Zmora grasuje w Siedlęcinie
ZMORA GRASUJE W SIEDLĘCINIE
Kolejną wstającą z grobu postacią Sudetów była Zmora z Siedlęcina,
głęboko osadzona w tutejszym folklorze. Choć zmorami nazywano cały
szereg upiornych istot, w tym przypadku Zmora funkcjonuje jako imię
własne. W dodatku postać ta łączy w sobie przymioty właściwych zmor z cechami typowymi dla wampirów.
Siedlęcin położony jest u stóp Gór Kaczawskich. Założona na przełomie
XIII i XIV wieku miejscowość nosiła pierwotnie nazwę Rudgersdorf,
później znana była kolejno m.in. jako Rudigersdorff, Boberröhrsdorf i Boberröhrsdorf, a po drugiej wojnie światowej - Borowice, Bobrowice,
Sobięcin, aż utrwaliła się dzisiejsza forma Siedlęcin. Postać Zmory
znana jest głównie z sudeckich podań i legend, trudno więc jednoznacznie
wskazać, z którym okresem w dziejach Siedlęcina należy ją w istocie
łączyć.
Ojcem Zmory, której prawdziwego imienia legendy nie podają, był rycerz
władający warowną wieżą w Siedlęcinie. Jego żona powiła mu już sześć
córek i po raz kolejny była brzemienna. Wywołało to niepokój rycerza,
bowiem siódme dziecko w rodzinie wieszczyło dlań upiorną przyszłość. Gdy
okazało się, że urodziła się córka, zasmucił się jeszcze bardziej z braku męskiego dziedzica. Co gorsza, matka zmarła wkrótce po porodzie, a niemowlę okazało się garbate. Gdy dziecko zaczęło chodzić, zauważono
poza tym, że utyka. Garb i uszkodzone nogi dziewczynki potwierdzały
przekleństwo siódmego potomka i źle wróżyły na przyszłość. Tym bardziej
że dotknięta kalectwem panna, dorastając, ukazywała jak najgorsze cechy
charakteru, albowiem własne niedołęstwo wywołało u niej głęboki uraz i nienawiść do ludzi. Każdego, kogo spotkała, obrzucała wyzwiskami, a służbę gnębiła, toteż już za życia nazywano ją z przekąsem Zmorą.
Prawdziwe problemy zaczynają się jednak dopiero po jej śmierci. Zmora
wstawała bowiem nocą z grobu, by prześladować żyjących. Pod postacią ćmy
lub komara dostawała się do domostw i dusiła we śnie ich mieszkańców, a pod postacią kruka straszyła ludzi upiornym krakaniem. Straszyła też
zwierzęta i czyniła bałagan w obejściach. Na Siedlęcin padł strach, a ludzie lękali się udać na spoczynek. Postanowiono wykopać ciało
prześladowczyni, które okazało się ułożone w inny sposób niż w czasie
pogrzebu, oczy zmarłej były otwarte, a palce zgryzione. Przebito więc
zwłoki poświęconym kołkiem, z nadzieją, że stwór został ostatecznie
zgładzony. Nadzieja okazała się złudna: Zmora wciąż gnębiła okoliczną
ludność, straszyła i zabijała śpiących, udusiła nawet żonę karbowego z folwarku. Największą zaś aktywność wykazywała wiosną.
Doprowadzeni do rozpaczy mieszkańcy Siedlęcina sprowadzili
czarownika-egzorcystę z Jeleniej Góry, który w porozumieniu z księdzem
przystąpił do stosownych rytuałów. Duchowny skropił wodą święconą każde
siedlęcińskie domostwo i zorganizował procesję ze śpiewami do pobliskiej
lipy, nad którą czarownik szeptał zaklęcia. Pod wpływem tych zaklęć i wody święconej, którą ksiądz skropił drzewo, pień pękł, a ze szczeliny
uniósł się ciemny dym. Egzorcysta zgarnął upiorną mgłę do łagwi i mocno
ją zakorkował, uwięziwszy w ten sposób Zmorę. Mieszkańcy Siedlęcina
przywiązali do łagwi kamień i rzucili ją w nurt Bobru. Naczynie
zanurzyło się, jednak po chwili wypłynęło bez kamienia i zatrzymało się
pośrodku bystrej rzeki, a w końcu zaczęło płynąć pod prąd! Mimo
przerażenia tymi niezwykłymi znakami okoliczna ludność mogła wreszcie
odetchnąć od Zmory, która pozostała uwięziona we wrzuconej do rzeki
łagwi.
