William A. Dembski
Rewolucja ID w Polsce
Moja genealogia rodzinna wskazuje, że z pochodzenia jestem w połowie Polakiem, w połowie Niemcem. Dziadek Bolesław Dembski (ur. 1894) wyemigrował z Krakowa do Chicago, gdzie poślubił Polkę - Amerykankę w pierwszym pokoleniu - Marię Mlinek. I chociaż mój ojciec, również Bolesław (znaliśmy go jako Williama lub Billa), urodził się już jako obywatel amerykański, to jednak z pochodzenia był stuprocentowym Polakiem.
W połowie lat pięćdziesiątych mój ojciec odwiedził Niemcy jako stypendysta Fundacji Fulbrighta, gdzie poznał moją matkę - Ursulę Armbruster. Jej matka pochodziła z Alzacji (zanim kraina ta powróciła w granice Francji), a ojciec ze Szwabii. Moja matka była Niemką bez żadnej domieszki innej krwi. Pod koniec II wojny światowej mieszkała na obrzeżach Berlina, a w latach 1945-1952 w samym Berlinie. Jej ojciec po wojnie pracował dla Brytyjczyków. Matka była świadkiem mostu powietrznego do Berlina, kiedy Stalin zablokował drogi lądowe do tego miasta.
W 1973 roku, gdy miałem trzynaście lat, spędziłem z rodzicami lato u mojej niemieckiej babci (niedaleko Norymbergi). Rodzice zabrali mnie wtedy samochodem do krewnych z obu stron. Najpierw odwiedziliśmy brata matki, Alberta, i jego rodzinę w ówczesnym Berlinie Zachodnim. Albert był profesorem ergonomii na miejscowym Uniwersytecie Technicznym. Pamiętam, jak jechałem wschodnioniemiecką autostradą do Berlina Zachodniego i widziałem tę całą komunistyczną propagandę głoszącą, że NRD i ZSRR wspólnie podbiją świat.
Potem przeprawiliśmy się przez Odrę do Polski i w Warszawie odwiedziliśmy kuzyna ojca - Ryszarda i jego żonę Helenę. Oboje byli lekarzami. Zaskoczyło mnie, jak mało zarabiali w porównaniu z amerykańskimi lekarzami, którzy na tym tle byli niezwykle bogaci. Bez dostępu do kredytu i z niezmiennymi zarobkami kontrolowanymi przez państwo, Ryszard i Helena musieli oszczędzać przez czternaście lat, aby pozwolić sobie na kupno samochodu marki Fiat wyprodukowanego w Polsce. Wieczorem Ryszard zdejmował wycieraczki ze swojego samochodu, aby nie zostały skradzione. Podczas podróży po Polsce odwiedziłem także Dom Kopernika, Czarną Madonnę [w Częstochowie] i KL Auschwitz.
Dlaczego przypominam tę osobistą historię? Chcę podkreślić, że byłem bezpośrednio lub pośrednio świadkiem licznych wielkich kryzysów, które dotknęły cywilizację zachodnią, w tym nazizmu, komunizmu i dzisiejszej radykalnej lewicy, która ma za nic tradycyjną moralność i z powagą głosi, że mężczyźni mogą rodzić dzieci. U podstaw tych wszystkich wielkich przewrotów leży darwinizm i inspirowane przezeń materialistyczne odmiany ewolucjonizmu przeczące temu, że świat fizyczny i miejsce zajmowane przez ludzkość mają cokolwiek wspólnego z celowością.
Dziedzictwem Darwina jest koncepcja świata, w którym nie ma miejsca na celowość w przyrodzie. W świecie bez celowości ludzie są przypadkowym tworem przyrody, a moralność i cel są złudzeniem wytworzonym przez nas samych ze względu na wartość przetrwania tych złudzeń, ale w żaden sposób nie mówią nam one, kim naprawdę jesteśmy. Jeśli pojawiliśmy się w świecie dzięki ślepemu, bezcelowemu procesowi materialnemu, wówczas wszelki sens naszego bytu istnieje tylko w naszej próżnej wyobraźni. W rzeczywistości nic mu nie odpowiada.
