Mieliście kiedyś tak, że wszystko w życiu wam się układało, zawsze tak, jak tego chcieliście? Wasze życie od samego początku było idealne? Bez skazy...
Takie właśnie życie wiodła Marta. Od zawsze we wszystkim najlepsza, szkoła, studia, praca, imprezy, znajomi, faceci, czego chcieć więcej...
- Pracuję tam już 4 lata, a ciągle coś mnie zaskakuje i wiesz... - Alicja przerwała wypowiedź. - Chodźmy na kawę, a na pewno coś wymyślisz. - Marta była energiczną, pełną życia osobą, zawsze wszystkiego ciekawa i odważna, w przeciwieństwie do swojej najlepszej przyjaciółki Ali. Chyba właśnie dlatego tak bardzo lubiły spędzać ze sobą dużo czasu.
Ala miała swoje życie. Pomimo młodego wieku miała już męża i dwie pociechy, codzienna rutyna, praca, dom, dzieci, a Marta była zupełnie inna. Lubiła swoją niezależność, pracę i beztroskie życie. Dziewczyny często spotykały się na ploteczki, chociaż bardziej to Ala próbowała podtrzymywać tę relację. Marta miała dużo znajomych, ciągłe imprezy i szaleństwa, a Ala miała szarą codzienność i te chwile spędzone z przyjaciółką, kiedy mogła chociaż wyobrazić sobie przez chwilę, że też może w życiu robić to, na co ma tylko ochotę.
- Może masz rację, przyda mi się dawka energii w postaci kofeiny... Szef znowu wymyślił jakiś wyjazd integracyjny na weekend, wiesz niby ma być spokojnie i z głową, ale pewnie będzie jak zawsze, dwa dni imprezowania do rana, zabawa, a od poniedziałku mnóstwo roboty, same nowości...
- Już nie narzekaj, zawsze po takim wyjeździe wracasz zadowolona, zabawa i nowi faceci, czujesz się wtedy jak ryba w wodzie, a poza tym nie lubisz nudy, więc rutyna w pracy też nie jest dla ciebie.
- Chyba znasz mnie lepiej niż ja sama! - Marta uśmiechnęła się, spojrzała na zmęczoną, lecz zadowoloną twarz przyjaciółki, wzięła duży łyk kawy i popędziła do pracy.
Kobiety nie widziały się przez kilka tygodni, a to wszystko za sprawą nowo poznanego mężczyzny. Marta nie chciała być sama, chciała mieć kogoś dla kogo jest ważna, lecz jej relacje z mężczyznami nie trwały zbyt długo. Prawie zawsze wyglądało to tak samo, szybkie zauroczenie, wspólne wyjścia do kina, teatru, restauracji i nudaaaaa... i świadomość, że to chyba nie to. Lęk przed spędzeniem życia w samotności, ale też obawa przed spędzeniem życia z niewłaściwą osobą. Tak też było i tym razem, choć trwało to dłużej niż zazwyczaj, kobieta czuła, że partnerowi zależy, starał się, dbał o nią. Interesował się nawet jej pracą i pasjami, zainteresowaniami, starał się poznać ją, jej znajomych, rodzinę. Jednak pomimo to postanowiła zakończyć tę znajomość. Sama do końca nie wiedziała czego szuka i czy kiedyś to znajdzie...
Jak zawsze po takim rozstaniu Marta, wpadła w wir imprezowania oraz poznawania nowych ludzi. Koleżanki z pracy bardzo jej zazdrościły przede wszystkim urody. Była brunetką, miała piękne, duże niebieskie oczy, włosy proste do pasa, nie malowała się mocno, często nawet wcale, bo tego nie potrzebowała. Jej uroda była wyrazista i niepospolita, do tego miała figurę niemalże idealną, choć sama wcale tak o sobie nie myślała.
W pracy był to naprawdę gorący okres, gdyż zbliżała się wiosna. To najlepszy okres na sadzenie drzew, roślin, zagospodarowanie ogrodów, zarówno tych małych przydomowych, jak i tych dużych, a tym właśnie zajmowała się Marta.
