ROZDZIAŁ 3
Ingolf Holgersen klęczał obok Helgi, apatycznie patrząc w dal. Bujne włosy, zazwyczaj tak starannie zaczesane do tyłu, opadły mu na twarz. Nie zorientował się, że przyszedł syn, który stał teraz na krawędzi urwiska, z przerażeniem patrząc na obraz w dole.
- Tato! - zawołał w końcu Cato ostro. - Co tu się, u diabła, stało?
W ciągu paru chwil był już przy nich.
- O Boże! - westchnął i nachylił się nad Helgą. Zbadał ją, wstrząśnięty, potem się wyprostował i obrócił do ojca. - Jak do tego doszło?
Holgersen odwrócił się powoli i półprzytomny spojrzał na syna, odruchowo odgarniając włosy z twarzy.
- Ten w czerni - mruknął mechanicznie i tak cicho, że ledwie go było słychać. - To ten ubrany na czarno.
Cato przykucnął i położył mu rękę na ramieniu.
- Chodź, tato - powiedział. - Nie możemy tu zostać. Heldze już nie pomożemy.
Przeszedł go dreszcz, ale podniósł się i pomógł ojcu stanąć na nogi. Holgersen biernie mu się poddawał.
- To ten w czerni - szepnął jeszcze raz. - On... on ją zepchnął. Widziałem. - Głos zaczął mu drżeć. - To jakiś spisek. Teraz będzie chciał dopaść mnie. Może się tu zjawić w każdej chwili, synu.
Ingolf zaczął się niekontrolowanie trząść. Cato objął go ramieniem i uścisnął.
- Chodź - powtórzył. - Wejdziemy do domu i tam porozmawiamy. Nie możesz zostać na tym mrozie w samej piżamie.
Z drżeniem jeszcze raz zerknął na Helgę, chwycił ojca pod rękę i częściowo go ciągnąc, a częściowo podtrzymując, doprowadził do domu i ostrożnie posadził w fotelu w salonie.
- Już dobrze - powiedział. - Posiedź tu sobie, a ja zadzwonię do lensmana Vika.
Później Cato zatelefonował jeszcze do domu i obudził żonę. W krótkich słowach przedstawił jej sytuację, zaofiarowała się, że zaraz przyjedzie. Cato podziękował jej i nie przeciągał rozmowy.
- Charlotte niedługo tu będzie - poinformował ojca. - To dobrze, prawda?
Holgersen półprzytomny podniósł wzrok. Oczy miał martwe. Cato poczuł, że łzy cisną mu się do oczu. Ojciec najwyraźniej kompletnie stracił kontakt z rzeczywistością. Znalazł się w swoim schizofrenicznym świecie, pełnym urojeń i wizji grożących mu niebezpieczeństw, tak jak dwa lata temu i jeszcze kilka razy wcześniej.
- Ona też umrze - wymamrotał Ingolf ledwie słyszalnie. - On tak postanowił.
- O czym ty mówisz?
- Ten w czerni - odparł Holgersen odrobinę głośniej. - Tak zdecydował. Wiem o tym, bo dostałem przekaz od... od Boga. Ich jest cała armia, dopadną nas wszystkich.
Cato przystawił sobie krzesło bliżej ojca i usiadł.
- Nikt nie umrze, tato - zapewnił ze łzami w oczach. - Z Helgą to był wypadek, prawda? Niedługo przyjedzie lensman. Nie bój się, my wszyscy się tobą zaopiekujemy.
Ujął dłoń ojca i lekko ją ścisnął. Długo tak siedzieli, a gdy wreszcie zaczęło wyglądać na to, że ojciec trochę się uspokoił, Cato wyszedł okryć zwłoki Helgi prześcieradłem.
Ingolf dalej siedział apatyczny. Od czasu do czasu mamrotał jakieś niezrozumiałe słowa, patrząc przed siebie niewidzącymi oczami. Nagle rozległ się ostry dzwonek do drzwi, który przywołał go do rzeczywistości.
- Cato! - zawołał półgłosem.
