Miłosz przejechał pod autostradą, minął jeden z lepszych skateparków w Katowicach, jeśli nie na całym Śląsku, i kawałek dalej skręcił w boczną uliczkę, by zaparkować. O szóstej rano nie miał problemu ze znalezieniem miejsca tuż obok Doliny Trzech Stawów. Wysiadł z samochodu i wciągnął nosem chłodne powietrze. Sierpień w tym roku nie rozpieszczał. Szaro-białe kłębiaste chmury sunęły nad miastem, a przez ostatnie dwa dni lało jak z cebra. Miłosz westchnął na myśl o wędrówce niewybrukowanymi ścieżkami pomiędzy Stawami Ozdobnym i Kajakowym. Założył bluzę z kapturem, bo uznał, że w samej koszulce może być za zimno, zamknął auto i ruszył przed siebie. Wybrał drogę prowadzącą obok pola do disc golfa i placu zabaw. Z daleka widział już kilka samochodów i grono osób wyglądających, jakby szukały skarbów. Skręcił w prawo za stawem. Szedł ostrożnie by nie poślizgnąć się na błotnistym podłożu i omijał wielkie kałuże, chociaż i tak czuł, że chyba przemakają mu buty. Stanął obok Dembińskiego, który był szefem kryminalnych w komendzie wojewódzkiej. To Dembiński zadzwonił, gdy jeszcze świtało i ściągnął go na miejsce zbrodni.
- Białas, jesteś w końcu, długo kazałeś na siebie czekać. - Tamten podał mu dłoń na przywitanie.
- Sorry, szefie, nie miałem w planach tak wczesnej pobudki pierwszego dnia po urlopie.
- Ja też nie, ale dobrze, że wracasz do roboty, bo jesteś mi potrzebny.
- Co mamy?
- Chodź.
Przeszli pod taśmą rozwiniętą przez funkcjonariuszy i stanęli za plecami lekarza sądowego, Andrzeja Siemińskiego. Ten ściągnął lateksowe rękawiczki i uścisnął im dłonie. Był wysoki, przy sobie, nosił okulary w czerwonych oprawkach i wąsy w stylu Pana Tik-Taka. Zakasłał zasłaniając usta. Popatrzył na leżące tuż pod jego stopami zwłoki i powiedział:
- Mężczyzna, przed trzydziestką, strzał w klatkę piersiową, właściwie w samo serce, zginął na miejscu.
- Kiedy? - Miłosz schylił się i przyjrzał ciału.
- Trudno stwierdzić, myślę, że co najmniej dwadzieścia cztery godziny, padał deszcz, jak wiecie, trochę to komplikuje sprawę.
- No właśnie, lało jak z cebra przez ostatnie dwa dni, więc pewnie nie znajdziemy tu żadnych śladów. - Miłosz podniósł się i spojrzał pytająco na przechodzącego technika, który tylko potrząsnął głową z rezygnacją.
- Mamy problem, bo Andrzej mówi, że to wygląda podobnie jak przy tym lekarzu sprzed miesiąca. Tumiński prowadzi tę sprawę, kojarzysz?
- Coś słyszałem, ale to było przed moim urlopem, więc... - Miłosz wzruszył bezradnie ramionami.
- Tamta sprawa jest gówniana. A jeśli mam rację, ta też taka będzie. Chcę, żebyś spróbował odkryć, co tu zaszło. Pogonię techników, żeby zrobili balistykę, gdy tylko dostaną od Andrzeja kulki. Jeśli będą pasować do tych sprzed miesiąca, zaczniemy się martwić. Tymczasem prześwietl tego gościa, zbadaj, kto go aż tak nie lubił.
- A są inne podobieństwa poza strzałami w serce?
- Brak śladów.
- Okej... To nie brzmi dobrze. Tutaj pewnie też nic nie znajdziemy?
- Pewnie nie. - Dembiński zadumał się na chwilę. - Tumiński wraca w środę, zbierz jak najwięcej informacji. Będziemy mieć balistykę i zdecydujemy co dalej.
- Tak jest, szefie.
Zza chmur w końcu wyjrzało słońce, ale żaden z nich nawet nie zwrócił na to uwagi.