"Czy pamiętasz jeszcze o swojej marudnej i zawsze zmęczonej przyjaciółce?" - takiego SMS-a odczytała Marta, kasując stare wiadomości w telefonie i uświadomiła sobie, że kilka dni temu zapomniała Ali odpisać. Natychmiast oddzwoniła, przeprosiła i zaproponowała spotkanie kolejnego dnia.
Już od samego rana Marta czuła, że to nie jest jej najlepszy dzień. Od kilku dni była zajęta tylko pracą, była zła i zmęczona, zapomniała o zakupach, więc w lodówce nie było nic, co nadawałoby się chociażby na przekąskę.
Był początek wiosny i wszystko budziło się do życia, a za oknem dzień przypominał ponury, szary jesienny poranek.
- Boże, jak dobrze, że ten tydzień już się kończy - takimi słowami kobieta przywitała Alicję.
- Też się cieszę, że cię widzę. Powiedz lepiej, co to za romans tak cię wciągnął?
- A, daj spokój, było minęło...
- Nie możesz być wiecznie sama, kończysz tak szybko, że chyba sama nie wiesz, dlaczego. Daj komuś szanse i też się postaraj, nie jesteś już taka młodziutka, ani się obejrzysz, a skończysz czterdziestkę.
- Wypraszam sobie! Dopiero co skończyłam trzydziestkę... Powiedz lepiej co u ciebie?
Kobieta wzięła głęboki wdech, uśmiechnęła się i zastanowiła przez chwilę... - No wiesz, dzieciaki znowu chorują, a Roman złamał nogę w robocie i siedzi na zwolnieniu, to wzięłam dodatkowe sprzątanie, żeby trochę dorobić, ale nie jest aż tak źle. - nagle przerwała i popatrzyła na siedzącą naprzeciwko Martę, która była zupełnie nieobecna, zamyślona i wydawała się taka smutna.
Cisza trwała kilka chwil, po których Marta wylała z siebie potok słów:
- Jak myślisz, dlaczego jestem sama? Co jest ze mną nie tak? Dlaczego tak szybko rezygnuję? Nie potrafię być z facetem, może to nie z nimi, a ze mną jest coś nie tak?" - ponownie zapadła chwilowa cisza, którą tym razem przerwała Ala.
- Nie wygłupiaj się, zabraniam ci tak myśleć, może po prostu nie trafiłaś na kogoś takiego, no wiesz...
- Myślę, że trafiłam, ale... - Alicja po raz kolejny przerwała, tym razem lekko zdenerwowana.
- Nie możesz o nim wciąż myśleć, rozumiesz? W ten sposób nie ułożysz sobie nigdy życia.. Poza tym minęło tyle lat. tyle lat się nie widzieliście. A może on ma żonę, dzieci? Pomyślałaś o tym? Chociaż sama w to wątpię. On zawsze był typem singla... pamiętasz? Niby taki towarzyski, taki miły, pomocny, a zarazem nie liczący się z twoim zdaniem.
- Już wiem, nie musisz mi przypominać!
- Owszem, muszę. Przypomnij sobie, gdzie cię zabrał? Gdzie zaprosił? Ile razy był przy tobie, gdy go potrzebowałaś? No właśnie. A ty zawsze byłaś dla niego. Gdyby chciał, to by cię nie zostawił. A to wasze rozstanie? Też jakaś pomyłka. Po tylu latach zniknął bez słowa, zero kontaktu. tylko szkoda, że tak się w nim zakochałaś...
Marta wiedziała, że Ala ma rację, jednak nie chciała, nie miała siły tego nadal słuchać, marzyła o ciszy, spokoju, szybkim powrocie do domu i gorącej kąpieli. Poderwała się z krzesła i zakończyła spotkanie.
- Będę się zbierać. Muszę zrobić zakupy, pranie, ogarnąć mieszkanie i takie tam. Odezwę się.
