Amerykańska okupacja Veracruz
Panowie kongresmeni,
Jest moim obowiązkiem zwrócić waszą uwagę na sytuację, jaka zaistniała w naszych stosunkach z generałem Huertą w Meksyku, która wzywa do
działania i zwrócenia się do was z prośbą o radę i współpracę w związku
z tą akcją.
W dniu 9 kwietnia płatnik z okrętu USS "Delfin" wylądował na moście
Iturbide w Tampico w szalupie rybackiej wraz z załogą, aby zabrać pewne
zapasy dla okrętu, i kiedy był zajęty załadunkiem, został aresztowany
przez oficera dowodzącego oddziałem żołnierzy z armii generała Huerty.
Ani nasz płatnik, ani nikt z załogi jego łodzi nie byli uzbrojeni. W momencie aresztowania dwóch ludzi znajdowało się w szalupie. Zostali oni
zmuszeni do jej opuszczenia i wzięci pod straż, nie bacząc na fakt, że
na łodzi, zarówno na dziobie, jak i na sterze, powiewała flaga Stanów
Zjednoczonych. Oficer, który dokonał aresztowania, prowadził więźniów
jedną z ulic miasta, gdy spotkał innego, wyższego rangą oficera, który
kazał mu wrócić do miejsca lądowania i czekać na dalsze rozkazy. W ciągu
półtorej godziny od aresztowania nadeszły rozkazy od dowódcy wojsk
Huerty w Tampico, aby zwolnić kwatermistrza i jego ludzi. Po uwolnieniu
dowódca złożył przeprosiny, a później swój żal wyraził osobiście generał
Huerta.
Generał Huerta utrzymywał, że w tym czasie obowiązywał w Tampico stan
wojenny, że wydano rozkazy, aby nikt nie mógł wylądować na moście
Iturbide i że nasi marynarze nie mieli prawa tam lądować. Dowódcy
naszych okrętów stojących w porcie nie zostali uprzedzeni o takim
zakazie, a nawet gdyby tak było, jedynym uzasadnionym sposobem
postępowania miejscowych władz w takiej sytuacji powinno być zwrócenie
się z prośbą do płatnika i jego załogi, aby się wycofali, i złożenie
protestu na ręce naczelnego dowódcy floty. Admirał Mayo uznał areszt za
tak poważny afront, że nie zadowolił się złożonymi przeprosinami, lecz
zażądał, aby podczas specjalnej ceremonii wojskowy dowódca portu oddał
honory fladze Stanów Zjednoczonych.
Tego incydentu nie można traktować jako czegoś trywialnego, szczególnie
że dwóch spośród zatrzymanych marynarzy zostało wziętych prosto z łodzi
- jak by to powiedzieć, z terytorium Stanów Zjednoczonych - i samo w sobie można by to przypisać ignorancji pojedynczego oficera. Niestety,
nie był to odosobniony przypadek. Zdarzyła się ostatnio seria podobnych
incydentów, która nasuwa przypuszczenie, że przedstawiciele generała
Huerty celowo chcieli okazać brak poszanowania dla godności i praw
naszego rządu i czuli się zupełnie niezagrożeni, czyniąc to dla własnej
przyjemności, nie kryjąc przy tym swojej irytacji i kompletnego braku
szacunku.
Kilka dni po incydencie w Tampico umundurowany kurier z USS "Minnesota"
wysłany na ląd w Veracruz po odbiór poczty został aresztowany i na jakiś
czas wtrącony do więzienia. W innym przypadku oficjalny szyfrogram
naszego rządu do ambasady w Mexico City został wstrzymany przez służbę
telegraficzną i zwolniony dopiero po zdecydowanej osobistej interwencji
naszego chargé d'affaires. O ile mi do tej pory wiadomo, takie akty
wrogości i utrudnienia kierowane są tylko przeciwko przedstawicielom
Stanów Zjednoczonych. Nie słyszałem skarg na podobne traktowanie ze
strony innych rządów.
Kolejne wyjaśnienia i formalne przeprosiny nie zmieniły i zmienić nie
mogły ogólnego wrażenia, którego stworzenie mogło być celem władz
huertystowskich, że rząd Stanów Zjednoczonych będzie traktowany w inny
sposób i nie będzie reagował na przejawy ignorancji i afronty w rewanżu
za odmowę uznania generała Huerty za konstytucyjnego tymczasowego
prezydenta republiki Meksyku.
Istnieje oczywiste niebezpieczeństwo sytuacji, w której takie obraźliwe
zachowanie może doprowadzić od złego do gorszego, aż zdarzy się coś tak
wielkiego i niemożliwego do tolerowania, że doprowadzi bezpośrednio i nieuchronnie do zbrojnego konfliktu. Jest rzeczą niezbędną, aby
przeprosiny generała Huerty i jego przedstawicieli poszły znacznie
dalej, aby urosły do takiego poziomu, który swym znaczeniem przyciągnie
uwagę całego społeczeństwa i uświadomi samemu generałowi Huercie
konieczność ich znalezienia tak, aby nie pojawiały się kolejne okazje do
składania wyjaśnień i wyrażania żalów.
Dlatego czuję, że moim obowiązkiem jest wesprzeć admirała Mayo we
wszystkich jego żądaniach i nalegać, aby fladze Stanów Zjednoczonych
oddawano honory w taki sposób, który byłby dowodem nowego ducha i podejścia ze strony huertystów. Takich honorów generał Huerta odmówił i dlatego zwracam się do was o akceptację i poparcie dla rozwiązań, które
teraz chcę zaproponować. Mocno wierzę, że mój rząd w żadnych warunkach
nie da się wciągnąć w wojnę z narodem meksykańskim. Meksyk jest rozdarty
wojną domową. Jeśli mamy dokonać oceny jego własnej konstytucji, nie ma
on rządu. Generał Huerta ustanowił swoją władzę w mieście Meksyk, taką
jaka ona jest, bezprawnie i przy użyciu metod, dla których nie może być
usprawiedliwienia. Tylko część kraju znajduje się pod jego kontrolą.
Jeśli z powodu jego osobistej niechęci do naszego rządu dojdzie
nieszczęśliwie do wybuchu konfliktu zbrojnego, powinniśmy walczyć tylko
z generałem Huertą i tymi, którzy się z nim sprzymierzyli i go
popierają, a naszym celem będzie tylko przywrócenie mieszkańcom tej
oszalałej z bólu republiki okazji do ponownego ustanowienia swych praw i ich własnego rządu.
Mam głęboką nadzieję, że w tej chwili wojna nie wchodzi w grę. Wierzę,
że przemawiam w imieniu narodu amerykańskiego, gdy mówię, że nie
pragniemy kontrolować w żadnym stopniu spraw naszej siostrzanej
republiki. Nasze uczucia względem narodu meksykańskiego należą do tych,
które oznaczają głęboką i autentyczną przyjaźń, a wszystko, co do tej
pory zrobiliśmy lub od zrobienia czego się powstrzymaliśmy, wynika z naszego pragnienia, by mu pomóc, a nie sprawiać mu kłopoty lub go
zawstydzać. Nie mamy nawet zamiaru sprawdzać naszej przyjaźni bez
powitania i przyzwolenia. Ludzie w Meksyku mają prawo rozstrzygać swoje
własne sprawy na swój sposób, a my szczerze pragniemy uszanować to
prawo. Obecna sytuacja nie musi powodować poważnych implikacji lub
wtrącania się w cudze sprawy, jeśli będziemy działać szybko,
zdecydowanie i mądrze. Nie ma wątpliwości, że mógłbym zrobić to, co
konieczne w tych okolicznościach, aby wymusić szacunek do naszego rządu
bez uciekania się do Kongresu, i co nie wykracza poza moje konstytucyjne
uprawnienia jako prezydenta, ale nie chcę działać w sprawie o prawdopodobnie tak poważnych konsekwencjach bez ścisłego porozumienia i współpracy z obydwoma izbami, Senatem i Izbą Reprezentantów. Przyszedłem
zatem, aby prosić o waszą zgodę na użycie sił zbrojnych Stanów
Zjednoczonych w taki sposób i w takim zakresie, jaki może być niezbędny
do uzyskania od generała Huerty i jego popleczników jak najpełniejszego
uznania praw i godności Stanów Zjednoczonych, nawet w tych przykrych
warunkach, w jakich nieszczęśliwie znajduje się teraz Meksyk. To, co
możemy zrobić, nie będzie formą agresji lub samolubną próbą zwiększenia
wpływów. Dążymy do utrzymania godności i autorytetu Stanów Zjednoczonych
tylko dlatego, że zawsze pragniemy utrzymywać nasze wielkie wpływy bez
uszczerbku w służbie wolności, tak w Stanach Zjednoczonych, jak i gdziekolwiek indziej, gdzie mogą być wykorzystane dla dobra
ludzkości"1.
Tej treści długie i dość pokrętne orędzie prezydent Stanów Zjednoczonych
Woodrow Wilson wygłosił w poniedziałek 20 kwietnia 1914 roku do członków
obu izb amerykańskiego Kongresu. Było ono bezpośrednią reakcją na
wydarzenia, do których doszło kilka dni wcześniej w meksykańskim porcie
Tampico, a które przeszły do historii pod nazwą "incydentu w Tampico"
(The Incident at Tampico).
W samym środku rewolucji meksykańskiej, gdy sprawujący faktyczne rządy w Meksyku generał Victoriano Huerta walczył z nacierającymi wojskami
chłopskiego przywódcy Emiliana Zapaty i armią wrogich mu
konstytucjonalistów Venustiana Carranzy, okręty amerykańskiej Floty
Atlantyku w Zatoce Meksykańskiej często dostarczały pocztę na ląd i ewakuowały cywilów uciekających przed działaniami wojennymi. Akcje te
prowadziły do wyczerpywania się zapasów paliwa na jednostkach
amerykańskich. Do 26 marca oddziały Carranzy znalazły się 15 kilometrów
od największego wówczas portowego miasta Meksyku, Tampico w stanie
Tamaulipas. Leżące niedaleko ujścia rzeki Pánuco do Zatoki Meksykańskiej
sześćdziesięciotysięczne Tampico było ważnym centrum przemysłu naftowego
na wybrzeżu atlantyckim. Mimo zachowywania przez Amerykanów pozorów
neutralności Huerta wiedział, że amerykańskie statki handlowe
dostarczają potajemnie broń i amunicję dla zwolenników Carranzy i zablokował wejście do portu dwiema kanonierkami. Waszyngton
zaprotestował, twierdząc, że Tampico jest portem otwartym, i wysłał na
jego wody kilka okrętów 3. Dywizjonu Południowej Eskadry Floty Atlantyku
pod dowództwem kontradmirała Henry'ego T. Mayo. Miały one w razie
potrzeby udzielić natychmiastowej pomocy obywatelom amerykańskim
zatrudnionym w firmach eksploatujących pola naftowe w rejonie Tampico i chronić ich mienie. Gdy na początku kwietnia miasto zostało oblężone
przez rewolucyjne siły konstytucjonalistów i odpierało ataki wojsk
generała Pablo Gonzáleza, marynarze amerykańscy i dowództwo garnizonu
federalnego w Tampico pozostawali formalnie w poprawnych stosunkach.
