W pąku miłości - Karolina Lewandowska

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (25,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

***

Przychodzi czasem dzień,

Gdzie dusza ma swoje miejsce zna

I podziękować chce mamie, tacie

Za dobre wychowanie,

Za cudowny dzieciństwa smak,

Za miłości skrzydeł troski,

Za wsparcie w czasach zawiłych

Oraz za naukę, którą niegdyś karą zwaliśmy.

Teraz wdzięczni swym rodzicom

Ich miłość sławimy,

W sercu chowamy i puszczać nie chcemy.

Po kłótniach wielu i dniach uporczywych

Podziękować chcę za wszystko, cierpliwość,

Wytrwanie siostrze kochanej.

Utulić, przeprosić, wynagrodzić

Złośliwość bliźniaczej duszyczki,

Które połączone zostały

W dniu ich narodzin.

Bracie miły,

Choć wydawać by się mogło,

Że znać się nie znamy,

Czuję twoją obecność,

W sercu cię trzymam i zawszę będę,

Bo tyś mym bratem, na zawsze zostaniesz.

Babciu, dziadku,

Jednemu i drugiemu dziękuję

Za miłość, którą nas darzycie.

Niektórzy z Was

Żywota wiecznego oczekują już w niebie,

Ale wiem, że kochacie nas sercem

I nie przestaniecie. Każdy z was inny,

Różni się od siebie,

Ale rodziną się zwiemy

I nią na zawsze pozostaniemy.

Każdej bliskiej osobie

Dziękuję za jej obecność,

Bowiem tworzymy rodzinę,

Która na wsparciu,

Miłości i szacunku jest stworzona.

Pielęgnujmy to drzewo

Zasadzone przez przodków naszych,

Którego owocami jesteśmy.

Bogu dziękujmy,

To jego dziećmi jesteśmy,

A on Ojcem naszym,

Wszechmocnym i Wielkodusznym,

Jesteśmy częścią drzewa życia,

O które obowiązek dbać mamy.

***

Trudno mi patrzeć w czyjeś oczy.

Koloru duszy dostrzec nie potrafię,

A w twoje mogę wpatrywać się już zawsze.

Niczym błękitna fala

Powodowała me tonięcie

W emocjach ukrytych i dociekliwych.

Były jak diamenty,

W których odbijał się blask

Twej miłości, życzliwości.

Uśmiechem rozpraszałeś

Wszelkie smutki.

Swoją obecnością

Dawałeś nadzieję.

Dzięki tobie jestem tu, gdzie jestem.

Przetrwałam huragany i trzęsienia,

Upadki i niepowodzenia.

Dzięki tobie kochany,

Dziękuję z całego serca.

***

Po różanym policzku

Spływa słona łza

Niczym kropla po deszczu

Tocząca się po szybie.

Łagodność twej duszy

Spoczywa na mnie

Jak aksamit, kojący i delikatny.

Czasy się zmieniły,

A duchy przodków

Mieszkają w sercach naszych

Przypominając o znanym

I niepoznanym jeszcze dobru,

Będącym niczym kosz

Soczystych jabłek

Zerwanych o świcie

W kwitnącym do niedawna sadzie.

Kolory tęczy okalają mnie

Przemawiając spokojnym głosem

W imię harmonii trwającej.

Czas jak gdyby się zatrzymał

Na horyzoncie widoczne były

Same piękne chwile spędzone za życia.

Płynęłam po głębi fal

Jaśniejących w środku

Istniejącej abstrakcyjności.

Jakbym marzyła o niemożliwym,

Nieodkrytym miejscu fantazji,

Bojaźni owocnej.

Jakbym ujrzała kwiat Edenu,

W którym stokroć żyć zaznaje ukojenia.

Wyłaniając się spod obłok obfitych

Wyrwał mnie sen znakomity.

Odtąd życie postrzegam inaczej,

Wierząc w niemożliwe

I żyjąc z dnia na dzień.

Spełnienie

Serce roście

Ze śmiechu pijąc,

Radośnie tańcząc

W rytmie swych skurczów.

Powodów jest wiele,

Lecz szczęścia mego

Stało się zadośćuczynienie,

Bowiem świadoma się stałam

Spełnionego marzenia

Zbliżającego się ku kresu

Śmierci swojej

Albowiem życia wiecznego,

Które niczym pąk kwiatu

We wiośnie budzi się do kwitnięcia.

Szarości wypełnia tęcza,

Kolorowa i kojąca

Zszargane nerwy

Problemami związane.

Pękają niczym kamień