W grze - Jerzy Brzęczek, Małgorzata Domagalik

Reflow text when sidebars are open.
"Hejt to spolszczona wersja angielskiego hate, czyli nienawidzić. Hejtem określa się działanie w internecie, które jest przejawem złości, nienawiści, agresji" - przytaczam dla porządku.
Wikipedia
Zdanie o rycerzach w lśniących zbrojach usłyszałam w trakcie jednego ze spotkań z siostrami Jerzego Brzęczka. To dobry tytuł rozdziału o pewnej nieprzystawalności do świata, w którym Joker czuje się coraz pewniej, pomyślałam. Najpierw jednak zadzwoniłam do najstarszego brata selekcjonera, Krzysztofa.
KB (Krzysztof Brzęczek) Nieraz już mówiłem Jurkowi, że ja się przez nich wykończę na serce. Przecież to rodzina, brat, kuzyn - Kuba. Ale zobacz, na przykład taki Strejlau to mówi rozsądnie. Brzęczek to jest selekcjoner, nie trener. Nie odrodzi reprezentacji w ciągu dwóch, trzech dni. A tego, co wygadują taki X czy Y, to aż się słuchać nie da. Nie daj Bóg, żebym ja ich gdzieś spotkał. Jak tylko zaczynają mówić, to ja nie słucham, bo to coś strasznego.
MB (Małgorzata Brzęczek) Zazdrość. No ale cóż. Zawsze mu mówię, ty jeszcze udowodnisz, że można inaczej w tym świecie funkcjonować, chociaż nikt na ciebie nie stawiał. Podziwiam go, że on to znosi.
FB (Felicja Brzęczek) Jak wygrywają, to aż na rynku słychać, jak nie, to Brzęczek do zwolnienia. Jak wygrywają, to Kuba zaraz dzwoni, jak nie, to nie.
TK (Teresa Kuklewska) Nie mam komputera. Ale myślę sobie, że może ludzie mu za bardzo zazdroszczą? Ale są i tacy, którzy wiedzą, że on robi dobrze, a mimo to mówią, że źle. A jak będzie miał sukces, to i pisanie się zmieni. Wiesz, jacy są ludzie. Nie jestem wylewna, nie lubię tak się chwalić tym, co Jurek zrobił, ale mam to wszystko w sobie. Przeżywam na swój sposób. Nieraz widziałam, jaki był zły, że nie ma w nas oparcia, i od tej pory, jak przyjeżdża, to śmiejemy się, jemy, ale o nic już nie pytamy. On i tak się dużo denerwuje. Po co ja mam go jeszcze pytać? Ostatnio, jak przyjechał, mamusia mówi: o Jureczku, jak fajnie. Teraz fajnie? A przedtem tak mnie ochrzaniałyście.
MB (Marzena Brzęczek) Jak wyciągnęłam iPada i zaczęłam czytać, co o nim wypisują, do czego się nadaje, a do czego nie, jaki z niego trener, co ten Boniek zrobił itd., to tak sobie myślałam, jak ci ludzie mogą takie rzeczy pisać, nie zastanawiając się, że sami kiedyś mogą być w trudnej sytuacji i że nie byłoby im miło, gdyby tak ich ktoś obrażał. Nie potrafię tego sobie wytłumaczyć. Gdyby przy każdym wpisie trzeba było podawać pesel, to byłoby tego pewnie mniej. A tu można się podpisać Jasiek czy Franek i pisze się, co się chce. Ale tego, co teraz z Jurkiem robią, to chyba nigdy nie było. To jest i w gazecie, i w komentarzach na portalach. Wszędzie. Nie jest to łatwe do przyjęcia, bo obrażają kogoś, kogo nie znają. Ale chyba są jakieś granice, prawda? Zastanawiałam się nad tym, bo przecież krytyka zawsze do tej pory była. Słabo grali, to owszem, ale teraz wygrywają i też niezadowolenie. Nieważne, że są pierwsi w grupie, co z tego, skoro nieładnie grają. Zawsze mi się wydawało, że na koniec liczy się skuteczność. I wiesz, jak krytyka jest tak bolesna, to potem nawet dobre słowa czy pozytywne reakcje nie cieszą. Mój mąż powtarza: kochanie, ja wiem, jaką mam wiedzę. Ciągle to powtarza. Niech piszą, co chcą, ja będę robił swoje. Tak czy inaczej, rzadko się zdarza, żeby dziś ktoś kibicował panu selekcjonerowi, tylko negatywy. Jak można tak niszczyć człowieka, nie dając mu się rozwinąć? A dziennikarze w ogóle nie patrzą na to, kim jest, gdzie i z kim grał.
RB (Robert Brzęczek) Po meczu z Włochami przez trzy, cztery dni opinie były pozytywne, że jest jakiś pomysł na tę grę. A potem się zaczęło. Największa fala nadeszła po meczu z Irlandią. Pierwsza, pełna szyderstwa krytyka bardzo mnie dotknęła. Zastanawiałem się, dlaczego tak się dzieje, skąd tak wielki hejt. Tata nigdy nie był osobą medialną, większość życia spędził za granicą, nie było wtedy FB. Do momentu przejęcia przez tatę Wisły Płock ludzie tak naprawdę go nie znali. Po odejściu z Lechii Gdańsk, którą prowadził, zostawił średnią opinię po sobie, chociaż jak wiesz, ta nie była do końca sprawiedliwa. Jak czytam komentarze, artykuły mniej lub bardziej znanych dziennikarzy, ich wywody, to... Średniej klasy kibic obejrzy fragment, obejrzy kilka minut i sam sobie wyrobi opinię na temat meczu.
PB (Patryk Brzęczek) Jak został trenerem w Wiśle Płock, to trochę zamknął usta tym hejterom, przecież prawie mogli grać w pucharach. Myślałem: czy ci wszyscy, którzy się z niego wyśmiewają, nie wiedzą, co zrobił kiedyś w Rakowie Częstochowa, który dziś jest pierwszy raz w ekstraklasie chyba od dwudziestu jeden lat? Kiedy wróciliśmy do Polski, tata był trenerem w Rakowie, ale jak odszedł, to my nadal często spotykaliśmy się z tamtejszymi chłopakami z młodzieżówki i oni też nam mówili, że gdyby nie tata, nie Krzysiek [Kołaczyk - przyp. MD], klubu by dzisiaj nie było.
Człowieku, po co ci to? - pytają nadal bliscy. Spokojnie, damy radę, odpowiada im za każdym razem Brzęczek. Mocny. Mówi, że nie sprawiają mu większego problemu przytyki i docinki, i memy na portalach, i te wszystkie śmichy-chichy w mediach społecznościowych. Jest przekonany, że grą reprezentacji już wkrótce zdąży przekonać do siebie kibiców. Ale jak go tak obserwuję, to widzę, że chyba coraz trudniej mu uwierzyć i pogodzić się z tym, że te najboleśniejsze dla niego ciosy, podważające m.in. jego know-how, nadchodzą z piłkarskiego otoczenia. Dawnych kolegów, niektórych trenerów, no i dziennikarzy. Po kilku miesiącach nie protestuję, kiedy w trakcie luźnej rozmowy Jurek po raz kolejny zauważa, że nie na wszystko w życiu mamy wpływ i dlatego pewne rzeczy czy opinie o nas samych możemy sobie odpuścić.
JB Wiesz, ja rozumiem, gdy kibic krytykuje selekcjonera Polski, bo widzi faceta, który nie miał dotąd porażających wyników, dla mnie to normalne, że będzie ta krytyka. Tym bardziej że przez pierwsze sześć miesięcy jesiennych nie odnosiliśmy zwycięstw. Ekspertów od piłki, którzy to robią, nie rozumiem.
Czy Brzęczek ma jeszcze szansę na zmianę i na przekonanie innych do swoich umiejętności i wizerunku? Pozostaje pytanie, czy mu na tym w ogóle zależy. Z drugiej strony, to wystarczy nawet nie o nim, ale o samym życiu nieco wiedzieć, żeby zrozumieć ten prosty fakt, że niewcielanie się w kogoś, kim się nie jest, i bycie sobą w każdej sytuacji, także z przewagą tych niekomfortowych, to w konsekwencji najlepszy PR. Każdego z nas.
KK (Krzysztof Kołaczyk) Jurek już części ludzi zamknął buzie, on zresztą sobie da radę, nawet jak nie awansują na Euro. Poradzi sobie też z tą medialną pogardą. Nie dałby rady tylko wtedy, gdyby się rodzina poddała. Jak go znam, przyjdzie moment, że powie: no k... mówiłem, że sobie poradzę. I wiesz, co jeszcze zrobi Jurek, jak pojadą na ME? Zostawi w spokoju tych, co mu dokuczali, nie będzie ich atakował. Bo nadal będzie sobą. W momencie sukcesu na pewno nie wypomni, że ktoś go opluwał.
"A zatem piłka nożna umie dziś mówić wielkie prawdy, zwłaszcza o tym, co nie ma z nią bezpośredniego związku - m.in. o tym, kim jesteśmy my, kibice, ludzie, hejterzy".
(Paweł Mościcki, Lekcje futbolu)
Świetna książka. A i teza w niej postawiona godna niejednej socjologicznej rozprawy. Warto przeczytać. W wielu kontekstach mieści się w niej także postać kogoś takiego jak Jerzy Brzęczek. Nawet jeśli nie po nazwisku.
MD Łatwiej się poruszać w mediach, kiedy jest się selekcjonerem?
JB Jest różnica na pewno, jak się nim nie jest. Nie wiem, czy pamiętasz nazwisko świętej pamięci trenera Leszka Jezierskiego. Prowadził między innymi ŁKS Łódź i Widzew Łódź, człowiek z dużymi sukcesami. Nie byłem jego ulubieńcem, w wywiadach zawsze mi dowalał. I kiedyś dał taki wywiad do "Piłki Nożnej", w którym - i to uważam za wielki komplement - ironicznie porównał mnie do Kazimierza Deyny. "Porównajmy takiego Jerzego Brzeczka z Kazimierzem Deyną. Deyna pięknie grał w piłkę, a Jerzy Brzęczek pięknie o niej mówi". Mimo wszystko uważam to za wielki komplement (śmiech).
RB Mam wrażenie, że ci, którzy tak krytykują tatę, nie mają sumienia. Myślą, że nie mamy internetu? Że tego nie czytamy? Chcą tacie dopiec, ale chyba nie zdają sobie sprawy z tego, że jak ktoś nie ma silnej psychiki, to to może się źle skończyć.
Co zdaje się odgradzać i chronić Jerzego Brzęczka przed niszczącą, ale i demotywującą siłą hejtu? Rodzina. I aż trudno uwierzyć w to, że selekcjoner nie ma konta na Twitterze ani na FB (co często bywa przedmiotem żartów w gronie najbliższych), czyli reasumując, tak jakby w dzisiejszych czasach po prostu nie istniał. Szczęśliwiec. Pewnie dlatego bagatelizuje wiadra inwektyw wylewanych na niego każdego dnia. Tutaj uwaga dla tych, którzy twierdzą, że to przesada z tym całym hejtem i że Brzęczek jest przewrażliwiony na swoim punkcie, i że nie rozumie pracy mediów. I że wystarczyłoby napisać o tym jedno zdanie, jeden akapit i koniec. Czy rzeczywiście? Żeby się przekonać, jaką każdy z nas ma delikatną skórę, zabawmy się w odpowiednie przy swoim nazwisku wstaw... Na razie Brzęczek śmieje się ze szturchańców, ale wkurza, gdy szarpie i krytykuje się jego piłkarzy. Wtedy powtarza: spokojnie, jeszcze się okaże, ile jesteśmy warci, i zaraz pada to jego słynne: damy radę, panowie. Swoją drogą, można selekcjonerowi tej ignorancji co do istnienia i specyfiki funkcjonowania social mediów pozazdrościć. Gdyby jednak w wolnej chwili, tak z ciekawości, postanowił zajrzeć na przykład na branżowy portal PZPN Łączy Nas Piłka i poczytać komentarze rodaków, to lepiej, żeby dla własnego samopoczucia i zdrowia psychicznego tego nie robił. Wiem, że "donoszą" mu i robią to za niego inni. Co ma Brzęczek? "Ogień zamiast oczu - zgliszcza zamiast mózgu" i reszta mniej więcej w takim klimacie. Z czasem ta stylistyczna, bo o merytorycznej trudno tu mówić, powtarzalność ataków zaczyna nużyć. Ale co robić, skoro skandali na koncie selekcjonera jak dotąd brak, żona od zawsze ta sama, równie niewidoczna w mediach, jak on, no i jeszcze są synowie, ale bez konfliktów z prawem. Nawet wrogowie selekcjonera, z tymi też przecież rozmawiam, prędzej czy później wypowiadają formułkę: wie pani, w sumie to porządny gość jest. Tylko że to się nie sprzedaje. Panowie... myślę sobie wtedy.
MD Czy aby ataki na ciebie trochę nie urzeczywistniają twojego wizerunku?
JB To tylko pokazuje, co przestrzeń medialna potrafi zrobić z każdym z nas, fake newsy to tworzenie obrazu człowieka w myśl zasady, że wielokrotnie powtarzane kłamstwo staje się prawdą. Znasz mnie, dam radę.
"Przez całe dzieciństwo, a może i później, byłem absolutnie pewien, że Polska jest odwieczną piłkarską potęgą oraz że papież zawsze jest Polakiem".
Jerzy Pilch
Tytuł Selekcjoner w oczach kobiety zdaje się a priori zakładać, że nie mamy tu do czynienia z kimś wiarygodnym merytorycznie, ale z przedstawicielką płci pięknej, której zainteresowanie piłką nożną jest incydentalne i wydaje się raczej ciekawostkowe. Wiadomo, kobieta. Do tego prywatnie zna selekcjonera.
