W imię matki - Erri de Luca

-
Proszę czekać

Stanca pierwsza

Powiedziałam mu to jeszcze tego samego dnia. Nie mogłam zachować tego w tajemnicy nawet przez jedną noc. Nim skończy się dzień, twoje przymierze zostanie zerwane. Byliśmy zaręczeni. W naszym prawie to tak, jakbyśmy już byli małżeństwem, z tą tylko różnicą, że nie wolno jeszcze mieszkać pod jednym dachem. I wtedy zaszłam w ciążę.

Głos posłańca nadszedł wraz z podmuchem powietrza. Wstałam, żeby zamknąć okiennice, i nagle poczułam na sobie wiatr, niebieski pył, tak silny, że musiałam zamknąć oczy. W Galilei marcowy wiatr wieje z północy, ze wzgórz Libanu i Golan. Przywiewa ze sobą ładną pogodę, trzaska drzwiami i wzdyma wiszące w wejściach do domów plecionki, upodabniając je do ciężarnych kobiet. Ten wiatr przyniósł ze sobą głos i sylwetkę mężczyzny.

Anioły z naszych świętych ksiąg mają normalne ciało, trudno je odróżnić od ludzi. Dopiero kiedy odchodzą, wiadomo, że to anioły. Przynoszą dary, a jednocześnie zostawiają po sobie pewną pustkę. Nawet Abraham ich nie rozpoznał przy dębach Mamre, wziął je za wędrowców. Anioły zostawiają słowa, które są nasieniem, przekształcają ciało kobiety w grudkę uprawnej ziemi.

 

Stałam i widziałam go za oknem pod światło. Po chwili jednak spuściłam wzrok. Jestem zaręczona i nie powinnam patrzeć prosto w oczy innym mężczyznom. Pierwsze słowa, jakie wypowiedział, widząc moje przerażenie, to: "Szalom, Miriam". Nie zdążyłam nawet krzyknąć ani zawołać o pomoc. Wypowiedziane przezeń słowa zupełnie mnie obezwładniły. "Szalom, Miriam" - w ten sam sposób zwrócił się do mnie Josef w dniu oświadczyn. Odrzekłam wówczas: "Szalom lecha, pokój z tobą". Ale dzisiaj nie, dzisiaj nie mogłam wypowiedzieć ani słowa. Zaniemówiłam. Nic więcej nie było mu trzeba, zwiastował mi syna. Syna, który przeznaczony będzie do wielkich rzeczy, do tego, by ratować świat. Ale ja prawie wcale nie zważałam na to, co mówił. Wewnątrz ciała, w moim łonie, zrobiło się miejsce. Malutka, wilgotna jeszcze gliniana amfora łagodnie osiadła w zagłębieniu mojego brzucha.

 

Mój Josef, piękny i wspaniale zbudowany, przyciskał teraz ręce do ciała. Starał się nie ruszać, stał skulony, jakby bolał go brzuch. Ta wiadomość była dla niego jak trąba powietrzna, która zrywa dachy. Chciał się schować w swoim ciele, wyglądał na bardzo zagubionego, mięśnie rąk niemal rozsadzały mu skórę. Osłaniał nimi napięty i chudy brzuch, nie odważył się mnie dotknąć, nie chciał bowiem, by cokolwiek zakłóciło mój spokój. Nie potrafiłabym zresztą odpowiedzieć na jego wzburzenie nawet lekkim niepokojem.

Stałam wyprostowana, moje ciało stało się zwinne jak nigdy dotąd, nabrało wigoru. Zauważyłam, że jestem wyższa i lżejsza, dokładnie w samym środku ciała, tuż pod żebrami, w zagłębieniu brzucha. W tym samym miejscu, w którym Josef odczuwał ból napiętych mięśni, niczym atleta podczas wysiłku, ja odczuwałam wypychającą ku górze nieznaną siłę, aż miałam ochotę zacząć skakać.

Jego bujne, rozwichrzone włosy falowały na jasnym czole, tańczyły przed oczami. Przeczesałam mu je kilkoma czułymi, pospiesznymi ruchami. Ale taki rozczochrany jak wcześniej podobał mi się o wiele bardziej.

 

"Co jeszcze powiedział, co jeszcze? - dopytywał zmartwiony Josef, ze spuszczonym wzrokiem, trzymając się za głowę. - Spróbuj sobie przypomnieć, Miriam, to ważne, co jeszcze chciał przekazać?"

Mężczyźni przywiązują dużą wagę do słów, tylko one się dla nich liczą, tylko one mają wartość. Josef ich potrzebował, żeby móc się na nie później powołać. Natychmiast wyobraził sobie wszystkie prawne konsekwencje tego, co się wydarzyło. Ta wiadomość złamała nasze przyrzeczenie. Zaszłam w ciążę ze zwiastującym aniołem, przed ślubem. Dlatego właśnie Josef domagał się kolejnych słów, które mógłby przytoczyć, stając przed zgromadzeniem; szukał czegoś na swoją obronę przed ludźmi z miasteczka.

 

"Miriam, co ci jeszcze powiedział? Proszę cię, spróbuj sobie przypomnieć, przecież to się zdarzyło zaledwie kilka godzin temu". "Josefie, byłam pogrążona w myślach, zaskoczona zamieszaniem, jakie ta wiadomość wywołała w moim ciele, tym jasnym pyłem, który we mnie uderzył, nie zostawiając śladu na ziemi, tylko na mnie. Mam go jeszcze na sobie, widzisz?" "Nie myśl o pyle, później się z niego oczyścisz, lepiej mi teraz pomóż. Co ja powiem starszyźnie?"

 

Kiedy to nastąpiło, miałam spuszczony wzrok, patrzyłam na suknię i stopy. Moje zamknięte w ubraniu ciało było spokojne jak pokryte śniegiem pole. W chwili, gdy anioł mówił, ja stawałam się matką. Mężczyźni potrzebują słów, żeby mieć się na czym oprzeć, dla mnie zaś słowa anioła były wiatrem, którego nie należy zatrzymywać. Przywiewa słowa i nasiona, mnie wystarczyło tylko jedno.

Stałam teraz przed Josefem tak samo, jak stałam przed aniołem. On raz siadał, raz wstawał, potem znów siadał, prosił, żebym i ja usiadła, ale ja wciąż stałam. Byliśmy zaręczeni, więc już samo przebywanie pod jednym dachem było poważnym wykroczeniem. Poprosiłam o to spotkanie, wyrażono nań zgodę, zrobił się zamęt, a w dodatku było już późno. Poza tym nie chciałam usiąść. Splotłam dłonie na płaskim brzuchu i dotknęłam skóry, żeby poczuć moje odmienione życie. Był to dla mnie pierwszy dzień stworzenia.