Dowodem tego był honorowy salut armatni z dwudziestu jeden dział oddany
przez załogę flagowego okrętu Mayo, krążownika USS "Dolphin", w dniu 2
kwietnia, w rocznicę zdobycia Puebli w 1867 roku przez republikańskie
wojska generała Porfiria Díaza2.
W czwartek rano 9 kwietnia dowódca stojącego w zatoce Tampico
"Dolphina", komandor Ralph T. Earle, wysłał motorową szalupę z umundurowanym płatnikiem i dziewięcioma marynarzami do składu paliwa
koło meksykańskiego posterunku wojskowego na moście Iturbide, 11
kilometrów w górę Rio Panuco, w zakazanej dla cudzoziemców strefie
obronnej Tampico. Zostali oni uznani za intruzów i zatrzymani przez
jedenastoosobowy patrol meksykański, po czym doprowadzeni do kwatery
dowódcy odcinka, pułkownika Ramona H. Hinojosy. Amerykanów przetrzymano
godzinę pod strażą w areszcie wojskowym, po czym - po interwencji
adiutanta admirała Mayo i konsula amerykańskiego Clarence'a A. Millera -
odesłano ich z przeprosinami na macierzysty okręt. Admirał Mayo uznał
zachowanie żołnierzy meksykańskich za obrazę "amerykańskiej flagi" i bez
konsultacji z kimkolwiek zażądał od komendanta Tampico, generała Ignacia
Morelosa Zaragozy, aresztowania oficerów winnych zatrzymania jego ludzi
i oddania oficjalnych honorów wojskowych banderze Stanów Zjednoczonych.
Zaragoza telegraficznie poprosił generała Huertę o instrukcje. Mayo
uczynił to samo, pisząc do Waszyngtonu. 10 kwietnia jego stanowisko
poparł prezydent Wilson, który postanowił wykorzystać incydent do
wywarcia dalszego nacisku na nieuznawany oficjalnie przez Stany
Zjednoczone rząd Huerty3. Trzy dni później Huerta oświadczył, że
amerykańskie żądanie godzi w godność narodową Meksykanów, i oficjalnie
je odrzucił. Zasugerował przy tym, aby obie strony równocześnie
zasalutowały fladze amerykańskiej. Wilson nie zgodził się na takie
rozwiązanie. W odpowiedzi Huerta stwierdził, że sprawę powinien
rozstrzygnąć Trybunał Międzynarodowy w Hadze. "Jeśli Stany Zjednoczone
mnie nie uznają, jak mogą żądać ode mnie oddania salutu?" - pytał.
14 kwietnia Wilson wprowadził embargo na dostawy broni dla rządu Huerty.
Planując przeprowadzenie demonstracji zbrojnej przeciwko Huercie,
postanowił wysłać na wody meksykańskie całą Południową Eskadrę Floty
Atlantyku. W tym celu kazał sekretarzowi marynarki Josephusowi
Danielsowi połączyć siły kontradmirała Mayo z Tampico z okrętami 4.
Dywizjonu Floty Atlantyku wiceadmirała Franka F. Fletchera w porcie
Antón Lizardo, 23 kilometry na południe od Veracruz. Po tygodniu
negocjacji Wilson złożył Huercie 18 kwietnia ostateczne ultimatum w sprawie oddania oficjalnych honorów do godziny 6.00 rano 19 kwietnia.
Gdy wyznaczony termin ultimatum upłynął i specjalny salut armatni z 21
dział nie nastąpił, 20 kwietnia Wilson złożył sprawozdanie z negocjacji
z Huertą przed obiema izbami Kongresu. Pominął tylko jeden ważny
szczegół: nie wspomniał o zamiarze Huerty przekazania sprawy do
Trybunału w Hadze. Zaraz potem rozkazał, aby flota zablokowała wejście
do portu w Veracruz. Niebawem okręty Fletchera z 3948 marynarzami i żołnierzami piechoty morskiej na pokładach stanęły u wejścia do
portu4. Tego samego dnia konsul amerykański w Veracruz, William
W. Canada, spotkał się z dowódcą garnizonu, generałem Gustavem A.
Massem, informując go o planowanej akcji marynarki amerykańskiej.
Veracruz nie miało wystarczających umocnień i sił, które mogły
powstrzymać wroga. W obliczu spodziewanej inwazji Huerta podjął decyzję
o wycofaniu wojsk meksykańskich (głównie surowych rekrutów) z Veracruz,
aby uniknąć niepotrzebnego przelewu krwi.
Czekając na zgodę Kongresu (Izba Reprezentantów poparła go jednomyślnie,
ale rezolucja w tej sprawie została opóźniona z powodu wątpliwości
niektórych senatorów, którzy uważali, że prezydent chce wywołać wojnę
przeciwko jednemu człowiekowi) na dokonanie zbrojnej demonstracji
przeciwko rządowi Huerty, Wilson w sobotę 21 kwietnia o 6.00 nad ranem
został obudzony wiadomością, że w godzinach porannych do portu w Veracruz ma przybić niemiecki statek handlowy S/S "Ypiranga" z bronią i amunicją dla rządu Huerty i że w porcie czekają na niego trzy pociągi,
które po zabraniu ładunku mają natychmiast odjechać w głąb kraju,
niszcząc za sobą linię kolejową5. Po krótkiej i nerwowej
konferencji telefonicznej z sekretarzem stanu Williamem J. Bryantem i sekretarzem marynarki Josephusem Danielsem prezydent rozkazał, aby flota
natychmiast zajęła morski urząd celny w Veracruz i skonfiskowała cały
ładunek broni6.
21 kwietnia o godzinie 8.00 rano wiceadmirał Fletcher otrzymał od
Danielsa drogą radiową (najnowszy wynalazek techniczny) rozkaz
natychmiastowego desantu i zajęcia portu w Veracruz. Pół godziny później
okręty amerykańskie, łamiąc prawo międzynarodowe, zatrzymały "Ypirangę".
O 11.20 krążownik USS "Praire" bez jakiegokolwiek oświadczenia czy
deklaracji wojny ostrzelał wybrane cele w porcie, a pancerniki USS
"Florida" i USS "Utah" rozpoczęły przygotowania do zajęcia nabrzeża
Veracruz. O 11.30 desant amerykański, złożony z 502 żołnierzy z 2. Pułku
Sił Operacyjnych Piechoty Morskiej (2nd Advanced Base Regiment) i batalionu 285 uzbrojonych marynarzy z "Floridy", zwanych "Niebieskimi
Bluzami" (Bluejackets), rozpoczął operację lądowania7.
Przedzierając się przez przybrzeżne fale w ciężkich łodziach
wielorybniczych, intruzi przybili do pirsu na głównym nabrzeżu portu
obserwowani przez tłum meksykańskich i amerykańskich cywilów, którzy w znacznej liczbie wylegli z domów, aby oglądać niecodzienny spektakl.
Lądujący marynarze mieli rozkaz zajęcia urzędu celnego, poczty i stacji
telegrafu, podczas gdy zadaniem marines było opanowanie więzienia,
terminalu kolejowego ze stojącymi tam pociągami, urządzeń portowych,
stoczni oraz elektrowni. Początkowo Amerykanie nie napotkali żadnego
oporu. Spokojnie przycumowali łodzie, wysiedli na brzeg i sprawnie
uszykowali szeregi, po czym ruszyli ku wyznaczonym obiektom. Doskonale
zorganizowany i przeprowadzony pokaz siły wystarczył, aby zmusić
większość liczącego 1000 ludzi garnizonu Veracruz do szybkiego odwrotu i ewakuacji koleją do miasta La Soledad. Sam generał Mass wyjechał
samochodem do odległej o 15 kilometrów miejscowości Tajeria na godzinę
przed atakiem Amerykanów. W mieście pozostało tylko 180 żołnierzy z 19.
batalionu piechoty pod dowództwem podpułkownika Albina Cerrillosa
Rodrigueza, ochraniających koszary i inne obiekty wojskowe.
Decyzja generała Massa nie spotkała się z uznaniem komodora Manuela
Azuety, dowódcy niewielkiej flotylli meksykańskiej w Veracruz i byłego
dyrektora Szkoły Marynarki Wojennej w tym mieście. Gdy tylko
zaalarmowano go, że Amerykanie przygotowują się do zajęcia portu,
przybył na teren swojej dawnej uczelni i głośnymi okrzykami: A las
armas, muchachos! La patria esta en periglo! (Do broni chłopcy!
Ojczyzna w niebezpieczeństwie!) i Viva Mexico! (Niech żyje Meksyk!)
zachęcił komendanta szkoły, komandora porucznika Rafaela Carriona oraz
90 kadetów i wykładowców zebranych na dziedzińcu uczelni do obrony. Do
walki włączyło się też około 100 żołnierzy Rodrígueza, kilku
artylerzystów, marynarzy, funkcjonariusze policji miejskiej z oficerem
Laureano Lópezem na czele oraz kilkuset cywilnych ochotników, w tym
wielu kupców hiszpańskich zamieszkałych w Veracruz. Obsadzili oni wiele
budynków w porcie i jego pobliżu, takich jak latarnia morska Benita
Juáreza (Faro Benito Juárez), hotel Buena Vista i ratusz (Palacio
Municipal) przy centralnym placu miasta. Wśród ochotników znalazła się
także grupa galerników i więźniów uwolnionych z osławionego więzienia w starej hiszpańskiej twierdzy San Juan de Ulúa, na czele z podpułkownikiem Manuelem Contrerasem.
W pośpiechu umocniono okna i balkony w gmachu szkoły, a na dziedzińcu i sąsiednich ulicach przylegających do portu wzniesiono prowizoryczne
barykady z mebli, ławek, materacy i innych podręcznych sprzętów. W oparciu o nie zorganizowano punkty oporu, gniazda karabinów maszynowych
i stanowiska dwóch małych działek kalibru 25 mm. Ochotnikom, z których
część przyniosła ze sobą prywatne rewolwery, stare karabiny, a nawet
zabytkowe muszkiety, rozdano broń ręczną z magazynu wojskowego.
Większość cywilów nie miała pojęcia o obsłudze nowoczesnych mauzerów i miała kłopoty z ich załadowaniem8. Krótko mówiąc, obrona
była pozbawiona jednolitego dowództwa, organizacji, zaplecza i miała
charakter bardzo chaotyczny. Mimo to wkraczających do miasta żołnierzy
amerykańskich powitały kule i wkrótce Veracruz stało się miejscem
zażartej bitwy.
