Rozdział 4
Pierwsi bohaterowie i angielski styl
Artysta w dziczy to niezawodny motyw. Pragnienie niszczenia było silniejsze od chęci kreowania. Spieszę jednak zapewnić, że technika i gracja pojawiły się w historii reprezentacji Anglii stosunkowo wcześnie. Kibice podziwiali siłę i odwagę zawodników, ale szanowali również boiskową wyobraźnię. Zapotrzebowanie na nią istniało zawsze, nawet jeśli nie zawsze nadążała za nim podaż.
Świadomość ograniczeń bezpośredniego stylu gry widać niemal we wszystkich 15 dekadach historii angielskiej piłki reprezentacyjnej. W spisanych i ustnych opowieściach o pierwszych 50 latach angielskiego futbolu nie brak pochlebnych opinii na temat ostrych wejść, dobrze zbudowanych graczy, brutalnej siły. Równowaga, elegancja, nieuchwytność, podania, przegląd gry i inne bardziej wyrafinowane cechy? W tym kontekście relacje schodzą raczej w strefę marzeń. Jeżeli jednak ktoś chciałby wskazać w gronie pierwszych idoli dwa przykłady piłkarskiej finezji, musiałby wymienić G.O. Smitha i Viviana Woodwarda.
Angielski kibic doceniał zarówno siłę, jak i styl, choć ewolucja piłkarskich upodobań nie przebiegała liniowo. W okresie międzywojennym Anglię oskarżano o to, że pozostaje w tyle za bardziej technicznie grającymi krajami - wydaje się, że współcześni fani futbolu powinni uznać tę diagnozę sytuacji za boleśnie znajomą. Mimo to Smitha i Woodwarda można postrzegać jako pierwszych przedstawicieli bardziej kulturalnego stylu gry.
Na początek Anglia musiała przebrnąć przez okres bohaterów historyjek obrazkowych zamieszczanych w prasie: mitycznych ekscentryków, którzy pozostawili po sobie bogactwo anegdot, bon motów i wejść barkiem, pod znakiem których upłynęła cała ich amatorska epoka. Grał wtedy na przykład Robert Cunliffe Gosling, człowiek równie zamożny jak dzisiejsze gwiazdy Premier League, który zostawił po sobie w spadku majątek o olbrzymiej wówczas wartości 700 000 funtów. William Nevill Cobbold wystąpił w reprezentacji dziewięciokrotnie w latach 1883-1887, a jego postać tak oto przedstawił C.B Fry w Annals of the Corinthian Football Club: "Przez przyjaciół nazywany "Orzechem", być może z uwagi na fakt, że z Kentu pochodzi najlepsza kukurydza, taka ze skrajnie twardym ziarnem. Miał idealne proporcje do gry w piłkę: mocne nogi i solidne biodra, zdolne unieść zdecydowanie cięższy korpus. Owinięty bandażem elastycznym i ochraniaczami na kostki, nigdy nie dał się porządnie poturbować".
Nie zapominajmy o Williamie "Grubasie" Foulke'em, który swój jedyny występ w reprezentacji odnotował jako gracz Sheffield United, a następnie, gdy w 1905 roku przechodził do Chelsea, osiągnął wagę ponad 140 kilogramów. Ważył tyle, ile Smith i Woodward razem wzięci. Zarabiał na konkursie rzutów karnych, który organizował na plaży w Blackpool. Uczestnik płacił jednego pensa za rzut karny i wygrywał trzy pensy, jeżeli strzelił gola. Foulke zmarł w wieku 42 lat, a jako przyczynę śmierci podano marskość wątroby.
Cobbold - wychowanek Charterhouse i Cambridge, a przy okazji niezły tenisista i krykiecista - był nazywany "Księciem Dryblerów", a Fry mówił o nim tak: "Jeśli chodzi o drybling, nikt nie mógł się z nim równać". Zapoznając się z materiałami na temat pierwszych 50 lat historii reprezentacji Anglii, człowiek z czasem przyzwyczaja się do powszechnie występujących hiperboli. Napastników często nazywano "graczami, jakich możemy już nigdy nie zobaczyć", dryblerów natomiast opisywano w kategoriach niepowstrzymanych siłaczy, którzy konfundowali rywali zwodami i techniką.
