W poszukiwaniu zaginionej chwały. Historia reprezentacji Anglii 1872-2022 - Paul Hayward

Kup ebooka

49.99 zł
37.49 zł (34,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

1872 - narodziny reprezentacji Anglii i piłki reprezentacyjnej

- Tatusiu, a co tam jest? - pyta mały chłopiec w spacerówce.

- Krykiet - odpowiada ojciec, mijając szybkim krokiem miejsce narodzin światowej piłki reprezentacyjnej.

Któregoś dnia ten chłopiec z Glasgow pozna prawdę. Przejdzie przez bramę, minie malutki ogród i przeczyta, co napisano na tabliczce umieszczonej na ścianie pawilonu:

Pierwszy w historii mecz drużyn narodowych

został rozegrany między Szkocją i Anglią

na stadionie West of Scotland Cricket Ground

w Hamilton Crescent w Glasgow

w Dzień Świętego Andrzeja, 30 listopada 1872 roku.

West of Scotland Cricket Ground to malowniczy owal otoczony eleganckimi domami z piaskowca. Niemal namacalna cisza i dojmujący spokój wywołują wrażenie, że to miejsce w jakiś sposób święte.

To na tej murawie oraz w pierwszych relacjach z tamtego meczu należy szukać korzeni światowej pasji do piłki nożnej, pozostającej do dziś ulubionym sportem na ziemi. Pierwsze oficjalne starcie Szkocji i Anglii stanowiło nie tylko początek wewnętrznej brytyjskiej rywalizacji, przedłużenie politycznych i kulturowych tarć między The Auld Enemies (Odwiecznymi Wrogami) - było również zalążkiem rozgrywek o tytuły mistrzów kraju, mistrzostw świata, mistrzostw Europy. To z tego ziarna zrodziły się turnieje, przy okazji których wielu ludzi doświadcza największych emocji w życiu.

Pierwszy mundial w 1930 roku, powstawanie europejskich potęg, narodziny futbolu w Ameryce Południowej i wielka Brazylia, reprezentacja Anglii z 1966 roku, piękny styl z lat 70., organizacja finałów mistrzostw świata w nowych miejscach, czyli w USA, Japonii i Korei Południowej, RPA, Rosji i Katarze - to wszystko zaczęło się na boisku do krykieta w West Endzie w Glasgow, nieopodal miejsca, w którym zamieszkał Steven Gerrard, legenda reprezentacji Anglii, gdy w 2018 roku objął stanowisko menedżera Glasgow Rangers. Wewnątrz pawilonu można obejrzeć odrestaurowane klasyczne meble z lat 70., klubowe komunikaty na tablicach, zdjęcia i różne pamiątki. To taki sam klub krykietowy jak wszystkie inne, tyle że był on świadkiem narodzin widowiska o globalnym zasięgu, skalą dorównującego igrzyskom olimpijskim.

Mecze Anglii ze Szkocją dały również początek pewnej zasadzie - starcia reprezentacji narodowych należą do ogółu ludności, drużyna narodowa to zespół wszystkich obywateli. Spotkania międzypaństwowe i futbol klubowy narodziły się w tym samym 1872 roku: najpierw 16 marca na stadionie Kennington Oval (obecnie The Oval) zespoły Wanderers i Royal Engineers wystąpiły w finale pierwszej edycji Pucharu Anglii. Kennington Oval to także boisko do krykieta. Piłkarze Engineers dali na nim przedsmak kombinacyjnej gry podaniami. Osiem miesięcy później do tego nowego, ciekawego turnieju klubowego dołączyły "oficjalne" mecze między Anglią i Szkocją.

W latach 1870-1872 Szkocja i Anglia rozegrały pięć spotkań, których nie uznaje się za oficjalne. Jak zapewnia mnie Guy Oliver z Muzeum FIFA w Zurychu, nie były one zwykłą kopaniną na trawie. Od pierwszego meczu z marca 1870 roku prasa postrzegała starcia Anglii ze Szkocją jako poważną rywalizację. Ukazująca się w Glasgow gazeta "Daily Herald" pisała o "wielkim meczu piłkarskim reprezentacji" na Kennington Oval, w którym zasady "pod każdym istotnym względem różniły się radykalnie od reguł rugby". Nie można było biegać z piłką, nie można było dotykać jej ręką; wyjątek stanowił bramkarz, który i tak mógł korzystać z rąk "tylko w związku z próbą obrony strzału".

W barwach Szkocji zagrali gracze Civil Service FC, Crusaders, Old Harrovian, Old Wykehamist, Old Etonians oraz Old Carthusians. Byli to Szkoci zamieszkali w południowej Anglii, przez co Charles W. Alcock, działacz angielskiej reprezentacji, mógł twierdzić, że mecze te nie były w pełni reprezentatywne dla szkockiej piłki. Jak wynika z ustaleń, mówił o tym tylko po to, by odeprzeć ataki wrogiej szkockiej frakcji rugbistów.

Pierwszy międzynarodowy mecz rugby odbył się w 1871 roku. Miłośnicy tej gry uważali, że przepisy mówiące o okrągłej piłce to zwykła próba przewrotu. Decydując o tym, że pierwsze "oficjalne" spotkanie odbędzie się w 1872 roku w Glasgow, Alcock de facto usankcjonował piłkę nożną w Szkocji. Szkoci mogli wreszcie powoływać zawodników ze swoich klubów - a w pierwszych dniach wyłącznie z jednego klubu - na północ od rzeki Tweed. Nie musieli już brać do reprezentacji mieszkańców Londynu, w których żyłach płynęła jakaś część szkockiej krwi. Tak oto dzięki meczowi z listopada 1872 roku piłka nożna zyskała w Szkocji status, z którym rugby nie było w stanie rywalizować.

Pasmo rozczarowujących wyników reprezentacji Anglii miało się rozpocząć już od jej pierwszego meczu. Bukmacherzy byli pewni, że Anglicy wygrają. "Szanse przemawiały mocno na rzecz "Johna Bulla"" - czytamy na ósmej stronie "Bell's Life in London and Sporting Chronicle" z 7 grudnia 1872 roku (jakieś szczegóły na temat tego spotkania znalazły się też w popołudniowym wydaniu numeru, który ukazał się tydzień wcześniej). W obliczu szaleńczego naporu Anglików Szkocję uratowała "wspaniała gra w defensywie oraz taktyka przyjęta przez obrońców". Co najmniej 2500 kibiców zapłaciło szylinga od głowy, a w zamian dostało wiele hałasu o nic i bezbramkowy remis.

W okresie 36 lat od tamtego pierwszego spotkania w Glasgow, czyli do 1908 roku, gdy Anglia po raz pierwszy w historii pojechała na mecz międzypaństwowy do Wiednia, Anglia, Szkocja, Irlandia i Walia stanowiły światową wylęgarnię koncepcji taktycznych, techniki, turniejów, przepisów. To tam nastąpiła demokratyzacja futbolu - piłka nożna opuściła mury elitarnych szkół prywatnych. Na Wyspach pojawili się również pierwsi właściciele i administratorzy, czyli pierwsi działacze.

West of Scotland Cricket Club od samego początku był klubem ambitnym, uważał się za szkocki odpowiednik słynnego MCC. To właśnie w Glasgow zakończyła się pierwsza angielska trasa australijskich krykiecistów. Z tytułu organizacji meczu piłkarskiego Anglia - Szkocja klub zarobił 1 funta i 10 szylingów, chętnie myślano tam więc o organizowaniu kolejnych wydarzeń tego typu. Dlatego na terenach West of Scotland w 1874 i 1876 roku reprezentacje te rozegrały dwa inne mecze, w obu zwyciężyła Szkocja.

Tak właśnie wyglądały mecze przed pierwszymi spotkaniami na Hampden Park, gdzie piłkarze drużyny angielskiej musieli stawić czoła tłumowi złożonemu z ponad 100 tysięcy Szkotów. Nie da się zrozumieć 150-letniej historii angielskiego futbolu bez wiedzy na temat tamtych pierwszych, formatywnych starć między "Kaledończykami" i "Angolami", jak początkowo określały Anglików szkockie gazety. Producenci kronik filmowych Pathé zainteresowali się tym tematem na początku lat 20. XX wieku. Jeden z materiałów przedstawia 85 tysięcy kibiców na Hampden Park, którzy przyglądają się graczowi prowadzącemu piłkę z narożnika boiska pod czujnym okiem sędziów w wełnianych marynarkach.

Podobnie jak rugby, futbol zaczynał się od "walki o piłkę" i pogoni za napompowanym pęcherzem - była to gra oparta na fizycznej dominacji, odzwierciedlenie polityki i wojny. Ta charakterystyka prześladowała angielską piłkę przez półtora stulecia, chociaż nie zawsze rzetelnie oddawała rzeczywistość. Mimo wszystko do pierwszej wojny światowej jakiekolwiek boiskowe wyrafinowanie zdecydowanie ustępowało miejsca mięśniom i grze siłowej. W 1913 roku podczas meczu Szkocja - Anglia na stadionie Chelsea Hampton zaatakował barkiem bramkarza Szkotów Brownliego i wepchnął go do bramki. Frederick Wall, sekretarz generalny FA, zapewniał, że "nikt nie miał z tym problemu", choć atak na bramkarza został zakazany w przepisach już w sezonie 1892/93. Wcześniej jeden gracz atakował ciałem bramkarza, a w tym czasie jego zespołowy kolega strzelał gola.

Pierwszym krokiem w kierunku odejścia od boiskowego bandytyzmu były przepisy z Cambridge University z 1863 roku, które zakazywały trzymania, popychania, podstawiania nóg i chwytania za łydki. W tamtym momencie futbol wszedł na mozolną drogę prowadzącą od destrukcji ku budowaniu.

W pierwszych, najczystszych latach piłki nożnej Anglików oskarżano o podejście sprowadzające się do fizycznego tłamszenia rywali, o swego rodzaju zapędy imperialne polegające na próbach wymuszenia poddaństwa. Mało kto chętnie to przyzna, prawda jest jednak taka, że Anglicy pierwsze lekcje techniki pobierali u Szkotów. To Kaledończycy zaczęli grać podaniami, podczas gdy Angole nadal stawiali na drybling.

Wielkim orędownikiem meczu z 1872 roku był wspomniany Charles William Alcock, w latach 1870-1895 sekretarz generalny Foot­ball Association, założonej 26 października 1863 roku we Freemasons' Tavern nieopodal Lincoln's Inn Fields w Londynie. Alcock w jednym z meczów ze Szkocją odgrywał rolę kapitana reprezentacji Anglii, strzelił gola w zremisowanym 2:2 spotkaniu, sędziował mecze finałowe Pucharu Anglii, a później redagował poczytny "Football Annual". Pierwsi działacze piłkarscy szczycili się zarówno popisami na boisku, jak i pracą w komitetach, zajmowali się papierami i jednocześnie dbali o finanse niezbędne do rozkwitu drużyny narodowej. Najczęściej byli to konserwatywni prawnicy, kupcy, ludzie pobożni, więc jako tacy zabiegali o coś, czemu wiktoriańska mentalność przydawała najwyższą wartość: szacowność.

First Elevens. The Birth of International Football, książka autorstwa Andy'ego Mitchella, to najbardziej szczegółowa historia początków reprezentacyjnej piłki nożnej. Można w niej znaleźć potwierdzenie, że od samego zarania futbolu księgowość stanowiła swego rodzaju imperatyw moralny. Ludzie w wiktoriańskich marynarkach - a w zasadzie w wełnianych płaszczach - nieustannie rozmawiali o pieniądzach i nimi obracali. Przychody, które przyniósł mecz Anglia - Szkocja, musiały zrobić na nich wrażenie, więc wydatkami FA zarządzali niczym urzędnicy opisywani w powieściach Dickensa.

Wpływy z pierwszego w historii meczu reprezentacji przekroczyły 100 funtów, a zysk wyniósł 33 funty i 8 szylingów. Środki te stały się zalążkiem Funduszu Reprezentacji - sfinansowano z nich organizację spotkania rewanżowego, rozegranego w marcu 1873 roku na The Oval. Kobiety, które stawiły się "licznie", wchodziły na stadion za darmo. Za dowód lukratywności meczów reprezentacyjnych niech starczy fakt, że klub West of Scotland, który zaczynał sezon z 8 funtami, kończył rozgrywki z nadwyżką 33 funtów.

Keeping Warm, szkic Williama Ralstona, ukazuje graczy reprezentacji Anglii, którzy palą fajki i cygara. Na głowach mają kaszkiety i cylindry, a nawet czapki bez daszka, tyle że z epoki wiktoriańskiej. Kolejne rysunki były zatytułowane The Auld Enemies i przedstawiały strzał z przewrotki, uderzenie głową, bramkarza szykującego się do interwencji, piłkę trafiającą w twarz kibica w cylindrze, a także wślizgi. Była to pierwsza wizualna forma reportażu sportowego. Pod koniec stulecia Ralston zasłynął swoimi szkicami politycznymi i społecznymi, publikowanymi na łamach "Punch".

Naukowiec Alex Leese badał prace Ralstona z "The Graphic", które opublikowano tam obok ilustracji na całą stronę przedstawiającej ludzi podziwiających zwierzęta w chlewie podczas Smithfield Club ­Cattle Show. Leese napisał: "[Szkocja] wystąpiła w swoich tradycyjnych barwach, czyli w granatowych koszulkach przyozdobionych herbem z lwem, zapożyczonym z Królewskiego Sztandaru Szkocji. Do tego dochodziły charakterystyczne czerwone kapelusze, przypominające nakrycia głowy noszone przez "królów piratów" oraz przemytników z początku XIX wieku. Anglia wystąpiła w białych koszulkach z wczesną wersją herbu z trzema lwami oraz w granatowych czapkach".

Trzy lwy od samego początku były emblematem związanym z FA oraz angielską reprezentacją, choć - jak stwierdza pisarz Dominic Selwood - "angielskie lwy wyginęły jakieś 12-14 tysięcy lat temu".

Te trzy stworzenia zostały po raz pierwszy zestawione razem na królewskiej pieczęci Ryszarda Lwie Serce z 1198 roku. Selwood pisał na łamach "The Spectator": "Stanowią one część dawnej angielskiej machiny wojennej, ich korzenie sięgają bitew, które ukształtowały średniowieczną Europę i Bliski Wschód".

Dla porządku - oto składy obu zespołów:

Szkocja: R. Gardner (Queen's Park, kapitan) - bramkarz, potem napastnik, W. Ker (Granville, Queen's Park) - obrońca, J. Taylor (Queen's Park) - obrońca, J.J. Thomson (Queen's Park) - pomocnik, J. Smith (South Norwood, Queen's Park) - pomocnik, R. Smith (South Norwood, Queen's Park) - napastnik, potem bramkarz, J.B. Weir (Queen's Park) - napastnik, R. Leckie (­Queen's Park) - napastnik, A. Rhind (Queen's Park) - napastnik, W.M. Mackinnon (Queen's Park) - napastnik, D. Wotherspoon (Queen's Park) - napastnik.

Anglia: R. Barker (Hertfordshire Rangers) - bramkarz, potem napastnik, E.H. Greenhalgh (Notts Club) - obrońca, R.C. Welch (Harrow Chequers, Wanderers) - pomocnik, F. Chappell (Oxford University) - łącznik3, C.J. Ottaway (Oxford University, kapitan) - napastnik, A.K. Smith (Oxford University) - napastnik, C.J. Chenery (Crystal Palace) - napastnik, J.C. Clegg (Sheffield) - napastnik, J. Brockbank (Cambridge University) - napastnik, W.J. Maynard (1st Surrey Rifles) - napastnik, potem bramkarz, C.J. Morice (Barnes) - napastnik.

Arbiter: W. Keay (honorowy skarbnik, Queen's Park).

Sędziowie liniowi: C.W. Alcock (honorowy sekretarz FA), H.N. Smith (prezes Queen's Park).

Barker był synem duchownego i inżynierem budownictwa. Ojciec Ernesta Harwooda Greenhalgha pracował jako koronkarz w Nottingham, a jego syn miał zostać w przyszłości właścicielem Field Mill, ziemi, na której znajdował się stadion Mansfield Town. Chappell był prawnikiem, rok później - z nieznanych powodów - zmienił nazwisko na Frederick Brunning Maddison. Brockbank ze Shrewsbury School oraz Cambridge w 1874 roku grał w krykieta w MCC, był również aktorem, posługiwał się pseudonimem scenicznym John Benn. Arnold Kirke Smith, który miał w przyszłości zostać pastorem, przed 1872 rokiem występował w nieoficjalnych meczach w drużynie narodowej Szkocji. Chenery w 1872 roku wyemigrował do Australii. Morice, działacz FA i członek Londyńskiej Giełdy Papierów Wartościowych, jest dzisiaj najbardziej znany jako pradziad aktorów Edwarda i Jamesa Foxów. Cuthbert Ottaway, pierwszy kapitan reprezentacji Anglii, to kolejny sportowiec utalentowany w wielu dziedzinach - odnosiło się wrażenie, że życie przychodzi mu z równą łatwością jak uprawianie różnorakich sportów.

Zebrali się tam zatem ludzie z wyższych sfer, choć w zespole byli i inni - Charlie Clegg, który wystąpił w meczu z 1872 roku, uskarżał się na wyczuwalny w szatni snobizm.

Wszystkie ówczesne sprawozdania podkreślały różnicę masy między oboma zespołami: Anglicy ważyli średnio 76 kilogramów, a Szkoci tylko 63 kilogramy. Stąd w karykaturalnym ujęciu przedstawiano tych drugich jako drużynę słabszą, złożoną z niemalże niedożywionych piłkarzy, którzy potędze Anglii przeciwstawiali szybkość i zwinność. "Zawodnicy szkoccy, choć drobnej budowy ciała, robili wrażenie nad wyraz żylastych i twardych, a przy tym (przynajmniej w zdecydowanej większości) należeli do tego samego klubu, w swoim towarzystwie czuli się jak w domu, doskonale wiedzieli, co mają robić" - pisano w "Bell's Life".

Szkocja wybrała rozpoczęcie meczu spod trybuny Pavilion End, ponieważ stamtąd boisko delikatnie opadało w kierunku bramki Ang­lików. Anglia zaczynała ośmioma napastnikami, jednym obrońcą, jednym pomocnikiem i bramkarzem4. Szkocja wystawiła sześciu napastników (w tym dwóch środkowych), dwóch pomocników, dwóch obrońców i bramkarza. Alcock pisał o "chaosie wokół piłki" i "ostrej indywidualnej rywalizacji", a jednocześnie wyrażał zdumienie, że "armia 14 napastników nie potrafiła strzelić ani jednego gola".

Po raz pierwszy bezbramkowy remis przedstawiano w kategoriach znakomitego widowiska. W "Bell's Life" pisano o "świetnym pokazie futbolu w czysto naukowym sensie tego słowa, wielkiej determinacji zawodników obu drużyn narodowych, by pokonać przeciwnika".

"The Scotsman" informował czytelników: "W pierwszej połowie meczu angielscy piłkarze nie najlepiej ze sobą współpracowali, ale już w drugiej części nie pozostawiali pod tym względem nic do życzenia". Można powiedzieć, że to dokładna odwrotność słów, które jakże często padały z ust Svena-Görana Erikssona: "Pierwsza połowa dobra, druga połowa mniej dobra".