Nie doczekał się odpowiedzi. Natomiast dzwonek odezwał się jeszcze raz. Holgersen z szeroko otwartymi oczami podniósł się, przez chwilę tak stał, po czym z wolna osunął się na kolana i pochylił, jak modlący się muzułmanin. Z rękami przy uszach, podejmując rozpaczliwą próbę odcięcia się od szaleństwa, zaczął się kołysać w przód i w tył równym, monotonnym rytmem.
Cato stał na brzegu przy Heldze Moene, gdy jego uwagę przyciągnęły kroki rozlegające się na tarasie. Zadarł głowę. Jego korpulentny szef zbliżał się zdyszany do węgła domu, włosy sterczały mu na wszystkie strony, brodata twarz była zaspana, a z kącika ust zwisało mu wielkie cygaro. Tuż za nim szedł jego pies Birk.
- Halo, jestem tu, na dole! - zawołał Cato i pomachał rękami.
Lensman Ole Vik zatrzymał się przy zniszczonej balustradzie. Pykając dymem z cygara, zmrużonymi oczami patrzył na młodszego kolegę, którego w ciemności ledwie mógł dostrzec. Pies usiadł przy nim i wpatrywał się w tę samą stronę co jego pan.
- Co się dzieje? - spytał lensman grzmiącym głosem.
W ostrym świetle księżyca lensman wyglądał niesamowicie. Catonowi przyszło do głowy, że trzeba naprawdę dobrze znać Olego Vika, aby wierzyć, że ma się do czynienia z profesjonalistą i szanowanym przedstawicielem władz, a nie z jakimś dzikusem. Był mężczyzną potężnej budowy, miał kręcone włosy, brodę czarną jak węgiel i głos tak donośny, że osoby, które go nie znały, mogły się przestraszyć. Za tą dość przerażającą fasadą biło jednak gorące serce, o czym wiedział Cato, a dwoje oczu na zarośniętej twarzy patrzyło na otoczenie ze szczerym zainteresowaniem, wzrokiem zdradzającym zdecydowanie, ale i dobro.
Ole Vik był jedyną osobą w całej niewielkiej gminie, która mogła uchodzić za celebrytę. Ta nieszablonowa, barwna postać wyrażająca zdecydowane sądy działała na media jak magnes. Cato wiedział, że zwierzchnik byłby mile widziany zarówno w programie "Tabloid" prywatnej stacji TV2, jak i w programach publicystycznych państwowej NRK1. Lensman jednak zawsze odmawiał. Pokazywanie się w mediach ogólnokrajowych nie służyło jego pracy.
- Tak jak ci mówiłem przez telefon, Helga Moene miała wypadek - wyjaśnił Cato i zaczął wspinać się ku tarasowi.
- Z tej tyrady, którą wygłosiłeś przez telefon, nie dotarło do mnie ani jedno słowo - poskarżył się lensman. - Oprócz tego, że chodzi o coś poważnego. Czy to ma jakiś związek z wczorajszymi wydarzeniami? Cato, jest środek nocy, bardzo cię proszę, opowiedz wszystko jeszcze raz, powoli i spokojnie. Co się stało pani Moene?
Cato wyjaśnił, co zaszło, i wskazał na zwłoki.
- Ona tam leży - zakończył. - Okryłem ją prześcieradłem.
Ole Vik zaklął cicho, wychylił się nad krawędzią i z niedowierzaniem spojrzał w stronę wskazaną przez Catona.
- Naprawdę nie żyje? - jęknął. - A gdzie twój ojciec?
- W domu. - Cato popatrzył na szefa z rozpaczą w oczach. - Chyba choroba znów się odezwała - dodał drżącym głosem. - A już tak długo nie miał żadnych symptomów. W ogóle tego nie rozumiem.
Ole przełknął ślinę.
- Jest sam?
- Tak.
- Przed chwilą kilka razy dzwoniłem do drzwi. - Lensman patrzył na podwładnego z zatroskaną miną. - Nikt mi nie otworzył.