Zza tej wielkiej zasłony pochlebstw wyłaniają się dobrzy piłkarze, którym nieobce były takie pojęcia jak tempo, taktyka czy gra zespołowa. Zarówno oni, jak i Szkoci rozumieli założenia gry podaniami. Elity z Corinthian F.C. niosły tę dobrą nowinę angielskim masom wraz z tym, jak sercem futbolu przestawały być prywatne szkoły, a stawały się nim miasta przemysłowe. Piłka miała się stać religią klasy robotniczej.
Obecnie określenie "Corinthian" w języku angielskim kojarzy się z pryncypialnym amatorem, który ducha futbolu przedkładał nad wszelkie korzyści faktycznie płynące z uprawiania tej dyscypliny. Tak rozumiany "koryntianizm" oskarżano często o hamowanie rozwoju brytyjskiego sportu. Brytyjczycy bowiem zanadto skupiali się na przestrzeganiu przepisów, aby zniżać się do boiskowej przebiegłości. Tymczasem, paradoksalnie, pod koniec XIX wieku to właśnie piłkarze z tego środowiska wykazywali się większym profesjonalizmem, racjonalnym etosem i bardziej konstruktywnym podejściem do piłki, granej po ziemi, a nie długimi podaniami.
Manifest graczy ze środowiska Corinthian stanowił odpowiedź na postępy Szkotów, Walijczyków i Irlandczyków, a przy okazji znakomitą okazję do tego, by wszem wobec pokazać, jak inteligentni i oświeceni są ludzie z tych kręgów. W marcu 1894 roku doszło do niezwykłej sytuacji - piłkarze Corinthian F.C. stanowili całą wyjściową jedenastkę reprezentacji Anglii w wygranym 5:1 meczu z Walią.
Mimo wszystko wyższa klasa średnia liczyła się w futbolu coraz mniej. W reprezentacji Anglii zaczynali przeważać zawodowcy, a w szkołach prywatnych coraz częściej rezygnowano z piłki nożnej. W związku z tym jeszcze w 1929 roku G.O. Smith lamentował: "Moim zdaniem to wielka, niezaprzeczalna szkoda, że tak wiele szkół prywatnych odwróciło się od piłki nożnej. Amatorski futbol z pewnością na tym ucierpi".
Na razie musimy jednak prześledzić proces przechodzenia od quasi-rugby, w którym zabroniono dotykania piłki ręką, do tak pasjonującego nas dzisiaj sportu - do podań, przemieszczania się po boisku, gry kombinacyjnej, panowania nad piłką i pomysłowości. Dopóki w 1946 roku Walter Winterbottom nie zaczął prowadzić reprezentację Anglii, dopóty nie miała ona selekcjonera i nie zachowały się również żadne informacje, z których wynikałoby, że odbywały się jakieś treningi. Zawodnicy wpasowywali się po prostu w ustalone formacje typowe dla swoich czasów. W latach 1884-1914 Anglia 18-krotnie triumfowała w Home Championship, Szkocja zwyciężała natomiast w tych rozgrywkach 11 razy. Jedynymi odstępstwami od wygranych tego duopolu były sukcesy Walii w 1907 roku i Irlandii w 1914 roku.
W kraju z wybitnych dziewiątek pierwszym wspaniałym środkowym napastnikiem był Gilbert Oswald Smith, G.O. czy też po prostu "Jo", wczesna wersja Toma Finneya i powojenny mistrz zgrabnych asyst. Na tej samej orbicie pojawił się Steve Bloomer, "Anioł Zniszczenia", przez wielu uważany za pierwszą prawdziwą gwiazdę reprezentacji Anglii, nawet jeżeli nie słynął z takiego boiskowego artyzmu jak Woodward i Smith.
Na powadzonej przez fanów Derby County stronie internetowej Steve Bloomer's Watchin' czytamy:
Jego nazwisko kojarzono z ubraniami, butami, książkami, czasopismami, tonikami, tytoniem, zdjęciami i niezliczonymi doniesieniami prasowymi. Posłużyło ono w reklamie Phosphoric Tonic, "Lekarstwa Królów". Pojawił się [Bloomer] na 19 różnych kartach kolekcjonerskich z paczek papierosów, miał również sygnowane swoim nazwiskiem buty piłkarskie Lucky Striker, podobnie jak buty piłkarskie Perfegrippe, pierwsze na świecie lanki. Produkty te można było kupić na całym świecie przez ponad 40 lat po jego śmierci.