Kolejne dni były równie przygnębiające. Każdy kolejny dzień wydawał się taki sam. Ponury, bez wyrazu i bez znaczenia. W pracy natłok obowiązków i rutyna, której kobieta tak nie lubiła.
- Zabawmy się!!! Zapraszam wszystkich!!!
Tymi słowami Kamila przywitała wszystkie koleżanki w pracy.
- Mam nadzieję, że nikt mnie nie zawiedzie. Jest piątek, koniec tygodnia, koniec projektu i przede wszystkim MOJE trzydzieste URODZINY!!! Zabawa będzie do białego rana, w tym nowym lokalu w centrum miasta.
Marta po powrocie do domu wzięła gorącą kąpiel, wypiła lampkę szampana i położyła się do łóżka. O, jak dobrze, cisza, spokój. O tym właśnie marzyłam przez cały tydzień. Przez chwilę kobieta leżała nieruchomo, opatulona w kocyk, wsłuchując się w myśli, które na początku były spokojne i przyjemne. Jednak po niedługiej chwili zaczęła się zastanawiać czy tak ma wyglądać jej życie: spokój, cisza, wino, które wypija sama. Wieczory w ciepłych kapciach przed telewizorem... O, nie!!!
To jeszcze nie ten moment!!!
Zerwała się na równe nogi, zerkając na zegar stwierdziła, że ma trochę czasu. Za najważniejsze uznała wybór sukienki, otworzyła szafę, ale nie było tam nic odpowiedniego. Wyrzuciła wszystko na łóżko, oceniając każdą po kolei. Ta za długa, ta za luźna, taka, która już swoje przeżyła lub taka, którą wszyscy widzieli, chociażby na Facebooku.
Szybko podbiegła do komody, otworzyła szufladę na samym dole iii... "Jest!", pomyślała Marta, wyciągając granatową, krótką, dopasowaną sukienkę.
Ta sukienka zawsze przynosiła Marcie szczęście. Nie była zbyt wyzywająca, ani ładna, raczej skromna, taka prosta. Na każdą okazję. Idealna na spotkania rodzinne czy też w pracy, ale na randki też świetnie się sprawdzała. Teraz jeszcze tylko makijaż, pomyślała. Usiadła przed wielkim oświetlonym lustrem. Zaczęła szykować różne kosmetyki, których może użyć. Popatrzyła na swoje odbicie i zaczęła się zastanawiać: Marta, po co ci to, wrócisz późno i tylko będziesz zła, że musisz zmyć makijaż. Przecież nie wyglądasz tragicznie, a tam będą tylko kumpele z pracy.
No dobrze, skoro makijażu nie potrzebuję to czy muszę, czy powinnam coś robić z włosami? Eee, może niekoniecznie.
Pozostał tylko wybór butów. Czerwone szpilki, będą idealne.
Po przybyciu na miejsce Marta od razu odnalazła się wśród starych znajomych. Bardzo szybko poznała kilka nowych osób. Jedną z nich był Mikołaj. Mężczyzna sprawiał wrażenie osoby z pewnym dystansem do siebie i innych. Był wysoki, dobrze zbudowany, zabawny i towarzyski. Większość dziewczyn zwróciła na niego uwagę. Każda chciała go poznać. Nikt nie wiedział, kim on jest, skąd się wziął na tej imprezie.
Marta miała to szczęście. Mikołaj od chwili poznania nie opuścił jej na krok.
Całą noc rozmawiali, bawili się, pili.
Gdy impreza dobiegała końca, Marta nie chciała rozstawać się z mężczyzną. Spontanicznie zaproponowała mu kawę u siebie, jednak gdy usłyszała "bardzo chętnie" jednocześnie była szczęśliwa, ale też zaskoczona taką odpowiedzią, a przede wszystkim tym, jak mogła wyjść z taką propozycją...