Krótko po godzinie 12.00 batalion piechoty morskiej podpułkownika
Wendella C. Neville'a wdał się w ostrą strzelaninę z Meksykanami w portowych dokach i terminalu kolejowym. Podczas gdy pierwsza fala
desantu parła do przodu, zmagając się z chaotyczną obroną Meksykanów na
brzegu, Fletcher rzucił do boju wsparcie w postaci kombinowanego
batalionu 384 marynarzy z "Floridy" i jej siostrzanego pancernika "Utah"
pod dowództwem komandora podporucznika Allena Buchanana. Wczesnym
popołudniem Amerykanie opanowali wszystkie wyznaczone cele (w urzędzie
celnym zarekwirowano równowartość ośmiu milionów dolarów w złocie) i Fletcher kazał zatrzymać dalsze natarcie, licząc na zawieszenie broni.
Jego nadzieje prysły, gdy okazało się, że nie ma nikogo, kto chciałby z nim negocjować przerwanie walki.
W nocy 21 kwietnia Fletcher uznał, że nie pozostaje mu nic innego, jak
tylko opanować całe miasto i zmusić obrońców do złożenia broni. Pod
osłoną ciemności na redę Veracruz przypłynęło pięć kolejnych pancerników
i dwa krążowniki, przywożąc ściągnięty wcześniej z Panamy batalion
piechoty morskiej majora Smedleya Butlera. Z marynarzy zorganizowano
kombinowany pułk (Seamen Regiment) w sile 1200 ludzi pod dowództwem
komandora Edwina A. Andersona. Po dodaniu batalionu 300 marines z przybyłych okrętów wszystkie oddziały około północy przerzucono na
brzeg.
Nazajutrz o godzinie 7.45 Amerykanie podjęli marsz w głąb miasta.
Rozpoczęły się ciężkie walki uliczne, będące nowością dla Amerykanów,
zwłaszcza dla zdjętych z okrętów marynarzy. Pułk Andersona po
wylądowaniu na przystani przekroczył portowy bulwar Paseo del Malecón i ruszył w kierunku gmachu szkoły marynarki w szyku niemal paradnym,
stając się łatwym celem dla zabarykadowanych kadetów. Atak marynarzy
został odparty ze stratami i Amerykanie musieli się wycofać do łodzi.
Natarcie uratowała interwencja okrętów USS "Praire", USS "San Francisco"
i USS "Chester", które ostrzelały z trzycalowych dział gmach szkoły.
Opór kadetów został praktycznie złamany, a 15 z nich poległo w zrujnowanym budynku. Oba działka ustawione na rogu ulicy w pobliżu
szkoły zostały zdobyte, zanim zdążyły wystrzelić do nacierającego wroga.
W obronie szkoły marynarki wyróżnili się siedemnastoletni kadet Virgilio
Uribe oraz syn komodora Azuety, dziewiętnastoletni porucznik artylerii
José Azueta, który ukończył Szkołę Marynarki Wojennej w 1913 roku i należał do obsługi dwóch baterii dział na terenie szkoły, wycofanych
przez generała Massa przed amerykańską inwazją. W odróżnieniu od swoich
kolegów porucznik Azueta walczył na zewnątrz budynku. Zupełnie
odsłonięty, samotnie prowadził ogień z ciężkiego karabinu maszynowego
Hotchkiss wz. 1907 ustawionego na środku ulicy i w dużym stopniu
przyczynił się do odparcia ataku marynarzy Andersona. Uribe został
śmiertelnie trafiony kulą w czoło na balkonie, w chwili gdy ładował
nowymi nabojami magazynek swojego karabinu. Był pierwszą krwawą ofiarą,
jaką poniosła załoga szkoły. Porucznik Azueta z trzema ranami
postrzałowymi (w obie nogi i lewe ramię) został wyniesiony w ciężkim
stanie z pola bitwy przez kadeta Juana Casta?ona i umieszczony w szpitalu, z którego później przeniesiono go do domu jego siostry,
Rosario Azueta de Aladro.
Około godziny 13.30 na ląd zszedł 1. Pułk Sił Operacyjnych Piechoty
Morskiej (1st Advanced Base Regiment) pod dowództwem pułkownika Johna
A. Lejeune, przeznaczony początkowo do okupacji Tampico. Siły
amerykańskie wzrosły do 3500 ludzi, z którymi sporadycznie walczyły
grupki obrońców i pojedynczy snajperzy. Do godziny 17.00 oddziały
amerykańskie zajęły centralny Plaza Mayor z ratuszem, a w ciągu kilku
następnych godzin rozciągnęły kontrolę nad całym miastem. Ostatni kadeci
opuścili zrujnowany gmach Szkoły Marynarki Wojennej około godziny 19.15
i wraz z komodorem Azuetą oraz innymi wojskowymi nocnym marszem dotarli
do stacji kolejowej w Tajerii. Stamtąd 80 kadetów, 10 oficerów i 20
marynarzy przewieziono koleją do kwatery generała Massa w La Soledad.
Kilka dni później Azuetę i kadetów odesłano do miasta Meksyk, gdzie
przeszli w uroczystej paradzie ulicami stolicy.
Po wycofaniu się obrońców okręty amerykańskie na wszelki wypadek
kontynuowały ostrzał szkoły i innych celów w mieście do godzin
porannych. W niektórych miejscach wokół portu izolowane grupki obrońców
walczyły jeszcze przez dwa dni, ale 24 kwietnia ostatnie punkty oporu
zostały zlikwidowane. 27 kwietnia o godzinie 14.00 sierżant piechoty
morskiej John H. Quick, weteran wojny amerykańsko-hiszpańskiej,
oficjalnie podniósł pierwszą flagę amerykańską nad portem w Veracruz.
Następnego dnia przyleciała eskadra lotnictwa morskiego złożona z 10
łodzi latających Curtiss AB-3, co było pierwszym przypadkiem wsparcia
powietrznego dla ekspedycyjnych sił amerykańskich przeciwko obcemu
państwu. 30 kwietnia w mieście wylądowało 4000 żołnierzy z 5. brygady
piechoty z fortu Crockett w Galveston w Teksasie9. Tego samego
dnia wiceadmirał Fletcher przekazał komendę nad siłami okupacyjnymi w Veracruz dowódcy brygady teksańskiej, generałowi brygady Frederickowi
Funstonowi (w którego sztabie znajdował się m.in. młody oficer wywiadu
kapitan Douglas MacArthur). 1 maja siły okupacyjne wzmocnił jeszcze
jeden kombinowany pułk marines zebrany w Filadelfii, dowodzony przez
pułkownika Littletona W. T. Wallera, który objął dowództwo nad powstałą
brygadą złożoną z 3141 oficerów i żołnierzy piechoty morskiej. Do tego
czasu marynarze i marines floty powrócili na swoje okręty, a rolę wojsk
okupacyjnych 4 maja przejęła w całości piechota morska i żołnierze
generała Funstona.
W akcji lądowania w Veracruz w dniach 21-22 kwietnia 1914 roku
Amerykanie stracili 89 ludzi, w tym 18 zabitych i 71 rannych. Za
"wyróżniającą postawę" i "wyjątkowe akty odwagi" na polu bitwy Fletcher
i 55 innych uczestników desantu, żołnierzy piechoty morskiej i marynarzy
zostało wyróżnionych najwyższym amerykańskim odznaczeniem bojowym -
Honorowym Medalem Kongresu (Medal of Honor)10. We wrześniu 1914
roku Fletcher został mianowany dowódcą Floty Atlantyku, a w marcu 1915
roku dostał awans na admirała.
Straty meksykańskie, według różnych danych, wyniosły od 347 do 422
zabitych i rannych. Polegli m.in.: porucznik Benjamin Gutiérrez, kadeci
Virgilio Uribe Robles i Jorge Alacio Perez, sierżant Benito Brise?o,
szeregowiec Juan Morales Luna oraz 31 znanych z nazwiska cywilów. Po
bitwie Fletcher dowiedział się od konsula Canady o bohaterstwie młodego
oficera Azuety i wysłał swojego osobistego lekarza, aby zajął się
rannym. Dumny Azueta odmówił przyjęcia pomocy medycznej od wroga i oddał
się pod opiekę miejscowego lekarza, Rafaela Cuervo. Doktor Cuervo nie
miał wystarczających środków do wyleczenia ciężkich obrażeń Azuety -
oficer zmarł 10 maja. Jego pogrzeb stał się wielką manifestacją
patriotyzmu mieszkańców Veracruz i otwartym wyzwaniem rzuconym
okupantom, którzy zakazali jakichkolwiek zgromadzeń w mieście. José
Azueta został uznany za bohatera wojennego i jedną z najważniejszych
postaci meksykańskiej marynarki wojennej. 24 kwietnia został awansowany
przez generała Huertę do stopnia kapitana, a 1 maja uhonorowano go
wysokim odznaczeniem bojowym - Wojskowym Krzyżem Zasługi III klasy. Jego
ojca, komodora Azuetę, Huerta mianował 2 maja 1914 roku kontradmirałem.
Przed wejściem do gmachu Szkoły Marynarki Wojennej rząd meksykański
postawił później monument z napisem: "Bohaterom Ojczyzny 22 kwietnia
1914" (A los Heroes de la Patria, 22 abril, 1914).
Jawny akt prowokacji ze strony rządu Stanów Zjednoczonych mimowolnie
doprowadził do chwilowego zjednoczenia meksykańskiej opinii publicznej.
Zarówno Huerta, jak i jego przeciwnik Carranza oficjalnie zaprotestowali
przeciwko okupacji Veracruz i zażądali natychmiastowego wycofania wojsk
amerykańskich, ale żaden z nich, zajęty wydarzeniami rewolucji
meksykańskiej, nie był w stanie jej się przeciwstawić. 22 kwietnia rząd
Huerty zerwał stosunki dyplomatyczne ze Stanami Zjednoczonymi i wydalił
ich personel dyplomatyczny. Wygrażając wściekle "świniom" gringos Huerta
zagroził, że wtargnie do Teksasu i przeniesie wojnę na terytorium wroga.
W stolicy rozjuszony tłum obrzucił kamieniami budynek ambasady
amerykańskiej i zniszczył postawioną dwa lata wcześniej statuę Jerzego
Waszyngtona. Tego samego dnia amerykański Senat z opóźnieniem uznał
akcję zbrojną w Veracruz za zgodną z prawem. 24 kwietnia prezydent
Wilson zarządził mobilizację 54 000 żołnierzy armii regularnej i powołał
pod broń 150 000 Gwardii Narodowej. W ciągu następnych kilku dni wszyscy
obywatele amerykańscy z Tampico zostali ewakuowani przez jednostki
angielskie i niemieckie i przewiezieni do Galveston. 29 kwietnia
prezydent Wilson podsumował wydarzenia w Meksyku: "Byliśmy w ślepym
zaułku tak długo, że w końcu zatęskniłem za jakimś wyjściem".