Nie ulega wątpliwości, że był Davidem Beckhamem swoich czasów. Gdy w 1936 roku zwodowano liniowiec oceaniczny Queen Mary, podobizna Steve'a ozdobiła ścianę jednego z luksusowych salonów na pokładzie tej jednostki.
U schyłku XIX wieku tego typu nadczłowiekiem był G.O. Smith. Urodził się w Croydon tego samego roku, kiedy Anglia i Szkocja rozpoczynały całą tę historię na stadionie krykietowym West of Scotland. Ten mężczyzna o posępnej aparycji poety w latach 1893-1901 rozegrał w reprezentacji Anglii 20 spotkań i strzelił 11 goli. Borykał się z astmą i niechętnie grał głową, za to znakomicie wykańczał akcje i stwarzał okazje bramkowe innym. Można go niemal nazwać filantropem, ponieważ uważał, że piłkarz ma obowiązek pracować na rzecz tego, by cały zespół funkcjonował jak najlepiej. Smith miał szczęście grać razem z Bloomerem, prawym łącznikiem Derby County, a później Middlesbrough, który w 23 meczach w drużynie narodowej strzelił 28 goli. Rekord ten poprawił dopiero Nat Lofthouse w 1956 roku.
Bloomer, gracz słynący z precyzyjnych strzałów, był równie blady i wyglądał tak samo niezdrowo jak Smith; nie miał natomiast jego dorobku krykietowego ani wykształcenia zdobytego na Charterhouse i Oxbridge8. Bloomer był synem kowala, więc pierwsze "uderzenia" wykonywał w odlewni. Frederick Wall nazywał go "synem ludu" - czyli klasy robotniczej - i zauważał, że Bloomer lubił dostawać piłkę pod samą bramką, był urodzonym lisem pola karnego. Smith dla odmiany trafił setkę na Lord's w starciu Oxfordu z Cambridge, a także strzelił 125 goli w 131 meczach w barwach Corinthian F.C.
Jeszcze w sprawozdaniach z meczów z lat 30. pojawiają się wzmianki o "podaniach godnych G.O. Smitha". W styczniu 1929 roku "Athletic News" opublikował jeden ze swoich nostalgicznych peanów na cześć wybitnych graczy z przeszłości: "W historii brytyjskiego sportu są tacy ludzie, którzy będą żyć już wiecznie. Jednym z nich jest W.G. Grace, kolejnym G.O. Smith", środkowy napastnik reprezentacji Anglii "we wspaniałych czasach Corinthian". Gazeta pisała dalej, że był on "idolem wielu chłopców, którzy dzisiaj są mężczyznami w średnim wieku". John Goodall, gwiazdor w latach 90. XIX wieku, który później prowadził sklep z ptactwem w Watfordzie, również nie miał wątpliwości: "G.O. Smith był najlepszym środkowym pomocnikiem, jakiego kiedykolwiek widziałem".
W tym samym roku "Athletic News" przedrukował zdjęcia ukazujące zespół, który w 1899 roku zmierzył się ze Szkocją w Birmingham. Z fotografii spoglądają na nas bohaterowie tamtych czasów: Smith, Bloomer, Ernest Needham i James Crabtree. "Tych czterech zostanie zapamiętanych jako "superludzie", którzy odcisnęli trwałe piętno na zimowej grze. O Gilbercie Oswaldzie Smicie mówi się do dziś i to się nie zmieni, dopóki będą żyć kibice, którzy są obecnie po pięćdziesiątce". Smith miał "bujną grzywę" i "wielki urok". Ach, późniejsi gracze reprezentacji Anglii z pewnością marzyli o tym, by prasa tak się nimi zachwycała.
Goodall tak wypowiadał się o Smicie: "Powodował, że innym grało się znacznie łatwiej. Zawsze podawał na prawą nogę. Nie cackał się. Cały czas parł naprzód, sprawiał, że koledzy automatycznie ustawiali się na odpowiednich pozycjach. Było widać, co zamierza. Zawsze bez wahania posyłał piłkę partnerowi, którego sobie upatrzył. Jako doświadczony zawodnik oceniam piłkarzy jedną miarą: czy łatwo się z nim gra?".