Lubiła poznawać nowych facetów, spędzać z nimi czas, uwodzić, podrywać, ale zazwyczaj czekała na pierwszy ruch ze strony partnera.
tym razem było zupełnie inaczej. Z jednej strony wiedziała, że nie może sobie pozwolić na zbyt dużo, jednak ta bardziej odważna część jej umysłu myślała o tym, co sobie pomyśli, jeśli pójdziemy na całość.
Weekend zleciał bardzo szybko. Para spędziła cały ten czas w mieszkaniu kobiety, a raczej w sypialni.
Marta przez kolejne dni nie potrafiła myśleć o niczym innym.
Musiała się z kimś podzielić swoim szczęściem, więc pewnego popołudnia postanowiła spotkać się z Alą.
- Widzę, że tryskasz energią. Witaj, słoneczko.
- Cześć. Oj, no wiesz, pogoda ładna to i w sercu weselej...
- Dobra, dobra, lepiej opowiadaj. tylko z pikantnymi szczegółami proszę.
- Chyba się zakochałam. Poznałam faceta. Jest taki, wiesz, super jest.
- A coś więcej oprócz super?
- Poznaliśmy się na imprezie. Było świetnie. Dobrze się dogadujemy i czujemy w swoim towarzystwie. On jest, wiesz, taki miły, troskliwy, dobrze zbudowany, przystojny. Taki trochę z dystansem i może odrobinę niedostępny dla innych...
- Niedostępny? Dla innych?
- Taki się wydaje, ale mogę się mylić.
- I wiesz to po jednej imprezie? Szybko. Chyba serio cię wzięło.
- No wiesz, w sumie to weekend razem spędziliśmy.
- Jak to?
- Nie chciałam się jeszcze rozstawać, więc zaprosiłam go na kawę. U mnie. I został chwilę dłużej.
- Chwilę?
- Było ZAJEBIŚCIE. Dziewczyno, już nie pamiętam, kiedy było mi tak dobrze.
- Poczekaj, nie wiem, czy chcę tego słuchać, to są wasze sprawy... Ale co tam! Dawaj. Wiesz, jak to jest w małym mieszkanku z dzieciakami... Z przyjemnością posłucham. Nie pomijaj żadnych szczegółów.
- Zaczęliśmy tak zwyczajnie, wiesz, grzecznie pod kołderkę. Przytulił mnie mocno, jego dłoń wędrowała po moim ciele. Zaczął całować mnie całą. Bawił się mną jak najlepszym prezentem, wyczekiwanym od dawna.
Jest taki inny niż inni. Wiesz o czym mówię? Robi ze mną to, na co tylko ma ochotę. Uwielbia sprawiać mi przyjemność, patrzyć jak mi dobrze. Nie myśli tylko o sobie.
To może na niego właśnie czekałam ??
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Wiesz, że chcę dla ciebie jak najlepiej, ale uważaj. Nie śpiesz się. Masz czas.
Marta spojrzała na przyjaciółkę z lekkim uśmiechem:
- Wiem, będę uważać.
Para spotykała się coraz częściej. Wspólne długie letnie wieczory, imprezowanie, weekendowe wypady za miasto, częste pobyty nad jeziorem. Kobiecie najbardziej podobały się te chwile tylko we dwoje. Mieli już nawet swoje ulubione miejsce, w parku nad jeziorem.
Rzadko pojawiały się tam inne osoby. Kilka razy nawet zakochani dali ponieść się chwili i nie myśląc o tym, że ktoś mógłby ich zobaczyć, kochali się namiętnie w blasku księżyca.
W połowie lipca para wyjechała na wakacje. Marta od dawna marzyła o zwiedzeniu Japonii, jednak Mikołaj miał inne plany.
Kobieta zaakceptowała wybór partnera, w ich związku to ona była tą uległą, a on nawet nie próbował szukać kompromisu.
Dwutygodniowy pobyt w Hiszpanii zleciał bardzo szybko i trzeba było wracać do codzienności. Na szczęście pogoda była w Polsce równie cudowna. Marta postanowiła na weekend zabrać ukochanego na wieś w swoje rodzinne strony. Chciała mu pokazać swój świat. Świat, w którym dorastała. Miejsca, których od lat nie odwiedzała, a nadal są dla niej ważne.
Całe wakacje kobieta spędziła z partnerem, nie zauważając nawet, kiedy zamieszkali razem. Mężczyzna coraz więcej czasu spędzał u Marty, zostawał na noc i tak wprowadził się na stałe.
Zbliżał się koniec wakacji, dziewczyny postanowiły zrobić ognisko za miastem. Jak za starych dawnych lat.
Marta zaprosiła kilka koleżanek nie tylko z pracy, ale też te, które znały z Alą od lat.
Impreza była lepsza niż zaplanowały. Opowieści jeszcze z lat szkolnych do białego rana. Muzyka, taniec, nawet śpiew...
W środę Marta musiała zostać nieco dłużej w pracy, padła jej komórka, więc nie miała jak poinformować o tym partnera. Po powrocie do domu na stoliku w kuchni znalazła karteczkę:
Nie mogłem się dodzwonić. Musiałem pojechać do rodziców, mama jest w kiepskim stanie. Zadzwonię wieczorem. Buziaki
Kobieta włączyła telefon, zobaczyła kilka wiadomości od Mikołaja i od razu oddzwoniła.
- Cześć, kochanie, telefon mi padł i nie mogłam wcześniej. Co z mamą?
- Cześć. Jest już lepiej. Był lekarz. Wiesz, w jej wieku i w jej stanie... Stres, przemęczenie. Musi odpocząć i brać leki. Chciałem zostać kilka dni. Trochę czasu z nią spędzić. Wrócę w niedzielę. Nie masz nic przeciwko?
- Oczywiście, że nie mam. Mną się nie przejmuj, ja sobie poradzę.
- Jesteś kochana.
- Pisz mi na bieżąco co z mamą, jak się czuje, jak wygląda sytuacja. A teraz już kończę, bo tylko coś zjem i się położę, miałam ciężki dzień.
- Dobrze, odpocznij sobie. Odezwę się jutro. Całuski, paa.
Następnego dnia Marta skończyła szybciej pracę, postanowiła więc wybrać się na zakupy. Nie miała w planach nic szczególnego, ale czasu miała sporo, a w galerii panowało szaleństwo wyprzedaży.
Po udanych zakupach wpadła na ulubioną sałatkę w knajpce niedaleko osiedla, na którym mieszkała.
Przez cały dzień wymieniła tylko kilka wiadomości z Mikołajem, wiec postanowiła zadzwonić. Dowiedziała się tylko, że z mamą jest dobrze, ale musi pójść na kilka dni do szpitala na badania.
"Wieczór u mnie, wino i obgadanie dziewczyn??? :D" - takiego SMS-a Marta wystukała i wysłała do Ali, której nie trzeba było namawiać.
"Kiedy?"
"Jutro, 20?"
"OK"
Piątek Marta zaczęła z dużym optymizmem. Obudziła się wyspana i zadowolona, już dawno nie pamiętała takiego dobrze rozpoczynającego się dnia. W pracy również atmosfera panowała bardzo przyjemna. W przerwie na lunch skoczyła kupić coś mocniejszego na wieczór.
Korzystając z pięknej pogody i wolnego popołudnia po pracy postanowiła pójść na spacer.
- Nareszcie, już myślałam, że nie przyjdziesz.
- Cześć, dzieciaki nie chciały mnie puścić, na szczęście Romek się nimi zajął.
- Wino wystarczy. A gdzie twój ukochany?
- Musiał pojechać do rodziców, mama jest w szpitalu.
- Coś poważnego?
- Chyba nie. tylko jakieś badania.
- To dobrze. A muszę ci powiedzieć, że na ognisku Mikołaj był główną atrakcją...
- Taaa. Na pewno były lepsze tematy.
- Serio ci mówię. Tak go obgadały... że taki przystojny, taki fajny, ciekawe gdzieś ty go poznałaś i takie tam...
- Jakie: takie tam? Co więcej mówiły?
- Ciekawe są, jak długo będziecie ze sobą. Ale o czym innym one mogą plotkować? Widziałaś dupę Kaśki? Albo brzuch Hanki? A Kamila? Ta to już w ogóle... ja też się tak zmieniłam?
- Oszalałaś?! Dobrze wyglądasz. Poza tym masz męża, normalne dzieci, no i mnie oczywiście, a one... Boże, niby fajnie było, ale jakoś tak, chyba... no wiesz, dobrze jest jak jest. Spotkać się od czasu do czasu.
- Jednak czas zmienia ludzi.
- To fakt. Pokażę ci, co sobie wczoraj kupiłam, zaszalałam trochę.
Ala usiadła na łóżku naprzeciwko szafy, a Marta urządzała pokaz mody. Głównie były to sukienki, jednak trafiło się też kilka bluzek i piękne niebieskie szpilki, które idealnie pasowały do białych spodni.
Chwilę po 22.00 Ala musiała już wracać, bo zadzwonił mąż, że młodsza córka źle się czuje.
Mikołaj musiał zostać do wtorku i odebrać mamę ze szpitala.
Ostatni weekend sierpnia zakochani postanowili wykorzystać jak najlepiej.
Już w piątek po pracy wybrali się do kina i na romantyczną kolację.
W sobotę z samego rana wyjechali za miasto do niewielkiego pensjonatu.
Czas spędzili dość aktywnie, na zwiedzaniu okolicy.
Marta chciała wykorzystać ten czas również do rozmowy, jednak Mikołaj nie odczuwał takiej potrzeby. Nie był zbyt wylewny i uważał, że nie ma potrzeby mówienia o niektórych rzeczach, o uczuciach.
Wieczorem para wybrała się na spacer nad jezioro. Pogoda była wyjątkowo ładna, więc postanowili spędzić tutaj dłuższą chwilę.
Zakochani usiedli na zimnym piasku i wpatrywali się w piękne niebo. Po chwili mężczyzna objął kobietę, zdecydowanie przytulił ją do siebie i zaczął całować, dłonią pieścił jej piersi. Oddech kobiety przyśpieszył, miała ochotę na tę chwilę zapomnienia, jednak troszkę się wstydziła. Obawiała się, że ktoś ich zobaczy. Mężczyzna nie przestawał. Całował namiętnie usta, szyję, lizał ucho kobiety, co jeszcze bardziej ją podniecało. Ręką delikatnie masował uda, przesuwając palce coraz wyżej. Gwałtownie zadarł sukienkę, palcami odchylając mokre koronkowe majteczki.
Mikołaj rozsunął uda kobiety, zaczął ją lizać, ssać, długo nie odrywając ust. ciało Marty drżało, oddech był coraz szybszy. A z jej ust wydobywał się jęk rozkoszy...
Wrzesień dla Marty to nic nowego. Nic strasznego. Zero zmian.
Alicja bardzo tego zazdrościła koleżance. Czasami miała już naprawdę dość. Trzeba było odwieźć dzieciaki, ogarnąć dom, zrobić zakupy, obiad, odebrać dzieci, dopilnować lekcji. A dwa razy w tygodniu popołudniami iść do pracy. Nie miała ani siły, ani czasu na normalną pracę, dlatego podjęła się sprzątania, żeby choć trochę dorobić. Kobieta czuła się mało atrakcyjna. Uważała, że mogłaby trochę schudnąć.
Choć tak naprawdę była ładna, o dość kobiecych kształtach. Włosy miała gęste, falowane, w pięknym kasztanowym kolorze. Nie była zbyt wysoka, miała zaledwie sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu.
Była za bardzo pomocna. Nie myślała o sobie, zawsze był ktoś lub coś ważniejszego. Od samego początku nie miała lekko w życiu.
Rodzice zginęli w wypadku jeszcze, gdy była dzieckiem. Wychowywała się w domu dziecka. Może stąd ta opiekuńczość i odpowiedzialność.
Młodo zaszła w ciążę. Wzięła ślub, nie widziała innego rozwiązania.
Z początku jej małżeństwo było dość typowe: mąż pracował, ona zajmowała się domem i dzieckiem. Nie było miejsca na szaleństwa, poza drobnymi gestami, takimi jak kwiaty czy czekoladki na urodziny czy rocznicę ślubu. Jednak, gdy na świat przyszło drugie dziecko, para jeszcze bardziej oddaliła się od siebie.
Ala coraz częściej zastanawiała się, czy mąż jej nie zdradza, dlaczego już nie potrafią ze sobą rozmawiać tak jak dawniej. Chciała, nawet starała się, odbudować to uczucie, które wiele lat temu połączyło ją z ojcem jej dzieci. Za każdym razem, kiedy próbowała rozmawiać z mężem, proponowała spacer czy wspólny wyjazd bez dzieci w odpowiedzi słyszała tylko: "mam teraz dużo pracy", "może nie dzisiaj", "jestem zmęczony" ...
Czuła, jak się oddalają od siebie, jak resztki uczuć, które skrywa głęboko w sercu gasną.
Jesień Marta przywitała dość pracowicie, kilka dużych zleceń i masę papierkowej roboty, która zalegała od miesięcy i już nie dało się tego odłożyć. Częste wyjazdy w delegacje i praca po godzinach. Tak naprawdę Marta lubiła szybkie tempo, dużo nowych zleceń i intensywną pracę, która była dość wysoko doceniona. Kobieta była dobra w swoim zawodzie. Dostawała najlepsze i największe zlecenia.
Żyła z dnia na dzień, nie zastanawiając się, co przyniesie jutro.
Lubiła wydawać pieniądze na często zupełnie niepotrzebne rzeczy.
Projekt pod Poznaniem okazał się dużo bardziej absorbujący.
Marta musiała wyjechać na kilka dni, które przeciągały się o kolejne i kolejne.
Po intensywnych trzech tygodniach wróciła do domu, w którym czekała na nią niespodzianka. Mikołaj zorganizował kolację, wręczył ukochanej bilety na romantyczny wyjazd we dwoje już w najbliższy weekend i przygotował gorącą kąpiel z płatkami róż.
Weekend w Paryżu był tym, czego kobieta bardzo teraz potrzebowała.
W ciągu dnia starała się zwiedzić pewne miejsca, ale znalazła też czas na relaks. Pełen wypoczynek, masaże, zabiegi i zakupy, przed którymi nie mogła się opanować. Za każdym razem, gdy widziała ładną sukienkę, torebkę, buty - nie umiała sobie odmówić.
Wieczory para spędzała zazwyczaj w knajpce niedaleko hotelu, w którym się zatrzymali.
Wróciła wypoczęta, zrelaksowana i naładowana pozytywną energią.
Zaraz po powrocie Marta chciała spotkać się z przyjaciółką. Nie widziały się już sporo czasu, jednak Ala nie odbierała i nie odpisywała na SMS-y.
Po kilku dniach kobieta otrzymała tylko krótką wiadomość:
"Nie mam teraz czasu. Odezwę się, jak wszystko ogarnę".
Wtedy Marta przypomniała sobie, że za kilka dni przypada Święto Zmarłych, dla niej to nic nadzwyczajnego. Dzień jak każdy inny, odwiedzała tylko jeden grób dziadków zawsze pod wieczór i tyle.
Jednak dla Ali był to czas szczególny. Zawsze wtedy była bardzo zajęta. Zajmowała się grobem rodziców i dziadków. Wybierała najładniejsze kwiaty i znicze. Spędzała sporo czasu na cmentarzu i zawsze w tym czasie była taka smutna, taka nieobecna.
Z początkiem grudnia w całym Wrocławiu można było poczuć magię świąt. Wszędzie choinki, mikołaje, światełka, ozdoby.
Ludzie na ulicach tacy zadowoleni, choć strasznie zabiegani...
Dalszy ciąg przygód Marty w pełnej wersji książki.