Dalsza część podania mówi o uwolnieniu się gdzieś na odludziu Zmory,
która nie wróciła już jednak do Siedlęcina, ale zaczaiła się nad Bobrem,
aby... rzucać w podróżnych kamieniami.
Zmora należy do najbardziej mrocznych i tajemniczych postaci sudeckiego
folkloru. Podkreślane w legendzie wątki siódmego dziecka w rodzinie i kalectwo dziewczyny są charakterystyczne dla przyszłych upiorów
wszelkiego rodzaju, duszenie w czasie snu należy do asortymentu zarówno
faktycznych zmor (z którymi siedlęcińskiego stwora łączy również imię),
jak i wielu wampirów, a nienaturalne ułożenie zwłok i wstawanie z grobu
są bardzo typowymi cechami zwłaszcza tych ostatnich. Podanie nie mówi
wprost o piciu przez Zmorę krwi, jednak przybieranie przez nią postaci
komara zdaje się to sugerować. Zdolność do zamieniania się w nocne
stworzenia - ćmę i kruka - jest znów charakterystyczna dla wampirzego
mitu, który opowieść o Zmorze współkształtowała. Podobnie jest z przybieraniem postaci mgły, mimo że w tym przypadku wampir wciela się w dym raczej wbrew swojej woli. Wszystkie te cechy staną się typowe dla
kolejnych europejskich krwiopijców. Warto zwrócić uwagę, że Zmora jest
drugim po Brodce Duchaczowej wampirem Sudetów, na którego nie działa
typowy zabieg antywampiryczny, jakim było przebicie serca kołkiem.
Podkreślało to jej niezwykłą moc i w zasadzie niemożność uśmiercenia
Zmory.
Motyw uwięzienia niebezpiecznej istoty w dziupli lub zamkniętym naczyniu
jest typowym wątkiem wędrownym. W ten sposób radzono sobie z dżinami,
złymi duchami, diabłami, a nawet samą śmiercią (jak dowodził Jan
Krzeptowski Sabała). Natomiast zwieńczenie opowieści, wedle którego
uwolniona Zmora zamiast mścić się na mieszkańcach Siedlęcina zadowoliła
się psotami - rzucanie kamieniami w przechodniów jest raczej
rozczarowujące w kontekście ukazanej uprzednio potęgi sudeckiego
wampira.
Trudne do chronologicznego osadzenia (zarówno jeśli idzie o czas
powstania legendy, jak i jej własny czas akcji) podanie o Zmorze stanowi
przez bogactwo wątków istotny wykład ludowej demonologii. Ma też swoje
miejsce w dziejach europejskiego wampiryzmu, opisując nie tylko
okoliczności zwiastujące upiorne życie po życiu, ale także ukazując
zdolności upiorów do zamieniania się w ćmę, kruka lub mgłę i w ten
sposób oddziałując na późniejsze wyobrażenia wampirów, do których grona
- mimo pewnych różnic - można bohaterkę podania zaliczyć.
Warowna wieża mieszkalna w Siedlęcinie
WAROWNA WIEŻA MIESZKALNA W SIEDLĘCINIE
Warowna wieża mieszkalna w Siedlęcinie - unikalny rodzaj skromnego
zameczku - jest budowlą najściślej związaną ze Zmorą, która miała w niej
mieszkać za życia i pojawiać się po śmierci. Jest to zresztą obiekt ze
wszech miar godny uwagi, reprezentuje bowiem dość rzadki typ budowli
obronnej.
Budowę unikatowej, trzykondygnacyjnej wieży obronno-mieszkalnej
rozpoczął prawdopodobnie w latach 1313-1314 książę Henryk I jaworski, a dzieło ukończył zapewne Bolko II świdnicko-jaworski. W XV wieku wieża
otrzymała czwartą kondygnację i wieńczący ją gontowy dach. Na każdym z pięter pojawiły się wykusze latrynowe, całość sięgnęła 19 metrów
wysokości, a wieżę otoczyły wysoki mur i fosa. W 1732 roku siedlęciński
zameczek trafił w ręce Schaffgotschów. Wkrótce zasypano część fosy, a do
ściany frontowej dobudowano mieszkalną oficynę, przez którą prowadziło
odtąd wejście do wieży. W 1944 roku, wobec zbliżającego się frontu, do
zameczku zwieziono bogaty księgozbiór Schaffgotschów z Cieplic oraz
część zbiorów wrocławskiego Muzeum Rzemiosła Artystycznego i Starożytności. Zniknęły one w 1945 roku, wkrótce po zajęciu wieży przez
żołnierzy radzieckich.