Pięć lat wcześniej w podobnym tonie pisał James Catton, często posługujący się pseudonimem "Tityrus". Smith wykazywał się "odwagą i skrajnym altruizmem. W jego przypadku umysł triumfował nad mięśniami, co było widać po błyskawicznych decyzjach, gibkości ruchów, doskonałej prostocie jego stylu gry, równowadze, elegancji technicznej". Przy tym wszystkim był do tego stopnia nieuchwytny dla rywali, że "gdy schodził z boiska, jego fryzura nadal pozostawała idealna".
Ktoś zauważył, że "co do zasady znani piłkarze nie zapisują się w pamięci kibiców tak mocno jak znani krykieciści", co miało świadczyć o pozycji krykieta w świadomości ówczesnej opinii publicznej, a także o tym, że do lat 50. XX wieku futbol nie produkował gwiazd trafiających pod strzechy - wynikało to z krótkich karier reprezentacyjnych, dużej rotacji w kadrze oraz faktu, że media nie zajmowały się specjalnie piłką nożną. Do lat 50. XX wieku próg 30 występów w reprezentacji osiągnęli tylko Bob Crompton przed pierwszą wojną światową (41 meczów) oraz Eddie Hapgood przed drugą wojną światową (30 meczów). Nie zachowało się wiele wywiadów z najwybitniejszymi zawodnikami z lat 1872-1930; Smith przedstawił jednak trochę swoich przemyśleń na temat piłki w publikowanych na łamach "Athletic News" artykułach poświęconych piłkarskiej reprezentacji Anglii z końca XIX wieku.
Smith wspominał rywalizację z Charterhouse z 1886 roku: "Nie, w Charterhouse nikt nas nie trenował. Szkolne mecze sędziował natomiast pan A.H. Tod, który w 1881 roku triumfował w Pucharze Anglii z Old Carthusians. O ile mnie pamięć nie myli, jego rola ograniczała się tylko do tego".
Smith wspomniał również o braku wiary w siebie, który miał toczyć reprezentację i samych Anglików od końca lat 20. XX wieku: "Nikt, jak mi się zdaje, nie zaprzeczy, że poziom gry istotnie spadł. Nie panujemy nad piłką w takim stopniu, w jakim by należało. Stanowczo za często nasza gra polega na długich podaniach od obrońców i dzikich zagraniach napastników. Może i gramy szybciej niż przedtem, choć i tego nie jestem pewien, ale technika i finezja wydają się stać na znacznie niższym poziomie".
Mówił także o własnych poglądach na grę środkowego napastnika: "Za moich czasów środkowy napastnik był liderem graczy ofensywnych, (...) wszystko kręciło się wokół niego. Miał za zadanie inicjować ataki, robić miejsce dla łączników, ściągać obrońców na jedną stronę, by móc podać na drugą. Dzisiaj słucham o tym, jak to środkowy napastnik pozwala partnerom poszerzać pole gry i ułatwia rozgrywanie piłki, a jego zadaniem jest wykończenie akcji wypracowanej przez kolegów".
W Annals of the Corinthian Football Club to właśnie Smith pozostaje głównym autorem piszącym o napastnikach i tak ich charakteryzuje: "Dwie najważniejsze cechy napastnika to szybkość i przebiegłość".
Rola dziewiątki, jak zwykle nazywamy obecnie tę pozycję, nie była łatwa: "To najbardziej wymagająca i związana z największą odpowiedzialnością pozycja na boisku. Taki zawodnik często jest otoczony rywalami, a mimo to ma przed sobą liczne zadania. Musi trzymać innych graczy ofensywnych w kupie, obsługiwać skrzydła podaniami, przygotowywać pozycje strzeleckie dwóm łącznikom. Przy tym musi wykorzystywać szanse, które mu się nadarzą. Na pozycji środkowego napastnika można popisać się indywidualnym geniuszem".
Napastnicy nie mogli zapominać, że są "częścią całości", "indywidualizm musi ustąpić miejsca grze kombinacyjnej i trzeba tłamsić w sobie boiskowy egoizm. "W kupie siła" to całkiem niezłe motto dla gracza ataku". G.O. Smitha można nazwać ojcem dzisiejszej fascynacji asystami.
Napastnik reprezentacji Anglii nie zawsze był zatem postrzegany jako taran oblężniczy, samiec alfa w zespole. Gra długimi piłkami nie stanowiła początkowo typowo angielskiej cechy. Trudno mówić, aby reprezentacja Anglii była ewolucyjnie skazana na niedostatki, które prezentowała później na tle rywali z innych krajów.
