PROLOG
- Nie martw się, Mik, on na pewno się zjawi.
- Zabierz te swoje kopyta z mojego biurka - odwarknął Michael, nawet nie podnosząc głowy znad dokumentów, które właśnie przeglądał w gabinecie rezydencji Archangel's Rest, otoczonym lasami domu rodziny D'Angelo. - Poza tym wcale się nie martwię.
- Akurat! - Rafe nawet nie poruszył stopami w czarnych butach, opartymi o krawędź biurka starszego brata.
- Naprawdę się nie denerwuję, chłopie - rzucił Michael.
- Nie wiesz, czy…
- Chyba nie umknęło twojej uwadze, że próbuję czytać. - Michael westchnął ze zniecierpliwieniem.
Ubrany był formalnie, jak zwykle, w jasnobłękitną koszulę ozdobioną krawatem z ręcznie tkanego granatowego jedwabiu, ciemną kamizelkę, marynarkę i doskonale skrojone spodnie.
Członkowie rodziny często żartowali sobie, że matka trzech braci D'Angelo nadała im imiona Michael, Raphael i Gabriel, aby idealnie współgrały z nazwiskiem. Nie ulegało wątpliwości, że chłopcy musieli znieść sporo niewybrednych dowcipów na swój temat w szkole z internatem, lecz teraz, będąc już trzydziestokilkuletnimi mężczyznami, cieszyli się ogólnym szacunkiem jako właściciele renomowanych domów aukcyjnych oraz galerii sztuki w Londynie, Nowym Jorku i Paryżu.
Ich dziadek, Carlo D'Angelo, zdołał przywieźć ze sobą spory majątek, kiedy blisko siedemdziesiąt lat wcześniej uciekł z Włoch i osiadł w Anglii, gdzie poślubił Angielkę i spłodził syna, Giorgia, ojca Michaela, Raphaela i Gabriela.
Giorgio odziedziczył po ojcu głowę do interesów i przed trzydziestu laty otworzył w Londynie dom aukcyjny Archangel, pomnażając rodzinną schedę. Kiedy dziesięć lat temu Giorgio przeszedł na emeryturę i razem z żoną Ellen przeniósł się na Florydę, ich trzech synów przeistoczyło coś, co można by śmiało nazwać "zamożnością", w najprawdziwszą fortunę, otwierając galerie Archangel w Nowym Jorku i Paryżu.
- I nie nazywaj mnie "Mik" - mruknął Michael. - Dobrze wiesz, że tego nie znoszę.
Rafe doskonale o tym wiedział, uważał jednak, że rolą młodszego brata jest doprowadzanie starszego do szału. Całe szczęście, że ostatnio praktycznie nie miał szans na uprawianie tego "sportu", ponieważ prowadzący domy aukcyjne w różnych częściach świata bracia spotykali się tylko z okazji Bożego Narodzenia oraz urodzin. I tego właśnie dnia przypadały trzydzieste piąte urodziny Michaela; Rafe był o rok młodszy, a Gabriel kończył niedługo trzydzieści trzy lata.
- Ostatni raz rozmawiałem z Gabrielem jakiś tydzień temu. - Rafe skrzywił się lekko.
- Skąd ta mina? - Michael pytająco uniósł brew.
- W zasadzie bez powodu. Wszyscy wiemy, że Gabe jest w fatalnym humorze od pięciu lat, chociaż ja osobiście zupełnie nie rozumiem przyczyny. Moim zdaniem dziewczyna wyglądała jak myszka i tylko te duże…
- Rafe! - ostrzegawczo warknął Michael.
- I tylko te duże szare oczy dodawały jej uroku - niewinnie dokończył Rafe.
Michael zacisnął usta.
- Ja rozmawiałem z nim dwa dni temu.
- I? - Rafe nie potrafił ukryć irytacji.
- Powiedział, że przyjedzie dziś na kolację.
- Dlaczego nie mogłeś wcześniej zdradzić mi tego straszliwego sekretu? - Rafe zdjął nogi z biurka i podniósł się z krzesła.
Przeczesał palcami gęste ciemne włosy i zaczął spacerować po pokoju, wysoki i szczupły, w dopasowanej czarnej koszulce i spranych dżinsach.
Trzej bracia byli podobnego wzrostu i budowy, wszyscy mieli też czarne jak krucze pióra włosy. Michael zawsze strzygł się krótko, a jego oczy lśniły tak ciemnym brązem, że wydawały się prawie czarne, natomiast włosy Rafe'a sięgały ramion, a oczy były jasnobrązowe, prawie złociste.
- Więc jak on się ma? - zagadnął Rafe.
Michael wzruszył ramionami.
- Jak zwykle jest w marnym humorze, sam mówiłeś.
- To samo można powiedzieć o tobie - prychnął Rafe.
- Nie jestem w podłym nastroju, mój drogi, ja tylko nie znoszę głupców.
- Mam nadzieję, że nie uwzględniasz mnie w tej kategorii!
- W żadnym razie - Michael uśmiechnął się lekko. - My trzej mamy po prostu dość intensywne temperamenty, i tyle.
Rafe odpowiedział bratu niechętnym uśmiechem, w głębi duszy przyznając, że być może Michael dość celnie sprecyzował właśnie, dlaczego żaden z nich nigdy się nie ożenił. Kobiety, które spotykali na swojej drodze, łączyło upodobanie do ryzyka oraz oczywistego bogactwa braci D'Angelo.
- Możliwe, że masz rację - mruknął. - Co to za dokumenty, które przeglądasz od początku naszej rozmowy?
- Ach…
Rafe rzucił bratu czujne spojrzenie.
- Dlaczego mam nieodparte wrażenie, że twoje wyjaśnienia raczej mi się nie spodobają?
- Bo pewnie to wrażenie ma solidne podstawy. Dokumenty dotyczą Bryn Jones i wystawy dzieł sztuki nowoczesnej, która ma się odbyć w londyńskiej galerii w przyszłym miesiącu.
- Cholera jasna, to dlatego wiedziałeś, że Gabriel dzisiaj wróci! - Rafe uderzył się otwartą dłonią w czoło. - Kompletnie wyleciało mi z głowy, że Gabriel przejmuje od ciebie organizację tej wystawy.
- Ponieważ na jakiś czas wyjeżdżam do Paryża, tak.
- Zamierzasz spotkać się z piękną Lisette? - zagadnął Rafe.
- Z kim?
Ton głosu Michaela mówił wszystko: jego związek z piękną Lisette nie tylko dawno dobiegł końca, ale też został już zapomniany.
- Więc kto to jest ten cały Bryn Jones? - westchnął Rafe.
- Nie ten, lecz ta Bryn Jones.
Rafe uniósł brwi.
- Rozumiem…
- Wątpię. - Michael lekceważąco machnął ręką i podał bratu czarno-białą fotografię. - Może to zdjęcie trochę ci pomoże. Poleciłem naszej ochronie ściągnąć je z jednej z kamer, która uchwyciła tę dziewczynę, gdy przyszła do londyńskiej galerii, aby osobiście wręczyć swoją teczkę Ericowi Sandersowi.
Rafe wziął fotografię do ręki, aby lepiej się przyjrzeć młodej kobiecie, stojącej w wyłożonym marmurowymi płytami holu. Musiała mieć dwadzieścia kilka lat, jej krótkie, sięgające ucha włosy wyglądały na jasne. Ubrana była bardzo oficjalnie, w ciemny kostium i jasną bluzkę, lecz ten strój bardzo skutecznie podkreślał kuszące linie jej zgrabnej sylwetki. Miała piękną twarz w kształcie serca, jasne oczy, lekko zadarty nosek, wysokie kości policzkowe, pełne, zmysłowe wargi i smukłą szyję.
Była to przykuwająca uwagę i chyba znajoma twarz.
- Dlaczego wydaje mi się, że ją znam? - Rafe podniósł głowę znad zdjęcia.
- Pewnie dlatego, że rzeczywiście ją znasz - sucho rzucił Michael. - Wszyscy ją znamy. Wyobraź sobie tę samą dziewczynę, tylko trochę okrąglejszą, w ciężkich okularach i z długimi włosami w mysim odcieniu.
Rafe podejrzliwie zmrużył oczy.
- Niemożliwe! - zawołał. - Nie chcesz mi chyba wmówić, że ta piękna kobieta to Sabryna Harper?
- Tak, to ona.
- Córka Williama Harpera?
- Ta sama. - Michael ponuro pokiwał głową.
Rafe zacisnął zęby. Pięć lat temu William Harper wystawił jakoby wcześniej nieznany obraz Turnera na sprzedaż w londyńskiej galerii braci D'Angelo. W normalnych okolicznościach istnienie obrazu zostałoby podane do wiadomości publicznej dopiero po wieloetapowym potwierdzeniu jego autentyczności przez ekspertów, lecz wiadomość w niewyjaśniony sposób przeciekła do prasy, wywołując burzę spekulacji i domysłów. Galerią w Londynie kierował wtedy Gabriel, który kilkakrotnie gościł w rodzinnej rezydencji Harpera i poznał jego żonę oraz córkę. Poważnie skomplikowało to sytuację Gabriela w momencie, gdy musiał oświadczyć, że obraz, zbadany przez zespół międzynarodowych specjalistów, został sfałszowany. Co gorsza, dochodzenie policyjne wykazało, że za fałszerstwo odpowiada sam William Harper, który w rezultacie trafił do więzienia. Żona i nastoletnia córka Harpera zostały praktycznie zaszczute przez dziennikarzy podczas procesu, a cała historia odżyła, gdy cztery miesiące później Harper umarł w celi, a jego żona i córka zniknęły.
Nikt nie widział żadnej z nich po pogrzebie fałszerza, aż do tej pory.
- Jesteś całkowicie pewien, że to ona? - ostrożnie zapytał Rafe.
- Materiały, które masz przed sobą, pochodzą od prywatnego detektywa, którego wynająłem zaraz po tym, jak wczoraj zobaczyłem ją w galerii.
- Rozmawiałeś z nią?
Michael potrząsnął głową.
- Przechodziłem przez hol, kiedy mnie minęła, w towarzystwie Erica. Byłem gotowy założyć się, że to ona, a detektyw ustalił, że Mary Harper wróciła do swego panieńskiego nazwiska parę tygodni po śmierci męża i w tym samym czasie tego samego nazwiska zaczęła używać córka.
- I ta Bryn Jones to naprawdę ona?
- Tak.
- Więc co zamierzasz z tym zrobić?
- Z czym?
Z piersi Rafe'a wyrwało się pełne irytacji westchnienie.
- Jak to, z czym? Nie możemy wystawić jej obrazów w Archangel w przyszłym miesiącu, to proste.
- Dlaczego nie? - Michael uniósł ciemne brwi.
- Po pierwsze dlatego, że jej ojciec trafił do więzienia za fałszerstwo i próbę zaangażowania jednej z naszych galerii w sprzedaż sfałszowanego dzieła sztuki, stary!
- A twoim zdaniem grzechy ojców spadają na dzieci, tak?
- Nie, oczywiście, że nie, ale skąd można mieć pewność, że córka takiego ojca nie oszukuje, podając cudze obrazy jako własne!
- To jej własne obrazy, bez cienia wątpliwości - oświadczył Michael. - Dokładnie przejrzałem jej teczkę. Dziewczyna zrobiła dyplom jednej z najlepszych akademii sztuk pięknych i od dwóch lat bez wielkiego powodzenia próbuje sprzedać swoje obrazy innym galeriom. Nikt prawie nic od niej nie kupił, ale moim zdaniem jest naprawdę dobra, więcej, jest bardzo oryginalna, i pewnie właśnie dlatego inni nie chcieli podjąć ryzyka. I bardzo dobrze, ich strata, nasz zysk. Obrazy Bryn Jones podobają mi się do tego stopnia, że zamierzam kupić jeden z nich do mojej kolekcji.
- I Bryn Jones będzie jedną z sześciu wystawianych w galerii artystów?
- Na sto procent.
- Ale co z Gabrielem?
- O co ci chodzi?
- W czasie tej historii z Harperem ostrzegaliśmy go kilka razy, ale nie chciał nas słuchać - rzekł Rafe. - To z jej powodu od pięciu lat jest w podłym nastroju, więc jak się poczuje, kiedy dotrze do niego, kim naprawdę jest Bryn Jones, co?
- Chyba się zgodzisz, że w ciągu tych pięciu lat jej uroda ogromnie zyskała na wartości - sucho zauważył Michael.
Tak, co do tego nikt nie mógł mieć żadnych wątpliwości, faktycznie.
- No i właśnie o to mi chodzi, do cholery! - wybuchnął Michael.
Starszy D'Angelo zacisnął usta.
- Bryn Jones jest bardzo utalentowaną malarką i w pełni zasługuje na szansę, jaką będzie dla niej wystawa w galerii Archangel.
- Przyszło ci może do głowy, z jakiego powodu starała się o tę szansę? - Rafe gniewnie ściągnął brwi. - Że może kieruje nią jakiś starannie skrywany motyw, na przykład chęć wprowadzenia w życie jakiegoś planu, dzięki któremu mogłaby zemścić się na nas lub na Gabrielu za to, co spotkało jej ojca?
- Tak, przyszło mi to do głowy. - Michael spokojnie skinął głową.
- I co?
- Na tym etapie wydarzeń jestem gotowy uznać jej dobre intencje.
- A Gabriel?
- Wielokrotnie zapewniał mnie, że jest dorosły i nie potrzebuje, aby starszy brat wtrącał się w jego życie.
Rafe skrzywił się ze zdenerwowaniem i stanął naprzeciwko brata.
- Naprawdę nie zamierzasz mu powiedzieć, kim ona jest? - zapytał.
- Nie na tym etapie, już mówiłem. A ty?
Rafe nie miał zielonego pojęcia, co zrobi z tą informacją.