Tuż po ogłoszeniu nominacji Jerzego Brzęczka na stanowisko selekcjonera reprezentacji dostaję zaproszenie do porannego pasma stacji TVN24. Idę z przyjemnością, wreszcie o piłkę chodzi, a już wieczorem czytam o sobie, że byłam na antenie, delikatnie rzecz ujmując, "walcząca". Posypuję głowę popiołem. Tak, byłam, bo już wtedy przeczuwałam, co wkrótce spadnie, m.in. na forach społecznościowych, na głowę Brzęczka. Wiedziałam, że słowa klucze, takie jak Truskolasy, wieś, wujek, siostrzeniec, prowincjonalność, anonimowość, spowodują, że za moment ruszy ten jedyny w swoim rodzaju walec. Medialny. Ruszył. To dlatego w telewizyjnym studiu z szybkością karabinu maszynowego wyrzucam z siebie kolejne słowa, wymieniam charakterologiczne i piłkarskie przymioty Brzęczka i agituję na zapas, tłumacząc, że przecież ten nie wziął się znikąd, że jest zawodowcem i że prawie we wszystkich drużynach, w których grał, był kapitanem, że lubi ludzi, że się fajnie śmieje i płynnie mówi po niemiecku, i wreszcie, że na pewno sprosta. Bo na czym, jak na czym, ale na piłce się zna. Uff. Czy mówiłam tak dlatego, że się także kumplujemy? Nie, to byłoby za proste i nieprofesjonalne. Odpowiadałam na zadawane mi pytania, jak ktoś, dla kogo futbol i jego bohaterowie to fascynująca część codziennego życia. A jednak na stronie portalu TVN24 czytam "Selekcjoner w oczach kobiety". Kobiety, to prawda, ale w tym kontekście przede wszystkim kibica. Nie kibicki, akurat na tej poprawności mi nie zależy. Czytam więc zamieszczone na portalu śródtytuły: "Papież bierze kadrę. Wicemistrz olimpijski, wujek Kuby, Jerzy Brzęczek". Zaczyna się, myślę, ale czytam dalej, tym razem to, co mówiłam sama: "Nie wziął się znikąd, czyli że jednak poradzi sobie w roli selekcjonera?" - Uśmiecham się, zanim pojawią się kolejne znaki zapytania. A na razie kontynuuję: "Zbigniew Boniek, wielka osobowość, zawsze miał to, o czym dzisiaj mówi w kontekście Jurka, nerw w oku" - podkreśla Domagalik. Pasja to według dziennikarki, najlepsze słowo charakteryzujące Brzęczka. - Po mundialu widzimy już, że musi przyjść nowy selekcjoner i że musi być pot, krew i łzy. Jeśli oglądamy teraz drużyny Chorwacji, Arabii Saudyjskiej, Iranu, wreszcie Koreańczyków, którzy wysyłają Niemców do domu, bo chce się im grać, to to wszystko Jurek też ma. Jurek kocha piłkę. Nam jest potrzebny taki trener". Pędzę dalej z argumentacją. Czasu mało. "Nie wziął się znikąd, był kapitanem polskiej reprezentacji, jest ostatnim polskim piłkarzem, który strzelił gola na Wembley Anglikom, grał w drużynie, która dwukrotnie zdobyła mistrzostwo Austrii - wylicza argumenty Domagalik, jej zdaniem przemawiające za Brzęczkiem". Jej zdaniem? Ludzie, chcę zawołać: to są fakty, dajcie mu szansę, bo wart tego jako fachowiec i człowiek. I już chcę dodać, że w jego przypadku to dwa w jednym, ale nie robię tego, bo wiem, że liczba dobrych słów i zalet ma swój limit. W mediach także. Według zasady, co za dużo, to niezdrowo, że co dobre, to co najmniej podejrzane. Dodaję więc tylko: "Szanuję Jurka, obserwowałam go w różnych sytuacjach. Wiem, jakim jest człowiekiem. Świetnie tańczy, ma super poczucie humoru, fantastycznie się śmieje, szanuje ludzi, kocha swoją mamę i jest dobrze wychowany". "Domagalik podkreśliła także, jak duży postęp zrobił Brzęczek jako trener. Czy w sobotnie letnie popołudnia ewentualni krytycy oglądali np. mecz Lechii Gdańsk z Jagiellonią Białystok? Ja oglądałam. Czy oglądali wszystkie mecze Wisły Płock, która zaczynała naprawdę bardzo słabo i przyszedł taki moment, że kibice zaczęli mówić, że Wisła gra inaczej. To wtedy pan Dariusz Mioduski zaproponował Jurkowi bycie trenerem Legii Warszawa i to się nie udało, za chwilę inną propozycję złożył prezes Boniek - przypominała".
Porównała, to znaczy ja, Brzęczka do Zlatko Dalicia, trenera Chorwatów, którzy w niedzielę zagrają w finale mistrzostw świata z Francją. Wielki plus dla Bońka, że zobaczył w Jurku człowieka [...] i dodała: "Byłabym szczęśliwa, gdybyśmy my kibice pokochali na nowo polską drużynę". Padały i bardziej szczegółowe pytania. Zwłaszcza to jedno. "Po wyborze Brzęczka zaczęły się pojawiać opinie, że selekcjoner będzie faworyzował Błaszczykowskiego. Domagalik je wyśmiała". Tak właśnie, wyśmiałam. "Znam tych facetów. Kuba szanuje Jurka, Jurek szanuje Kubę. Jeśli Błaszczykowski będzie w dobrej formie, to będzie grał, w słabej, nie. To są profesjonaliści. O czym my mówimy? O jakiejś piaskownicy? - grzmiała dziennikarka". To prawda, jeśli chodzi o pryncypia, także w piłce, to jestem cholernie serio. Ale, jak się okazuje, Brzęczek ma też wady. "Przeklina, za dużo, jak dla mnie - stwierdziła na koniec Domagalik". No i taka to była rozmowa, o selekcjonerze polskiej reprezentacji z kibicką vel kobietą w tle. (Źródło: http://www.tvn24.pl).
PS A propos przeklinania - Brzęczek robi to moim zdaniem zbyt często, trzeba jednak przyznać, że doskonale radzi sobie z tym "defektem" w sytuacjach medialnych. Nie przeklina. Jak mu to się udaje? Nie wiem. Ale ja od tamtego wywiadu i przy każdej nadarzającej się okazji będę już konsekwentnie redefiniowała, uciekając m.in. od stereotypów, postać selekcjonera Jerzego Brzeczka. Nawet jeśli według przewidywalnego schematu: kto, co, z kim, gdzie, jak, kiedy i dlaczego?, to zawsze z przeświadczeniem, że szukając trenerskich punktów odniesienia, nie tyle trzeba, co warto odwoływać się do najlepszych. Sięgać gwiazd, w tym przypadku również trenerskich. Stąd na tych stronach nie raz, nie dwa pojawi się np. nazwisko Jürgena Kloppa i cytaty innych trenerskich guru światowej piłki.
MD Zastanawiałeś się czasami nad socjotechniką wykorzystywaną przez innych trenerów w kontaktach z mediami, a wszystko po to, żeby w konfrontacji z nimi nie znaleźć się na pozycji spalonej? Ty na razie ciągle zdajesz się w defensywie.
JB Automatycznie do głowy przychodzi mi Jürgen Klopp, który jest niesamowicie naturalny i czuje drużynę. Zawsze jak byłem w Dortmundzie, to bardzo lubiłem słuchać jego konferencji na żywo, zaraz po meczu. Nieprawdopodobne, jak on do nich jest przygotowany. Zastanawiałem się nawet, czy przed samą konferencją ktoś daje mu znać, że już coś ukazało się w mediach na temat meczu, że ktoś już coś powiedział, bo jego odpowiedzi były i są zawsze trafne. I co ciekawe, nie przypominam sobie też, żeby na jakiejkolwiek konferencji czy w wywiadzie skrytykował swojego zawodnika. Zawsze chronił swoich graczy przed tak zwanym światem. To powoduje, że gracze i media go szanują. Poza wszystkim niesamowicie motywuje drużynę.
MD Rzeczywiście słowa, które na przykład skierował tuż przed rewanżowym meczem Liverpoolu z Barceloną w walce o finał Ligi Mistrzów 2018 do zawodników, to socjotechniczny majstersztyk: "nie macie szans, żeby wygrać, ale jesteście tak dobrzy, że jeśli komuś miałoby się to udać, to tylko wam". Ty tuż przed meczem mówisz w szatni swoim piłkarzom: "pamiętajcie, Stadion Narodowy to wasza świątynia, wygracie". Wystarcza?
JB Przed każdym wyjściem z szatni mówię do chłopaków: "z Bogiem i po zwycięstwo". Myślę, że pod względem wzajemnej motywacji nie jesteśmy najgorsi. To jest właśnie ten przekaz i jego siła. Z jednej strony niedający wielkiej presji, ale bardzo wzmacniający. Klopp jest w tym genialny. Dlatego pierwsze, co chcę zrobić i na czym mi zależy, to zbudowanie relacji z drużyną. Na media przyjdzie czas. Nie muszę im mówić, że co prawda nie byłem trenerem BVB, ale nie ukrywam, że w pracy z Wisłą Płock dużo się nauczyłem. Nie czytałem o Kloppie wszystkiego, ale kiedy go obserwuję, to łapię się na tym, że dziś w jakimś sensie w piłce jest coraz mniej piłki. Mecz to teraz niesamowite wydarzenie medialne, wielkie pieniądze, presja, wszyscy się tym interesują, wszystkim się wydaje, że się znają na piłce i wiedzą wszystko najlepiej. To powoduje, że de facto nie mówi się o piłce jako takiej, tylko tworzy się jej wielką historię. Medialną.
Już po pierwszej konferencji prasowej słyszymy, że Jerzy Brzęczek to przede wszystkim były trener Wisły Płock, i to bez spektakularnych trenerskich sukcesów. Dostajemy tym samym jasny przekaz: Brzęczek nie ma jak na razie zawodowych podstaw do tego, żeby w najbliższej perspektywie można było o nim mówić, że jest i będzie selekcjonerem skazanym na sukces. Na dodatek w kontaktach ze światem zewnętrznym zdaniem wielu jest trenerem bez tzw. błysku. Nic więc dziwnego, że w publicznym odbiorze równie dobrze zamiast selekcjonerem mógłby być nierzucającym się w oczy urzędnikiem banku, ale czy mógłby być jego prezesem? Dla ugruntowania tezy, że słaby to kandydat na szefa polskiej kadry, prawie natychmiast sięgnięto po kolejny argument, który nie tylko zdaniem mediów a priori i od samego początku podważa zaufanie do Brzęczka. Jest nim fakt, że ten jest wujem Kuby Błaszczykowskiego. Rodzinne koligacje już z automatu budzą podejrzenia o nepotyzm i prowokują zarzuty, że więzy krwi z pewnością napsują i w tej reprezentacyjnej szatni. Układ. Wujek. Siostrzeniec. Za chwilę już Wuja i zdany na jego powołania Błaszczykowski. Woda na młyn. Czyj?
W tym miejscu nasuwa się pytanie, panie selekcjonerze, czemu nie zaczął pan swojego pierwszego publicznego wystąpienia, tak jak wielu pana kolegów, od jakiejś taktycznej zagrywki, zmyślnych podtekstów i chociażby dawania do zrozumienia? Wymienienia parę nazwisk z wielkiego świata, ludzi, z którymi spotykał się pan na boisku: Luisa Enrique, Pepa Guardioli, Joachima Loewa, Stanisława Czerczesowa. Nie znał pan anegdoty o Jürgenie Kloppie, który jako drugoligowy, nikomu bliżej nieznany trener z wielkim sukcesem zaczął komentować w największej niemieckiej stacji ZDF Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w 2006 roku? Szkoda, bo mógłby pan ją zręcznie wykorzystać. Przytoczyć, tak od niechcenia. On kiedyś druga liga, pan też kiedyś druga liga. Wreszcie od czegoś trzeba zacząć. Tak się buduje swoje medialne zaplecze, nawet jeśli na razie na poziomie anegdot. Zdobywa punkty. Jednym słowem, dlaczego nie wziął pan sprawy we własne ręce?
Aha, był pan przekonany, że zrobią to za pana media, że spojrzą z zainteresowaniem, z życzliwością na nowicjusza, że dadzą kredyt zaufania i że będą chociaż na początku wspierały? Bo przecież tak jak każdy z poprzedników chce pan w piłce nożnej, zostać zapamiętany nie tylko jako trener, ale i fajny gość. Bezpośredni i bez pozy. Wiem, był pan pewien, że to się okaże w tzw. praniu i że nie musi pan uprzedzać biegu zdarzeń, bo przecież na wszystko przyjdzie czas. Że damy radę. Ale to już nie są te czasy, panie selekcjonerze. Jak się sam nie pochwalisz, to rzadko zrobi to za ciebie ktoś inny.
AS (Andrzej Strejlau) Sądzę, że jego wartość jako człowieka to przede wszystkim ta jego droga: młody chłopak z Truskolasów zabiera torbę i idzie w świat. I co bardzo ważne, ten młodziutki chłopiec ma już wówczas własne spojrzenie na życie. Jakiś własny sposób reagowania na życie, przecież miał wokół przyjaciół, kolegów, koleżanki, ale już wtedy uczył się, kto może być jego nauczycielem, a z kogo nie powinienem brać żadnego przykładu. To ta książka powinna pokazać.
Może więc jednak trzeba było, panie selekcjonerze, spróbować rozmawiać z mediami tak trochę bardziej pod publiczkę? Z czasem będą chciały w reprezentacji piłkarza X? Proszę bardzo, powołuje go pan już na kolejny mecz i od razu słychać głosy: o! jaki uległy trener. Nie chcą piłkarza Y? Proszę bardzo, nie powołuje go pan na kolejne spotkanie, tłumy na trybunach wiwatują, a komentatorzy w studio kiwają głowami z zadowoleniem. Jaki ten Brzęczek karny. Po co rotuje? Czemu nie robi innych ustawień? Złoszczą się eksperci. Bez szemrania stosuje się pan, selekcjonerze, do kolejnych sugerowanych taktycznych zaleceń. Były podejrzenia o nepotyzm, to teraz stanie się pan trenerem populistą. Wtedy może i ten Błaszczykowski jakoś przejdzie. Jest tylko jedno ale, rola marionetki Brzęczkowi nigdy nie pasowała. Ani wtedy, gdy był piłkarzem i drugoligowym trenerem, ani teraz, kiedy jest selekcjonerem. Mimo że taki równy z niego gość i z prowincji, to jednak nie. Stawia się. No nie? No tak. A wystarczyło trochę popytać. Porozglądać się i posprawdzać.
W ostatnich miesiącach nieustannie przekraczam granice dwóch nieprzystających do siebie światów. Tego powierzchownego, który nie musi niczego zgłębiać, bo już wszystko wie, i tego, który trzyma się faktów i przeświadczenia, że wyniki jako takie same się obronią. Zwłaszcza ten powinien wydawać się przyjazny Brzęczkowi. Remisy, wygrane i mało przegranych. Jednak gdy w tym pierwszym tak modne ostatnio określenie "konstruktywna krytyka" nabiera nieznanych dotąd kontekstów i obszarów, to żadne z wyników do końca się nie obronią. A spór, z grubsza rzecz ujmując, będzie dotyczył przez dłuższy czas, a właściwie przez cały czas tego samego, czy Brzęczek to dobry, czy zły selekcjoner? Subiektywne walczy z obiektywnym. To, że w piłce w końcowym rozrachunku liczy się wynik, w przypadku tego selekcjonera zdaje się nie mieć większego wpływu na ocenę jego trenerskiej pracy. Co z tego, że kadra wygrywa, skoro robi to w kiepskim stylu? A wygrana bez stylu to tak, jakby jej było mniej. Niby jest, a jednak nie cieszy. A że nie da się stylu gry tak od razu, z dnia na dzień, ze zgrupowania na zgrupowanie wypracować? No nie da. Ale... Równocześnie w mediach zaczyna się pojawiać nie wiadomo czym tak naprawdę uzasadnione skracanie dystansu w stosunku do selekcjonera. To wtedy, gdy publicznie mówi się o Brzęczku per Jurek, Jureczek, Brzęku, swoje "zdrobnienia" dokładają kibice: Brzęczysław, Brzęczykowski i to najbardziej prostackie z nich wszystkich, że selekcjoner to jednak Wuja jest. W takich zapalnych sytuacjach do akcji zazwyczaj wkracza prezes Zbigniew Boniek i "strofuje" wszystkich, łącznie z kolegami po fachu selekcjonera, że to nie kumpel do klepania po plecach, zwłaszcza w godzinach pracy, i że nie szanując trenera, nie szanujemy samych siebie. Czy kogoś to obchodzi? Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby media dostały informację, że któryś z trenerów, tych bardziej rozpoznawalnych, np. przeszczepił sobie włosy, tak jak to zrobił kiedyś Jürgen Klopp (znowu ten Klopp, to już chyba jakaś obsesja u autorki). Najpewniej przy współudziale internetowej ferajny rozszarpałyby nieszczęśnika na strzępy. Ośmieszyły i zdeprecjonowały. Tak tylko dla porównania, bo to akurat nie problem naszego selekcjonera. Czytam skrupulatnie po każdym meczu reprezentacji, po każdej konferencji, po każdym wystąpieniu Brzęczka internetowe komentarze, przeglądam memy, słyszę pojawiające się na jego temat żarty.
Niektóre są naprawdę zabawne i momentami wyrażają niepozbawione racji obawy, czy aby na pewno mamy po co jechać z tym trenerem na Euro 2020? Są i takie, które mnie nie śmieszą, ale do rozpuku bawią tych, dla których szydera z diastemy selekcjonera to wystarczający powód, żeby rechotać z innymi na całą piłkarską Polskę. Czy to jeszcze dziwi? Coraz mniej, bo ta mało wybredna, uboga w językowe konfiguracje forma komentowania świata, i to nie tylko piłkarskiego, od dawna panoszy się na różnych poziomach naszej rzeczywistości. Bez względu na wiek, płeć, pochodzenie i kolor skóry. Wulgaryzmy, inwektywy i ataki czasami prawdziwie przerażające. Rozdawane na oślep słowne ciosy bez jakiejkolwiek odpowiedzialności za ich skutki uboczne. Statystycznie wrażliwy człowiek mówi w takich momentach pas. Dla tych, którzy wrażliwości mają nadmiar, jest pozamiatane. Chciałoby się powiedzieć, że emocjonalny koronawirus nie daje za wygraną.
Kiedy Brzęczek zostaje selekcjonerem, nie mam wątpliwości, że w moim prywatnym rankingu i kajeciku jest świetnym bohaterem na książkę i że naprawdę wart jest opisania. Do głowy mi jednak nie przychodzi, że wkrótce do pozytywistycznego wizerunku selekcjonera, który zamierzałam nakreślić, zacznę coraz częściej dodawać elementy z rodzaju "interwencyjnych". Nie przesadzam. W zgodzie z zyskującym na popularności socjologicznym trendem: hejtowi mówimy nie. Jego niszczącej siły boją się i unikają jak ognia w równym stopniu statystyczny Kowalski, jak i bohaterowie opinii publicznej. Nawet jeśli przekonują, że nic sobie z hejtu nie robią, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że dziś to najbardziej niszczycielski rodzaj niegdysiejszego marketingu szeptanego, czyli plotki.
Informacja, że Jerzy Brzęczek zostaje selekcjonerem, zaskakuje także jego najbliższych. Szczerze mówiąc, spada na nich jak grom z jasnego nieba. Nie żeby w niego nie wierzyli, nie żeby mu nie sekundowali, ale przecież jeszcze nie teraz. Może kiedyś. Przekazywał im tę wiadomość telefonicznie, dzwonił do każdego z osobna. Cieszyli się, ale...
JB Miałem spotkanie z Dariuszem Mioduskim i byłem bardzo zainteresowany jego propozycją, żebym przeszedł do Legii, było to trudne, ponieważ obowiązywał mnie jeszcze kontrakt z Wisłą Płock i zarząd klubu się na taki transfer nie zgodził. Ale to tylko pokazuje, że wszystko w moim życiu dzieje się po coś. Nie zostałem trenerem Legii, a trzy tygodnie później zostałem selekcjonerem. Gdybym został trenerem Legii, na pewno nie poszedłbym w tak krótkim czasie do reprezentacji.
FB (Felicja Brzęczek, mama JB) Ja nie byłam zadowolona, że on to przyjął. Bo znam go i wiem, jak on to przeżywa. A od nerwów to są wszystkie choroby. Ile stresu. Chyba Kuba dzwonił. Cieszyłam się, ale już wiedziałam, że to nie na moje nerwy. Cały świat patrzy, będą po nim jeździć i nie zawsze to, co o nim mówią, jest prawdą. Ale takie są media. Mówię mu, po co ci to potrzebne na stare lata?
HK (Hubert Kostka) Moim zdaniem został selekcjonerem za późno. Już wcześniej mówiłem, że dla mnie jednym z kandydatów na selekcjonera jest Jurek Brzęczek, mimo że nie miał jeszcze doświadczenia i zaczynał dopiero trenować. Śmiali się. A jak został wybrany, to pomyślałem, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Musi być odporny i wytrzymać ataki.
MB (Marzena Brzęczek, żona JB) Pamiętam, jak na święta Bożego Narodzenia w 2017 roku chłopaki składali mu życzenia i mówili, że fajnie by było, gdyby kiedyś został selekcjonerem. Zaskoczyło mnie, że to się stało tak wcześnie. Zadzwonił, jak byłam w pracy, i mówi: mam rozmowę z prezesem Bońkiem, przyjedź, proszę, do Warszawy. Tylko proszę, nie pisz SMS-ów i nie dzwoń, żebym ciągle nie patrzył na telefon. W końcu dzwoni i mówi: kochanie, zostałem wybrany. Dawid z Kubą byli na wakacjach, zadzwoniliśmy od razu do chłopaków, po dwudziestej czwartej, myśleliśmy, że może będą spać. Nie spali. Zrobili telekonferencję i chyba ze dwie godziny gadali. Jurek od dawna mówił, że bardzo chciałby zostać selekcjonerem, ale nie myślał, że to stanie się tak szybko.
PB (Patryk Brzęczek) To były wakacje, wychodziłem z Kubatury w Opolu, tato zadzwonił do mnie i powiedział: Patryk, oficjalnie zostałem selekcjonerem. Wow, fajnie. Był zadowolony. Ja myślę, że został wynagrodzony za to, co pokazał w Wiśle Płock, i że to wszystko, co robił wcześniej, też zaowocowało.
MB (Małgorzata Brzęczek, siostra JB) Dowiedziałyśmy się o siódmej rano, bo nie chcieli do nas dzwonić w nocy. Nie mogłam uwierzyć i dalej nie wierzę do końca, że on jest najważniejszym człowiekiem w polskiej piłce. Miałam łzy w oczach.
TK (Teresa Kuklewska, siostra JB) Nie myślałam, że to będzie tak szybko. Jak zadzwoniła Gośka i pyta wiesz: co się stało?, to wystraszyłam się bardzo, bo nie wiedziałam, o co chodzi, a tu nagle słyszę, że nasz Jurek został trenerem kadry. Aż nie mogłam uwierzyć. Ale cieszę się bardzo.
KB (Krzysztof Brzęczek, brat JB) Odwoziłem ich do Częstochowy z jakiejś imprezy i mówię, braciszku, ja ci życzę jak najlepiej, ale że coś takiego się stanie teraz, że już, to byłem zaszokowany. Radość. Byłem megaszczęśliwy. A później analizowałem sobie wszystko i mówię, kurczę, po tym, co się stało z tą drużyną po MŚ w Rosji, ma strasznie trudne zadanie. Dostał totalną rozpierduchę. Lont był zapalony wcześniej, a bomba wybuchła na mistrzostwach świata. Zastanawiałem się też, z czego on ma zrobić drużynę. I żeby tylko na pożarcie go nie dali.
O nominacji Jurka dowiaduję się od Dawida Błaszczykowskiego. Najpierw, że chodzą słuchy, a po paru dniach dzwoni sam trener i między wierszami daje do zrozumienia, że może coś się zdarzy i że może będzie selekcjonerem. Jest szczerze uradowany. A kiedy już nim nominalnie zostaje, robimy mu niespodziankę, czyli niezapowiedziany zlot rodziny i przyjaciół w jego rodzinnym domu w Truskolasach. Zjeżdżają się wszyscy. Jurek jest przekonany, że jak zwykle wybiera się na niedzielny rosół do mamy, Feli. Na przydomowym podwórku, żeby go przywitać, zbiera się kilkadziesiąt osób. To był fajny wieczór, żeby nie powiedzieć momentami euforyczny. Na razie świętujemy. To także pierwszy wieczór w gronie, którego bohaterem nie jest już zwyczajowo Kuba. Dzisiaj wszyscy patrzą i chcą rozmawiać z jego wujem. Mniej więcej po roku, o tej samej porze, ponownie zjawiam się w Truskolasach. Cisza. Podwórko puste. Niewiele nas. Felicja Brzęczek, jej córki Małgosia i Teresa. Wiedzą, że zaczynam pisać książkę o ich bracie i synu. Entuzjazmu na ich twarzach nie zauważam. Zbieramy się przy śniadaniu, rozmawiamy o tym, że cieszą się z tej nominacji, ale są ostrożne, wolałyby mówić o tym, co Jurek przez te wszystkie lata osiągnął, co robił, żeby dziś znaleźć się na selekcjonerskim pudle. Nie chcecie mówić o przyszłości, bo?, pytam w pewnym momencie. To dla nich oczywiste, są już zmęczone falą krytyki, która zaczyna spadać na ich Jurka, a tym samym na ich rodzinę, są autentycznie przerażone tym bezpardonowym atakiem. To w Truskolasach, a w tym samym czasie w Warszawie?
Zanim zamówimy kawę, trener Andrzej Strejlau wręcza mi kartkę papieru i prosi, żebym przy najbliższej okazji przekazała ją trenerowi Brzęczkowi, żeby w tej samej chwili zabrać mi ją z rąk.
Zaczyna czytać:
"26.08.1992 debiut Brzęczka
Pietarsaari
Finlandia - Polska 0:0
Polska - Izrael 1:1
Holandia - Polska 2:2 / 1:2 (19' Koźmiński, 21' Kowalczyk)
17 listopada '92 r. - umiera ojciec J. Brzęczka
18 listopada '92 r. Polska - Łotwa 1:0
26 listopada '92 r. Argentyna - Polska 2:0
29 listopada '92 r. Urugwaj - Polska 0:1 (84' Gęsior, wystąpiło 10 z drużyny olimpijskiej)
3 lutego '93 r. Izrael - Polska 0:0
17 marca '93 r. Brazylia - Polska 2:2/ 2:1 (3' Brzęczek 1:0, 20' P. Świerczewski, bramka samobójcza, 1:1, 42' Muller 2:1, 63' Warzycha 2:2).
Kariera sportowa w klubach krajowych i zagranicznych oraz gra w reprezentacjach narodowych stworzyła warunki do osiągnięcia pełni męskiej dojrzałości. Srebrny medal igrzysk olimpijskich w '92 oraz zdobycie pięknych bramek z Anglią na Wembley i Brazylią w Ribeir?o Preto to kamienie milowe, blaski i cienie twojego sportowego życia opisywanego przez media. Najważniejszym jednak spełniającym się osiągnięciem jest wspaniałe życie rodzinne pełne miłości i wzajemnego szacunku. Uczciwość i poważne traktowanie surowych reguł codziennego życia przysporzy ci uznania także opinii publicznej.
Jerzemu Brzęczkowi, dziś trenerowi Narodowej Reprezentacji, składam serdeczne życzenia zdrowia oraz wszelkiej pomyślności w życiu osobistym i zawodowym.
Niech Bóg zawsze będzie z Tobą i z Twoją rodziną.
Z poważaniem
Andrzej Strejlau (były selekcjoner)
PS Uważaj na przyjaciół, a z wrogami sobie poradzisz!!!"
Wkrótce po przekazaniu kartki od trenera Strejlaua Jerzemu Brzęczkowi nadchodzi SMS: "Nie zgadza się, mój debiut to mecz z Austrią w Salzburgu wygrany 4:2. Napisz trenerowi". Nie napisałam.
Były selekcjoner Andrzej Strejlau czyta raz jeszcze niektóre fragmenty swojego listu, a ja wyławiam z niego ostatnie słowa "uczciwość i poważne traktowanie surowych reguł codziennego życia przysporzy Ci uznania także opinii publicznej". Łapię się na tym, że trener Andrzej Strejlau to stara dobra szkoła, nic na kolanie, wszystko na poważnie. Uczciwie, chociaż bez tak niezbędnego dziś efekciarskiego hałasu. Dla niektórych siermiężnie. Na mnie to robi wrażenie. Zamawiamy kawę.
AS: To co pani chce usłyszeć o Jurku, to znaczy o selekcjonerze Brzęczku? Ale od razu wyjaśniam: nie, nie byłem zaskoczony jego nominacją, bo uważałem, że Jurek spełnia wszelkie warunki, żeby zostać selekcjonerem. Musi być w pani książce rozdział: przyczyny, dla których Zbyszek Boniek na najważniejszą osobę w Związku powołał Jurka.
Rozdziału nie ma, ale jest pytanie.
MD Ta nominacja, nawet w środowisku piłkarskim, to swego rodzaju królik z kapelusza.
JB Nie wiem, ilu prezesów na jego miejscu zdecydowałoby się mnie zatrudnić, dlatego jestem mu wdzięczny, że dał mi szansę. Mam nadzieję, że się na mnie nie zawiedzie. Często rozmawiamy, wymieniamy spostrzeżenia. Nie zawsze są zbieżne, ale mamy do siebie szacunek.
MD Uśmiechniesz się, bo i tak zrobisz swoje? W przyszłym roku kończysz pięćdziesiąt lat?
JB Nie, czterdzieści dziewięć.
MD Zbliżasz się do pięćdziesiątki i chyba jesteś już na tyle doświadczony, żeby wiedzieć, że gdyby kibice już na początku wiedzieli o tobie trochę więcej, to byłoby łatwiej nie tylko tobie, ale i prezesowi.
JB Tylko nie zapominaj, że kończyłem grać, jak miałem trzydzieści osiem. I praktycznie dopiero teraz wchodzę w dziewiąty rok pracy jako trener. No i od kilku miesięcy jestem selekcjonerem. Rozumiem pytania i kibiców, i to, że mają co do mojej nominacji wątpliwości.
MD Za słabo się sprzedajesz. Zresztą już o tym wielokrotnie rozmawialiśmy. Szanują cię za granicą do dziś, noszą koszulki z twoim numerem i nazwiskiem w Izraelu. Mam takie zdjęcie. W Austrii tamtejsi kibice nazywali cię kleiner Prinz, a kiedy mówiło się o twoim transferze do FC Köln, to tym razem w niemieckiej prasie pisano o tobie, że jesteś polskim Thomasem Häßlerem, a nad Wisłą? Jesteś byłym trenerem Wisły Płock. Bez zachwytów.
JB Mówisz, że za mało się sprzedaję, a ostrzeżenie, żeby za dużo mnie w mediach nie było?
MD Ale tu nie chodzi o to, czy jesteś w mediach, tylko o to, jak w nich funkcjonujesz.
JB Ja też wyciągam z tego wnioski.
MD Tyle że kiedy media się rozpędzą, to mało kto potrafi je zatrzymać, chyba że nastąpi niespodziewane trzęsienie ziemi. Masz coś w zanadrzu?
JB Przeanalizuj historie wszystkich naszych dotychczasowych selekcjonerów. Także tych, którzy byli wybrańcami narodu, Franciszka Smudy, Janusza Wójcika. Co osiągnęli? Tak naprawdę ci, w których na początku w ogóle nie wierzono, osiągnęli najwięcej.
MD Kazimierz Górski?
JB Po latach został bohaterem. Jest legendą, człowiekiem, który wprowadził nas w piłkarski świat.
MD Kiedy więc zapytałeś prezesa Bońka w cztery oczy, dlaczego ty, to co usłyszałeś?
JB Powiedział, że tak mu podpowiadał instynkt.
MD Czyli szklana kula?
JB Właśnie tak.
25 lipca 2018 roku Jerzy Brzęczek w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" mówi:
"Może zabrzmi to arogancko, ale gdybym był Zbigniewem Bońkiem, to zatrudniłbym siebie w roli selekcjonera. Mam nadzieję, że to, co teraz powiedziałem, potwierdzę swoją pracą".
Miesiąc później, 24 sierpnia, trener piłkarski Marek Śledzianowski w rozmowie z 24kurier.pl komentuje nominację Jerzego Brzęczka: "Ma wiele cech, które powinna mieć osoba na tym stanowisku. Wiem o tym dobrze, bo nie tylko znam jego umiejętności piłkarskie, ale także mam przy sobie arkusz jego badań psychologicznych sprzed lat. Z upływem lat w profilu psychologicznym człowieka niewiele się zmienia... Mam z Jurkiem kontakt i gdy dowiedziałem się, że został selekcjonerem, od razu wysłałem mu wesołą rymowankę: Przyjmij ode mnie gratulacje, czekaj na fanów owacje!".
"Ludzie pytali, kim jestem. Nikt mnie nie kojarzył".
John Cross, Ars?ne Wenger. Generał i jego kanonierzy
Na wybór Ars?ne'a Wengera na stanowisko co prawda nie selekcjonera, ale trenera Arsenalu F.C. media na Wyspach zareagowały z niedowierzaniem, ale i z autentycznym wzburzeniem. Wściekły się. Był szok i równoczesny atak na nieznanego wówczas nikomu bliżej trenera. Jednak Francuz, który jak na oczekiwania brytyjskich dziennikarzy nie był nawet w przeszłości wystarczająco wybitnym piłkarzem, żeby zostać trenerem Arsenalu, wkrótce przekonał do siebie i media, i kibiców. Ale co najistotniejsze, zjednał sobie piłkarzy klubu, którzy, gdy ten po raz pierwszy pojawił się w szatni, śmiali się za plecami faceta w przyciasnej marynarce, swoim wyglądem bardziej przypominającego im inspektora Clouseau niż trenera zawodowca. To tak na początek. Historia lubi się powtarzać. Począwszy od piłkarskiej szatni i panujących w niej klimatów, a na biografiach trenerów i selekcjonerów skończywszy. Chociaż nigdy nie widziałam Jerzego Brzęczka w szatni w przyciasnej marynarce. Chyba nawet nigdy nie widziałam go w szatni.
"Co mam odpowiadać" - pytam Krzysztofa Maternę - "kiedy po raz setny słyszę: ale tak w ogóle to, kim jest ten Brzęczek?" Mój zero-jedynkowy w takich sytuacjach rozmówca odpowiada: "Jerzy Brzęczek to selekcjoner polskiej reprezentacji i wujek mojego idola Kuby". Wiemy jednak, że nie o taką, chociaż jest prawdziwa, odpowiedź tym, którzy pytają, chodzi. To pytanie i jednocześnie zawartą w nim wątpliwość: kim tak w ogóle jest ten Brzęczek, żeby zostać selekcjonerem?, będę słyszała odtąd wielokrotnie. Napotykając na mur niechęci i dezaprobaty, zabarwionej ironią krytyki, a bywa, że i drwiny wobec decyzji prezesa PZPN. Jak bowiem można stawiać na trenera, którego osiągnięcia już na pierwszy rzut oka nie wydają się imponujące? Osiem lat pracy szkoleniowej, dwieście dziewięćdziesiąt osiem spotkań i cztery kluby, którymi dowodził, tych, którzy pytają, nie powalają. Również jeśli chodzi o zwycięskie statystyki. Dotychczasowa myśl trenerska Jerzego Brzęczka w momencie obejmowania stanowiska selekcjonera nie robi wrażenia. Trzydzieści osiem procent wygranych spotkań w prowadzonych przez siebie klubach. Dla porównania jego poprzednik Adam Nawałka w tych statystykach miał czterdzieści cztery procent. Ale o tym za moment...
Kim więc jest ten Brzęczek?
To może zacznijmy od tego, jakim jest człowiekiem? - pytam Grzegorza Mielcarskiego, przyjaciela selekcjonera. Powinno być łatwiej. Teoretycznie.
GM Trudnego klienta ma pani do opisania. Był zawsze bardzo przewidywalny, poukładany, niezaskakujący. Nie jest człowiekiem Pudelka, nie można go powiązać ze sprawami korupcyjnymi. Jak coś sobie zaplanuje czy wymarzy, trudno go od tego oderwać.
SSz (Stefan Szczepłek) Jedna z trudności w twoim pisaniu sprowadza się do tego, że w gruncie rzeczy to mało ciekawy facet. Bo jest normalny. Jest zaprzeczeniem intrygi. A o kim pisze się dziś książki? Czy dobrzy fachowcy, dobrzy ludzie, którzy dają sobie radę w tym zabagnionym środowisku pełnym wilków i nieżyczliwości, są materiałem na książkę? I czy w ogóle jest zapotrzebowanie na opowieści o nich?
Zawsze mogę, odpowiadam w takich momentach, wybrać dla uatrakcyjnienia i podkręcenia narracji, wersję "b", którą każdego dnia podrzuca mi rzeczywistość za oknem, i pisać o najbardziej w ostatnim czasie lekceważonym, obrażanym i wyśmiewanym trenerze w polskim futbolu. Rzucać cytatami, odwoływać się do najróżniejszych form pogardy, pełnej szyderczego śmiechu, a bywa, że i rechotu. Z charakterystycznym dla takiej postawy brakiem odpowiedzialności za pisane i wypowiadane inwektywy. Półprawdy i nieprawdy. Biorąc pod uwagę ilość materiału "badawczego" i społeczny popyt na takie właśnie ujęcie bohatera, ten powinien się dobrze sprzedać.
SSz Być może to jest interesujący wątek, mówiący także coś o nas Polakach. Jak to możliwe, że Brzęczek, który nigdy nie dbał o swój wizerunek i który dla wielu jest przeciętnym trenerem, który nie zdążył nic osiągnąć, nagle, ku ich zaskoczeniu otrzymuje najważniejszą posadę w polskiej piłce? Zostaje selekcjonerem. Szok.
Synowie Brzęczka, Robert i Patryk, z odpowiedzią na pytanie, kim jest ich ojciec, z samej już definicji, mają zdecydowanie mniej kłopotu.
PB (Patryk Brzęczek) Wspaniały człowiek, można z nim rozmawiać na różne tematy. Każdemu mógłby podpowiedzieć, co jest ważne: i sportowo, i życiowo. Tata, który nie miał łatwo w życiu, mógłby przecież być zupełnie innym człowiekiem, nie takim, jakim jest dziś. I to mi w nim imponuje.
RB (Robert Brzęczek) Porządny, skromny, inteligentny człowiek z charakterem. Chciałbym, żeby ludzie dowiedzieli się z tej książki, jakim jest człowiekiem. Dla nas jest autorytetem. Mam kolegów, których był trenerem, w każdym klubie, w którym pracował, i mówią to samo, że jak ojciec wchodzi do szatni, to drużyna się z nim liczy. A ludzie myślą, że jest odwrotnie, że jak są w szatni zawodnicy klasy światowej, to on ich słucha, a sam się nie odzywa, i że oni wyjściową jedenastkę sami sobie ustawiają. I że jest figurantem, a ja wiem, że jest zupełnie inaczej. Jak wchodzi do szatni, to obojętnie, czy się go zna, czy nie, jak się na niego spojrzy, to od razu wzbudza szacunek. Piłkarze dobrze wiedzą, jakim był zawodnikiem, znają historię reprezentacji. Ale i tak wiem, że nawet jeśli wielu ludzi przeczyta tę książkę, to to, co w niej pozytywne o ojcu, i tak dotrze tylko do niektórych. Wielu nadal będzie go krytykować, powiedzą, że wymyśliliśmy to wszystko.
KK (Krzysztof Kołaczyk) Jurek był czternaście razy kapitanem, między innymi drużyny olimpijskiej i polskiej kadry, zdobył srebrny medal na olimpiadzie, ale dla niektórych to ciągle za mało. Jurek się zawsze słabo sprzedawał medialnie, nie było to nigdy dla niego najważniejsze. Ludzie go nie znają. Ktoś, kto zna się na piłce i prześledzi jego historię, zobaczy gigantyczną robotę, którą wykonał także jako trener.
W tym nieustająco powracającym pytaniu, kim jest Jerzy Brzęczek?, od samego początku zawarty jest i inny podtekst, który oprócz zdziwienia, że selekcjonerem został ktoś, kogo nikt nie zna, prowokować ma kolejną wątpliwość. Czy aby nowy selekcjoner będzie lepszy od poprzedniego? Czy jest i będzie lepszy od Adama Nawałki? Nieważne, że na tym ostatnim w międzyczasie nie zostawiono już suchej nitki. Nie ma znaczenia, bo tamtego selekcjonera jednak znaliśmy, o tym nie wiemy na razie nic. Taka w tym rozumowaniu obowiązuje logika. Nie ułatwiają sprawy sportowi dziennikarze, którzy, zwłaszcza na samym początku, zbyt wielu interesujących, a i zaskakujących informacji o Brzęczku kibicom nie dostarczają. Że ich nie ma? Są. Być może mocno podkręcany przez media zaraz po nominacji pogląd, że Brzęczek wpadł do selekcjonerki tylko na moment, zniechęcał do pogrzebania w tzw. temacie. Tak czy inaczej, gdy prezes PZPN Zbigniew Boniek ogłasza nazwisko następcy Adama Nawałki, zapada grobowa cisza.
Panie prezesie, kim jest więc jeden z najbardziej poszturchiwanych i zaczepianych (choćby w social mediach) ludzi w historii polskiej piłki? pytano Bońka. Zwłaszcza że dla jednych Brzęczek był nikim, dla innych to ktoś, kto na naszych oczach zaczynał stawać się kimś, i wreszcie to ktoś, kto mimo że nie jest supermenem, daje odpór temu, co niejednego Jamesa Bonda (zbieżność inicjałów przypadkowa) psychicznie i emocjonalnie zmiotłoby z powierzchni ziemi. Także z tej dla Brzęczka najistotniejszej, piłkarskiej. Że to obliczone na efekt słowa i że to przesada?
Od swoich czytelników słyszę, że po lekturze książki KUBA to Dawid Błaszczykowski, brat Kuby i siostrzeniec selekcjonera, zrobił na nich wrażenie skromnością i nieowijaniem w bawełnę. Nic dziwnego, że lubię siedzieć z nim na trybunach, ma trafne uwagi i nikomu nie kadzi. Wiele razy wspólnie komentowaliśmy to, co działo się na boisku, wiele razy pytałam go, czy np. rozumie wszystkie decyzje swojego wuja. Bywa, że w rozmowie z nim trzeba uważać, bo kiedy zinterpretuje jakąś wypowiedź jako nieprawdziwą czy jeszcze gorzej, niesprawiedliwą, to rzuca się do gardła. To chyba u nich rodzinne. Dobrze się z nim o piłce rozmawia, bo się na niej najzwyczajniej w świecie zna. Kiedy jego brat ma słabszy okres, nigdy nie usłyszysz od niego, że ten jest w szczytowej formie. Mnie to przekonuje.
DB (Dawid Błaszczykowski) Podoba mi się u Jurka przede wszystkim to, że cały czas ma przed sobą cel i mocno do niego dąży. Kiedy był trenerem w GKS-sie, to chciał pracować w ekstraklasie; jak pracował w ekstraklasie, to chciał pracować w klubach, które biją się o mistrzostwo Polski. To go według mnie wyróżnia spośród innych. Chyba to Boniek powiedział w jednym z wywiadów, że jak się z nim spotkał, to zobaczył w jego oczach to coś, te iskierki, i że on naprawdę jest żądny sukcesu.
MD Kuluarowa opinia głosi, że akurat ten selekcjoner nie będzie miał po drodze z mediami, bo pochodzi ze wsi i w związku z tym nie ma towarzyskiego umocowania.
DB W ogóle się z tym nie zgadzam. Kuba też nie jest z salonów, jest ze wsi.
MD Ma po drodze z mediami?
DB Szacunek ma. Zresztą jak cofniemy się pamięcią i dokładnie wszystko jeszcze raz przeanalizujemy, to myślę, że u trenera Nawałki też nie było tak kolorowo, jak by się zdawało. Początki miał ciężkie i my, kibice, też nie byliśmy zadowoleni z poziomu gry reprezentacji.
Jedno mam więc zagwarantowane, nie będzie na tych stronach wyparcia tego, kto i pod jakim "krzakiem agrestu" się urodził. Rodziny Brzęczków i Błaszczykowskich nie zapomniały adresu swojego domu. Nieświatowe to i wydaje się takie prowincjonalne. Niektórym. Nie na nowe czasy, a na jakie? Śledząc media, można nabrać przekonania, że trenera "swojaka" kibice po prostu nie chcą. Nie szanują go i im nie imponuje. Czy kiedyś zaimponuje?
SSz (Stefan Szczepłek) Ja w to nie wierzyłem, że zostanie selekcjonerem. Nie dlatego, że wątpiłem w umiejętności trenerskie Brzęczka, ale myślałem, kurde, porządnego człowieka wzięli. To mi nie pasuje do dzisiejszych czasów. To było dla mnie coś takiego, jak zrobienie Jacka Magiery trenerem Legii. To porównywalne. Obydwaj są prawie z Częstochowy, dobrzy piłkarze, bardzo dobrzy trenerzy i porządni ludzie. W dzisiejszych czasach, które są tak krwiożercze, powierzanie funkcji tak odpowiedzialnej komuś takiemu jak oni wydaje się aż niewiarygodne.
GM (Grzegorz Mielcarski) Właśnie dlatego, że Jurek szedł drogą normalną, a nie spektakularną, to nikt prawie go nie zna. Za tym, co robił, nigdy nie szła u niego celebra, że taką furą, w takim miejscu itd. Ja się cieszę, że nie widzę Jurka, Marzeny [żona Brzęczka - przyp. MD] w mediach, bo to dowód, że można żyć w świecie piłkarskim, nie obserwując żon w bikini czy zwracania uwagi na to, jak są ubrane.
Jak więc złożyć na nowe czasy te marketingowe puzzle z podobizną selekcjonera, który jeszcze do niedawna nie nosił drogich garniturów, nie jeździł samochodami, jakie miały robić wrażenie na kolegach, i nie wybierał do materiałów prasowych zdjęć z tzw. lepszym profilem? Może zacznie. Wizerunek i dobry profil jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Przekonałam się o tym podczas sesji okładkowej do naszej książki.
Od dłuższego czasu nurtuje mnie również inne, wagi ciężkiej, pytanie: czy kibice znający się na futbolu, nawet jeśli na własną miarę, ludzie mediów, także tych sportowych, oglądając mecze polskiej reprezentacji, widzą na boisku to samo? Czy emocjonalna, ale i merytoryczna narracja, która towarzyszy polskiej drużynie, a zwłaszcza jej szefowi, jest aby zawsze bezstronna i czy powinna toczyć się tak, jak ma to teraz miejsce? Czy działa według dość prostej i sprawdzonej zasady, że jest przyczyna, jest i skutek? Inaczej rzecz ujmując, chodzi o to, że nie od razu Kraków zbudowano. Zwłaszcza niezgranymi z czasem oczekiwaniami na wyrost. Gdy zaczynam dzielić się dookoła tymi wątpliwościami, słyszę głosy szczerego zdziwienia, a kogo to tak naprawdę obchodzi, przecież za moment Brzęczka już z tą reprezentacją nie będzie. Że przyjdzie ktoś nowy? Swoją drogą, gdyby do tego doszło, nie do pozazdroszczenia byłby jego los. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka okazałby się, zdaniem obserwatorów, "fajniejszy" od Brzęczka, to znając nasze realia, można założyć, że za chwilę już fajny by nie był. Ten powszechny brak wiary w selekcjonera i jego trenerskie umiejętności sprawia, że i ja, nie tylko jako autorka, ale też fanka piłki, w pewnym momencie zaczynam zadawać sobie pytanie, czy aby tym razem na pewno postawiłam na właściwego bohatera? Czy mówiąc wprost, historia Jerzego Brzęczka rzeczywiście w tym właśnie momencie warta jest opowiedzenia? Wiem, że ten, czytając te słowa, wkurzy się, zresztą pewnie nie tylko w tym miejscu. Nawiasem mówiąc, gdy selekcjoner jest niezadowolony z takiego czy innego ujęcia tematu, natychmiast przechodzi ze mną na formę pan/pani (od lat mówimy sobie po imieniu) albo zarzuca mi nieznajomość rzeczy. "Nie znasz się na piłce" - pada wtedy. "Nie znam? To dlaczego ze mną o niej rozmawiasz?" "Bo jeszcze cię nauczę". Nie zraża mnie ten chwilowy impas i za każdym razem walczę o prawo do własnego, kibica, punktu widzenia i odrębnego zdania. A co mogę powiedzieć dziś na swoje usprawiedliwienie, trenerze? Wytrwałam, nie zaniechałam.
Brzęczek od najmłodszych lat nie ukrywał, że w realizacji marzeń prędzej czy później będzie chciał sięgnąć gwiazd. Bywało jednak, i to wydaje się prawdziwie frapujące, że gdy te już znajdowały się w zasięgu jego ręki, w ostatnim momencie cofał ją, decydując, że to jeszcze nie ten czas. Nie ta chwila. Nie te okoliczności. Czy nie tak tworzy się, nawet nie zdając sobie z tego do końca sprawy, własną biografię? Krok po kroku. Dzień po dniu. Latami. Oddając pracy, która staje się pasją, część samego siebie. Czy takie podejście do życia nie nazywa się aby życiową mądrością?
Nikt z nas nie wie, co osiągną Jerzy Brzęczek i jego kadra na Euro 2020. Będziemy uradowani? Czy po zakończeniu mistrzostw Brzęczek będzie kontynuował pracę selekcjonera, czy też przekaże stery komuś innemu? To oczywiste, że życzę wszystkim sukcesu. Pisząc te słowa, tak jak my wszyscy, nie mogłam wiedzieć, że w chińskim mieście Wuhan pojawi się koronawirus. Świat zacznie chorować na covid-19. Ludzie zaczną umierać. Należałoby więc w tym miejscu skorygować i napisać, że nie wiemy, co osiągną Jerzy Brzęczek i jego reprezentacja na Euro 2020.
I jeszcze jedna uwaga: książkę taką jak ta można pisać hagiograficznie, jest pełnokrwisty bohater, są dramatyczne okoliczności i gwałtowne zwroty akcji. Ja już to wiem. Ale i jest też nieznany dotąd w polskiej piłce, a może i w sporcie hejt na tak ogromną skalę. Oczywiście, że można by złagodzić krytyczne opinie o selekcjonerze, sarkastyczne, gorzkie i ekstremalnie paskudne komentarze. Ale można by też pisać o Brzęczku jako o Jurku, o Wujku, wreszcie, że to Wuja jest, czyli tak jak nazywają selekcjonera chyba jednak tylko kibole. Ech, ty mój ukochany kraju nad Wisłą. Można by wreszcie spróbować nakreślić opowieść o kimś, kto konsekwentnie i z uporem nie wpisuje się w scenariusz narzucony mu przez świat. Zwłaszcza jeśli czyta o sobie, a może właśnie dlatego, że "jest już ostatnim brzęczkiem dla polskiej piłki". Jak określiłabym osobowościowy profil bohatera tej książki? Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to powiedzenie, że z kimś takim jak on można by konie kraść. Pod warunkiem że koń nie jest kradziony. Na tego trzeba sobie zapracować.
I jeszcze coś, co pewnie i samego Brzęczka zaskoczy. Chociaż Jurek (tak też będę o nim pisała i do niego się czasami zwracała, jesteśmy po imieniu, po co więc udawać) twardo stąpa po ziemi jak wielu piłkarzy i trenerów, i to nie tylko starej daty, to prawdziwy romantyk futbolu. Ktoś, kto wierzy, że w piłce oprócz tego, że ta w środku ma powietrze i że gra się w nią dla pieniędzy, chodzi jeszcze o honor, emocje i miłość kibica. Inaczej do jednej bramki to gra. Ufam, że w czasach tak groźnej dla nas wszystkich powierzchowności, bylejakości i gry pozorów historia kogoś, kto normalność, pokorę i szacunek wobec siebie i innych nosi jak buławę w trenerskim plecaku, zostanie co najmniej zauważona.
"A tak w ogóle, to jaki jest ten Brzęczek, tak prywatnie, bo i publicznie to nie za często można go zobaczyć?" - pytają mnie coraz częściej. Cieszę się z tego. Zainteresowanie jest. To może specjalnie dla tych, którzy mimo wszystko są Brzęczka ciekawi, takie didaskalia: selekcjoner jest przesądny i nawet starałabym się sprowadzić go na drogę oświecenia, gdybym sama nie wierzyła w czarnego kota. Najczęściej rozmawiamy albo o życiu, albo o kopaniu piłki, rzadziej o literaturze wysokiej, ale i tutaj Brzęczek "daje radę" - po przeczytaniu pewnej książki napisał mi SMS-a "ciekawe, przy okazji dowiedziałem się, ile jeszcze mam w tym temacie do nadrobienia".
Niewielu znam mężczyzn, zwłaszcza tych z wysokim testosteronem (podobno poprzedni selekcjoner miał najwyższy poziom tego hormonu wśród piłkarzy w prowadzonej przez siebie reprezentacji), którzy przyznają, zwłaszcza przed kobietą, że czegoś nie wiedzą. Tak właśnie mierzę poziom testosteronu. U selekcjonera, bohatera tej książki również.
Zdaję sobie sprawę, że nie uniknę sugestii (czytałam już o sobie, że pisząc KUBĘ, bywałam ghostwriterem piłkarza i że książka o nim otarłaby się o... przez skromność przemilczę, gdybym nie pisała jej na zamówienie współautora. Nie pisałam), że bronię Brzęczka przed surowymi, ale obiektywnymi krytykami, sprawiedliwymi znawcami tematu, sceptycznymi i rozgoryczonymi kibicami i wreszcie, że subiektywizuję zalety i wady selekcjonera. Przecież znamy się tyle lat. Rzeczywiście, tylko że subiektywna bywam, gdy notuję, że selekcjoner ma fajne poczucie humoru. Obiektywna, gdy na chłodno z różnych zdarzeń i okoliczności wyciągam związki przyczynowo-skutkowe. Poza tym, czy Jerzy Brzęczek jakiejkolwiek obrony potrzebuje?
"Gdy jesteś piłkarzem, skupiasz się na swojej karierze. A jako trener zwracasz uwagę na wszystko".
Gérard Houllier
- Wiesz, od czego powinnaś zacząć naszą książkę? - nieoczekiwanie pyta Jerzy Brzęczek. Nieoczekiwanie, bo właśnie jesteśmy w trakcie jej pisania.
- Tak, wiem - odpowiadam.
- Jesteś pewna? - powtarza pytanie selekcjoner.
- Tak, jestem pewna...
Pewnego lipcowego popołudnia 2013 roku zaczynam zbierać materiały do książki o Kubie Błaszczykowskim. Na tarasie częstochowskiego domu Brzęczków spotykam się z przyjaciółmi ówczesnego kapitana polskiej reprezentacji. Nie dziwi mnie, chociaż przeszkadza, że ci podchodzą do mnie z rezerwą, jak do kogoś, kto może ich idolowi tylko zaszkodzić. Męczą się obie strony. Do momentu gdy obok pojawia się Jerzy Brzęczek i do kluczącego w odpowiedziach jednego z nich woła: "Radziu, pani Małgosi mówimy wszystko". Wtedy przyszły selekcjoner nie tylko "ustawił" mi książkę, ale jak miało się wkrótce okazać, i nasze relacje na następne lata. Wtedy też popatrzył na mnie i dodał: - "Pani Małgosiu, zobaczy pani, kiedyś napisze pani książkę o mnie". "O panu?", uśmiechnęłam się chyba niezbyt przekonująco, a w duchu pomyślałam: ale dlaczego ja miałabym pisać książkę o panu? To właśnie ten moment przypomniał mi kilka tygodni temu selekcjoner. Nie przeoczył ironicznego spojrzenia. Zapamiętał je, tak jak i ja pamiętam je do dziś. Zaskakująca tylko wydać się może uważność, jaką oboje nadaliśmy tamtym wspomnieniom. I dlaczego dziwi mnie fakt, że nadal wokół mnie są tacy, którzy nie widzieli i nie widzą w Jerzym Brzęczku, tak jak ja wtedy, odpowiedniego kandydata na najważniejszego człowieka polskiej piłki? Wątpią tak jak ja kiedyś. Od tamtego zdarzenia minęło siedem lat. Wystarczająco dużo, żeby zacytować anegdotę, którą kiedyś usłyszałam, że jeśli utrzymujesz z kimś dobre kontakty dłużej niż siedem lat, to ten ktoś nie jest już twoim przyjacielem, ale staje się twoją rodziną. Przytaczam tę zgrabną myśl nie bez przyczyny. Nie ukrywając naszej serdecznej znajomości, od razu uprzedzam wszelkie wątpliwości dotyczące tego, czy aby uczciwa i prawdziwa będzie to książka. Tak, uczciwa i niekoloryzowana, zwłaszcza że jej bohatera poznałam, nie mając, jak wyżej, żadnych wobec niego "literackich" zamiarów. On jest selekcjonerem, ja dziennikarką. Każde z nas mocno stoi na swoich zawodowych pozycjach. Broni własnego terytorium. Niechętnie zmienia zdanie i trzyma się własnych racji. Obserwowałam Jerzego Brzęczka przez lata. Widziałam go w różnych okolicznościach. Zawodowych i tych prywatnych. Tych serio i tych wręcz przeciwnie. Wiem, czym można go wkurzyć, kiedy rozbawić, a czym można mu zaimponować. Takie sytuacje lubi najbardziej. Są dla niego wyzwaniem. Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, nie przewidziałam, że ówczesny trener drugoligowego Rakowa Częstochowa zastawia na mnie pułapkę, w którą z czasem tak jak inni i ja miałam wpaść. Swego rodzaju sieć splecioną z jego sportowych celów, życiowych doświadczeń, aspiracji i jak mi się wtedy wydawało - ambicji na wyrost. Zobaczy pani, kiedyś napisze pani o mnie książkę.
PS Kiedy pracowałam nad biografią siostrzeńca selekcjonera, Kuby Błaszczykowskiego, ten doznał jednej z najgorszych kontuzji w swojej karierze i wkrótce przestał być kapitanem polskiej reprezentacji. Ciężkie to były chwile. Dziś moim bohaterem jest Jerzy Brzęczek i mimo że on i jego drużyna wygrywają eliminacje, to jednak nie jadą na Euro 2020. Przed paroma miesiącami, zimą tego roku, pandemia koronawirusa z hukiem wywróciła cały świat, także ten futbolowy, do góry nogami. Euro 2020 zostaje przesunięte i w zgodzie z nowym piłkarskim rozkładem jazdy ma się odbyć w 2021 roku. Książka o selekcjonerze idzie jednak do druku, a ja konsekwentnie trzymam się wcześniej zapisanych w niej zdarzeń, ich chronologii, dat, przeprowadzonych rozmów i słów wypowiadanych w ciągu ostatnich miesięcy m.in. przez jej bohatera. Przekonana, że wszystko, co dotąd wydarzyło się w życiu Jerzego Brzęczka, to uniwersalna i skłaniająca do refleksji historia o tych, którzy wierzą, że w życiu nie ma rzeczy niemożliwych. Co więcej, że nie wystarczy sporządzona wcześniej lista marzeń do zrealizowania, ale że w jej spełnianiu trzeba stawiać na samego siebie, nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy okoliczności wokół zdają się niesprzyjające. Pierwszy przykład z brzegu? Tuż po zakończeniu eliminacji do Euro 2020 w jednej z wielu internetowych ankiet na pytanie, czy mimo zakwalifikowania się ekipy Brzęczka do turnieju ten nadal powinien być selekcjonerem polskiej reprezentacji, blisko dziewięćdziesiąt dwa procent ankietowanych odpowiedziało, że NIE. Niezła "kontuzja", metaforycznie rzecz ujmując.
Warszawa, październik 2018
MD (Małgorzata Domagalik) Łapię się na tym, że pisząc książkę o tobie, piszę ją w jakimś sensie o Polsce. O nas i o naszym ukochanym kraju, w równym stopniu podzielonym w gwałtownym wyrażaniu sądów i emocji, co skonfliktowanym w każdej sprawie i na każdej linii frontu. W tej piłkarskiej przestrzeni również. Futbol a sprawa polska, chciałoby się powiedzieć... I nie dziwię się już, że kiedy twoja mama dowiedziała się, że ma powstać książka o tobie, w pierwszym momencie zapytała: a po co? Realistka.
JB (Jerzy Brzęczek) Zawsze tak jest na początku, a po co? a na co? (śmiech).
MD Fajnie się śmiejesz, to prawda, że byłeś ministrantem?
JB Tak. A dlaczego pytasz?
MD Jesteś wierzący?
JB Jestem, ale wierzę w Boga, nie we wszystkich księży. Co więcej, jestem przekonany, że to, co do tej pory osiągnąłem, zawdzięczam Bogu. Sama świadomość jego obecności dodaje mi spokoju i pewności. A czemu pytasz?
MD Może to właśnie chciałam usłyszeć? Na jakim etapie życia jesteś?
JB Zawodowym czy życiowym?
MD Jedno nie wiąże się u ciebie z drugim?
JB Bycie selekcjonerem to bardzo ważny etap w moim życiu. Kolejny.
MD Pamiętasz, kiedy nim zostałeś?
JB Chyba lipiec [oficjalna prezentacja 23 lipca 2018 - przyp. MD]. Ta nominacja i oczekiwanie na publiczne jej ogłoszenie gdzieś tam w podświadomości łechtały moje ego. Już jako mały chłopiec miałem marzenie, żeby grać w piłkę, i to grać na jak najwyższym poziomie. Byłem kapitanem reprezentacji Polski we wszystkich kategoriach wiekowych. A gdy po zakończeniu kariery piłkarskiej zacząłem pracę jako trener, to była ona podporządkowana przede wszystkim temu, żeby kiedyś zostać trenerem reprezentacji.
MD Czyli trafiony, zatopiony. Do głowy by mi nie przyszło, że zostaniesz selekcjonerem tak szybko. Zresztą wiesz...
JB Pani tego nigdy nie powiedziała na głos, ale ja wyczuwałem, że wiara w trenera nie jest za duża (śmiech).
MD To proponuję od razu skok na głęboką wodę, zwłaszcza że statek z twoimi zwolennikami nadal bardziej przypomina maleńką łódeczkę na wzburzonym oceanie przeciwników niż dumny frachtowiec.
JB Powiedziałaś trafiony, okej, ale ja nie dam się zatopić. Chcę przejść do historii polskiej piłki jako trener, który w bardzo trudnym momencie obejmuje funkcję selekcjonera reprezentacji narodowej, a mimo to jego drużyna zdobywa pierwsze miejsce w grupie. Mam też poczucie, że możemy jeszcze wielu ludzi zaskoczyć tym, co jest jeszcze przez tę reprezentację możliwe do osiągnięcia.
MD Czemu możemy, a nie mogę?
JB Biorę wszystkich pod uwagę, zawodników i sztab trenerski, sam nie dam rady tego zrobić. To zawsze musi być grupa ludzi sfokusowanych na tym samym celu.
"Praca z reprezentacją Anglii wymaga specyficznego talentu - umiejętności radzenia sobie z prasą. Steve McClaren popełnił ten błąd, że próbował spoufalać się z jednym czy dwoma dziennikarzami. Jeśli odetniesz dziewięćdziesiąt procent dziennikarzy, reszta uweźmie się na ciebie. Jeśli jedna osoba opisze cię pozytywnie, inni będą cię ścigać. Nie, nigdy nie chciałbym założyć na głowę tej cierniowej korony. Jesteś spięty, to dla nich przynęta. Zanim pojawisz się na konferencji prasowej, spójrz w lustro, potrzyj twarz, uśmiechnij się, zbierz się w sobie. Upewnij się, że nie dasz im się pożreć".
Alex Ferguson, Autobiografia
Dwudziestego trzeciego lipca 2018 odbyła się pierwsza konferencja prasowa nowego selekcjonera. Dla Jerzego Brzęczka to jak do tej pory najważniejszy przystanek w trenerskim dorobku. Jest tego dnia i z tego dnia naprawdę dumny. Bez dwóch zdań znalazł się wysoko w hierarchii naszej piłki. Bez względu na to, jak długo będzie selekcjonerem polskiej reprezentacji, w tym momencie wpisuje się w jej historię. Wiem, i to z pierwszej ręki, że Jerzy Brzęczek od samego początku miał pomysł na to, żeby przychodzić na spotkania z dziennikarzami bez wysoko uniesionej gardy. Żeby na ile to możliwe rozmawiać z mediami na partnerskich zasadach, dzielić się spostrzeżeniami, refleksjami, bo w końcu piłka nożna to gra interesująca i pełna niuansów. W jakimś sensie odsłonić się. Naprawdę jest o czym gadać. To jednak życzenia z rodzaju tych pobożnych, bo - tak jak wielu kibiców - zadaję sobie pytania, dlaczego większość konferencji bez względu na to, w jakim miejscu na świecie się odbywają, przypomina sztukę dla sztuki. Spektakl, w którym błyskawicznie staje się jasne, która strona się "broni", a która "atakuje". Czemu brakuje między nimi autentycznych relacji i prawdziwie sportowego sporu, zacięcia? Nie wiem, to znaczy wiem, każdy broni własnej strefy komfortu, nie biorąc pod uwagę, że dla nas obserwatorów to gra beznadziejnie nudna i z czasem bardzo przejrzysta. Owszem zdarzają się i atrakcje, gdy jednej ze stron puszczają nerwy albo gdy dziennikarze, czując respekt wobec trenera, godzą się na to, że to ten przejmuje dowodzenie. Najczęściej jednak korporacyjne grupy, ta trenerska i ta medialna, odgrywają ten sam teatrzyk. Raz się kochają, częściej nie lubią, ale czy szanują? A wszystko odbywa się w atmosferze mniej lub bardziej udawanej bezkompromisowości i zawodowej autonomii. Bywa, że w odgrywaniu ról utrwalonych i umocowanych wieloma okolicznościami, także zewnętrznymi, wszyscy dochodzą do ściany. I wtedy tak, jak podczas spotkania z dziennikarzami Ars?ne'a Wengera (warto przypomnieć, że Francuz funkcję trenera Arsenal F.C. pełnił przez dwadzieścia dwa lata), sekwencja zdarzeń wyglądała tak:
"Dlaczego pan się tak na mnie gapi?, pyta dziennikarza na konferencji Ars?ne Wenger. Bo to jest pana konferencja - odpowiada dziennikarz".
(John Cross, Ars?ne Wenger. Generał i jego kanonierzy)
Zabawna scenka, ale tak naprawdę konferencja ma sens wtedy, kiedy jest nie tylko skuteczna w realizacji partykularnych celów samych zainteresowanych, ale i gdy trener udowadnia swój taktyczny potencjał, a dziennikarz wykazuje się znajomością rzeczy. Wówczas także my, kibice, możemy się czegoś dowiedzieć. Poszerzać piłkarskie horyzonty. To dopiero jest radość. Zazwyczaj po premierowych wystąpieniach wiadomo, kto komu narzuci styl wzajemnych relacji i po czyjej stronie będzie piłka. Poprzedni selekcjoner, Adam Nawałka, do perfekcji opanował sztukę odpowiadania na pytania dziennikarzy na okrągło, ogólnikowo i bezkonfliktowo. Gładko. Chociaż zawsze elegancko. Wystarczało? Jakieś podśmiewuchy były, ale w łagodnym tonie. Nawałka miał też zwyczaj rozmawiać z dziennikarzami poza konferencyjną salą, ale nigdy z przeznaczeniem i zgodą na publikację. Mnie obiecał wywiad, pod warunkiem że polska reprezentacja wróci z medalem z mistrzostw Europy we Francji. Nie wróciła. O konferencyjnych standardach rozmawiamy z Brzęczkiem wielokrotnie, jak również o tym, że mimo wszystko będzie próbował zresetować zaszłości. Odpowiadać na wszystkie pytania, otwarcie i bez uników. Z poczuciem odpowiedzialności również za to, co w słowniku figuruje jako kultura sportowej debaty, w której nie chodzi o to, żeby punktować, ośmieszać, podawać w wątpliwość, ale żeby jak tylko się da unikać banalizowania i spłaszczania trenerskiego przekazu. Najlepiej, gdyby ten współgrał i był punktem odniesienia do toczących się równolegle piłkarskich transmisji i padających w telewizyjnych studiach komentarzy. W tym obszarze jednak nadal poruszamy się po uświęconej tradycją i zasiedzeniem sinusoidzie klisz i schematów. Dla przykładu prawie każda transmisja z meczu rozgrywanego przez naszą reprezentację zaczyna się i kończy według standardowego scenariusza. Najpierw euforyczne komentarze, to wtedy, gdy od pierwszych minut sprawozdawcy z impetem godnym husarii i emfazą w głosie informują, że nasza kadra gra nie tylko z drużyną przeciwną, ale też gra o honor nas, Polaków. Patriotyczny entuzjazm trwa zazwyczaj do pierwszej straconej albo niestrzelonej bramki. Wtedy zaczyna się deprymująca słownie jazda bez trzymanki, którą przecież my, kibice, tak dobrze znamy. Cytuję: "Niestety Jerzy Brzęczek najwyraźniej nie ma pomysłu na grę naszych kadrowiczów, źle to wygląda, panowie (zabawne, ale nigdy nie usłyszałam: źle to wygląda, panie, albo: panie i panowie), trudno się na to patrzy ze spokojem, nie wymagajmy od Brzęczka i reprezentacji cudów, ale przyzwoitości". A my, odbiorcy tych komunikatów, siedzimy przed telewizorami, słuchamy tego wszystkiego z narastającą frustracją i też zaczynamy mieć wątpliwości. Co jest z tym Brzęczkiem nie tak? Tego nie przewidział, tego nie rozumie, tego nie potrafi. Gdyby był dobrym selekcjonerem, toby go tak nie krytykowali? Bo niby z jakiego powodu? Nie stać nas na selekcjonera z prawdziwego zdarzenia? Karuzela się rozkręca. A my, wirując wraz z nią, znowu wracamy do punktu wyjścia: to może rzeczywiście Brzęczek nie nadaje się na stanowisko, które powierzył mu prezes PZPN.
PS I żeby nie było, mam pojęcie, o co chodzi w robieniu tak zwanej atmosfery wokół wydarzeń sportowych, wiem, co wpisane jest w "nerw" telewizyjnej transmisji. Uwielbiam go. Pamiętam chociażby Jana Ciszewskiego. Gwoli sprawiedliwości moi niemieccy przyjaciele, jeśli akurat nie są na stadionie, oglądając telewizyjne relacje, zdarza się, że wyciszają komentatorów. Wreszcie z jakiegoś powodu są kibicami. Warto się nad tym zastanowić. Bez obrazy.
HK (Hubert Kostka) Jurek, spotykając się z dziennikarzami, mówi co myśli, Nawałka nigdy tego nie robił. Zawsze opowiadał rzeczy, które nie miały nic wspólnego z piłką, a dziennikarze to łykali. Jurek do tej pory wygrał wszystkie mecze eliminacyjne, ma maksymalną liczbę punktów, śledzę wszystko. I dlatego ten hejt rozleje się dopiero, jak coś przegra. [To prawda, hejt rozpętał się na dobre po przegranym meczu Polaków ze Słowenią, 2:0 - przyp. MD].
MD Wydawałoby się, że niełatwo jest przyjść na spotkanie z mediami i upierać się przed całą Polską, że to było całkiem dobre spotkanie kadry, nawet jeśli to nie spodobało się dziennikarzom i kibicom? Ty to jednak robisz.
JB Tylko że dla mnie ważne jest, jak ja to widzę, a nie jak jest to oceniane przez innych.
MD I w tej rozbieżności tkwi problem. Ty jedno, my drugie.
JB Bo nie zawsze jest tak, że jak przegrasz, to znaczy, że źle grałeś mecz.
MD Kiedy pytam: co słychać, i akurat wiem, że nie jest dobrze, zwyczajowo odpowiadasz: w porządku. To bywa równie wkurzające.
JB To żadna filozofia, to po prostu pozytywne spojrzenie. Odkąd zacząłem spotykać się i pracować z naszym psychologiem, wiele rzeczy zacząłem odbierać inaczej. Na przykład teraz, w momencie eliminacji, najważniejsze jest dla mnie dobro moich zawodników. Między innymi dlatego nie mogę poddać się presji medialnych oczekiwań.
Reasumując, Brzęczek przez długi czas był więcej niż pewien, że media, a przede wszystkim kibice, docenią jego deklaracje i autorskie punkty widzenia i że pochwalą go za niezasłanianie się ogólnikami. Czy tak się stało? Wystarczy poczytać komentarze kibiców, które pojawiały się już po pierwszej konferencji nowego selekcjonera. Szok. Nie potrafi. Nie zna się. Nie nadaje się. Won. Kto go wybrał? Nie pij tyle, Wujek itd. Generalnie według zasady: frajerze, to znaczy selekcjonerze, nie do nas takie teksty. My wiemy, jak się gra, ty nie masz o tym pojęcia. Wuja. Wypad. Tak się zaczęło i taka narracja będzie trwała przez wiele następnych miesięcy, panie Selekcjonerze, to znaczy Wuja, wypad.
Oddajmy w tym miejscu głos prezesowi PZPN, Zbigniewowi Bońkowi. Chociaż nie, cofnijmy się w czasie.
Hotel Sofitel Victoria, 29 października 2013 roku, nad PZPN unosi się biały dym, w towarzystwie Zbigniewa Bońka na salę wkracza Adam Nawałka.
"Twardy człowiek o żelaznych zasadach", przedstawia go Zbigniew Boniek. I argumentuje swój wybór: "Wiedziałem, że dobrze zna polskich zawodników i potrafi z nimi rozmawiać. Nie przestraszy się ich sławy. Lubi też konkretną pracę, haruje od rana do wieczora. Szukałem Polaka, żeby nie przeszkadzała bariera językowa. No i chciałem, żeby trenował piłkarzy, a nie dziennikarzy, i nie starał się błyszczeć w mediach".
(Łukasz Olkowicz, Nawałka. Droga do perfekcji)
Pięć lat później, na pierwszym spotkaniu dziennikarzy z Jerzym Brzęczkiem, prezes Zbigniew Boniek właściwie powtarza słowa, którymi na tę funkcję rekomendował Adama Nawałkę. Dziś także podkreśla, że bardzo długo zastanawiał się nad tą decyzją i wyborem i że Jurek był od początku na jego liście bardzo wysoko, nie tylko jako czterdziestoczterokrotny reprezentant Polski, ale też jako trener, który dobrze zna polskie środowisko piłki nożnej. Cytuję: "Jestem absolutnie przekonany, że dokonałem dobrego wyboru, że się nie pomyliłem, Jurek zna się na piłce, chciałem, żeby kiedyś ratował Zawiszę Bydgoszcz, ale mi odmówił, bo ratował wtedy Raków Częstochowa (to bardzo ciekawy wątek i chyba nie do końca przez media rozpoznany i rozpracowany, a wydawałoby się, że mógłby być bardzo dla kibiców interesujący). Nowy selekcjoner ma nas wprowadzić na Euro 2020, ma odmłodzić reprezentację i tyle". Tyle? Moment, w którym Brzęczek obejmuje polską kadrę, raczej skłania do zastąpienia stwierdzenia "i tyle" przeświadczeniem, że "aż tyle". Podczas spotkania padają pytania ze strony dziennikarzy: Kiedy kibic zobaczy autorską reprezentację trenera? Czy Brzęczek nadal będzie, jak się o nim mówi, sprawiedliwym socjologiem? Po raz pierwszy słyszę to określenie. Czy będzie miał posłuch w szatni? Czy chce odmłodzić drużynę? Dlaczego zatrudnił kogoś, kto miał wyrok korupcyjny? [chodzi o Andrzeja Woźniaka, trenera bramkarzy - przyp. MD]. Czy Kuba Błaszczykowski musi być trzy razy lepszy od innych, żeby grać w reprezentacji? Czy Lewandowski będzie nadal kapitanem? Co z brakiem doświadczenia selekcjonerskiego? itd. Nowy selekcjoner odpowiada i podkreśla, że potrzebny jest kadrze, co zrozumiałe, czas. Andrzej Woźniak popełnił błędy, ale "lubię dać szanse ludziom, którzy chcą coś w życiu osiągnąć". Dalej, "Kuba nie musi być trzy razy lepszy od innych, żeby grał, wystarczy, żeby był dobry. A poza tym będę chciał się z państwem spotykać, dyskutować. Musimy się porządnie przygotować, a czasu nie mamy dużo. Nie będzie zmiany na stanowisku kapitana reprezentacji. I na koniec: chciałem podziękować Wiśle Płock, bo to dzięki temu klubowi jestem tu, gdzie jestem, i jeszcze jedno chciałbym powiedzieć: jako piłkarz miałem zawsze pokorę wobec życia i nie miałem nigdy żadnych kompleksów z tego powodu, że byłem Polakiem".
MD: Gdybyś wcielił się w rolę dziennikarza, który przychodzi na konferencję nowego selekcjonera, to o co chciałbyś sam siebie zapytać?
JB Zwróć uwagę, że niebezpieczne dla trenera jest nie samo pytanie, ale to, jak na nie odpowie. Kiedy na początku powiedziałem w mediach, że chciałbym, żeby była radość z naszego grania i że drużyna już zaczyna to robić, to odzew był taki, że oni tego nie dostrzegają. Tak jakby chcieli widzieć w moich działaniach tylko to, co według nich jest negatywne. Nie są otwarci na merytoryczną dyskusję. Przychodzą z gotową tezą.
MD Podaj chociaż jeden powód, dla którego mieliby to robić.
JB No właśnie, czemu? Może jestem za uczciwy do tego wszystkiego. Ale jestem przekonany, że dzięki temu wygram ja i wygramy jako drużyna.
MD Mówisz tak, jakby uczciwość selekcjonera miała być kulą u jego nogi.
JB W takich czasach żyjemy, pani redaktor.
Adama Nawałkę w czasach, kiedy był selekcjonerem, spotkałam kilkukrotnie. Nasze drogi krzyżowały się m.in. na niemieckiej ziemi, kiedy ten przylatywał do Dortmundu oglądać mecze BVB i grających w niej swoich reprezentacyjnych piłkarzy Błaszczykowskiego, Lewandowskiego i Piszczka. Bywało, że rozmawialiśmy telefonicznie o tych czy innych sprawach. Życzenia świąteczne też były. Z zaciekawieniem czytam dziś analizy, dysertacje i opinie, które mają dać odpowiedź na pytanie, co właściwie ma przynieść zmiana na stanowisku selekcjonera, jakim selekcjonerem w przekazie medialnym pozostanie Adam Nawałka, co skończyło się w polskiej piłce wraz z jego odejściem i co powinno się w niej zacząć wraz z pojawieniem się jego następcy. Jednym słowem, co takiego miał w sobie Nawałka, czego jego następca Brzęczek mieć nie będzie, nie mówiąc o tym, że chyba nie taki był w jego powołaniu zamiar? W skrócie wychodzi na to, że Adam Nawałka w roli selekcjonera był autokratyczny i pedantyczny, przywiązany do stałych fragmentów gry i konsekwentnie je egzekwował, jego zespół miał także dobry środek pola i mocne skrzydła, reprezentacja Polski pod jego wodzą wygrała na Narodowym z Niemcami, a na mistrzostwach Europy 2016 we Francji otarła się o półfinał. Dwa lata później na mistrzostwach świata w Rosji zawiodło wszystko. Myśl trenerska i realizowanie jej przez zawodników na boisku - katastrofa. Czas na zmiany. O tym, jakim piłkarzem był Brzęczek, coś tam wiadomo, o tym, jakim był trenerem, wiadomo już mniej, a tego, jakim będzie selekcjonerem, nie wie nikt. Może poza Zbigniewem Bońkiem i samym Brzęczkiem. Teoretycznie. Z drugiej strony, czy ktoś tak zorientowany w piłkarskich meandrach jak prezes PZPN zamieniałby siekierkę na kijek? Pewnie nie, mimo to znaków zapytania towarzyszących powołaniu nowego selekcjonera jest zdecydowanie więcej niż jednoznacznych odpowiedzi. Plus to czy minus? Na razie Brzęczek słyszy, że ma być świeża krew, ma być nowa moc i związana z nią kreatywna energia, ma być porywająca taktyka i odpowiadająca jej stylowa, piękna gra na boisku. Jednym słowem, ma być wszystko inaczej i dlatego trzeba sięgać po nowe, szukać innych rozwiązań. Ale czy to oznacza, że wraz z nominacją Jerzego Brzeczka na selekcjonera, tak jak najwyraźniej oczekują tego media, pojawił się Czarnoksiężnik z Krainy Oz, który za dotknięciem różdżki zmieni zastane i niebędące w najlepszej kondycji nasze piłkarskie królestwo w futbolową potęgę? Na jakich przesłankach zbudowane są te oczekiwania? Gwoli przypomnienia, Adam Nawałka przez kilka dobrych lat był kreowany w mediach na podobnego magika polskiego futbolu. Czasami nim był. Decydujący w tym pojedynku na sukcesy, ale i porażki dla obu selekcjonerów był i będzie czas. A konkretnie w przypadku Brzęczka, który wszedł w naszą w reprezentację w biegu, jego brak.
GM (Grzegorz Mielcarski) Nawałka nie miał kontaktu z mediami, dlatego dla niektórych był tajemniczy. Nic nie mogli od niego wydobyć, bo nie odbierał telefonu i nie chciał rozmawiać. A o Jurku wiedzą, że jak zadzwonią, to zawsze prędzej czy później odbierze albo oddzwoni. Nie raz Jurkowi mówiłem: nie bądź aż tak dostępny dla wszystkich mediów.
SSz (Stefan Szczepłek) Nawałka miał wszystko. Miał to, czego nie mieli Franciszek Smuda i Waldemar Fornalik. Za jego czasów podstawowi piłkarze kadry grali w dobrych klubach, a i on trafił na apogeum ich formy. Jurek ma niby cały czas to samo, ale przecież wszyscy się starzeją. Piłkarze też. Nawałka jako piłkarz błysnął na MŚ w 1978. Boniek z Deyną rywalizowali między sobą, a on wykonywał czarną robotę i trzeba przyznać, że robił to bardzo dobrze. Był popularny w Polsce, młody, ładny blondynek. Ja Adama Nawałkę lubię, ale to, co się stało na mundialu w Moskwie... Wiele mówiono, jaka tam była atmosfera. Moim zdaniem to jest porównywalne z tym, co zrobił Jacek Gmoch w Argentynie. Wszystkich ze sobą skonfrontował, nie wiedzieli, jak mają grać, jakim systemem, i wszystko się rozpadło. I to zdyskredytowało Nawałkę w moich oczach. Powiedziałem to głośno, pamiętam ten nagłówek: "Szczepłek mówi, że Nawałka się do niczego nie nadaje". No może za ostro, ale w tym kontekście tak uważam.
AS (Andrzej Strejlau) Dzisiaj wielu dziennikarzy, mówiąc o Jurku, wraca do Adasia Nawałki, kiedy moim zdaniem nie ma do tego żadnego powodu. Ujmę to tak: byłem trenerem podczas dwóch mistrzostw świata, trochę doświadczenia mam, i kiedy mi się wydawało, że jakiś mecz musimy wygrać, okazywało się, że przegrywamy. A kiedy na ławce siedząc, myślałem, że to mecz nie do wygrania, nagle coś wstępowało w naszą drużynę. I ta wygrywała. Na samym początku Jurek Brzęczek miał bardzo trudną pozycję: drużyna w szoku po MŚ 2018, w jakimś sensie rozjechana, krytykowana przez media i kibiców. Zwłaszcza że jako dotychczasowy sukces naszego futbolu stawiamy ciągle ćwierćfinał na Euro 2016. Adaś przejął drużynę po Waldku Fornaliku, z którym przegraliśmy eliminacje na MŚ 2014. Myśmy byli sfrustrowani, rozpętała się szalona dyskusja publicystyczna na temat tego, co możemy zrobić, żeby to się nie powtórzyło i żebyśmy mogli jechać na MŚ 2018, i to po medal, bo faktycznie byliśmy bardzo blisko medalu na Euro we Francji w 2016 roku. Tam strzeliliśmy co prawda tylko pięć bramek, ale straciliśmy dwie. Siłą gry obronnej doszliśmy do tego momentu i zagraliśmy z Portugalią. A przecież ta nie wygrała ani jednego meczu w grupie, dzięki remisowi z Węgrami awansowała bramkami do ćwierćfinału i tu była dla nas wielka szansa, żeby nawet zdobyć medal. Bardzo ładnie się ułożyło i gdyby polska drużyna zaatakowała wtedy Portugalię i przy 1:0 zrobiła drugą bramkę, to może nie byłoby karnych. Ale myśmy się w tym meczu strategicznie na boisku wycofali. Portugalia się w tych mistrzostwach nie liczyła, a mimo to została mistrzem Europy.
SSz (Stefan Szczepłek) I jeszcze jedno: tak na pierwszy rzut oka Brzęczek nie sprawia wrażenia faceta mocnego i umocowanego w środowisku, a nie może być tak, że przychodzi facet nie wiadomo skąd i jest lepszy od Nawałki, to znaczy może, tylko że jest to trudne do zaakceptowania przez otoczenie. Otoczeniu wydaje się, że Jurek nie jest autorytetem, ale to jest mylące. Bo Brzęczek nim jest. Jego nie zmienia żadna sytuacja, nadal jest taki sam. A Nawałka to był pan Nawałka.
Gdybym nie znała wcześniej Brzęczka i nie wiedziała, co znaczą jego takie czy inne decyzje i wypowiedzi, to pewnie za wszystkimi, zwłaszcza na początku, powtarzałabym pytanie: czy trener z tak małym doświadczeniem może dosiąść rumaka, jakim bez względu na zmieniające się miejsce w rankingu FIFA była, a może już wkrótce nadal będzie, polska reprezentacja? W tym kontekście może więc warto było już na tej pierwszej konferencji poprosić nowego selekcjonera, żeby nam za pośrednictwem dziennikarzy opowiedział, czego się w trenerce dotychczas nauczył? O tym, jakie doświadczenie i wiedzę jako trener zdobył, począwszy od Rakowa Częstochowa przez Lechię Gdańsk, GKS Katowice, na Wiśle Płock skończywszy? Może by się okazało, że ma już na koncie jakieś przemyślenia, które dobrze wróżą na przyszłość. W ten sposób może bardziej popularny stałby się pogląd, że na piłce można się dobrze poznać, zanim jeszcze trafi się na jej trenerski szczyt. A tak generalnie do piłki nożnej, jak do wszystkiego, trzeba mieć dryg.
DB (Dawid Błaszczykowski) Jurek nie osiągnął za wiele z klubami, z którymi pracował przez ostatnie lata, a jednak został trenerem reprezentacji. Parę razy rozmawialiśmy o tym i Jurek sam mówił, że jego celem jest raczej objęcie drużyny z pierwszej trójki ekstraklasy, a nie żeby od razu wejść do reprezentacji. Trzeba by tu zapytać prezesa, bo to przecież jego decyzja.
MD Wiesz, że trener Nawałka wysyła SMS-y z gratulacjami po każdym udanym meczu?
DB Do prezesa?
MD Do Jurka.
DB Szacun dla niego. Zauważyłem też to, na co już wcześniej zwróciłaś mi uwagę przez telefon, tę zmianę Jurka w wywiadach. I to mi się podoba. Konsekwentnie, krótko, na temat. Pewnie. Szacunek musi być. To wreszcie jest selekcjoner polskiej reprezentacji.
AS Przyjęli go nieprzychylnie. Wiele razy mówiłem w telewizji, na żywo i tego się nie da wyciąć, że krytyczny stosunek kolegów dziennikarzy do selekcjonera mi się nie podoba. Jak tylko mogłem, przy każdej okazji podkreślałem, że Brzęczek jest rzetelny, uczciwy. Był też świetnym zawodnikiem. Kiedyś wszyscy wiedzieli, że kapitan to najważniejszy łącznik pomiędzy trenerem a drużyną. Brzęczek na początku zaufał dziennikarzom, był detalistą, odpowiadał szczegółowo na ich pytania. Konkretny, poważnie podchodził do każdej konferencji. Ale będzie musiał uważać na prowokacje, na niektóre fatalne pytania, bo i takie znienacka padają. Moim zdaniem to było znakomite pociągnięcie i Zbyszka Bońka, i Adama Nawałki, że robili konferencje przed samym meczem. Wtedy mówi się i o wszystkim, i o niczym. Mówiłem Jurkowi, dopóki możesz, staraj się nie udzielać wywiadów. Nie posłuchał. Mało tego, jest solidarność dziennikarska, podobnie jak u lekarzy, pacjent zmarł, ale operacja się udała. Dziennikarze, nawet jak się nie zgadzają ze sobą, to ze sobą trzymają. Co jest bardzo niebezpieczne, jeżeli chodzi o wywiady, bo upoważnia dziennikarza do dowolnej interpretacji wypowiedzi selekcjonera. I co więcej, ta nie zostanie publicznie podważona przez żadnego kolegę po fachu. Taka solidarność zawodowa.
Konsekwencja powtarzanych całymi miesiącami tych samych wątpliwości: czy aby na pewno Brzęczek będzie lepszy od Nawałki, czy w ogóle nadaje się na stanowisko selekcjonera i czy w takim razie nie powinien zostać jak najszybciej zwolniony i zastąpiony kimś innym, zaczyna być nużąca. Dlaczego znowu prawie nikomu nie udaje się przebić, w każdym razie nie na tyle skutecznie, żeby zostać zauważonym, z komunikatem, że być może eksperyment z Brzęczkiem ma jednak szanse na selekcjonerski sukces? Trzeba tylko dać mu czas, bo może jest coś, co przemawia za powodzeniem jego misji? Może jego upór, który początkowo złości, ale z czasem zaczyna kadrze przynosić wymierne korzyści? Może to, że konsekwentnie, także publicznie, manifestuje prawo do własnego i odrębnego trenerskiego zdania? Że je w ogóle posiada? (Przecież wiadomo, pasek prezesa Bońka). A może jest to fakt, że selekcjoner okaże się zaskakująco otwarty w kontaktach z drużyną i że słucha swoich zawodników? Przekonamy się o tym, oglądając miniserial dokumentalny Niekochani, który już po zakończeniu eliminacji ukazał się na portalu Łączy Nas Piłka (polecam wszystkim, którzy widzieli i nadal widzą w selekcjonerze Mr. Nobody). Warto przy okazji posłuchać piłkarzy i tego, co mówią o swoim trenerze przed kamerą. Zapamiętałam odpowiedź Wojtka Szczęsnego na jedno z porównawczych i w sumie niezręcznych pytań w kontekście Nawałki i Brzęczka. Brzmiało ono tak: który z nich jest lepszym trenerem? Zdaniem bramkarza reprezentacji Adam Nawałka to mistrz dyscypliny i zorganizowania, a Jerzy Brzęczek rozumie, na czym polega nowoczesny futbol. Czemu więc nie spróbowano nakreślić jego bardziej wyrazistego profilu? A dlaczego miano by to zrobić? Chociażby dlatego, że wiedza o szefie reprezentacji zawsze przydaje atrakcyjności piłkarskiemu widowisku. Samej drużynie też się przydaje. Ale kogo to obchodzi? - słyszę wiele razy to samo pytanie. Czy nie łatwiej i efektowniej zarzucać Brzęczkowi zawsze świetnie sprzedający się w mediach na przykład zarzut o nepotyzm? Jest sensacja, jest afera, jest news. Co z tym wszystkim robi sam selekcjoner? Według wielu nadal aż nadto manifestuje przekonanie do własnych racji i wytyczonych celów, sprawiając tym samym wrażenie, że nie ma żadnych wątpliwości co do swoich trenerskich posunięć i co więcej, tak, jakby wierzył, że ta postawa w końcu zrobi wrażenie na innych. Spokojnie, panowie. Damy radę. Jak na razie odzewu brak.
Z czasem więc zapał Jerzego Brzęczka do wszelkich konferencji, wywiadów i innych kontaktów z mediami zaczyna blednąć. Piszę te słowa w marcu 2020, więc z czystym sumieniem mogę napisać, że zbladł.
PS Podobno zanim Zbigniew Boniek, wybierając selekcjonera, zdecydował się na Adama Nawałkę, myślał o szwedzkim trenerze Larsie Lagerbäcku, o Jerzym Engelu, Macieju Skorzy i przede wszystkim o Michale Probierzu. Wybrał Nawałkę. Teraz wybrał Brzęczka. Taka sztuka interpretacji.
Jerzy Brzęczek (statystyka)
Zespół
Od
Do
M
W
R
P
%W
Raków Częstochowa
9 lutego 2010
04 listopada 2014
85
31
19
35
36,47
Lechia Gdańsk
17 listopada 2014
01 września 2015
30
11
9
10
36,67
GKS Katowice
28 września 2017
21 maja 2017
56
25
14
17
44,64
Wisła Płock
11 lipca 2017
12 lipca 2018
38
17
6
15
44,74
Polska
01 sierpnia 2018
-
16
8
4
4
50
Łącznie
Pyta mnie m.in. prezes PZPN Zbigniew Boniek. Pytają inni. Tak, to prawda, że Jerzy Brzęczek jest selekcjonerem dopiero kilkanaście miesięcy, ale w piłce nożnej jest już trzydzieści lat z kawałkiem - odpowiadam w tej i w podobnych sytuacjach. "No nie wiem" - powtarza wątpliwość jeden z najlepszych piłkarzy w historii polskiego futbolu i przekonuje jeszcze w trakcie telefonicznej rozmowy przed spotkaniem, żeby jednak poczekać, bo Brzęczek jako trener jest dopiero na dorobku i tyle przed nim. A i on sam nie ma potrzeby, żeby w tej chwili oceniać selekcjonera. Wówczas żadne z nas nie wie, że wkrótce zdarzy się to "coś", co sprawi, że cały świat, również ten z piłką przy nodze, taki, jakim go znamy, na moment, a może na dłużej przestanie istnieć. Zatrzyma się. Zanim to nastąpi, usiądę naprzeciwko prezesa Bońka w jego gabinecie, mimo że ten nadal powtarza swoje wątpliwości. Czy nie za wcześnie na tę książkę? Niektórzy z członków rodziny Brzęczka są podobnego zdania i też bezpośrednio albo przez innych pytają: czy to aby dobry moment? Że tylko dorzucimy tą książką do rozgrzanego już do czerwoności hejterskiego paleniska i po co to robić? Dziwią się spotykani przeze mnie kibice, taksówkarze, z którymi często rozmawiam o piłce. Przyjaciele w dobrej wierze pytają, czy jestem pewna, że Jerzy Brzęczek i jego życie to materiał na opowieść o podobnej sile rażenia, jak ta o Kubie Błaszczykowskim? Tak i nie, argumentuję z większym, a bywa, że i z mniejszym zapałem, to wtedy, gdy fala krytyki wobec Brzęczka z szemrzącego strumyczka zamienia się w tsunami niepohamowanej agresji. Czy zniesie mnie z pokładu wraz z nim, zastanawiałam się w takich chwilach. Wreszcie, czy ktoś będzie chciał czytać biografię człowieka, o którym jak na razie mówi się, eufemistycznie rzecz ujmując, raczej źle? Jerzy Brzęczek zbliża się do pięćdziesiątki, to z pewnością nie czas ostatecznych podsumowań, ale dla kogoś, kto piłce nożnej poświęcił więcej niż połowę dotychczasowego życia, to z pewnością czas refleksji i kolejnych wyborów. Naturalnych pytań o to, co dalej, wytyczania celów i szczytów do zdobycia. Poza wszystkim Jerzy Brzęczek z dziennikarskiego, psychologicznego, socjologicznego i ludzkiego punktu widzenia to dla mnie bohater wręcz wymarzony. O takich jak on mawia się, że urodzili się pod krzakiem agrestu i że ich życiowa droga dlatego jest interesująca, bo już w samym punkcie startu jest wyboista, a kroczenie po niej jest i już na zawsze pozostanie wyzwaniem. Nawet dla tych zaprawionych w pokonywaniu trudności wędrowców. Ta podróż zazwyczaj zaczyna się z dala od świateł wielkich miast i życia podanego na tacy. Nie przypomina autostrady ku słońcu, ale tak jak i w tym konkretnym przypadku, nomen omen, zakurzoną wiejską drogę. Dołki, potknięcia, rozbite kolana, poturbowane emocje, zwątpienia, a mimo to ciągle przed siebie. Wbrew wszystkim i wszystkiemu, chociaż nigdy wbrew samemu sobie. Wedle zasady, że nawet jeśli boso, to zawsze w ostrogach. Damy radę. Takie historie działają na moją czytelniczą wyobraźnię fanki futbolu o wiele bardziej niż suche fakty związane z nim samym. Statystyki zapisane w kalendarium piłkarza, jakim był Jerzy Brzęczek, mimo że nadal mogą robić wrażenie, przykrywa patyna i niekoniecznie dziś - po latach - muszą rzucać na kolana. Doceniam urodę gola strzelonego przez Brzęczka Anglikom na Wembley (27 marca 1999), co zresztą czyni z niego ostatniego polskiego piłkarza, który tego dokonał, ale o wiele bardziej interesuje mnie fakt, że ten ktoś jest dziś selekcjonerem polskiej reprezentacji. Do tego to ktoś, kto w momencie nominacji na to stanowisko był postacią przez media całkowicie "nierozpoznaną".
To oczywiste, że kiedy Jerzy Brzęczek będzie kończył trenerską karierę, jakiś zacny i skrupulatny dziennikarz o statystycznym i kronikarskim zacięciu napisze o tym, czego sensu stricto ten dokonał jako piłkarz, trener i selekcjoner. Pojawią się liczby, gole, remisy, wygrane i przegrane mecze. Doliczone minuty, dogrywki i rzuty karne. Zostanie Brzęczkowi oddane co królewskie, czyli piłkarsko i trenersko zasłużone. Zostawiam to jednak historykom futbolu. Dziś, kiedy sportowy, a zwłaszcza medialny klimat wokół naszego selekcjonera jest dynamiczny, zapraszam miłośników piłki nożnej w zgoła inną z nim podróż (odpowiednie tabelki i statystyki znajdą się na końcu książki). Człowieczą, tak bym ją nazwała, a nawet górnolotnie, egzystencjalną. Z intencją, że tylko mocne, dookreślone i dopowiedziane słowa i opinie w "nowych czasach" robią na odbiorcach wrażenie. Kiedy pochylałam się nad historią Kuby Błaszczykowskiego, nabierałam pewności, że moja znajomość piłki nożnej, wiedza o regułach gry i klimatach panujących także w środowisku piłkarskim jest na tyle ugruntowana, że przez następne lata pozwoli mi na swobodne i rzetelne poruszanie się w jego świecie i labiryntach. W rzeczywistości, która rozgrywa się na piłkarskiej murawie i którą każdego dnia konstruuje nieskończona liczba medialnych interpretacji, faktów, a także przekłamań powodowanych m.in. konfliktami interesów, niewiedzą, a i emocjami, które z oswajaniem futbolu nie mają i nie powinny mieć wiele wspólnego. Tajemnej wiedzy uczyłam się od najlepszych, od lat rozmawiam z "profesorami" i znawcami futbolu, wybitnymi piłkarzami i ich trenerami. Z kibicami z prawdziwego zdarzenia. Medialnych recenzentów nie omijam, chociaż bardziej mi po drodze ze statystycznymi wyznawcami futbolowej wiary, która sprawia, że piłkę nożną jako taką traktuje się serio. To również wtedy, gdy redaktorom, sprawozdawcom, komentatorom nie zdarza się zapominać, że są służebni wobec piłki nożnej, a nie, że ta została stworzona z myślą o nich. W konsekwencji kibice dzięki ich profesjonalnej wiedzy uczą się czytania gry na boisku, dostrzegają sensowność przeprowadzanych na nim zmian, doceniają taktyczne roszady trenerów, ich inteligencję, ale i spryt dryblujących piłkarzy. Akceptując przy okazji fakt, że tak naprawdę nikogo z nas nie powinny np. obchodzić wykraczające poza boisko tzw. prywatne punkty widzenia komentującego. Środowiskowe animozje, sympatie i antypatie, zasłyszane w szatniach i na społecznościowych forach plotki czy fake newsy. Te zawsze brudzą piłkę i odbierają jej szlachetną wyjątkowość. Wyjątek od tej reguły, kto jest dla kogo w tej grze, stanowią kibice. Futbol jest wobec nich służebny. Bez nich nie ma racji bytu. To oni decydują, która z piłkarskich gwiazd najpierw stanie się bożkiem, a potem legendą. Innej drogi nie ma. Doskonale wiedzą, że o miejsce w panteonie niezapomnianych też toczy się ta gra. Z czasem nauczyłam się rozszyfrowywania piłkarskich kodów, odkrywania subtelnych sensów ukrytych między wierszami. Tych w "specjalistycznych" artykułach i tych w pomeczowych recenzjo-opinio-komentarzach. Konkluzja? W futbolowej przestrzeni prawdziwie pociągające jest to, że stojąc z boku murawy, metaforycznie rzecz ujmując, nigdy nie wiesz do końca, na jakie i czyje boisko, i z jakiego autu wrzucasz właśnie piłkę. W czyje kompetencje, bywa, że nieświadomie, wkraczasz i jak najbardziej niewinne pytanie może się okazać niezamierzonym faulem. Taktycznych nie wykluczam. Nie obchodzą mnie gierki, zakulisowe układy, przeciągania na stronę pochlebców albo wrogów. Poprawność polityczna dla samej zasady, bez realnego uzasadnienia też mnie nie interesuje. To sprawia, że pisząc tę książkę, nie narzucam sobie żadnych obostrzeń - czy będzie się podobała, czy będzie w zgodzie z obowiązującym aktualnie nurtem, czy może się mylę i wyciągam zbyt pochopne wnioski? Trudno, ryzyko zawodowe. Ryzyko kibica, jakim też jestem. Obce jest mi również słuszne skądinąd hasło, że saper myli się raz, jak i wynikająca z niego ostrożność, żeby nie nadepnąć komuś na piłkarski odcisk, nie skonfundować postawioną tezą, zakładam, że jednak nie amatorki. Prawda futbolu, chciałoby się napisać, ale to tytuł już zastrzeżony. Gwoli prawdy coś z tej saperki w pisaniu o selekcjonerze Jerzym Brzęczku jednak jest. Nie raz w trakcie eliminacji do Euro 2020 wystawiał na próbę zaufanie i cierpliwość mediów, kibiców co do swoich decyzji i wyborów, efektywności i kreatywności prowadzonej przez siebie kadry. Moją również. O stylu gry czy też o jego braku na razie nie wspominam. Postaram się przekonać Jerzego Brzęczka (już słyszę, jak czytając te słowa, mówi, że nie muszę go przekonywać), żebyśmy niczego i nikogo na tych stronach nie udawali. Nie kierowali się zaszłościami, a tylko w specjalnych okolicznościach dobrem wyższym, czyli drużyny. Bo jeśli prawdą jest, jak pisał Albert Camus, że "piłka to jedna z najpoważniejszych spraw na świecie", to i my, wyznawcy futbolowej wiary, tak właśnie powinniśmy podchodzić do tego, o czym na tych stronach. Na pytanie więc, czy nie za wcześnie na historię Jerzego Brzęczka z Truskolasów, selekcjonera polskiej reprezentacji, odpowiadam uprzejmie, ale zdecydowanie: nie, nie za wcześnie.
Skąd tytuł W grze? Był moim pierwszym wyborem, chociaż proponując go wydawnictwu, nie przypuszczałam, tak jak nikt z nas, że wraz z pojawieniem się koronawirusa uczyni tę książkę w jakimś sensie profetyczną. Selekcjoner już witał się z gąską, już przygotowywał się do towarzyskich meczów przed Euro 2020, gdy w wyniku pandemicznych okoliczności znowu znalazł się "w grze". W przenośni i dosłownie. W mediach zaś natychmiast rozpoczęła się dyskusja, czy Jerzy Brzęczek, którego kontrakt z PZPN obowiązywał do lipca 2020 roku, aby na pewno powinien poprowadzić naszą reprezentację na Euro 2020? A jeśli już, to może jednak powinien się "sprawdzić" w trakcie tegorocznej Ligi Narodów, jeśli oczywiście ta się odbędzie? Stawić wraz ze swoją drużyną czoło reprezentacjom Holandii, Włoch oraz Bośni i Hercegowiny? Wyjść z grupy, a jeśli nie to? Wiadomo.
PS Całą sprawę i tym razem rozwiązał prezes PZPN Zbigniew Boniek, podejmując decyzję o przedłużeniu Jerzemu Brzęczkowi kontraktu do końca 2021 roku z opcją kontynuowania współpracy z selekcjonerem do końca roku 2022. A więc harmonogram wygląda na razie tak: Liga Narodów 2020, mistrzostwa Europy 2021 i mistrzostwa świata 2022. Czyli znowu w grze...
W tym miejscu chciałabym powtórzyć za amerykańskim trenerem Philem Jacksonem, rekordzistą w liczbie zdobytych mistrzowskich tytułów NBA: "kiedy nie czułem się już zmuszony do działania pod wpływem swojej przeszłości, zaakceptowałem ją bez strachu. Mogłem wtedy wziąć z niej to, co pracowało dla mnie w przyszłości, a resztę zostawić za sobą".
(Phil Jackson, Sacred Hoops) Dedykuję te słowa Jerzemu Brzęczkowi.
JB To ja cię teraz zapytam: ilu mamy mieszkańców na całym świecie?
MD Około siedmiu i pół miliarda?
JB Ile mamy reprezentacji narodowych?
MD Mnie pytasz?
JB Ponad dwieście. Jeżeli się zastanowisz, że na tym świecie jest siedem i pół miliarda, a tylko...
MD Sam siebie komplementujesz?
JB Nie, ale złapałem się teraz na tym, że sam nie wiem, czy do mnie to już naprawdę dotarło, że jestem selekcjonerem. To największy z możliwych zaszczytów i dowód, jak niewielu trenerów może tę funkcję pełnić. Moim marzeniem jest zapisanie się w historii polskiej piłki jako ten, który coś w niej stworzył. To mój cel. Bycie dla mnie, byłego piłkarza, byłego kapitana reprezentacji Polski, selekcjonerem to coś niesamowitego.
MD Twoje ego w skali jeden do dziesięciu?
JB W jakim sensie?
MD Sam odpowiedz.
JB Znam swoją wartość, nie jestem zarozumiały ani zadufany i może dlatego potrafię racjonalnie samego siebie ocenić. Dałbym sobie około ośmiu.
MD Tak myślałam. Bo to blisko dziesięciu, ale jednak nie siedem.