Bloomer - "całkowite przeciwieństwo Cunliffe'a Goslinga, patrycjusza", jak opisywał go Catton, ewidentnie zainteresowany kontekstem społeczno-towarzyskim, co nie było typowe dla ówczesnych dziennikarzy - do sojuszników mógł zaliczyć Williama "Billy'ego" Bassetta, najlepszego wtedy piłkarza West Bromwich Albion, który na prawym skrzydle obsługiwał podaniami sam siebie: kopał piłkę wzdłuż linii bocznej, a potem ruszał za nią sprintem.
Bloomera wypatrzył Arthur Kingscote, skarbnik FA, który następnie dbał o rozwój piłkarza. Napastnik zadebiutował w reprezentacji w 1895 roku w wygranym 9:0 meczu z Irlandią w Derby. Po zakończeniu kariery Bloomer wyjechał do Niemiec, by pracować tam jako trener, a w efekcie został internowany podczas pierwszej wojny światowej. W 1915 roku w obozie jenieckim w Ruhleben Bloomer był kapitanem reprezentacji Anglii, która mierzyła się z drużyną "reszty świata" w "Wielkim Meczu Międzynarodowym". Skład zespołu zachował się w dokumentach, które 90 lat później opublikowało brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Bloomer zdecydował się na ustawienie 2-3-2-3. W Ruhleben powstało coś na kształt minispołeczeństwa. Z dokumentów zgromadzonych w brytyjskim Archiwum Narodowym wynika, że osadzeni mieli dostęp do 20 rodzajów tytoniu, a w 1916 roku zorganizowano tam mecz krykietowy Lancashire kontra Yorkshire (Bloomer też grał w tym spotkaniu).
Po latach Catton wspominał: "Pamiętam, jak G.O. Smith mówił mi, że lubił grać z Bloomerem. "Wystarczyło tylko powiedzieć 'Steve' i zanim imię w pełni wybrzmiało, piłka była już w bramce". W drużynie narodowej grał lepiej niż w Derby County czy w którymkolwiek innym zespole, więcej chyba nie muszę dodawać". To jeden z nielicznych przykładów reprezentantów Anglii, którzy w drużynie narodowej radzili sobie lepiej niż w klubie.
Bloomer swojego statusu nie marnował. Ivan Sharpe, który grał z nim przez jeden sezon, opowiadał: "Nie owijał w bawełnę. Gdy mecz się nie układał, dawał swoim partnerom do wiwatu. (...) Gdy atak nie wyszedł, Bloomer stawał na środku boiska, kładł ręce na biodrach i wbijał wzrok w winowajcę. Gdy jego karcące spojrzenie zostało zignorowane, kręcił głową (...), po czym ciężkim krokiem wracał na swoją pozycję, całym sobą wyrażając dezaprobatę".
Z futbolowych annałów wynika, że Bloomer zdobył 350 bramek, Wall uważa jednak, że w rzeczywistości dorobek napastnika to raczej około 450 goli. Ludzie piszący o nim na Steve Bloomer's Watchin' podają, że wystąpił w 655 oficjalnych meczach, w których trafił do siatki 394 razy. W reprezentacji Anglii zdobył 28 bramek, wszystkie w meczach ze Szkotami, Irlandczykami lub Walijczykami, ponieważ dopóki za granicę nie zaczęli jeździć zawodowcy, drużyna narodowa z nikim innym nie grała. Na boisku Bloomer wykazywał się znakomitym wyczuciem czasu, poza nim szło mu z tym jednak gorzej. Pojawił się w Niemczech jako trener klubu Britannia Berlin 92 niemal równocześnie z wybuchem pierwszej wojny światowej. Niemcy przyłączyły się do wojny trzy tygodnie później. Bloomer spędził ją wraz z pięcioma tysiącami innych osadzonych w Ruhleben, gdzie codziennie grał w futbol z wykorzystaniem skleconej z czegoś naprędce piłki.
Estetom z epoki edwardiańskiej nie udało się całkowicie zmarginalizować boiskowych twardzieli. W Blackburn Rovers pojawił się niezwykle silny i świetnie zbudowany prawy obrońca - Robert "Bob" Crompton. Był introwertykiem poza boiskiem i jednocześnie ekstrawertykiem na placu gry i wraz z Jessem Penningtonem, lewym obrońcą do pary, stworzył jeden z najlepszych duetów defensywnych w Anglii. Bloomera uważa się za pierwszego giganta w historii futbolu, a statusowi napastnika nie zagrozi raczej fakt, że Crompton przeszedł do historii jako pierwszy piłkarz posiadający samochód.