Niektóre z prasowych relacji z 1872 roku pozostawały jednak nieco zachowawcze i chwaliły Anglików za łamanie stereotypów. Znów "Bell's Life": "Wszyscy zakładali, że piłkarze angielscy, znakomici indywidualnie, będą wykazywać braki w zakresie współpracy na boisku, ponieważ należą do tak wielu różnych klubów, ale nie trzeba było długo czekać, by te założenia zostały rozwiane niczym mgła w kontakcie ze słońcem". W tym samym artykule czytamy, że dryblingi Ottawaya i A.K. Smitha "budziły powszechny podziw". Na spotkanie Anglii ze Szkocją wysłano tych samych reporterów, którzy relacjonowali ligę rugby oraz mecz Oxfordu z Cambridge.

Wizerunek grającej zespołowo Szkocji oraz angielskiej drużyny złożonej z 11 popisujących się graczy trwał do momentu, gdy w reprezentacji Anglii zaczęli dominować piłkarze Corinthian F.C. i promować inteligentne podawanie piłki. Jak na mecz, o którym napisano w sumie tak niewiele, pierwsze starcie Szkocji i Anglii relacjonowano - niezwykle odważnie - jako wielki sukces organizacyjny oraz objawienie, po którym już nic nie będzie takie samo.

Alcock z satysfakcją przyjmował fakt, że udało mu się dopiec działaczom rugby, i wspominał, że "sprzeciw rywali dodawał działaniom promotorów energii" oraz że "FA naprawdę nie mogła liczyć na lepszą reklamę". Piłka nożna otrzymała "olbrzymi impuls do rozwoju w całej zachodniej Szkocji". Na północ od granicy Anglii "rugby zyskało groźnego rywala. Wszędzie powstawały prężnie działające kluby".

W latach 70. XIX wieku po raz pierwszy ktoś spróbował podważyć przekonanie sympatyków rugby, że to właśnie ta dyscyplina - a nie futbol - jest sportem klas wyższych. Opór wobec piłki nożnej, traktowanej jako sport dla każdego, do dzisiaj da się wyczuć w niektórych kręgach klasy średniej oraz w systemie szkolnictwa prywatnego, gdzie wybór futbolu jako sportu numer jeden w programie nauczania oznacza, że w bardziej tradycyjnych, skłaniających się ku rugby placówkach na takiego kandydata patrzy się mniej przychylnie.

Cztery miesiące później, po meczu rewanżowym w Kennington, utworzono Scottish Football Association. W 1876 roku na stadionie krykietowym West of Scotland stawiła się reprezentacja Walii, by zagrać z gospodarzami. Kilka tygodni przed tym spotkaniem utworzono Welsh Football Association.

Wall pisał o sukcesie komercyjnym, wyśnionym i osiągniętym przez jego poprzedników: "Nieco ponad 50 lat później na Wembley przyszło prawie 90 tysięcy ludzi, a wpływy ze sprzedaży biletów sięgnęły 20 173 funtów. W 1933 roku na Hampden Park starcie tych dwóch drużyn przyciągnęło 136 259 kibiców".

Pierwszy mecz dwóch reprezentacji stanowił precedens, taka atmosfera nie miała szans utrzymać się dłużej. Po zakończeniu spotkania wiwatowano na cześć obu zespołów, co współczesnemu kibicowi kojarzy się zapewne z komentarzem Alfa Ramseya, gdy na szkockim lotnisku Prestwick powitał go lokalny dziennikarz: "Chyba se, kurwa, jaja robisz" - rzucił Ramsey.

Dziennikarzy zebranych na terenie klubu krykietowego poinformowano, że późną zimą 1873 roku planowany jest mecz rewanżowy. Serdeczna atmosfera trwała również podczas kolacji w hotelu Carrick's Royal przy George Square, gdzie wznoszono toasty na cześć wszelkich form tej gry, w tym na cześć reprezentacji Szkocji w rugby.

Reprezentacyjni pionierzy nie wytrwali w drużynie narodowej długo. Sześciu zawodników z wyjściowej jedenastki Anglii już nigdy więcej nie zagrało w tym zespole, co nie oznacza, że kadra straciła na wytworności. Dla tych, którzy uważają, że podział na klasy społeczne jest decydującym czynnikiem definiującym Anglię, nie będzie zaskoczeniem, że sir Charles Clegg, pochodzący "z rodziny całkowitych abstynentów" prawnik z Sheffield, zagrał w pierwszym meczu reprezentacji Anglii i potem tego żałował.

Dlaczego? Wall wyjaśniał to w pamiętnikach. O Cleggu pisał tak: "Z tamtego meczu zapamiętał, że znakomita większość graczy była snobami z południa, którzy nie chcieli nawet spojrzeć na jakiegoś tam prawnika z Sheffield. Nikt mu nie podawał, nikt się do niego nie odzywał. Pan Clegg także z nimi nie rozmawiał ani nie pragnął ich towarzystwa. Oni go nie rozumieli, a on źle się czuł w roztaczanej przez nich aurze wyższości. Po zakończeniu spotkania uznał, że już nigdy nie chce brać udziału w żadnym meczu reprezentacji".

Życzeniu Clegga stało się zadość. Jego kariera reprezentacyjna dobiegła końca po jednym występie w drużynie narodowej. Pozostał jednak w kręgach piłkarskich, sędziował mecz Szkocja - Anglia w 1893 roku, później zaś został przewodniczącym FA, a w podziękowaniu za pracę na rzecz futbolu nadano mu tytuł szlachecki.

Nie mielibyśmy natłoku wspomnień związanych z finałami mistrzostw świata i mistrzostw Europy oraz budzących emocje meczów eliminacyjnych i baraży, gdyby nie tamten mecz w spokojnej części Glasgow w listopadzie 1872 roku. Poczucie uprzywilejowania wynikającego z dobrego urodzenia było obecne w angielskiej piłce reprezentacyjnej jeszcze przez jakieś 100 lat, a ślady tego przekonania można zauważyć do dzisiaj.

Sto czterdzieści lat później, w 2012 roku, podczas konferencji prasowej w Katarze, sir Dave Richards, ówczesny prezes Premier ­League, powiedział zebranym: "Anglia dała światu futbol. Pięćdziesiąt lat później pojawił się ktoś, kto nazwał nas kłamcami i ukradł nam piłkę. Mam na myśli FIFA". Później Richards przepraszał za swoje "beztroskie" słowa.

Wyspiarski charakter futbolu oraz zaczątki tej wspaniałej koncepcji zrodziły się na stadionie krykietowym w Hamilton Crescent w Glasgow. Gdy podczas przełożonych finałów Euro 2020 Szkocja i Anglia remisowały bezbramkowo na Wembley, angielsko-szkocka unia realna z 1707 roku przeżywała największe trudności w swej 314-letniej historii. Duża autonomia szkockich władz i równie silne dążenia niepodległościowe Szkocji powodowały, że te dwa narody coraz bardziej się od siebie oddalały. Jeżeli chodzi jednak o futbol, ich dzieje nadal zdawały się nierozłączne.

3 W oryginale fly kick. Jonathan Wilson w Odwróconej piramidzie (w przekładzie Andrzeja Gomołyska) wyjaśnia, że w angielskiej drużynie wystąpili "dwaj pomocnicy - jeden klasyczny (half-back) i jeden o funkcji zbliżonej do łącznika ataku, znanego z terminologii rugby (fly-kick)" (przyp. red.).

4 Wilson w Odwróconej piramidzie opisuje ustawienie Anglików nieco inaczej: "składało się z bramkarza, jednego obrońcy, dwóch pomocników, czterech graczy oznaczonych po prostu jako "środek", dwóch jako "lewa strona" i jednego jako "prawa strona". Przy próbie odniesienia tego do współczesnej numeracji otrzymalibyśmy coś na kształt asymetrycznego 1-2-7, z mocniejszą lewą stroną" (przyp. red.).

Rozdział 2

Zbyt wcześnie, zbyt młodo - pierwszy kapitan

Wieczór na parkiecie drogo kosztował wielu reprezentantów Anglii. Pierwszy oficjalny kapitan drużyny narodowej zapłacił za balowanie na mieście najwyższą cenę.

Wczesną wiosną 1878 roku Cuthbert John Ottaway, kapitan reprezentacji Anglii w pierwszym oficjalnym meczu drużyn narodowych, wrócił do domu przy Westbourne Place 34 w Londynie po nocy przetańczonej na mieście. Zaczęło go trząść, a wkrótce przeziębienie rozwinęło się w coś poważniejszego, co wyglądało na zapalenie płuc. Zmarł w domu 2 kwietnia 1878 roku, w wieku 27 lat. Zostawił 18-letnią żonę Marion, która była w szóstym miesiącu ciąży z ich córką, Lilian.

Najwszechstronniej uzdolniony sportowiec swoich czasów, pierwszy kapitan reprezentacji Anglii, został na długi czas zapomniany. Miejsce jego spoczynku odnaleziono dopiero w 2006 roku - nagrobek na cmentarzu Paddington Old w Londynie był gładki, napis nieczytelny. Kiedyś istniał poświęcony mu granitowy pomnik, lecz w latach 70. XX wieku został usunięty. Pracownicy cmentarza potrzebowali 20 minut na zebranie gruzu i ziemi z miejsca, w którym miał stanąć nowy pomnik ku czci legendarnego kapitana, odsłonięty w 2013 roku. Pamięć o Ottawayu uratowali jego biograf Michael Southwick oraz Paul McKay, fan reprezentacji Anglii, który zebrał 2500 funtów na nowy pomnik. "Większość ludzi nie ma pojęcia, kim był Cuthbert Ottaway" - stwierdził ten ostatni.

Fiksacja Anglików na punkcie opasek kapitańskich, zaciśniętych pięści i okrzyków zagrzewających do walki to fenomen XX-wieczny. W XIX wieku funkcja kapitana była honorowa, oznaczała coś w rodzaju szczytnego powołania, nie miała natomiast charakteru wojskowego przywództwa, czego w czasach brytyjskiego imperializmu można by w sumie oczekiwać. Od 1872 roku do Euro 2020 drużyna narodowa miała 125 kapitanów. Większość z nich nie pełniła żadnych szczególnych obowiązków, dopiero Billy Wright i Bobby Moore nadali tej funkcji powagę, jaką cieszą się mężowie stanu. Obaj w tej roli poprowadzili reprezentację Anglii po 90 razy.

Warto podkreślić, że żaden z nich nie krzyczał na partnerów ani nie bawił się w generała, co cechuje przecież kapitanów reprezentacji Anglii od lat 80. XX wieku aż do dzisiaj. Wybór zawodnika z opaską stanowi zresztą temat niekończącej się dyskusji. Moore był spokojnym liderem i grał tak, jak oczekiwał tego od innych. Wright deklarował, że kapitan "ma być liderem, a nie dyktatorem".

Pół wieku później zagranicznym selekcjonerom reprezentacji Ang­lii - Svenowi-Göranowi Erikssonowi i Fabio Capello - nie udało się uciec od tej obsesji na punkcie wyboru kapitana. Pracowali zresztą w czasach nieustępliwych gwiazd Premier League, takich jak Steven Gerrard, John Terry, Frank Lampard czy David Beckham - pierwszy kapitan kadry i jednocześnie rozpoznawalny na całym świecie celebryta, o silnej pozycji zarówno w kraju, jak i poza nim.

Wymiana pamiątek z rywalami, asysta przy rzucie monetą, wpływ na wybór sprzętu i logistykę związaną z wyjazdami, rola łącznika między zespołem a selekcjonerem - tak mniej więcej prezentują się zadania kapitana w piłce nożnej. Inaczej wygląda to w krykiecie, gdzie na kapitanie spoczywają też niemałe obowiązki taktyczne. W futbolu funkcja ta nadal ma raczej symboliczny charakter, choć obecnie związane z nią tradycje nie sięgają pierwszych lat reprezentacji Anglii, a raczej czasów Wrighta i Moore'a.

Ottaway, dżentelmen i zawodnik Corinthian F.C., był kapitanem angielskiego zespołu w meczu ze Szkocją w 1872 roku, a potem ponownie dwa lata później - wystąpił w drużynie narodowej jedynie w tych dwóch spotkaniach. Charles Alcock, piłkarz, sędzia i pierwszy działacz FA, sprawował obowiązki kapitana we wszystkich nieoficjalnych meczach Anglii ze Szkocją. Później zostały one zdeprecjonowane i za początek historii reprezentacji uznano rok 1872. W efekcie to nie Alcock, a Ottaway zostanie po wsze czasy zapamiętany jako pierwszy kapitan angielskiej drużyny narodowej.

Równolegle z dwoma rozegranymi meczami w reprezentacji Ottaway prowadził wręcz niedorzecznie intensywne życie sportowe. Można powiedzieć, że kolekcjonował osiągnięcia. Urodził się w 1850 roku w Dover, jego rodzicami byli Jane i James Cuthbert Ottawayowie. Ottaway senior był chirurgiem, sędzią pokoju i burmistrzem. Jego syn uczył się w Eton, gdzie grał w krykieta w pierwszej drużynie i dwukrotnie wygrał z tym zespołem szkolne mistrzostwa. W 2021 roku Dover postanowiło go upamiętnić, udostępniając przystępne cenowo mieszkania w budynku nazwanym Ottaway House.

Studiował w Brasenose College w Oxfordzie, tej samej uczelni, z której wyszli William Webb Ellis, twórca rugby, Douglas Haig, pierwszy hrabia Haig5, który sprowadził śmierć na tak wielu ludzi na froncie zachodnim pierwszej wojny światowej, krykiecista Colin Cowdrey oraz William Golding. W pierwszych latach studiów grał w Marlow oraz w Crystal Palace w Pucharze Anglii, ponadto reprezentował uczelnię w tenisie, krykiecie, lekkiej atletyce i piłce nożnej. W 1873 roku dotarł do finału Pucharu Anglii, a rok później w nim triumfował.

Na zdjęciach z Brasenose można zobaczyć go w towarzystwie członków rodziny królewskiej i aktorek. Notesy angielskich krykiecistów - między innymi W.G. Grace'a - z zapiskami z trasy po Kanadzie i Stanach Zjednoczonych z 1872 roku pełne są wyników oraz "zanotowanych wyrażeń amerykańskich". Pamiętniki Ottawaya wypełniają informacje o osiągnięciach sportowych. Nawet jak na ówczesne standardy wydawał się sportowym supermanem, brylował w pięciu dyscyplinach sportu, nauce i prawie, a przy tym był duszą londyńskiego towarzystwa.

W krótkim, acz jakże barwnym życiu od 1874 roku aż do śmierci pozostawał członkiem Garrick Club, w marcu 1875 roku został prawnikiem i jeszcze w tym samym roku wystąpił w barwach Old Etonians w swoim trzecim finale Pucharu Anglii6. Dopiero wtedy szczęście się od niego odwróciło. Na skutek poważnej kontuzji kostki musiał zakończyć karierę piłkarską, dalej grał natomiast w krykieta w klubie Middlesex. Wiktoriańska śmietanka towarzyska zapamiętała go przede wszystkim właśnie z krykieta.

6 kwietnia 1878 roku w "Bell's Life in London and Sporting Chronicle", w sekcji poświęconej krykietowi, pojawił się następujący akapit:

Czwartkowe gazety przyniosły wieści, które musiały zostać odebrane z największym smutkiem i żalem przez wszystkie osoby choć trochę zainteresowane krykietem i krykiecistami. Mamy na myśli śmierć pana Cuthberta Johna Ottawaya, którego nazwisko należy kojarzyć z niemal wszystkimi dyscyplinami sportu. Najbardziej słynął jednak ze swojej gry w krykieta i występów w czterech turniejach uniwersyteckich oraz innych meczach na najwyższym poziomie. Zostanie zapamiętany na wiele lat. Nie było wielu lepszych graczy defensywnych. Zaledwie kilka miesięcy temu ożenił się w Kanadzie z Kanadyjką.

Ottaway zdobył dwie setki w meczach pierwszej klasy, a w 1876 roku zajął czwarte miejsce w krajowym rankingu batsmanów z najlepszą średnią. W Kanadzie i Ameryce zaczynał wybicia wraz z W.G. Grace'em i stał za bramką. W 1916 roku na łamach "Wisden" w tekście poświęconym W.G. anonimowy zawodnik wspominał: "Gdy w 1872 roku Gentlemen of England grali w Kanadzie i w Stanach, było nam bardzo ciężko, ponieważ W.G. i Ottaway zdobywali zwykle setkę, zanim padła ich bramka. Wierzyliśmy, że nam też poszłoby dobrze, gdybyśmy tylko dostali szansę, ale gdy wreszcie nadchodził nasz czas, nie mogliśmy już zbyt wiele zdziałać".

Funkcja kapitana reprezentacji Anglii w 1872 roku przypadła mu w związku z kontuzją Alcocka, której ten nabawił się, występując w Old Harrovians. Prawdopodobnie Ottaway został wybrany przez samego Alcocka, ponieważ to on podejmował wszystkie ważniejsze decyzje. W relacjach z meczu Szkocja - Anglia pojawiają się wzmianki o co najmniej jednym dryblingu Ottawaya, który porwał tłumy - to również ważny aspekt jego sławy. Został zapamiętany jako gracz dzięki swym śmiałym poczynaniom na boisku w Glasgow, a będąc kapitanem, dowiódł, że można mu powierzać odpowiedzialne funkcje.

Douglas Lamming, historyk futbolu, stwierdził: "Trudno sobie wyobrazić, by w tak tragicznie krótkim życiu dało się osiągnąć więcej". Southwick, wspomniany już biograf, mówi dzisiaj: "Pytanie o to, kim był pierwszy kapitan reprezentacji Anglii, któregoś dnia po prostu pojawiło mi się w głowie bez żadnego konkretnego powodu. Pomyślałem, że raz-dwa sprawdzę to w internecie. Z zaskoczeniem stwierdziłem, że na jego temat nie ma niemal żadnych informacji. Skoro prawie nic nie było o nim wiadomo, postanowiłem to ustalić".

Podczas uroczystości na cmentarzu Paddington Old zebrani odśpiewali Abide With Me i z dumą patrzyli na prosty napis wyryty w marmurze:

Pamięci

CUTHBERTA

JOHNA

OTTAWAYA

Pierwszego kapitana

reprezentacji Anglii w piłce nożnej

i

jedynego dziecka

Jamesa Cuthberta i Jane Ottawayów

Ur. 19 lipca 1850 roku

Zm. 2 kwietnia 1878 roku

Uroczystości przewodziła pastorka Christine Cargill z parafii św. Anny, obecni byli również burmistrzyni Marlow (Ottaway grał w Marlow FC), przedstawiciele Old Etonian Association, radna Roxanne Mashari z samorządu Brent, działacze FA, kibice reprezentacji Anglii oraz inni fani.

Pastorka Cargill przepięknie mówiła o tym, jakim przykładem może być życie Ottawaya: "Spotkaliśmy się dzisiaj, by wspomnieć przed Bogiem naszego brata, Cuthberta Ottawaya. Chcemy podziękować za jego życie oraz wielki wkład w dorobek sportowy tego kraju. Wspominamy nie tylko jego osiągnięcia jako piłkarza reprezentacji, ale także dokonania w krykiecie, tenisie, biegach krótkodystansowych. Poza tym Ottaway był prawnikiem i miał rodzinę.

Oddajemy dzisiaj hołd człowiekowi niezwykle wszechstronnemu, który może nas inspirować, byśmy w pełni wykorzystywali nasz włas­ny potencjał życiowy".