Niebawem prezydent zrozumiał powagę sytuacji i, chcąc uniknąć nowej
wojny z Meksykiem, chętnie zgodził się na mediację zaoferowaną przez
kilka państw południowoamerykańskich. W maju w kanadyjskim mieście
Niagara Falls w prowincji Ontario rozpoczęła obrady międzynarodowa
konferencja ABC (The ABC Conference), nazwana tak od pierwszych liter
państw-mediatorów: Argentyny, Brazylii i Chile. W czerwcu uzgodniono
plan, który przewidywał oddanie władzy przez generała Huertę nowemu
rządowi przy jednoczesnej rezygnacji Stanów Zjednoczonych z odszkodowania za straty poniesione w ogarniętym chaosem Meksyku.
W lipcu 1914 roku Huerta, tłumacząc, że zmusza go do tego interwencja
Stanów Zjednoczonych w wewnętrzne sprawy Meksyku, oddał władzę i uciekł
ze stolicy, wydając ją na łup konstytucjonalistom. Skandal wywołany
obecnością wojsk amerykańskich w Veracruz popsuł jeszcze bardziej
stosunki pomiędzy obydwoma państwami i dał początek nowej fazie
rewolucji meksykańskiej. Następca Huerty, Venustiano Carranza, odżegnał
się od porozumienia z Niagara Falls, nie chcąc mieć nic wspólnego z mocarstwem okupującym skrawek terytorium jego kraju. Stany Zjednoczone
pominęły milczeniem stanowisko Meksyku. Pięć tygodni później wycofały
swoje wojska z Veracruz, a w październiku 1915 roku uznały rząd
Carranzy.
Szybkie zwycięstwa konstytucjonalistów, objęcie prezydentury przez
Carranzę i poparcie całej Ameryki Łacińskiej dla Meksyku spowodowały, że
Stany Zjednoczone zrezygnowały z rozszerzenia interwencji. Amerykańska
okupacja Veracruz trwała 7 miesięcy i zakończyła się ewakuacją wojsk
interwencyjnych 23 listopada 1914 roku. Po ich odjeździe do miasta
wkroczyły oddziały Armii Konstytucjonalnej generałów Heriberta Jary i Cándida Aguilara. Akcja w Veracruz, która posłużyła za pretekst do
rozprawy z rządem Huerty, pogorszyła na wiele lat napięte stosunki
amerykańsko-meksykańskie. Nie był to jednak ostatni przypadek wkroczenia
armii Stanów Zjednoczonych na terytorium Meksyku podczas rewolucji
meksykańskiej.
Porfiriat
Dyktatura Porfiria Díaza
21 listopada 1876 roku generał Porfirio Díaz, "Lew z Oaxaki", po
odniesieniu zwycięstwa w kolejnej wojnie domowej, triumfalnie wkroczył
do miasta Meksyk i tydzień później zajął miejsce w Pałacu Narodowym jako
tymczasowy prezydent Meksyku. Díaz pragnął uchodzić za zwolennika
demokracji i przestrzegać legalnej formy rządów. Wkrótce doprowadził do
nowych wyborów prezydenckich. Przebiegły w miarę uczciwie i 17 lutego
1877 roku Don Porfirio, w którego żyłach płynęła krew hiszpańskich
zdobywców i indiańskiego plemienia Mixteków z Oaxaki, został
konstytucyjnym prezydentem na czteroletnią kadencję.
Obejmując władzę w Meksyku, Díaz miał 47 lat i opinię dzielnego
żołnierza, człowieka prawego i łagodnego, pozbawionego
charakterystycznej dla wielu jego rodaków gwałtowności (gdy jednak w czerwcu 1879 roku w Veracruz zawiązał się przeciwko niemu spisek, kazał
natychmiast rozstrzelać wszystkich podejrzanych, co było wyraźnym
sygnałem zmiany jego dotychczasowej postawy). Wkrótce po objęciu urzędu
zamieszkał z dala od pałacu, w skromnej rezydencji przy ulicy Santa Inés
w mieście Meksyk, czym podkreślił swoje demokratyczne przekonania i przysporzył sobie znacznej popularności. Wykorzystując swoją charyzmę,
łagodny charakter i praktyczną umiejętność budowania zgody ze wszystkimi
(co wynikało także z jego skłonności do oportunizmu), połączył
rywalizujące ze sobą frakcje polityczne, oficjalnie podkreślając, że
czuje się liberałem na gruncie konstytucji z 1857 roku. Od początku
urzędowania głównym celem Díaza było zaprowadzenie porządku w kraju, w czym decydujący udział miała oddana mu policja federalna i wojsko,
niedocenione przez Benita Juáreza po zakończeniu wojny meksykańskiej w 1867 roku. Díaz był zdolnym administratorem i dobrym finansistą, co
udowodnił, rozwiązując problemy finansowe armii, które tradycyjnie
przysparzały kłopotów wszystkim kolejnym rządom meksykańskim.
Porfirio Díaz stał się twórcą nowej ery w historii Meksyku. W przeciwieństwie do swoich poprzedników, Benita Juáreza i Sebastiána
Lerdo de Tejady, faworyzował kapitał amerykański i głównie przy jego
udziale zamierzał zmienić oblicze kraju. W ciągu 35 lat, od roku 1876 do
1911, był prezydentem siedem razy, z krótką przerwą na rządy jego
bliskiego towarzysza broni, generała Manuela Gonzáleza (1880-1884),
który okazał się jednorazowym prezentem Díaza dla narodu meksykańskiego.
Żeby dobrze zrozumieć fenomen tak długich rządów, trzeba poświęcić kilka
słów geografii Meksyku, różnorodności jego mieszkańców, organizacji
życia politycznego i społecznego oraz religii.
Ogromna i zróżnicowana powierzchnia kraju, powodująca niemałe trudności
komunikacyjne, nie sprzyjała politycznej i społecznej jedności. Wielkie
i trudno dostępne łańcuchy górskie były w zasadzie barierą nie do
pokonania dla szybkiej i łatwej komunikacji i umożliwiały istnienie
izolowanych miejsc, które nawet dziś są całkiem odcięte od świata
(Quintana Roo na Jukatanie, krainy Indian Tarahumara i Yaqui w Chihuahua
i Sonorze czy region Cora w Nayarit). Zamieszkujące je plemiona Indian
właściwie niewiele się zmieniły od czasów Hernana Corteza. Słabo
rozwinięta sieć dróg nie zapewniała komunikacji ze wszystkimi częściami
kraju, na dodatek Meksyk jest pozbawiony dłuższych żeglownych rzek. Stąd
konieczność budowy kolei żelaznej jako jedynego skutecznego środka
komunikacji - i Díaz zrobił to z pomocą obcego kapitału.
Najkorzystniejsze położenie ma Wyżyna Centralna i to ona jest
najbardziej zaludnioną częścią kraju. Jej część północna, opadająca ku
Rio Grande, jest jałową i suchą krainą nadającą się głównie do hodowli,
z wyjątkiem żyznego i bogatego regionu w okolicach Torreón i Saltillo.
Zachodni skraj od strony Oceanu Spokojnego charakteryzuje się dobrą
ziemią, ale jest prawie niedostępny z powodu ogromnych łańcuchów
górskich zachodniej Sierra Madre. Kraniec wschodni, schodzący ku Zatoce
Meksykańskiej, również ma dobrą ziemię, ale jest wilgotny i gorący. Na
górzyste południe, do stanów Oaxaca, Guerrero, Michoacán i Chiapas,
także trudno się dostać. Jukatan, chociaż politycznie stanowił część
Meksyku, był odizolowany od reszty kraju i w zasadzie wytworzył własną
cywilizację, bliższą czasom Montezumy niż końca XIX wieku. Majowie na
Jukatanie, plemiona Tarahumara, Yaqui, Otomi i inne, wciąż mówili
własnymi narzeczami i tym, co je łączyło z Meksykiem, była w zasadzie
jedynie wiara katolicka.
Najniżej w hierarchii społecznej Meksyku stali półdzicy i niepiśmienni
Indianie z najbardziej odległych stron. Następną warstwę stanowiły na
poły cywilizowane plemiona rządzone przez kontrolowanych przez państwo
kacyków, potem Metysi (ubodzy dzierżawcy, robotnicy rolni i peoni),
drobni właściciele, mulnicy, fornale i służba z hacjend lub wiejskich
fabryk. Ponad nimi byli członkowie nielicznej klasy średniej, drobni
biznesmeni i przedstawiciele wolnych zawodów. Jeszcze wyżej stali
nieliczni wielcy właściciele ziemscy (hacendados), a na samym szczycie
zagraniczni kupcy, przedsiębiorcy, właściciele kopalni i bankierzy
związani finansowo z Meksykiem, ale niemający nic wspólnego z Meksykanami. Podział etniczny wyglądał następująco: 55 procent stanowili
Indianie, 35 procent Metysi i 10 procent biali Kreole razem z cudzoziemcami. W dodatku 75 procent stanowili analfabeci, głównie
Indianie, z których większość w ogóle nie znała języka hiszpańskiego.
Krótko mówiąc, była to zbieranina, którą trudno było nazwać narodem lub
społeczeństwem w znaczeniu politycznym.
Główną trudnością, przed jaką stanął Díaz, Metys z pochodzenia, było
znalezienie formuły prawnej, którą można było zastosować wobec
wszystkich i która pozwoliłaby rozwiązać problemy między
przedstawicielami tych samych klas i osobami należącymi do różnych klas
społecznych. Pozbył się jej poprzez zastosowanie konstytucji z 1857 roku
i opartego na niej systemu prawnego (w tym kodeksów cywilnego i karnego), ale tylko teoretycznie - przestrzegał wyłącznie tych jej
wymogów, które były dla niego wygodne. Ogólnie rzecz biorąc, Díaz
posługiwał się konstytucją w sposób dogodny jedynie dla cudzoziemców i Kreolów, a w sposób niekorzystny, często wręcz represyjny, wobec Metysów
i Indian. Na tym polegała istota rządów Don Porfiria, które z czasem
przybrały formę dyktatury. Jednocześnie Díaz, oportunista, mistrz
manipulacji i mason, jak większość jego najbliższych współpracowników,
złagodził politykę państwa wobec Kościoła i chociaż oficjalnie
pozostawił w mocy najcięższe ustawy dyskryminujące kler i katolików,
taktycznie zawiesił ich stosowanie, dając do zrozumienia, że może, ale
nie musi się nimi posługiwać. Powiew tolerancji zadowolił środowiska
klerykalno-konserwatywne i pozwolił Díazowi pozyskać sympatię biskupów,
księży i prostego ludu pozostającego pod wpływem Kościoła.