Crompton, który urodził się w Blackburn i tamże zmarł, był tak niezawodnym obrońcą, że gdy w kwietniu 1914 roku zakończył karierę reprezentacyjną meczem ze Szkocją, drużyna narodowa przez następne 15 lat miała problem, by go zastąpić. W latach 1919-1934 na tej pozycji grało 11 zawodników. Crompton występował w reprezentacji w latach 1902-1914 (od 22. do 34. roku życia), czyli nad wyraz długo jak na ówczesne standardy. Zgromadził w tym czasie rekordową liczbę 41 występów w narodowych barwach, a wynik ten poprawił dopiero Billy Wright.
Mierzył 176 centymetrów i ważył 76 kilogramów, więc jak na dzisiejsze standardy nie był żadną bestią, mimo to "najchętniej ścierał się z dużymi i ciężkimi rywalami, a w okresie jego rządów w angielskiej obronie zwłaszcza Szkoci lubili wystawiać lewych napastników, którzy mogli nieco poobijać Boba Cromptona. Szkockich kibiców nic nie bawiło tak bardzo jak powalony na ziemię "Wielki Bob". Uznawali to za przedni widok, śmiali się do rozpuku i bili brawo temu, który Boba położył".
Crompton grał jednak podobno "najlepszy i najczystszy futbol, doskonale kopał piłkę obiema nogami, świetnie podawał, był absolutnie najlepszy w podkręconych dośrodkowaniach spod linii bocznej". Odmówił spisania wspomnień. Prosił go o to Tityrus, ale były defensor odparł: "Gdybym miał to zrobić dla kogokolwiek, zrobiłbym to właśnie dla ciebie. Tylko że nie lubię rozgłosu. Miałem swoje dni chwały jako piłkarz i niech ten okres pozostanie już przeszłością".
Znów mamy do czynienia z nadętymi poetyckimi opisami charakterów wybitnych sportowców, podczas gdy rzeczywistość często okazywała się zgoła inna. W wielu relacjach Crompton jest nazywany "królem życia", Catton natomiast opisuje go jako człowieka bardziej skrytego: "Jeśli chodzi o szczęście poza boiskiem, to interesowały go spokój i wygoda. Siadał samotnie gdzieś w kącie z książką w ręku i do nikogo się nie odzywał, dopóki ktoś do niego nie zagadał, a przecież wyjazdy bywały naprawdę długie".
W czasach gdy w angielskiej prasie mecze Anglii ze Szkocją były jeszcze nazywane starciami "Saksonów" z "Kaledończykami", kręgosłup zespołu składający się z Bloomera, Smitha i Woodarda na moment przestał istnieć z powodu Williama Beatsa. Ten środkowy napastnik reprezentacji Anglii w 1902 roku wystąpił w meczu, podczas którego doszło do tragedii. Na skutek zawalenia się górnej trybuny Ibrox Park zginęło 25 osób. Beats był kolejnym "synem ludu" w reprezentacji. Gdy John Addenbrooke, sekretarz Wolverhampton, przyjechał do niego z kontraktem na występy w tym klubie, Beats układał akurat dachówki na kaplicy.
Skala starć Szkocji z Anglią w Glasgow to jeden z robiących największe wrażenie szczegółów dotyczących początków piłkarskiej rywalizacji na szczeblu reprezentacyjnym. Gdy Hampden Park przebudowano tak, że stał się dużym obiektem otoczonym trybunami w kształcie owalu, Anglicy poczuli zazdrość, w efekcie której powstało Wembley, oddane do użytku w 1923 roku. Hampden Park pozostawał największym stadionem na świecie aż do 1950 roku, gdy palmę pierwszeństwa odebrała mu Maracan?. Pierwszy mecz Szkocja - Anglia na nowym obiekcie przyciągnął 102 471 kibiców. W 1908 roku frekwencja wyniosła tam 121 452 osoby. Światowe rekordy wpływów ze sprzedaży biletów również ustanowiono w Glasgow, najpierw w 1931 roku, a następnie w 1933 roku. To Szkocja, a nie Anglia, położyła fundamenty pod kulturę fanatycznego kibicowania drużynie narodowej, co wynikało po części z tego, że stadion w Glasgow mógł pomieścić tak wielu fanów. Poza tym mecze reprezentacji pozwoliły zjednoczyć klasę robotniczą przeciwko wspólnemu wrogowi. Te dramatyczne starcia zdefiniowały kariery sportowe setek reprezentantów Anglii, choć nie mogli oni liczyć na pomoc ze strony FA albo selekcjonera. W owych latach stały za nimi tylko komitet selekcyjny oraz rosnąca potęga angielskich klubów.