Ottaway wysoko zawiesił poprzeczkę kolejnym kapitanom drużyny narodowej, tylko że przykład, który im dał, bardzo szybko poszedł w zapomnienie.

5 Douglas Haig był podczas pierwszej wojny światowej dowódcą Brytyjskich Sił Ekspedycyjnych, oskarżanym o nadmierne szafowanie życiem żołnierzy podczas prób przełamania frontu (przyp. red. meryt.).

6 W poprzednich dwóch edycjach reprezentował barwy Oxfordu (przyp. red.).

Rozdział 3

"Nieszkodliwi wariaci" celują - zdobywca pierwszej bramki

Zdobywcą tysięcznej bramki dla reprezentacji Anglii został w 1960 roku uroczy londyńczyk Jimmy Greaves. Bramkę numer 2000 zdobył 51 lat później znacznie spokojniejszy i bardziej uniwersalny Gareth Barry. Pierwszego gola dla reprezentacji Anglii strzelił jednak pewien awanturnik, którego Michael Palin śmiało mógłby przedstawić w swoim serialu Nie ma mitu bez kitu.

Wielce Szacowny William Kenyon-Slaney urodził się w Radźkot w stanie Gudźarat w Indiach, lecz jego historyczny gol miał więcej wspólnego z imperializmem niż z różnorodnością. W rozegranym 8 marca 1873 roku na Kennington Oval rewanżowym meczu Szkocji z Anglią Kenyon-Slaney reprezentował krykiecistów z Household Brigade, która - wbrew nazwie - nie była drużyną dla służby. Poza tym grał w piłkę na uniwersytecie w Oxfordzie, a także w Old Etonians, Oxford University oraz w Wanderers, z którym to zespołem triumfował w Pucharze Anglii.

W 1873 roku - podobnie jak w roku 1966 - mecz będący jednym z kamieni milowych angielskiego futbolu zakończył się wynikiem 4:2, a Kenyon-Slaney odegrał w nim rolę nieco bardziej eleganckiego poprzednika Geoffa Hursta. "Bell's Life" donosił: "Kapitan Kenyon-Slaney oddał nieocenione usługi reprezentacji Anglii".

Pierwsi bohaterowie drużyny narodowej zyskali nieśmiertelność jako utalentowani herosi sportu, którzy brylowali we wszystkich dyscyplinach letnich i zimowych. Druga możliwa interpretacja jest taka, że byli to ludzie z niesamowicie uprzywilejowanych sfer i korzystali z czasu, jaki mieli do dyspozycji w najlepszych angielskich prywatnych szkołach, więc można zaryzykować stwierdzenie, że byli protoplastami dzisiejszych absolwentów szkółek piłkarskich w Premier League. Organizowano, co prawda, mecze testowe, ale tak naprawdę selekcja do reprezentacji odbywała się metodą "na zaproszenie".

Reprezentanci Anglii w epoce wiktoriańskiej musieli zwrócić na siebie uwagę ówczesnego selekcjonera, czyli wszędobylskiego Charlesa Alcocka. Jako że w FA, nowo tworzonych klubach amatorskich oraz w Pucharze Anglii dominowali wywodzący się z tych samych kręgów ludzie z wyższych sfer, ustosunkowany i w miarę dobry piłkarz dostawał przynajmniej jedną szansę występu w narodowych barwach.

Kenyon-Slaney, który w meczu z 1873 roku strzelił dwa gole, grał w krykieta także w klubach MCC i Shropshire, służył jako oficer w Grenadier Guards, a ponadto w latach 1886-1908 był parlamentarzystą z Newport (Shropshire). Gdy dwa razy trafiał do bramki Szkocji na Kennington Oval, miał 25 lat. Dziewięć lat później został wysłany na misję wojskową do Egiptu, by "przemówić do rozsądku Urabiemu Paszy i jego zwolennikom". Brał udział w bitwie pod Tel-el-Kebir.

Uwielbiał spędzać czas na świeżym powietrzu i sporo polował, a przy tym dość często miewał wypadki. Jego życie stanowiło pasmo przypadłości typowych dla ówczesnej wiktoriańskiej elity. Podczas polowania stempel przebił mu palec, ponieważ wybuchła nabijana przez niego broń. Innym razem oberwał kawałkiem śrutu w oko. Ponadto miał problemy z podagrą, choć, jak napisano w jego biografii z 1909 roku, "nigdy nie dawał po sobie poznać, że coś mu dolega".

Podobnie jak wielu ówczesnych dżentelmenów z angielskiej wsi, Kenyon-Slaney "zachwycał się przyrodą", co w praktyce oznaczało, że stanowił śmiertelne zagrożenie dla zwierząt. Brał udział w polowaniach z psami, był też fanatycznym miłośnikiem polowania na jelenie. Bólem się nie przejmował, choć najbardziej zmagał się z nim w 1893 roku, gdy podczas polowania na bażanty w Burwarton upadł i uszkodził sobie rzepkę. Walter Durnford, redaktor wspomnień Kenyona­-Slaneya, zatytułowanych Memoir of Colonel the Right Hon. William ­Kenyon-Slaney, M.P., tak pisał o jego kontuzjowanym kolanie: "Wszyscy uznali, że było osłabione przez jakiś dawny uraz, prawdopodobnie z boisk piłkarskich, a teraz nie wytrzymało nagłego obciążenia".

Jeżeli diagnoza Durnforda była słuszna, to Kenyon-Slaney został nie tylko pierwszym strzelcem gola dla reprezentacji Anglii, ale także pierwszym zawodnikiem, który karierę reprezentacyjną przypłacił długotrwałym urazem. Po upadku w Burwarton już do końca życia kulał, ale "dzięki determinacji nadal brał udział w całodziennym tropieniu i polowaniach. (...) Futbol jest, co prawda, uważany za grę brutalną, (...) wydaje się jednak, że był jedyną dyscypliną, w której Kenyon-Slaney nie miał mniej lub bardziej poważnego wypadku".

Nieśmiertelność w historii angielskiej piłki zapewnił sobie jednym meczem. Gdzieniegdzie pierwszego gola dla reprezentacji Anglii przypisuje się Alexandrowi Bonsorowi, lecz według relacji prasowych z tego spotkania autorem premierowego trafienia był Kenyon-Slaney. Anglia wygrała 4:2.

Na Kennington 149 lat temu gazety wieściły drugi przełom w futbolu reprezentacyjnym. W tydzień po triumfie Anglii w prasie ukazały się obszerne relacje z meczu, a szczegółowy opis zdarzeń mieszał się w nich z czymś, co należałoby raczej nazwać prozą. "Przed rozpoczęciem spotkania spadło trochę deszczu, to były lekkie opady typowe dla kwietnia, ale tuż przed pierwszym gwizdkiem na niebie pojawiło się mocne słońce. Bóg deszczu wstrzymywał się z tej okazji jeszcze długo po tym, jak zawodnicy gospodarzy i gości opuścili słynny stadion krykietowy w Surrey".

Jakiś mniej pobłażliwy redaktor mógłby śmiało usunąć "boga deszczu" z tego tekstu, ale nie pozostaje nam nic innego, jak dopatrzeć się w tym wielkiego podziwu dla faktu, że futbol reprezentacyjny rzucił rękawicę krykietowi i rugby. "Bell's Life" zapewniał: "Jeżeli potrzeba jakichś dowodów, że ta zimowa gra cieszy się coraz większą popularnością wśród fanów krykieta, to tym razem dostarczono ich chyba wystarczająco wiele, żeby przekonać nawet największych sceptyków - o ile tylko dopisuje pogoda, futbol staje się jedną z naszych ulubionych rozrywek".

Szkoci nie mieli jeszcze wówczas związku piłkarskiego, więc w skład reprezentacji po raz drugi weszli głównie piłkarze Queen's Park, choć udało się zebrać pieniądze na podróż tylko siedmiu z nich. Byli to Robert Gardner, J.J. Thomson, William Ker, William Mackinnon, David Wotherspoon, Joseph Taylor i William Gibb, do tego dochodził arbiter Archibald Rae. Zespół uzupełnili czterej Szkoci zamieszkali w Londynie: Robert Smith, John Edward Blackburn (który zagrał w szkarłatno-czarnym fezie na głowie), Henry Waugh Renny­-Tailyour oraz charyzmatyczny Arthur Kinnaird, później przez 33 lata przewodniczący FA, który w tym meczu wystąpił w spodniach do kolan, a nie w typowych dla niego białych flanelach. Na stadion przyszło około trzech tysięcy kibiców.

Kenyon-Slaney strzelił gole w 2. i w 50. minucie. Ech, gdyby tylko były to piękne uderzenia z dystansu, po których podkręcona piłka wpada do bramki, co wieńczyłoby dramatyczne okoliczności pierwszego wygranego meczu Anglików. Tak się jednak nie stało - w obu przypadkach były to standardowe wykończenia po dośrodkowaniu. W ten sposób narodził się typowo angielski gol po stałym fragmencie gry. "Już po minucie od rozpoczęcia rywalizacji Howell (...) posłał piłkę na połowę Szkotów, a potem po celnym dośrodkowaniu kapitan Kenyon-Slaney umieścił ją między słupkami bramki rywala".

Szkoci ruszyli do kontrataków, w których prym wiódł Arthur Kinnaird ("filar swojej drużyny"), ale Anglicy nie pozostali dłużni rywalom. Bonsor posłał piłkę do Kenyona-Slaneya, a ten ponownie rozprawił się z nią niczym z jakimś bażantem. Następnie bramkarz Szkocji obronił "cztery czy pięć" trudnych strzałów, ale w końcu Chenery strzelił gola i dał gospodarzom bezpieczne prowadzenie. "Nie pamiętamy tak ekscytującego meczu piłkarskiego w Londynie" - zachwycano się w "Bell's Life".

Chwalono Kenyona-Slaneya, Roberta Vidala oraz "znakomitą grę [Alfreda] Goodwyna i Leonarda Howella. Świetnie przy piłce odnajdywał się [William, brat Charlesa] Clegg z Sheffield, poniżej oczekiwań natomiast zagrał Greenhalgh, piłkarz Nottingham. Był to ostatni mecz Greenhalgha i jednocześnie debiut piłkarza o egzotycznym nazwisku, Pelhama George'a von Donopa. Później von Donop został ojcem chrzestnym P.G. Wodehouse'a, który właśnie na jego cześć otrzymał imię Pelham.

W 1957 roku Wodehouse pisał: "Jeśli mam szczerze powiedzieć, czy podoba mi się, że nazywam się Pelham Grenville Wodehouse, to muszę stwierdzić, że nie. (...) Imię to otrzymałem po ojcu chrzestnym, po którym został mi tylko mały srebrny kubek, choć i tak zgubiłem go w 1897 roku". Chcąc uciec od imienia Pelham, ten wybitny powieściopisarz i komik prosił, by przyjaciele i rodzina mówili o nim "Plum".

Sam Donop również nie prowadził zwykłego życia. W 1882 roku wystąpił w turnieju tenisowym na Wimbledonie, a w Royal Engineers, królewskich wojskach inżynieryjnych, dosłużył się stopnia podpułkownika. Pierwsi reprezentanci Anglii w piłce nożnej nie byli najlepszymi piłkarzami, ale później nadrabiali to w swoich biograficznych przechwałkach.

Tego wieczoru ludzie z FA zaprosili Szkotów na kolację we Freemasons' Tavern, tej samej, w której doszło do narodzin angielskiej federacji piłkarskiej. Alcock, człowiek wszechstronny, tym razem pełnił obowiązki "wiceorganizatora" imprezy. Poniższe rachunki stanowią kolejny dowód na to, że piłka reprezentacyjna okazała się kurą znoszącą złote jaja.

Przychód ze sprzedaży biletów w dniu meczu wyniósł 99 funtów i 12 szylingów, poza tym w przedsprzedaży sprzedano bilety za 6 funtów.

Przychody ogółem: 106 funtów 1 szyling

Wynajem stadionu: 10 funtów

Koszty obsługi stadionu: 2 funty

Wynajem namiotu: 1 funt

Druk plakatów: 1 funt 5 szylingów

Rozwieszanie plakatów: 12 szylingów

Drukowanie kart: 10 szylingów 6 pensów

Piłka: 12 szylingów 6 pensów

Policja: 17 szylingów 6 pensów

Lunch dla reprezentacji Szkocji: 2 funty 12 szylingów 6 pensów

Kolacja dla reprezentacji Szkocji: 13 funtów 2 szylingi

Pozostała kwota 73 funtów 8 szylingów i 6 pensów trafiła do FA.

Futbol był sportem przyszłości. W 1935 roku sir Frederick Wall pisał: "Jakieś 70 lat temu osoby uprawiające piłkę nożną powszechnie uważano za niegroźnych wariatów. Ludzie wzruszali ramionami i mówili: "Zaszkodzić mogą wyłącznie sobie, a im mniej wariatów, tym lepiej"". Uwagi Walla nawiązują do brutalności wczesnego futbolu, był to bowiem wówczas sport bardzo kontaktowy i pod tym względem nie różnił się zbytnio od rugby.

Wall uważał, że najpilniejszym zadaniem FA jest opracowanie "przepisów, według których obecnie większość cywilizowanych krajów świata gra w to, co ja chciałbym nazywać "naszą grą"". Był już 1935 rok, a Wall nadal nazywał futbol "naszą grą". Gdy wrogowie futbolu zrzeszeni w środowisku rugby wciąż publicznie dawali wyraz pogardy dla tego sportu, Kinnaird - który był wówczas również Lordem Wysokim Komisarzem Zgromadzenia Ogólnego Kościoła Szkocji - powiedział: "Uważam, że wszyscy rozsądnie myślący ludzie mają powody, by dziękować Bogu za rozwój tej popularnej w całym kraju gry".

W latach 1872-1914 futbol zadomowił się na Wyspach jako sport zimowy. Szybciej niż rugby wychodził poza wyższe warstwy społeczne i zyskiwał popularność w klasie robotniczej w miastach, gdzie zawodowa piłka musiała walczyć o prawo bytu z piłką amatorską, ponieważ w metropoliach sport ten miał charakter rozrywki, a nie biznesu. W rugby obowiązywał wyraźny podział na grę amatorską i zawodową, futbol natomiast kształtował się przede wszystkim pod wpływem gwałtownego rozrostu miasteczek i miast połączonych koleją. Fabryki, puby i społeczności lokalne stanowiły żyzny grunt dla koncepcji klubowej piłki nożnej. W 1888 roku utworzono Football League i to ona dała początek regularnej rywalizacji między klubami, a także doprowadziła do tego, że piłkarzom zaczęto płacić za grę. Pojawienie się ligi oznaczało początek końca piłki amatorskiej.

Pionierzy futbolu niechętnie traktowali osoby spoza swego kręgu, ale nie oznacza to, że spoczywali na laurach. Już przed pierwszą wojną światową pojawiła się teoria, że kiedy do piłkarskiego pociągu wsiądą kraje łacińskie, Brytyjczycy będą mieli kłopot. Wall zacytował w tym kontekście słowa piłkarskiego mędrca, R.W. Seeldrayersa: "Uważał, że ludzie z krajów łacińskich szybko myślą, szybko działają, a przy tym są bystrzy i śmiali we wszystkim, co przypadnie im do gustu".

Tak oto futbol zaprzęgnięto w służbę niesienia kaganka oświaty innym narodom - miał być to kolejny dowód, że Anglia otrzymała od Boga rolę nauczyciela i dobroczyńcy dla innych, mniej uprzywilejowanych krajów. W czasach przedwojennych piłka prowincjonalna i reprezentacyjna realizowały tę misję wspólnymi siłami. Wall ujmował to również tak: "Futbol stał się źródłem braterstwa narodowego. Wielka Brytania dała światu rozrywkę, która spodobała się całej ludzkości". Obsesja na punkcie bycia ojczyzną futbolu miała stanowić później ciężar dla kolejnych pokoleń piłkarzy.

Mecze z 1872 i 1873 roku do dzisiaj są uważane za początek globalnej manii, elitarny społecznie charakter tamtej epoki natomiast przeszedł już do historii tego sportu. Gdy piłka nożna była domeną wyższych sfer, uprawiali ją księża, maklerzy, prawnicy i włodarze miast. Wall, który w ramach przygotowań do meczów zjadał "porządny stek na lunch", należał do pokolenia, które wniosło do piłki swoje wartości i poglądy polityczne.

Metodą prób i błędów, a także na skutek presji płynącej z innych części kraju futbol zaczął ewoluować poza dotychczasową, pierwotną postać gry reprezentacji Anglii, na którą składały się drybling i akcje przeprowadzane w pojedynkę. Doszło do batalii między admiratorami indywidualizmu a zwolennikami gry kolektywnej. Spór ten jest zresztą widoczny do dzisiaj.

Przewagę mieli zwolennicy gry zespołowej. Uważano, że nie należy podawać informacji o zdobywcach bramek. Uznawano to za brak ogłady. Do krytyków ograniczania piłkarskiego indywidualizmu należał Wall: "Owszem, pojawiały się jakieś próby gry podaniami, ale dobry drybler utrzymywał się przy piłce tak długo, jak tylko mógł. W pierwszych latach piłki nożnej umiejętność dryblingu stanowiła absolutnie najważniejsze narzędzie wszystkich napastników".

Takie podejście nie rodziłoby żadnych problemów, gdyby reprezentacja Anglii miała charakter krajowej drużyny muzealnej i nie zamierzała konfrontować się z rywalami zagranicznymi. Już pod koniec lat 70. XIX wieku postępowi miłośnicy futbolu uważali, że drybling to przejaw anachronizmu. "Wpajanie zjednoczonej gry" - cudownie mechaniczne określenie, przywodzące na myśl hale przemysłowe z czasów wiktoriańskich - zostało wymuszone nie tylko przez wpływy szkockie, ale też na skutek pojawienia się zalążków kreatywnego myślenia o grze w Sheffield oraz w Corinthian. Zebrali się tam intelektualiści, którzy po raz ostatni zrewolucjonizowali styl gry reprezentacji Anglii, zanim na następne 120 lat pałeczkę przejęli zawodowcy.

Pierwszą oznaką nadchodzących zmian było wystawienie na boisku drugiego obrońcy, który miał utrudniać przeciwnikom podawanie sobie piłki. Szkocja pokazywała korzyści płynące z "systematycznej gry podaniami", więc Alcock nabrał przekonania, że to właśnie one stanowią przyczynę serii porażek Anglii z rywalem zza miedzy. "Zespoły z Sheffield" brały przykład ze Szkotów, Alcock relacjonował jednak: "Pierwszą angielską drużyną pokazującą w Londynie zaczątki systematycznej gry podaniami był Blackburn Olympic, który wiosną 1883 roku zwyciężył w Pucharze Anglii na The Oval". Klub ten ściągał do siebie szkockich piłkarzy i płacił im za naukę gry podaniami - były to moralny triumf futbolu zza północnej granicy i nauczka dla angielskich zespołów.

Gdy w 1884 roku na boiskach pojawił się trzeci pomocnik, futbol zaczął zmierzać w kierunku systemu 6-5, w którym funkcjonowało sześciu graczy defensywnych (bramkarz, dwóch obrońców i trzech pomocników) oraz pięciu napastników - dwóch na skrzydłach, jeden na szpicy i dwóch grających za jego plecami łączników.

