ROZDZIAŁ PIERWSZY
Juliet
Początek
Pomrugałam gwałtownie, a potem otworzyłam oczy. Widziałam tylko ciemność.
Najczarniejszy. Nieprzenikniony. Mrok.
Ktoś założył mi opaskę na oczy. Związał dłonie za plecami i posadził nieprzytomną chyba na krześle z drewnianym siedziskiem. Poczułam powolne pulsowanie w skroniach i przypomniałam sobie, że zostałam czymś uderzona, gdy tylko weszłam na plażę. Byłam nad wodą z bratankiem Nazem, którym opiekowałam się w trakcie podróży poślubnej brata.
Gdzie on jest? Jego też porwali?
Szybko uległam panice. Próbując zwilżyć językiem zaklejone taśmą usta, poczułam metaliczny posmak krwi.
Zaskoczyło mnie to, dlatego usiadłam pospiesznie, przy czym rozległ się dźwięk fortepianu.
Posadzili mnie na instrumencie?
Nie zdołałam krzyknąć.
Ledwo udało mi się poruszyć.
Kto?
Co?
Gdzie?
W piersi poczułam ból. W głowie tłukły się myśli.
Czy to tak umrę? Siedząc na fortepianie?
Najbardziej na świecie lubiłam grać właśnie na tym instrumencie.
Przypomniałam sobie ostatnią rozmowę z bratem Romeem. Od lat błagałam, aby pozwolił mi wejść do rodzinnego biznesu, aż w końcu porozmawiał z ojcem, jednym z kapitanów przestępczej rodziny Sinacore. Wszyscy "mężczyźni" uznali jednak, że jestem zbyt młoda, zbyt niedoświadczona - zbyt niewinna.
Wykazałam się naiwnością.
Widzieli we mnie młodą kobietę.
Dziecko.
Tymczasem niemal od urodzenia poznawałam tajniki funkcjonowania zorganizowanej grupy przestępczej. Najbardziej ubódł mnie jednak inny powód.
Stwierdzili, że jestem za ładna.
Jakby się obawiali, że jakiś psychol wyryje swoje imię na moim policzku, na zawsze go naznaczając.
Brukając mnie.
Łamiąc.
Mieli rację?
Szamotałam się, usiłując się uwolnić.
Romeo na pewno bardzo się martwi.
Zacisnęłam powieki. Nie chciałam się rozpłakać. Dać im tej satysfakcji. Wyleję łzy po tym, gdy mnie ocalą, bo byłam pewna, że ktoś przyjdzie mi na ratunek. Podejrzewałam, że szuka mnie już połowa najpotężniejszych mężczyzn w Seattle.
Ta myśl zrodziła pewne pytanie: kto ma na tyle jaj, żeby mnie porwać?
Łzy popłynęły po moich policzkach.
Dalej słyszałam tylko ciszę.
Jebaniutka doprowadzała mnie do szału.
Może o to im chodziło.
Albo porwał mnie ktoś, kto pomyślał, że trafiła mu się niezła okazja, albo dopadł mnie ktoś bardziej przebiegły. Na tę myśl przeszedł mnie dreszcz. Za żołądek chwycił strach.
W końcu usłyszałam rozkaz wypowiedziany głębokim głosem.
- Zagraj dla mnie, Juliet.
Skąd wie, że potrafię grać?
Dźwięk jego głosu wywołał u mnie pewną reakcję, sprowokował do walki, a zwłaszcza sprzeciwienia się rozkazowi wydanemu przez osobę znajdującą się nieopodal. Na pewno wyglądałam żałośnie i miałam się oswobodzić dopiero, kiedy mnie rozwiąże. Świadomość tego faktu nie powstrzymała mnie jednak od szamotania się.
- Jeśli będziesz się tak wiercić, to tylko się potniesz, a ja już jestem niezadowolony, bo moi ludzie skaleczyli cię w skroń, z której pociekła krew. W twoim interesie leży, byś nie zrobiła sobie krzywdy. Dziś zabiłem już dwie osoby, które nie wykonały moich rozkazów.
Omal się nie zrzygałam.
Ucisk w żołądku się nasilił, gdy uzmysłowiłam sobie, że znalazłam się w naprawdę beznadziejnej sytuacji.
- Zdejmę opaskę, a potem odkleję taśmę. Nie wolno ci się ruszyć, bo jeszcze nie chcę ci zrobić krzywdy. Nie myśl sobie jednak, że nigdy cię to nie czeka.
Jeszcze?
Zdjął opaskę. Przez chwilę pożałowałam, że zobaczę mężczyznę, do którego należał ten przerażający głos.
Trudno było mi cokolwiek dostrzec ze względu na słabe oświetlenie. Ciekawe, czy przygasił światło z uwagi na mnie. Przerwał moje bezsensowne rozmyślanie, mocno odrywając taśmę od ust. Krzyknęłam z potwornego bólu. Natychmiast przestałam się łudzić, że to sen, i uzmysłowiłam sobie, że to koszmar.
- Co się mówi? - zapytał zachrypniętym głosem, gdy rozpaczliwie usiłowałam skupić się na nim, a nie na piekących ustach.
Od jak dawna tu jestem, skoro moje oczy nie mogą się przyzwyczaić do światła?
- Nie prosiłem, byś mnie o cokolwiek pytała, Juliet.
Powiedziałam to na głos?
- To co się mówi?
Zmrużyłam oczy, usiłując zobaczyć mężczyznę skrywającego się w cieniu. Nie widziałam jego twarzy, choć stał zaledwie kilka kroków ode mnie. Mimo to zorientowałam się, że nie zdołam go wyminąć, nawet jeśli się oswobodzę.
Pod wpływem krążącej w żyłach adrenaliny zapytałam:
- Kim jesteś?
Ledwo zdążyłam wypowiedzieć ostatnie słowo, a on mocno mnie ujął za policzki i ścisnął, aż pisnęłam z bólu.
- Co się mówi?
Spomiędzy spierzchniętych ust dobiegło stłumione: "Dziękuję".
- Grzeczna dziewczynka - pochwalił mnie i niezwłocznie puścił moją twarz, więc krew znów napłynęła do policzków. - Wiem, że się boisz - dodał delikatnie, bez trudu przybrawszy spokojny ton. - Jeśli będziesz posłuszna, to nic ci się nie stanie. Jeśli będziesz nieposłuszna, to zmusisz mnie, bym cię ukarał. To bardzo proste, Juliet. Decyzja należy do ciebie. Rozumiesz?
Przez głowę przebiegł mi tabun myśli.
- Nie lubię czekać. Nie jestem cierpliwy, a ty wystawiasz moją cierpliwość na próbę.
- Tak... - wyszeptałam. Wargi mi zadrżały. - Rozumiem.
- Jesteś bardzo grzeczna. - Kolejny raz mnie pochwalił irytująco spokojnym i protekcjonalnym tonem, przez który zapragnęłam mu przywalić.
W końcu przestałam widzieć mroczki, a mój wzrok się wyostrzył. Dostrzegłam chłodne, odpychające ciemne oczy, zdradzające tylko jedno.
Zło.
- Rozwiążę ci ręce. Nie walcz ze mną. W przeciwnym wypadku zmusisz mnie do udzielenia pierwszej lekcji i szybko się przekonasz, że twoje czyny mają konsekwencje. Rozumiesz?
Łzy napłynęły mi do oczu.
- Płaczem nic nie wskórasz ani się nie ocalisz. Jestem nietykalny. Nikt cię nie znajdzie, nawet twoja mafijna rodzina i ludzie z nią powiązani.
Łzy popłynęły ciurkiem. Kiedy przyłożył wierzch dłoni do mojego policzka, instynktownie się odsunęłam, sądząc, że mnie uderzy. Ale nie uderzył. Delikatnie otarł łzy, po czym powoli i niedbale zlizał je z palców.
- Widzisz, zwierzaczku... od teraz należysz do mnie.
Wybałuszyłam oczy.
Facet nie miał sumienia, za grosz przyzwoitości. W jego oczach nie malowały się żadne emocje ani odrobina współczucia. Domyśliłam się za to, że mój strach go podnieca.
- Wiem, że teraz zapewne mi nie uwierzysz, ale zapewniam, że nim nadejdzie koniec, nie tylko mi podziękujesz, ale też się we mnie zakochasz. Pokuszę się nawet o tezę, że będziesz skłonna oddać za mnie życie.
Serce tłukło mi się o żebra, waliło tak mocno i szybko, że wywołało we mnie obawę, iż zemdleję.
Zgiętymi palcami odsunął włosy z mojej twarzy i rozczarowany pokręcił głową. Dostrzegłam na jego palcach krew z mojej skroni.
Skrzywiłam się, gdy dotknął rozciętej skóry.
- Wierz mi, gdybym mógł, to ożywiłbym mężczyzn, których zabiłem za naznaczenie twojej twarzy, tylko po to, aby znów ich zabić.
Siedziałam wstrząśnięta. Nie zdołałam odpowiedzieć, bo obawiałam się kary. Skupiłam się zatem na bratanku.
- Porwałeś też Naza? - zapytałam.
Pokręcił głową.
- Twojemu bratankowi nic nie grozi. Tylko ty znalazłaś się w niebezpieczeństwie.
Zalała mnie fala ulgi.
- Myślałam, że nie zrobisz mi krzywdy, jeśli będę spełniać polecenia.
- Oboje wiemy, że posłuszeństwo nie leży w twojej naturze. Jesteś mafijną księżniczką, więc instynkt podpowie ci walkę. Nie martw się, zwierzaczku. Szczerze zapewniam, że nie mogę się doczekać, aż zacznę cię łamać.
Stanął przede mną, dając mi doskonały widok na swój wzwiedziony członek, który głaskał. Przeszył mnie dreszcz.
- Podoba ci się widoczek?
Najwyraźniej zbyt długo ociągałam się z odpowiedzią, bo mocno chwycił mnie za włosy i pociągnął. Skrzywiłam się z bólu, po policzkach spłynęły świeże łzy.
Dyskomfort odebrał mi rozsądek, toteż wypaliłam:
- Nie!
- Wkrótce się to zmieni - powiedział.
Zamarłam. Stał blisko, bliżej niż wcześniej, dlatego poczułam jego odurzający zapach.
Usiadł za mną okrakiem. Jednym gwałtownym ruchem położył moją głowę na swoim ramieniu i unieruchomił, mocno chwyciwszy za włosy. Zamknęłam oczy, by nie zobaczył malującego się w nich strachu.
Chyba go tym wkurzyłam, bo chwilę później zerwał ze mnie majtki, a potem...
Klaps!
Uderzył mnie w cipkę. Otworzyłam oczy. Nie dał mi nawet chwili, bym mogła pozbierać myśli.
Ochłonąć.
Zrobić cokolwiek prócz wydania z siebie jak najgłośniejszego krzyku.
Klaps!
Klaps!
Klaps!
Krzyczałam tak głośno, że prędko ochrypłam.
Płuca paliły.
W piersi czułam ból.
W cipce pulsowanie.
Aby pokazać, jak bardzo go to cieszy, naparł sztywnym fiutem pomiędzy moje pośladki.
- Proszę... - błagałam o litość.
Klaps!
Klaps!
Klaps!
- Proszę! - zawyłam głośno. Wydałam z siebie dźwięk, od którego mogłoby pęknąć szkło.
Oblałam się potem, poczułam żar, emocje, jakich - jak sądziłam - nie dało się czuć w tak pojebanej sytuacji.
Poczułam ucisk w piersi.
W skórze mrowienie.
Łono pulsowało.
Nie wiedziałam, co poskutkowało - prośba czy krzyk. W każdym razie stopniowo wypuścił moje włosy z rąk i zaczął czule masować mnie po głowie. Wtuliłam się w jego dłoń, pragnąc ulgi, jaką ta pieszczota dawała mojej obolałej skórze. Nie chciałam uczestniczyć w jego grze. Jednak moje ciało reakcją na dotyk zdradziło mu, że od początku miał nade mną władzę.
Obróciłam głowę i odsunęłam się od niego, gdy popłynęły gorące łzy.
To nie był koniec.
Dopiero zaczynał się mną bawić.
Nagle zaczął delikatnie masować mnie tam, gdzie wcześniej uderzył.
Teraz zaś mnie pocieszał.
Dawał rozkosz.
Pokazywał, że walka o władzę nie ma sensu, że już jestem jego.
Jęknęłam, choć pragnęłam krzyknąć, choć miałam ochotę się rozkleić, choć każdą swoją komórką chciałam go znienawidzić.
Znienawidzić jego kontrolę.
Dotyk.
Którymi siał we mnie zamęt.
- Proszę... - wyszeptałam. - Proszę.
- O co prosisz, zwierzaczku?
Nie wiedziałam, co powiedzieć.
Co myśleć.
Za sterami stanął rozsądek, więc zaczęłam się szamotać, próbowałam się odsunąć od wprawnych palców tego mężczyzny.
- Nie! - Tym razem krzyknęłam znacznie głośniej.
Zaśmiał się cicho w moje plecy, bawiąc się łechtaczką. Doskonale wiedział, jak mnie pieścić.
- Nie!
Drań mnie nie puścił, z kolei mój opór skłonił go do zwiększenia starań. Udowodnienia, że może odebrać mi wszystko, jeśli tylko tego zapragnie.
Dotykał mnie coraz szybciej i mocniej. Uprawiał chorą grę, w której okazywał władzę nade mną. Chciałam mu się wyrwać, ale nie mogłam, bo zostałam uwięziona w tym pomieszczeniu.
W jego objęciach.
Pod jego dłonią.
Usiłowałam wziąć w ryzy emocje, którymi rządził wyłącznie on - głosem, dotykiem, fiutem nadal przyciśniętym do mojego tyłka.
- Dojdziesz dla mnie, Juliet. A potem mi podziękujesz.
Jego słowa dolały oliwy do ognia.
Podsyciły pragnienie, by pokazać mu, że się myli.
Na próżno.
Miał zbyt wielki talent.
Zbyt dobrze pieścił.
Grał na mojej skórze, jak ja grałam na fortepianie.
Obejmował mnie coraz mocniej, bardziej stanowczo. Chciał, żebym nigdy nie poczuła nic prócz jego dotyku. Poruszał palcami szorstko i z determinacją, aż sfrustrowanym jękiem wyraziłam kapitulację. Wymusił na mnie uległość tylko po to, by pokazać, że potrafi.
Nogi zaczęły mi drżeć.
Cipka się zacisnęła.
Oczy wywróciły się białkami do góry.
Nie zdołałam dłużej nad sobą panować.
Stawiać temu oporu.
Zaznając najsilniejszego orgazmu w życiu, ujrzałam mroczki przed oczami.
- Grzeczna dziewczynka, Juliet.
Dopiero ze mną zaczął, a ja już zdążyłam zauważyć, że chwali mnie równie często, jak karze.
Leżałam na nim beztrosko rozluźniona i nawet nie drgnęłam.
- Nie ruszaj się.
Przeszył mnie dreszcz, gdy dalej mnie naznaczał, gdy rozcinał linę, którą związano moje ręce.
Kiedy skończył, stanął przede mną, a następnie kucnął. Pierwszy raz wyraźnie zobaczyłam jego twarz, zdołałam się jej przyjrzeć. Ciemne włosy zaczesał do tyłu, dzięki czemu uwagę przykuwały jego wydatne kości policzkowe i lekki zarost. Najpierw zauważyłam szerokie ramiona i umięśnioną pierś, nim skupiłam wzrok na wytatuowanym na szyi krzyżu. Dziara wywołała największe zaciekawienie, bo wziął zakładniczkę, choć na skórze nosi religijny symbol.
Poruszył ręką, więc powiodłam za nią wzrokiem. Włożył wilgotne palce do ust i jęknął z satysfakcją.
Zaczerwieniłam się.
Zmieszałam. Czułam zarówno zażenowanie, jak i podniecenie.
Byłam rozdarta.
A zarazem czułam się jak pod wpływem środka uspokajającego.
O to mu chodziło?
Uśmiechnął się, uzmysłowiwszy sobie, że spodobała mi się jego przystojna, acz surowa twarz. Na pewno wyczytał to z moich oczu, bo malowała się w nich ciekawość, której nie zdołałam zamaskować, ponieważ chwilę wcześniej znowu coś mi skradł i uczynił swoim.
Zmrużył oczy, spojrzał w moje i wycedził:
- Nigdy cię nie pokocham. - Zacisnął zęby. - Mimo to nie miej najmniejszych wątpliwości, że twoje dni jako Juliet Sinacore dobiegły końca. Natomiast dopiero zaczęły się jako mojego zwierzaczka. - Wskazał głową na fortepian, po czym rozkazał: - Zagraj dla mnie, Juliet. Tylko najpierw podziękuj za orgazm.
Uległam mu, zamiast walczyć o swoje uczucia, o wolność, o nienawiść do niego.
- Dziękuję - wyszeptałam, po czym obróciłam się do klawiszy.
Szukałam ucieczki w muzyce, a nie w jego gierkach.