Charakterystyczny dla okresu sprzed pierwszej wojny światowej proces, czyli zapominanie o reprezentantach pokroju Ottawaya, Kenyona-Slaneya i innych, dotknął również Tinsleya Lindleya, który grał w Cambridge University, Nottingham Forest i Corinthian F.C. W latach 1886-1891 wystąpił 13 razy w reprezentacji Anglii, ogólnie od korków wolał jednak eleganckie półbuty - został później prawnikiem, wykładał prawo na University of Nottingham i był sędzią sądu okręgowego. Obywatel o takim statusie powinien być łatwy do namierzenia, tymczasem okazuje się, że spoczął w anonimowym grobie na cmentarzu Wilford pod Nottingham. Dopiero w 2014 roku stanął tam nagrobek z czarnego marmuru, na którym Lindley jest opisany jako "lokalna legenda futbolu". Pieniądze niezbędne na ten cel, 5000 funtów, zebrał społecznik Ron Clarke, organizując loterie, aukcje i wydając w tym celu książkę.
Osoby odwiedzające angielskie cmentarze przechodzą obok miejsc spoczynku setek przedwojennych piłkarzy, którzy grali na boisku z herbem FA na piersi, a potem wracali do codziennego, trudnego i anonimowego życia. Przynajmniej część z nich do dzisiaj pozostaje idolami ludu. W 2018 roku w Derby powieszono tablicę pamiątkową na ścianie dawnej szkoły przy Portland Street, w której uczył się niegdyś Bloomer (obecnie znajduje się tam zakład krawiecki Paul Wallis Fashions). Tym samym liczba poświęconych mu miejsc pamięci wzrosła do sześciu. Tamtejsi archiwiści przypominają nam, że Bloomer grał w baseball w Derby County Baseball Club, z którym w latach 80. XIX wieku wywalczył trzy tytuły mistrza Wielkiej Brytanii, a dopiero potem zajął się futbolem. Życie miewa jednak również mroczniejsze strony. Po powrocie z kontynentu, gdzie pracował jako trener, do Derby, klub w 1938 roku wysłał go na rejs, który miał pomóc Bloomerowi uporać się z alkoholizmem. Były napastnik zmarł trzy tygodnie po tym, jak statek zawinął do portu.
Niektórzy nie wrócili z frontu zachodniego albo polegli w innych bitwach pierwszej wojny światowej. Niewiele brakowało, a ten sam los spotkałby Viviana Woodwarda, stylowego piłkarza amatora, który przed meczami nie odstępował własnej matki na krok, dopóki się nie upewnił, że "ma wygodne miejsce siedzące". Zawsze przestrzegał przepisów, a mimo to pozostawał nieuchwytny dla rywali: potrafił robić uniki i zwody, by wywalczyć sobie trochę wolnego miejsca. Jeśli chodzi o pochodzenie, plasował się gdzieś między Smithem a Bloomerem - był architektem, który po wojnie zajął się fotografią, wędkarstwem, hodowlą gołębi oraz bydła w Frinton-on-Sea. Dwa razy dziennie dostarczał zainteresowanym "mleko klasy A" i "śmietanę bez konserwantów". To była ciężka praca jak na kogoś, komu gra w piłkę przychodziła z taką łatwością i kto strzelił 29 goli w 23 występach w reprezentacji oraz 57 goli w 44 występach w drużynie narodowej amatorów. Woodward inspirował również piłkarską drużynę Wielkiej Brytanii, która sięgnęła po złoto na igrzyskach olimpijskich w 1908 roku - de facto była to reprezentacja Anglii.
