przywarł ustami do moich, straciłam oddech.
- Wielka osobowość, niesamowity głos, rozbuchane ego i ogromny... - wyszeptałam rozmarzonym tonem, specjalnie nie dokańczając zdania.
Juhani mocno przytrzymywała moją głowę, namiętnie całując mnie swoimi cudownymi, miękkimi i ciepłymi ustami. Po chwili oderwał się ode mnie i cicho się roześmiał.
- Niegrzeczna dziewczynka, która w sekrecie czyta jakieś bzdury w Cosmo o swoim byłym chłopaku.
Z tego snu na jawie wyrwał mnie krzyk, który rozległ się w pobliżu, a po chwili dwie rozhisteryzowane dziewczyny i speszony chłopak podbiegli do nas. Odsunęłam się od Juhaniego, robiąc miejsce fanom. Przyglądałam się scence jak z filmu: jedna z rozanielonych dziewczyn spytała Juhaniego łamaną angielszczyzną, czy mogłaby dostać autograf, a druga gorączkowo grzebała w swojej torbie, pewnie szukając czegoś do pisania. Po chwili obie uśmiechały się triumfalnie, podając Juhaniemu jakiś skrawek papieru i długopis. Zauważyłam, że przechodnie różnie na to reagowali - jedni byli zdegustowani, inni rozbawieni, a jeszcze inni zdezorientowani. Tymczasem Juhani zachowywał się tak, jakby nie działo się nic nadzwyczajnego. Gawędził z trójką wielbicieli, uśmiechając się do nich z godną podziwu szczerością.
- Dziękuję! Myślę, że to jest nasz najlepszy album, jak dotąd. Nie, jestem tu pierwszy raz. Nad nową płytą zaczniemy pracować krótko po powrocie z trasy. Znasz tekst piosenki Dying Out Loud na pamięć? To super! - Podpisał skrawek papieru wręczony mu nieśmiało przez szczupłego chłopaka i nawet nie mrugnął, kiedy kolejna młoda kobieta podeszła do niego, objęła ramieniem i strzeliła sobie z nim selfie, trajkotając przy tym, że codziennie słucha najnowszego albumu THC.
Dawniej, gdy Parasite zyskiwał na popularności, czułam ogromną zazdrość, jakby ich sława uderzała w moje poczucie wartości. Teraz za to odczuwałam jedynie coś, co mogłabym nazwać podziwem. Wiedziałam, że THC od jakiegoś już czasu było bardzo popularne w całej Europie, ale nie sądziłam, że Juhani będzie rozpoznawany na ulicach Paryża. Mężczyzna rzucił mi nerwowe spojrzenie, podobne do tego, którym obdarzał mnie po koncertach, gdy otaczały go grupki piszczących fanek, a ja stałam z boku, oszołomiona zazdrością. Odetchnęłam głęboko i oparłam plecy o ścianę stacji.
Gdy Juhani nadal prowadził rozmowę z fanami, ja przyglądałam się czubkom swoich czółenek i rozmyślałam nad tym, czy próba odzyskania go to dobry pomysł. Czy to uczucie zazdrości minie, czy już zawsze będę czuła się gorsza, gdy Juhani osiągnie jeszcze większą sławę za oceanem? Dobrze wiedziałam, że to kwestia czasu, bo był szalenie utalentowany i wytrwały w dążeniu do celu. A to oznaczało dłuższe trasy koncertowe, więcej wywiadów, sesji fotograficznych, dłuższe godziny w studio nagrań i ocean fanów i fanek. I coraz mniej zwyczajnego życia. Normalne życie jest przyziemne, a ktoś, kto staje się sławny, chce żyć pośród gwiazd. Nie wiedziałam, czy było dla mnie miejsce na takim nieboskłonie.
Pamiętam, że na naszej pierwszej randce w parku Tokoinranta Juhani zacytował Eminema. Poznaliśmy się wieczór wcześniej w Lidlu, gdzie robiłam zakupy z przyjaciółką. Zastanawiałyśmy się, czy do pizzy kupić też oliwki, kiedy moją uwagę zwrócił chłopak o niebieskich włosach, który układał towar na półce. Nieznajomy spojrzał na mnie, najpierw z zaciekawieniem, a potem nieco bardziej wymownie. Mimo że jego pofarbowane włosy były koszmarnie rozczochrane, a wysokie ciało przesadnie szczupłe, coś mnie urzekło w jego jasnozielonych oczach. Juhani podszedł do nas i wskazując na słoik oliwek w dłoni mojej przyjaciółki, stwierdził:
- Jeśli chcecie kupić oliwki, to wybierzcie coś lepszego, zamiast tego poczerniałego badziewia. To trochę tak, jakbyście zapłaciły kupę kasy za koncert Metalliki, ale wylądowały w jakimś ogródku piwnym, gdzie do piwa przygrywa cover band.
Żadna z nas nie zdążyła skomentować jego słów, bo Juhani od razu zapytał mnie, czy jestem wolna. Odpowiedziałam, że nie, na co on zażądał, żebym rzuciła tego idiotę, który nie kocha mnie tak, jak na to zasługuję, i oznajmił, że tylko on będzie mnie kochał jak trzeba. Roześmiałam się, ale przystałam na spotkanie na następny dzień. Nie mogłam się doczekać tej randki. Marzyłam o pocałunku z niebieskowłosym chłopakiem od pierwszej chwili, kiedy go zobaczyłam. Spacerowaliśmy po parku, rozmawiając i żartując, aż w końcu zdobyłam się na to, żeby pocałować go po raz pierwszy. Najwyraźniej uzależniłam się od niego na resztę życia.
- Przepraszam, że zajęło to tyle czasu. Zdarza się to coraz częściej. Wsiadamy?
Ocknęłam się ze wspomnień i popatrzyłam na Juhaniego. Przyglądał mi się badawczo, ale wyraz jego twarzy zdradzał, że przeprosiny uważał za zakończone. W zasadzie nie miał za co przepraszać. Przecież fani byli klientami THC i członkowie zespołu, w tym Juhani, musieli okazywać im zainteresowanie i szacunek.
Przyszło mi do głowy, że młody Juhani miał rację - żaden mężczyzna nigdy nie pokocha mnie tak jak on. Chyba dlatego nie potrafiłam się otrząsnąć po jego stracie.
- Tak, jasne - odpowiedziałam słabo i odsunęłam się od ściany.
Juhani uśmiechnął się do mnie, lekko marszcząc czoło. Wiedziałam, że się zastanawiał, czy maskowałam irytację, czy faktycznie byłam opanowana.
Gdybym tylko ponownie mogła się zbliżyć do Juhaniego, gdyby ten ametyst na jego szyi naprawdę wciąż coś znaczył, gdyby Juhaniemu wciąż choć trochę na mnie zależało... Wiele bym dała za to, żeby wszystkie te "gdyby" zniknęły, a ja dostała kolejną szansę, żeby go kochać. Tym razem wykorzystałabym ją jak należy i zwracałabym uwagę tylko na to, co ważne. Ważne dla niego, czyli THC.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki