Wstęp
Blisko dwie dekady temu, w 2006 r., miałem przyjemność uczestniczyć w inauguracyjnym spotkaniu zespołu naukowego, którego członkowie postawili sobie za cel przygotowanie bazy danych z personaliami Polaków represjonowanych w latach 1939-1945 przez Niemców i ich kolaborantów z powodu pomocy udzielanej osobom narodowości żydowskiej. Na spotkaniu w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie pojawili się pracownicy archiwów państwowych, uczelni wyższych i Instytutu Pamięci Narodowej. Rozmawialiśmy o znaczeniu tej problematyki dla poszerzenia wiedzy o historii naszego kraju w latach wojny i okupacji, uwarunkowaniach planowanych kwerend, a także o konieczności wnikliwego przebadania przypadków najbardziej brutalnych represji. Gdy wspomniałem, że w gminie Ciepielów niedaleko Radomia tylko jednego dnia Niemcy zabili 31 osób pomagających Żydom, wywołałem niedowierzanie. Informacje o wydarzeniach 6 grudnia 1942 r. - zresztą w większości bardzo lakoniczne - odnaleźć można było wówczas tylko w kilku publikacjach książkowych. Nie funkcjonowały one też w szerszej świadomości społecznej.
Początkowo wiedza na temat zbrodni ciepielowskiej opierała się na informacjach z protokołów przesłuchań sześciu rolników z Ciepielowa Starego i Rekówki przeprowadzonych jesienią 1948 r. dla Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Radomiu, która gromadziła materiały dowodowe na proces byłego dowódcy SS i policji dystryktu radomskiego gen. Herberta Böttchera. Interesujących nas wydarzeń nie traktowano wyjątkowo, wpisano je na długą listę działań eksterminacyjnych realizowanych przez Niemców w powiecie iłżeckim. Chociaż świadkowie byli przesłuchiwani nie przez prokuratora, lecz przez funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej z posterunku w Ciepielowie, zeznania potwierdziły, że doszło do masowego mordu. Dały też asumpt do stwierdzenia, że wszystkie ofiary spłonęły żywcem w podpalonych przez Niemców budynkach. Świadkowie nie poruszali szerzej kwestii pomocy udzielanej Żydom przez zamordowanych rolników, a dwaj zeznający próbowali nadać zbrodni charakter represji wobec działaczy ruchu komunistycznego.
Protokoły, uzupełnione o wykaz zamordowanych (nazwisko, imię, przybliżony wiek) przygotowany przez Urząd Gminy w Ciepielowie, zostały włączone przez OKBZN do jej akt. Chociaż przez wiele następnych lat nie wzbudziły większego zainteresowania, informacje o omawianych wydarzeniach pojawiły się w opracowaniu przygotowanym na początku lat sześćdziesiątych XX w. przez dwoje żydowskich historyków - Tatianę Berenstein i radomianina Adama Rutkowskiego1.
Zbrodnia w Ciepielowie Starym i Rekówce stała się szerzej znana dzięki Marii Bieleckiej, która odpowiedziała na apel redakcji "Tygodnika Powszechnego" o nadsyłanie świadectw o pomocy udzielanej Żydom. Była ona spokrewniona z rodziną Kowalskich, ofiarami zbrodni ciepielowskiej. Jej wspomnienia zostały zamieszczone w pracy zbiorowej Ten jest z ojczyzny mojej (1967), która okazała się szeroko komentowanym bestsellerem2. Rok później komunistyczne władze partyjno-państwowe rozpętały tzw. kampanię antysyjonistyczną, a jednym z jej elementów stało się oskarżanie mieszkających w Polsce Żydów o brak wdzięczności za pomoc udzieloną im w okresie okupacji. Na tym tle w 1968 r. ukazała się książka Szymona Datnera Las sprawiedliwych, w której przytoczono wykaz ofiar zbrodni ciepielowskiej wraz z informacją o ich śmierci w płomieniach3. W tym samym roku Telewizja Polska zrealizowała film dokumentalny Sprawiedliwi, zawierający m.in. wypowiedzi osób uczestniczących w pomocy dla ludności żydowskiej. Znalazł się w nim także fragment nagrany w Ciepielowie - o zbrodni wypowiedziała się wspólnie grupa (niestety anonimowych) mieszkańców tej miejscowości. Oglądając film, warto zwrócić uwagę na pewne rozbieżności: narrator mówi o spaleniu żywcem rodzin Kowalskich, Obuchiewiczów i Kosiorów, natomiast jeden ze świadków wspomina o zabiciu niektórych ofiar seriami z broni maszynowej, inny zaś podkreśla dobitnie, że Adam Kowalski i Piotr Obuchiewicz byli "przedwojennymi komunistami"4.
Chociaż tzw. kampania antysyjonistyczna okazała się jednym z najbardziej haniebnych i kompromitujących epizodów w historii Polski doby komunizmu, to właśnie na jej tle w 1969 r. Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Kielcach rozpoczęła śledztwo w sprawie zbrodni w Ciepielowie Starym i Rekówce. Pomimo upływu lat udało się odnaleźć wielu naocznych świadków tych wydarzeń. Zostali oni przesłuchani już nie przez milicjanta, ale przez sędziego Tadeusza Romańskiego, który zadając przesłuchiwanym liczne pytania, zdołał zebrać po raz pierwszy bogaty zestaw danych na temat genezy i przebiegu zbrodni, zawierający wiele niuansów i cennych szczegółów. Należy podkreślić, że zeznania świadków pozwoliły połączyć wydarzenia z 6 grudnia 1942 r. z popełnianymi w kolejnych dniach zbrodniami na wspierających Żydów rolnikach ze Świesielic, Zajączkowa i innych miejscowości.
Fragmenty czterech z owych protokołów zostały opublikowane w książce Polacy - Żydzi 1939-1945, wydanej w 1971 r.5 Chociaż pomogło to w upowszechnieniu wiedzy o zbrodni, a w następnych latach na półki księgarskie trafiło jeszcze kilka opracowań zawierających poświęcone jej fragmenty6, tragiczny los Polaków z Ciepielowa i okolic nie przebił się do powszechnej świadomości. Dla osób zainteresowanych stosunkami polsko-żydowskimi w regionie świętokrzyskim ważnym wydarzeniem stało się wydanie w 1993 r. wspomnień Mariana Langera Lasy i ludzie, które zawierają wiele unikatowych informacji o losach Żydów ukrywających się w Lasach Starachowickich, a także o represjach przeciwko Polakom udzielającym im pomocy7.
Dopiero w 2007 r. do rąk czytelników trafiła pierwsza książka poświęcona zbrodni w Ciepielowie Starym i Rekówce, napisana przeze mnie wspólnie z Jackiem A. Młynarczykiem8. Chociaż doczekała się życzliwych recenzji9, a wkrótce także wersji anglojęzycznej10, nie odbiła się głośniejszym echem. Z perspektywy lat można wyrazić żal, że jej wydawca nie zechciał połączyć wydania książki z jakąkolwiek, nawet najskromniejszą, akcją promocyjną. Rok później stan badań wzbogaciła praca zbiorowa "Kto w takich czasach Żydów przechowuje?...", w której znalazł się artykuł Grzegorza Berendta o losach rodziny Łodejów ze wsi Lubienia11, a także tekst mego autorstwa poświęcony zbrodniom żandarmów z posterunku w niedalekim od Ciepielowa Lipsku12. Znacznie większe znaczenie dla zachowania pamięci o wydarzeniach z Ciepielowa i okolic miało skierowanie do dystrybucji w 2009 r. fabularyzowanego filmu Historia Kowalskich według scenariusza Macieja Pawlickiego i Arkadiusza Gołębiewskiego oraz w ich reżyserii. Obraz ten, emitowany wielokrotnie przez różne stacje telewizyjne, połączył w sposób bardzo udany i przystępny grę aktorów z wypowiedziami świadków, pamiętających zarówno ciepielowskich Żydów, jak i same wydarzenia z 6 grudnia 1942 r.13 Wspomniane książki i film ukształtowały podstawowy zestaw wiedzy o przebiegu zbrodni i jej ofiarach, co znalazło odzwierciedlenie zwłaszcza w Internecie i informacjach prasowych publikowanych w kolejne rocznice mordu.
Dziś podejmuję nową próbę opisania zbrodni popełnionych przez Niemców w Ciepielowie i okolicznych miejscowościach. Chociaż okazją do powstania tej książki stało się wzniesienie przez Instytut Pamięci Narodowej pomnika ku czci zamordowanych, nie jest to jedyna przyczyna. W ostatnich latach pojawiły się interesujące wątki dotyczące wydarzeń z mrocznego okresu okupacji, pozwalające spojrzeć na nie z nieco innej perspektywy. W rozmowach z wnukami i prawnukami dawnych mieszkańców Ciepielowa i okolic, którzy zapamiętali opowieści zasłyszane w rodzinnych domach, otrzymałem informacje zarówno potwierdzające znany już przebieg wydarzeń, jak i negujące nie tylko wiek, ale nawet imiona czy koligacje rodzinne niektórych ofiar. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na rozdział książki Czterdzieści twardych Barbary Stanisławczyk, w którym znalazły się wypowiedzi krewnych osób zamordowanych w Ciepielowie Starym i Rekówce, zawierające wątki całkowicie nieobecne w dokumentach urzędowych14. Okazało się także, że znane już materiały archiwalne można poddać ponownej krytyce, wydobywając z nich treści istotne, ale uznawane dotychczas za drugorzędne. Pozwoliło to zweryfikować także część informacji zawartych w książce Cena poświęcenia, wydanej w 2007 r.
Właśnie specyfika bazy źródłowej jest najważniejszym czynnikiem determinującymi treść tego opracowania. Przede wszystkim muszę podkreślić, że poza odnalezionymi w Niemczech przez Jacka A. Młynarczyka dokumentami dotyczącymi akcji niszczenia żydowskich obozowisk leśnych w Lasach Starachowickich nie dysponujemy żadnymi aktami wytworzonymi przez niemiecki aparat policyjny. Brak jest nie tylko dokumentów z posterunków niemieckiej żandarmerii lub Polnische Polizei (Policji Polskiej, tzw. granatowej), ale także nadzorującej ich funkcjonowanie komendy powiatowej policji w Starachowicach. Nie jesteśmy zatem w stanie spojrzeć na zbrodnie z perspektywy sprawców. W pewnym stopniu rekompensują to jednak zeznania żandarma schwytanego i osądzonego po wojnie - Alfonsa Himmla z posterunku w Lipsku. Opowiadał on obszernie o zbrodniach, w których uczestniczył osobiście bądź znał je tylko ze słyszenia. Nie mamy również świadectw Żydów ocalałych z Holokaustu, gdyż właściwie wszyscy uciekinierzy z gett ukrywający się w okolicach Ciepielowa ponieśli śmierć.
W tej sytuacji fundamentem naszej wiedzy musiały się stać powojenne opowieści Polaków pamiętających okres okupacji - zapisane w protokołach przesłuchań świadków, wydane drukiem, a także utrwalone na taśmie filmowej. Siłą rzeczy na ich treść znaczący wpływ wywarło wiele zjawisk, przede wszystkim upływ czasu. Części tych źródeł nie można skonfrontować z innymi, gdyż świadkowie mówili o wydarzeniach znanych tylko im. W największym stopniu dotyczy to Mariana Langera, który jako jedyny Polak przelał na papier opowieść o swych kontaktach z Chilem Brawermanem i innymi Żydami ukrywającymi się w obozowiskach leśnych.
Sam protokół przesłuchania jest źródłem o określonej specyfice, którego współtwórcami są świadek, przesłuchujący i protokolant. Można jedynie wyrazić żal, że zwłaszcza podczas przesłuchań świadków prowadzonych w latach 1969-1970 skupiano się na chronologii i przebiegu konkretnych wydarzeń - co i tak dla historyka jest bardzo cenne - odsuwając niejako w cień bliższe informacje o działaniach, postawach i motywacjach osób zamordowanych przez Niemców. Wzmianki o pomaganiu Żydom, jeńcom sowieckim czy też "partyzantom" są często bardzo lakoniczne, a niekiedy całkowicie ich brak. Skrajnie paradoksalny, wart podkreślenia już w tym miejscu, jest przypadek Szczepana Laska, rolnika ze wsi Tymienica Stara. Jego przesłuchiwany w 1969 r. sąsiad stwierdził, że Lasek aktywnie pomagał zbiegom z gett i był jedyną osobą, która zareagowała na ostrzeżenia Żydów, że żandarmi znają nazwiska wspierających ich Polaków. Rolnik zaczął się ukrywać i przeżył okres okupacji, ale Niemcy zamordowali wszystkie zastane w jego domu osoby. Okazało się, że Szczepan Lasek nadal żyje; opowiedział on prokuratorowi o okolicznościach zbrodni, które znał tylko ze słyszenia, ale nie został w ogóle zapytany, czy faktycznie pomagał osobom narodowości żydowskiej i czy to właśnie stało się powodem niemieckiej akcji15.
Nieścisłości odnaleźć można również we wspomnieniach wydanych drukiem16. Publikacjom towarzyszyły dążenia do wpisania zbrodni w okupacyjny etos określonych ruchów politycznych. Podczas gdy jedni świadkowie zwracali uwagę na związki niektórych ofiar z lewicą komunistyczną17, w 1971 r. do księgarń trafiło wydawnictwo, w którym znalazła się informacja, że Piotr Obuchiewicz był członkiem Batalionów Chłopskich, a Kowalscy "ściśle współpracowali z partyzantką"18.
W konsekwencji historyk - akceptując określone przekazy, a równocześnie negując inne - nie może uniknąć pewnej dozy subiektywizmu. Mam świadomość, że będzie ona zauważalna również podczas lektury tej książki. Przedstawiając obraz zbrodni w Ciepielowie Starym i innych miejscowościach, starałem się jednak odejść od prostej narracji "tak było". Omówiłem zatem w tekście głównym lub w przypisach wszystkie wątpliwości związane z genezą, przebiegiem i następstwami wydarzeń.
Konstruując tekst, zdecydowałem się podzielić go na siedem rozdziałów. Pierwsze z nich omawiają struktury niemieckiego aparatu administracyjnego i formacji policyjnych w dystrykcie radomskim Generalnego Gubernatorstwa, a także realizowane na tym terenie przez okupantów od jesieni 1939 r. do końca 1942 r. działania represyjne wymierzone w Polaków, Żydów oraz przedstawicieli innych narodowości. Chociaż mają one skrótowy charakter, uznałem, że są niezbędne do zarysowania kontekstu zbrodni ciepielowskiej i jej miejsca w polityce zmasowanego terroru prowadzonej przez Niemców.
Rozdział kolejny został poświęcony powiatowi starachowickiemu (Kreis Starachowice), w którym rozegrały się przedmiotowe wydarzenia. Teren ten był pod wieloma względami specyficzny. Koryto Wisły na jego wschodniej granicy, duży kompleks puszczański, czyli Lasy Starachowickie, materialne ubóstwo dzielone przed wrześniem 1939 r. przez polskich rolników i żydowskich małomiasteczkowych rzemieślników czy sklepikarzy, wreszcie poprawne i pozbawione większych napięć stosunki narodowościowe to tylko niektóre czynniki, które odegrały dużą rolę w okresie okupacji.
Czwarta część opracowania dotyczy genezy zbrodni. Opisuje losy żydowskich uciekinierów dowodzonych przez Chila Brawermana, którzy starali się przetrwać w obozowiskach leśnych położonych w Lasach Starachowickich. Już w tym momencie warto podkreślić, że przeświadczenie Brawermana o nieuchronnej likwidacji gett, wcześniejsze przygotowanie obszernego schronienia, a w końcu stworzenie trzech zarządzanych wspólnie obozowisk, w których szukało ratunku ponad sto osób, to fakty niemające odpowiednika w okupacyjnej historii Żydów na centralnych ziemiach polskich. Losy wielu tych zbiegów splotły się w najróżniejszy - pozytywny lub negatywny - sposób z losami Polaków, a będące ich następstwem wydarzenia budzą jeszcze dziś silne emocje wśród mieszkańców Ciepielowa i okolic.
W następnym rozdziale starałem się przedstawić zachowane w źródłach informacje o sprawcach zbrodni, a więc Niemcach z I Zmotoryzowanego Batalionu Żandarmerii19 stacjonujących w Ciepielowie oraz współpracujących z nimi ściśle funkcjonariuszach z posterunku w Lipsku. Większość z nich pozostaje po dziś dzień całkowicie anonimowa, innych znamy jedynie z imion i nazwisk (bez bliższych danych na temat ich dróg życiowych), a kilku jedynie z przezwisk nadanych im przez Polaków. Niezwykle krwawy udział członków wspomnianego batalionu w masowych zbrodniach popełnionych na Żydach, Polakach, Romach i zbiegłych z obozów jenieckich czerwonoarmistach to temat wart z pewnością wprowadzenia nie tylko do polskiego obiegu naukowego. Obejmuje on również akcję pacyfikacyjną w Kreis Starachowice przeprowadzoną na przełomie 1942 i 1943 r., której celem stało się nie tylko wymordowanie ukrywających się po likwidacji gett Żydów, ale również eksterminowanie polskich rolników w taki sposób, by zastraszyć resztę społeczeństwa.
Rozdział kolejny opisuje przebieg zbrodni w Ciepielowie Starym, Rekówce i innych miejscowościach regionu. Starałem się w nim podkreślić, że morderstwa Polaków nie były pasmem chaotycznych wydarzeń, ale zostały oparte na realizowanym konsekwentnie i w sposób skrajnie bestialski modus operandi, w którego ramach żandarmi dążyli do unicestwienia całych rodzin i całkowitego zniszczenia dorobku ich życia. Dzięki kwerendzie w urzędach stanu cywilnego w Ciepielowie i Chotczy, a także udostępnionym w Internecie aktom chrztu, małżeństw i zgonów z wielu parafii udało się zgromadzić konkretne informacje o ofiarach zbrodni, ich wieku i koligacjach rodzinnych. Chociaż z różnych przyczyn kwerenda ta nie mogła być pełna, jej wyniki weryfikują wiele obecnych dotychczas w literaturze informacji o polskich rolnikach, którzy za pomoc udzielaną Żydom byli paleni żywcem i ginęli od kul.
Ostatnia część książki omawia losy Chila Brawermana oraz utrzymujących z nim kontakt Polaków w Ciepielowie i okolicach po styczniu 1943 r. Również ten okres nie był pozbawiony tragicznych wydarzeń, niosących wielu osobom śmierć i cierpienie. Opisałem tu także ciepielowski dwór, będący jednym z najstraszniejszych, ale niestety dziś nieco zapomnianych miejsc kaźni w okupacyjnym dystrykcie radomskim.
Pragnę serdecznie podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do powstania niniejszej pracy. Tekst zechcieli zrecenzować dr hab. prof. UG Grzegorz Berendt i dr hab. prof. UJK Jerzy Gapys, obaj przekazali mi wiele cennych uwag i sugestii. Burmistrz miasta i gminy Ciepielów Artur Szewczyk okazał mi trudną do przecenienia pomoc w trakcie kwerend. Marek Pietruszka z Delegatury IPN w Radomiu natomiast był pierwszym czytelnikiem tego opracowania i podzielił się ze mną spostrzeżeniami na jego temat.
1 T. Berenstein, A. Rutkowski, Pomoc Żydom w Polsce 1939-1945, Warszawa 1963, s. 48.
2 M. Bielecka, Trzydziestu żywcem spalonych w Ciepielowie [w:] Ten jest z ojczyzny mojej. Polacy z pomocą Żydom 1939-1945, oprac. W. Bartoszewski, Z. Lewinówna, wyd. 3 uzup., Warszawa 2007, s. 622-624.
3 S. Datner, Las sprawiedliwych. Karta z dziejów ratownictwa Żydów w okupowanej Polsce, Warszawa 1968, s. 164.
4 Sprawiedliwi, scenariusz R. Gontarz, J. Kidawa, realizacja J. Kidawa, TVP 1968 (film można obejrzeć na YouTube).
5 Są to zeznania Jana Mirowskiego na temat mordu w Ciepielowie Starym i Stanisława Bielca na temat mordu w Rekówce (Polacy - Żydzi 1939-1945, oprac. S. Wroński, M. Zwolakowa, Warszawa 1971, s. 371-373).
6 Na przykład N.N., Zawsze kierowałem się zdrowym rozsądkiem [w:] Młode pokolenie wsi Polski Ludowej. Pamiętniki i studia, t. 8: Drogi awansu w mieście, red. J. Chałasiński i in., Warszawa 1972, s. 251-252; E. Fąfara, Gehenna ludności żydowskiej, Warszawa 1983, s. 213 i nast.
7 M. Langer, Lasy i ludzie. Wspomnienia z lasów starachowickich 1939-1945, Warszawa 1993.
8 J.A. Młynarczyk, S. Piątkowski, Cena poświęcenia. Zbrodnie na Polakach za pomoc udzielaną Żydom w rejonie Ciepielowa, Kraków 2007.
9 A. Namysło, [rec.] Jacek Andrzej Młynarczyk, Sebastian Piątkowski, Cena poświęcenia. Zbrodnie na Polakach za pomoc udzielaną Żydom w rejonie Ciepielowa, "Zagłada Żydów. Studia i materiały" 2009, nr 5, s. 539-541.
10 J.A. Młynarczyk, S. Piątkowski, The Price of Sacrifice. Crimes against Poles for Aiding Jews in the Region of Ciepielów, Kraków 2008.
11 G. Berendt, Rodzina Łodejów [w:] "Kto w takich czasach Żydów przechowuje?..." Polacy niosący pomoc ludności żydowskiej w okresie okupacji niemieckiej, red. A. Namysło, Warszawa 2009, s. 133-144.
12 S. Piątkowski, Zbrodnie żandarmów z posterunku w Lipsku nad Wisłą na Polakach udzielających pomocy Żydom (1942-1943) [w:] ibidem, s. 13-28.
13 Historia Kowalskich, scenariusz i reżyseria A. Gołębiewski, M. Pawlicki, TP SA, Picarsque, Polski Instytut Sztuki Filmowej, Narodowe Centrum Kultury 2009 (film można obejrzeć na YouTube). Warto dodać, że w 2007 r. Gołębiewski i Pawlicki przygotowali film pt. Życie za życie, w którym znalazły się wypowiedzi świadków dotyczące zbrodni w Ciepielowie Starym i Rekówce.
14 B. Stanisławczyk, Czterdzieści twardych. Wojenne losy Polaków i Żydów. Prawdziwe historie, Poznań 2018, s. 201-212.
15 Sprawa ta została omówiona na dalszych kartach niniejszej książki.
16 Na przykład naoczny świadek zbrodni w Ciepielowie Starym Bolesław Kozieł poświęcił fragment swych wspomnień dzieciom z rodziny Kosiorów, z którymi chodził do szkoły. Twierdził, że Władysława i Tadeusz byli bliźniętami (w rzeczywistości urodzili się oni w 1927 i 1925 r.), a najstarszego z rodzeństwa nazywał Jankiem (w rzeczywistości miał on na imię Aleksander); zob. B. Kozieł, Okruchy życia - boczny nurt, t. 1, Jurata 2006, s. 45-46.
17 W powojennej literaturze silnie eksponowano okolice Lipska jako "bastion" ruchu komunistycznego. Zwłaszcza gminę Chotcza, która dzięki temu, że stykała się z nieuregulowanym i pokrytym wysepkami odcinkiem koryta Wisły, stanowiła częste miejsce przekraczania rzeki m.in. przez grupy Gwardii Ludowej i partyzantki sowieckiej, przemieszczające się między dystryktami radomskim i lubelskim. Otrzymywały one wsparcie od miejscowej ludności, której część sympatyzowała ze skrajną lewicą. Narrację tę upowszechniła książka Władysława Rogali pt. Chotcza walczy, wydana po raz pierwszy w 1959 r., a wznowiona w 1963 r.
18 J. Fajkowski, Represje okupanta wobec wsi polskich na Kielecczyźnie 1939-1945 [w:] Studia z dziejów ruchu ludowego, red. J.R. Szaflik, Warszawa 1971, s. 19.
19 Jednostka ta nosiła oficjalną nazwę 1 Gendarmerie-Bataillon (motorisiert). W książce posługuję się jej spolszczoną nazwą I Zmotoryzowany Batalion Żandarmerii, chociaż w polskiej historiografii występuje też niekiedy forma I Batalion Żandarmerii Zmotoryzowanej. Niektórzy autorzy dodają także do nazwy batalionu skrót SS, oznaczający jego przynależność do Schutzstaffeln der NSDAP - paramilitarnej organizacji podległej bezpośrednio partii nazistowskiej. Batalion został wcielony do SS w 1944 r., a więc już po wydarzeniach, których dotyczy to opracowanie.
Niemiecki aparat władzy w dystrykcie radomskim
Wydarzenia będące tematem niniejszej książki wpisały się w tragiczną historię niemieckich działań eksterminacyjnych, prowadzonych w latach 1939-1945 na okupowanych ziemiach polskich. Wiążą się też ściśle z polityką terroru, realizowaną m.in. w dystrykcie radomskim Generalnego Gubernatorstwa, na którego terenie leżały Ciepielów, Lipsko i okoliczne miejscowości. Dla poznania ich kontekstu warto przypomnieć choćby niektóre fakty poprzedzające pasmo zbrodni rozpoczętych 6 grudnia 1942 r.
Dystrykt radomski został utworzony w październiku 1939 r. jako jedna z czterech (później pięciu) podstawowych jednostek administracyjnych Generalnego Gubernatorstwa. Objął przeważającą część przedwojennego województwa kieleckiego, a także niewielkie tereny województw warszawskiego i łódzkiego - w sumie nieco ponad 24 170 km kw. Pod względem gospodarczym przedstawiał się niejednolicie. Przed wybuchem wojny szybki rozwój przeszły przede wszystkim ośrodki miejskie, w których znajdowały się zakłady produkujące na potrzeby armii, m.in. Radom (broń, maski przeciwgazowe), Kielce (odlewy), Skarżysko-Kamienna (amunicja), Ostrowiec Świętokrzyski (odlewy), Pionki (proch i materiały kruszące). Znajdowało się tu również kilkanaście miast znacznie mniejszych, lecz odgrywających ważną rolę administracyjną i gospodarczą (Jędrzejów, Kozienice, Opatów, Sandomierz), wreszcie kilkadziesiąt miasteczek, wyróżniających się w krajobrazie jedynie elementami zabudowy przypominającymi dawną, nowożytną świetność. Dochodziły do tego setki wsi, wiosek i przysiółków, których mieszkańcy zajmowali się uprawą roli, hodowlą, a w mniejszym stopniu także warzywnictwem i sadownictwem1. To zresztą produkcja rolna nadawała ton życiu gospodarczemu dystryktu, gdyż utrzymywało się z niej około 63 proc. ogółu ludności, podczas gdy z pracy w przemyśle i rzemiośle blisko 21 proc., a z pracy w handlu i komunikacji 9 proc.2 Dodajmy, iż znajdowały się tu Góry Świętokrzyskie, a także duże kompleksy leśne, m.in. Puszcza Kozienicka i Puszcza Iłżecka (Lasy Starachowickie)3.
Według oficjalnych danych niemieckich na początku 1940 r. dystrykt radomski zamieszkiwało niespełna 2 727 500 osób, w tym 2 410 000 Polaków, 282 300 Żydów, 33 300 volksdeutschów i Niemców4. W pierwszym okresie okupacji liczba mieszkańców wzrastała systematycznie w związku z kierowaniem tutaj obywateli polskich wysiedlonych z terenów włączonych do Rzeszy. Migracje, które odbywały się w kierunku wschodnim (na ziemie zaanektowane przez Związek Sowiecki), przybrały znacznie mniejsze rozmiary. Ogólnie między 1940 a 1942 r. liczba ludności polskiej zamieszkującej dystrykt wzrosła o około 240 tys. W 1942 r. Niemcy sfinalizowali w Generalnym Gubernatorstwie, w tym również na interesującym nas obszarze, trwający już od pierwszych godzin okupacji proces niemalże całkowitej eksterminacji ludności żydowskiej. Zamordowali na miejscu lub wywieźli do obozów zagłady około 300 tys. mężczyzn, kobiet i dzieci przebywających na terenie dystryktu5.
Zarządzanie dystryktem opierało się na dwóch filarach: administracji cywilnej i gospodarczej oraz aparacie policyjnym. W pierwszym przypadku kluczową rolę odgrywał gubernator. Stanowisko to zajmował najpierw Karl Lasch, a od lata 1941 r. - aż do końca okupacji - Ernst Kundt. Gubernator kierował pracą własnego urzędu, pełnił obowiązki szefa partii nazistowskiej na przydzielonym terenie, współpracował ściśle z aparatem policyjnym i szefami innych formacji. Sprawował również ścisły nadzór nad administracją powiatową, której struktury zostały unormowane ostatecznie w lutym 1940 r. W dystrykcie utworzono dziesięć jednostek administracyjnych średniego szczebla (Kreis), będących odpowiednikami powiatów ziemskich, ze stolicami w Busku, Jędrzejowie, Kielcach, Końskich, Opatowie, Opocznie, Piotrkowie Trybunalskim, Radomiu, Radomsku i Starachowicach. Trzy miasta, Częstochowa, Kielce i Radom, miały też status powiatów grodzkich. Administracją każdego z nich kierował urzędnik nazywany najpierw starostą (Landrat), a następnie naczelnikiem (dosłownie: kapitanem) powiatu (Kreishauptmann, w przypadku powiatów grodzkich Stadthauptmann)6.
Powiaty dzieliły się na gminy wiejskie i miejskie, pozostałości przedwojennego samorządu terytorialnego, kierowane przez zarządy z wójtami i burmistrzami na czele. Ich praca sprowadzała się do pośrednictwa w kontaktach między Niemcami i ludnością, prowadzenia ewidencji, wydawania kartek żywnościowych itd.7 Chociaż władze okupacyjne starały się obsadzać stanowiska wójtów i burmistrzów Niemcami lub volksdeutschami, nie udawało się to ze względu na braki kadrowe i jeszcze w końcu 1943 r. zdecydowaną większość tych stanowisk zajmowali Polacy. Pracowali oni też w administracji gospodarczej, której podporządkowano m.in. największe stowarzyszenia spółdzielcze8.
Najniższymi jednostkami podziału administracyjnego były gromady, obejmujące zazwyczaj jedną dużą wieś lub dwie mniejsze. Na czele gromady stał sołtys, piastujący stanowisko w wyniku mianowania. Wraz z upływem czasu jego rola zwiększała się, gdyż w optyce Niemców odpowiadał on za wiele aspektów życia mieszkańców podległego mu terenu. Musiał informować policję o wszelkich "niepokojących" wydarzeniach, a bez jego zgody w gromadzie nie mógł przebywać nikt, kto nie był jej stałym mieszkańcem. Wręcz regułą było, że przyjeżdżający do wsi Niemcy kierowali się najpierw do sołtysa, który pełnił funkcję przewodnika, a niekiedy też tłumacza.
Realizacja założeń niemieckiej polityki na obszarach okupowanych wymagała wspierania administracji cywilnej przez silny, rozbudowany i działający bezwzględnie aparat policyjny. Również w dystrykcie radomskim to właśnie jego funkcjonariusze inicjowali i realizowali niemalże wszystkie działania represyjne i eksterminacyjne wymierzone w ludność polską i żydowską. Dowódca SS i policji w dystrykcie radomskim (Der SS- und Polizeiführer in Distrikt Radom) był równocześnie zastępcą gubernatora do spraw bezpieczeństwa. W latach 1939-1942 stanowisko to zajmowali kolejno Fritz Katzmann, Karl Oberg i Herbert Böttcher. Nadzorowane przez nich struktury skupione były w dwóch pionach: policji bezpieczeństwa (Sicherheitspolizei, w skrócie - Sipo) i policji porządkowej (Ordnungspolizei - Orpo).
Pierwszy z tych pionów składał się ze służby bezpieczeństwa (Sicherheitsdienst - SD), tajnej policji państwowej (Geheime Staatspolizei - Gestapo) oraz policji kryminalnej (Kriminalpolizei - Kripo). Ich władze dystryktowe działały wspólnie, rezydując w komendzie znajdującej się w Radomiu. W 1942 r. Sipo miała ekspozytury w pięciu miastach: Częstochowie, Kielcach, Ostrowcu Świętokrzyskim, Piotrkowie Trybunalskim i Tomaszowie Mazowieckim. Pracownicy każdej z nich koncentrowali się na werbowaniu konfidentów i agentów, a na podstawie donosów, meldunków i informacji uzyskanych podczas przesłuchań prowadzili akcje represyjne. W kręgu ich zainteresowania znajdowały się osoby podejrzewane o działalność w konspiracji wojskowej i cywilnej, posiadanie broni, amunicji, odbiorników radiowych itd., a także prezentowanie opinii i postaw wrogich wobec Rzeszy. Komenda w Radomiu zajmowała się koordynacją i oceną całokształtu działań, podejmowała też decyzje o aresztowaniach, egzekucjach oraz kwalifikacji więźniów do transportów kierowanych do obozów koncentracyjnych9.
Policję porządkową (Orpo) reprezentował Pułk Policji "Radom" (Polizei Regiment Radom), utworzony z jednostek przybyłych z niemieckiej Kolonii. Trzybatalionowy pułk, liczący prawie 1500 funkcjonariuszy, rozlokowano w dystrykcie w ten sposób, iż jego sztab i jeden batalion stacjonował w Radomiu, natomiast dwa pozostałe bataliony w Częstochowie i Kielcach. W różnych miejscowościach dystryktu przebywały czasowo też inne pułki i samodzielne bataliony policyjne10.
Oprócz tego Orpo dysponowała bardzo rozbudowaną siecią placówek terenowych, a w związku z tym miała skomplikowaną strukturę wewnętrzną. Placówki ulokowane w miejscowościach liczących powyżej 5 tys. mieszkańców występowały pod nazwą policji ochronnej (Schutzpolizei - Schupo), natomiast placówki małomiasteczkowe i wiejskie pod nazwą żandarmerii (Gendarmerie). W celu sprawnego funkcjonowania ich wszystkich dystrykt został podzielony na tzw. rejony ochronne, a te z kolei na obwody, nadzorowane przez poszczególne posterunki terenowe. Na ich siedziby Niemcy wybierali zazwyczaj murowane, obszerne budynki, umacniane zasiekami z drutu kolczastego i workami z piaskiem. Miało to zapewnić skuteczną obronę na wypadek ataku ze strony polskich konspiratorów. Oprócz represjonowania rzeczywistych i potencjalnych członków konspiracji funkcjonariusze Schupo i żandarmerii zajmowali się m.in. ściganiem Żydów opuszczających bez zezwolenia getta oraz sowieckich żołnierzy zbiegłych z obozów jenieckich. Funkcjonariusze Schupo i żandarmerii zapisali niezwykle krwawą kartę w historii dystryktu radomskiego, dokonując tysięcy aresztowań, egzekucji i mordów, stanowili też z reguły trzon jednostek przeprowadzających pacyfikacje11.
W skład Orpo wchodziło też kilka policyjnych formacji specjalistycznych: policja wodna (Wasserschutzpolizei), leśna (Forstschutz), pocztowa (Postschutz), drogowa (Verkehrspolizei), fabryczna (Werkschutz) i kolejowa (Bahnschutzpolizei). Funkcjonariuszy czterech pierwszych formacji zazwyczaj nie angażowano w akcje represyjne. Stanowili oni jednak zaplecze dla służb bezpieczeństwa, służąc im doraźną pomocą i informacjami. W pamięci mieszkańców dystryktu bardzo negatywnie zapisali się jednak policjanci kolejowi i strażnicy fabryczni (od 1942 r. zaczęto przydzielać do tych służb coraz częściej ukraińskich kolaborantów), którzy realizując swe obowiązki, często sięgali po broń. Funkcjonariusze policji kolejowej brali udział w obławach na dworcach i rewizjach w pociągach. Straż fabryczna natomiast sprawowała nadzór nad polskimi robotnikami fabryk pracujących dla niemieckiej armii12.
Do pionu Orpo należy też zaliczyć tzw. Policję Polską (Polnische Polizei), zwaną potocznie "granatową". Tworzyli ją przede wszystkim przedwojenni funkcjonariusze Policji Państwowej, wezwani przez Niemców do kontynuowania służby. Choć polscy policjanci zajmowali się przede wszystkim szeroko rozumianym zabezpieczeniem porządku i zwalczaniem przestępczości pospolitej, żandarmeria używała ich często do udziału w obławach i aresztowaniach, a niekiedy nawet w egzekucjach. Postawy policjantów "granatowych" były bardzo spolaryzowane, począwszy od skrajnej współpracy z okupantem aż po aktywną służbę w szeregach organizacji konspiracyjnych13.
Chociaż tysiące osób różnej narodowości i wyznania straciło życie za popełnienie "przestępstw" wobec władz okupacyjnych, nie mogąc dowieść swej niewinności, Niemcy starali się legitymizować choćby część swych działań, maskując zbrodnie wyrokami sądowymi. Kluczową rolę w tym procederze odgrywały policyjne sądy doraźne (Polizeiliche Standgerichte), powołane już jesienią 1939 r. Pracowały one w uproszczonym trybie proceduralnym, miały więc nieograniczone w praktyce kompetencje do ferowania wyroków śmierci. W dystrykcie radomskim największą aktywność przejawiał sąd doraźny przy urzędzie komendanta policji bezpieczeństwa w Radomiu (Standgericht beim Kommandeur der Sicherheitspolizei und des SD Radom), a także sądy przy komendach Schupo w Radomiu, Kielcach i Częstochowie. Bardzo szerokie uprawnienia przyznano również sądom specjalnym (Sondergerichte), które funkcjonowały w Radomiu (centrala) oraz Częstochowie, Kielcach i Piotrkowie Trybunalskim (wydziały sądu radomskiego). Miały one prawo orzekać najwyższy wymiar kary m.in. za nieoddanie kontyngentu, uchylenie się od służby budowlanej, zarażenie Niemca chorobą weneryczną, a przypadku osób narodowości żydowskiej m.in. za opuszczenie getta czy nienoszenie na ramieniu opaski z gwiazdą Dawida. Charakter i rzeczywiste cele sądów specjalnych oddaje fragment powojennego zeznania jednego z etatowych "sędziów", gestapowca Fritza Liphardta: "Jeżeli aresztowany stawał przed sądem doraźnym, to albo otrzymywał karę śmierci, albo zostawał uniewinniony. W wypadkach uniewinnienia dana osoba była przeważnie wysyłana do obozu koncentracyjnego. Wyroków śmierci wydawano setki"14.
Jedną z konsekwencji rozbudowy niemieckiego aparatu terroru w dystrykcie radomskim była gęsta sieć aresztów, istniejących przy niemalże każdej terenowej siedzibie organów policyjnych. Choć teoretycznie służyły czasowemu osadzeniu zatrzymanych, w praktyce funkcjonowały jak małe więzienia, gdyż właśnie w nich decydowały się często losy aresztantów. W każdym z miast powiatowych dystryktu istniały duże areszty podporządkowane Sipo, w mniejszych miejscowościach natomiast areszty nadzorowane przez Schupo i żandarmerię15. Funkcjonariusze wszystkich formacji działali podobnie: prowadzili wstępne przesłuchania aresztowanych oparte na skrajnie brutalnej przemocy fizycznej i psychicznej. Zadawane obrażenia w licznych przypadkach kończyły się śmiercią przesłuchiwanego. Na posterunkach wiejskich żandarmi często zamiast przewozić zatrzymanych do większych ośrodków lub stolicy dystryktu, rozstrzeliwali ich na miejscu16.
Dalsza część w wersji pełnej
1 Na temat okresu przedwojennego zob. F. Barciński, Geografia gospodarcza województwa kieleckiego, Poznań 1931, passim; szczegółowo na temat struktury rolnej dystryktu: Handbuch der Abteilung Ernährung u. Landwirtschaft des Distrikts Radom, oprac. H. Ortmann i in., Radomsko 1942, passim.
2 S. Meducki, Wieś kielecka w czasie okupacji niemieckiej (1939-1945). Studium historyczno-gospodarcze, "Zeszyty Naukowe Politechniki Świętokrzyskiej" 1991, seria S, t. 20, s. 37.
3 Nazwy Puszcza Iłżecka i Lasy Starachowickie używane są często wymiennie. W niniejszym opracowaniu posługuję się drugą z nich.
4 M. du Prel, Das Deutsche Generalgouvernement Polen. Ein Überblick über Gebiet, Gestaltung und Geschichte, Krakau 1940, s. 31.
5 R. Seidel, Deutsche Besatzungspolitik in Polen. Der Distrikt Radom 1939-1945, Paderborn 2006, s. 31-34.
7 Por. S. Rybicki, Pod znakiem lwa i kruka. Fragmenty wspomnień z lat wojny i okupacji, Warszawa 1990 (autor był pracownikiem okupacyjnego Zarządu Miejskiego w Częstochowie).
8 S. Meducki, Okupacyjna polityka rolna i zarządzanie rolnictwem w dystrykcie radomskim (1939-1945), "Rocznik Świętokrzyski" 1991, t. 18, s. 97-125.
9 W. Borodziej, Terror i polityka. Policja niemiecka a polski ruch oporu w GG 1939-1944, Warszawa 1985, passim; C. Jabłoński, Hitlerowski aparat terroru w powiecie tomaszowskim w latach 1939-1945, "Biuletyn Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi Instytutu Pamięci Narodowej" 1997, t. 5, s. 68-77.
10 J. Franecki, Hitlerowski aparat policyjny i sądowniczy i jego działalność w dystrykcie radomskim ze szczególnym uwzględnieniem ziemi radomskiej, Radom 1978, s. 29-30.
11 T. Domański, A. Jankowski, Represje niemieckie na wsi kieleckiej 1939-1945, Kielce 2011, s. 67 i nast.
13 A. Hempel, Pogrobowcy klęski. Rzecz o policji "granatowej" w Generalnym Gubernatorstwie 1939-1945, Warszawa 1990, passim; S. Piątkowski, Między obowiązkiem a kolaboracją. Policja "granatowa" w dystrykcie radomskim w latach 1939-1945 [w:] Z dziejów policji polskiej w latach 1919-1945, red. E Majcher-Ociesa, Kielce 2010, s. 163-186.
14 Por. A. Wrzyszcz, Z działalności Sądu Specjalnego w Radomiu (1939-1945), "Czasopismo Prawno-Historyczne" 2001, t. 53, z. 1, s. 329-344.
15 Zob. np. H. Kisiel, Księgi ewidencyjne aresztów w Busku i Opatowie źródłem do dziejów zakładów karnych w okręgu radomskim w latach 1940-1944, "Rocznik Świętokrzyski" 1991, t. 18, s. 45-49.
16 S. Piątkowski, Udział niemieckiej żandarmerii w eksterminacji ludności żydowskiej GG (na przykładzie północno-wschodniej części dystryktu radomskiego) [w:] Zagłada Żydów na polskiej prowincji, red. A. Sitarek, M. Trębacz, E. Wiatr, Łódź 2012, s. 265-277.