Mniej więcej w tym okresie pojawiły się również pierwsze napięcia między futbolem klubowym a reprezentacyjnym. FA przyjęła drakońsko surowe stanowisko w stosunku do każdego, kto chciał grać według poprzednich, wiktoriańskich zasad. Zgodnie z przepisami zawodnik przewidziany w składzie, który bez powodu nie zjawił się na meczu, był uznawany za winnego "złamania przepisów", a "każdy klub, który mógłby zachęcać lub umożliwiać zawodnikowi łamanie przepisów lub zasad, również zostanie obarczony odpowiedzialnością za podobne wykroczenie".

Tymczasem odnotowano kolejne ważne wydarzenia. W kwietniu 1879 roku w meczu, w którym Anglia wygrała ze Szkocją 5:4, w reprezentacji zadebiutował James Prinsep, piłkarz mający 17 lat i 252 dni. Tym samym ustanowił rekord, który utrzymał się do lutego 2003 roku, gdy pobił go Wayne Rooney. W 1884 roku powstały rozgrywki British Home Championship, w których rywalizowały zespoły z Wysp Brytyjskich. Wyniki tych pierwszych zmagań po wsze czasy upamiętniły wyższość szkockiego stylu gry. Pierwsze cztery tytuły w tej rywalizacji (1884-1887) wywalczyła Szkocja, Anglia za każdym razem zajmowała drugie miejsce. Futbol klubowy jeszcze raczkował, liczba meczów reprezentacyjnych była natomiast tak duża, że na przykład 15 marca 1890 roku Anglia grała dwa spotkania i musiała wystawić dwie drużyny. Pierwsza z nich pokonała we Wrexham Walię 3:1, a druga Irlandię w Belfaście 9:1.

Prekursorami przechodzenia na zawodowstwo były kluby z Lancashire, w szczególności Preston North End. "To, o czym dzisiaj myśli się w Lancashire, jutro będzie przedmiotem rozmyślań w całej Anglii" - pisał Wall. Coraz częściej okazywało się, że amatorzy nie dają rady rywalizować z zawodnikami, dla których futbol stał się pełnoetatowym zajęciem zarobkowym. Po 1883 roku - gdy na oczach ośmiu tysięcy ludzi Blackburn Olympic wygrali z Old Ethonians - w finale Pucharu Anglii nie wystąpiła już ani jedna drużyna amatorska.

Po 1919 roku rzadko kiedy też zdarzali się reprezentanci Anglii, którzy nie byli zawodowcami: Howard Baker (bramkarz), G.H. Armitage (księgowy), Max Woosnam ("absolwent Winchester College, który później reprezentował barwy Cambridge"). Według Football Association "ostatnim amatorem, który wystąpił w reprezentacji Ang­lii", był Alfred George Bower, który w 1927 roku zagrał w meczu z Walią. Już na przełomie stuleci amatorzy zaczęli mieć problemy z przebiciem się do pierwszej jedenastki drużyny narodowej, ponieważ dominowali w niej gracze zawodowi. W 1901 roku powstała więc reprezentacja Anglii amatorów, drużyna rozgrywająca głównie mecze pokazowe, która przetrwała aż do 1974 roku, kiedy to w FA zapadła decyzja o jej rozwiązaniu.

Utrata kontroli nad sytuacją, zwłaszcza przez najlepsze uczelnie prywatne, martwiła działaczy FA. "Można temu zaprzeczać do woli, ale istnieje poczucie, że rugby powinno być sportem klas wyższych, piłkę nożną natomiast należy oddać masom. W moim odczuciu zakrawa to na snobizm" - skarżył się Wall. Chłopcom z niektórych zamożniejszych rodzin nie pozwalano już "kopać piłki", co smuciło głównego mandaryna FA: "Gdy taki chłopiec opuści mury drogiej prywatnej szkoły, nie ma pojęcia o futbolu. Wchodzi w świat oddany piłce nożnej, wszędzie, gdziekolwiek by się ruszył, ale nie potrafi grać w tę wspaniałą grę podarowaną światu przez Wielką Brytanię".

Wyjazdy na mecze do Szkocji, Walii i Irlandii dały początek wyprawom także do innych europejskich krajów, na kontynent, na pierwsze naprawdę zagraniczne spotkania. W 1909 roku oficjalna, choć złożona głównie z amatorów, reprezentacja Anglii wyjechała do Niemiec i Belgii. Pod wpływem jednej z wypraw Shackletona, irlandzkiego podróżnika i odkrywcy, w głowach działaczy FA pojawiły się marzenia o piłce nożnej granej na lodzie - przewidywali oni, że futbol spopularyzuje się na całym świecie, i chętnie zostaliby jego strażnikami.

"Zimowa zabawa" stała się przepustką do innych krajów. Wyjazd do Berlina zapisał się nawet w prześmiewczym folklorze piłkarskim - William Bassett usiłował urwać się tam kryjącemu go niemieckiemu obrońcy, zbiegł więc z boiska, przebiegł za bramką i wrócił na plac gry po jej drugiej stronie. Co oczywiste, niemiecki piłkarz pobiegł w ślad za nim.

Do Afryki Południowej, Australii i Kanady (czyli "części Imperium") w latach przedwojennych masowo wyjeżdżali amatorzy, w tym architekt i mierniczy Vivian Woodward (kapitan) oraz Arthur Berry, prawoskrzydłowy Oxford University, który został później prawnikiem. Woodward - nazywany "Jackiem" - w trakcie trasy po Afryce Południowej w 1910 roku strzelił 32 gole w 23 meczach. Warto pamiętać, że amatorska reprezentacja Anglii odgrywała ważną rolę rywala drużyn narodowych z krajów, gdzie futbol dopiero raczkował. Wall pisał, że "w Europie Anglia przestawała liczyć po dziesiątym golu", ale w latach 30. XX wieku już nikt nie myślał o państwach europejskich w kategoriach piłkarskiego "przedszkola".

Współcześni miłośnicy hiszpańskiej piłki nożnej z pewnością by się ubawili, czytając poniższe słowa szefa FA, pełne typowej dla tamtych czasów imperialnej ksenofobii: "Postępy poczyniono także w Hiszpanii. Tutaj, w Anglii, wiele osób uważa, że niektóre narody nigdy nie odniosą sukcesu w piłce nożnej z powodu ich temperamentu, defektów rasowych czy też impulsywności. Według mojej bieżącej wiedzy powyższe cechy jak na razie nie okazały się przeszkodą w odnoszeniu zwycięstw na boisku".

Wall zauważył także: "Duńczycy i Holendrzy przyjęli to, co zwykliśmy nazywać "naszą grą", w 1889 roku. Belgia i Szwajcaria poszły w ich ślady około 1895 roku, a Włochy w 1899 roku, gdy na północy - w Piemoncie i w Lombardii - zaczęli grać piłkarze zagraniczni. W latach 1902-1923 powstały reprezentacje Austrii, Węgier, Belgii, Francji, Holandii, Szwajcarii, Danii, Niemiec, Norwegii, Szwecji, Włoch, Czechosłowacji, Hiszpanii i Turcji7. Każda z nich rozgrywała "sporo spotkań", jako że piłkarskie szaleństwo przybierało na sile".

Także w Anglii gra toczyła się o coraz większą stawkę. Gdy w 1913 roku na Windsor Park w Belfaście Lwy Albionu przegrały z Irlandią, "strzelano z pistoletów, trąbiono w trąbki, grzechotano grzechotkami i tańczono. Zapanowało takie szaleństwo, że nawet stateczni irlandzcy policjanci zazdrośnie spoglądali na szalejący tłum".

Już wtedy zatem powstało zagrożenie dla angielskiej idylli. Na horyzoncie pojawili się kolejni rywale. Polityczny motyw tamtych czasów - słabnąca potęga Wielkiej Brytanii - miał znaleźć przełożenie na reprezentację w piłce nożnej. W 1908 roku, gdy po raz pierwszy Anglicy mierzyli się z drużyną z innego kraju, z Austrią na wyjeździe, William Kenyon-Slaney został pochowany na cmentarzu St Andrew's w Ryton w hrabstwie Shropshire. To jeden z tych spokojnych starych angielskich cmentarzy przykościelnych - znajduje się tam więcej grobów osób z rodu Kenyon-Slaney. Na nagrobku reprezentanta Anglii wyryto słowa: "Światło, które po sobie zostawia, rozświetla drogę ludziom".

Śmierć okazała się tym wypadkiem, którego nie mógł zbagatelizować. Reprezentacja Anglii też zresztą nie została w amatorskiej epoce Kenyona-Slaneya, gdy tworzący ją zawodnicy bawili się na polowaniach, byli oficerami i wywodzili się z Westminsteru. Tamci pionierzy uwolnili siłę, która miała uczynić z futbolu sportową rozrywkę numer jeden na świecie. Gdy Szkocja narzuciła grę podaniami Ang­likom, których taktyka wywodziła się z rugby, obraz futbolu zaczął się powoli zmieniać - było w nim coraz mniej fizycznej, brutalnej rywalizacji. Urbanizacja dała początek popularnej, plemiennej kulturze zawodowej piłki klubowej, a gole Kenyona-Slaneya szybko przeszły do historii.

7 Piłkarska reprezentacja Polski rozegrała pierwsze spotkanie 18 grudnia 1921 roku, w Budapeszcie z Węgrami. Przegrała 0:1 (przyp. red. meryt.).

Rozdział 4

Pierwsi bohaterowie i angielski styl

Artysta w dziczy to niezawodny motyw. Pragnienie niszczenia było silniejsze od chęci kreowania. Spieszę jednak zapewnić, że technika i gracja pojawiły się w historii reprezentacji Anglii stosunkowo wcześ­nie. Kibice podziwiali siłę i odwagę zawodników, ale szanowali również boiskową wyobraźnię. Zapotrzebowanie na nią istniało zawsze, nawet jeśli nie zawsze nadążała za nim podaż.

Świadomość ograniczeń bezpośredniego stylu gry widać niemal we wszystkich 15 dekadach historii angielskiej piłki reprezentacyjnej. W spisanych i ustnych opowieściach o pierwszych 50 latach angielskiego futbolu nie brak pochlebnych opinii na temat ostrych wejść, dobrze zbudowanych graczy, brutalnej siły. Równowaga, elegancja, nieuchwytność, podania, przegląd gry i inne bardziej wyrafinowane cechy? W tym kontekście relacje schodzą raczej w strefę marzeń. Jeżeli jednak ktoś chciałby wskazać w gronie pierwszych idoli dwa przykłady piłkarskiej finezji, musiałby wymienić G.O. Smitha i Viviana Woodwarda.

Angielski kibic doceniał zarówno siłę, jak i styl, choć ewolucja piłkarskich upodobań nie przebiegała liniowo. W okresie między­wojennym Anglię oskarżano o to, że pozostaje w tyle za bardziej technicznie grającymi krajami - wydaje się, że współcześni fani futbolu powinni uznać tę diagnozę sytuacji za boleśnie znajomą. Mimo to Smitha i Woodwarda można postrzegać jako pierwszych przedstawicieli bardziej kulturalnego stylu gry.

Na początek Anglia musiała przebrnąć przez okres bohaterów historyjek obrazkowych zamieszczanych w prasie: mitycznych ekscentryków, którzy pozostawili po sobie bogactwo anegdot, bon motów i wejść barkiem, pod znakiem których upłynęła cała ich amatorska epoka. Grał wtedy na przykład Robert Cunliffe Gosling, człowiek równie zamożny jak dzisiejsze gwiazdy Premier League, który zostawił po sobie w spadku majątek o olbrzymiej wówczas wartości 700 000 funtów. William Nevill Cobbold wystąpił w reprezentacji dziewięciokrotnie w latach 1883-1887, a jego postać tak oto przedstawił C.B Fry w Annals of the Corinthian Football Club: "Przez przyjaciół nazywany "Orzechem", być może z uwagi na fakt, że z Kentu pochodzi najlepsza kukurydza, taka ze skrajnie twardym ziarnem. Miał idealne proporcje do gry w piłkę: mocne nogi i solidne biodra, zdolne unieść zdecydowanie cięższy korpus. Owinięty bandażem elastycznym i ochraniaczami na kostki, nigdy nie dał się porządnie poturbować".

Nie zapominajmy o Williamie "Grubasie" Foulke'em, który swój jedyny występ w reprezentacji odnotował jako gracz Sheffield United, a następnie, gdy w 1905 roku przechodził do Chelsea, osiągnął wagę ponad 140 kilogramów. Ważył tyle, ile Smith i Woodward razem wzięci. Zarabiał na konkursie rzutów karnych, który organizował na plaży w Blackpool. Uczestnik płacił jednego pensa za rzut karny i wygrywał trzy pensy, jeżeli strzelił gola. Foulke zmarł w wieku 42 lat, a jako przyczynę śmierci podano marskość wątroby.

Cobbold - wychowanek Charterhouse i Cambridge, a przy okazji niezły tenisista i krykiecista - był nazywany "Księciem Dryblerów", a Fry mówił o nim tak: "Jeśli chodzi o drybling, nikt nie mógł się z nim równać". Zapoznając się z materiałami na temat pierwszych 50 lat historii reprezentacji Anglii, człowiek z czasem przyzwyczaja się do powszechnie występujących hiperboli. Napastników często nazywano "graczami, jakich możemy już nigdy nie zobaczyć", dryblerów natomiast opisywano w kategoriach niepowstrzymanych siłaczy, którzy konfundowali rywali zwodami i techniką.

Zza tej wielkiej zasłony pochlebstw wyłaniają się dobrzy piłkarze, którym nieobce były takie pojęcia jak tempo, taktyka czy gra zespołowa. Zarówno oni, jak i Szkoci rozumieli założenia gry podaniami. Elity z Corinthian F.C. niosły tę dobrą nowinę angielskim masom wraz z tym, jak sercem futbolu przestawały być prywatne szkoły, a stawały się nim miasta przemysłowe. Piłka miała się stać religią klasy robotniczej.

Obecnie określenie "Corinthian" w języku angielskim kojarzy się z pryncypialnym amatorem, który ducha futbolu przedkładał nad wszelkie korzyści faktycznie płynące z uprawiania tej dyscypliny. Tak rozumiany "koryntianizm" oskarżano często o hamowanie rozwoju brytyjskiego sportu. Brytyjczycy bowiem zanadto skupiali się na przestrzeganiu przepisów, aby zniżać się do boiskowej przebiegłości. Tymczasem, paradoksalnie, pod koniec XIX wieku to właśnie piłkarze z tego środowiska wykazywali się większym profesjonalizmem, racjonalnym etosem i bardziej konstruktywnym podejściem do piłki, granej po ziemi, a nie długimi podaniami.

Manifest graczy ze środowiska Corinthian stanowił odpowiedź na postępy Szkotów, Walijczyków i Irlandczyków, a przy okazji znakomitą okazję do tego, by wszem wobec pokazać, jak inteligentni i oświeceni są ludzie z tych kręgów. W marcu 1894 roku doszło do niezwykłej sytuacji - piłkarze Corinthian F.C. stanowili całą wyjściową jedenastkę reprezentacji Anglii w wygranym 5:1 meczu z Walią.

Mimo wszystko wyższa klasa średnia liczyła się w futbolu coraz mniej. W reprezentacji Anglii zaczynali przeważać zawodowcy, a w szkołach prywatnych coraz częściej rezygnowano z piłki nożnej. W związku z tym jeszcze w 1929 roku G.O. Smith lamentował: "Moim zdaniem to wielka, niezaprzeczalna szkoda, że tak wiele szkół prywatnych odwróciło się od piłki nożnej. Amatorski futbol z pewnością na tym ucierpi".

Na razie musimy jednak prześledzić proces przechodzenia od qua­si-rugby, w którym zabroniono dotykania piłki ręką, do tak pasjonującego nas dzisiaj sportu - do podań, przemieszczania się po boisku, gry kombinacyjnej, panowania nad piłką i pomysłowości. Dopóki w 1946 roku Walter Winterbottom nie zaczął prowadzić reprezentację Anglii, dopóty nie miała ona selekcjonera i nie zachowały się również żadne informacje, z których wynikałoby, że odbywały się jakieś treningi. Zawodnicy wpasowywali się po prostu w ustalone formacje typowe dla swoich czasów. W latach 1884-1914 Anglia 18-krotnie triumfowała w Home Championship, Szkocja zwyciężała natomiast w tych rozgrywkach 11 razy. Jedynymi odstępstwami od wygranych tego duopolu były sukcesy Walii w 1907 roku i Irlandii w 1914 roku.

W kraju z wybitnych dziewiątek pierwszym wspaniałym środkowym napastnikiem był Gilbert Oswald Smith, G.O. czy też po prostu "Jo", wczesna wersja Toma Finneya i powojenny mistrz zgrabnych asyst. Na tej samej orbicie pojawił się Steve Bloomer, "Anioł Zniszczenia", przez wielu uważany za pierwszą prawdziwą gwiazdę reprezentacji Anglii, nawet jeżeli nie słynął z takiego boiskowego artyzmu jak Woodward i Smith.

Na powadzonej przez fanów Derby County stronie internetowej Steve Bloomer's Watchin' czytamy:

Jego nazwisko kojarzono z ubraniami, butami, książkami, czasopismami, tonikami, tytoniem, zdjęciami i niezliczonymi doniesieniami prasowymi. Posłużyło ono w reklamie Phosphoric Tonic, "Lekarstwa Królów". Pojawił się [Bloomer] na 19 różnych kartach kolekcjonerskich z paczek papierosów, miał również sygnowane swoim nazwiskiem buty piłkarskie Lucky Striker, podobnie jak buty piłkarskie Perfegrippe, pierwsze na świecie lanki. Produkty te można było kupić na całym świecie przez ponad 40 lat po jego śmierci.

Nie ulega wątpliwości, że był Davidem Beckhamem swoich czasów. Gdy w 1936 roku zwodowano liniowiec oceaniczny Queen Mary, podobizna Steve'a ozdobiła ścianę jednego z luksusowych salonów na pokładzie tej jednostki.

U schyłku XIX wieku tego typu nadczłowiekiem był G.O. Smith. Urodził się w Croydon tego samego roku, kiedy Anglia i Szkocja rozpoczynały całą tę historię na stadionie krykietowym West of Scot­land. Ten mężczyzna o posępnej aparycji poety w latach 1893-1901 rozegrał w reprezentacji Anglii 20 spotkań i strzelił 11 goli. Borykał się z astmą i niechętnie grał głową, za to znakomicie wykańczał akcje i stwarzał okazje bramkowe innym. Można go niemal nazwać filantropem, ponieważ uważał, że piłkarz ma obowiązek pracować na rzecz tego, by cały zespół funkcjonował jak najlepiej. Smith miał szczęście grać razem z Bloomerem, prawym łącznikiem Derby County, a później Middlesbrough, który w 23 meczach w drużynie narodowej strzelił 28 goli. Rekord ten poprawił dopiero Nat Lofthouse w 1956 roku.

Bloomer, gracz słynący z precyzyjnych strzałów, był równie blady i wyglądał tak samo niezdrowo jak Smith; nie miał natomiast jego dorobku krykietowego ani wykształcenia zdobytego na Charterhouse i Oxbridge8. Bloomer był synem kowala, więc pierwsze "uderzenia" wykonywał w odlewni. Frederick Wall nazywał go "synem ludu" - czyli klasy robotniczej - i zauważał, że Bloomer lubił dostawać piłkę pod samą bramką, był urodzonym lisem pola karnego. Smith dla odmiany trafił setkę na Lord's w starciu Oxfordu z Cambridge, a także strzelił 125 goli w 131 meczach w barwach Corinthian F.C.