Hitler często mówił o opatrzności kierującej jego losem i losem narodu niemieckiego. Była to jednak opatrzność oparta na brutalnej i obojętnej przyrodzie, wyżej ceniąca władzę niż miłosierdzie. Marks, Lenin, Stalin i Mao wierzyli w dialektyczny proces materialny, gwarantujący obalenie burżuazji i triumf proletariatu. Jeżeli ten triumf należało okupić rzezią wielu milionów ludzi, nie mieli żadnych skrupułów, by inni zapłacili tę cenę. Współcześni radykalni postępowcy arbitralnie dzielą świat na ofiary i prześladowców. A polaryzacja ta jest pretekstem, by sprawować kontrolę nad społeczeństwami i odsądzać od czci i wiary tych, którzy się z nimi nie zgadzają.
Ale żadne z tych destrukcyjnych dla ludzkości przedsięwzięć nie mogłyby zostać zrealizowane bez fundamentów położonych przez Darwina. Można powiedzieć, że odarł on świat z oznak inteligentnego projektu. Darwinizm jest źródłem i podstawą wszystkich masowych kryzysów trapiących obecnie zachodnią cywilizację.
Wydaje się, że Polacy bardziej niż którykolwiek inny naród musieli stawić czoło takim powszechnym kryzysom. Jednak pomimo długiej historii cierpień zadawanych przez oprawców, którzy chcieli zmiażdżyć ducha narodu, Polacy zdają sobie również sprawę z tego, co to znaczy uwolnić się z rąk wroga. Przytoczmy chociażby przykład króla Jana III Sobieskiego, który wystąpił przeciwko pozornie niezwyciężonym Turkom osmańskim i dzięki odwadze i umiejętnościom (oraz przy pomocy niebios) pokazał, że można ich pokonać. Obalił w ten sposób mit ich niezwyciężoności.
W cywilizacji zachodniej darwinizm i zainspirowany przezeń naturalistyczny światopogląd również szeroko przedstawiano jako niezwyciężone. Tych, którzy chcieliby u podstaw świata widzieć świadectwa celowości, uznaje się za ignorantów i głupców. Wojowniczy obrońcy Darwina (Richard Dawkins, Daniel Dennett, Steven Pinker i inni) uważają, że ich materialistyczny światopogląd triumfuje. Twierdzą przy tym, że każdego, kto nie jest przekonany do tego światopoglądu i kluczowej roli Darwina w jego propagowaniu, należy wykluczyć ze społeczności inteligentnych ludzi.
Prawda jest jednak taka, że jedynie oszukują samych siebie, jak to często bywa z tymi, którzy w swoim mniemaniu uchodzą za nieomylnych i niezwyciężonych. Pokora jest cnotą główną. Bez niej nie jesteśmy w stanie się uczyć ani rozwijać. Jeżeli dodamy do tego pychę i zadufanie w sobie - cechy w najwyższym stopniu niekorzystne dla człowieka - to otrzymujemy życie w kłamstwie. To, co wojowniczy obrońcy Darwina uważają za tak dobrze uzasadnione, mianowicie materialistyczne rozumienie ewolucji biologicznej i kosmicznej, w rzeczywistości wcale nie jest dobrze uzasadnione. Ta idea utrzymuje się przy życiu nie dzięki faktom, ale z powodu kluczowej roli, jaką odgrywa w utrzymaniu światopoglądu niezgodnego z postrzeganiem celowości w świecie.
Ruch inteligentnego projektu, działając na polu nauki i kultury, wywołuje ostrą reakcję świata akademickiego i wykształconych elit - nie dlatego, że błądzi, ale dlatego, że pokazuje błędy swoich przeciwników, a mianowicie to, że zaakceptowali oni kłamstwo i że niezasłużenie uchodzą za elitę intelektualną. Rzeczywiście, jeśli koncepcja inteligentnego projektu jest słuszna, to niereligijny materialistyczny światopogląd należy uznać za błędny nie tylko w tych czy innych szczegółach, ale za całkowicie fałszywy. Teoria inteligentnego projektu pokazuje, że światopogląd materialistyczny jest tak głęboko przegniły, że nie da się go naprawić.
Koncepcja inteligentnego projektu zagraża inspirowanemu przez Darwina materialistycznemu światopoglądowi, zmieniając zasadniczo pojęcia używane w trakcie debaty. Zwolennicy świeckiego światopoglądu lubią nazywać koncepcję inteligentnego projektu doktryną religijną. Dlatego twierdzą, że koncepcja ta jest w rzeczywistości odmianą kreacjonizmu, a tym samym teologią udającą naukę.