Oprócz niepowtarzalnego kształtu architektonicznego siedlęciński
zameczek słynie również z wyjątkowych czternastowiecznych malowideł
ściennych o tematyce głównie świeckiej, co w polskiej sztuce
średniowiecznej stanowi ewenement. Powstały w technice al secco, zapewne
w latach 1320-1340. Przedstawiają one prawdopodobnie dzieje
najsławniejszego z rycerzy Okrągłego Stołu - Lancelota z Jeziora (choć
dawniejsze przypuszczenia sugerowały, że ich bohaterem jest inny
arturiański heros - Iwein) oraz sceny z życia dworskiego, sceny
rodzajowe, wizje dusz zmarłych, rycerzy, zakonników (być może cystersów
z Krzeszowa) i ptaków (pełniące zapewne jakąś funkcję symboliczną), a jedynym elementem stricte religijnym jest sporych rozmiarów wizerunek
świętego Krzysztofa. Z czasem dawne malowidła zniknęły pod kolejnymi
warstwami tynku, pojawiły się natomiast nowe, o treści heraldycznej.
Zapomniane czternastowieczne malowidła odkryto dopiero w latach
1880-1890 i prędko stały się one sensacją.
Pojawiające się na malowidłach postaci ptaków prowokują różnorakie
domysły, skoro strzygi często przybierały formę sów, a Zmora objawiała
się mieszkańcom Siedlęcina w postaci kruka. Wydaje się jednak, że
jakiekolwiek łączenie wampirzycy z owym przedstawieniem pozbawione jest
głębszych podstaw, a co najwyżej służyć może jako materia do rozmyślań
nad zbiegami okoliczności.
Śląsk na przełomie XVI i XVII wieku
ŚLĄSK NA PRZEŁOMIE XVI I XVII WIEKU
Przełom XIII i XIV wieku przyniósł ekspansję czeską na Śląsku. Władcy
Pragi wyzyskali rozdzierające Polskę rozbicie dzielnicowe i słabość
drobnych książąt piastowskich, aby drogą politycznych i militarnych
nacisków podporządkować sobie ich dominia i zmusić do uznania
zwierzchnictwa. Wraz z wymieraniem kolejnych linii piastowskich ich
ziemie włączane były do czeskiej domeny królewskiej. Już w 1335 roku
śmierć Henryka VI oddała w bezpośrednie władanie czeskie Wrocław, a finalny akt inkorporacji Śląska nastąpił w 1675 roku, po śmierci
ostatniego z Piastów - Jerzego IV Wilhelma legnicko-brzesko-wołowskiego.
Pośród podległych Pradze Piastów śląskich niezależność zdołali zachować
jedynie książęta świdnicko-jaworscy Bolko I i Bolko II, którzy szukali
wsparcia w Polsce i skutecznie przeciwstawiali się zakusom czeskich
najeźdźców. Ostatecznie jednak w 1392 roku, po stuletnim oporze, jedyne
niepodległe księstwo śląskie także weszło w skład Korony Świętego
Wacława. Wraz z nim pod panowaniem czeskim znalazły się Świdnica, Jawor,
Siedlęcin i Bolków.
Królestwo Czech było krajem silnie zniemczonym, czemu sprzyjało
osadnictwo z głębi cesarstwa, atrakcyjność obcej kultury, a po wymarciu
w 1306 roku Przemyślidów - rządy władców niemieckiego pochodzenia.
Germanizowały się rody czeskie i polskie ze Śląska, m.in. Świnkowie
stali się Schweinchenami, a Czedlicowie - Zedlitzami. Reakcją na
zniemczenie był ruch husycki, który wstrząsnął Czechami i Śląskiem w XV
stuleciu, lecz jego głównym efektem były grabieże i zniszczenia.