Cato z trudem łapał oddech.
- Muszę do niego natychmiast iść - oświadczył. - Dzwonek mógł go przestraszyć. Nagle zaczął się bać wszystkiego, również telefonu.
Lensman zgasił cygaro.
- Idź do niego od razu - powiedział ze współczuciem. - A ja się zorientuję tu, na dole, i zaraz do was dołączę.
Otwierając sobie kluczem drzwi, Cato usłyszał Charlotte biegnącą ogrodową ścieżką. Zatrzymała się przed nim i z przerażeniem rozejrzała w świetle zewnętrznej lampy.
- Co się dzieje? - spytała z lękiem w głosie.
Pokrótce opowiedział, co się wydarzyło.
Patrzyła na niego wielkimi oczami. Z jej twarzy, pociągłej i atrakcyjnej, na co dzień uśmiechniętej, teraz biło zmartwienie. Charlotte była średniego wzrostu, miała długie jasne włosy pospiesznie związane w koński ogon.
- Gdzie jest Helga? - spytała, z trudem wymawiając słowa.
Cato wskazał za węgieł domu w stronę zniszczonej balustrady.
- Cieszę się, że przyjechałaś, Charlotte.
- Razem się tym zajmiemy - zapewniła go. - Chodź, pójdziemy do Ingolfa.
Holgersen leżał skulony na podłodze w salonie. Charlotte kucnęła przy nim.
- Ingolfie - odezwała się łagodnie. - Jesteśmy tutaj, Cato i ja. Chodź, pomożemy ci przenieść się na kanapę. - Spojrzała na męża. - Nie powinniśmy zadzwonić po lekarza?
Holgersen cały się spiął.
- Tylko żadnego lekarza! - syknął zaskakująco ostro. - Po moim trupie, jasne? - Oczy mu błyszczały.
- Dobrze, jak chcesz, to była tylko propozycja - powiedziała uspokajająco Charlotte i z rezygnacją popatrzyła na Catona.
Razem ujęli Ingolfa pod pachy i ostrożnie go podnieśli. Bez oporów pozwolił się położyć na kanapie. Cato wsunął mu poduszkę pod głowę, a Charlotte przyniosła pled i okryła nim teścia. Potem usiadła obok i ujęła Ingolfa za rękę.
Leżał z szeroko otwartymi oczami i patrzył przed siebie pustym wzrokiem. Wyraźnie było widać, że jest w szoku. Po pewnej chwili jednak powieki zaczęły mu opadać, aż wreszcie całkiem się zamknęły. Podbródek się rozluźnił, oddech pogłębił, a w końcu przeszedł w regularne chrapanie.
Charlotte delikatnie odłożyła jego rękę i wstała. Odwróciła się do męża i ze szlochem rzuciła mu się w ramiona.
Niedługo potem trzasnęły drzwi wejściowe, a delikatne pukanie i przytłumione "halo" zapowiedziały nadejście lensmana.
- Jak on się czuje? - Vik patrzył na Charlotte i Catona z zatroskaną miną.
- Śpi - wyjaśnił Cato i pochylił się, żeby pogłaskać psa, który przyszedł za lensmanem.
Vik roztargnionym gestem podrapał się po głowie, jeszcze bardziej mierzwiąc rozczochrane włosy, i obciągnął nieco przyciasny sweter.
- Da się z nim porozmawiać? - spytał.
Charlotte pokręciła głową.
- Jest za bardzo wzburzony.
- To chyba rzeczywiście nie ma sensu - potwierdził Cato.
- Wezwaliście karetkę?
- Wydaje mi się, że powinniśmy dać mu pospać w spokoju - odparł Cato i opowiedział o reakcji ojca na propozycję sprowadzenia lekarza.
Lensman się zastanowił.
- Wobec tego porozmawiam z wami.
Cato pokiwał głową.
- Możemy usiąść w kuchni - zaproponował.
Usiedli wokół pomalowanego na niebiesko stołu w dużej, praktycznie urządzonej kuchni. Birk, otrzymawszy polecenie, że ma się położyć, wszedł pod stół i oparł głowę o stopy Charlotte.