W gruncie rzeczy teoria inteligentnego projektu jest programem naukowym. Owszem, wypływają z niej wnioski religijne. Podobnie jest jednak i z darwinizmem. Na przykład Stephen Jay Gould stwierdził, że od czasów Darwina wiemy już, że nie zostaliśmy stworzeni na obraz dobrego Boga. Czym jest ta opinia, jeśli nie jawnym twierdzeniem teologicznym, mimo że zaprzecza ona konwencjonalnej teologii? I rzeczywiście obie teorie - inteligentnego projektu i darwinizmu - spotykają się z mocnym sprzeciwem, ponieważ wynikają z nich głębokie wnioski religijne i metafizyczne.
Koncepcja inteligentnego projektu ma jednak pewną przewagę, a stanowią ją solidne podstawy naukowe, dzięki którym jest ona właśnie zasadną teorią naukową. W ten sposób debata na temat pochodzenia organizmów żywych ulega gruntownej zmianie. Przed pojawieniem się teorii inteligentnego projektu większość dyskusji na temat "projekt kontra darwinizm" postrzegano jako spór między religią a nauką. Teoria inteligentnego projektu przekształca spór między koncepcją projektu a darwinowskim ewolucjonizmem w spór wewnątrznaukowy.
Z retorycznego punktu widzenia jest to wielka i konieczna zmiana, jeśli teoria inteligentnego projektu ma mieć rzeczywistą szansę w walce z darwinizmem. Kiedy zrozumiemy, że koncepcja inteligentnego projektu jest w rzeczywistości w pełni naukową teorią, to darwinowska i naturalistyczna forma ewolucjonizmu utraci monopol w kwestii pochodzenia organizmów żywych. Elity niereligijnych uczonych lubią z definicji unieważniać teorię inteligentnego projektu, ogłaszając ją jako religię i tym samym wykluczając z dyskusji naukowej. Ale będąc teorią w pełni naukową, zasługuje ona na to, by zajmować się problematyką pochodzenia biologicznego na równi ze wszystkimi innymi podejściami naukowymi.
Na jakiej podstawie twierdzimy, że koncepcja inteligentnego projektu ma w istocie naukowy charakter? Przyjrzyjmy się jej definicji. Teoria inteligentnego projektu to badanie danych przyrodniczych, które najlepiej można wyjaśnić jako wytwór inteligencji. Często pytano mnie, czy tę teorię można testować. Jest oczywiste, że każda prawdziwie naukowa teoria musi być testowalna - musi mieć kontakt z danymi empirycznymi, które mogą ją potwierdzić lub obalić. W przeciwnym razie mówimy o teorii odpornej na dane empiryczne, a żadnej takiej teorii nie można uznać za naukową.
W takim razie co sprawia, że teorię inteligentnego projektu można testować? Jest to odkrycie w przyrodzie statystycznie mało prawdopodobnych wzorców. Zostawmy na chwilę biologię. Weźmy pod uwagę badacza SETI, osobę zaangażowaną w poszukiwanie inteligencji pozaziemskiej, która bada sygnały radiowe z kosmosu, aby potwierdzić istnienie jakiejś obcej inteligencji. Czy sygnał radiowy, który wyraźnie przedstawia długi ciąg liczb pierwszych, jest efektem projektu? Taki sygnał stał się założeniem powieści Carla Sagana Kontakt.
Liczby pierwsze dzielą się tylko przez siebie i przez jeden. Matematyka dużo mówi na ich temat. Nie znamy żadnego procesu przyrodniczego, który jest w stanie tworzyć liczby pierwsze. Istnienie w przyrodzie długiego ciągu liczb pierwszych jest zatem skrajnie mało prawdopodobne, ale pasuje do matematycznego wzorca dobrze znanego matematykom.
Zauważmy, że nie ma znaczenia, jaka obca inteligencja odpowiada za sygnał radiowy zawierający liczby pierwsze. Nie musimy też znać dokładnej technologii radiowej, za pomocą której przesłano ów sygnał. Po prostu na podstawie wzorca sygnału i skrajnie małego prawdopodobieństwa jego naturalnego powstania możemy sprawdzić, czy rzeczywiście jest to ciąg liczb pierwszych, a zatem czy jest to twór inteligentnego zamysłu.