Procesy germanizacyjne nasiliły się w XVI wieku, kiedy tron w Pradze
przeszedł na trwałe w ręce Habsburgów, faworyzujących niemczyznę,
prześladujących dysydentów religijnych i obsadzających stanowiska
kościelne Niemcami. Królestwo Czech, złożone z Czech właściwych, Moraw,
ziemi kłodzkiej, Śląska i Łużyc, coraz bardziej traciło swój słowiański
charakter. Czescy feudałowie potrafili co prawda niekiedy wymóc na
Habsburgach różnorakie ustępstwa w kwestiach językowych, lecz słowiańska
mowa wciąż uważana była za gorszą od niemieckiej, która coraz bardziej
rozpowszechniała się we wszystkich krajach Korony Świętego Wacława, w tym na Śląsku. Mimo to Czechy oficjalnie zachowywały w unii z Austrią (i Węgrami) państwową odrębność, a cesarze równie chętnie rezydowali w Wiedniu, jak i w Pradze, podkreślając tym samym oficjalną suwerenność
dziedzictwa Przemyślidów. Z wolna jednak ośrodek decyzyjny wspólnej
monarchii przesuwał się do Wiednia.
Na przełomie XVI i XVII wieku habsburski Śląsk nie pamiętał już o wyniszczających wojnach husyckich, ciesząc się pokojem i zamożnością.
Rozkwitały rzemiosło i handel, pomyślność i bogactwo stały się udziałem
zniemczonych rodów szlacheckich i rodzin kupieckich, świetnością
cieszyły się śląskie miasta. Były to jednak ostatnie lata dobrobytu,
albowiem narodowe i religijne napięcia doprowadzić miały rychło do
hekatomby wojny trzydziestoletniej.
Bolków gnębiony przez wampira
BOLKÓW GNĘBIONY PRZEZ WAMPIRA
Najbardziej spektakularnym i głośnym akcentem wampirycznym Sudetów były
wydarzenia, jakie na przełomie XVI i XVII stulecia wstrząsnęły Bolkowem.
Tutejszy wampir rzucił tak wielki postrach na okolicę, że zajęła się nim
specjalna komisja cesarska z Wiednia - jedyna tego typu instytucja w dziejach regionu. Historia bolkowskiego nosferatu ma zatem podstawę w oficjalnych zeznaniach świadków w niezwykłym procesie, jaki stał się
udziałem zatrwożonego Bolkowa. Z czasem obrosła legendą, wzbogaconą o nowe szczegóły, wprowadzając wampira do świata sudeckich podań. W ten
sposób okolice Bolkowa, położonego pośród wzgórz Pogórza Wałbrzyskiego i Pogórza Kaczawskiego, na przedpolu Gór Kaczawskich i Gór Wałbrzyskich,
otrzymały swój własny mit wampiryczny, sięgający korzeniami wydarzeń,
które zlały się w jedno z opowieściami gminu.
Rozpoczęło się od doniesień o tajemniczej istocie, która nawiedzała we
śnie okoliczne dziewczęta, dusiła je i piła ich krew. Poszkodowane
skarżyły się na nocne męki i będące ich konsekwencją osłabienie. Dla
wielu mieszkańców Bolkowa i pobliskich osad stało się jasne, że rejon
prześladowany jest przez groźnego wampira. W okolicy narastała trwoga.
Podobno posyłano do Świdnicy po czarownika-egzorcystę, ale jego
działania nie potrafiły zniweczyć mocy krwiożerczego upiora. Ludność
zwróciła się zatem o pomoc do pana na Bolkowie - Władysława von
Zedlitza. Dziedzic okolicznych dóbr podszedł do sprawy poważnie i wszczął śledztwo, przesłuchując poszkodowane i świadków. Sprawa wydawała
się niepokojąca, toteż Zedlitz zadecydował o wysłaniu do Wiednia
posłańca, który wyruszył z Bolkowa 12 kwietnia 1602 roku.
Wkrótce na bolkowski zamek przybyła specjalna komisja cesarska, która
wyjaśnić miała sprawę wampira i uwolnić poddanych Rudolfa II od potwora.
Wysłannicy monarchy zarządzili nowe śledztwo, wysłuchując kolejnych
świadków. W końcu postanowili na własne oczy ujrzeć krwiożercze
monstrum, czuwając przez kilka nocy w sypialni jednej z dziewcząt, która
szczególnie często padała ofiarą upiora. Podobno ukryci w alkowie
śledczy ujrzeli w końcu wampira, który dręczył i dusił nieszczęsną oraz
pił jej krew. To ostatecznie utwierdziło członków komisji w przekonaniu,
że Bolków i jego okolice niepokojone są przez straszliwego nieumarłego.