- Nastawić kawę? - spytał Cato, patrząc na nich pytająco.
Potaknęli.
Przygotował więc ekspres, wystawił filiżanki i popielniczkę. Potem usiadł obok żony. Charlotte z kieszeni kurtki wyjęła papierosy, zapaliła jednego i głęboko zaciągnęła się dymem.
- O, jak dobrze!
Ole uśmiechnął się do niej i przeniósł spojrzenie na Catona.
- Wczoraj wieczorem wspomniałeś, że Ingolf prawdopodobnie ma nawrót choroby - zaczął. - Możesz to doprecyzować?
Cato niespokojnie poruszył się na krześle. Szczupłą twarz miał bladą i ściągniętą.
- Ojciec cierpi na schizofrenię paranoidalną - odparł cicho. - To się zaczęło już w młodości. Później wielokrotnie nawracało. Niekiedy ataki były silne. W ostatnich latach czuł się dobrze, choroba była w remisji, ale dwa lata temu znów zaatakowała, mocniej niż kiedykolwiek. Musiał sprzedać firmę i przestać pracować.
- Dobrze to pamiętam - powiedział Ole. - Nie chciałeś przejąć firmy, więc dzieło jego życia musiało przejść w obce ręce.
- Nigdy mi tego nie wybaczył. - Cato zasmucony spuścił głowę. - Ale nie odziedziczyłem po nim talentu do interesów, więc nic by z tego nie wyszło. Nie miałem zresztą ochoty nawet próbować.
- Źle się stało dla twojego ojca, ale dla mnie dobrze, bo dzięki temu mogłem zachować zdolnego funkcjonariusza. - Lensman roześmiał się rozbrajająco i odruchowo obciągnął sweter. Jeszcze dwa lata temu sweter był na niego dobry, ale ostatnio zrobił się za ciasny i opinał ciało w miejscach, w których nie powinien opinać. Lensman miał swobodny stosunek do własnego ciała i nie za bardzo przejmował się lekką nadwagą, żyjąc w przekonaniu, że wnętrze liczy się bardziej niż wygląd. Uważał jednak, że z tego powodu nie należy wcale podkreślać swoich gorszych stron, dlatego ten sweter niepomiernie go irytował. Powinien był włożyć coś innego.
- Poprzednim razem został przymusowo zabrany do szpitala - podjął Cato zachrypniętym głosem.
Ole w zamyśleniu pokiwał głową.
- Ale potem doszedł do siebie i był zdrowy aż do teraz? - upewnił się.
- Owszem. Teraz jednak nagle pojawiły się urojenia i myśli prześladowcze. Trudno to zrozumieć.
- Musi się nim zająć lekarz, jak tylko nastanie dzień - stwierdził lensman. - Później z nim porozmawiam.
- Wobec tego znów trzeba będzie umieścić go w szpitalu pod przymusem - uśmiechnął się lekko Cato. - Nigdy nie uda ci się skłonić tego uparciucha, żeby przyznał, że jest chory i potrzebuje leczenia. Już przechodziliśmy przez to piekło.
- Musisz zrozumieć - wtrąciła się Charlotte - że Ingolf ma zniekształcony obraz rzeczywistości i własnego zachowania. Oczywiście wtedy, kiedy choroba się odzywa. Jest wówczas przekonany, że to inni zachowują się niewłaściwie, a nie on.
- Rozumiem - powiedział zamyślony Ole. - Zajmiemy się tym problemem, gdy przyjdzie na to czas.
Wyjął z kieszeni cygaro i powoli w roztargnieniu już miał je zwilżyć, gdy nagle przypomniał sobie, gdzie jest, i zaraz schował je z przepraszającym uśmiechem.
- Wybaczcie, ale muszę o coś spytać. Powiedzcie mi, czy Ingolf jest agresywny, kiedy choroba atakuje? W jakikolwiek sposób skłonny do przemocy?
Cato zdecydowanie pokręcił głową.