Woodward to kolejny z pierwszych wielkich reprezentantów Anglii, którego od zapomnienia uratował amatorski historyk i biograf, a konkretnie Norman Jacobs. Zainspirowało go spotkanie z siostrzenicą Woodwarda, Norą Timmens, "wieloletnią mieszkanką Clacton i wiceprzewodniczącą Clacton and District Local History Society, którego Jacobs był przewodniczącym. Nora opowiadała mu o "wuju Jacku", jak nazywała Woodwarda.
Woodward urodził się w Kennington (oto kolejne powiązanie reprezentacji Anglii z tą częścią Londynu), dzieciństwo spędził w Clacton, grał zaś dla Tottenhamu i Chelsea. Dobrze operował piłką obiema nogami i odnajdywał się zarówno jako środkowy napastnik, jak i łącznik. Zwolennicy futbolu amatorskiego nieustannie uznają go za przykład piłkarza, który potrafił grać równie dobrze jak zawodowcy. Nie zmienia to faktu, że drobna budowa, a może także "odmienność" na boisku czyniły go celem przeciwników. Pisząc o amatorach z sezonu 1902/03, Alan R. Haig-Brown zauważył: "Po tysiąckroć szkoda, że przez swoją szczupłą budowę ciała [Woodward] jest łakomym kąskiem dla pozbawionych skrupułów pomocników, którzy po prostu nie umieją się oprzeć tej pokusie".
Ostatecznie jednak nic nie mogło stłumić talentu Woodwarda do wyrażania samego siebie - talentu, który w pierwszej złotej miniepoce eleganckiego stylu dzielił on ze Smithem. Alfred Gibson i William Pickford pisali w wydanej w 1905 roku książce Association Football and the Men Who Made It: "Prawda jest taka, że Woodward ma rzadki talent: myśli błyskawicznie. Wielu mądrych ludzi natychmiast zapomina języka w gębie, gdy tylko musi powiedzieć coś publicznie. Woodward przypomina wyszkolonego mówcę. Ma umysł pełen pomysłów, które nieustannie formułuje, a poza tym posiada rzadką umiejętność zmiany zdania. Często działa pod wpływem chwili i uzyskuje w ten sposób znakomite efekty dla zespołu".
Dzisiaj trenerzy nazwaliby to skutecznością czy też decyzyjnością. Błyskotliwi Woodward i Smith potrafili przyprawiać obrońców o zawroty głowy i bezwzględnie wykorzystywać ich błędy. Był to bardzo ważny, acz nietrwały krok w ewolucji angielskiej piłki - przez następnych 100 lat trwały spory, jak powinno się grać, i wielokrotnie dochodziło do zmiany optyki.
"Anioł Zniszczenia" przeżył 64 lata, a następnie osiągnął nieśmiertelność na stronie internetowej prowadzonej przez fanów. Smith, który podobnie jak Woodward nigdy się nie ożenił, zmarł dwa lata przed zakończeniem drugiej wojny światowej, a jego reputacja dżentelmena pozostała nienaruszona. "Należał do najwyższej klasy amatorów - opowiadał Bloomer. - Gdy ściskał dłonie nam, zawodowcom, robił to zawsze tak, żebyśmy mieli poczucie, że naprawdę się cieszy ze spotkania z nami".
Woodward przeżył wybuchy granatów i ataki gazowe, a także liczne potyczki, w których brał udział na froncie zachodnim. Inni mieli mniej szczęścia w otchłani, która otwarła się po ostatnim przedwojennym meczu reprezentacji Anglii, przegranym 1:3 ze Szkocją w kwietniu 1914 roku. Spotkanie to stanowiło łabędzi śpiew Boba Cromptona.
Przez 42 lata, od 1872 do 1914 roku, w futbolu reprezentacyjnym liczyły się Anglia i Szkocja, z epizodami w wykonaniu Walii i Irlandii. Mowa tutaj o niemal jednej trzeciej 150-letniej historii piłki nożnej. Kraje te mogą uważać się za szczęśliwców, że przez tak długi czas miały ten sport tylko dla siebie. Ów komfortowy układ prędzej czy później musiał się jednak skończyć. Po pierwsze, wybuchła wojna. Po drugie, gdy po niej świat zaczął porządkować się na nowo, inne kraje uznały, że też chcą trochę futbolu dla siebie.
8 Określenie "Oxbridge" powstało z połączenia nazw dwóch uniwersytetów w Wielkiej Brytanii: Oxfordu i Cambridge (przyp. red.).