Na wampira nie znaleziono jednak skutecznego sposobu. Jego tajemnica
odkryta została przypadkiem, gdy ktoś wspomniał o zmarłej niedawno
sędziwej kobiecie, którą uważano za czarownicę (w niektórych wersjach
wydarzeń nazywano ją zielarką). Wydobyto zatem jej zwłoki i spalono. Od
tamtej pory wampir więcej się nie pokazał, a rejon Bolkowa odetchnął
wreszcie od prześladowcy z zaświatów.
W opowieści o wampirzycy z Bolkowa fakty mieszają się z ludowymi
podaniami. Nie ulega wątpliwości, że panowała powszechna trwoga,
śledztwo prowadzone w 1602 roku najpierw przez Władysława von Zedlitza,
następnie przez wiedeńskich komisarzy, być może ekshumacja, która
zakończyła sprawę. Reszta jest już jednak sferą plotek i legend, które
dały początek rozbudowanej narracji, występującej w różniących się
szczegółami wariantach. Wampir z Bolkowa pozostaje wyrazistą postacią
sudeckiego folkloru i wspomnieniem wydarzeń, jakie wstrząsnęły regionem
na przełomie XVI i XVII wieku. Był także pierwszym upiorem, któremu taką
uwagę poświęciła administracja cesarska, dobre dziesiątki lat przed jej
zainteresowaniem się wampirami chorwackimi i serbskimi. Potwierdził
także znaną z historii Brodki Duchaczowej i Zmory regułę, że w Sudetach
najgroźniejsze były wampirzyce.
Zamek w Bolkowie
ZAMEK W BOLKOWIE
Bolków notowany był po raz pierwszy w 1195 roku jako Gaj (niem. Hain).
Osadę lokowano w 1265 roku u stóp warowni na Wzgórzu Zamkowym, a w 1276
roku Gaj otrzymał prawa miejskie. U schyłku XIII stulecia stał się
siedzibą kasztelanii książęcej. Po śmierci Bolka I świdnicko-jaworskiego, w 1301 roku jego syn, książę Bernard II, ku czci
ojca nadał Gajowi nazwę Bolkowa. Nazwa ta przez kolejne wieki
funkcjonowała w niemieckiej wersji jako Bolkenhain, po polsku zaś jej
odpowiednikami były Bolkowice i Bolków. Ta ostatnia została urzędowo
zatwierdzona po drugiej wojnie światowej. Z losami groźnego wampira
najmocniej, choć pośrednio, związany był zamek, gdzie w dramatycznych
dniach Władysław von Zedlitz sprawował rządy, ze swej siedziby zarządził
śledztwo, po czym sprowadził tutaj cesarskich wysłanników.
Warownię na Wzgórzu Zamkowym założył w połowie XIII wieku książę
legnicki Bolesław II Rogatka. Prace budowlane na zamku kontynuował u schyłku stulecia syn ekscentrycznego Bolesława, wspomniany Bolko I.
Rozbudowana przez niego warownia składała się z dwóch otoczonych murem
budynków. Po ich ukończeniu zamek wzbogacono o wolno stojącą wieżę
(stołp) na planie kropli - ewenement na ziemiach polskich, znany z architektury czeskiej i francuskiej. Jej dolne partie, o grubości murów
dochodzącej do czterech i pół metra, wykorzystywano jako loch głodowy. W 1331 roku zamek oparł się wojskom króla Czech Jana I Luksemburczyka, a w 1345 roku cesarza Karola IV.
W 1392 roku - po wymarciu linii świdnicko-jaworskich Piastów - Bolków
włączony został wraz z całym księstwem do Czech. Władcy Korony Świętego
Wacława oddawali miasto i zamek w ręce kolejnych czeskich rodów. W 1463
roku otrzymał je z rąk króla Jerzego I Podiebrada Jan z Czernej (Hans
von Tschirnhaus), który rychło zasłynął jako rycerz-rozbójnik. Jego zła
sława sprowadziła na Bolków najazd Gunczela von Schweinchen ze Świn oraz
świdnickich i wrocławskich mieszczan w 1468 roku. Zamek został zdobyty i poddany władzy konkurenta Jerzego I do tronu w Pradze - króla Węgier,
Macieja I Korwina. Po jego śmierci miasto i warownię z rąk węgierskiej
załogi odbił w 1493 roku kolejny władca Czech - Władysław II
Jagiellończyk. Oddał on w następnym roku panowanie nad nimi... rodowi
Tschirnhausów - dziedzicom osławionego Jana.
Około 1540 roku pod kierunkiem Jakuba Parra ruszyła wielka przebudowa
bolkowskiego zamku, który przystosowany został do postępów w sztuce
wojennej oraz nowych tendencji architektonicznych. Warownię otoczono
murami obronnymi z bastejami i otworami strzelniczymi, a w obręb
kompleksu włączono dodatkowo dwie baszty miejskie. Wewnątrz rezydencji
powstał budynek przeznaczony zrazu wyłącznie na potrzeby niewiast,
nazywany tzw. Domem Kobiet. Zabudowania, wraz z pradawnym stołpem,
otrzymały renesansowe attyki.
W 1570 roku bolkowski zamek stał się własnością Mathiasa von Logau, a w 1596 roku objął go ród Zedlitzów. W tym to właśnie okresie Władysław von
Zedlitz uporać się musiał z problemem grasującego po okolicy wampira i podejmował w Bolkowie cesarską komisję. Za rządów Zedlitzów zawitała
również do Bolkowa wojna trzydziestoletnia, lecz zamek zdołał w 1640
roku odeprzeć atak wojsk szwedzkich. Skandynawski najeźdźca powrócił dwa
lata później, ale warownia znów zdołała się obronić. Okazało się jednak,
że do trzech razy sztuka, albowiem w 1646 roku Szwedzi pod wodzą
generała Arvida Wittenberga zdołali w końcu zdobyć twierdzę na Wzgórzu
Zamkowym. Po tym ciosie siedziba Zedlitzów nie odzyskała już dawnej
świetności. Długi Zedlitzów sprawiły, że w 1703 roku bolkowski zamek
przejęli cystersi z Krzeszowa. Przebudowali oni wnętrza i przeznaczyli
je na cele reprezentacyjne. Pobożni mnisi wznieśli też przy drodze do
swej rezydencji kapliczkę. W 1810 roku władze pruskie dokonały kasaty
dóbr zakonnych, a zamek został skonfiskowany na rzecz skarbu państwa.
Pozbawiony należytej opieki przez lata obracał się w ruinę.
Powoli jednak romantyczna budowla zaczęła przykuwać uwagę wielbicieli
piękna, turystów, działaczy regionalnych, a w końcu i lokalnych władz. W 1900 roku w Domu Kobiet urządzono muzeum. W okresie międzywojennym
zabezpieczono i zapoczątkowano odbudowę ruin. Prace przerwało rozpętanie
przez Niemcy kolejnego światowego konfliktu.
Odzyskany przez Polskę w 1945 roku Bolków przez kilka dekad pozostawał w kiepskim stanie. W końcu w roku 1975 rozpoczęto restaurację ruin
zamkowych. Podjęte w 2000 roku prace pozwoliły z kolei odkryć pod
zamkiem zasypany tunel i komory, prawdopodobnie z czasów drugiej wojny
światowej, co - jak każda podobna okazja - ożywiło nieśmiertelne plotki
o ukryciu tutaj Bursztynowej Komnaty. Dziś w bolkowskim zamku działa
bractwo rycerskie, które organizuje turnieje i festyny historyczne. W 1997 roku do warowni na Wzgórzu Zamkowym przeniesiony został coroczny
festiwal rocka gotyckiego Castle Party, będący dziś najważniejszą
imprezą Bolkowa. Także dzięki niemu ruiny utwierdziły swoją rangę jednej
z czołowych atrakcji regionu.
Obecnie podziwiać można zwieńczone attyką mury obronne zamku,
pozostałości unikalnego stołpu (mierzącego dziś 28 metrów wysokości),
wieży przeznaczonej dla straży, budynków mieszkalnych i gospodarczych
oraz cztery dziedzińce. W skrzydle mieszkalnym znajduje się muzeum,
przybliżające dzieje i sztukę regionu. Z czterokondygnacyjnej wieży
roztacza się wspaniała panorama okolicy.
Upiory, strzygonie, zmory i wampiry
UPIORY, STRZYGONIE, ZMORY I WAMPIRY
Wbrew temu, co twierdził Adam Mickiewicz, postać wampira nie jest jakąś
szczególną specyfiką słowiańskich wyobrażeń, nie miał też racji Jules
Michelet, nazywając wątek wampiryczny "wstrętną myślą słowiańską".
Powstający z grobu trup - upiór, dręczący żywych, odżywiający się ich
ciałem, krwią lub innymi płynami fizjologicznymi, a czasem po prostu
mordujący swoje ofiary - należy bowiem do najbardziej uniwersalnych
motywów ludzkości, o czym świadczą starogreckie empuzy, rzymskie
lamie, tureckie wardulacha, arabskie gule czy inne tym podobne
istoty z niemal każdego zakątka świata. Najstarsze pochówki
antywampiryczne znane są już z czasów przedhistorycznych. Polegały na
obcięciu głowy zmarłego bądź dokonaniu innych zabiegów rytualnych na
jego ciele, ponieważ lękano się, aby nie powrócił on z zaświatów.
Postać wampira w kształcie, jaki dominuje w ludzkich wyobrażeniach od
XVIII-XIX wieku, pozostaje w niewątpliwym związku z folklorem greckim,
rumuńskim, a zwłaszcza słowiańskim, jest jednak wynikiem skomplikowanej
ewolucji. Geneza i dzieje wampira obfitują w niejasności, o które spory
wiodły całe pokolenia uczonych. Nie będziemy tych kwestii szczegółowo
roztrząsać, ograniczając się jedynie do najważniejszych uwag.
Wstające z grobu, ożywione nieczystą siłą zwłoki nazywano pierwotnie w Polsce wymiennie upiorem i wąpierzem. Czesi znali tę postać jako
upira, Rusini - upyra, a Słowianie Południowi - wampira.
Pochodzące z Bałkanów wersje owego groźnego miana przedostały się do
mowy niemieckiej, która ma szczególne zasługi w rozpowszechnieniu
leksemu Vampir w różnych językach. Wywarła ona prawdopodobnie wpływ
także na ostateczne ukształtowanie się brzmienia współczesnego polskiego
słowa wampir. O ile dawny wąpierz był tożsamy z każdym rodzajem
wstającego z grobu upiora, o tyle nowożytny wampir kojarzy się już z jego specyficznym typem, wysysającym krew żywych (choć początkowo
wampiry równie chętnie piły osocze, co po prostu dusiły swoje ofiary).
Ten nowy wampir wywodzi się od posiadającego antyczną genezę upiora, w zależności od płci nazywanego strzygą lub strzygoniem. To groźne
imię wywodzi się od łacińskiego strix, striges = "sowa", "sowy",
bowiem owe straszliwe istoty (opisywane m.in. przez Owidiusza w poemacie
Fasti) potrafiły przybierać postać nocnych ptaków, by tym łatwiej pić
krew śmiertelników. W tradycji antycznej strzygi były rodzajem
czarownic, odkąd jednak zaczęto je utożsamiać z ożywającymi zmarłymi
obojga płci, można w zasadzie postawić znak równości pomiędzy nimi a wampirami.
Znane na Bałkanach i Słowiańszczyźnie strzygi i strzygonie, potrafiące
czasem latać w postaci ptasiej, a niekiedy także i innej, wstawały z grobu, prześladowały żywych, ale - jak zaświadczają podania m.in. z Jury
Krakowsko-Częstochowskiej - zdarzało im się też doglądać nocą swoich
dawnych gospodarstw, a nawet... spółkować ze stęsknionymi współmałżonkami.
Zdolność strzyg do przybierania formy sów zaowocowała przypisywaniem
wampirom umiejętności zmieniania się w nocne zwierzęta - obok sów, także
w wilki, ćmy, a szczególnie nietoperze.
W procesie kształtowania się wizerunku wampira niepoślednią rolę
odegrały również znane z germańskiego i słowiańskiego folkloru zmory,
zwane też marami. Były to istoty duszące śpiących śmiertelników,
często niewidzialne, być może będące próbą wyjaśnienia fenomenu tzw.
paraliżu sennego oraz innych nocnych dolegliwości. Także zmory potrafiły
przybierać różne kształty, m.in. ciem. Zmory wstawały z grobu po
śmierci, ale mogły być także żywymi osobami, które w czasie snu
wychodziły z ciała i nieświadomie gnębiły współdomowników.
Interesująca jest również grecka wersja słowa wampir - vroucolacas,
fonetycznie przypominająca słowiańskiego wilkołaka. Stąd wampiryczne
dzieło Aleksieja Konstantinowicza Tołstoja, którego akcja rozgrywa się
zresztą nie w Grecji, a Serbii, nosi nieco mylący tytuł: Rodzina
wilkołaka. Pod koniec XIX wieku - za sprawą Draculi Brama Stokera -
synonimem słowa wampir stał się wyraz: nosferatu, użyty po raz
pierwszy w 1888 roku przez Emily de Laszowską-Gerard. Pochodzi on
prawdopodobnie od zniekształconego przez pisarkę rumuńskiego słowa
nesuferit, nesuferitul ("nie do zniesienia") albo od necurat,
necuratul ("nieczysty", "przeklęty").