Przez ostatnie trzydzieści lat prowadziłem badania, które skupiały się na metodach wykrywania projektu - czego powinniśmy szukać, aby sprawdzić, czy mamy do czynienia z inteligentnym projektem. Moją pierwszą poważną pracą na ten temat była książka, którą opublikowałem w 1998 roku nakładem Cambridge University Press, zatytułowana The Design Inference: Eliminating Chance Through Small Probabilities[1]. W kolejnych latach rozwinąłem opisaną w niniejszej książce metodę wykrywania projektu i rozszerzyłem jej zakres. Obecnie, dwadzieścia pięć lat później, przygotowałem znacznie rozszerzone drugie wydanie tej książki, zapraszając jako współautora wybitnego informatyka Winstona Ewerta. Jestem niezmiernie wdzięczny Fundacji En Arche za chęć przetłumaczenia drugiego wydania na język polski.
Liczby nie ulegają emocjom i dlatego nie obchodzi je, do czego zostaną użyte. Można ich używać do kłamstwa i można ich używać do mówienia prawdy. Podobnie metody nie dbają o to, do czego są używane. Można je poprawnie stosować - uzyskując prawdę, ale można ich użyć błędnie - uzyskując fałsz. Moja metoda wykrywania projektu, którą nazywam wnioskowaniem o projekcie, jest właśnie taką metodą. Kiedy po raz pierwszy ją zaproponowałem, wielu członków społeczności akademickiej było nią zaintrygowanych. Metodę tę można skutecznie zastosować w wielu obszarach, w których projektantami są ludzie: w archeologii, kryminalistyce, kryptografii itp. Można ją zastosować nawet, o czym właśnie pisałem, do przypadku projektantów niebędących ludźmi, takich jak obce inteligencje komunikujące się w kosmosie za pomocą sygnałów radiowych.
Jednak dla materialistycznie zorientowanych uczonych całkowicie nie do przyjęcia było zastosowanie metody wykrywania projektu do problematyki pochodzenia organizmów. Jak już zauważyłem, dla metod nie ma znaczenia, gdzie zostaną zastosowane. Ale co by było, gdyby tę metodę zastosować na przykład do nieredukowalnie złożonych układów rozważanych przez Michaela Behego lub pofałdowań białek enzymatycznych badanych przez Douglasa Axe'a? Obaj są teoretykami projektu. I co by się stało, gdyby zastosowanie tej metody do takich układów przekonująco wykazało, że zostały one zaprojektowane?
Moja metoda wnioskowania o projekcie groziła dostarczeniem decydującego świadectwa, że materialistyczna forma ewolucjonizmu może być niepełna. Zwłaszcza stanowiła ona realne zagrożenie dla miejsca, jakie Darwin zajmuje w panteonie uczonych. Wniosek o projekcie mógłby strącić Darwina z tronu, na którym zasiada. Dla wojowniczych obrońców Darwina byłby to "jeden most za daleko".
Należy pamiętać, że teoria inteligentnego projektu nie twierdzi, że każdy aspekt życia jest wytworem zamysłu. Dla zaangażowanego materialisty najważniejsze jest, aby każdy aspekt układów żywych był całkowicie pozbawiony projektu i aby każdy taki przypadek dało się wyjaśnić za pomocą ślepego, bezcelowego procesu materialnego. Z punktu widzenia logiki, aby zaprzeczyć temu przekonaniu, wystarczy wykazać, że niektóre aspekty życia - a nawet tylko jeden - są wyraźnie wytworem inteligencji i że w ten sposób wykraczają poza zakres działania sił czysto materialnych.
Podważając moją pracę nad wnioskowaniem o projekcie, materialiści naukowi nie tylko argumentowali, że zastosowanie mojej metody wykrywania projektu nie powiodło się w odniesieniu do układów biologicznych, ale że zawiodła ona także ogólnie jako metoda wykrywania projektu. Jednak analiza ich argumentów, które miały zdyskredytować wnioskowanie o projekcie, pokazuje, że są one wadliwe. Moja metoda ma solidne podstawy w rachunku prawdopodobieństwa i w teorii informacji, nie należy jej zatem odrzucać także w kontekście układów biologicznych.