- Nie, wprost przeciwnie. Po prostu zamyka się w sobie. W okresach remisji, czyli najczęściej, jest pełen temperamentu i energii, ale nigdy nie bywa agresywny. Czasami może się wydawać nieprzyjemny z powodu ataków paranoi. Na ogół wtedy, kiedy dochodzi do sytuacji, która wzmacnia w nim poczucie zagrożenia. Potrafi wówczas krzyczeć, trzaskać drzwiami, przyjmuje pozycję obronną.
- Kogoś, kto nic nie wie o jego chorobie, może to przerazić - włączyła się Charlotte. - Oczy wydają mu się płonąć. Wygląda na kompletnego szaleńca.
- Przecież nim wtedy jest - zauważył cierpko Cato.
Ole się roześmiał.
- Jak się dorastało u boku tak chorego ojca, Cato?
- Prawdę mówiąc, byłem już dorosły, kiedy się dowiedziałem, że coś mu dolega. Sporo klocków ułożyło się wtedy na swoich miejscach, ale w czasach mojego dzieciństwa choroba ojca nigdy nie stanowiła problemu.
- Chociaż był kilkakrotnie w szpitalu? - zdziwił się lensman.
Cato pokiwał głową.
- Przede mną to ukrywano. Mówiono mi, że ojciec wyjechał.
- A jak się teraz układa między wami?
- W porządku. - Cato wzruszył ramionami. - Chociaż ojciec uważa mnie za kogoś w rodzaju syna marnotrawnego, który go kompletnie zawiódł.
- I z którego Ingolf zrezygnował - dodała Charlotte. - On po prostu taki jest. Ma niespożytą energię, czasami bywa jej aż za dużo. Pomyśl tylko, co zdołał zbudować mimo swojej choroby. I ile pieniędzy poświęcił przez te lata na cele dobroczynne. To dobry człowiek i bardzo go polubiłam, chociaż niełatwo było do niego dotrzeć.
- Ale mnie nigdy nie wybaczy - westchnął Cato. - Naprawdę czuje do mnie urazę za to, co się stało z firmą.
- A jak się układają jego relacje z sąsiadami?
Charlotte i Cato popatrzyli na siebie.
- Różnie - przyznała Charlotte.
Cato wstał, wziął z ekspresu dzbanek z kawą i nalał jej do filiżanek.
- Pamiętaj, że w takiej małej miejscowości nietrudno o zazdrość - wyjaśnił. - Poza tym, jak przed chwilą powiedziała Charlotte, ojciec to człowiek, który dobrze wie, czego chce. Kiedy wbije sobie coś do głowy, trudno go powstrzymać. Jest wręcz nadludzko zdecydowany i dynamiczny. Z całą pewnością znajdzie się sporo ludzi, którym nadepnął na odcisk.
- Wśród sąsiadów?
- Między innymi.
- Czy ludzie wiedzą o jego chorobie?
- Nie sądzę. W ogóle się o niej nie mówi. Nigdy o tym nie rozmawiał, nawet z nami. Nie, raczej wykluczone, by ktokolwiek o tym wiedział.
Lensman pokiwał głową i wypił łyk kawy.
- I co teraz będzie? - spytała Charlotte.
- Czekamy na pomoc z zewnątrz - odparł Ole Vik. - Poinformowałem o tym, co się stało, dyżurnego prokuratora2 z komendy policji w Borgu. Lekarz sądowy i technicy powinni zjawić się w ciągu godziny. Muszę prosić, żeby nikt niepotrzebnie nie kręcił się wokół domu.
Charlotte chciwie zaciągnęła się dymem i sięgnęła po filiżankę.
- Aż trudno uwierzyć, że coś takiego się stało.
Zapadła cisza, w której dotarło do nich głębokie pochrapywanie Ingolfa w salonie.
- A co z Helgą? Będzie tak leżeć? - zaniepokoiła się Charlotte.
- Niedługo pewnie ją zabiorą - odparł lensman. - To będzie zależało od decyzji patologa. I od badań, które przeprowadzą nasi ludzie.