Jeszcze w sprawozdaniach z meczów z lat 30. pojawiają się wzmianki o "podaniach godnych G.O. Smitha". W styczniu 1929 roku "Athletic News" opublikował jeden ze swoich nostalgicznych peanów na cześć wybitnych graczy z przeszłości: "W historii brytyjskiego sportu są tacy ludzie, którzy będą żyć już wiecznie. Jednym z nich jest W.G. Grace, kolejnym G.O. Smith", środkowy napastnik reprezentacji Anglii "we wspaniałych czasach Corinthian". Gazeta pisała dalej, że był on "idolem wielu chłopców, którzy dzisiaj są mężczyznami w średnim wieku". John Goodall, gwiazdor w latach 90. XIX wieku, który później prowadził sklep z ptactwem w Watfordzie, również nie miał wątpliwości: "G.O. Smith był najlepszym środkowym pomocnikiem, jakiego kiedykolwiek widziałem".

W tym samym roku "Athletic News" przedrukował zdjęcia ukazujące zespół, który w 1899 roku zmierzył się ze Szkocją w Birmingham. Z fotografii spoglądają na nas bohaterowie tamtych czasów: Smith, Bloomer, Ernest Needham i James Crabtree. "Tych czterech zostanie zapamiętanych jako "superludzie", którzy odcisnęli trwałe piętno na zimowej grze. O Gilbercie Oswaldzie Smicie mówi się do dziś i to się nie zmieni, dopóki będą żyć kibice, którzy są obecnie po pięćdziesiątce". Smith miał "bujną grzywę" i "wielki urok". Ach, późniejsi gracze reprezentacji Anglii z pewnością marzyli o tym, by prasa tak się nimi zachwycała.

Goodall tak wypowiadał się o Smicie: "Powodował, że innym grało się znacznie łatwiej. Zawsze podawał na prawą nogę. Nie cackał się. Cały czas parł naprzód, sprawiał, że koledzy automatycznie ustawiali się na odpowiednich pozycjach. Było widać, co zamierza. Zawsze bez wahania posyłał piłkę partnerowi, którego sobie upatrzył. Jako doświadczony zawodnik oceniam piłkarzy jedną miarą: czy łatwo się z nim gra?".

Pięć lat wcześniej w podobnym tonie pisał James Catton, często posługujący się pseudonimem "Tityrus". Smith wykazywał się "odwagą i skrajnym altruizmem. W jego przypadku umysł triumfował nad mięśniami, co było widać po błyskawicznych decyzjach, gibkości ruchów, doskonałej prostocie jego stylu gry, równowadze, elegancji technicznej". Przy tym wszystkim był do tego stopnia nieuchwytny dla rywali, że "gdy schodził z boiska, jego fryzura nadal pozostawała idealna".

Ktoś zauważył, że "co do zasady znani piłkarze nie zapisują się w pamięci kibiców tak mocno jak znani krykieciści", co miało świadczyć o pozycji krykieta w świadomości ówczesnej opinii publicznej, a także o tym, że do lat 50. XX wieku futbol nie produkował gwiazd trafiających pod strzechy - wynikało to z krótkich karier reprezentacyjnych, dużej rotacji w kadrze oraz faktu, że media nie zajmowały się specjalnie piłką nożną. Do lat 50. XX wieku próg 30 występów w reprezentacji osiągnęli tylko Bob Crompton przed pierwszą wojną światową (41 meczów) oraz Eddie Hapgood przed drugą wojną światową (30 meczów). Nie zachowało się wiele wywiadów z najwybitniejszymi zawodnikami z lat 1872-1930; Smith przedstawił jednak trochę swoich przemyśleń na temat piłki w publikowanych na łamach "Athletic News" artykułach poświęconych piłkarskiej reprezentacji Anglii z końca XIX wieku.

Smith wspominał rywalizację z Charterhouse z 1886 roku: "Nie, w Charterhouse nikt nas nie trenował. Szkolne mecze sędziował natomiast pan A.H. Tod, który w 1881 roku triumfował w Pucharze Anglii z Old Carthusians. O ile mnie pamięć nie myli, jego rola ograniczała się tylko do tego".

Smith wspomniał również o braku wiary w siebie, który miał toczyć reprezentację i samych Anglików od końca lat 20. XX wieku: "Nikt, jak mi się zdaje, nie zaprzeczy, że poziom gry istotnie spadł. Nie panujemy nad piłką w takim stopniu, w jakim by należało. Stanowczo za często nasza gra polega na długich podaniach od obrońców i dzikich zagraniach napastników. Może i gramy szybciej niż przedtem, choć i tego nie jestem pewien, ale technika i finezja wydają się stać na znacznie niższym poziomie".

Mówił także o własnych poglądach na grę środkowego napastnika: "Za moich czasów środkowy napastnik był liderem graczy ofensywnych, (...) wszystko kręciło się wokół niego. Miał za zadanie inicjować ataki, robić miejsce dla łączników, ściągać obrońców na jedną stronę, by móc podać na drugą. Dzisiaj słucham o tym, jak to środkowy napastnik pozwala partnerom poszerzać pole gry i ułatwia rozgrywanie piłki, a jego zadaniem jest wykończenie akcji wypracowanej przez kolegów".

W Annals of the Corinthian Football Club to właśnie Smith pozostaje głównym autorem piszącym o napastnikach i tak ich charakteryzuje: "Dwie najważniejsze cechy napastnika to szybkość i przebiegłość".

Rola dziewiątki, jak zwykle nazywamy obecnie tę pozycję, nie była łatwa: "To najbardziej wymagająca i związana z największą odpowiedzialnością pozycja na boisku. Taki zawodnik często jest otoczony rywalami, a mimo to ma przed sobą liczne zadania. Musi trzymać innych graczy ofensywnych w kupie, obsługiwać skrzydła podaniami, przygotowywać pozycje strzeleckie dwóm łącznikom. Przy tym musi wykorzystywać szanse, które mu się nadarzą. Na pozycji środkowego napastnika można popisać się indywidualnym geniuszem".

Napastnicy nie mogli zapominać, że są "częścią całości", "indywidualizm musi ustąpić miejsca grze kombinacyjnej i trzeba tłamsić w sobie boiskowy egoizm. "W kupie siła" to całkiem niezłe motto dla gracza ataku". G.O. Smitha można nazwać ojcem dzisiejszej fascynacji asystami.

Napastnik reprezentacji Anglii nie zawsze był zatem postrzegany jako taran oblężniczy, samiec alfa w zespole. Gra długimi piłkami nie stanowiła początkowo typowo angielskiej cechy. Trudno mówić, aby reprezentacja Anglii była ewolucyjnie skazana na niedostatki, które prezentowała później na tle rywali z innych krajów.

Bloomer - "całkowite przeciwieństwo Cunliffe'a Goslinga, patrycjusza", jak opisywał go Catton, ewidentnie zainteresowany kontekstem społeczno-towarzyskim, co nie było typowe dla ówczesnych dziennikarzy - do sojuszników mógł zaliczyć Williama "Billy'ego" Bassetta, najlepszego wtedy piłkarza West Bromwich Albion, który na prawym skrzydle obsługiwał podaniami sam siebie: kopał piłkę wzdłuż linii bocznej, a potem ruszał za nią sprintem.

Bloomera wypatrzył Arthur Kingscote, skarbnik FA, który następnie dbał o rozwój piłkarza. Napastnik zadebiutował w reprezentacji w 1895 roku w wygranym 9:0 meczu z Irlandią w Derby. Po zakończeniu kariery Bloomer wyjechał do Niemiec, by pracować tam jako trener, a w efekcie został internowany podczas pierwszej wojny światowej. W 1915 roku w obozie jenieckim w Ruhleben Bloomer był kapitanem reprezentacji Anglii, która mierzyła się z drużyną "reszty świata" w "Wielkim Meczu Międzynarodowym". Skład zespołu zachował się w dokumentach, które 90 lat później opublikowało brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Bloomer zdecydował się na ustawienie 2-3-2-3. W Ruhleben powstało coś na kształt minispołeczeństwa. Z dokumentów zgromadzonych w brytyjskim Archiwum Narodowym wynika, że osadzeni mieli dostęp do 20 rodzajów tytoniu, a w 1916 roku zorganizowano tam mecz krykietowy Lancashire kontra Yorkshire (Bloomer też grał w tym spotkaniu).

Po latach Catton wspominał: "Pamiętam, jak G.O. Smith mówił mi, że lubił grać z Bloomerem. "Wystarczyło tylko powiedzieć 'Steve' i zanim imię w pełni wybrzmiało, piłka była już w bramce". W drużynie narodowej grał lepiej niż w Derby County czy w którymkolwiek innym zespole, więcej chyba nie muszę dodawać". To jeden z nielicznych przykładów reprezentantów Anglii, którzy w drużynie narodowej radzili sobie lepiej niż w klubie.

Bloomer swojego statusu nie marnował. Ivan Sharpe, który grał z nim przez jeden sezon, opowiadał: "Nie owijał w bawełnę. Gdy mecz się nie układał, dawał swoim partnerom do wiwatu. (...) Gdy atak nie wyszedł, Bloomer stawał na środku boiska, kładł ręce na biodrach i wbijał wzrok w winowajcę. Gdy jego karcące spojrzenie zostało zignorowane, kręcił głową (...), po czym ciężkim krokiem wracał na swoją pozycję, całym sobą wyrażając dezaprobatę".

Z futbolowych annałów wynika, że Bloomer zdobył 350 bramek, Wall uważa jednak, że w rzeczywistości dorobek napastnika to raczej około 450 goli. Ludzie piszący o nim na Steve Bloomer's Watchin' podają, że wystąpił w 655 oficjalnych meczach, w których trafił do siatki 394 razy. W reprezentacji Anglii zdobył 28 bramek, wszystkie w meczach ze Szkotami, Irlandczykami lub Walijczykami, ponieważ dopóki za granicę nie zaczęli jeździć zawodowcy, drużyna narodowa z nikim innym nie grała. Na boisku Bloomer wykazywał się znakomitym wyczuciem czasu, poza nim szło mu z tym jednak gorzej. Pojawił się w Niemczech jako trener klubu Britannia Berlin 92 niemal równocześnie z wybuchem pierwszej wojny światowej. Niemcy przyłączyły się do wojny trzy tygodnie później. Bloomer spędził ją wraz z pięcioma tysiącami innych osadzonych w Ruhleben, gdzie codziennie grał w futbol z wykorzystaniem skleconej z czegoś naprędce piłki.

Estetom z epoki edwardiańskiej nie udało się całkowicie zmarginalizować boiskowych twardzieli. W Blackburn Rovers pojawił się niezwykle silny i świetnie zbudowany prawy obrońca - Robert "Bob" Crompton. Był introwertykiem poza boiskiem i jednocześnie ekstrawertykiem na placu gry i wraz z Jessem Penningtonem, lewym obrońcą do pary, stworzył jeden z najlepszych duetów defensywnych w Anglii. Bloomera uważa się za pierwszego giganta w historii futbolu, a statusowi napastnika nie zagrozi raczej fakt, że Crompton przeszedł do historii jako pierwszy piłkarz posiadający samochód.

Crompton, który urodził się w Blackburn i tamże zmarł, był tak niezawodnym obrońcą, że gdy w kwietniu 1914 roku zakończył karierę reprezentacyjną meczem ze Szkocją, drużyna narodowa przez następne 15 lat miała problem, by go zastąpić. W latach 1919-1934 na tej pozycji grało 11 zawodników. Crompton występował w reprezentacji w latach 1902-1914 (od 22. do 34. roku życia), czyli nad wyraz długo jak na ówczesne standardy. Zgromadził w tym czasie rekordową liczbę 41 występów w narodowych barwach, a wynik ten poprawił dopiero Billy Wright.

Mierzył 176 centymetrów i ważył 76 kilogramów, więc jak na dzisiejsze standardy nie był żadną bestią, mimo to "najchętniej ścierał się z dużymi i ciężkimi rywalami, a w okresie jego rządów w angielskiej obronie zwłaszcza Szkoci lubili wystawiać lewych napastników, którzy mogli nieco poobijać Boba Cromptona. Szkockich kibiców nic nie bawiło tak bardzo jak powalony na ziemię "Wielki Bob". Uznawali to za przedni widok, śmiali się do rozpuku i bili brawo temu, który Boba położył".

Crompton grał jednak podobno "najlepszy i najczystszy futbol, doskonale kopał piłkę obiema nogami, świetnie podawał, był absolutnie najlepszy w podkręconych dośrodkowaniach spod linii bocznej". Odmówił spisania wspomnień. Prosił go o to Tityrus, ale były defensor odparł: "Gdybym miał to zrobić dla kogokolwiek, zrobiłbym to właśnie dla ciebie. Tylko że nie lubię rozgłosu. Miałem swoje dni chwały jako piłkarz i niech ten okres pozostanie już przeszłością".

Znów mamy do czynienia z nadętymi poetyckimi opisami charakterów wybitnych sportowców, podczas gdy rzeczywistość często okazywała się zgoła inna. W wielu relacjach Crompton jest nazywany "królem życia", Catton natomiast opisuje go jako człowieka bardziej skrytego: "Jeśli chodzi o szczęście poza boiskiem, to interesowały go spokój i wygoda. Siadał samotnie gdzieś w kącie z książką w ręku i do nikogo się nie odzywał, dopóki ktoś do niego nie zagadał, a przecież wyjazdy bywały naprawdę długie".

W czasach gdy w angielskiej prasie mecze Anglii ze Szkocją były jeszcze nazywane starciami "Saksonów" z "Kaledończykami", kręgosłup zespołu składający się z Bloomera, Smitha i Woodarda na moment przestał istnieć z powodu Williama Beatsa. Ten środkowy napastnik reprezentacji Anglii w 1902 roku wystąpił w meczu, podczas którego doszło do tragedii. Na skutek zawalenia się górnej trybuny Ibrox Park zginęło 25 osób. Beats był kolejnym "synem ludu" w reprezentacji. Gdy John Addenbrooke, sekretarz Wolverhampton, przyjechał do niego z kontraktem na występy w tym klubie, Beats układał akurat dachówki na kaplicy.

Skala starć Szkocji z Anglią w Glasgow to jeden z robiących największe wrażenie szczegółów dotyczących początków piłkarskiej rywalizacji na szczeblu reprezentacyjnym. Gdy Hampden Park przebudowano tak, że stał się dużym obiektem otoczonym trybunami w kształcie owalu, Anglicy poczuli zazdrość, w efekcie której powstało Wembley, oddane do użytku w 1923 roku. Hampden Park pozostawał największym stadionem na świecie aż do 1950 roku, gdy palmę pierwszeństwa odebrała mu Maracan?. Pierwszy mecz Szkocja - Ang­lia na nowym obiekcie przyciągnął 102 471 kibiców. W 1908 roku frekwencja wyniosła tam 121 452 osoby. Światowe rekordy wpływów ze sprzedaży biletów również ustanowiono w Glasgow, najpierw w 1931 roku, a następnie w 1933 roku. To Szkocja, a nie Anglia, położyła fundamenty pod kulturę fanatycznego kibicowania drużynie narodowej, co wynikało po części z tego, że stadion w Glasgow mógł pomieścić tak wielu fanów. Poza tym mecze reprezentacji pozwoliły zjednoczyć klasę robotniczą przeciwko wspólnemu wrogowi. Te dramatyczne starcia zdefiniowały kariery sportowe setek reprezentantów Anglii, choć nie mogli oni liczyć na pomoc ze strony FA albo selekcjonera. W owych latach stały za nimi tylko komitet selekcyjny oraz rosnąca potęga angielskich klubów.

Charakterystyczny dla okresu sprzed pierwszej wojny światowej proces, czyli zapominanie o reprezentantach pokroju Ottawaya, Kenyona-Slaneya i innych, dotknął również Tinsleya Lindleya, który grał w Cambridge University, Nottingham Forest i Corinthian F.C. W latach 1886-1891 wystąpił 13 razy w reprezentacji Anglii, ogólnie od korków wolał jednak eleganckie półbuty - został później prawnikiem, wykładał prawo na University of Nottingham i był sędzią sądu okręgowego. Obywatel o takim statusie powinien być łatwy do namierzenia, tymczasem okazuje się, że spoczął w anonimowym grobie na cmentarzu Wilford pod Nottingham. Dopiero w 2014 roku stanął tam nagrobek z czarnego marmuru, na którym Lindley jest opisany jako "lokalna legenda futbolu". Pieniądze niezbędne na ten cel, 5000 funtów, zebrał społecznik Ron Clarke, organizując loterie, aukcje i wydając w tym celu książkę.

Osoby odwiedzające angielskie cmentarze przechodzą obok miejsc spoczynku setek przedwojennych piłkarzy, którzy grali na boisku z herbem FA na piersi, a potem wracali do codziennego, trudnego i anonimowego życia. Przynajmniej część z nich do dzisiaj pozostaje idolami ludu. W 2018 roku w Derby powieszono tablicę pamiątkową na ścianie dawnej szkoły przy Portland Street, w której uczył się niegdyś Bloomer (obecnie znajduje się tam zakład krawiecki Paul Wallis Fashions). Tym samym liczba poświęconych mu miejsc pamięci wzrosła do sześciu. Tamtejsi archiwiści przypominają nam, że Bloomer grał w baseball w Derby County Baseball Club, z którym w latach 80. XIX wieku wywalczył trzy tytuły mistrza Wielkiej Brytanii, a dopiero potem zajął się futbolem. Życie miewa jednak również mroczniejsze strony. Po powrocie z kontynentu, gdzie pracował jako trener, do Derby, klub w 1938 roku wysłał go na rejs, który miał pomóc Bloomerowi uporać się z alkoholizmem. Były napastnik zmarł trzy tygodnie po tym, jak statek zawinął do portu.

Niektórzy nie wrócili z frontu zachodniego albo polegli w innych bitwach pierwszej wojny światowej. Niewiele brakowało, a ten sam los spotkałby Viviana Woodwarda, stylowego piłkarza amatora, który przed meczami nie odstępował własnej matki na krok, dopóki się nie upewnił, że "ma wygodne miejsce siedzące". Zawsze przestrzegał przepisów, a mimo to pozostawał nieuchwytny dla rywali: potrafił robić uniki i zwody, by wywalczyć sobie trochę wolnego miejsca. Jeśli chodzi o pochodzenie, plasował się gdzieś między Smithem a Bloo­merem - był architektem, który po wojnie zajął się fotografią, wędkarstwem, hodowlą gołębi oraz bydła w Frinton-on-Sea. Dwa razy dziennie dostarczał zainteresowanym "mleko klasy A" i "śmietanę bez konserwantów". To była ciężka praca jak na kogoś, komu gra w piłkę przychodziła z taką łatwością i kto strzelił 29 goli w 23 występach w reprezentacji oraz 57 goli w 44 występach w drużynie narodowej amatorów. Woodward inspirował również piłkarską drużynę Wielkiej Brytanii, która sięgnęła po złoto na igrzyskach olimpijskich w 1908 roku - de facto była to reprezentacja Anglii.

Woodward to kolejny z pierwszych wielkich reprezentantów Ang­lii, którego od zapomnienia uratował amatorski historyk i biograf, a konkretnie Norman Jacobs. Zainspirowało go spotkanie z siostrzenicą Woodwarda, Norą Timmens, "wieloletnią mieszkanką Clacton i wiceprzewodniczącą Clacton and District Local History Society, którego Jacobs był przewodniczącym. Nora opowiadała mu o "wuju Jacku", jak nazywała Woodwarda.

