W obronie wypraw krzyżowych - Bartosz Ćwir

Kup ebooka

24.90 zł
20.67 zł (21,17 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Bibliografia:

Źró­dła

U. ibn Mun­kidh, Księ­ga po­ucza­ją­cych przy­kła­dów, Wy­daw­nic­two Osso­li­neum, Wro­cław 1975.

Ano­nim, Dzie­je pierw­szej kru­cja­ty albo czy­ny Fran­ków i piel­grzy­mów je­ro­zo­lim­skich, po­bra­ne z: zro­dla.hi­sto­rycz­ne.prv.pl.

Ano­nim, Zdo­by­cie Zie­mi Świę­tej przez Sa­la­dy­na, po­bra­ne z: www.zro­dla.hi­sto­rycz­ne.prv.pl.

E. Pe­ters, The First Cru­sa­de. The Chro­nic­le of Ful­cher of Char­tres and Other So­ur­ce Ma­te­rials, Uni­ver­si­ty of Pen­n­sy­lva­nia Press, Phi­la­del­phia 1998.

G. Vil­le­har­do­uin, Zdo­by­cie Kon­stan­ty­no­po­la, Wy­daw­nic­two Po­znań­skie, Po­znań 2003.

 

Opra­co­wa­nia

M. Bloch, Spo­łe­czeń­stwo feu­dal­ne, Pań­stwo­wy In­sty­tut Wy­daw­ni­czy, War­sza­wa 2002.

H. E. May­er, Hi­sto­ria wy­praw krzy­żo­wych, Wy­daw­nic­two WAM, Kra­ków 2008.

M. Ba­lon, Bo­ha­te­ro­wie świę­tej woj­ny, Wy­daw­nic­two Ra­fa­el, Kra­ków 2008.

J. Har­ris, Bi­zan­cjum i wy­pra­wy krzy­żo­we, Wy­daw­nic­two Bel­lo­na, War­sza­wa 2005.

S. Run­ci­man, Dzie­je wy­praw krzy­żo­wych, T. 1, 2 i 3, Księ­gar­nia DiGG, 2010.

A. Jo­ti­sch­ky, Wy­pra­wy krzy­żo­we i pań­stwa krzy­żow­ców, Wy­daw­nic­two Książ­ka i Wie­dza, War­sza­wa 2007.

D. Se­ward, Mni­si woj­ny Krót­ka hi­sto­ria za­ko­nów ry­cer­skich, Wy­daw­nic­two Zysk i S-ka, Po­znań 2000.

TW. Lan­ge, Szpi­tal­ni­cy Jo­an­ni­ci. Ka­wa­le­ro­wie Mal­tań­scy, Wy­daw­nic­two Bel­lo­na, War­sza­wa 1999.

P. Jen­kins, Woj­ny w imie­niu Je­zu­sa. Jak czte­rej pa­triar­cho­wie, trzy kró­lo­we i dwaj ce­sa­rze ukształ­to­wa­li chrze­ści­jań­stwo na 1500 lat, Wy­daw­nic­two Bel­lo­na, War­sza­wa 2011.

H. In­al­cik, Im­pe­rium Osmań­skie. Epo­ka kla­sycz­na 1300-1600, Wy­daw­nic­two Uni­wer­sy­te­tu Ja­giel­loń­skie­go, Kra­ków 2006.

J.D. Bran­des, Kor­sa­rze Chry­stu­sa. Jo­an­ni­ci - wład­cy Mo­rza Śród­ziem­ne­go, Wy­daw­nic­two M, Kra­ków 2010.

P. Mar­czak, Woj­ny hu­syc­kie, Agen­cja Wy­daw­ni­cza Egros, War­sza­wa 2004.

L.W. Ma­rvin, Kru­cja­ta prze­ciw­ko Al­bi­gen­som. Mi­li­tar­na i po­li­tycz­na hi­sto­ria woj­ny oksy­tań­skiej 1209-1218, Wy­daw­nic­two Na­po­le­on V, Oświę­cim 2017.

H.J.A. Sire, Ka­wa­le­ro­wie Mal­tań­scy, Pań­stwo­wy In­sty­tut Wy­daw­ni­czy, War­sza­wa 2000.

J.J. Nor­wich, Hi­sto­ria We­ne­cji, T 1 i 2, Wy­daw­nic­two Fi­to­Herb i Li­te­ra­tu­ra Net Pl, So­pot 2011.

A. Ma­alo­uf, Wy­pra­wy krzy­żo­we w oczach Ara­bów, Wy­daw­nic­two Czy­tel­nik, War­sza­wa 2001.

G. Bor­do­no­ve, Ży­cie co­dzien­ne za­ko­nu tem­pla­riu­szy, Wy­daw­nic­two Re­pli­ka, Za­krze­wo 2005.

P. So­lec­ki, Sa­la­dyn i kru­cja­ty, Wy­daw­nic­two Re­pli­ka, Za­krze­wo 2011.

F. Ko­necz­ny, Cy­wi­li­za­cja Bi­zan­tyń­ska, Wy­daw­nic­two An­tyk, War­sza­wa 1973.

V. Cro­ce, Ta­jem­ni­ce tem­pla­riu­szy i upa­dek Kró­le­stwa Je­ro­zo­lim­skie­go, Wy­daw­nic­two M, Kra­ków 2004.

F. Ko­necz­ny, O ład w hi­sto­rii, Wy­daw­nic­two Osto­ja, Krze­szo­wi­ce 2013.

F. Ko­necz­ny, Na­pór Orien­tu na Za­chód, Wy­daw­nic­two Osto­ja, Krze­szo­wi­ce 2006.

J. Ri­ley-Smith, Kru­cja­ty. Hi­sto­ria, Wy­daw­nic­two W dro­dze, Po­znań 2002.

A. Dziu­biń­ski, Ostat­nia kru­cja­ta. El-Ksar el-Ke­bir 1578, In­sty­tut Hi­sto­rii PAN, War­sza­wa 2014.

J. F. O'Cal­la­ghan, Re­kon­kwi­sta. Kru­cja­ty w śre­dnio­wiecz­nej Hisz­pa­nii, Wy­daw­nic­two Po­znań­skie, Po­znań 2016.

M. Me­schi­ni, 1204. Ta­jem­ni­ca IV wy­pra­wy krzy­żo­wej i pod­bo­ju Kon­stan­ty­no­po­la, Wy­daw­nic­two Jed­ność, Kiel­ce 2007.

K. M. Set­ton (red.), A Hi­sto­ry of the Cru­sa­des, T 1-6, Wy­daw­nic­two Uni­wer­sy­te­tu w Wi­scon­sin, Lon­dyn 1969.

I. Fon­nes­berg-Schmidt, Pa­pie­że i kru­cja­ty bał­tyc­kie 1147-1254, Wy­daw­nic­two Bel­lo­na, War­sza­wa 2009.

D. Ni­col­le, Woj­ny za wia­rę. Chrze­ści­jań­stwo i dżi­had, Wy­daw­nic­two Bel­lo­na, War­sza­wa 2008.

D. Ni­col­le, Pierw­sza kru­cja­ta 1096-1099. Zbroj­na wy­pra­wa do Zie­mi Świę­tej, Wy­daw­nic­two Amer­com, Po­znań 2009.

Z. Mo­raw­ski, Epi­lo­gi kru­cjat w XV wie­ku i inne stu­dja re­ne­san­so­we, Kra­kow­ska Spół­ka Wy­daw­ni­cza, Kra­ków 1924.

E. Chri­stian­sen, Kru­cja­ty pół­noc­ne, Wy­daw­nic­two Re­bis, Po­znań 2009.

C. Mor­ri­son, Kru­cja­ty, Wy­daw­nic­two Aga­de, War­sza­wa 1997.

M. Bil­lings, Wy­pra­wy krzy­żo­we, Wy­daw­nic­two Fak­ty, 2002.

M. Bar­ber, Ka­ta­rzy, Pań­stwo­wy In­sty­tut Wy­daw­ni­czy, War­sza­wa 2005.

 

Ar­ty­ku­ły

K.F. Ko­mar­nic­ki, Etos mni­cha wo­jow­ni­ka w kon­tek­ście teo­lo­gii woj­ny na pod­sta­wie Re­gu­ły tem­pla­riu­szy i Po­chwa­ły no­we­go ry­cer­stwa św. Ber­nar­da z Cla­irvaux, "Rocz­ni­ki Teo­lo­gii Ka­to­lic­kiej", T. XII, nr 2, 2013, s. 197-218.

T. Ger­gen, The Pe­ace of God and its le­gal prac­ti­ce in the Ele­venth Cen­tu­ry, "Cu­ader­nos de Hi­sto­ria del De­re­cho", Vol. 9, 2002, s. 11-27.

 

Roz­dział IDla­cze­go de­fi­ni­cje są waż­ne?

Czte­ry lata temu, 24 kwiet­nia 2014 roku, na ka­na­le YouTu­be'owym sur­ge­po­lo­nia uka­zał się pią­ty od­ci­nek z se­rii "Ję­drek o hi­sto­rii". Od­ci­nek ma­ją­cy do­ty­czyć, zgod­nie opi­sem za­war­tym w ty­tu­le, wy­praw krzy­żo­wych. Tym­cza­sem wi­dzo­wie, za­miast rze­tel­nej ana­li­zy, otrzy­ma­li ja­kąś dzi­wacz­ną in­for­ma­cyj­ną pap­kę, któ­ra w pew­nym ogól­nym prze­kro­ju do­ty­czy­ła przede wszyst­kim ru­chów chłop­skich, ja­kie oży­wi­ły się w okre­sie tzw. I wy­pra­wy krzy­żo­wej. Zresz­tą, gdy­by głów­ny bo­ha­ter wspo­mnia­ne­go ma­te­ria­łu fil­mo­we­go ogra­ni­czał się wy­łącz­nie do prze­ka­za­nia wi­dzom tej­że ,,pap­ki" nie upstrzo­nej wła­sny­mi opi­nia­mi, to za­pew­ne da­ło­by się ją ja­koś prze­tra­wić. Świa­do­my widz na­ba­wił­by się ewen­tu­al­nie de­li­kat­nej, in­te­lek­tu­al­nej nie­straw­no­ści. Pry­wat­ne opi­nie "Ję­dr­ka" za­czy­na­ją jed­nak prze­wa­żać już od pierw­szej mi­nu­ty i są one po pro­stu skraj­nie ab­sur­dal­ne i nie­praw­dzi­we.