- A dokąd ją zabiorą?
- Zostanie przewieziona na sekcję zwłok.
Znów umilkli.
- Powiedzcie mi - odezwał się Vik po chwili - czy Helga Moene ma jakąś rodzinę? Będziemy musieli przecież powiadomić najbliższych. - Spojrzał na nich pytająco.
Cato kiwnął głową.
- Ma syna w moim wieku. Na imię mu Petter. Mieszka w okolicy Bergen.
- A dokładniej?
- W ?sane, na północ od centrum miasta.
Ole wyjął notes i zapisał.
- Nosi takie samo nazwisko jak matka?
- Tak.
- Czyli Petter Moene. - Ole zapisał i tę informację, po czym odłożył notes i długopis na stół. - Powiedz mi, czy twój ojciec ma na ciele jakieś ślady, które świadczyłyby o tym, że wdał się w bójkę czy coś podobnego? - spytał. - Jakieś rany czy zadrapania?
Cato spojrzał na szefa z ponurą miną, jakby nie miał ochoty odpowiadać.
- Ma kilka drobnych zadrapań na twarzy - odparł, wzruszając ramionami. - Ale to przecież nie musi nic oznaczać. Był tak wzburzony, że pewnie się przewrócił i uderzył, prawda?
- Oczywiście - przyznał Ole. - Niczego nie można wykluczyć.
- Ma też kilka dziwnych ran na grzbiecie dłoni. - Charlotte popatrzyła na nich przerażona. - Zauważyłam je, kiedy przy nim siedziałam. Wyglądają tak, jakby ktoś go podrapał.
- Daj spokój, Charlotte! - zaprotestował Cato. - To nie są żadne podrapania. - Nachylił się nad stołem i dodał stanowczo: - Ole, ojciec nie jest człowiekiem skłonnym do przemocy.
- Tak, tak, zrozumiałem. - Lensman pokiwał głową. - Wspomniałeś, że Ingolf miał wielu wrogów. Sądzisz, że ktoś z nich mógł mieć dostatecznie silny motyw, żeby pragnąć jego śmierci albo chcieć go skrzywdzić w jakiś inny sposób?
Cato długo się zastanawiał.
- Nie. Trudno mi w to uwierzyć - odparł. - Ojciec bez wątpienia niejednemu nadepnął na odcisk, ale...
- Będziemy mogli dotrzeć do takich osób, jeśli to się okaże konieczne?
- Tak, na pewno - odrzekł Cato bez przekonania. - Ale chyba nie sądzisz, że któryś z dawnych wrogów ojca zaczął po tylu latach biegać nocami po jego ogrodzie?
Lensman uśmiechnął się leciutko.
- Rzeczywiście nie brzmi to zbyt prawdopodobnie - przyznał i znów obciągnął sweter. - Ale na razie nie mogę wykluczyć żadnej ewentualności. Czy ostatnio wydarzyło się coś szczególnego, co mogłoby tłumaczyć taki nagły nawrót choroby? Jakiś czynnik, który by ją wywołał?
- Nie. - Cato i Charlotte odpowiedzieli niemal jednym głosem.
Ole się przeciągnął.
- Cato, zrób sobie dzisiaj wolne, zajmij się ojcem. Poza tym musisz być dostępny na wypadek, gdybyśmy chcieli ci zadać jakieś pytania. Niestety, nie jesteś bezstronny, więc nie możesz uczestniczyć w śledztwie. Rozumiesz to, prawda?
- Jasne. - Cato uśmiechnął się z przymusem.
Ole sennie spojrzał na zegarek.
- No cóż - powiedział. - Czeka nas długi dzień.
_______________
2W Norwegii najniższy szczebel prokuratury (odpowiednik polskich prokuratur rejonowych) jest ściśle zintegrowany z policją. Tworzą go policjanci-prawnicy w stopniach młodszy prokurator policji, prokurator policji i inspektor policji. Uprawnienia prokuratorskie ma również komendant okręgowy policji.