Woodward urodził się w Kennington (oto kolejne powiązanie reprezentacji Anglii z tą częścią Londynu), dzieciństwo spędził w Clacton, grał zaś dla Tottenhamu i Chelsea. Dobrze operował piłką obiema nogami i odnajdywał się zarówno jako środkowy napastnik, jak i łącznik. Zwolennicy futbolu amatorskiego nieustannie uznają go za przykład piłkarza, który potrafił grać równie dobrze jak zawodowcy. Nie zmienia to faktu, że drobna budowa, a może także "odmienność" na boisku czyniły go celem przeciwników. Pisząc o amatorach z sezonu 1902/03, Alan R. Haig-Brown zauważył: "Po tysiąckroć szkoda, że przez swoją szczupłą budowę ciała [Woodward] jest łakomym kąskiem dla pozbawionych skrupułów pomocników, którzy po prostu nie umieją się oprzeć tej pokusie".

Ostatecznie jednak nic nie mogło stłumić talentu Woodwarda do wyrażania samego siebie - talentu, który w pierwszej złotej miniepoce eleganckiego stylu dzielił on ze Smithem. Alfred Gibson i William Pickford pisali w wydanej w 1905 roku książce Association Football and the Men Who Made It: "Prawda jest taka, że Woodward ma rzadki talent: myśli błyskawicznie. Wielu mądrych ludzi natychmiast zapomina języka w gębie, gdy tylko musi powiedzieć coś publicznie. Woodward przypomina wyszkolonego mówcę. Ma umysł pełen pomysłów, które nieustannie formułuje, a poza tym posiada rzadką umiejętność zmiany zdania. Często działa pod wpływem chwili i uzyskuje w ten sposób znakomite efekty dla zespołu".

Dzisiaj trenerzy nazwaliby to skutecznością czy też decyzyjnością. Błyskotliwi Woodward i Smith potrafili przyprawiać obrońców o zawroty głowy i bezwzględnie wykorzystywać ich błędy. Był to bardzo ważny, acz nietrwały krok w ewolucji angielskiej piłki - przez następnych 100 lat trwały spory, jak powinno się grać, i wielokrotnie dochodziło do zmiany optyki.

"Anioł Zniszczenia" przeżył 64 lata, a następnie osiągnął nieśmiertelność na stronie internetowej prowadzonej przez fanów. Smith, który podobnie jak Woodward nigdy się nie ożenił, zmarł dwa lata przed zakończeniem drugiej wojny światowej, a jego reputacja dżentelmena pozostała nienaruszona. "Należał do najwyższej klasy amatorów - opowiadał Bloomer. - Gdy ściskał dłonie nam, zawodowcom, robił to zawsze tak, żebyśmy mieli poczucie, że naprawdę się cieszy ze spotkania z nami".

Woodward przeżył wybuchy granatów i ataki gazowe, a także liczne potyczki, w których brał udział na froncie zachodnim. Inni mieli mniej szczęścia w otchłani, która otwarła się po ostatnim przedwojennym meczu reprezentacji Anglii, przegranym 1:3 ze Szkocją w kwietniu 1914 roku. Spotkanie to stanowiło łabędzi śpiew Boba Cromptona.

Przez 42 lata, od 1872 do 1914 roku, w futbolu reprezentacyjnym liczyły się Anglia i Szkocja, z epizodami w wykonaniu Walii i Irlandii. Mowa tutaj o niemal jednej trzeciej 150-letniej historii piłki nożnej. Kraje te mogą uważać się za szczęśliwców, że przez tak długi czas miały ten sport tylko dla siebie. Ów komfortowy układ prędzej czy później musiał się jednak skończyć. Po pierwsze, wybuchła wojna. Po drugie, gdy po niej świat zaczął porządkować się na nowo, inne kraje uznały, że też chcą trochę futbolu dla siebie.

8 Określenie "Oxbridge" powstało z połączenia nazw dwóch uniwersytetów w Wielkiej Brytanii: Oxfordu i Cambridge (przyp. red.).

Rozdział 5

Evelyn Lintott - ofiary pierwszej wojny światowej

1 lipca 1916 roku około 15.00, czyli o typowej porze rozpoczynania sobotnich meczów piłkarskich, oficer West Yorkshire Regiment poprowadził swoich ludzi do ataku na niemieckie umocnienia wokół francuskiej wioski Serre. Działo się to pierwszego dnia bitwy nad Sommą. Podczas szarży został dwukrotnie postrzelony, ale dalej zagrzewał towarzyszy do boju, aż w końcu dosięgła go trzecia seria kul. Jego ciała nigdy nie odnaleziono.

Porucznik Evelyn Henry Lintott z 15 Batalionu był reprezentantem Anglii w piłce nożnej, nauczycielem i niegdysiejszym przewodniczącym Players' Union, instytucji poprzedzającej utworzenie Professional Footballers' Association (Stowarzyszenia Piłkarzy Zawodowych). Prawdopodobnie wszyscy polegli na wojnie cieszą się powszechnym uznaniem i sympatią, ale Lintotta można by prześwietlić na wylot i nie sposób byłoby znaleźć coś, co zaszkodziłoby jego reputacji. Opowiadał się za otwarciem futbolu na kobiety, do tego edukował i walczył o wyższe zarobki, a także lepsze zabezpieczenie piłkarzy w przypadku kontuzji. Jego 32-letnie barwne życie zostało upamiętnione w Thiepval wraz z 72 tysiącami nazwisk innych żołnierzy, na pomniku poświęconym wielkiej ofensywie z czasów pierwszej wojny światowej.

Początek bitwy nad Sommą do dziś pozostaje najgorszym dniem w historii brytyjskiej armii. Odnotowano 57 470 ofiar, z czego 19 240 poległych. Żołnierze musieli biec przez to, co powieściopisarz Sebastian Faulks nazwał później "żelaznym powietrzem", czyli przez ogień karabinów maszynowych prowadzony z niemieckich pozycji, których nie udało się zniszczyć ostrzałem artyleryjskim. Bataliony "kumpli" z północnoangielskich miast należały do pierwszych jednostek, które wyruszyły z okopów. Oddziały te tworzono w wioskach, klubach sportowych, fabrykach, a nawet na konkretnych ulicach - w przekonaniu, że na polu bitwy kumple będą trzymać się razem. Deszcz żelaza rozrywał ich na strzępy.

Lintott, siedmiokrotny reprezentant kraju w latach 1908-1909, był jednym z co najmniej trzech piłkarzy drużyny narodowej, którzy zginęli w trakcie pierwszej wojny światowej albo umarli tuż po niej. Wielu innych zawodników zgłosiło się do wojska i nie wróciło z frontu. Na cmentarzach w północnej Francji nie brakuje nagrobków piłkarzy.

Lintott oficjalnie zadebiutował w reprezentacji w lutym 1908 roku w meczu z Irlandią w Belfaście. W wyjściowej jedenastce na tamto spotkanie znalazł się również Vivian Woodward, wspominany już znakomity napastnik amator i jednocześnie dżentelmen, który gardził oszukiwaniem. Siódmy i ostatni raz Lintott zagrał w angielskiej kadrze w maju 1909 roku przeciwko Węgrom, gdy Anglia wygrała 8:2, a Woodward zdobył cztery z ośmiu bramek. Losy tych dwóch reprezentantów splatały się w czasie wojny i w czasie pokoju, choć Woodward wyprzedził Lintotta nie tylko pod względem statystyk bramkowych w latach 1908-1909.

W marcu 2014 roku FA zorganizowała wyjazd do Thiepval oraz pod pomnik Batalionu Piłkarzy w Longueval. W delegacji znaleźli się Greg Dyke, przewodniczący FA, i Gordon Taylor, który - podobnie jak Lintott - był szefem związku zawodowego piłkarzy. Działacze FA wszczęli poszukiwania innych poległych w trakcie wojny reprezentantów Anglii i znaleźli następujące osoby:

Szeregowy James "Jimmy" Conlon, Highland Light Infantry, 15 Batalion. W 1906 roku wystąpił w meczu ze Szkocją (to był jego jedyny występ w reprezentacji). Poległ w wieku 33 lat przed bitwą pod Passchendaele. Upamiętniony na cmentarzu w belgijskim Nieuport. E.G. Latherton, artylerzysta, Royal Field Artillery, 73 Bateria, 5 Brygada, poległ w wieku 26 lat pod Passchendaele. Latherton zagrał w drużynie narodowej dwukrotnie, w 1913 roku z Walią i rok później z Irlandią. Upamiętniony na Nowym Cmentarzu Wojskowym we Vlamertinge w Belgii.

Kolejnym reprezentantem Anglii, który walczył na froncie zachodnim, był artylerzysta Frank Booth z Royal Garrison Artillery. Miał na koncie jeden występ w drużynie narodowej, w meczu z Irlandią w 1905 roku. Zmarł w 1919 roku bez związku z wojną, zdiagnozowano u niego nieoperowalny guz na sercu.

Eddie Mosscrop z Burnley został wojskowym medykiem i przeżył wojnę. Uważa się, że był ostatnim żyjącym reprezentantem Ang­lii sprzed pierwszej wojny światowej. Zmarł w marcu 1980 roku w wieku 87 lat. Kolejnym szczęśliwszym przypadkiem był "Dicky" Bond, zaginiony w akcji 16 lipca 1916 roku, który odnalazł się potem w obozie jenieckim i żył do 1955 roku.

Gdy we wrześniu 1914 roku Lintott zaciągał się do wojska w Leeds, w rubryce "adres" podał 13 Cornwall Place, Manningham, co oznaczałoby, że mieszkał nieopodal stadionu Valley Parade w Bradford. W tym momencie grał już dla Herberta Chapmana w drugiej lidze w Leeds City, w którym wystąpił 45 razy. Wcześniej, do czerwca 1912 roku, był zawodnikiem Bradford City. W "Leeds Mercury" tak oto pisano o jego drugim występie w zespole Chapmana: "Lintott wydaje się kapitanem doskonałym, Leeds znalazło w jego osobie prawdziwy skarb. Należy do tych liderów, którzy swoją grą i postawą na boisku motywują i inspirują pozostałych".

Na karcie rekrutacyjnej Lintott nie wpisał, że jest piłkarzem, lecz nauczycielem. W marcu 1916 roku zmierzał nad Sommę przez Marsylię. Miał tam wziąć udział w ataku i zginąć już w pierwszych godzinach ofensywy, jego ciała nie odnaleziono. Cóż za ogromny kontrast z tym, czego dokonał w piłce nożnej.

Na wieczne miejsce w piłkarskich opowieściach zasłużył sobie w 1908 roku w Wrexham, gdy na krok nie odstępował Billy'ego Mereditha ("Na litość boską, zostaw mnie" - wściekał się wielki Walijczyk). Trzy lata później Lintotta zapytano, co można by poprawić w futbolu. Sugerował "powiększenie bramek" oraz coś, co wówczas wydawało się znacznie bardziej radykalne: "Chciałbym zaproponować, żeby kobiety mogły wchodzić na stadiony nieodpłatnie. Uważam, że należy zachęcać je do tego na wszelkie możliwe sposoby, ponieważ wierzę, że ich obecność miałaby bardzo pozytywny wpływ na piłkę nożną".

We wrześniu 1910 roku na spotkaniu Eastbrook Brotherhood w Bradford postulował też, by uczestnictwo w meczu przedkładać nad oglądanie, popularyzował grę podaniami i przestrzegał przed zagrożeniami związanymi z hazardem. Reporter "Bradford Weekly Telegraph" donosił, że zdaniem Lintotta "sport pozwala kształtować cechy, dzięki którym Brytyjczycy wypracowali swoją niepodważalną pozycję i utrzymują ją do dziś. Oglądanie meczów oferuje korzyści zarówno fizyczne, jak i moralne, ale tylko o tyle, o ile pozwalają na to okoliczności, znacznie lepiej jest sport uprawiać niż tylko go oglądać albo czytać o nim w gazetach".

Lintott kładł duży nacisk na "grę kombinacyjną". Piłkarze nie powinni grać dla siebie, tylko dla zespołu. Dzięki niemu wiemy też, że zawodnicy spotykali się z wrogim nastawieniem kibiców na długo przed pojawieniem się mediów społecznościowych. "W poniedziałki rano, gdy szedł do pracy, zdarzało mu się usłyszeć: "Bydlak z ciebie", a gdy pytał dlaczego, słyszał: "W sobotę straciłem przez ciebie szylinga"".

Był szanowany ze względu na poczucie obowiązku. Jako "świetny orator" w 1910 roku reprezentował Players' Union na konferencji w Manchesterze, gdzie niczym prawdziwy mąż stanu wypowiadał się w kwestiach wynagrodzeń i kontraktów. Jako zawodnik został pierwszym reprezentantem Anglii z Queens Park Rangers i wyratował ten klub z tarapatów finansowych, przechodząc do Bradford za 1000 funtów. Warto dodać, że w pierwszych godzinach ofensywy nad Sommą życie straciło ponad 1700 mężczyzn z Bradford.

W okopach odległych od niemieckich umocnień w Serre o niecałe 100 metrów Lintott i jego ludzie otrzymali bardzo ważne zadanie. "Na północnym krańcu linii umocnień "kumple" mieli jedynie przesunąć się o tysiąc metrów, zająć Serre i otoczyć w ten sposób północną flankę frontu, który ciągnął się na południe na dystansie 25 długich kilometrów - napisała historyk Lyn Macdonald w książce Somme. - "Kumple" mieli nasmarować zawias umożliwiający otwarcie wrót do Bapaume, do Francji, a docelowo do samego Berlina".

Pierwsi z okopów o 7.20 ruszyli "kumple" z Sheffield. Gdy nadeszła kolej Lintotta, atak na Serre już się załamywał. Oficjalny raport szeregowego Davida Spinka był krótki i rzeczowy: "Porucznik Lintott zginął podczas ofensywy od ognia z karabinu maszynowego o 15.00. Dostał w klatkę piersiową".

Tydzień później w gazetach w Yorkshire zaczęły pojawiać się krótkie informacje o poległych. "Yorkshire Evening Post": "Porucznik Lintott był napastnikiem reprezentacji Anglii oraz piłkarzem Leeds. W cywilu porucznik Lintott piastował stanowisko dyrektora w Dud­ley Hill Elementary School w Bradford. Zaciągnął się do batalionu "kumpli" z Leeds w dniu jego utworzenia i natychmiast otrzymał stopień sierżanta. Gdy awansował na pułkownika, on i kapitan Frank Buckley z Bradford City zostali pierwszymi zawodowymi piłkarzami w Anglii, którzy dostali wezwania na front".

Uwagę zwracają zwięzłość i suchy ton nekrologów w ówczesnej prasie. Olbrzymia liczba poległych oraz wypieranie prawdy o okropnych realiach panujących na froncie zachodnim nałożyły się na typową dla czasów edwardiańskich rezerwę, więc doniesienia o poległych były krótkie i wyzute z emocji. Opublikowany później list do redakcji "Evening Post" nadał większą doniosłość śmierci pierwszego reprezentanta Anglii wezwanego na front w latach 1914-1918: "Porucznika Lintotta spotkał wyjątkowo elegancki koniec. Poległ, prowadząc do boju swój pluton należący do 15th West Yorkshire Regiment, tak zwanych Kumpli z Leeds. Prowadził swoich ludzi z wielkim zapałem i gdy trafiono go po raz pierwszy, kontynuował natarcie. Wyciągnął rewolwer i okrzykami zagrzewał żołnierzy do jeszcze większego wysiłku. Oberwał drugi raz, ale dalej nacierał. Trzecia kula w końcu go powaliła".

Obraz umierającego Lintotta, z rewolwerem w ręku nawołującego swoich ludzi do kontynuowania natarcia, z pewnością był na rękę ludziom z Ministerstwa Wojny, ponieważ straty w batalionach "kumpli" cały czas rosły. Pojawiły się doniesienia, że Lintott był jednym z siedmiu oficerów z samego Leeds, którzy polegli pierwszego dnia ofensywy.

W tym samym natarciu zginął porucznik M.W. Booth, pałkarz i rzucający, który wystąpił w angielskiej drużynie narodowej w dwóch meczach testowych w Afryce Południowej. Był pierwszym krykiecistą i reprezentantem Anglii w tym sporcie, który poległ na wojnie. Jedna z gazet napisała, że zgłaszając się na ochotnika, Booth "dał znakomity przykład wszystkim piłkarzom, którzy nie garnęli się do wojska, aż nie zostali do tego przymuszeni".

Gdy 4 sierpnia Wielka Brytania wypowiedziała wojnę Niemcom, rozgrywki krykietowe zawieszono, Football League natomiast, wbrew protestom, rozegrała sezon 1914/15. W finale Pucharu Anglii w 1915 roku Sheffield United pokonało Chelsea 3:0. Rosły jednak obawy, że pasjonowanie się piłką nożną odwodzi mężczyzn od zaciągania się do armii. Część rywalizacji na szczeblu regionalnym trwała dalej, ale ostatecznie w latach 1915-1919 rozgrywki Football League zostały zawieszone. Piłka na szczeblu reprezentacyjnym zamarła już w 1914 roku.

W grudniu 1914 roku w ratuszu w Fulham utworzono 17th Middlesex Battalion, nazywany Batalionem Piłkarzy, co pozwoliło pokazać społeczeństwu, że środowisko piłkarskie w pełni wspiera wysiłek wojenny. Tak oto dziesiątki zawodowych graczy posłano wraz z setkami tysięcy przedstawicieli innych zawodów na pewną zgubę. W Zjednoczonym Królestwie zmobilizowano łącznie sześć milionów mężczyzn, z czego poległo ponad 700 tysięcy. Łącznie w trakcie wojny, która pochłonęła 15-20 milionów ofiar, zginęło 11,5 procent wszystkich służących w armii.

Vivian Woodward we wrześniu 1914 roku wstąpił do 5th City of London Rifle Corps, a w lutym 1915 roku przeniesiono go do Batalionu Piłkarzy. Dołączył tam do Waltera Tulla z Northampton, który miał zostać pierwszym czarnym oficerem w brytyjskiej armii.

Futbol w konflikcie zbrojnym został zapamiętany z powodu losu kapitana W.P. Nevilla z 8th East Surrey Battalion, który w pierwszym dniu ofensywny nad Sommą kopnął piłkę na ziemię niczyją i pobiegł w stronę niemieckich umocnień, a odwagę tę przypłacił kulą w głowę. Relacje o bożonarodzeniowym zawieszeniu broni i meczu piłkarskim rozegranym na ziemi niczyjej w 1914 roku są, owszem, wzruszające, aczkolwiek wydają się również moralnie wątpliwe, ponieważ stanowią próbę nadania jakiejś szlachetności wszystkiemu, co można opisać jedynie jako niekończącą się rzeź po obu stronach.

Nazwisko Lintott przetrwało w futbolu dzięki bratu Evelyna, Staceyowi, dziennikarzowi pamiętanemu dlatego, że to właśnie on w 1931 roku zasugerował Manchesterowi United, klubowi zadłużonemu wówczas na 30 000 funtów, że z kłopotów może wybawić go producent tekstyliów James Gibson. W połowie lat 30. Stacey Lintott nawoływał w felietonach prasowych, by Anglia przyjęła bardziej bojową i patriotyczną mentalność: "Akcje całej Anglii, nie tylko angielskiego futbolu, zyskałyby najmocniej od wielu lat [dzięki zwycięstwu nad Włochami, mistrzami świata]. (...) Grupa najwybitniejszych angielskich polityków i biznesmenów nie jest w stanie zrobić dla Anglii tyle, ile może dla nas osiągnąć dzisiaj reprezentacja w piłce nożnej". Stacey ewidentnie podzielał patriotyzm charakterystyczny dla Evelyna.