Nie ma po­trze­by zbyt głę­bo­ko brnąć w treść ma­te­ria­łu, bo wła­ści­wie już na wstę­pie do­sta­je­my jak­że cie­ka­wy cy­tat pod­su­mo­wu­ją­cy tzw. I kru­cja­tę, po któ­rym po­zo­sta­je się tyl­ko zła­pać za gło­wę. Otóż "Ję­drek" opi­su­je wspo­mnia­ną wy­pra­wę jako "be­stial­stwo, lu­do­bój­stwo, lu­do­żer­stwo i ma­sa­krę". Taki opis może oso­bie świa­do­mej i obe­zna­nej w te­ma­ty­ce przy­spo­rzyć nie­ma­łe­go dy­so­nan­su po­znaw­cze­go. Czym bo­wiem wspo­mnia­na wy­pra­wa wy­róż­ni­ła się na tle in­nych wo­jen śre­dnio­wiecz­nych, aby za­słu­ży­ła so­bie na po­dob­ne okre­śle­nie? Lu­do­bój­stwo? Gdzie?! Gdzie pod­czas tzw. I kru­cja­ty znaj­dzie­my "ce­lo­we wy­nisz­cza­nie ca­łych lub czę­ści na­ro­dów, grup et­nicz­nych, re­li­gij­nych lub ra­so­wych, za­rów­no po­przez fi­zycz­ne za­bój­stwa człon­ków gru­py, jak i wstrzy­ma­nie uro­dzeń w ob­rę­bie gru­py, stwo­rze­nie wa­run­ków ży­cia ob­li­czo­nych na fi­zycz­ne wy­nisz­cze­nie, czy przy­mu­so­we od­bie­ra­nie dzie­ci"? W za­bi­ja­niu pod­czas dzia­łań wo­jen­nych osób wy­zna­ją­cych inną re­li­gię? W po­rząd­ku. Ta­kie przy­pad­ki mia­ły miej­sce. Jak na każ­dej in­nej woj­nie. Rzecz w tym, że mimo tego typu dzia­łań, pań­stwa krzy­żo­we skła­da­ły się w du­żej mie­rze z lud­no­ści mu­zuł­mań­skiej, a w pań­stwach arab­skich ży­wio­łem do­mi­nu­ją­cym nie­jed­no­krot­nie byli chrze­ści­ja­nie, za­tem gdzie niby mia­ło­by znaj­do­wać się owo strasz­li­we lu­do­bój­stwo?

A ka­ni­ba­lizm? Znaj­dą się ja­kieś przy­pad­ki? Otóż pew­nie się znaj­dą. Może nie od razu w licz­bie mno­giej, ale je­den epi­zod w hi­sto­rii ca­łe­go ru­chu kru­cja­to­we­go da się wy­grze­bać z kro­nik. Pi­sał o nim cho­ciaż­by Ful­cher z Char­tres, kro­ni­karz tzw. I kru­cja­ty, przy czym na­le­ży z całą sta­now­czo­ścią za­zna­czyć, że wie­lo­krot­nie wspo­mi­na on o strasz­li­wym gło­dzie pod­czas dłu­go­trwa­łej wy­pra­wy do Je­ro­zo­li­my. Pod­czas licz­nych gło­dó­wek po­ja­wia się jed­no­ra­zo­wy akt ka­ni­ba­li­zmu. Czy roz­sąd­ne jest za­tem na­zy­wa­nie ca­łe­go ru­chu kru­cja­to­we­go, któ­ry mógł trwać przy nie­któ­rych sza­cun­kach na­wet ok. 500 lat, lu­do­żer­stwem?

Po­wi­nie­nem za­pew­ne krok po kro­ku ana­li­zo­wać każ­de z wy­mie­nio­nych w przy­to­czo­nym ma­te­ria­le słów, ale zwy­czaj­nie nie ma na to cza­su na ła­mach ni­niej­szej pu­bli­ka­cji. Wszyst­ko za spra­wą fak­tu, że "Ję­drek" sy­pie po­dob­ny­mi ab­sur­da­mi już prak­tycz­nie w ko­lej­nym zda­niu. O ile wcze­śniej oczer­nił stro­nę ła­ciń­ską, o tyle tym ra­zem po­sta­no­wił wy­bie­lić stro­nę arab­ską. Otóż do­wia­du­je­my się z ma­te­ria­łu fil­mo­we­go, iż Ara­bo­wie za­gra­ża­li głów­nie Bi­zan­cjum, pro­wa­dzi­li eks­pan­sję "po­wo­lut­ku", a tak w ogó­le ,,to byli wy­jąt­ko­wo świa­tli, sym­pa­tycz­ni i mą­drzy lu­dzie". Poza tym nie mo­gło za­brak­nąć in­ne­go, jak­że pięk­ne­go okre­śle­nia: "Ara­bo­wie byli to­le­ran­cyj­ni". Cie­ka­we rze­czy. Bar­dzo cie­ka­we. Uprosz­cze­nie tak skraj­ne, że aż nie­moż­li­we do przy­ję­cia. Wie­dza za­prze­cza­ją­ca te­zie o bra­ku za­gro­że­nia ze stro­ny świa­ta is­la­mu jest na­praw­dę bar­dzo ob­szer­na, dla­te­go na ra­zie da­ru­je­my so­bie roz­strzy­ga­nie tego pro­ble­mu. Po­świę­cam tej spra­wie cały trze­ci roz­dział. Póki co nad wy­po­wie­dzia­nym zda­niem spusz­czam za­sło­nę mil­cze­nia.

Idź­my da­lej. Wła­ści­wie do sa­me­go sed­na. Otóż "Ję­drek" za­czy­na snuć opo­wieść o tzw. I wy­pra­wie lu­do­wej, któ­ra po­prze­dzi­ła ry­cer­ską kru­cja­tę, i ewi­dent­nie trak­tu­je ją tak, jak­by ów chłop­ski ruch miał z krzy­żow­ca­mi co­kol­wiek do czy­nie­nia. W tym wy­pad­ku trud­no jest zwa­lać winę na sa­me­go głów­ne­go bo­ha­te­ra ma­te­ria­łu fil­mo­we­go, sko­ro po­dob­nie sta­wia się spra­wę w więk­szo­ści pod­ręcz­ni­ków szkol­nych, że o pu­bli­ka­cjach na­uko­wych nie wspo­mnę. Nie jest to, jak są­dzę, zła wola twór­ców, po­nie­waż rze­czy­wi­ście lu­do­wa eks­pe­dy­cja zro­dzi­ła się jako efekt ubocz­ny ru­chu kru­cja­to­we­go, a za­tem w ja­kimś stop­niu te dwa ele­men­ty są ze sobą ge­ne­tycz­nie po­wią­za­ne. Jed­nak­że po­do­bień­stwa na tym wła­śnie eta­pie do­bie­ga­ją koń­ca.

Wy­pra­wy lu­do­we ni­g­dy nie zo­sta­ły ofi­cjal­nie za­twier­dzo­ne przez Ko­ściół ka­to­lic­ki, nie po­sia­da­ły prze­wod­ni­ków ani "ko­or­dy­na­to­rów" na­rzu­co­nych przez wła­dze ko­ściel­ne. Mało tego. Wę­gier­ski król Ko­lo­man - ka­to­lic­ki król, do­daj­my - od­no­sił się do czę­ści lu­do­wych ,,krzy­żow­ców" z ogrom­ną nie­uf­no­ścią, żeby nie po­wie­dzieć wprost - wro­go­ścią. I nie miał ab­so­lut­nie żad­nych skru­pu­łów przy osta­tecz­nym roz­bi­ja­niu chłop­skich od­dzia­łów, któ­re plą­dro­wa­ły jego zie­mie. Trze­ba za­zna­czyć przy tym pew­ną istot­ną kwe­stię: Wę­grzy prze­pu­ści­li bez więk­szych pro­ble­mów dwie ta­kie eska­pa­dy do­wo­dzo­ne przez Wal­te­ra Bez Mie­nia i Pio­tra Pu­stel­ni­ka. Roz­gro­mio­no wy­łącz­nie "nie­po­kor­nych" Niem­ców Emi­cha z Le­isin­gen. Ko­lo­man nie bał się kar ko­ściel­nych, bo i ni­ko­mu nie prze­szło przez myśl, aby ja­kie­kol­wiek kary na nie­go na­kła­dać. Oczy­wi­ście ja­snym jest, że pro­wa­dze­nie wo­jen z pań­stwa­mi bio­rą­cym udział w kru­cja­cie było za­ka­za­ne i ob­ło­żo­ne naj­wyż­szy­mi sank­cja­mi po­li­tycz­no-re­li­gij­ny­mi, a tym bar­dziej trak­to­wa­no tak bez­po­śred­ni atak na woj­ska krzy­żo­we. Wę­gry mimo to ni­jak nie obe­rwa­ły za swo­je dzia­ła­nia wo­bec chłop­skich wojsk1. Naj­wy­raź­niej ab­so­lut­nie nikt nie trak­to­wał ich jako wy­pra­wy krzy­żo­wej. Na­wet ce­sarz bi­zan­tyj­ski nie zo­stał uprze­dzo­ny o nad­cho­dzą­cej od­sie­czy Wal­te­ra Bez Mie­nia (spo­dzie­wał się, że ry­cer­stwo za­chod­nie wy­ru­szy znacz­nie póź­niej), przez co był zu­peł­nie nie­przy­go­to­wa­ny na jego przy­ję­cie. Po­wtó­rzę za­tem raz jesz­cze: nikt nie po­strze­gał wy­praw lu­do­wych - ani tych ban­dyc­kich, ani tych dzia­ła­ją­cych w spo­sób cy­wi­li­zo­wa­ny - jako wy­praw krzy­żo­wych. Nikt, ab­so­lut­nie nikt, nie trak­to­wał ich po­waż­nie.

Chłop­ski ruch zde­rzył się tak­że bez­po­śred­nio z wła­dza­mi ko­ściel­ny­mi. Cho­dzi tu przede wszyst­kim o rze­zie do­ko­ny­wa­ne na lud­no­ści ży­dow­skiej, ja­kie ten­że ruch urzą­dzał nie­kie­dy na swej dro­dze2. Pierw­sza taka ak­cja mia­ła miej­sce w Spi­rze, lecz na szczę­ście dzię­ki ochro­nie miej­sco­we­go bi­sku­pa ilość po­ten­cjal­nych ofiar zo­sta­ła znacz­nie zre­du­ko­wa­na. Po­dob­nie sta­ło się w Wor­ma­cji, gdzie rów­nież w ochro­nę lud­no­ści ży­dow­skiej za­an­ga­żo­wał się miej­sco­wy bi­skup, choć w tym wy­pad­ku bez więk­szych re­zul­ta­tów (wro­ta do bi­sku­piej sie­dzi­by oka­za­ły się za sła­be). Ko­ściół sta­je za­tem po stro­nie prze­ciw­nej niż ta, któ­rą zaj­mu­ją woj­ska lu­do­we. Jak to roz­strzy­gnąć? Jak oce­nić? Otóż utarł się bar­dzo pro­sty sche­mat - oskar­ża­my ge­ne­ral­nie wszyst­kie kru­cja­ty o an­ty­se­mi­tyzm i mor­do­wa­nie Ży­dów oraz wska­zu­je­my, że na­wet hie­rar­chia ko­ściel­na sta­ła się ofia­rą wojsk krzy­żo­wych. Taka jest ofi­cjal­na wer­sja, wie­lo­krot­nie po­wta­rza­na na ła­mach roz­ma­itych pu­bli­ka­cji. Funk­cjo­nu­je do dziś! Mało kto zwra­ca uwa­gę, iż zwy­kle w po­dob­nych oko­licz­no­ściach na­kła­da­no na krzy­żow­ców eks­ko­mu­ni­kę (było tak w przy­pad­ku na­pa­du na Za­dar pod­czas tzw. IV wy­pra­wy krzy­żo­wej czy też w przy­pad­ku kru­cja­ty prze­ciw­ko al­bi­gen­som). Tym ra­zem nie wy­ko­na­no po­dob­ne­go kro­ku. W ogó­le wszy­scy ,,waż­ni" wy­da­wa­li się chłop­ską wy­pra­wę igno­ro­wać. Dla­cze­go? Otóż po­wtó­rzę już po raz ostat­ni: ban­dy chłop­skie są je­dy­nie efek­tem ubocz­nym ru­chu kru­cja­to­we­go, a nie jego czę­ścią.

I tu­taj na­le­ży na chwi­lę przy­sta­nąć. Wró­cę znów do ma­te­ria­łu fil­mo­we­go, od któ­re­go za­czą­łem po­wyż­sze roz­wa­ża­nia. Zga­dzam się za­sad­ni­czo z więk­szo­ścią po­sta­wio­nych tam tez na te­mat wy­praw lu­do­wych, któ­re za­słu­gu­ją na naj­wyż­szą kry­ty­kę i taką tak­że otrzy­ma­ją na ła­mach ni­niej­szej pu­bli­ka­cji. Pod­kre­ślam przy tym, że cho­dzi wy­łącz­nie o wy­pra­wy lu­do­we, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem tej pro­wa­dzo­nej przez Emi­cha z Le­isin­gen. Jed­ne­mu się wszak­że sprze­ci­wiam - trak­to­wa­niu chłop­skich ,,ar­mii" jako ar­mii krzy­żo­wych. I trud­no jest tu za­rzu­cać ,,Ję­dr­ko­wi" igno­ran­cję albo oskar­żać go o za­kła­my­wa­nie hi­sto­rii, mimo że stwo­rzo­ny przez nie­go ca­ło­ścio­wy ob­raz kru­cjat jest cał­ko­wi­cie nie­praw­dzi­wy. Ama­tor hi­sto­rii może mieć bo­wiem duże trud­no­ści z rze­tel­ną oce­ną zja­wi­ska wy­praw lu­do­wych, je­śli świa­to­wy au­to­ry­tet w tym te­ma­cie, Ste­ven Run­ci­man, upar­cie na­zy­wa człon­ków tych­że lu­do­wych eska­pad mia­nem krzy­żow­ców.

Do­ty­ka­my tu za­tem pro­ble­mu pod­sta­wo­we­go. Bez jego roz­wią­za­nia nie ma co ma­rzyć o stwo­rze­niu ja­kie­go­kol­wiek rze­tel­ne­go ma­te­ria­łu na te­mat kru­cjat - ty­czy się to za­rów­no ksią­żek, jak i de­bat pu­blicz­nych czy ma­te­ria­łów fil­mo­wych do­stęp­nych na YouTu­be. Mam tu na my­śli oczy­wi­ście de­fi­ni­cję.

Lo­gi­ka na­uko­wa wy­ja­śnia, jak na­le­ży ro­zu­mieć po­ję­cie de­fi­ni­cji oraz ja­kie kon­kret­nie speł­nia ona funk­cje. Otóż de­fi­ni­cja to wy­po­wiedź o okre­ślo­nej bu­do­wie, w któ­rej in­for­mu­je się o zna­cze­niu pew­ne­go wy­ra­że­nia. Pro­ste. Ma ona za­tem w zwię­zły spo­sób wy­ja­śniać, czym jest oma­wia­ne zja­wi­sko. De­fi­ni­cja in­for­mu­je, prze­ka­zu­je wie­dzę na ja­kiś te­mat, na­da­je po­ję­ciom zna­cze­nia. Czy speł­nia przy tym za­da­nia pro­pa­gan­do­we? Oczy­wi­ście. Prze­cież stwo­rze­nie de­fi­ni­cji wią­że się bar­dzo czę­sto z nada­niem po­ję­ciu cech war­to­ściu­ją­cych. Daj­my pro­sty przy­kład. De­wo­cja. W Pol­sce po­ję­cie ro­zu­mia­ne ab­so­lut­nie ne­ga­tyw­nie, jako swe­go ro­dza­ju nad­mier­ne od­da­nie się spra­wom re­li­gij­nym. Tym­cza­sem an­giel­skie de­vo­tion tłu­ma­czy się jako "od­da­nie, po­świę­ce­nie, kult". W an­giel­skim przy­pad­ku nie mamy tego jak­że pe­jo­ra­tyw­ne­go za­bar­wie­nia. Oba ter­mi­ny są od sie­bie cał­ko­wi­cie od­mien­ne je­że­li cho­dzi o ich znacz­nie po­ję­cio­we, mimo że sama kon­struk­cja wy­ra­zu jest za­sad­ni­czo po­dob­na. De­fi­ni­cje wy­ja­śnia­ją za­tem, to ja­sne, ale w za­leż­no­ści od tego, jak to ro­bią, mogą pro­wa­dzić do po­wsta­nia wo­kół da­nych po­jęć ca­łych sie­ci sko­ja­rze­nio­wych - ne­ga­tyw­nych lub po­zy­tyw­nych.

Tak wła­śnie wy­glą­da pro­ble­ma­ty­ka de­fi­nio­wa­nia wy­praw krzy­żo­wych. Oczy­wi­ście na­le­ży zwró­cić uwa­gę, że zde­fi­nio­wa­nie nie­któ­rych zja­wisk jest na­praw­dę bar­dzo trud­ne, a nie­kie­dy na­wet nie­moż­li­we. I cho­dzi tu nie tyl­ko o tak zło­żo­ne ele­men­ty rze­czy­wi­sto­ści, jak re­li­gia czy kul­tu­ra, albo wła­ści­wie nie­moż­li­wy do zde­fi­nio­wa­nia czas, lecz tak­że o po­ję­cia zu­peł­nie ba­nal­ne, jak np. stół czy krze­sło. Kru­cja­ty bo­ry­ka­ją się z po­dob­nym pro­ble­mem, po­nie­waż są zja­wi­skiem nie­sły­cha­nie roz­bu­do­wa­nym, ale tu­taj na kwe­stię de­fi­nio­wa­nia na­kła­da­ją się nie tyl­ko me­ry­to­rycz­ne trud­no­ści, lecz rów­nież pew­ne ,,na­ci­ski" na­tu­ry ide­olo­gicz­nej.

Przy­pusz­czam, że więk­szość czy­tel­ni­ków, któ­rzy się­gną po ni­niej­szą pu­bli­ka­cję, po­sia­da ja­kąś wie­dzę na te­mat wy­praw krzy­żo­wych. Na­wet ci, któ­rzy jak do­tąd nie prze­czy­ta­li żad­nej więk­szej książ­ki o kru­cja­tach, coś tam mu­sie­li sły­szeć - choć­by pod­czas edu­ka­cji szkol­nej. Na pew­no zna­ne są im pew­ne fak­ty lub ja­kieś pro­ste sko­ja­rze­nia. Sta­wiam w ciem­no, że będą one do­ty­czyć przede wszyst­kim Je­ro­zo­li­my.

Oto po­wszech­nie przyj­mu­je się, że w ra­mach sze­ro­ko ro­zu­mia­ne­go ru­chu kru­cja­to­we­go oma­wia się wy­łącz­nie wy­pra­wy do Zie­mi Świę­tej. I tak mówi się za­tem o I kru­cja­cie, II kru­cja­cie, III kru­cja­cie, itd., gdzie w do­my­śle za­wsze cho­dzi o te wy­pra­wy, któ­rych ce­lem było od­zy­ska­nie Je­ro­zo­li­my lub wspar­cie po­wsta­łe­go póź­niej Kró­le­stwa Je­ro­zo­lim­skie­go czy też in­nych państw krzy­żo­wych. Po­dział ten przy­jął się w wy­ni­ku ta­kie­go a nie in­ne­go zde­fi­nio­wa­nia po­ję­cia kru­cja­ty, gdzie za sam cel wy­praw krzy­żo­wych wska­zu­je się wy­raź­nie wspo­mnia­ny re­gion Zie­mi Świę­tej oraz Grób Pań­ski w Je­ro­zo­li­mie. Za­da­niem krzy­żow­ców było za­tem uda­nie się na te­re­ny za­miesz­ka­ne przez mu­zuł­ma­nów i zdo­by­cie tego, co praw­nie na­le­ży się chrze­ści­ja­nom. Je­śli tak po­sta­wi się spra­wy, to nie­mal­że au­to­ma­tycz­nie na­su­wa się pe­wien oczy­wi­sty wnio­sek - kru­cja­ty mają cha­rak­ter stric­te ofen­syw­ny! Chrze­ści­jań­stwo ata­ku­je is­lam!

Przy­ję­cie ta­kich za­ło­żeń jest praw­dzi­wym da­rem losu dla wszyst­kich pro­pa­gan­dy­stów chcą­cych wska­zać na pew­ne hi­sto­rycz­ne winy świa­ta chrze­ści­jań­skie­go. Agre­sja i atak, in­spi­ro­wa­ne i kie­ro­wa­ne bez­po­śred­nio przez wła­dze Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go, pro­wa­dzą do osta­tecz­ne­go zjed­no­cze­nia się mu­zuł­ma­nów i jak naj­bar­dziej słusz­nej kontr­ofen­sy­wy ze stro­ny Ara­bów, co w koń­cu pro­wa­dzi do wy­par­cia na­jeźdź­ców. Czy po­dob­ne tezy nie po­ja­wia­ją się w dys­kur­sie pu­blicz­nym? Po­ja­wia­ją się, jak naj­bar­dziej. Wy­pły­wa­ją czę­sto od osób, któ­re o kru­cja­tach nie wie­dzą ab­so­lut­nie nic albo sto­sun­ko­wo nie­wie­le. I trud­no tych lu­dzi ob­wi­niać. Po pro­stu wy­po­wia­da­ją pierw­sze moż­li­we sko­ja­rze­nia, ja­kie im się na­su­wa­ją. Zresz­tą w przy­to­czo­nym wy­żej ma­te­ria­le fil­mo­wym zna­le­zio­nym na YouTu­be taka teza też się prze­wi­ja i do­cie­ra przy tym do ok. 400 tys. od­bior­ców! Cie­ka­we ilu z nich ją po­tem po­wie­li pod­czas pry­wat­nych roz­mów i za­ra­zi nią ko­lej­ne oso­by...

Ist­nie­nie ta­kie­go pro­ble­mu, gdzie de­fi­ni­cja po­ję­cia może przy­spa­rzać mu pew­ną ide­olo­gicz­ną "gębę", wca­le nie zna­czy, że ist­nie­je ja­kiś taj­ny spi­sek, któ­ry ce­lo­wo wpro­wa­dza do obie­gu ta­kie a nie inne ro­zu­mie­nie po­ję­cia kru­cja­ty. Oczy­wi­ście z dru­giej stro­ny nie wy­klu­czam ta­kiej moż­li­wo­ści, sko­ro nie­mal­że od po­cząt­ku XVI wie­ku za­czę­to pro­wa­dzić in­ten­syw­ną kam­pa­nię pro­pa­gan­do­wą wła­śnie w celu mak­sy­mal­ne­go wy­pa­cze­nia hi­sto­rii Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go. W toku tej­że kam­pa­nii wy­kre­owa­no za­pew­ne wie­le fał­szy­wych tez, któ­re przy­lgnę­ły do opi­nii pu­blicz­nej na dłu­gie lata (i trwa­ją nie­kie­dy do dzi­siaj). Z kru­cja­ta­mi mo­gło być po­dob­nie, jed­nak­że taki sam efekt mógł zo­stać uzy­ska­ny nie­ja­ko przy­pad­kiem.

Cie­ka­wie pa­trzy na ten pro­blem ame­ry­kań­ski hi­sto­ryk Jo­seph F. O'Cal­la­ghan, au­tor ob­szer­nej pu­bli­ka­cji na te­mat hisz­pań­skiej re­kon­kwi­sty. Sta­wia on nie­zwy­kle traf­ną tezę, że w pu­bli­ka­cjach na­uko­wych spro­wa­dza się cały ruch kru­cja­to­wy do kil­ku wy­praw krzy­żo­wych do Zie­mi Świę­tej. Pi­sa­łem o tym kil­ka aka­pi­tów wcze­śniej. Te­raz pod­pie­ram moje sło­wa nie­wąt­pli­wym au­to­ry­te­tem, lecz O'Cal­la­ghan idzie o krok da­lej i po­ka­zu­je, dla­cze­go w na­uce prze­wa­ża taki wła­śnie stan rze­czy. Wszyst­ko za spra­wą fak­tu, że za pi­sar­stwo kru­cja­to­we od­po­wia­da­li (i od­po­wia­da­ją do dziś) przede wszyst­kim au­to­rzy fran­cu­scy, an­giel­scy i nie­miec­cy3. W Śre­dnio­wie­czu ry­cer­stwo z tych­że kra­jów uda­wa­ło się wła­ści­wie wy­łącz­nie na kru­cja­ty do Zie­mi Świę­tej, a za­tem wspo­mnia­ni fran­cu­scy, an­giel­scy i nie­miec­cy na­ukow­cy, opi­su­jąc do­ko­na­nia swo­ich na­ro­dów, sku­pia­li się wy­łącz­nie na za­gad­nie­niach wal­ki o wy­zwo­le­nie Gro­bu Pań­skie­go. Pa­mię­ta­my, oczy­wi­ście, że ry­cer­stwo fran­cu­skie bra­ło pe­wien udział w hisz­pań­skiej re­kon­kwi­ście, jed­nak­że w po­rów­na­niu z wy­pra­wa­mi do Zie­mi Świę­tej, za­an­ga­żo­wa­nie to mia­ło cha­rak­ter ra­czej zni­ko­my. Ry­cer­stwo nie­miec­kie z ko­lei, głów­nie w po­sta­ci Za­ko­nu Szpi­ta­la Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­ny Domu Nie­miec­kie­go, an­ga­żo­wa­ło się na te­re­nie Eu­ro­py Wschod­niej ce­lem zwal­cza­nia po­gań­skich Pru­sów. Wciąż były to jed­nak zja­wi­ska mar­gi­nal­ne w po­rów­na­niu z wy­pra­wa­mi do Zie­mi Świę­tej - te bo­wiem po­ru­szy­ły nie­mal­że całą Eu­ro­pę.

Wró­cę jed­nak do O'Cal­la­gha­na. Jego po­dej­ście do de­fi­nio­wa­nia kru­cjat zde­cy­do­wa­nie od­bie­ga od tego, co czy­ta­my w szkol­nych pod­ręcz­ni­kach. Ame­ry­kań­ski na­uko­wiec pod­kre­śla bo­wiem w swo­jej pu­bli­ka­cji, że "pro­wa­dzo­ne od VIII w. wal­ki po­mię­dzy chrze­ści­ja­na­mi a mu­zuł­ma­na­mi na Pół­wy­spie Ibe­ryj­skim, na­zy­wa­ne re­kon­kwi­stą, w wie­ku XII i XIII zo­sta­ły przez pa­pie­stwo prze­kwa­li­fi­ko­wa­ne na kru­cja­ty". Au­tor nie owi­ja w ba­weł­nę i sta­wia so­bie za cel od­wró­ce­nie tego po­wszech­ne­go, wą­skie­go po­strze­ga­nia zja­wi­ska wy­praw krzy­żo­wych przez na­ukow­ców oraz wpro­wa­dze­nie do obie­gu spoj­rze­nia sze­ro­kie­go. Trud­ne za­da­nie. Suk­ces tej ope­ra­cji mógł­by do­pro­wa­dzić do zmia­ny ide­olo­gicz­ne­go ob­ra­zu kru­cjat. I to dia­me­tral­nie! O ile wy­pra­wa do Zie­mi Świę­tej wy­raź­nie mia­ła cha­rak­ter ofen­syw­ny, o tyle re­kon­kwi­sta wręcz od­wrot­nie - tu­taj mamy do czy­nie­nia z obroń­ca­mi świa­ta ka­to­lic­kie­go przed mu­zuł­mań­skim agre­so­ra­mi. Oto mie­li­by­śmy iście re­wo­lu­cyj­ną (a ra­czej kontr­re­wo­lu­cyj­ną) wol­tę!

Pierw­sze wy­da­nie książ­ki O'Cal­la­gha­na da­tu­je się na rok 2003. Mi­nę­ło do­brze po­nad dzie­sięć lat, ale zmian na pierw­szy rzut oka nie wi­dać. Je­śli spoj­rzy­my na tzw. opi­nię pu­blicz­ną, to z całą pew­no­ścią nie ma ab­so­lut­nie żad­nych prze­sła­nek, aby mó­wić o ja­kiej­kol­wiek wol­cie. Wciąż po­ku­tu­ją te same plot­ki i za­bo­bo­ny, co oczy­wi­ście nie po­win­no ni­ko­go dzi­wić. Już o tym mó­wi­łem - dys­kurs pu­blicz­ny na te­mat kru­cjat jest jed­no­li­ty i spro­wa­dza się wła­ści­wie wy­łącz­nie do pa­trze­nia na zja­wi­sko z mo­ral­ne­go punk­tu wi­dze­nia. Chy­ba nikt w tym­że dys­kur­sie nie za­sta­na­wia się nad de­fi­ni­cja­mi oraz kon­se­kwen­cja­mi, ja­kie za nimi idą.

Tym­cza­sem na­uka nie ma ta­kie­go pro­ble­mu. Oczy­wi­ście wie­lo­krot­nie wspo­mi­na­ny au­to­ry­tet na­uko­wy w za­kre­sie wy­praw krzy­żo­wych, Run­ci­man, trzy­ma się utar­tych szla­ków, jed­nak­że jego mo­nu­men­tal­ne dzie­ło po­wsta­ło prze­cież w po­ło­wie XX wie­ku! Daw­no temu. Na­uka zdo­ła­ła przez ten czas wyjść z krę­gu pew­nych za­bo­bo­nów, o czym świad­czy cho­ciaż­by dzie­ło O'Cal­la­gha­na. Ame­ry­ka­nin nie był by­naj­mniej je­dy­nym roz­sąd­nym. Z bie­giem lat po­wstał swo­isty po­dział w śro­do­wi­sku na­uko­wym je­śli cho­dzi o de­fi­nio­wa­nie kru­cjat, któ­ry z cza­sem się usys­te­ma­ty­zo­wał i do­pro­wa­dził do po­wsta­nia kil­ku wy­raź­nych "obo­zów".

,,Obóz" ge­ne­ra­li­zu­ją­cy opi­su­je wy­pra­wy krzy­żo­we do Zie­mi Świę­tej jako wy­łącz­nie je­den ele­ment dłu­giej hi­sto­rii po­li­ty­ki ,,wo­jen świę­tych", a za­tem kru­cja­ty je­ro­zo­lim­skie nie zaj­mu­ją w hi­sto­rio­gra­fii żad­ne­go szcze­gól­ne­go miej­sca. ,,Obóz" tra­dy­cjo­na­li­stycz­ny dzia­ła wła­ści­wie wręcz od­wrot­nie - tu­taj sta­wia się szcze­gól­ny na­cisk wła­śnie na te wy­pra­wy, któ­rych ce­lem była Zie­mia Świę­ta. Czę­sto na­wet w tym uję­ciu nie uzna­je się w ogó­le żad­nych in­nych form kru­cja­ty. ,,Obóz" plu­ra­li­stów za­kła­da, że wszyst­kie ro­dza­je wy­praw krzy­żo­wych były w oczach współ­cze­snych jed­na­ko­wo waż­ne, a naj­waż­niej­szą ce­chą tego ru­chu nie był kie­ru­nek czy cel, lecz obie­cy­wa­na jej uczest­ni­kom przez pa­pie­ża na­gro­da du­cho­wa4.

Nie moż­na jed­nak dać się za­nad­to wpę­dzić w te "obo­zo­we" ramy, po­nie­waż rzad­ko da się za­kwa­li­fi­ko­wać da­ne­go ba­da­cza czy po­pu­la­ry­za­to­ra hi­sto­rii do ja­kiejś jed­nej, okre­ślo­nej gru­py. Mimo to na­le­ży mieć za­wsze na uwa­dze ten po­dział, w któ­rym z jed­nej stro­ny kru­cja­ty po­strze­ga się bar­dzo sze­ro­ko - jako wszyst­kie wy­pra­wy wo­jen­ne pro­wa­dzo­ne przez Ko­ściół ka­to­lic­ki czy wręcz na­wet przez przed­sta­wi­cie­li in­nych wy­znań - z dru­giej zaś stro­ny po­strze­ga­nie to ma bar­dzo wą­ski cha­rak­ter i ogra­ni­cza się wy­łącz­nie do ofen­sy­wy na Je­ro­zo­li­mę. Przy­ję­cie da­ne­go punk­tu wi­dze­nia wpły­wa bez­po­śred­nio na to, jak wła­ści­wie kru­cja­ty będą opi­sy­wa­ne.

Spro­wa­dza­nie ca­łe­go ru­chu kru­cja­to­we­go wy­łącz­nie do re­gio­nu Zie­mi Świę­tej pro­wa­dzić może do nad­użyć, o czym wspo­mi­na­łem po­wy­żej. Wy­pra­wy te au­to­ma­tycz­nie na­su­wa­ją sko­ja­rze­nia z ,,ka­to­lic­ką ofen­sy­wą". Jed­nak­że wca­le nie dla­te­go na­le­ży to uję­cie od­rzu­cić. Spra­wa jest pro­sta: hie­rar­chia ko­ściel­na w epo­ce kru­cjat - i to na­wet ta naj­wyż­sza, w po­sta­ci in­sty­tu­cji pa­pie­ża - sta­wia­ła wprost, bez owi­ja­nia w ba­weł­nę, znak rów­no­ści mię­dzy wy­pra­wa­mi do Zie­mi Świę­tej a hisz­pań­ską re­kon­kwi­stą czy kru­cja­ta­mi pół­noc­ny­mi. Ro­bio­no to zresz­tą wie­lo­krot­nie, więc nie da się ta­kie­go sta­nu rze­czy spro­wa­dzić do ja­kie­goś "wy­bry­ku" jed­nej oso­by spra­wu­ją­cej w da­nym mo­men­cie urząd bi­sku­pa Rzy­mu. Pi­sze o tym wie­lo­krot­nie wspo­mi­na­ny wcze­śniej O'Cal­la­ghan. Pierw­sze ta­kie zrów­na­nie wy­praw do Zie­mi Świę­tej z dzia­ła­nia­mi w Hisz­pa­nii po­ja­wi­ło się jesz­cze rok przed zdo­by­ciem Je­ro­zo­li­my w 1099 roku. Pa­pież Urban II na­kła­niał ry­cer­stwo hisz­pań­skie do obro­ny wła­snych gra­nic: ,,(...) kto­kol­wiek z was pra­gnie udać się do Azji, niech speł­nia pra­gnie­nie swej wia­ry tu­taj. Nie przy­spo­rzy so­bie bo­wiem za­sług, ra­tu­jąc chrze­ści­jan przed Sa­ra­ce­na­mi da­le­ko, pod­czas gdy bli­sko chrze­ści­ja­nie cier­pią ucisk i prze­śla­do­wa­nia od Sa­ra­ce­nów". Obie­ca­no hisz­pań­skim ry­ce­rzom te same na­gro­dy du­cho­we, któ­re zo­sta­ły obie­ca­ne krzy­żow­com je­ro­zo­lim­skim.

Za­uważ­my jed­nak, że po­dej­ście wprost prze­ciw­ne do po­wyż­sze­go rów­nież nie jest do koń­ca traf­ne. Cho­dzi tu o ,,obóz" ge­ne­ra­li­zu­ją­cy, w któ­rym za kru­cja­ty uwa­ża się wszyst­kie dzia­ła­nia i wy­pra­wy zbroj­ne ma­ją­ce ja­ką­kol­wiek mo­ty­wa­cję re­li­gij­ną. Ta­kie uję­cie spra­wia, że do gro­na wy­praw krzy­żo­wych za­kwa­li­fi­ko­wa­ne zo­sta­ną ta­kie dzia­ła­nia, od któ­rych Ko­ściół ka­to­lic­ki cał­ko­wi­cie się od­ci­na. Przy­kład? Wy­pra­wy lu­do­we. Pi­sa­łem po­wy­żej, jak wiel­kim nad­uży­ciem jest trak­to­wa­nie ich jako kru­cjat. Przy­kład dru­gi? Eks­pe­dy­cja Fry­de­ry­ka II Ho­hen­stau­fa do Zie­mi Świę­tej (któ­ra - tak na mar­gi­ne­sie - za­koń­czy­ła się zdo­by­ciem Je­ro­zo­li­my bez dzia­łań zbroj­nych!). Wiel­ki suk­ces nie­miec­kie­go ce­sa­rza... eks­ko­mu­ni­ko­wa­ne­go ce­sa­rza. Tak, przed wy­ru­sze­niem na swo­ją świec­ką "kru­cja­tę", Fry­de­ryk II zo­stał eks­ko­mu­ni­ko­wa­ny, a jak­by tego było mało, więk­szość ba­ro­nów krzy­żo­we­go Kró­le­stwa Je­ro­zo­lim­skie­go sprze­ci­wia­ło się jego su­pre­ma­cji. Nie chcia­no eks­ko­mu­ni­ko­wa­ne­go mo­nar­chy z rodu Stau­fów, oba­wia­no się jego cen­tra­li­zmu i ab­so­lu­ty­zmu.

Nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że wie­lu dzia­łań nie moż­na za­kwa­li­fi­ko­wać do gro­na wy­praw krzy­żo­wych, po­nie­waż nie po­sia­da­ją pew­nej ce­chy szcze­gól­nej, jaką jest za­an­ga­żo­wa­nie Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go. Za­an­ga­żo­wa­nie ta­kie czę­sto wią­że się z bez­po­śred­nim kie­row­nic­twem przed­sta­wi­cie­li hie­rar­chii ko­ściel­nej nad wy­pra­wą oraz ofi­cjal­nym we­zwa­niem okre­ślo­nych grup lu­dzi do wzię­cia udzia­łu w przed­się­wzię­ciu w for­mie ofi­cjal­ne­go do­ku­men­tu (bul­li). Jaki dal­szy wnio­sek moż­na wy­cią­gnąć na tej pod­sta­wie? Bar­dzo pro­sty: wy­pra­wy krzy­żo­we funk­cjo­nu­ją wy­łącz­nie w ra­mach cy­wi­li­za­cji ła­ciń­skiej, w któ­rej to po­wstał Ko­ściół ka­to­lic­ki. O tym tak­że po­wiem sze­rzej w dal­szej czę­ści książ­ki.

Na­le­ży za­zna­czyć z całą sta­now­czo­ścią, że kru­cja­ty cha­rak­te­ry­zu­je wła­śnie za­an­ga­żo­wa­nie Ko­ścio­ła oraz funk­cjo­no­wa­nie pew­nych na­gród du­cho­wych, któ­re ten­że Ko­ściół ofe­ru­je wszyst­kim uczest­ni­kom po­dob­nych wy­praw. Wy­praw wo­jen­nych? Ano wła­śnie. Ko­lej­ne istot­ne py­ta­nie. Zde­cy­do­wa­na więk­szość de­fi­ni­cji do­stęp­nych w In­ter­ne­cie (ale tak­że tych wy­ję­tych z pu­bli­ka­cji na­uko­wych) pod­kre­śla, iż wy­pra­wy krzy­żo­we mia­ły cha­rak­ter jak naj­bar­dziej zbroj­ny. Cof­nij­my się za­tem o kil­ka aka­pi­tów - do cy­ta­tu, w któ­rym pa­pież Urban II na­kła­nia hisz­pań­skie ry­cer­stwo do za­an­ga­żo­wa­nia się w ra­mach re­kon­kwi­sty za­miast wy­ru­sze­nia do Zie­mi Świę­tej. Owo "za­an­ga­żo­wa­nie w ra­mach re­kon­kwi­sty" wią­za­ło się nie tyl­ko z wal­ką zbroj­ną. Cy­tat ten od­no­sił się mia­no­wi­cie do dzia­łal­no­ści w ra­mach od­bu­do­wy ko­ścio­ła i mia­sta Tar­ra­go­na. Uzu­peł­nij­my in­ny­mi sło­wa­mi pa­pie­ża: "Za­chę­ca­my tych, któ­rzy wy­ru­szą do Je­ro­zo­li­my lub in­nych miejsc w du­chu po­ku­ty lub wia­ry, by wszyst­kie tru­dy tej po­dró­ży zu­ży­li na od­bu­do­wę Ko­ścio­ła w Tar­ra­go­nie, by mia­sto to [...], mo­gło być sła­wio­ne jako za­po­ra i opo­ka prze­ciw­ko Sa­ra­ce­nom". Nie mamy tu do czy­nie­nia z wal­ką zbroj­ną, to ja­sne, cho­ciaż oczy­wi­ście od­bu­do­wa Tar­ra­go­ny mo­gła wią­zać się ze wzno­sze­niem mu­rów czy wież obron­nych, czy­li struk­tur mi­li­tar­nych. Jest rok 1089.

Jak za­tem okre­ślić dzia­łal­ność kru­cja­to­wą? Wy­pra­wa zbroj­na? My­ślę, że to cał­kiem traf­ne sfor­mu­ło­wa­nie, bo jak by nie było, dzia­łal­ność krzy­żo­wa mia­ła czę­sto rze­czy­wi­ście zbroj­ny cha­rak­ter. Na­wet przy­wo­ła­ną od­bu­do­wę Tar­ra­go­ny pro­wa­dzo­no, aby "mia­sto to [...], mo­gło być sła­wio­ne jako za­po­ra i opo­ka prze­ciw­ko Sa­ra­ce­nom". Dzia­łal­ność kru­cja­to­wa wią­za­ła się za­tem z obro­ną Ko­ścio­ła (w ro­zu­mie­niu ca­łej wspól­no­ty wier­nych), czy też z obro­ną chrze­ści­jań­stwa. Przy czym obro­na ta musi być w ja­kiś spo­sób usank­cjo­no­wa­na przez sa­me­go pa­pie­ża oraz wią­zać się z pew­ny­mi cha­rak­te­ry­stycz­ny­mi na­gro­da­mi du­cho­wy­mi.

Na­gro­da­mi? Czy aby na pew­no? Te­mat jest bez wąt­pie­nia nie­zwy­kle sze­ro­ki i po­now­nie - nie­zwy­kle za­fał­szo­wa­ny. Zna­na jest bo­wiem sce­na z fil­mu "Kró­le­stwo Nie­bie­skie" (głów­ną rolę za­grał Or­lan­do Blo­om), gdzie pe­wien mło­dy chło­pak (praw­do­po­dob­nie du­chow­ny) wy­krzy­ku­je na­stę­pu­ją­ce ha­sło: "za­bi­cie mu­zuł­ma­ni­na to nie grzech, lecz prze­pust­ka do nie­ba!". Slo­gan ten miał wy­ra­żać wła­śnie fi­lo­zo­fię wspo­mnia­nych na­gród du­cho­wych - zwy­kle w for­mie od­pu­stu5 - za wzię­cie udzia­łu w wy­pra­wie krzy­żo­wej. I rze­czy­wi­ście po­dob­ne zja­wi­sko wy­stę­po­wa­ło, nie da się temu za­prze­czyć, cho­ciaż w rze­czy­wi­sto­ści na­gród nie otrzy­my­wa­no wca­le za za­bi­ja­nie Sa­ra­ce­nów.

Kru­cja­ta wy­ewo­lu­owa­ła z ru­chu piel­grzym­ko­we­go i to nie jest by­naj­mniej żad­na na­cią­ga­na teo­ria. To fakt. Na­ukow­cy nie mają w tym wy­pad­ku żad­nych wąt­pli­wo­ści. Trud­no zresz­tą mó­wić o wąt­pli­wo­ściach, sko­ro na­wet lu­dzie z epo­ki na­zy­wa­li po­cząt­ko­wo krzy­żow­ców wła­śnie mia­nem piel­grzy­mów. Po­ję­cie "kru­cja­ty" (łac. cru­cia­ta) po­wsta­ło do­pie­ro w po­ło­wie XIII w., czy­li prak­tycz­nie w cza­sie osta­tecz­nej ago­nii Kró­le­stwa Je­ro­zo­lim­skie­go, a za­tem w mo­men­cie, kie­dy idea kru­cja­to­wa prze­ży­wa­ła po­waż­ny kry­zys. Zresz­tą po­ję­cia tego uży­wa­no i tak, jak twier­dzi May­er, sto­sun­ko­wo rzad­ko. W uży­ciu wciąż po­zo­sta­wa­ło po­pu­lar­ne expe­di­tio, iter in ter­ram sanc­tam (po­dróż do Zie­mi Świę­tej) oraz - zwłasz­cza w po­cząt­ko­wym okre­sie kru­cjat - pe­re­gri­na­tio, co jest ni­czym in­nym, jak ła­ciń­skim okre­śle­niem piel­grzym­ki. W kon­tek­ście oso­bo­wym za­czę­to z cza­sem uży­wać po­ję­cia cru­ce­si­gna­tus - krzy­żo­wiec. Po­ja­wia się ono jed­nak do­pie­ro ok. 1180 roku.

Rze­czy­wi­ście, piel­grzym­ka i kru­cja­ta mia­ły ze sobą bar­dzo wie­le wspól­ne­go. Co kon­kret­nie? W tym wy­pad­ku na­le­ża­ło­by się­gnąc do ab­so­lut­nych pod­staw i za­py­tać, czym wła­ści­wie jest piel­grzym­ka i po co w ta­ko­wych bie­rze się udział. Py­ta­nie, co cie­ka­we, nie­zwy­kle na cza­sie, bo piel­grzym­ki sta­ją się obec­nie bar­dzo po­pu­lar­ne, cho­ciaż pa­trząc na to, jak wy­glą­da ich prze­bieg, moż­na dojść do wnio­sku, że uczest­ni­cy nie bar­dzo zda­ją so­bie spra­wę, w czym wła­ści­wie uczest­ni­czą. Ksiądz z gi­ta­rą, ra­do­sne śpie­wy i tań­ce - taka jest współ­cze­sna wi­zja... Przy oka­zji moż­na zwie­dzić cie­ka­we miej­sca, zo­ba­czyć Rzym, Je­ro­zo­li­mę czy na­szą pol­ską Czę­sto­cho­wę, na­ku­pić pa­mią­tek, zjeść re­gio­nal­ne przy­sma­ki... i tyle. Tym­cza­sem piel­grzym­ka, tak w prze­szło­ści, jak i obec­nie, ma przede wszyst­kim cha­rak­ter po­kut­ny. Uczest­nic­two w niej wią­za­ło się z pró­bą od­po­ku­to­wa­nia wła­snych prze­win. Śre­dnio­wiecz­ne po­dej­ście wy­ni­ka­ło bez­po­śred­nio z cha­rak­te­ru ów­cze­snych piel­grzy­mek jako wy­praw nie­bez­piecz­nych i nie­zwy­kle cięż­kich fi­zycz­nie.

Czy kru­cja­ty tak­że moż­na uznać za nie­bez­piecz­ne? Z pew­no­ścią. Wie­lu ba­da­czy sta­wia tezę, iż pa­pież Urban II nie miał ab­so­lut­nie żad­nej na­dziei na wy­zwo­le­nie Je­ro­zo­li­my z rąk Sa­ra­ce­nów, cho­ciaż taki cel wy­zna­czo­no pod­czas tzw. I kru­cja­ty. Wy­pra­wa trwa­ła kil­ka lat, a je­dy­ny­mi trud­no­ścia­mi nie były wy­łącz­nie od­le­głość i od­dzia­ły nie­przy­ja­cie­la. Już we wstę­pie do ni­niej­sze­go roz­dzia­łu po­ja­wił się pro­blem ka­ni­ba­li­zmu, któ­ry wpraw­dzie zda­rzył się za­pew­ne wy­łącz­nie raz (może wię­cej, może wca­le...), jed­nak­że dłu­go­trwa­łe gło­dów­ki po­śród żoł­nie­rzy po­ja­wia­ły się zde­cy­do­wa­nie czę­ściej. Prak­tycz­nie w każ­dym waż­niej­szym star­ciu czy ob­lę­że­niu to krzy­żow­cy sta­li na stra­co­nych po­zy­cjach. Nie­któ­rzy waż­niej­si przy­wód­cy, jak Ste­fan z Blo­is, za­wró­ci­li pod­czas dro­gi do Je­ro­zo­li­my, bo nie wi­dzie­li żad­nych szans na suk­ces. Po­mi­jam oczy­wi­ście fakt, że więk­szość uczest­ni­ków mu­sia­ła fi­nan­so­wać wy­pra­wę z wła­snych kie­sze­ni, co bez wąt­pie­nia sta­no­wi­ło ko­lej­ne ob­cią­że­nie.

Czy obie­cy­wa­ne wcze­sne for­my od­pu­stów sta­no­wi­ły rze­czy­wi­stą na­gro­dę? W pew­nym sen­sie tak, ale wciąż na­le­ży pa­mię­tać, że część ry­cer­stwa po­świę­ca­ła wła­sne ży­cie dla uzy­ska­nia tej­że na­gro­dy. Dru­gą ka­te­go­rią po­zo­sta­ją wszy­scy ci, któ­rzy za­mie­ni­li wcze­śniej na­ło­żo­ną na nich po­ku­tę na wzię­cie udzia­łu w kru­cja­cie. Trud­no jest do­kład­nie osza­co­wać licz­bę krzy­żow­ców wy­wo­dzą­cych się z tej gru­py, po­nie­waż nie­moż­li­we jest uzy­ska­nie ja­kich­kol­wiek in­for­ma­cji na te­mat kar, ja­kie na­kła­da­li na swo­ich pe­ni­ten­tów spo­wied­ni­cy. W każ­dym ra­zie człon­ko­stwo w kru­cja­cie moż­na bez wąt­pie­nia i bez skru­pu­łów po­wią­zać za­rów­no z po­ję­ciem na­gro­dy, jak i kary. Cie­ka­wy pa­ra­doks. Po­wiedz­my jesz­cze moc­niej: dla wie­lu ry­ce­rzy uczest­nic­two w kru­cja­cie od­by­wa­ło się pod przy­mu­sem.

Naj­wyż­sza pora pod­su­mo­wać po­wyż­sze roz­wa­ża­nia zwią­za­ne z de­fi­nio­wa­niem wy­praw krzy­żo­wych. Pro­blem ten może wy­da­wać się za­gad­nie­niem czy­sto na­uko­wym, na któ­ry nie po­win­no być miej­sca w pra­cach po­pu­la­ry­za­tor­skich. To oczy­wi­ście tyl­ko po­zo­ry. Wska­za­łem na wie­le czyn­ni­ków zwią­za­nych z kształ­to­wa­niem po­jęć (czy­li z pro­ce­sem de­fi­nio­wa­nia), któ­re wpły­wa­ją wy­raź­nie na to, jak te po­ję­cia są na­stęp­nie po­strze­ga­ne. Zre­du­ko­wa­nie ru­chu kru­cja­to­we­go wy­łącz­nie do Zie­mi Świę­tej spra­wia, iż au­to­ma­tycz­nie cha­rak­te­ry­zu­je się całe zja­wi­sko jako woj­sko­wą ofen­sy­wę, mi­li­tar­ną agre­sję. Po­mi­ja się zu­peł­nie od­bu­do­wę miast i twierdz w ra­mach wy­praw hisz­pań­skich. Ba, po­mi­ja się w ogó­le całą tra­dy­cję hisz­pań­skiej re­kon­kwi­sty. Z dru­giej zaś stro­ny spoj­rze­nie zbyt sze­ro­kie spra­wia, iż do wor­ka z na­pi­sem "kru­cja­ty" wrzu­ca się wszyst­kie moż­li­we ope­ra­cje zbroj­ne, w któ­rych pada ha­sło ,,Deus vult", czy też ja­kie­kol­wiek inne od­nie­sie­nie do Boga. Po­trzeb­ne jest za­tem wy­pra­co­wa­nie de­fi­ni­cji, któ­ra unik­nie obu tych skraj­no­ści.

Na ko­niec po­zo­sta­je za­tem po­dać de­fi­ni­cję, któ­ra w ja­kimś stop­niu na­pra­wi po­wyż­sze za­nie­dba­nia i któ­ra zo­sta­nie przy­ję­ta jako wła­ści­wa pod­czas dal­szej ana­li­zy. Otóż wy­pra­wy krzy­żo­we na ła­mach ni­niej­szej pu­bli­ka­cji będą trak­to­wa­ne jako piel­grzym­ki zbroj­ne za­twier­dzo­ne przez hie­rar­chię Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go, któ­rych je­dy­nym ce­lem jest obro­na chrze­ści­jań­stwa.

 

Wstęp

Czy Ko­ściół ka­to­lic­ki prze­pra­szał za kru­cja­ty? Dziś więk­szość wy­znaw­ców Chry­stu­sa, któ­rzy przy­zna­ją się do ka­to­li­cy­zmu, jak rów­nież wszy­scy ci, któ­rych by­naj­mniej o po­dob­ną przy­na­leż­ność nie da się po­są­dzić, nie mają ra­czej więk­szych wąt­pli­wo­ści, że rze­czy­wi­ście do ta­kie­go aktu skru­chy do­szło. Sto­li­ca Apo­stol­ska wy­par­ła się za­tem swo­jej nie­wła­ści­wej tra­dy­cji i za po­mo­cą So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II skie­ro­wa­ła wspól­no­tę Ko­ścio­ła na zu­peł­nie inny, no­wo­cze­sny, to­le­ran­cyj­ny tor. Pierw­sze skrzyp­ce w tym pro­ce­sie od­gry­wać miał św. Jan Pa­weł II, za co z jed­nej stro­ny zbie­rał grom­kie bra­wa, z dru­giej zaś so­len­ną kry­ty­kę. Nie ule­ga naj­mniej­szej wąt­pli­wo­ści, że nie­któ­re po­czy­na­nia pa­pie­ża Po­la­ka wy­da­ją się być co naj­mniej kon­tro­wer­syj­ne (jak np. uca­ło­wa­nie Ko­ra­nu czy też prze­pro­wa­dze­nie spo­tka­nia mo­dli­tew­ne­go w Asy­żu w 1986 roku). Z dru­giej jed­nak stro­ny, czę­sto­kroć oce­ny nie­któ­rych wy­po­wie­dzi Ojca Świę­te­go for­mu­ło­wa­ne są na­pręd­ce i w kon­se­kwen­cji pro­wa­dzą do po­waż­nych nad­in­ter­pre­ta­cji.

Roz­po­czy­na­jąc roz­wa­ża­nia na te­mat dzie­jów wy­praw krzy­żo­wych, nie mo­głem po­mi­nąć ca­łej spu­ści­zny, jaką w tym aspek­cie po­zo­sta­wił po so­bie św. Jan Pa­weł II. Z tego też wzglę­du za­nim w ogó­le za­bra­łem się za pi­sa­nie pierw­sze­go roz­dzia­łu, spę­dzi­łem dłu­gie go­dzi­ny na prze­szu­ki­wa­niu In­ter­ne­tu w celu od­na­le­zie­nia ja­kich­kol­wiek kon­kret­nych da­nych zwią­za­nych ze wspo­mnia­ny­mi prze­pro­si­na­mi, któ­re to Oj­ciec Świę­ty miał wy­gło­sić w ju­bi­le­uszo­wym roku 2000. War­to przy tym pod­kre­ślić, że rze­czy­wi­ście w owym cza­sie Sto­li­ca Apo­stol­ska wie­lo­krot­nie pró­bo­wa­ła ka­jać się i pro­sić o prze­ba­cze­nie, jed­nak­że ro­bi­ła to na tyle umie­jęt­nie, aby nie po­tę­pić z góry przy tym ca­łej ła­ciń­skiej tra­dy­cji. W każ­dym ra­zie w prze­past­nych od­mę­tach In­ter­ne­tu trud­no jest dziś od­na­leźć ja­kie­kol­wiek kon­kret­ne cy­ta­ty, w któ­rych to Jan Pa­weł II czy też jego po­przed­ni­cy lub na­stęp­cy po­tę­pia­li­by wprost tra­dy­cję wy­praw krzy­żo­wych. Prze­pro­si­ny mia­ły nie­jed­no­krot­nie zu­peł­nie ogól­ni­ko­wy cha­rak­ter, zaś prze­mó­wie­nia pod­cho­dzi­ły do te­ma­tu zu­peł­nie okręż­ną dro­gą. Nic w tym za­ska­ku­ją­ce­go. Od­rzu­ce­nie idei kru­cjat wią­za­ło­by się z ko­niecz­no­ścią sta­nię­cia w opo­zy­cji do św. Au­gu­sty­na czy św. Grze­go­rza VII oraz od­rzu­ce­niem se­tek, je­śli nie ty­się­cy ofi­cjal­nych do­ku­men­tów wy­da­nych on­giś przez Sto­li­cę Apo­stol­ską.

Praw­do­po­dob­nie wy­gło­sze­nie ta­kich sto­no­wa­nych prze­pro­sin mia­ło z jed­nej stro­ny udo­bru­chać wszyst­kich wro­gów Ko­ścio­ła, zaś z dru­giej stro­ny nie obu­dzić zde­cy­do­wa­ne­go sprze­ci­wu śro­do­wisk wier­nych tra­dy­cji ła­ciń­skiej. Mó­wiąc pro­ściej: cho­dzi­ło o po­pra­wę i tak dość zszar­ga­ne­go wi­ze­run­ku Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go w świe­cie. Pro­blem w tym, że osią­gnię­to efekt wręcz od­wrot­ny. An­ty­kle­ry­ka­ło­wie, jak i wy­znaw­cy in­nych re­li­gii (przede wszyst­kim ju­da­izmu), wciąż po­zo­sta­ją nie­za­do­wo­le­ni, o czym świad­czy cho­ciaż­by ofi­cjal­ne sta­no­wi­sko Mię­dzy­na­ro­do­we­go Ko­mi­te­tu Ży­dow­skie­go ds. Kon­sul­ta­cji Mię­dzy­na­ro­do­wych, we­dług któ­re­go Ko­ściół ka­to­lic­ki przez stu­le­cia swo­jej dzia­łal­no­ści stwo­rzył ,,wro­gą at­mos­fe­rę", z po­wo­du któ­rej moż­li­we było za­ist­nie­nie Ho­lo­cau­stu. Mó­wiąc wprost: Ko­ściół stwo­rzył pod­wa­li­ny dla za­gła­dy Ży­dów pod­czas II woj­ny świa­to­wej!

Moż­na się tyl­ko do­my­ślać, jaka for­ma za­dość­uczy­nie­nia do­pro­wa­dzi­ła­by do rze­czy­wi­ste­go po­jed­na­nia. Za­pew­ne wszyst­kie an­ty­kle­ry­kal­ne or­ga­ni­za­cje, ma­ją­ce bar­dzo czę­sto le­wi­co­we ko­rze­nie, po­czu­ły­by się usa­tys­fak­cjo­no­wa­ne, gdy­by Sto­li­ca Apo­stol­ska za­pro­po­no­wa­ła pie­nięż­ną gra­ty­fi­ka­cję za do­mnie­ma­ne szko­dy, ja­kie po­noć wy­rzą­dzi­ła. Taką re­gu­lar­ną, do­ży­wot­nią pen­sję dla każ­de­go wro­ga ka­to­li­cy­zmu, żeby ci nie mu­sie­li już wię­cej pra­co­wać i aby mo­gli sku­pić się na ,,wal­ce z fa­szy­zmem".

Tym­cza­sem Jan Pa­weł II wie­lo­krot­nie pod­kre­ślał, że ko­niecz­ne jest za­ist­nie­nie wza­jem­ne­go prze­ba­cze­nia, a za­tem obie stro­ny mu­szą dą­żyć do skru­chy, co nie­zwy­kle istot­ne jest przede wszyst­kim w kon­tek­ście wy­praw krzy­żo­wych. Dziś kru­cja­ty po­strze­ga się jako ka­to­lic­ką agre­sję, przez co cał­ko­wi­cie po­mi­ja­ny jest wą­tek is­lam­skiej in­wa­zji na Eu­ro­pę oraz cią­głe­go za­gro­że­nia, ja­kie wi­sia­ło nad Sta­rym Kon­ty­nen­tem w cza­sie, gdy do Zie­mi Świę­tej wy­ru­sza­ła pierw­sza zbroj­na piel­grzym­ka. Jed­no­cze­śnie po­mi­ja się przy tym hisz­pań­ski te­atr dzia­łań wo­jen­nych, zaś dla lep­sze­go efek­tu stwo­rzo­no na­wet osob­ny ter­min (re­kon­kwi­sta), by­le­by tyl­ko nikt nie pró­bo­wał łą­czyć obro­ny pół­wy­spu Ibe­ryj­skie­go z ru­chem kru­cja­to­wym. Wy­pra­wy krzy­żo­we wsze­la­ko sta­no­wi­ły od­po­wiedź dla cią­głe­go za­gro­że­nia ze stro­ny is­la­mu, z cze­go za­pew­ne zda­wał so­bie spra­wę Jan Pa­weł II, kie­dy wie­lo­krot­nie mó­wił o ko­niecz­no­ści wza­jem­ne­go prze­ba­cze­nia. War­to przy tym pod­kre­ślić, że stro­na ka­to­lic­ka wy­ko­na­ła zna­czą­ce kro­ki w tym za­kre­sie, zaś stro­na mu­zuł­mań­ska nie. W kra­jach is­lam­skich wciąż do­cho­dzi do zbrod­ni na tle re­li­gij­nym, wy­mie­rzo­nych bez­po­śred­nio w wy­znaw­ców Chry­stu­sa. Nie­ste­ty arab­scy ucze­ni po­tra­fi­li osten­ta­cyj­nie od­mó­wić pa­pie­żo­wi spo­tka­nia w 1982 roku w Ni­ge­rii i w 1995 roku w Ke­nii, lecz nie po­tra­fią uczy­nić żad­nych rów­nie sta­now­czych ge­stów wo­bec zbrod­ni wciąż po­peł­nia­nych przez ich współ­bra­ci.

Nie­wąt­pli­wie wszyst­kie te ka­ja­nia Sto­li­cy Apo­stol­skiej po­dzia­ła­ły ni­czym woda na młyn śro­do­wisk an­ty­kle­ry­kal­nych i do­pro­wa­dzi­ły do po­wsta­nia w ra­mach sa­me­go Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go praw­dzi­wej gan­gre­ny fał­szu i za­kła­ma­nia. Do­praw­dy trud­no jest obec­nie dys­ku­to­wać z tzw. prze­cięt­ny­mi ludź­mi na te­mat wy­praw krzy­żo­wych, bo­wiem nie prze­ma­wia­ją do nich ab­so­lut­nie żad­ne ar­gu­men­ty. Sko­ro za kru­cja­ty prze­pra­szał sam Jan Pa­weł II, to zwal­nia ich to nie­ja­ko z obo­wiąz­ku my­śle­nia i do­cie­ka­nia praw­dy. Prze­cież świę­ty pa­pież nie mógł się my­lić! Do prze­cięt­ne­go od­bior­cy za­zwy­czaj nie do­cie­ra­ją ja­kie­kol­wiek ar­gu­men­ty o tym, że fak­tycz­nie prze­pro­si­ny owe nie mia­ły nic wspól­ne­go z za­ne­go­wa­niem słusz­no­ści zbroj­nych piel­grzy­mek, czy tym bar­dziej cał­ko­wi­tym ich po­tę­pie­niem. Oj­ciec Świę­ty wy­ra­ził bo­wiem skru­chę je­dy­nie za po­szcze­gól­ne jed­nost­ki, któ­re mo­gły do­pu­ścić się pod­czas tych przed­się­wzięć uczyn­ków jed­no­znacz­nie złych.

Dys­ku­sja na te­mat kru­cjat obar­czo­na jest za­tem pew­ny­mi mi­ta­mi, któ­re wpro­wa­dza­ją nie­ja­ko a prio­ri pew­ne ak­sjo­ma­ty o co naj­mniej wąt­pli­wej praw­dzi­wo­ści. Pierw­szym i za­sad­ni­czym jest za­ło­że­nie, że wy­pra­wy krzy­żo­we były z na­tu­ry złe, zaś ich ogól­na oce­na wią­że się z pew­ną stop­nio­wal­no­ścią zła (pew­ne okre­ślo­ne zja­wi­ska czy wy­da­rze­nia mogą być za­tem bar­dziej lub mniej złe). Dru­gim błęd­nym pa­ra­dyg­ma­tem jest przy­ję­cie mo­ral­ne­go punk­tu wi­dze­nia jako je­dy­ne­go do­pusz­czal­ne­go spoj­rze­nia na pro­blem.

I tu­taj świa­do­my czy­tel­nik po raz ko­lej­ny zde­rzy się z górą lo­do­wą, je­śli tyl­ko przyj­dzie mu dys­ku­to­wać z oso­ba­mi nie ma­ją­cy­mi naj­mniej­sze­go po­ję­cia o te­ma­cie. Wy­mu­sza­nie etycz­ne­go spoj­rze­nia na wy­pra­wy krzy­żo­we to jak­by fun­da­ment kru­cja­to­we­go kłam­stwa. Bez nie­go, stwo­rzo­na mi­to­lo­gia nie by­ła­by w sta­nie się utrzy­mać. Spoj­rze­nia stra­te­gicz­no-mi­li­tar­ne, eko­no­micz­ne, po­li­tycz­ne czy spo­łecz­ne pro­wa­dzą do ab­so­lut­nie jed­no­znacz­ne­go wnio­sku - Eu­ro­pa sko­rzy­sta­ła na wy­pra­wach krzy­żo­wych i to wła­śnie dzię­ki nim do­ko­nał się nie­wia­ry­god­ny po­stęp, za­pew­nia­ją­cy Eu­ro­pej­czy­kom bez­pie­czeń­stwo. Ode­pchnię­cie arab­skie­go za­gro­że­nia od ser­ca Sta­re­go Kon­ty­nen­tu do­pro­wa­dzi­ło do go­spo­dar­cze­go roz­kwi­tu, do otwar­cia szla­ków han­dlo­wych oraz po­wsta­nia eu­ro­pej­skiej kul­tu­ry ry­cer­skiej, o któ­rej za wszel­ką cenę pró­bu­je się dziś za­po­mnieć.

Ape­lu­ję za­tem do każ­de­go, kto za­mie­rza prze­czy­tać ni­niej­szą pu­bli­ka­cję, aby od­rzu­cił przy­naj­mniej na ja­kiś czas pa­ra­dyg­mat etycz­ne­go ba­da­nia zja­wi­ska wy­praw krzy­żo­wych i przy­jął uję­cie nie­co bar­dziej prag­ma­tycz­ne, opie­ra­ją­ce się na bi­lan­sie zy­sków i strat. Wę­dro­wa­nie utar­ty­mi szla­ka­mi z całą pew­no­ścią nie jest tak fa­scy­nu­ją­ce, jak od­kry­wa­nie no­wych ście­żek na wła­sną rękę.

Na za­koń­cze­nie mu­szę na ręce czy­tel­ni­ka zło­żyć prze­pro­si­ny i kil­ka słów wy­tłu­ma­cze­nia. Otóż prze­pra­szam za wszyst­kie uprosz­cze­nia, uogól­nie­nia czy skró­ty my­ślo­we, któ­rych mu­sia­łem użyć, aby opi­sać w tak skon­den­so­wa­nej for­mie wie­lo­set­let­nią tra­dy­cję wy­praw krzy­żo­wych. Nie­ste­ty, nie­kie­dy nie mia­łem in­ne­go wyj­ścia, jak zwy­czaj­nie prze­sko­czyć pew­ne istot­ne ele­men­ty, czy też przed­sta­wić je w na­zbyt ba­nal­ny spo­sób. Chcia­łem, aby książ­ka była krót­ka oraz aby obej­mo­wa­ła zja­wi­sko ca­ło­ścio­wo, zaś wy­bra­nie ta­kie­go, a nie in­ne­go po­dej­ścia wy­mu­sza­ło za­ist­nie­nie pew­nych na­tu­ral­nych wad. Mam jed­nak na­dzie­ję, że ni­niej­sza pra­ca jest je­dy­nie otwar­ciem na nowo dys­ku­sji o kru­cja­tach, w ra­mach któ­rej bę­dzie moż­li­we przyj­rze­nie się każ­de­mu frag­men­to­wi dzie­jów ze zde­cy­do­wa­nie więk­szą do­kład­no­ścią i dba­ło­ścią o szcze­gó­ły.