W moich snach - Natalia Klewicz

Kup ebooka

39.99 zł
33.19 zł (39,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

- Niedługo powinniśmy być na miejscu - oznajmiłam, bo przyjęłam rolę nawigatora, choć szybko się okazało, że nie był to najlepszy pomysł.

Zastanawiałam się, jak kiedyś ludzie radzili sobie z papierowymi mapami. Trzymając w dłoni komórkę z włączoną aplikacją Google Maps, zdążyłam już kilka razy pomylić adres, zgubić pinezkę z miejscem docelowym i co chwila kazać mu skręcać szybciej, niż sugerował głos aplikacji.

On jednak pozostawał spokojny. Na każdą moją pomyłkę reagował śmiechem, a nawet twierdził, że radzę sobie świetnie, mimo że kątem oka zerkał na wyświetlacz, upewniając się, że zmierzamy w dobrym kierunku.

- Łucja, oby nie okazało się za moment, że mieliśmy jechać nad morze. - Zaśmiał się, choć w jego głosie ironia splatała się z odrobiną niepokoju.

- Nie, na pewno! - odparłam z determinacją i niezachwianą pewnością. - Sprawdzałam rezerwację tysiąc razy...

- Jesteś pewna?

- Nie ufasz mi? - Skrzyżowałam ręce w pozowanym geście. - Czy naprawdę w trakcie tej podróży zasłużyłam sobie na tak bezpodstawny brak zaufania? - powiedziałam dość teatralnym tonem, jakby naprawdę złamał mi serce.

- Nie zgrywaj się. - Chwycił mnie za rękę. - Chyba właśnie... przejechaliśmy zakręt.

- No nie! Zawracaj!

Na miejsce dotarliśmy godzinę później, niż zamierzaliśmy, co uważam za naprawdę dobry wynik. Oczywiście można by stwierdzić, że to przez moje problemy z nawigowaniem, ale wolałam zrzucić winę na liczne przystanki, podczas których podziwialiśmy widoki. Każdy z tych momentów był dla mnie cenniejszy niż punktualność.

Domek, w którym mieliśmy spędzić kolejne trzy dni, znajdował się w naprawdę urokliwym miejscu, w samym sercu Bieszczad. Dzika przyroda niosła ze sobą poczucie wolności, a jej piękno nie miało granic. Wynajęta przeze mnie chatka była niemal całkowicie przeszklona i ulokowana na wzniesieniu, co czyniło ją jeszcze bardziej wyjątkową. Dojechaliśmy po siedmiu godzinach, późnym wieczorem, więc mogłam jedynie wyobrażać sobie widok, który miał czekać na nas z samego rana. Mimo to, gdy wysiedliśmy z samochodu, naszym oczom ukazało się przejrzyste niebo usiane milionami gwiazd. Każdy oddech napełniał płuca świeżym powietrzem, wolnym od jakichkolwiek miejskich zanieczyszczeń. Zrobiło się chłodno, ale przyjemnie, a takie letnie wieczory, po całym dniu spędzonym w podróży, były jak obietnica zbawienia.

Przyciągnął mnie do siebie, delikatnie głaszcząc po głowie. Staliśmy tak dłuższą chwilę, zapatrzeni w niebo. Księżyc emanował blaskiem, a w oddali migotały latarnie oświetlające urokliwe górskie miasteczko. Te gwiazdy... w mieście nie wyglądają tak samo. Tu jest ich znacznie więcej. Nie są stłumione blaskiem miastowych lamp. Trzymaliśmy się za ręce, wpatrzeni to w siebie, to w otaczający nas krajobraz. Gdyby nie zmęczenie po podróży, rozłożyłabym koce, kołdry i zasnęłabym pod gołym niebem.

Przez moment to wszystko wydawało się aż zbyt filmowe. Czy na pewno jest prawdziwe?

Ostatnio zniknęły moje zmartwienia, cały smutek, a życie stawało się lekkie jak puch. Nie odczuwałam żadnego ciężaru, który towarzyszył mi przez tak wiele lat. Czasem miałam wrażenie, że wszystko układa się aż za idealnie. Boję się wtedy, że jest za dobrze, że szczęście to tylko krótkie złudzenie. Choć może wcale nie ma sensu się nad tym zastanawiać?

Byłam w dobrym miejscu, z dobrą osobą, i czułam to głęboko w sercu. Pod tym niezwykłym rozgwieżdżonym niebem pomyślałam, że nic nie może tego zepsuć. Obok mnie stał ktoś, kto sprawiał, że każda chwila nabierała znaczenia.

- Weźmy bagaże - powiedział, wyrywając mnie z zadumy.

- Tak, chodźmy po rzeczy i zróbmy kolację. Jestem taka głodna - odparłam z entuzjazmem, gdy przypomniałam sobie o jedzeniu.

Dobrze, że mama spakowała do tej starej przenośnej lodówki tyle zapasów. Wcześniej śmiałam się, mówiąc jej: "Nie chcemy tego rupiecia", a ona pokręciła głową i stwierdziła: "To tylko lodówka, dziecko. Twój ojciec i ja woziliśmy ją na każdy campingowy wyjazd".

- No i teraz będziemy musieli podziękować twojej mamie - zauważył z uśmiechem.

- No tak... - westchnęłam, bo ostatnio zbyt często miała rację. - Mamo, dzięki tobie nie umrzemy dzisiaj z głodu! Jesteśmy naprawdę wdzięczni! - krzyknęłam w niebo, jakby moje słowa miały unieść się na wietrze.

Zeszliśmy do auta, by zabrać wszystko z bagażnika. Mieliśmy spędzić tu tylko trzy dni, ale spakowaliśmy się jak na kilka tygodni. Swoją drogą w tak pięknym miejscu mogłabym zostać na zawsze, więc może lepiej być gotowym na wszelkie ewentualności.

Domek wewnątrz przerósł nasze oczekiwania. Niewielki, ale z antresolą, o drewnianej konstrukcji poprzecinanej wieloma oknami, przez które nad ranem wpadnie mnóstwo światła. Powietrze w salonie pachniało świeżym drewnem. Górskie domki miały w sobie ten niepowtarzalny klimat. Ich przytulne wnętrza, wypełnione ciepłym światłem lamp i żarem kominka, tworzyły atmosferę intymności. Tutaj czas zwalniał.

Rozpakowując rzeczy, czułam rosnącą ekscytację na myśl o wschodzie słońca. Zawsze kiedy zamierzałam wstać szybciej, by podziwiać ten widok, później spałam do dwunastej. Ambitne pomysły często kończyły się na etapie planowania, ale tym razem miałam nadzieję, że to się zmieni i przejdę do realizacji.

Przynajmniej jeden wschód słońca - pomyślałam w duchu.

- Czy ty to widzisz?! - krzyknęłam rozemocjonowana. - To wszystko wygląda magicznie!

- Wciąż nie mogę uwierzyć, że to dla nas zorganizowałaś. Naprawdę oszalałaś...

- Ostatni rok nas wymęczył - odparłam. - Należy nam się trochę odpoczynku i czasu tylko dla siebie. To niespodzianka, by ci podziękować... za wszystko, co dla mnie zrobiłeś, za to, kim jesteś i jak mnie uszczęśliwiasz. - Podeszłam bliżej. Pocałowałam go, czując, jak ciepło wypełnia moje serce.

- Dziękuję. - Odwzajemnił mój pocałunek, patrząc na mnie tymi pięknymi oczami, pełnymi miłości i wzruszenia. - Nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś tak miłego... Jesteś niezwykła. Naprawdę nie musiałaś.

- Wiem, ale chciałam. Oboje potrzebowaliśmy tego wyjazdu, nie sądzisz? - Uśmiechnęłam się i wróciłam do rozpakowywania torby.

Przestrzeń wokół nas emanowała pozytywną energią i wypełniała moje serce spokojem. W końcu byliśmy dorośli, a to był pierwszy w pełni zorganizowany przeze mnie wyjazd.

- Co my tu mamy? - zapytał, otwierając przenośną lodóweczkę. - Nie mów, że twoja mama zapakowała nam słoiki z gotowym jedzeniem.

- Cała ona! - Zaśmiałam się. - Co tam jest?

- Wszystko - powiedział, wyjmując kilka słoików i pudełek. - Mogę podgrzać spaghetti, pierogi albo... naleśniki. Zostajemy tu tylko na weekend, a spakowała jedzenia jak...

- Stawiam na naleśniki - przerwałam mu. - I herbatkę. Mamy cytrynę?

Wskazał na dodatkowy kosz wypełniony po brzegi owocami. Moja mama naprawdę oszalała. Niektóre rzeczy są jednak niezmienne i w sumie nawet nie chciałabym, żeby się zmieniały. Pewnie nie może się doczekać, gdy rano zadzwonię i opowiem o naszych pierwszych wrażeniach z wyjazdu. Ostatnio przestała się aż tak angażować w moje sprawy i dała mi więcej przestrzeni, czego cholernie potrzebowałam, ale Anna pozostanie Anną.

- To może skoczę na chwilę do łazienki, a potem zjemy i obejrzymy jakiś film przed snem? - powiedziałam, chwytając ręcznik i kosmetyczkę.

- Jasne, leć! Ja wszystko przygotuję - odparł z uśmiechem. - Czyli... mogę wybrać film?

- Chcesz wybrać film? - zapytałam, marszcząc brwi.

Wybór dobrego filmu na wieczór traktowaliśmy bardzo serio. Nieraz zdarzyło nam się pokłócić o to, kto dostąpi tego zaszczytu.

- No dobrze, tylko mnie nie zawiedź. - Starałam się brzmieć poważnie, ale w moim głosie dało się słyszeć żartobliwy ton.

Odstawiłam bagaże do pokoju na górze i ruszyłam do łazienki. Gdy otworzyłam drzwi, szczęka opadła mi z wrażenia. Na środku znajdowała się wolno stojąca wanna, a sufit nad nią był całkowicie przeszklony. Okej, mogę umierać. Naprawdę mogę! Żadne zdjęcie nie oddawało klimatu, który tu panował. Na szczęście byłam idealnie przygotowana na tę okazję. Z kosmetyczki wyjęłam kulę do kąpieli, sól lawendową i olejek o waniliowym zapachu. Z radością przygotowałam pianę, a następnie wskoczyłam do wanny i zanurzyłam się w gorącej wodzie. Ciepło rozluźniło całe moje ciało, a zapach olejków, unoszący się w powietrzu wraz z parą, otoczył mnie jak przyjemna mgiełka.

- O tak... - westchnęłam z błogim zadowoleniem.

- Coś mówisz? - Usłyszałam głos z dołu.

- Ja się stąd nie ruszę! - krzyknęłam.

Zamknęłam oczy, próbując ogarnąć wszystkie myśli, które wypełniały moją głowę. W żadnym scenariuszu nie założyłabym, że znajdę się z nim tu i teraz, że uda nam się przejść przez te wszystkie trudne chwile i na nowo zbudować silną relację. Wydawało mi się, że to jest spisane na straty, że pewnych rzeczy nigdy mi nie wybaczy, a jednak teraz odkrywałam w nim zupełnie nową osobę. I tak, zmieniliśmy się. Tak po prostu. Nie tylko my, ale także nasze spojrzenie na siebie nawzajem.

Czułam się stabilnie w tej relacji, a mimo to każdy dzień z nim zaskakiwał na nowo. Zdałam sobie sprawę, jak źle go traktowałam i jak bardzo nie doceniałam jego troski, starań i miłości, której nigdy mi nie brakowało. Dlaczego dopiero w momencie, gdy myślałam, że to koniec, przejrzałam na oczy? Dopiero wtedy dostrzegłam człowieka, którego miłość była szczera i nigdy mnie nie zawiodła. Przetrwał przy mnie najtrudniejsze chwile i mimo że często wątpiłam w siebie, wciąż twierdził, że jestem dobrą osobą. A ja? Odrzuciłam miłość prostą, bezwarunkową, tak czystą i pozbawioną komplikacji. Wyrzuty sumienia targały mną za każdym razem, kiedy myślałam o swojej niedojrzałości. Szukałam czegoś więcej, podczas gdy miałam wszystko, czego tak naprawdę pragnęłam.

Miłość może być prosta, a on pokochał nawet tę najbardziej popieprzoną wersję mnie. I teraz wreszcie czułam, że może właśnie ta prostota jest kluczem do szczęścia, którego nigdy wcześniej nie potrafiłam dostrzec. Kiedy zrozumiałam, że nie muszę być idealna, aby zasługiwać na miłość, otworzyłam się na niego w pełni. To było jak nowy początek, a ja byłam gotowa na wszystko.

Na wszystko?

Siedziałam w wannie, zanurzona w ciepłej wodzie, a moje myśli krążyły wokół jednego pytania: czy dzisiaj wreszcie będę gotowa na kolejny krok w naszej relacji? Tak, ten krok, którego tak długo się bałam i którego przez tyle czasu nie byłam pewna. Jednak po wszystkich tych wydarzeniach, pełnych emocji i niepewności, wydawało się, że ta chwila wreszcie nadchodzi. Czułam, jak serce bije mi mocniej na samą myśl o tym, co może się jeszcze dzisiaj wydarzyć. Ten wyjazd był w pewnym sensie pretekstem. Nie umiałam powiedzieć sobie tego wprost, ale wewnętrznie wiedziałam, że pragnę przeżyć z nim swój pierwszy raz. W końcu byłam przekonana, że to właściwa osoba i że nie chcę dłużej na nic czekać.

Przypomniałam sobie wszystkie te chwile, kiedy razem śmialiśmy się, rozmawialiśmy, a czasami po prostu milczeliśmy, ciesząc się swoją obecnością. Każdy z tych momentów budował naszą więź. Wreszcie czułam z nim taką bliskość, że wcześniejsze obawy zdawały się znikać. I owszem, trochę się bałam, bo co, jeśli nie będzie idealnie? Co, jeśli nie spełnię jego oczekiwań?

Powtarzałam sobie, że to właściwa osoba. Jego spojrzenie było pełne zrozumienia, akceptacji i dawało mi siłę. Nie musiałam przy nim udawać, nie musiałam być nikim innym. I choć długo z tym zwlekałam, teraz nie chciałam się wycofywać.

Zamknęłam oczy i przez chwilę wyobrażałam sobie nas razem, romantyzowałam ten moment, widząc nas w delikatnym świetle świec, które zdobiły mały, przytulny domek. Jakby magia tego miejsca mogła sprawić, że wszystko stanie się prostsze.

Bardzo szybko pochłonęła mnie wyobraźnia.

Musiałam zejść na ziemię i zrozumieć, że nasz pierwszy raz na pewno nie będzie wyglądał jak w filmach. Nie będzie idealnie łatwy ani cukierkowy. Mogę czuć się skrępowana. Mogę nie wiedzieć, co robić. Może mnie nawet trochę boleć.

Mimo że obawy wciąż się pojawiały, czułam, że ta miłość jest czymś wyjątkowym. Nie musiałam być perfekcyjnie przygotowana, by cieszyć się tym, co miało nastąpić. To wszystko i tak nie będzie miało znaczenia. Liczyło się to, że go kocham i że go pragnę. To było najważniejsze.

Czułam, jak w moim sercu rośnie pewność, a zmysły są bardziej wyostrzone niż kiedykolwiek. Po dłuższym namyśle wyszłam z wanny i byłam gotowa na to, co miało się wydarzyć. Dzisiaj będziemy tak blisko siebie jak nigdy przedtem.

Wyjęłam z torby jedwabną piżamę, którą nieprzypadkowo zabrałam ze sobą na ten wyjazd. Ogoliłam wcześniej nogi i nabalsamowałam ciało. Wolałam zadbać o siebie, by nie musieć się już niczym więcej krępować. Wiedziałam, że i tak będę zestresowana, dlatego chciałam uniknąć dodatkowych, głupich i rozpraszających myśli.

Serce biło mi jak szalone.

- Łucja? - Drzwi lekko się uchyliły i stanął w progu.

- Ja... Już, zaraz... - Mój głos drżał, a wzrok bezwiednie błądził po łazience. Nie potrafiłam uciec od myśli, które przepełniały mnie ekscytacją i niepokojem. Opanuj się. - Miałam... już schodzić.

Czy tylko ja słyszę, jak głośno bije mi serce? Czy jego rytm nie wypełnia całego pomieszczenia?

On, lekko zdziwiony i z podejrzliwym spojrzeniem, obserwował mnie przez moment, dostrzegając moje skrępowanie. Wydawało mi się, że zaraz zamknie drzwi, dając mi czas na ochłonięcie, na ponowne odnalezienie pewności siebie. Potrzebowałam jeszcze trochę czasu, chciałam wziąć kilka głębokich wdechów i ostatni raz poukładać myśli. Zamiast tego pojawił się jednak tuż za mną. Jego męskie dłonie prześlizgnęły się przez jedwabny materiał, oplatając moją talię. Na chwilę przestałam oddychać, a świat wokół zatrzymał się w jednym intensywnym momencie.

- Jesteś przepiękna - wyszeptał mi do ucha. Wpatrywał się we mnie z pożądaniem. Jego usta zaczęły delikatnie muskać moją szyję.

Czułam, jak nogi mi wiotczeją. Dobrze, że jego uścisk był silny, bo inaczej osunęłabym się na ziemię.

- Czekam na dole - odezwał się nagle.

- Nie idź. - Chwyciłam jego rękę i spojrzałam mu głęboko w oczy. Proszę, niech wyczyta z nich, co mam mu do powiedzenia. Jeśli nie, to czy mam mu to po prostu wyznać?

- Chcesz, żebym tu został?

Poprowadziłam jego dłoń i wsunęłam pod koronkową bluzkę. Przyciągnął mnie do siebie i zaczął pieścić moje ciało.

- Łucja, chcesz tego?

- Pragnę cię - odpowiedziałam lekko zachrypniętym głosem. Emocje brały górę nade mną, nad moimi uczuciami czy jakimkolwiek rozsądkiem.

Byliśmy tylko ja i on. Jego ręce pewnie wędrowały po moim ciele, jakby dokładnie wiedział, co na mnie działa. Ten dotyk momentalnie mnie zelektryzował. Czułam przechodzące dreszcze i nie mogłam zapanować nad rosnącym podnieceniem. Mój oddech przyspieszył i co jakiś czas wkradały się głośniejsze westchnienia. Nie chciałam być głośna, ale nie potrafiłam się opanować. Z początku te pojękiwania lekko mnie krępowały, po chwili jednak zrozumiałam, że jeszcze bardziej go pobudzają. W pewnym momencie zszedł niżej. Zaczął ostrożnie zsuwać moje spodenki. Rozpalał mnie. Tak cholernie mnie pociągał. Moje uda zaczęły delikatnie drżeć. Z podniecenia i ze strachu, bo pierwszy raz miał mnie zobaczyć nagą.

- Nie bój się. Jesteś piękna, Łucja. - Powiedział to tak spokojnie, że nie pozostawało mi nic innego, jak w to uwierzyć.

Gdy mnie pieścił, stałam się nieruchoma i bezwładna. Oddana mu całkowicie. Przejmował nade mną kontrolę i działał na mnie tak jak nigdy.

Z każdą sekundą byliśmy coraz bardziej nierozłączni, stawaliśmy się jednością. Wcześniej mogłam jedynie wyobrażać sobie to uczucie i zastanawiać się, czy w realu naprawdę tak to wygląda. Teraz byliśmy złączeni ze sobą, dwa ciała, i naprawdę miałam wrażenie, że nie istnieliśmy osobno. Nie było mnie i jego, byliśmy tylko my.

Opadłam na wielkie łóżko, choć nie zauważyłam momentu, w którym opuściliśmy łazienkę. Jego każdy, nawet najmniejszy ruch zapewniał mnie, że dobrze wie, co robić. Ściskał ręką moje udo, a drugą przytrzymywał mi dłonie złączone nad głową. Całował mnie namiętnie i z pasją. Widziałam, że każda kolejna sekunda podniecała go tak bardzo jak mnie. Moje ciało spięło się, gdy patrząc sobie głęboko w oczy, w pełni się złączyliśmy. W tym momencie on oddał się mnie, a ja jemu. Czułam, jak odpływam w tym miłosnym objęciu i jak moje wcześniej zaciśnięte usta bezwładnie się rozchylają, a oczy, nieobecne, wirują po całym pokoju.

Niewiele pamiętam z tego momentu, ale wiem, że towarzyszące mi uczucia zapamiętam już na zawsze.

Gdy opuścił moje ciało, miałam zarumienione policzki. Uśmiechałam się, choć odniosłam wrażenie, że zaraz zemdleję. Ciężko było mi zrozumieć ten dziwny błogostan. Leżałam cicha, napełniona miłością o całkowicie nowym wymiarze. Przez kilka dobrych chwil nie mogłam unieść choćby głowy ani wypowiedzieć żadnych słów.

- Dobrze się czujesz? - zapytał zmartwiony, gdy łza spłynęła mi po twarzy.

Kiwnęłam głową i przyciągnęłam go do siebie. Potrzebowałam jeszcze moment tak poleżeć. W ciszy. We dwoje.

- Wiesz co... - wyszeptałam w końcu. - Nigdy nie zapomnę tego wieczoru. Kocham cię, Kuba.

Rozdział I

Budzik nie zadzwonił, ale zdążyłam go uprzedzić. I to o wiele wcześniej, niż miałam w planach. Tak, obudził mnie przepiękny wschód słońca. Promienie wpadały przez wielkie okno w salonie, więc trudno byłoby się nie obudzić wraz z rozpoczynającym się nowym dniem. Spojrzałam na Kubę, który leżał wtulony we mnie. Chyba przespaliśmy tak całą noc. Nie mogliśmy się od siebie odkleić po tym, jak wreszcie przeżyliśmy swój pierwszy raz.

Wspomnienie zeszłej nocy, które po przebudzeniu od razu pojawiło się w mojej głowie, wywołało wielki uśmiech na mojej twarzy. Patrzyłam na niego i choć chciałam, aby razem ze mną zobaczył wschód słońca, nie miałam serca go budzić. Spał tak spokojnie i niewinnie. Dla niego wczorajszy wieczór był tak samo emocjonujący jak dla mnie.

Wsunęłam stopy w kapcie leżące przy łóżku i podreptałam na dwór nago, jedynie owinięta w pościel. Tuż po otwarciu drzwi moje płuca wypełniło świeże poranne powietrze. Zamknęłam oczy i wzięłam dziesięć głębokich wdechów. Obudziły mnie lepiej niż niejedna kawa. Była dopiero piąta rano, a ja już zdążyłam naładować baterie na cały dzień. Swoją drogą ciężko było mi ocenić, czy to aura, która mnie otaczała, tak na mnie wpływała, czy fakt, że byłam po swoim pierwszym zbliżeniu. Wielokrotnie od różnych koleżanek z klasy słyszałam, że kobieta po nim czuje się inaczej, że niby nic się nie zmieniło, a jednak wiele. Nie chodziło tu zatem o aurę wokół, tylko o to, co działo się w nas, w środku.

Zastanawiałam się, jak będzie wyglądał ten dzień. Jak będziemy się przy sobie zachowywać. Czy wszystko będzie tak samo, czy może jednak będziemy bardziej ostrożni i nieco nieśmiali. Czułam, że będzie inaczej, może w subtelny sposób, ale inaczej.

Zrobiłam już kilka okrążeń wokół domu. Chodzenie w kółko w moim przypadku zawsze oznaczało zamyślenie, a że myśli natrętnie wpadały do mojej głowy, nie mogłam przestać ich analizować.

Czy wczoraj jemu też podobało się tak jak mnie? Czy byłam wystarczająco dobra? Nie wiem, czy to tylko moje wrażenie, coś mi jednak mówiło, że oboje czuliśmy się wtedy... No właśnie, jak?

Chciałam, żeby wszystko było proste, ale przez to ciągłe analizowanie po chwili poczułam się niespokojna. Miałam w sobie tyle sprzecznych emocji. Byłam pełna energii, a jednocześnie tak krucha. Byłam szczęśliwa, a każde wspomnienie wczorajszej nocy sprawiało, że pojawiały się łzy wzruszenia. Wszystko było tak... intensywne. To dobre słowo - intensywne. Dzisiaj czułam więcej niż zwykle i trudno było mi to poukładać. Wzruszało mnie, że zrobiłam to z kimś, kogo naprawdę kocham. Z kimś, komu ufam i na kim mogę polegać. Przeszliśmy razem wiele - kłótnie, rozstania, powroty. Bywało trudno, ale finalnie znaleźliśmy sposób, żeby wrócić do siebie. Nie dlatego, że nie mieliśmy innych opcji. Wróciliśmy, bo oboje tego chcieliśmy. Chcieliśmy, żeby nam się udało. Żebyśmy byli razem mimo wszystko.

Ta myśl była dla mnie naprawdę ważna. Wiedziałam, że nasze uczucie jest prawdziwe i że warto o nie walczyć. Wczorajsza noc tylko mnie w tym utwierdziła. To nie była decyzja podjęta z rozpędu ani przez przypadek. Zrobiliśmy to, bo oboje tego pragnęliśmy. Bo nam na sobie zależy. Byłam pewna, że jestem we właściwym miejscu i z właściwą osobą. To wszystko, czego potrzebowałam.

Dwa miesiące temu

Minął tydzień od matur. Oczywiście tych, do których nie zdążyłam się przygotować. Ostatni czas był wyjątkowo... cichy. Pozbawiony emocji i uczuć. Tak jakby cały świat postanowił na chwilę złapać oddech i wycofać się z tego szalonego sprintu. Siedziałam jak zwykle w swoim pokoju, tylko tym razem z głową w książkach. Niesamowite. Po tylu latach wreszcie odkryłam, że skupianie się na nauce odsuwa ode mnie niepożądane myśli. Pierwszy raz potrafiłam się w tym zatracić. Co prawda byłam do tego zmuszona, bo jako jedyna ze swojego rocznika nie dałam rady podejść do matury w pierwszym terminie i poczułam realną presję, żeby przygotować się do tej czerwcowej. Poza tym naprawdę musiałam skupić się na rzeczach, które odciągały mnie od myślenia o ostatnich kiepskich wydarzeniach.

Kuba zostawił mnie ze zdaniem, które wszystko zmieniło: "Nigdy nie przestałem cię kochać". Kto mówi takie rzeczy, a następnie znika bez śladu? Jedyne, co przez ten czas napisał, to:

Przepraszam, że się nie odzywam. Muszę to jakoś poukładać. Rozmawiałem z Alex. Nie jest dobrze. Chcę się z Tobą spotkać i to wszystko wyjaśnić, ale... nie mogę zebrać myśli. Zaraz matury. Muszę się przygotować. Odezwę się, jak wyjdę na prostą.

Rozumiałam przekaz. Tym bardziej że sama nie wiedziałam, co myśleć po jego wyznaniu. Czy naprawdę tego chcę? Czy to dobry moment, by jeszcze raz spróbować? Czy Kuba jest przekonany, że chce do mnie wrócić, a może sam do końca nie wie, czego potrzebuje? Widziałam, że jest pogubiony. Ja zresztą też byłam. Nie miałam pewności, czy jest sens budować związek na czymś tak nietrwałym i kruchym.

Prześladowały mnie jednak myśli zupełnie sprzeczne. Bałam się, że przez ten czas rozważy swoje słowa i jednak z nas zrezygnuje. Co, jeżeli był to chwilowy impuls? Typowy nawrót myślenia o eks. Przecież też takie miewałam. Kuba był rozchwiany. Równie dobrze mógł zrobić sobie przerwę od kontaktu ze mną, odetchnąć i otrzeźwieć, po czym stwierdzić, że zupełnie nie jest gotowy na związek i żałuje tego jednego bezmyślnego wyznania.

Ostatecznie nie wiedziałam, której wersji boję się bardziej. Dlatego też próbowałam z całych sił odsuwać od siebie myśli o tym chłopaku. Czas może był jego sprzymierzeńcem, ale na pewno nie moim. Ten brak kontaktu mieszał mi w głowie. Nie umiałam go zinterpretować. Wolałabym usłyszeć prawdę, niż się domyślać.

Martwiła mnie jeszcze jedna rzecz. Alex... Ostatni raz widziałyśmy się na tej nieszczęsnej imprezie. Gdy tylko wracałam do niej wspomnieniami, miałam przed oczami siebie i Dawida w basenie. Robiło mi się niedobrze. Moralniak to najgorsza rzecz. Tym bardziej w przypadku takich osób jak ja. Overthinkingujących, przejmujących się zanadto i z bardzo silnymi wyrzutami sumienia. Jednak żenująca sytuacja z Dawidem w porównaniu z tym, co wydarzyło się z Alex, traciła ważność. Usłyszała moją rozmowę z Kubą. Totalnie dwuznaczną. Totalnie nie na miejscu. Słowa były rzucane pod wpływem alkoholu, jednak teraz już wiedziałam i, co najgorsze, ona też wiedziała, że nie były pozbawione znaczenia. Kuba napisał, że rozmawiał z Alex i jest źle. Ja... nie miałam odwagi, by się do niej odezwać, bo naprawdę nie wiedziałam, co mogłabym zrobić. Sytuacja z Kubą była niepewna i od imprezy stąpałam po kruchym lodzie. To nie był moment na konfrontacje z Alex, skoro nie wiedziałam, co jej powiedzieć. Nie wiedziałam nawet, co wyznał jej Kuba. Przecież rozmawiali... Czy przyznał się do swoich słów? Czy są dalej razem? A może zerwali?

Ta cała sytuacja była pokręcona. Kochałam swoją przyjaciółkę, ale nie potrafiłam zrozumieć, czym tak naprawdę jest dla nas ta przyjaźń. Od wyjścia ze szpitala tylko się obwiniałam. Stale obarczałam się za każdą myśl skierowaną w stronę Kuby. Tak jakbym zdradzała Alex. Po rozmowie z Dawidem, jeszcze przed imprezą, gdy jako pierwszy bardzo wyraźnie próbował zmienić mój tok myślenia i zwrócił mi uwagę, że w tej sytuacji to ja tak naprawdę mogę być ofiarą, miałam zupełny mętlik w głowie. Bo może i miał rację... Alex związała się z moim chłopakiem właściwie od razu po tym, jak zerwaliśmy, nie czekała z tym ani chwili... Może nie tylko ja byłam tą "złą przyjaciółką"? Może teraz jedyne, co potrafiłyśmy robić, to krzywdzić się nawzajem? Niespecjalnie i mimo że dalej nam na sobie zależało...

Tak bardzo chciałam zachować tę przyjaźń. Pragnęłam odbudować to, co się zniszczyło. Ale jeżeli było już na to za późno?

Cisza. Tylko tyle i aż tyle. Żadna z nas nie chwyciła za telefon. Nie miałyśmy ze sobą kontaktu od kilku tygodni. Nie wiedziałam o niej w zasadzie nic.

Spojrzałam na notatki z matematyki. Świetnie. Znów o tym wszystkim myślałam. Przecież miałam odciążyć głowę. Chyba to kwestia tej durnej matmy.

Chwyciłam zeszyt i schowałam go do szafy. Wyciągnęłam podręcznik do angielskiego. Lubiłam ten przedmiot. Postaram się skupić...

Zaczęłam powtarzać wszystkie czasy. Do matury zostały niecałe trzy tygodnie. Czułam się w miarę gotowa. No może nie liczyłam na wyjątkowe wyniki, ale przynajmniej na takie, by nie przynieść wstydu rodzinie. Cisza ze strony Kuby i Alex dała mi przestrzeń, by skupić się na sobie i nauce. Niedziwne, bo nie miałam nic innego do roboty. Oprócz rodziny i tych dwojga nie miałam nikogo, z kim mogłabym się zobaczyć. Nikt nie próbował odciągnąć mnie od książek i notatek. Rodzice spędzali ze mną wolny czas po pracy, ale gdy do niej wychodzili, zamykałam się w pokoju i zakuwałam. To pomagało. Przynajmniej trochę.

Ta dziwna cisza. Dziwna tęsknota i energia, która unosiła się w powietrzu.

Może była to tylko cisza przed burzą? Choć nawet taką musiałam wykorzystać, by wyplątać się z tej sieci zmartwień i problemów, w które, jak uświadomiłam sobie na jednej z sesji terapeutycznych z Szetkowem, sama bardzo chętnie się angażowałam.

Opowiedziałam mu o spotkaniu z Nikodemem, bo wpłynęło na mnie... nienajlepiej. Łagodnie mówiąc. Żałowałam, że zdecydowałam się do niego odezwać. Dowiedziałam się wtedy, że przeze mnie jest niepełnosprawny, a w jego oczach nie zobaczyłam nawet krztyny wybaczenia. Wszystko na nowo odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Gdy wróciłam do domu, przez tydzień chodziłam jak we mgle. Rodzicom powiedziałam, że to przez Kubę. Nie chciałam mówić im o potajemnym spotkaniu z przyjacielem z przedszkola. Jedyną osobą, której powiedziałam, był właśnie Szetkow. Powiedziałam, bo już nie dawałam sobie sama z tym rady. Ledwie udało mi się przepracować wypadek Nikodema, a co dopiero skutki, o których nie miałam wcześniej pojęcia. Przebaczenie nie przyszło, a wyrzuty sumienia ciężko było znieść. Znów miałam problem z zaśnięciem, ze skupieniem się na nauce, doskwierał mi brak apetytu, nie mogłam zatrzymać natręctwa myśli i co rusz napływających do oczu łez. Czułam się tak, jakby ktoś przyparł mnie do ziemi. Nie chciałam pozwolić, by ten stan trwał w nieskończoność. Nie mogłam wrócić do punktu wyjścia. Zdecydowałam, by mu się zwierzyć, i była to najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć.

Cholera... Angielski. Zdążyłam zapisać jedno zdanie i już zgubiłam się w myślach. Tym razem myślałam o Nikodemie, po którym nie pozostało nic więcej niż głucha cisza i pustka, niewypełniona przebaczeniem. Niewypełniona zupełnie niczym.

Nagle w pokoju rozległ się dźwięk esemesa. Moje serce stanęło w miejscu. Czasem intuicja podpowiada nam, że to ktoś, na kogo od długiego czasu czekamy.

Cześć, Łucja. Co robisz dziś wieczorem? Chcę pogadać...

Tak, to naprawdę był Kuba.