Piłkarze, którzy wrócili cało z wojny, opowiadali, jak to wszystko wyglądało. W przypadku choćby Dicky'ego Bonda początkowo nie było różowo - w sierpniu 1916 roku jego nazwisko znalazło się na liście zaginionych. W "Yorkshire Evening Post" nazwano go "słynnym reprezentantem Anglii grającym na prawym skrzydle i dysponującym wyjątkowym przyspieszeniem", a także wspaniałym "strzelcem".

Richard "Dicky" Bond był prawoskrzydłowym i rozegrał ponad 500 meczów. Douglas Lamming określił go mianem "błyskotliwego skrzydłowego, śliskiego niczym węgorz". Występował w lidze przez 20 lat, a w latach 1905-1910 ośmiokrotnie zagrał w reprezentacji Anglii - w lutym 1906 roku strzelił dwa gole w wygranym 5:0 meczu z Irlandią w Belfaście. Został legendą Preston i Bradford, ale budził też kontrowersje. Przed finałem Pucharu Anglii w 1911 roku usunięto go ze składu za niewybredne słownictwo użyte pod adresem fanów na stadionie Arsenalu, za co już wcześniej zawieszono go na ćwierć- i półfinał.

Bond już przedtem służył w wojsku, w Royal Field Artillery, a w 1902 roku został wykupiony przez Preston. W kwietniu 1915 roku zaciągnął się do 18th (Service) Battalion przy West Yorkshire Regiment (Kumple z Bradford), a do tego w przerwie meczu derbowego z Park Avenue wygłosił przemowę zachęcającą do wstąpienia do armii. Podobnie jak Lintott, czynną służbę rozpoczął w Egipcie, a potem przetransportowano go statkiem do Marsylii, skąd trafił na północ, nad Sommę, gdzie przydzielono go do obsługi karabinu maszynowego.

Frontowa legenda głosi, że Niemcy wiedzieli, że Bond znajdował się w grupie Kumpli z Bradford, i wołali go po nazwisku. "Przed wojną sporo Niemców pracowało w Anglii, doskonale znali angielską kulturę piłkarską również dlatego, że kluby z Wysp jeździły tam grać - mówi dr Alexander Jackson, dyrektor ds. zbiorów w Narodowym Muzeum Futbolu. - Anglię uznawano za ojczyznę futbolu, a Bond był rozpoznawalnym piłkarzem".

Zawiadomienie z 9 sierpnia, że Bonda uznano za zaginionego w akcji, sugerowało, że poległ, ale rzeczywistość okazała się mniej straszna. 27 lipca jego batalion został zaatakowany przez niemiecki oddział szturmowy. Niemcy zabili 60 osób, a innych pojmali. Między innymi Binda, który akurat się golił, gdy zjawili się napastnicy.

Na trzeciej stronie "Todmorden Advertiser and Hebden Bridge Newsletter" 1 września opublikowano list, któremu gazeta nadała tytuł: A Captive Footballer's Spirit (Duch pojmanego piłkarza): "Pani Bond z Garstang, żona "Dicky'ego" Bonda, słynnego gracza Preston North End i Bradford City, otrzymała od niego list następującej treści, nadany w Wahn w Niemczech: "27 lipca zostałem wzięty do niewoli jako jeniec. Jestem właśnie transportowany do obozu jenieckiego. Traktują nas bardzo dobrze. Mam się całkiem nieźle. Napiszę znowu, jak już dotrę na miejsce. Powiadom matkę i bądź dobrej myśli"".

W liście nie ma tego, co dzisiaj nazwalibyśmy małżeńskim ciepłem, a poza tym Niemcy z pewnością go ocenzurowali, ale mimo wszystko słowa piłkarza potwierdzały, że doszło niemal do cudu - przeżył jedną z najbardziej krwawych bitew w historii. Pozostał w niewoli przez dwa lata, przebywał najpierw w Niemczech, potem w Holandii. W listopadzie 1918 roku wrócił do ojczyzny, a sześć miesięcy później go zdemobilizowano. Po powrocie na Valley Parade rozegrał jeszcze trzy sezony w Bradford, by w 1922 roku przejść do Blackburn Rovers, skąd później trafił do Lancaster Town.

Historie Lintotta, Bonda i Woodwarda splatają się ze sobą i pokazują, jaką rolę odgrywa w trakcie wojny przypadek. Bond wrócił do Garstang, miasteczka, w którym się urodził. Grał tam w lokalnym klubie amatorskim w trakcie swojego ostatniego sezonu w karierze, 1926/27. Otworzył lokal serwujący rybę z frytkami, a później pub. Zmarł w Preston w kwietniu 1955 roku w wieku 71 lat.

Woodward odszedł rok przed Bondem. W styczniu 1916 roku został ranny na skutek wybuchu niemieckiego granatu ręcznego, którego odłamki utkwiły mu w prawym udzie. Do sierpnia przebywał w Anglii na urlopie chorobowym z powodu zapalenia skóry, gorączki, a także podejrzenia świerzbu. Potem wrócił do okopów i przeżył atak gazem bojowym. Batalion Piłkarzy poniósł dotkliwe straty pod lasem Delville oraz pod Guillemont i do końca 1916 roku doświadczył wielu ciężkich chwil.

W marcu 1917 roku Woodward objął stanowisko w Physical and Recreation Training School HQ w Aldershot, ale już w 1918 roku wrócił na front do Francji. Już wtedy musiały nękać go ponure myśli. Gdy po wojnie reprezentacja armii brytyjskiej pokonała na Stamford Bridge reprezentację armii francuskiej, Woodward pełnił funkcję kapitana - chciano w ten sposób wyróżnić go jako najznakomitszego z grona piłkarzy, którzy walczyli w wielkiej wojnie. Fakt, że ją przeżył, władze wykorzystywały, by podnosić morale społeczeństwa. W styczniu 1919 roku Charles Cutting z Putney dał w "The Sportsman" wyraz uznania zarówno dla matki Woodwarda, która oglądała mecz przez lornetkę, jak i samego bohatera wojennego. "Cóż za matka, cóż za syn! - pisał Cutting. - Nic dziwnego, że Niemcy przegrały wojnę!"

Woodwarda zdemobilizowano w maju 1919 roku. Wprowadził się do nowego domu pod Clacton, gdzie grał w lokalnym klubie. Następnie został dyrektorem w Chelsea, zajmował się również hodowlą bydła i zgłosił się na ochotnika do roli porządkowego podczas nalotów w czasie drugiej wojny światowej. W późniejszych latach jego życia dały o sobie znać symptomy "wyczerpania nerwowego". Kiedy w 1953 roku odwiedzili go dziennikarz Bruce Harris oraz "pan J.R. Baxter", który służył pod nim we Francji, spotkanie z Woodwardem niezwykle ich poruszyło.

Historia ta została opowiedziana w biografii Normana Jacobsa pt. Vivian Woodward: Football's Gentleman, w której autor cytuje Harrisa: "Zastaliśmy Woodwarda sparaliżowanego, przykutego do łóżka, jak na swoje 74 lata znajdował się w opłakanym stanie, choć pod względem materialnym niczego mu nie brakowało. Wspierają go FA oraz dwa jego dawne kluby, rodzina często go odwiedza. Rwanym głosem powiedział mi jednak: "Od dwóch lat nie zjawił się u mnie nikt, z kim grałem kiedyś w piłkę. Oni nigdy nie przychodzą, a chciałbym się z nimi zobaczyć"". Działacze FA przysłali mu telewizor, wolał jednak swoje radio.

Lintott nie żył już od dawna. "Kumple z Leeds ponieśli duże straty w ataku na Serre - wspomina poświęcona Lintottowi strona internetowa. - Zginęło wtedy 13 oficerów, dwaj kolejni zmarli od odniesionych ran, poza tym poległo 209 poborowych, a 24 żołnierzy zmarło na skutek obrażeń. Musiało to mieć niewyobrażalny wpływ na ich rodziny i bliskich. Donoszono wówczas, że w tamtym czasie w całym Leeds nie dało się uświadczyć ulicy, przy której nie byłoby domu z zasuniętymi na znak żałoby zasłonami. Ludzie, którzy przeżyli tę i następne bitwy, wrócili do siebie, ale nie zapewniono im ani wsparcia psychologicznego, ani finansowego. Po prostu musieli żyć dalej".

"Kumple, którzy zaciągali się w atmosferze euforii towarzyszącej pierwszym tygodniom wojny, chłopaki z Leeds, z Bradford, z Yorku, z Lancaster, z Sheffield, z Hull, poszli na rzeź już w pierwszej godzinie tamtej wielkiej bitwy - pisała Macdonald. - Ostatnie echa wiwatów i okrzyków, ostatnie dźwięki orkiestr dętych, które żegnały ich w miasteczkach i wsiach na północy Anglii, umarły tamtego poranka pod Serre".

Niemcy opuścili Serre podczas odwrotu w lutym 1917 roku, ale odbili je w marcu 1918 roku. Niemiecka okupacja wioski dobiegła końca 14 sierpnia 1918 roku. Ciągłe przechodzenie tego terenu z rąk do rąk dowodzi jałowości walk na froncie zachodnim, jego barbarzyńskiej mocy, która sprawiła, że tak wiele istnień ludzkich zniknęło bez śladu - po wielu ofiarach nie pozostało nic ponad jedną linijkę na pomniku w Thiepval.

W dniu, w którym gazeta "Liverpool Echo" informowała o śmierci Lintotta i krykiecisty Bootha, jej nagłówek głosił: "Brytyjczycy odbijają na froncie tysiąc jardów umocnień. Nowe zdobycze taktyczne".

Wprowadzenie

Tu skrzyżowaniem czasów wiekuistej chwili

Jest Anglia i nigdzie. Nigdy i zawsze1.

T.S. Eliot

Linda Spraggon, córka Harolda Shepherdsona, wraca ze starą torbą sportową w ręku. Wyszła z pokoju właśnie po to, by jej poszukać. Wyciąga górę i dół od niebieskiego dresu. Milkniemy w obliczu prostoty, piękna i wymowy tego stroju. Linda, jej mąż Frank i ja zwracamy uwagę na niebieski materiał, czerwone i białe wykończenia oraz złotą nić na herbie przedstawiającym trzy lwy. To w tym dresie Shepherdson wyszedł na Wembley, gdy w koszulce z numerem 2 sięgał z reprezentacją Alfa Ramseya po jedyne z wielkich trofeów w historii angielskiego futbolu - mistrzostwo świata w 1966 roku. Doniosłość i symbolika tego stroju wywołują uśmiech na naszych twarzach. Przystajemy na chwilę i zastanawiamy się nad tym, jak szybko płynie czas.

Pięćdziesiąt pięć lat później, gdy ostatnim żyjącym członkiem tamtej reprezentacji jest Geoff Hurst, Anglia znów gra w finale na Wembley, tym razem o złoto mistrzostw Europy 2020, przełożonych z powodu pandemii COVID-19 na rok 2021. Przed meczem setki angielskich kibiców bez biletów wdarło się na stadion, a po porażce z Włochami w serii jedenastek trzem czarnym graczom reprezentacji Anglii, którzy nie wykorzystali swoich karnych, nie szczędzono rasistowskich obelg. We wcześniejszych spotkaniach jednak Marcus Rashford, Jadon Sancho i Bukayo Saka mogli liczyć na wsparcie fanów. Panowało poczucie, że reprezentacja Anglii w piłce nożnej mężczyzn wreszcie może coś osiągnąć.

Gdy Saka nie wykorzystał jedenastki, a Włosi wybuchli radością, niektórzy zapewne pomyśleli sobie: "Oho, znowu to samo". Historia angielskiej piłki pełna jest tego typu rozczarowań. Tym razem jednak nastroje przeważającej części kibiców były inne. Nie unosili się gniewem, nie było "godnych pożałowania scen" na Trafalgar Square. Owszem, rozgorzała zupełnie uzasadniona debata na temat taktyki, ale jednocześnie zapanowało poczucie ulgi, że Anglia znów ma znakomitych piłkarzy i poważanego selekcjonera. Ten zaś w listopadzie 2019 roku tak oto zdefiniował dylemat angielskiej piłki: "Tamto zwycięstwo stanowi wyjątek, my zaś traktujemy je jak punkt odniesienia".

Wspomniany przez Southgate'a "wyjątek" będzie w tej książce powracał. Oczekiwanie reprezentacji na drugie wielkie trofeum pozostaje jedną z największych anomalii w światowym sporcie - czymś, co nie daje Anglikom spokoju.

Być może czas na kilka słów otuchy - ta książka nie będzie listą żalów. Owszem, żalu tu nie brakuje, podobnie jak różnorakich dociekań, ale historia najpopularniejszej dyscypliny sportowej w Anglii naprawdę nie składa się tylko z tego. Gdy w 2018 roku Mohamed Salah został wybrany Piłkarzem Roku Stowarzyszenia Dziennikarzy Piłkarskich (Football Writers' Association), Jürgen Klopp, menedżer Liverpoolu, powiedział zebranym: "Macie w tym kraju szczęście do zawodników utalentowanych, świetnie wyszkolonych technicznie, rzetelnych, zaangażowanych i zdyscyplinowanych taktycznie. Macie szczęście do znakomitego selekcjonera [Garetha Southgate'a], odważnego i z innowacyjnym podejściem. Anglia dysponuje właściwymi narzędziami, a jej selekcjoner i piłkarze mają odpowiednie mentalność i charakter. Macie wszystko, czego potrzeba".

Dobrych wieści jest więcej. Wszystkie popełnione błędy i zaniechania w trakcie długiej walki Anglików o sukces można naprawić. Nic nie jest przesądzone, Anglia na nic nie jest skazana. To nie tak, że zainfekowany jest cały organizm.

To książka poświęcona męskiej reprezentacji Anglii w piłce nożnej, której historia przez większość tych 150 lat toczyła się niezależnie od losów reprezentacji kobiet oraz reprezentacji Anglii na innych szczeblach - ich dzieje zasługują na odrębną opowieść.

To obejmująca 150 lat biografia - nieułożona bynajmniej chronologicznie - zespołu, który po raz pierwszy wyszedł na boisko do krykieta w Partick w Glasgow, by 30 listopada 1872 roku zmierzyć się ze Szkocją. Mecz tych sąsiadów, których stosunki nie należały do najłatwiejszych, dał początek nie tylko pierwszej rywalizacji w historii futbolu, ale wręcz całej piłce nożnej na szczeblu międzynarodowym.

W trakcie opisanych tutaj 150 lat ten "szkodliwy chwast" - jak określali futbol ludzie zakochani w rugby - z lokalnie uprawianej dyscypliny rozwinął się w sport o globalnym zasięgu. Angielska piłka przechodziła różne fazy: od traumy pierwszej wojny światowej przez izolacjonizm, wyzwania polityczne lat 30., etap wszechwładzy działaczy z Football Association, wybitnych piłkarzy wychowanych na ulicy i debiut Anglii na mistrzostwach świata w 1950 roku, katastrofę lotniczą w Monachium, złotą epokę Alfa Ramseya, zmarnowane lata 70., nierówne lata 80. i 90., zróżnicowanie - w tym zróżnicowanie rasowe - jako jeden z głównych atutów reprezentacji Anglii, próby z obcokrajowcami w osobach Svena-Görana Erikssona i Fabio Capello, chwilę oddechu pod wodzą Roya Hodgsona aż po wybór Garetha Southgate'a i sukcesy na wielkich turniejach w latach 2018-2021.

Gdy Wayne'a Rooneya poproszono o podsumowanie kariery reprezentacyjnej, udzielił poetyckiej odpowiedzi: "Dobra. Frustrująca. O krok od sukcesu". Dziennikarz Richard Jolly podczas Euro 2020 napisał żartobliwie na Twitterze o "55 latach Hursta"2; okres ten odcisnął trwałe piętno w sercach wielu znakomitych piłkarzy reprezentacji Anglii oraz jej niespełnionych selekcjonerów.

Od 1966 roku w kontekście angielskiej piłki reprezentacyjnej padają określenia największego kalibru: złudzenia, sukcesy na wyciąg­nięcie ręki, zwolnienia, żale, recenzje i oceny, katastrofy jedenastek, nadzieje, obietnice i potencjał. Ta historia naprawdę nie potrzebuje dalszego generalizowania w tym stylu. Dlatego zamierzam przedstawić szerszy kontekst, nowe interpretacje, ale przede wszystkim wyjaśnić i zrozumieć - połączyć wątki od Glasgow w 1872 roku aż po Katar w roku 2022.

Słowo od autora: pracowałem jako reporter na mistrzostwach świata w piłce nożnej mężczyzn w latach 1998, 2002, 2006, 2010, 2014 i 2018 i na mistrzostwach Europy w latach 1996, 2000, 2004, 2012, 2016 i 2020 (rozegranych w 2021), opisywałem również niezliczone mecze eliminacyjne i towarzyskie reprezentacji Anglii, zarówno w kraju, jak i za granicą. Gdy piszę tutaj o prasie lub dziennikarzach, to mam na myśli także samego siebie. Nie zamierzam się dystansować od swojego zawodu. Jako dziennikarz opisywałem angielskie i brytyjskie sukcesy we wszystkich popularnych dyscyplinach sportu - oprócz futbolu reprezentacyjnego. Ten trend przełamała dopiero kobieca kadra, która odniosła sukces na Euro 2022, 56 lat po roku 1966. Triumf piłkarek to zaproszenie dla reprezentacji mężczyzn na dołączenie do grona zwycięzców.

Od 1966 roku Francja w latach 1998-2000 sięgnęła po tytuły mistrzów świata i Europy, a w 2018 roku ponownie wygrała mundial. W latach 2008-2012 Hiszpanie zdobyli mistrzostwo Europy, mistrzostwo świata i kolejne mistrzostwo Europy. Od porażki na Wembley w 1966 roku Niemcy trzykrotnie zostawali mistrzami świata i trzykrotnie mistrzami Europy. Na Euro 2016 po raz pierwszy turniej rangi mistrzowskiej wygrała Portugalia, a na przełożonym o rok Euro 2020 triumfowali Włosi.

Anglia - której Premier League to plutokracja tworzona przez miliarderów, oligarchów i państwowe fundusze inwestycyjne - musi znosić kolejne turnieje, podczas których jej niedalecy geograficznie sąsiedzi wznoszą trofea i pozdrawiają uszczęśliwionych fanów. Wreszcie jednak obserwujemy zbliżenie gry reprezentacji do poziomu angielskich klubów. Drużyna narodowa w końcu porzuciła typowo wyspiarskie podejście, które można by sprowadzić do prostego systemu 4-4-2, na rzecz tego, co gra dzisiaj cały świat - posiadania piłki i futbolu opartego na technice. Byłem kiedyś świadkiem, jak pewnego znanego brazylijskiego trenera poproszono o scharakteryzowanie angielskiego stylu gry. Uniósł dłoń, naśladując wystrzeloną rakietę, a potem wydał gwizd typowy dla spadającej bomby. Tony Adams zwrócił na to uwagę przed Euro 1996: "Wiecie, jak myślą o nas inni? "Anglicy, no cóż, wielkie serce do gry, ale zero myślenia"". Dzisiaj już nikt nie opisałby tak angielskiej piłki.

Pracę nad tą książką zacząłem od wizyty w bibliotece w Glasgow, gdzie szukałem artykułów prasowych na temat wspomnianego już pierwszego meczu reprezentacji Anglii, rozegranego właśnie w tym mieście w 1872 roku. Znalazłem je na kliszach wąskich i długich mikrofilmów. Druk gazet z tamtej epoki był tak gęsty, że przy wiktoriańskim stole śniadaniowym do czytania potrzebowano chyba lupy. Z miejsca pochłonęła mnie ta historia, stanowiąca nieodłączny element angielskich dziejów, rzadko jednak analizowana w kontekście związków z teraźniejszością i tego, co wspólne dla przeszłości i obecnych czasów. Chciałem wydobyć esencję z ogromu informacji. Jak zawsze w takich sytuacjach, także i w tym przypadku zastosowanie znalazły fundamentalne składowe dziennikarstwa: pytania kto, kiedy, jak i - co w tym kontekście najważniejsze - dlaczego.

Wczesną jesienią 2020 roku wyrwałem się z mojej covidowej nory i ruszyłem w trasę po Anglii i Szkocji. Spotykałem się z ludźmi, którzy tworzyli historię angielskiej piłki reprezentacyjnej, zatrzymywałem się też w najważniejszych miejscach, by przywołać nastrój tamtych czasów. Zajrzałem do cudownej Lindy Spraggon, skąd udałem się do South Bank w Middlesbrough, posępnej dzielnicy przemysłowej, z której uciekł Wilf Mannion. Już po zakończeniu kariery piłkarskiej wrócił tam, wdział roboczy kombinezon i został pomocnikiem montera.

Pojechałem do Ashington i stanąłem na uliczce osiedla robotniczego, na którym wychowali się Bobby i Jack Charltonowie. Jest tam lokal Milburn Chippy, nazwany tak na cześć "Wor Jackiego", czyli Jackiego Milburna, legendy Newcastle, a górnicza niegdyś społeczność stara się znaleźć sobie miejsce w postindustrialnej Anglii. Na północy i południu, na wschodzie i zachodzie kraju - wszędzie czuć ducha angielskiej piłki. Spacer ulicami i po parkach Preston, gdzie tak pięknie nauczył się grać Tom Finney, otworzył mi oczy na kreatywność, której angielski futbol tak bardzo potrzebował, a którą jednocześnie tak nisko cenił. Echem powracały tam do mnie słowa George'a Raynora, nieżyjącego już proroka angielskiej piłki: "To trudna gra, ale przy tym bazująca na umiejętnościach - gra wymagająca myślenia, taktyki i zręczności".

Na południu pojechałem samochodem tam, gdzie w "wiejskim ubóstwie" wychował się Alf Ramsey. Następnie ruszyłem do oddalonego o nieco ponad pięć kilometrów szeregowca, na którego ścianie zawisła tabliczka upamiętniająca najwybitniejszego angielskiego obrońcę:

Bobby Moore

1941-1993

Tutaj mieszkał kapitan

reprezentacji Anglii w piłce nożnej,

triumfator mistrzostw świata.

Podczas innych wyjazdów odwiedziłem w Shropshire grób Williama Kenyona-Slaneya, strzelca pierwszego gola w narodowych barwach, dotarłem też do Dudley, na elegancki grób Duncana Edwardsa, tragicznie zmarłego cudownego dziecka angielskiej piłki. Do wielu tych miejsc pojechałem po to, by nakreślić sobie w głowie mapę opowieści o angielskim futbolu - uznałem, że tak będzie mi łatwiej powiązać różne fakty.

Od 1872 roku wszystkich Anglików jednoczy spór o to, jak powinna grać reprezentacja: kreatywnie, z finezją, śmiało i technicznie czy jednak siłowo, fizycznie, bezpośrednio i z determinacją. W tym 150-letnim przeciąganiu liny widać odbicie zmagań społeczeństwa z własną tożsamością: czasami Anglicy postrzegają swoje państwo jako uprzywilejowane z definicji, biorące siłą to, co chce - i jednocześnie podejrzliwie traktujące intelektualistów - a czasami jako kraj ludzi, którzy chcą być kreatywni i wolni.

W XX wieku Anglik miał często klapki na oczach, zmieniło się to jednak wraz z napływem zagranicznych graczy do Premier League. W tym samym momencie pojawiło się zjawisko barcelonizacji myśli szkoleniowej. Angielskiej "wyjątkowości" nie dało się dłużej godzić z faktem, że najwyższa klasa rozgrywkowa tego kraju była poddana oddziaływaniu najróżniejszych globalnych wpływów.

Inne problemy, które nazwalibyśmy współczesnymi, są tak naprawdę obecne w piłce od samego początku: klub kontra reprezentacja, wtrącanie się biurokratów, spory o zbyt dużą liczbę meczów i zmęczenie piłkarzy. Przed mistrzostwami świata w 2010 roku Michel Platini określił Anglię mianem "lwów zimą i baranków latem". Diagnoza, zgodnie z którą kolejnym angielskim drużynom narodowym brakowało pary w letnim upale, nie była niczym nowym. Już w 1935 roku sir Frederick Wall, sekretarz generalny FA w latach 1895-1934, tak oto pisał o trasach objazdowych reprezentacji Anglii po krajach, gdzie futbol dopiero się rozwijał: "Minęły czasy, w których te wyjazdy można było traktować jak wakacyjne mecze po długim i mozolnym sezonie złożonym ze spotkań ligowych i pucharowych. Raz za razem pojawiają się głosy, że gdy reprezentanci Anglii lub Szkocji odwiedzają te kraje, piłkarze są zmęczeni i powolni, a także nie podchodzą do tych spotkań zbyt poważnie".

Wspominając swoją pracę z reprezentacją Anglii, Roy Hodgson natomiast powiedział: "Za każdym razem z piłkarzy bił entuzjazm, nie mogli się doczekać zgrupowań. Pytanie było inne: czy zdołają strząsnąć z siebie nieuniknione po całym sezonie zmęczenie?".

Kolejną stałą bolączką jest to, jak trudno przekonać piłkarzy, by traktowali występy w reprezentacji jako szczytowe osiągnięcie kariery. Z problemem tym zmaga się każdy selekcjoner. Kolejne drużyny narodowe żyły w obawie, że zostaną rzucone na pożarcie trzem lwom z herbu. Southgate, pomysłodawca budowy St George's Park, ośrodka treningowego kadry, postawił sobie za cel przywrócenie zawodnikom radości i poczucia sensu płynących z gry w drużynie narodowej. Selekcjoner uważał, że koszulka reprezentacji Anglii już nigdy nikomu nie powinna "ciążyć", jak ujął to kiedyś Fabio Capello.

Na kartach tej książki zastanawiam się, czy kolejne niewykorzystane szanse lub katastrofy angielskiej kadry należy rozpatrywać z osobna, czy raczej jako prawidłowość trwającą od 1950 roku - a nie od 1966 - aż do dzisiaj. Na przykład: czy dużą rotację w składzie reprezentacji Dona Reviego i jego brak zaufania do boiskowych indywidualistów można wiązać z późniejszą nieporadnością Anglii w konkursach rzutów karnych albo z różnicami kulturowymi między Fabio Capello a kadrowiczami na mistrzostwach świata w 2010 roku? Czy porażki w kolejnych turniejach finałowych mistrzostw Europy i na mundialach wynikają z wyssanych z mlekiem matki urojeń - lub szkodliwego przywiązania do bezpośredniej gry - czy też każdą z nich należy analizować osobno i szukać dla nich własnych, konkretnych przyczyn?

Anglia - szalony wynalazca futbolu - nadal kurczowo trzyma się patentu, który w swoim mniemaniu posiada. Jest natomiast faktem, że młodsze pokolenia w mniejszym stopniu utożsamiają "wynalezienie piłki" z posiadaniem na nią monopolu. W opisywanej tu wieloletniej historii angielskiego futbolu wyraźnie widać, jak ów mit założycielski zniekształca (a czasem, i owszem, inspiruje) wizerunek tego kraju, świętującego wielkie sukcesy klubów i popadającego w rozpacz z powodu występów reprezentacji.

W czerwcu 2012 roku, przed rozgrywanymi tego lata finałami mistrzostw Europy, amerykański "Time" informował swoich czytelników: "Zdaniem naukowców wielkie oczekiwania angielskich kibiców są - co zrozumiałe - głęboko zakorzenione w historii imperium oraz poczuciu brytyjskiej wyjątkowości". Brzmiało to rozsądnie, nawet jeśli 20-letni fani z Kettering lub Torquay nie rozmawiali o tym przy piwie przy okazji wyjazdowych meczów reprezentacji.

Z istoty tego błędu sprawę zdawał sobie Graham Taylor, oceniany zwykle jako wsteczny trener stawiający na grę długimi piłkami. "Obecnie nie ma najmniejszego znaczenia, że to akurat Anglia podarowała światu futbol - mówił. - Piłka nożna nie jest własnością Anglików. Gra w nią cały świat. FIFA zrzesza coś koło 160 krajów i futbol należy do nich wszystkich bez względu na to, czy powstał w Anglii, czy nie".

Analiza drużyn narodowych z lat 1872-2021 na nowo obudziła we mnie szacunek dla reprezentantów, moją świadomość talentu i pracy, które są niezbędne, aby choć raz wystąpić z trzema lwami na koszulce. Anglia wydała tylko jedną "wybitną" drużynę narodową - jeżeli "wybitność" definiować przez pryzmat wywalczonych trofeów - z pewnością natomiast w historii angielskiego futbolu nie brakowało wspaniałych piłkarzy. Część z nich wciąż prześladuje żal z powodu wyników osiąganych z kadrą w najważniejszych turniejach, nawet jeśli niechętnie o tym mówią. Gdy moi rozmówcy wracali myślami do tych porażek, niejednokrotnie widziałem na ich twarzach refleksyjny czy wręcz obronny grymas.

To przecież piłkarze ponoszą odpowiedzialność, gdy reprezentacji się nie powiedzie. To nie my, ale oni są prawdziwymi bohaterami dramatów rozgrywających się na oczach 20-30 milionów widzów. Ich ból jest nieporównywalny z naszym. Nasze życie toczy się dalej, a zawodnicy nigdy nie pozbędą się myśli o tym, co mogło się wydarzyć. Marcus Rashford obawia się tego już teraz: "Jeżeli nie wygramy czegoś z chłopakami z reprezentacji, na koniec kariery będę miał poczucie, że coś poszło nie tak".

Część wczesnych bohaterów tej opowieści spoczęła w anonimowych mogiłach, a miejsc ich pochówku szukali kibice reprezentacji Anglii, historycy i biografowie. Chodziło o przywrócenie godności ludziom, którzy na zawsze pozostaną członkami tej wielkiej rodziny, gdziekolwiek spoczęły ich ciała albo wiatr rozwiał ich prochy. Obecnie FA każdemu z reprezentantów Anglii przyporządkowuje numer historyczny, co ma wyrażać uznanie dla roli, którą odgrywają.

Podczas podróży po kraju coś sobie uświadomiłem. Ludzie piszący historię reprezentacji Anglii nie pochodzili z uprzywilejowanych sfer. Ich matki i ojcowie nie należeli do klasy średniej. Praca wykonywana przez rodziców i członków społeczności, w których dorastali, wpływała na to, kim się stawali. Futbol był w ich przypadku trudną i wąską ścieżką do lepszego życia. Nie wszyscy doświadczyli stabilizacji i szczęścia, ale spotkał ich awans społeczny, zdobyli uznanie, a w późniejszych latach także wielki majątek.

Podam przykład: jak udało mi się ustalić, William Garraty, prapradziadek Jacka Grealisha, dostał karę 20 szylingów plus koszty procesu za kłusownictwo na terenach należących do lorda Aylesforda. Kłusownictwo było wówczas na porządku dziennym; niecodziennym zjawiskiem wydaje się natomiast fakt, że przed sądem stanął Garraty, reprezentant Anglii (wystąpił w drużynie narodowej jeden raz, w 1903 roku). W trakcie procesu utrzymywał, że nie kłusował, a jedynie poszedł na spacer, by zadbać o formę.

Struktura społeczna reprezentacji Anglii zaczęła się zmieniać znacznie później, gdy trafili do niej synowie imigrantów z Indii Zachodnich, bez których trudno sobie dzisiaj wyobrazić ten zespół. W każdym meczu reprezentacji Anglii pojawiają się kwestie rasy i pochodzenia klasowego. Jadon Sancho gry w piłkę uczył się na ogrodzonych boiskach, tak zwanych klatkach, w Kennington Park, w odleg­łości krótkiego spaceru od stadionu The Oval, gdzie w 1873 roku Anglia rozegrała swój pierwszy mecz u siebie, ze Szkocją. Raheem Sterling dorastał w cieniu Wembley. Jeździł rowerem dookoła tego najważniejszego angielskiego obiektu piłkarskiego, a dziś ma tatuaż z sobą samym w koszulce z numerem 10, wpatrującym się w tenże stadion.

Podczas Euro 2020 Football Association opublikowała mapę prezentującą miejsca pochodzenia zawodników angielskiej kadry; zaznaczono na niej zespoły młodzieżowe i malutkie, lokalne kluby, z których wyszli reprezentanci powołani przez Southgate'a. Mniej więcej z tych samych obszarów pochodzili zawodnicy sprzed stu i więcej lat, gdy kolejne drużyny narodowe składały się z przedstawicieli klasy robotniczej. Pionierami futbolu w drugiej połowie XIX wieku byli wprawdzie ludzie lepiej urodzeni, dyscyplina ta szybko stała się jednak rozrywką dla mas, ludzi pracujących w przemyśle. Współczes­nym odpowiednikiem przejścia od amatorstwa do zawodowstwa jest przemiana piłki jako sportu dla białych w sport zróżnicowany etnicznie, przeobrażenie się jej z dyscypliny zamkniętej, uprawianej niegdyś przez wąski krąg ludzi w otwartą, bardziej reprezentatywną dla ogółu społeczeństwa.

W książce nie podejmuję próby przedstawienia całych dziejów angielskiego futbolu ani rozwoju piłki klubowej. Nie zamierzam poświęcać tysięcy słów na opisywanie doskonale dzisiaj znanych kwestii. Interesują mnie one tylko o tyle, o ile możliwa jest ich reinterpretacja. Uważam, że opowiadanie tutaj historii Stanleya Matthewsa jest mniej ważne niż próba wyjaśnienia, dlaczego jego znakomite pokolenie nie osiągnęło niczego wielkiego na arenie międzynarodowej. Biografowie powinni próbować podważać konwencjonalną wiedzę. Ta książka stanowi efekt moich poszukiwań i badań, nie składa się wyłącznie z wypowiedzi innych osób, choć oczywiście nie brak w niej wywiadów. Losami reprezentacji Anglii zajmuję się zawodowo od 30 lat, przeprowadziłem więc niezliczone rozmowy z piłkarzami, trenerami i działaczami.

Podczas uroczystej kolacji wydanej przed Euro 2020 przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Piłkarskich siedziałem obok Belga Vincenta Kompany'ego. W trakcie rozmowy o mojej książce powiedziałem:

- Na ten moment wszystko, co mam, to jedno trofeum na całe 150 lat. Przydałoby się następne.

- To i tak o jedno więcej niż w naszym przypadku - odparł Kompany.

Tytuł mistrzów świata wywalczyli piłkarze ośmiu krajów. Anglia należy do tego grona. Po mistrzostwo Europy sięgnęło 11 państw (jeżeli liczyć osobno dzisiejsze Niemcy i RFN), ale nie ma w tym gronie Anglii. To wciąż niezaspokojone pragnienie.

Gdy Włosi triumfowali na Euro 2020, do mistrzostw świata w Katarze pozostawało 18 miesięcy. Tym samym zyskaliśmy gwarancję, że 55 lat bez tytułu przeciągnie się w przypadku angielskiej drużyny narodowej do co najmniej 56. Ludzie urodzeni po 30 lipca 1966 roku nie widzieli Anglików sięgających po puchar (gdy Bobby Moore odbierał z rąk królowej Puchar Rimeta, miałem zaledwie 18 miesięcy). Kiedy po półfinale mistrzostw świata w 2018 roku Anglia awansowała do finału Euro 2020, była to dobra wróżba.

Wieczorem 11 lipca 2021 roku maraton taneczny Anglików i Włochów na antenach BBC i ITV oglądało łącznie 31 milionów ludzi. W całej Anglii chciano, żeby "wyjątek" z 1966 roku wreszcie przestał być wyjątkiem.

Na stronie internetowej Players' Tribune w dniu meczu finałowego Gary Lineker dał upust swojemu znużeniu - miał dość pułapki finału z 1966 roku. Lineker nazwał finał Euro 2020 "najważniejszym meczem, w który byłem zaangażowany, czy to jako zawodnik, czy jako komentator". Następnie dodał: "Przyznam szczerze, że zdarzało mi się wątpić, czy będzie mi dane dożyć takiej chwili. Byłem za mały, żeby zapamiętać finał mistrzostw świata z 1966 roku i mam już po dziurki w nosie słuchania o tych zamierzchłych czasach - sorry, panowie!".

Na finał Euro 2020 nie mogli dotrzeć Bobby Charlton, Roger Hunt i George Cohen, albo z powodów zdrowotnych, albo logistycznych. Hunt zmarł 79 dni później, w wieku 83 lat. Można powiedzieć, że tego dnia na Wembley ze starej gwardii ostał się już tylko Hurst. Anglia zdążyła już wcześniej na nowo zapałać miłością do reprezentacji. W 1/8 finału Anglicy pokonali Niemców w fazie pucharowej po raz pierwszy od 1966 roku.

"The Observer", gazeta ukazująca się od 1791 roku (czyli jej pierwsze wydanie trafiło do sprzedaży 81 lat przed pierwszym meczem reprezentacji Anglii), pisał:

Gdy dziś wieczorem o 19.50 zespół Garetha Southgate'a wyjdzie na zieloną murawę Wembley, jedno zwycięstwo będzie mieć już w garści. W ostatnich tygodniach piłkarze konsekwentnie uosabiali to, czemu tak zajadle sprzeciwiają się dzisiejsi politycy: udowadniali, że patriotyzm nie musi być zakorzeniony w podziałach na nas i na nich, że prawdziwa patriotyczna duma bierze się z zasad i wartości, a nie z flag kupowanych na straganie. Zawodnicy pokazują, że w przyszłości naszą siłą nie będzie tęsknota za białą przeszłością, tylko celebrowanie różnorodnej teraźniejszości. Do boju, Harry, Raheemie, Declanie, Kalvinie, Anglio i Święty Jerzy!

UEFA promowała ten mecz jako starcie "Nowej Anglii" z Włochami; jak jednak wszyscy wiemy, w ostatecznym rozrachunku liczy się wynik. Kiedy Bukayo Saka nie wykorzystał jedenastki, a Kalvin Phillips rzucił się go pocieszać, niczym szalupa ratunkowa na zielonym morzu, odrodzenie Anglii pozostało zawieszone między "nigdy i zawsze" Eliota.

1 T.S. Eliot, Szepty nieśmiertelności. Poezje wybrane z komentarzem, przeł. K. Boczkowski, Kraków 2001, s. 163.

2 Gra słów - nazwisko Hurst różni się tylko jedną literą od słowa hurt, cierpienie (przyp. red.).