Nie musicie wierzyć mi na słowo - możecie sami to ocenić. Drugie wydanie The Design Inference ukazało się w Stanach Zjednoczonych 16 listopada 2023 roku. Obecnie przygotowywane jest polskie tłumaczenie tej książki i wkrótce powinno się ono ukazać. W przeciwieństwie do pierwszego wydania, w którym w dużej mierze pominięto biologiczne zastosowania metody wnioskowania o projekcie, w drugim wydaniu przyglądamy się bliżej właśnie tym zastosowaniom i sposobowi, w jaki ta metoda dostarcza mocnych argumentów, że niektóre układy biologiczne rzeczywiście są wytworem projektu.
Richard Dawkins rozpoczął książkę Ślepy zegarmistrz od twierdzenia, że biologia zajmuje się obiektami złożonymi, tworzącymi wrażenie zaprojektowanych. Drugie wydanie The Design Inference pokazuje, że biologia zajmuje się obiektami złożonymi, tworzącymi wrażenie zaprojektowanych, ponieważ faktycznie zostały zaprojektowane.
W Ameryce mamy takie powiedzenie, że jeśli coś wygląda jak kaczka, chodzi jak kaczka i kwacze jak kaczka, to jest to kaczka. Darwinizm od samego początku praktykował samooszukiwanie się, mówiąc, że rzeczy pod każdym względem podobne do kaczek w rzeczywistości kaczkami nie są. W szczególności darwinizm argumentuje, że wszystkie dane biologiczne sugerujące projekt w rzeczywistości nie odnoszą się do projektu i że darwinowski mechanizm doboru naturalnego jest w stanie doprowadzić do pojawienia się czegoś, co zgodnie z naszą zwykłą intuicją musi być wytworem projektu.
Przedstawiona w The Design Inference, zwłaszcza w drugim wydaniu, metoda wykrywania projektu zadaje kłam temu samooszukiwaniu się; pokazuje, że cesarz Darwin jest nagi. Nie wyklucza ona istnienia ewolucji jako takiej, czyli stopniowego przekształcania się jednego typu organizmu w inny typ organizmu. Pokazuje jednak, że niezależnie od tego, jak różne formy życia pojawiły się na Ziemi - w wyniku stopniowego procesu ewolucji czy w wyniku bezpośredniego dopływu informacji z zewnątrz - inteligencja odgrywała w tym procesie rolę kluczową.
W ciągu ponad trzydziestu lat, odkąd zająłem się tą dziedziną, koncepcja inteligentnego projektu przeszła długą drogę. W Stanach Zjednoczonych w dalszym ciągu napotyka stały sprzeciw wielu uczonych głównego nurtu, pracowników wyższych uczelni i elit środków masowego przekazu. W innych częściach świata sprzeciw ten stopniowo jednak ustępuje, ponieważ rzetelna analiza danych naukowych wskazuje na projekt, a przeciwko darwinizmowi.
Polska, ze swoją tradycją przeciwstawiania się tyranii i domagania się wolności, może być właśnie tym miejscem, w którym pojawi się rewolucja, popychając resztę świata do przyjęcia teorii inteligentnego projektu, kładąc tym samym ostatecznie kres darwinowskiemu dogmatowi.
W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku obroniłem pracę doktorską z matematyki na Uniwersytecie w Chicago. W tym czasie na chicagowskiej uczelni pracował jeszcze Antoni Zygmund (1900-1992), jeden z najwybitniejszych polskich matematyków z pokolenia Stefana Banacha (1892-1945). Miałem zaszczyt widywać się i rozmawiać z Profesorem Zygmundem. Jego postać stanowiła dla mnie żywy dowód olbrzymich osiągnięć polskiej nauki.
Polska ma wielkie tradycje naukowe. Isaaca Newtona powszechnie uważa się za największego fizyka wszech czasów, ale to Polakowi, Mikołajowi Kopernikowi, przypisujemy powstanie współczesnej nauki. Będę szczęśliwszy, widząc, że Polska, kraj moich przodków, jest miejscem, w którym współczesny ruch inteligentnego projektu przyciąga największe talenty młodego pokolenia uczonych i staje się miejscem, w którym Darwin w końcu spotyka równego sobie przeciwnika.
William A. DembskiPrzekład z języka angielskiego: Kazimierz Jodkowski
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki