W krainie Czarnoksiężnika Oza - Frank L. Baum

-
Proszę czekać

Strona redakcyjna

Lyman Frank Baum

W Krainie Czarnoksiężnika Oza

Tłumaczyła Stefania Wortman

Dover Publications, Inc. New York 1961

Data pierwodruku: 1904

Copyright ? 1904 by L. Frank Baum

 

Copyright ? Agencja Artystyczna MTJ, Warszawa 2013

 

Redakcja: Agencja Artystyczna MTJ

Korekta: Jolanta Spodar

Projekt okładki: Tomasz Rządkowski i Rendeer

Ilustracje: Krzysztof Krawiec

 

Wydanie I

Warszawa 2013

Agencja Artystyczna MTJ

 

 

ISBN 978-83-7699-196-2

 

 

 

Agencja Artystyczna MTJ sp. j.

ul. Porannej Bryzy 8, 03-284 Warszawa;

tel./fax (+48) 22 675 2814, 22 675 2850;

e-mail: info@mtj.pl; www.mtj.pl

 

 

 

 

 

Tip konstruuje Dyniogłowego

Tip konstruuje Dyniogłowego

 

dalekiej krainie Gillikinów, znajdującej się w północnej części państwa Oz, mieszkał pewien chłopiec imieniem Tip. Nie było to jego pełne imię - stara czarownica Ognicha zapewniała, że naprawdę nazywał się Tipetarius. Ale któż by łamał sobie język wymawianiem takiego długiego imienia, jeżeli można się było bez tego obejść, skoro skrócone "Tip" wystarczało w zupełności.

Tip nie pamiętał swoich rodziców: kiedy był bardzo mały, oddano go na wychowanie starej czarownicy imieniem Ognicha, która, muszę to oznajmić z prawdziwą przykrością, nie cieszyła się dobrą opinią.

Gillikinowie podejrzewali ją o zajmowanie się czarną magią, nikt więc nie miał ochoty przyjaźnić się z taką osobą. Ognicha nie była właściwie czarownicą, gdyż Dobra Czarownica, która władała tą częścią państwa Oz, zakazała innym czarownicom przebywać na ziemiach jej podległych. Dlatego też opiekunka Tipa, choćby nie wiem jak pragnęła pokazać swoje umiejętności w sztuce magicznej, dobrze wiedziała, że może być tylko wiedźmą albo najwyżej guślarką.

Tip przynosił drewno z lasu, kiedy starucha chciała przygotować posiłek, pracował także w polu, przekopując ziemię i łuskając ziarno. Karmił również prosięta i doił krowę o czterech rogach, która to osobliwość stanowiła powód szczególnej dumy starej Ognichy.

 

 

Nie sądźcie jednak, że Tip nigdy nie przerywał pracy, chociaż doskonale wiedział, że może na tym wyjść źle. W lesie wdrapywał się na drzewa w poszukiwaniu jaj w gniazdach ptasich albo zabawiał się pogonią za białymi królikami czy połowem ryb w strumieniach. Potem pośpiesznie zbierał chrust i niósł do domu. Kiedy Ognicha była pewna, że Tip pilnie pracuje w polu, chłopiec, korzystając z osłony wysokich badyli kryjących go przed jej oczami, rozkopywał nory susłów albo, jeśli mu przyszła ochota, kładł się na plecach w bujnym zbożu i ucinał sobie drzemkę. I tak przezornie oszczędzając siły, wyrósł na mocnego i zdrowego urwisa.

Magiczne zdolności Ognichy przerażały sąsiadów, którzy odnosili się do niej z lękiem, ale i z szacunkiem, obawiając się jej tajemniczych mocy. Ale Tip nienawidził Ognichy z całego serca i nie ukrywał wcale swoich uczuć. Przeciwnie, okazywał starej kobiecie znacznie mniej szacunku, niż powinien, zważywszy, że była jego opiekunką.

Na polach, które były własnością Ognichy, rosły wielkie dynie, połyskując czerwonym złotem między rzędami zielonych łodyg. Czarownica zasiała je i troskliwie pielęgnowała, żeby krowa o czterech rogach żywiła się nimi zimową porą. Pewnego dnia po żniwach, kiedy zboże zżęto i zwieziono, Tip, znosząc dynie do stodoły, wpadł na pomysł, żeby z jednej z nich zrobić latarnię i napędzić strachu starej jędzy.

Wybrał więc wielką, dorodną, błyszczącą dynię o kolorze pomarańczy. Ostrzem noża zaczął w niej wycinać twarz: wykroił dwoje okrągłych oczu, trójkątny nos i usta w kształcie półksiężyca. Twarz tę trudno byłoby uznać za piękną, ale uśmiechała się od ucha od ucha w tak miły i serdeczny sposób i taka wydawała się wesoła, że nawet Tip się roześmiał, podziwiając własne dzieło.

Biedne dziecko było zupełnie samotne, nie miało przyjaciół ani towarzyszy zabaw, toteż nie wiedziało, że chłopcy często wydrążają dynie i wkładają do środka zapaloną świeczkę, żeby twarz stała się bardziej straszna. Tip wymyślił sobie inny sposób, za pomocą którego mógł osiągnąć ten sam rezultat: postanowił zmajstrować postać podobną do człowieka, a na to nadziać głowę z dyni i postawić w takim miejscu, gdzie stara Ognicha natknęłaby się na nią.

- A wtedy - Tip roześmiał się cichutko - wrzaśnie głośniej niż prosiak, kiedy go ciągną za ogon, i będzie się trzęsła ze strachu gorzej, niż ja trząsłem się w zeszłym roku w gorączce!

Miał mnóstwo czasu, żeby wykonać swój pomysł. Stara Ognicha udała się bowiem po zakupy do miasta, a podróż ta musiała potrwać przynajmniej dwa dni. Wziął więc siekierę i poszedł do lasu, gdzie wybrał krzepkie, śmigłe, młode drzewko, ściął je i oczyścił z gałązek i liści. Miał zamiar zrobić z niego ręce i nogi swojego człowieka. Tułów zmajstrował z wielkiego płata kory, który zdarł z grubego drzewa i z wielkim wysiłkiem uformował w walcowaty kształt odpowiedniej wielkości, spinając brzegi drewnianymi kołkami. A potem, gwiżdżąc wesoło, starannie dopasował ręce i nogi i przymocował je do tułowia.

Zanim ukończył swoje dzieło, zapadł zmrok i Tip przypomniał sobie, że musi wydoić krowę i nakarmić prosięta. Podniósł więc z ziemi swego drewnianego człowieka i zaniósł go do domu.

Przez cały wieczór, przy blasku ognia w kominie, Tip zaokrąglał pieczołowicie wszystkie kanty przy spojeniach, wygładzając dokładnie i starannie wszelkie chropowatości. Kiedy skończył, oparł kukłę o ścianę i przyglądał się jej z zachwytem. Była chyba za wysoka, nawet jeśli miała przedstawiać dorosłego człowieka. Ale w oczach małego chłopca stanowiło to jeszcze jedną zaletę i Tip nie miał nic do zarzucenia rozmiarom swego dzieła.

Rano, przyjrzawszy się raz jeszcze pracy swoich rąk, Tip stwierdził, że zapomniał o szyi, na której mógłby osadzić głowę. Poszedł więc znowu do lasu i odrąbał z drzewa kilka gałęzi, którymi miał uzupełnić swoje dzieło. Do górnej części korpusu przymocował poziomo przedziurawiony w środku kawałek drewna, w który wetknął ostro zastrugany patyk, stanowiący szyję.

 

 

Kiedy wszystko było gotowe, Tip nasadził na korpus głowę z dyni i wcisnął ją mocno na szyję - pasowała doskonale. Głową można było kręcić na wszystkie strony, a wiązania rąk i nóg kukły pozwalały ustawiać ją w różnych pozycjach.

- No - orzekł Tip z dumą - naprawdę wspaniały facet! Stara jędza wrzaśnie ze strachu, gdy go zobaczy! Będzie jeszcze bardziej wyglądał jak żywy, kiedy go przyzwoicie ubiorę.

Znalezienie ubrania nie było łatwym zadaniem. Ale Tip odważnie przeszukał wielką szafę, w której Ognicha trzymała wszystkie swoje pamiątki i inne skarby, i na samym dnie odkrył parę purpurowych spodni, czerwoną koszulę i różową kamizelkę w białe kropki. Zaniósł to wszystko swojemu człowiekowi i udało mu się, mimo że strój nie leżał zbyt dobrze, zrobić z niego wesołego eleganta. Para pończoch zrobiona na drutach przez Ognichę i jego własne mocno sfatygowane buty dopełniły stroju. Tip rozradowany skakał i fikał koziołki, i śmiał się na cały głos.

- Muszę mu wymyślić imię! - wykrzyknął. - Taki wspaniały chłop musi się jakoś nazywać. Już wiem - dodał po chwili namysłu - będzie się nazywał Kubuś Dyniogłowy!

Spis treści

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Tip konstruuje Dyniogłowego

Życiodajny proszek

Ucieczka

Tip próbuje swoich sił w dziedzinie magii

Przebudzenie Drewnianego Konia

Kubuś Dyniogłowy jedzie do Szmaragdowego Grodu

Jego Królewska Mość Strach na Wróble

Zbuntowana armia generała Dendery

Strach na Wróble planuje ucieczkę

Podróż do Blaszanego Drwala

Posrebrzany cesarz

W.P. Wtyk Straszny

Wielce powiększona historia, czyli historia o wielkim powiększeniu

Stara Ognicha rozpoczyna czary

Więźniowi królowej

Strach na Wróble znajduje czas do namysłu

Zdumiewający lot Cudaka

W gnieździe kawek

Sławne pigułki doktora Nikidika

Strach wzywa Gladiolę Dobrotliwą

Blaszany Drwal zrywa różę

Przemiana starej Ognichy

Księżniczka Ozma z Krainy Oz

Mądrość i dobroć czyli prawdziwe bogactwo