Porfirio Díaz zapewnił Meksykowi po raz pierwszy od 1810 roku okres
względnego spokoju politycznego i społecznego na ponad trzydzieści lat,
co umożliwiło znaczne rozszerzenie kontaktów międzynarodowych oraz
rozwój i modernizację przemysłu. W pierwszym dziesięcioleciu celem
administracji Díaza (a także jego bliskiego współpracownika i przyjaciela Manuela Gonzáleza, prezydenta w latach 1880-1884), zarówno w polityce zagranicznej, jak i wewnętrznej, było zapewnienie odpowiednich
warunków do rozwoju i rozkwitu republiki. Już w kwietniu 1878 roku Díaz
został uznany jako konstytucyjny prezydent Meksyku przez rząd Stanów
Zjednoczonych, a w następnej kolejności przez rządy Hiszpanii, Niemiec,
Szwajcarii, Włoch i większości krajów Ameryki Łacińskiej. W 1879 roku
nawiązał stosunki dyplomatyczne z Portugalią i Belgią, a na koniec, po
kilku latach długich i żmudnych negocjacji, z Francją (1880). W 1883
roku doszło do wznowienia kontaktów z Wielką Brytanią - i trzeba
pamiętać, że to nie Meksyk pierwszy wyciągnął rękę do zgody. Jedynym
zgrzytem na arenie międzynarodowej były pojawiające się od czasu do
czasu problemy na granicy ze Stanami Zjednoczonymi i zadawniony konflikt
graniczny z Gwatemalą o słynący z uprawy kawy region Soconusco w stanie
Chiapas, rozwiązany ostatecznie pokojowo we wrześniu 1882 roku.
Relacje między rządem centralnym a rządami stanowymi wyglądały wręcz
wzorcowo. Mimo że prezydent dysponował nadzwyczajnymi uprawnieniami,
nigdy nie musiał interweniować w wewnętrzne sprawy stanów. Rozmachu
nabrały działania w dziedzinie nauki i edukacji, nie mniejszą uwagę
przykładano do budowy dróg, mostów, kolei żelaznej i nowoczesnych
portów. Wszystko to odbywało się przy ogromnych kłopotach finansowych,
będących skutkiem niedawno zakończonej wojny domowej.
Konieczność położenia nacisku na przyspieszenie rozwoju gospodarczego
oznaczała redukcję bardzo rozbudowanej armii i administracji rządowej.
Ten okres meksykańskiej historii charakteryzował się szalonym postępem.
Gwałtownemu przyspieszeniu uległ rozwój handlu i przemysłu, budowano
nowe linie telegraficzne i kolejowe zaprojektowane w okresie pierwszej
prezydentury Díaza (zainaugurowano m.in. połączenie kolejowe miasta
Meksyk z Ciudad Juárez i El Paso na granicy amerykańskiej), wznoszono
nowoczesne gmachy i budynki użyteczności publicznej, unowocześniano
rolnictwo i wzmacniano sektor bankowy (w 1882 roku utworzony został
Narodowy Bank Meksykański - Banco Nacional de México). Zmniejszona armia
została zreorganizowana i wyposażona w najnowocześniejszą broń i artylerię. Skarb narodowy opustoszał, ale gdy 30 listopada 1884 roku
González kończył prezydenturę, Meksyk był już zupełnie innym krajem niż
jeszcze kilka lat wcześniej.
Mimo sporych sukcesów na polu ekonomicznym i społecznym administracja
Gonzáleza charakteryzowała się korupcją i niekompetencją urzędników,
widoczną zwłaszcza w trwonieniu pieniędzy publicznych i zaciąganiu
niekorzystnych zobowiązań finansowych. Wybory w 1884 roku wygrał
ponownie Díaz, który przyglądał się polityce Gonzáleza najpierw jako
gubernator Oaxaki, a potem z pozycji członka Sądu Najwyższego. Powitano
go z otwartymi rękami, zapominając o głoszonym przez niego poprzednio
haśle "No reelección" ("Bez powtórnego wyboru"), oznaczającym, że ta
sama osoba nie mogła powtórnie kandydować na urząd
prezydenta11. Díaz, gdy tylko sam zasmakował władzy,
diametralnie zmienił zdanie. W 1878 roku doprowadził do zmiany
konstytucji, pozbawił prezesa Sądu Najwyższego statusu wiceprezydenta i usunął z ustawy zasadniczej artykuły zabraniające powtórnego
kandydowania na urząd prezydencki. W ten sposób zapewnił sobie warunki
do tego, żeby móc stale odnawiać swój mandat, skoro "taka jest wola
narodu".
Druga prezydentura Díaza zaczęła się w cieniu poważnych trudności
finansowych wywołanych polityką ustępującej administracji Gonzáleza. Nie
widząc innego wyjścia, w czerwcu 1885 roku Díaz zawiesił spłatę długów
wewnętrznych; zobowiązania zagraniczne pokrył, wydając obligacje
skarbowe, ukrócił korupcję urzędników, zapewniając im regularną wypłatę
pensji i w ten sposób w kilka lat uzdrowił finanse państwa. W kolejnych
latach ustabilizował kurs narodowej waluty peso, rozbudował system
państwowych instytucji kredytowych oraz sieć prywatnych banków i za
pomocą swoistej "rewolucji miedziaków" (nickiel revolución) zwiększył
ilość pieniędzy na rynku. Nie ustawały prace nad poprawieniem
komunikacji i rozbudową portów. W latach 1884-1904 w Meksyku wybudowano
10 631 kilometrów linii kolejowych, które po dodaniu do już istniejących
dały łącznie 16 522 kilometrów torów. 23 stycznia 1907 roku Díaz
uroczyście otworzył port w Salina Cruz (Oaxaca) nad Pacyfikiem i nową
linię kolejową łączącą Salina Cruz z portem Coatzacoalcos nad Zatoką
Meksykańską poprzez przesmyk Tehuantepec.
W następstwie polityki Díaza w Meksyku pojawiły się klasy średnie,
mieszczaństwo i burżuazja narodowa, które z czasem zaczęły upominać się
o udział we władzy politycznej. Tymczasem Díaz i jego otoczenie uważali,
że utworzenie i utrzymanie demokratycznego rządu w warunkach Ameryki
Łacińskiej jest nierealne. Efektem tego była dyktatura
policyjno-wojskowa (tzw. porfiriat), w wyniku której nastąpiła
likwidacja swobód politycznych i zdobyczy socjalnych podstawowych mas
ludności. Codziennością stało się łamanie prawa, używanie brutalnej siły
oraz prowadzenie polityki zastraszania, fingowanie wyborów, cenzura,
przepełnione więzienia, przymusowe branki do wojska, a dla najbardziej
niebezpiecznych krytyków dyktatora - banicja lub śmierć z rąk siepaczy.
Niepisanym hasłem dyktatury stało się powiedzenie: "Chleb albo kij"
(Pan o palo), oznaczające, że każdy miał wybór: zaakceptować to, co mu
dawano, lub narazić się na poważne konsekwencje. Pozytywną konsekwencją
dyktatury było zapewnienie względnego spokoju i poczucia bezpieczeństwa
(głównie dzięki efektywności policji federalnej i wojska oraz wpływom
Kościoła), konieczne do modernizacji kraju i przeniesienia na grunt
meksykański niektórych wzorców europejskich.
Pod rządami Díaza nastąpiła niebywała koncentracja bogactwa i własności.
Prawie milion rodzin chłopskich pozbawiono własności. Niemal cała ziemia
uprawna, w tym grunty tradycyjnych wspólnot indiańskich (eijdos),
przeszła w ręce wielkich właścicieli ziemskich. W końcu 1910 roku Meksyk
liczył ponad 15 milionów mieszkańców, w tym, 1150 tysięcy białych, osiem
milionów Metysów i sześć milionów Indian. Wśród nich było tylko 195
tysięcy robotników oraz 500 tysięcy rzemieślników; niemal całą resztę
stanowili chłopi. Ponad 90 procent ludności wiejskiej pozbawione było
całkowicie ziemi, która należała do 834 najbogatszych rodzin w kraju.
Najbogatszy w Meksyku klan Terrazas-Creel ze stanu Chihuahua posiadał 50
hacjend o łącznej powierzchni sześciu milionów hektarów (60 tys. km2), 500 000 sztuk bydła, 250 000 owiec, 25
000 koni, 5000 mułów, a ponadto własne młyny, spichlerze, cukrownie,
rzeźnie i tkalnie12. Słynnej hacjendy "El Carmen" mógł
pozazdrościć Terrazasom niejeden europejski monarcha. Połowa wszystkich
chłopów była zatrudniona w hacjendach bogaczy, dla których źródłem
bogacenia się był sojusz z amerykańskim kapitałem. Prawie 32 miliony
hektarów (16,2 procent powierzchni ziemi uprawnej) należały do
cudzoziemców. Znany amerykański milioner i magnat prasowy William R.
Hearst miał w Meksyku ponad 3,2 miliona hektarów, na których pasły się
dziesiątki tysięcy krów. Podstawowe gałęzie przemysłu, zwłaszcza
górnictwo, zostały opanowane przez kapitał obcy, głównie amerykański (w 1912 roku Amerykanie posiadali 78 procent kopalni i 72 procent zakładów
metalurgicznych w kraju). Monopole amerykańskie zdominowały handel
zagraniczny (90 procent) i wydobycie srebra oraz miały kontrolę nad
ponad połową produkcji kauczuku (68 procent) i wydobycia ropy naftowej
(56 procent). W kwietniu 1882 roku w Tuxpan (stan Veracruz) odkryto
pierwsze w Meksyku złoża ropy naftowej i nie minął rok, jak ich
eksploatacją zajęła się spółka amerykańska. Na marginesie trzeba dodać,
że zagraniczny kapitał nie dbał o zdrowy rozwój przemysłu
meksykańskiego. Cudzoziemcy byli zwolnieni z podatków i nie musieli
dzielić się zyskami. Prowadzili raczej gospodarkę rabunkową w stosunku
do bogactw naturalnych kraju i starali się całkowicie podporządkować
produkcję interesom przemysłu amerykańskiego. Meksykańscy robotnicy za
tę samą pracę otrzymywali niższe stawki niż zagraniczni, a wszyscy
majstrowie i kierownicy byli cudzoziemcami. Uzależnienie od gospodarki
amerykańskiej, a zwłaszcza nękające ją kryzysy odbijały się silnie na
sytuacji wewnętrznej Meksyku i położeniu ludności, nie tylko dołów
społecznych, ale także hacjenderów, którzy w wyniku kryzysu finansowego
w 1907 roku ponieśli wielkie straty, a fala bankructw spowodowała, że
przestali udzielać masowego poparcia rządowi Díaza. Pogarszające się
warunki życia, pogłębione przez kryzys ekonomiczny w latach 1907-1910 i klęskę nieurodzaju w 1908 roku, na które władze zareagowały
podniesieniem podatków dla najuboższych (ale nie dla hacjenderów i przedsiębiorców zagranicznych), spowodowały szybki rozwój ruchu
antyfeudalnego i antyimperialistycznego z udziałem chłopstwa,
robotników, mieszczaństwa i rodzącej się narodowej burżuazji.
Mimo niewątpliwych osiągnięć cywilizacyjnych i modernizacji kraju koszty
porfiriatu były dla narodu meksykańskiego ogromne. W kraju panował
wyzysk i nędza, zwłaszcza wśród Indian i Metysów (siedmiodniowy
13-16-godzinny dzień pracy w przemyśle i górnictwie za dniówkę
nieprzekraczającą 0,6 peso). W głównych ośrodkach przemysłowych (Meksyk,
Puebla, Guadalajara, Monterrey i Veracruz) pojawiły się slumsy,
pracownikom zamiast pieniędzy wydawano skrypty dłużne i przymuszano ich
do robienia zakupów w sklepach firmowych (tienda de raya) po
zawyżonych cenach. Zacofane rolnictwo o anachronicznej strukturze
własności stawało się niewydolne. Produkcja żywności spadła do poziomu
nienotowanego od 400 lat. Tylko w latach 1907-1910 rząd sprowadził z zagranicy pszenicę i kukurydzę o wartości 22,5 miliona pesos. Nastąpił
spadek wynagrodzeń i wzrost cen żywności, zwiększyły się też koszty
ślubów i pogrzebów. Na wsi łatwo dostępny kredyt na wysoki procent
powodował niewypłacalność chłopów, co w połączeniu z dziedziczeniem
długów sprawiało, że istniało wśród nich faktyczne niewolnictwo. Wobec
niepokornych właściciele hacjend i ich zarządcy stosowali surowe kary,
porywali ich dzieci i gwałcili kobiety. W wielu miejscach peoni żyli
gorzej niż zwierzęta: niedożywieni, mieszkający w brudnych lepiankach,
bez żadnej opieki lekarskiej. W sprawach światopoglądowych złagodzono
dawne ustawodawstwo antykościelne wprowadzone za rządów Juáreza,
przywrócono niektóre przywileje duchowieństwa i szkolnictwo katolickie.
Nie powstrzymało to fermentu w środowiskach katolickich, zarówno wśród
kleru, jak i świeckiej inteligencji, które zaczęły w sposób szerszy i bardziej zorganizowany interesować się problemami społecznymi, walcząc z analfabetyzmem wśród wieśniaków i broniąc ich przed wyzyskiem panów,
stając w obronie uciskanych robotników oraz postulując wprowadzenie
bezpłatnej opieki lekarskiej dla robotników i chłopów.
Sytuację gospodarczą Meksyku pogarszała tradycyjnie nieefektywna
administracja (mimo głoszonego hasła: poca política y mucha
administratión - "mało polityki i dużo administracji"), częste zmiany
dowódców armii i gubernatorów, obsadzanie administracji lokalnej
wojskowymi, nepotyzm i powszechna korupcja. Przedsiębiorcy, którzy
popierali politykę rządu, mogli liczyć na dochodowe koncesje i monopole,
a dowódcy wojskowi za wierność dyktatorowi zwyczajowo korzystali z zysków z hazardu. Bogacze mogli sobie pozwolić na wszelkie luksusy,
takie jak wysyłanie synów na studia do Stanów Zjednoczonych i Europy. Na
straży interesów popleczników dyktatora stał rozbudowany korpus groźnej
policji wiejskiej, słynnych rurales, sprytnie wykorzystywany przez
Díaza jako przeciwwaga dla armii i główny bat na buntowników. Díaz,
który w przeciwieństwie do Juáreza uważał, że to wojsko wywalczyło
niepodległość w wojnie z Maksymilianem i to jemu należą się owoce
zwycięstwa, z czasem dostrzegł w nim zagrożenie dla swojej pozycji i starał się, jak tylko mógł, aby żaden z jego dowódców nie urósł zbytnio
w siłę.
Sytuację kraju w końcu XIX wieku pogarszały wojny na tle etnicznym z Indianami, spowodowane wyzyskiem i dyskryminacją ludności tubylczej na
Jukatanie i w północno-zachodniej części kraju. Majowie z prowincji
Quintana Roo na wschodzie Jukatanu sprzymierzyli się z Brytyjczykami z Belize (Honduras Brytyjski), próbując wywalczyć niepodległość od
Meksyku. Do 1873 roku zajęli wiele mniejszych miejscowości i zagrozili
samej Meridzie. W następnym dziesięcioleciu sytuacja uległa zmianie.
Stabilizacja polityczna i okres prosperity w dziedzinie ekonomii
sprawiły, że Jukatan z jednej z najbiedniejszych prowincji kraju stał
się jedną z najbogatszych, głównie za sprawą uprawy włóknistej agawy
henequen używanej do produkcji lin.
W 1899 roku rząd meksykański zorganizował dużą ekspedycję wojskową pod
dowództwem generała Ignacia Brava, której celem było "ostateczne
rozwiązanie" kwestii Majów. W kampanii przeciwko nim wzięło udział
czterech generałów, wśród nich potomek indiańskiego plemienia Huichol ze
stanu Jalisco, Victoriano Huerta, który później odcisnął swoje piętno na
historii Meksyku. Najpierw Bravo zdobył 20 marca 1901 roku miasto
Bacalar we wschodniej części półwyspu. Stało się ono jego bazą
operacyjną, z której flotylla 30 łodzi uzbrojonych w karabiny maszynowe
patrolowała rzeki Quintana Roo. Potem podzielił swoją armię i ruszył
kilkoma drogami w sam środek zbuntowanej prowincji, zdobywając 4 maja
stolicę Indian, Chan de Santa Cruz. Do 1902 roku podbój Majów został
zakończony. Władzę na Jukatanie objęło 50 białych plantatorów, którzy
sprawowali kontrolę nad półwyspem i 100 000 Indian, wykonujących
niewolniczą pracę na plantacjach henequen oraz drzew pigwicy, z których
produkuje się cenne chicle, składnik gumy do żucia.
Żyzne doliny stanu Sonora były ojczyzną indiańskich plemion Yaqui i Mayo, które w latach 20. XIX wieku wszczęły powstanie pod wodzą Juana
Ignacia Jusacamei, starając się wywalczyć niepodległość od Meksyku, i żądały usunięcia ze swych ziem wszystkich białych (blancos). Od 1825
roku prowadzono przeciwko nim wiele kampanii i stoczono z nimi liczne
bitwy (w jednej z nich wzięto do niewoli i stracono Jusacameę), które
nie rozwiązały problemu. Podczas wojny meksykańskiej Indianie Yaqui i Mayo poparli cesarstwo Maksymiliana. Po jego klęsce zostali częściowo
spacyfikowani w latach 1873-1877, a następnie 1885-1887, walcząc pod
kierunkiem wielkiego wodza José Maríi Leyvy Péreza, zwanego Cajemé
(został schwytany w Guaymas i rozstrzelany w 1887 roku), w wyniku czego
część ich ziem plemiennych została sprzedana bogatym kreolskim
plantatorom i cudzoziemcom. W 1899 roku osiem wsi (pueblos)
indiańskich znad Rio Yaqui w Sonorze zażądało ponownie uznania
niepodległości plemienia Yaqui i usunięcia białych. Indianie odrzucali
prywatną własność ziemi i chcieli, jak dawniej, użytkować ją wspólnie. W konsekwencji gubernator Sonory, Ramón Corral, wysłał przeciwko nim
wojsko. Wojna z Yaqui skończyła się w 1902 roku brutalną deportacją
niemal całego plemienia do obozów pracy przymusowej na malarycznych
terenach Jukatanu. Władze meksykańskie z rozbrajającą szczerością
twierdziły, że rząd wielkodusznie, zamiast wyniszczyć zbuntowanych
Yaqui, jak to zrobiono z opornymi plemionami Indian w Stanach
Zjednoczonych, wysłał ich do pracy, skąd powracali
ucywilizowani13. Taką praktykę kontynuowano aż do wybuchu
rewolucji meksykańskiej w 1910 roku. Oprócz konfliktu z Yaqui rząd
meksykański toczył w latach 1885-1886 krwawą podjazdową wojnę z plemionami Apaczów z Arizony i Nowego Meksyku, najeżdżającymi osiedla w Sonorze i Chihuahua14.
Realizując program rozwoju i unowocześniania kraju, w latach 90. XIX
wieku Díaz otoczył się grupą młodych kreolskich intelektualistów z dobrych rodzin, zwanych potocznie "ludźmi nauki" (científicos). W sposób mniej lub bardziej zamierzony stworzyli oni elitarny klub
technokratycznych doradców, niechętnych Kościołowi i zorientowanych na
wykorzystanie w procesie sprawowania władzy najnowszych zdobyczy
naukowych i narzędzi polityki pozytywistycznej. Czołową postacią tego
środowiska był José Yves Limantour, syn francuskiego Żyda, który dorobił
się majątku, spekulując ziemią odebraną Kościołowi, ale karierę zrobił
jako błyskotliwy minister skarbu (od 1893 do upadku reżimu Díaza w 1911
roku), uważany za politycznego przywódcę frakcji. Oprócz niego na czele
científicos stali: Ramón Corral, gubernator Sonory (w latach 1896-1899)
i Dystryktu Federalnego (w latach 1900-1903), a potem wiceprezydent
Meksyku (1904-1911); Manuel Romero Rubio, minister spraw wewnętrznych w latach 1884-1895 roku (prywatnie ojciec drugiej żony Díaza, Carmen
Romero, zwanej Carmelita); Justo Sierra, czołowy intelektualista i rzecznik grupy oraz minister edukacji w latach 1905-1911, a także
dziennikarze Francisco Bulnes i Emilio Rabasa, założyciele gazety "El
Universal", która była tubą propagandową científicos. Díaz osobiście nie
żywił szczególnej miłości do científicos, jak zresztą do wszystkich,
którzy przejawiali jakiekolwiek oznaki niezależności, ale dbał o ich
interesy (niekoniecznie zbieżne z dobrem ogółu), bo realizowali jego
cele polityczne.
Przez ponad trzydzieści lat dominacji politycznej científicos stworzyli
sobie wielu wrogów. Plantatorzy byli szczególnie niezadowoleni z powodu
reform bankowych z 1908 roku, które zwiększyły koszty kredytów.
Przedsiębiorcy mieli za złe ich liderowi Limantourowi, że jako minister
finansów Díaza zwalcza dochodowy dla nich przemyt. Robotnicy zarzucali
rządowi, że jest przeciwko ustanowieniu płacy minimalnej, a feministki
nienawidziły Limantoura za to, że dyskryminował kobiety, nie chcąc
zatrudniać ich w swoim resorcie. Środowisko dziennikarskie też miało
swoje obiekcje, ponieważ Limantour nie chciał dofinansowywać gazet,
nauczyciele z kolei protestowali z powodu niskich płac i braku subsydiów
dla szkół wiejskich, protestanci natomiast uważali, że rząd pomija ich
przy urzędach państwowych, a masoni oburzali się, że científicos nie
tolerują tajnych stowarzyszeń.
Grupą konkurencyjną wobec bezczelnych i aroganckich científicos, których
uważano za intelektualną podporę dyktatury Díaza, była frakcja wojskowa
kierowana od 1902 roku przez generała Bernarda Reyesa (tzw.
reyesiści), wpływowego gubernatora stanu Nuevo León i dowódcę wojsk w północno-wschodniej części kraju. Pochodzący ze stanu Jalisco Reyes
pojawił się po raz pierwszy na scenie w czasie drugiej kadencji Díaza
jako przeciwwaga dla wpływów ustępującego prezydenta Gonzáleza i jego
zwolenników (tzw. gonzalistów). Reyes był młody, kulturalny, ambitny i bardzo zdolny. Díaz oddał mu władzę w Nuevo León, skąd generał miał oko
na gonzalistów w północnej części kraju, podczas gdy sprytny Díaz
pilnował, aby on sam zbytnio nie urósł w siłę15. Científicos
nienawidzili Reyesa z powodu jego metyskiego pochodzenia, wybitnych
zdolności administracyjnych, które pozwoliły mu zmodernizować Nuevo León
i uczynić z niego jeden z przodujących stanów w Meksyku, oraz skłonności
do rządzenia sposobem dyktatorów wojskowych.
Na początku XX wieku w Meksyku rozwinął się ruch liberalny, pozostający
pod wpływem idei anarchistycznych i socjalistycznych. Jego przywódcami
zostali radykalni bracia Enrique i Ricardo Flores Magon, którzy wydawali
swoją gazetę "Regeneración". Została ona wkrótce zlikwidowana przez
władze, a bracia Flores Magon w styczniu 1904 roku uciekli do San
Antonio w Teksasie, gdzie na jesieni wznowili wydawanie gazety, którą
kolportowali nielegalnie w Meksyku. 25 września 1905 roku utworzyli w St. Louis wraz z innymi uchodźcami Meksykańską Partię Liberalną
(Partido Liberal Mexicano - PLM). PLM, mimo swojej nazwy, nie była
partią liberalną, ale radykalnie lewicową o profilu anarchistycznym.
Ugrupowanie zyskało pewną popularność wśród klasy średniej oraz w kręgach robotniczych w Sonorze, Chihuahua i nie tylko, broniąc interesów
robotników (ośmiogodzinny dzień pracy, ustalenie minimalnej dniówki) i chłopów (reforma rolna i likwidacja majątków obszarniczych). Udało jej
się rozwinąć szeroką działalność propagandową i konspiracyjną. W latach
1905-1906 PLM nawoływała do obalenia dyktatury na drodze rewolucji i planowała serię powstań zbrojnych na północy kraju, jednocześnie z terenu Stanów Zjednoczonych i Meksyku, ale prześladowania ze strony
władz amerykańskich (w sierpniu 1907 roku prawie całe kierownictwo PLM
zostało pojmane w Los Angeles) i aresztowania jej sympatyków w kraju
(fala zatrzymań w czerwcu 1908 roku) ograniczyły jej działalność i zapobiegły wybuchowi radykalnej rewolty społecznej. Mimo trudności i szykan, które w wyniku nacisków Díaza spadały na działaczy PLM za
granicą, we wrześniu 1906 roku udało się zorganizować ruch partyzancki w południowym Veracruz, który przetrwał do wybuchu rewolucji, a na jesieni
oddział PLM przy pomocy anarchistów amerykańskich próbował wzniecić
rebelię w Dolnej Kalifornii. Program PLM był szeroko kolportowany w Meksyku i z pewnością miał wpływ na rozwój ruchów opozycyjnych i ugrupowań występujących przeciwko rządom Díaza, ale w chwili wybuchu
rewolucji meksykańskiej w 1910 roku partia okazała się zbyt słaba, aby
odegrać w niej poważniejszą rolę.
Na przełomie wieków Porfirio Díaz był u szczytu swej chwały, potęgi i popularności. Wszyscy jego dotychczasowi sojusznicy, którzy pomogli mu
dojść do władzy w 1877 roku, jeden po drugim odeszli. Díaz pozostał sam,
nie mając żadnych rywali, z pełnią władzy dyktatorskiej, która pozwalała
mu decydować o przyszłości kraju. Na arenie międzynarodowej zapewnił
Meksykowi wysoki prestiż. Cieszył się uznaniem świata z powodu swoich
osiągnięć i przychylności wobec obcego kapitału. Jego dyktaturę chętnie
porównywano do złotego wieku cesarza bizantyńskiego Justyniana (podobnie
jak Díaz był synem chłopa i prostym żołnierzem, który doszedł do władzy
dzięki swym nieprzeciętnym talentom i zbudował potęgę dzięki pomocy
najzdolniejszych doradców swojej epoki).
Don Porfirio podtrzymywał władzę głównie dzięki oszustwom wyborczym
("cudom przy urnach"), a także skutecznym represjom wobec opozycji i eliminowaniu przeciwników politycznych. Był przy tym bardzo zręcznym
manipulatorem i zawsze obiecywał wyborcom to, co chcieli usłyszeć.
Wybrał siebie na prezydenta bez żadnych przeszkód w 1896 i 1900 roku.
Jednak w roku 1904, kiedy był u szczytu popularności, perspektywa jego
szóstej kadencji zaczęła budzić pewne zniecierpliwienie. Dyktator miał
już 73 lata i szczególnej istotności nabrała sprawa jego następstwa. W czerwcu dokonano dwóch istotnych poprawek do konstytucji, przedłużając
kadencję prezydenta do 6 lat i wprowadzając nieznaną do tej pory w systemie politycznym Meksyku instytucję wiceprezydenta. Przy okazji
Díazowi dano sprytnie do zrozumienia, że chociaż naród docenia okres
pokoju, postęp i rosnący dobrobyt, czas jego dyktatury mija i musi się
on w najbliższych latach przygotować do pokojowego przekazania władzy
demokratycznemu rządowi. Díaz zgodził się, aby wybrano wiceprezydenta na
wypadek jego śmierci, ale upierał się, że sam wyznaczy kandydata. Wielu
jako następcę Díaza widziało najzdolniejszego z jego gubernatorów,
generała Reyesa, albo przywódcę cientificios, ministra skarbu
Limantoura. Podstarzały dyktator czuł jednak ogromny lęk przed Reyesem,
którego popularność budziła w nim zazdrość i obawę przed zamachem na
życie. Limantour zaś osiągnął zbyt wielką władzę, żeby zazdrosny i podejrzliwy Díaz mógł tolerować go u swego boku i myśleć o nim jako o swoim następcy (jak wielu dyktatorów Díaz uważał się za niezastąpionego
i nie zastanawiał się wcale nad tym, co będzie po jego śmierci).
Na zwołanym wówczas drugim zjeździe prorządowego stronnictwa
narodowo-liberalnego Unia Liberalna (Unión Liberal) Díaz wskazał jako
swego następcę ministra spraw wewnętrznych Ramóna Corrala, wsławionego
brutalną pacyfikacją Indian Yaqui byłego gubernatora Sonory, który był
zbyt niepopularny, aby mógł zagrozić władzy dyktatora. W lipcu odbyły
się wybory i Díaz ogłosił, że sam został wybrany jednomyślnie, a przeciwko Corralowi oddano jedynie kilka głosów elektorskich. Wybór
Corrala oznaczał umocnienie wpływów cíentificos i ostateczny upadek
reyesistów. Politycy związani z Corralem opanowali administrację i wzmocnili terror wobec elementów radykalnych, a Díaz ustanowił posłuszny
sobie aparat permanentnej dyktatury.
Poczatki ruchu opozycyjnego wobec dyktatury Díaza
W grudniu 1907 roku Porfirio Díaz uczynił rzecz niezwykłą: udzielił
wywiadu amerykańskiemu dziennikarzowi Jamesowi Creelmanowi,
korespondentowi miesięcznika "Pearson's Magazine" z Nowego Jorku, w którym przyznał, że celem jego długoletniej dyktatury był rozwój
gospodarczy Meksyku i skierowanie kraju na drogę demokracji. Oświadczył,
że jego zdaniem cel ten został osiągnięty, a Meksyk dojrzał do wolności,
wobec czego po zakończeniu swojej kadencji prezydenckiej w grudniu 1910
roku wycofa się z życia politycznego i poprze powstanie jakiejś partii,
która zainicjuje demokratyczne instytucje w państwie.
Swoim wywiadem, opublikowanym w Meksyku w marcu 1908 roku, liczący sobie
78 lat Díaz rozwiązał ręce opozycji. Po raz pierwszy od 1876 roku
rozpoczęły się w Meksyku poważne spory polityczne. Niektórzy uznali, że
nadszedł czas na tworzenie nowych partii politycznych przed najbliższymi
wyborami. Inni, jak stwierdził generał Reyes w wywiadzie dla dziennika
"La Republica" z 4 sierpnia 1908 roku, nie chcąc podważać osiągnięć
dyktatora i wzniecać wojny domowej, oświadczyli wprost, że "naród
potrzebuje generała Díaza i pragnie, żeby pozostał na stanowisku
prezydenta, aby móc dokończyć swoje tytaniczne zadanie". Tak więc wywiad
Creelmana stał się wstępem do siódmych wyborów, przed którymi mało kto
miał złudzenia, że "wieczny dyktator" Díaz dotrzyma danego słowa. W maju
1908 roku Don Porfirio "dał się przekonać" swoim zwolennikom, aby nie
odchodził z życia politycznego i stało się oczywiste, że kolejny raz
stanie do wyborów. Dla obrony interesów reyesistów utworzono nową partię
- Narodową Partię Demokratyczną (Partido Nacionalista Democrático).
Zwolennicy Reyesa nie odważyli się otwarcie wystąpić przeciwko
dyktatorowi, ale mieli nadzieję, że uda się im przekonać Díaza, aby w 1910 roku wiceprezydentem zamiast Corrala został Reyes.
Wśród ludzi, których wywiad Creelmana pobudził do działalności
politycznej znajdował się człowiek niewielkiego wzrostu, o rzadkich
włosach, nerwowej twarzy z kasztanowatą bródką i bardzo cienkim głosie.
Nazywał się Francisco Indalecio Madero González. Urodził się 30
października 1873 roku w Parras w stanie Coahuila jako pierwszy syn
Francisca Indalecia Madero Hernándeza i Mercedes González Trevi?o.
Pochodził z bardzo bogatej kreolskiej rodziny o portugalsko-żydowskich
korzeniach. Jego rodzina, katolicka od pokoleń, posiadała rozległe
włości, plantacje bawełny, młyny i fabryki w okolicach Parras i na
wybrzeżu zachodnim. Dawało jej to pozycję jednej z dziesięciu
najbogatszych rodzin w Meksyku. Jako dziecko Francisco i jego młodszy
brat Gustavo uczęszczali do szkoły jezuickiej San Juan w Saltillo. Już
wtedy Gustavo słynął ze swej arogancji i dumy, podczas gdy jego starszy
brat uchodził za wrażliwego neurotyka o skłonnościach do nadmiernej
ekscytacji. Gdy Francisco podrósł, ojciec wysłał go na naukę do szkoły
handlowej w Paryżu, a potem na studia rolnicze na Uniwersytecie
Kalifornijskim w Berkeley. W młodości Madero był głęboko wierzący,
interesował się spirytyzmem, później jednak wstąpił do loży
wolnomularskiej i zaprzestał praktyk religijnych. Idealista, dziwak,
niemal asceta (nie jadł mięsa, nie pił alkoholu i nie palił), był
zdolnym mówcą i miał łatwość przekonywania ludzi do swoich racji.
W 1893 roku dwudziestoletni Madero wrócił do Meksyku i zaczął zarządzać
rodzinną hacjendą w San Pedro w Coahuili. Jako bogaty i starannie
wykształcony właściciel ziemski prowadził nowoczesną gospodarkę, budował
domy dla rodzin swoich pracowników, zapewniał im pomoc lekarską i posyłał ich dzieci do szkoły. Życzliwy ludziom, wrażliwy na krzywdę i niedolę, był powszechnie bardzo lubiany i - jak się miało wkrótce okazać
- miał talent do polityki. W październiku 1904 roku w San Pedro de las
Colonias w Coahuili utworzył demokratyczny klub dyskusyjny imienia
Benita Juáreza oraz gazetę "El Demócrata" i zaczął aktywnie popierać
ideę reform w rywalizacji z ludźmi konserwatywnego establishmentu Díaza.
W listopadzie 1908 roku Madero opublikował książkę pod tytułem La
sucesión presidential en 1910 (Sukcesja prezydencka w 1910 roku). Ta
niewielka broszura, napisana w umiarkowanym tonie, w której autor głosił
konieczność uczciwych wyborów oraz wolności politycznych i godząc się na
wybór Díaza, domagał się dla narodu meksykańskiego niczym
nieograniczonego prawa wyboru wiceprezydenta, uczyniła z niego osobę
znaną w całym kraju. Zupełnie niespodziewanie jego praca stała się iskrą
rzuconą na beczkę prochu. Postępowa część narodu meksykańskiego,
zmęczona wieloletnimi rządami Díaza, określanymi pogardliwie mianem
díazpotismo, dostrzegła w nim człowieka zdolnego do obalenia dyktatora.
Z pomocą dwóch sióstr i grupy przyjaciół Madero założył w stolicy gazetę
"El Antirreeleccionista" i przystąpił do organizowania centrum
skupiającego przeciwników ponownego wyboru Díaza. Na jego bazie w maju
1909 roku powstała liberalna Partia Antyreelekcyjna (Partido
Antirreeleccionista), a w czerwcu ukazał się manifest partyjny
wymierzony w dyktaturę Díaza.
Na przełomie roku Madero odbył kampanię polityczną na północy i północnym zachodzie kraju, zakłóconą w kilku miejscach przez interwencje
policji. Zyskał dzięki niej wielu zwolenników, także tych, którzy do tej
pory popierali odstawionego na boczny tor generała Reyesa (Díaz,
obawiając się jego ambicji politycznych, wysłał go w listopadzie 1909
roku z misją dyplomatyczno-wojskową do Europy)16. Sukcesem
kampanii było pozyskanie kilku wpływowych przedstawicieli klas wyższych,
takich jak: niemłody już bogaty ranczer Venustiano Carranza z Cuatro
Ciénegas w Coahuili, właściciel ziemski José María Maytorena z Guaymas w Sonorze oraz potomek hiszpańskiej szlachty Abraham González z okolic
Guerrero w Chihuahua. Na początku 1910 roku Madero podróżował ze swoimi
wystąpieniami po innych częściach Meksyku, zdobywając sobie także tam
licznych zwolenników. Podczas wszystkich podróży towarzyszyła mu żona,
Sara Perez Madero. Byli szczęśliwym małżeństwem i ludzie patrzyli z sympatią na ich wspólną obecność na platformie politycznej. Zwołana w stolicy w dniach 15-17 kwietnia 1910 roku wielka konwencja
przedstawicieli ugrupowań opozycyjnych, w której pierwsze skrzypce grały
Partia Antyreelekcyjna i Narodowa Partia Demokratyczna, wybrała Madera
kandydatem na prezydenta, a doktora Francisca Vásqueza Gómeza, byłego
lekarza rodziny Díaza, na wiceprezydenta. W programie wyborczym duetu
Madero-Vásquez Gomez, poza demokratyzacją życia politycznego, znalazła
się obietnica polepszenia sytuacji robotników i chłopów oraz
upowszechnienia oświaty.
Początkowo Díaz nie brał Madera na serio. Nawiązując do jego
niewielkiego wzrostu (Madero mierzył zaledwie 160 cm), nazywał go
lekceważąco "małym szaleńcem" (El Loquito). Uważał go za małego,
nerwowego i całkiem niegroźnego ekscentryka. Wyśmiewał się, że nie
wiadomo, gdzie należałoby go zamknąć, w więzieniu czy w domu dla
obłąkanych. Wkrótce jednak Madero wydał mu się niebezpieczny. Jego rywal
okazał się charyzmatycznym mówcą, biła z niego niespożyta energia, a spotkania, w których brał udział, cieszyły się zawsze dużym powodzeniem
i panował na nich wielki entuzjazm. Jego hasło wyborcze brzmiało:
"Prawdziwe wybory to niewybranie Díaza". W maju 30 000 zwolenników
Madera urządziło wielką demonstrację przed Pałacem Narodowym w stolicy.
Díaz nie chciał ryzykować. 26 czerwca, na miesiąc przed wyborami,
podczas jednego z wieców przedwyborczych w Monterrey kazał uwięzić
Madera pod zarzutem głoszenia wywrotowych haseł wzywających do buntu
zbrojnego i zamknął go w więzieniu w San Luis Potosí.
8 lipca Porfirio Díaz został po raz siódmy wybrany prezydentem, a Corral
wiceprezydentem na następną sześcioletnią kadencję, która miała trwać do
grudnia 1916 roku. 21 sierpnia ogłoszono sfałszowane wyniki wyborów.
Díaz otrzymał przygniatającą liczbę głosów. Dyktator bez żenady osadził
w więzieniu wielu swoich przeciwników politycznych, a we wrześniu
brutalnie stłumił antyrządowe demonstracje uliczne zwolenników Madera,
protestujących w stolicy pod hasłem "Precz ze skorumpowanym rządem!
Precz z Díazem!" ("Muera el mat gobierno! Muera Díaz!"). Díaz nie
przejął się zbytnio protestami i z okazji przypadającego 16 września
Święta Niepodległości w setną rocznicę Grito de Dolores (wezwania do
powstania przeciwko Hiszpanom rzuconego w 1810 roku przez księdza
Miguela Hidalgo w miasteczku Dolores koło Guanajuato) zorganizował
dwudniowe, niezwykle szumne, barwne i bogate, największe w historii
Meksyku uroczystości rocznicowe, które pochłonęły 20 milionów pesos. 27
września Kongres uznał wybory za ważne i formalnie zatwierdził ponowny
wybór Díaza i Corrala.
Pewny swej siły Díaz ponownie zlekceważył pozycję rywala i gdy
ustosunkowana rodzina Madero zwróciła się do niego o łaskę dla więźnia,
zgodził się na zwolnienie go za poręczeniem. Uwolniony 19 lipca z więzienia Madero zrozumiał, że pokojowa droga zmiany systemu
politycznego jest niemożliwa. 7 października przedostał się do Teksasu,
skąd zamierzał poprowadzić zbrojną rewolucję przeciwko dyktaturze. W ślad za nim uciekła jego rodzina i garść zwolenników. W San Antonio
Madero ogłosił w 2500 słowach swój manifest polityczny, znany jako plan
San Luis Potosí17. Poddał w nim bezwzględnej krytyce system
porfiriatu, lipcowe wybory uznał za nieważne i sam przyjął tytuł
tymczasowego prezydenta do czasu rozpisania nowych, tym razem wolnych
wyborów. Plan Madera skierowany był głównie do klasy średniej i wyższej.
Zawierał propozycje ograniczonych reform politycznych: prawdziwie
wolnych wyborów, wolności prasy i niezależnego sądownictwa. Niewiele
jednak mówił o reformach społecznych (chociaż główną siłą rewolucji w planach Madera miało być chłopstwo, kierowane przez inteligencję). Nie
wspominał nic o pracy, a tylko jeden z jego paragrafów odnosił się do
sytuacji chłopstwa. Stanowił on, że grunty bezprawnie odebrane chłopom,
w większości Indianom, zostaną im zwrócone, a pokrzywdzonym zostanie
wypłacone odszkodowanie. Tym niemniej Madero kładł przy pomocy swego
planu kres długoletniemu "pax Porfiriana". Następnie wszystkich
obywateli wezwał do zbrojnego powstania przeciwko Díazowi, którego
termin wyznaczył dokładnie na 20 listopada o godzinie 18.00 (datę tę
Meksyk co roku świętuje jako Dzień Rewolucji - Día de la Revolución
Mexicana) i sam przygotował się do objęcia dowództwa nad obiecanym mu
przez przyjaciół z Coahuili oddziałem rewolucjonistów. Czekał spokojnie
w San Antonio, przekonany, że rewolucja potrwa tylko parę tygodni, a jej
zwycięstwo otworzy przed narodem meksykańskim epokę prawdziwej wolności
i sprawiedliwości. Jego brat Gustavo i doktor Vásquez Gomez pojechali
tymczasem do Waszyngtonu i Nowego Jorku szukać poparcia dla powstania u Amerykanów.
Madera nie poparli natomiast radykalni bracia Flores Magón, ponieważ był
milionerem i kapitalistą, który "chce utworzyć republikę burżuazyjną na
wzór Stanów Zjednoczonych". Jego Partię Antyreelekcyjną uważali za
naturalnego wroga PLM i wszelkimi sposobami zwalczali ruch
maderystowski, kierując grupami swoich zwolenników w Meksyku z St. Louis
i Los Angeles, gdzie przebywali na wygnaniu.