Niezależnie od niuansów - związanych z faktem, że w ludowej demonologii
granice pomiędzy różnymi istotami często ulegały zatarciu i wymykały się
sztywnym klasyfikacjom - od czasów przedhistorycznych za skuteczny
sposób uśmiercania upiorów, zmor, mar, strzyg, strzygoni i wampirów
uznawano wbicie w serce drewnianego kołka (gatunek drzewa, z którego
miał być wykonany, bywał zróżnicowany lokalnie, ale w grę wchodziły
zwłaszcza osika, głóg i dąb), oddzielenie głowy zmarłego od reszty
ciała, później także położenie na zwłokach poświęconej hostii. Czasem
wystarczyło odwrócenie trupa twarzą w dół, skrępowanie mu nóg albo
rozrzucenie wokół maku (upiory zajmowały się wtedy liczeniem ziaren,
marnując na to całą noc, u kresu której musiały wrócić do grobu),
niekiedy udawało się zamknąć prześladowcę z zaświatów w dziupli lub
naczyniu (gdy przybrał odpowiedni dla tego typu zabiegów kształt, choćby
mgły). Jednak w skrajnych przypadkach nie pomagał nawet kołek w sercu i odjęcie głowy - wtedy ciało musiało zostać spalone. Użycie świętych
przedmiotów (na przykład krucyfiksu) lub obrysowanie danego obszaru
poświęconą kredą nie zabijało co prawda upiora, nierzadko jednak było w stanie go powstrzymać. Podobnie działać miało srebro, a niekiedy inne
metale. W wielu regionach uważano, że wampira jest w stanie wstrzymać
czosnek; potwór z zaświatów związany był bowiem z nocą i księżycem,
czosnek zaś rozwija się jakby na przekór fazom księżyca, dzięki czemu
niweczy działanie upiornej mocy.
Choć upiorem, zmorą, strzygą lub wampirem mógł zostać w zasadzie każdy,
to istniały czynniki sprawiające, że dana osoba posiadała szczególne
predyspozycje, by rozpocząć złowrogie życie po śmierci. Potępieńczy los
zwiastowało przyjście na świat w Boże Narodzenie (uważano to za
nieuszanowanie narodzin Zbawiciela), urodzenie się w tzw. czepku lub
jako siódme dziecko w rodzinie. Fizycznymi znakami niepokojącej
przyszłości było posiadanie podwójnego rzędu zębów, serca po prawej
stronie piersi albo wyraźne kalectwo. Można też było samemu narazić się
na los upiora przez niegodziwe życie, popełnienie zbrodni, paranie się
magią lub zmianę wyznania (obojętnie w którą stronę). Wampirami po
śmierci stać się mogły osoby, które zostały ugryzione przez nieumarłego
lub skosztowały jego krwi.
Już po śmierci za wyraźne dowody wstawania z grobu uznawano dobre
zachowanie zwłok, zaróżowioną cerę trupa, zaczerwienione usta (od
wypitej krwi) i podobne "nienaturalne" objawy. Resztki zaś pośmiertnego
całunu w ustach zmarłego uznawano za dowód szczególnej rangi, świadczący
o jego nienasyconym głodzie. Ponadto upiory, strzygonie i wampiry nie
odbijały się w lustrze, co wynikało z faktu, że jako trupy nie powinny
być żywe, swoim istnieniem gwałciły zatem prawa natury, odbicie zaś
odzwierciedlało rzeczywistość taką, jaką być miała.
Podsumowując, sposobów na całkowite uśmiercenie lub chwilowe choćby
unieszkodliwienie wampira było mnóstwo, czasem składały się one na całe
skomplikowane rytuały. Były one zróżnicowane geograficznie, a ich
późniejsza twórcza recepcja przez pisarzy i artystów wytworzyła kolejne
schematy i wierzenia, powielane przez kolejne pokolenia.
Postać wampira była analizowana i interpretowana wielokrotnie i na
wszelkie możliwe sposoby, także te odwołujące się do głębokich,
atawistycznych lęków czy podświadomych marzeń erotycznych (picie krwi
jako substytut aktu seksualnego). Zainteresowanych takimi ujęciami
Czytelników odsyłamy do pozycji wymienionych w bibliografii. Niniejsza
książka pełnić ma inną funkcję pierwszego pocztu najważniejszych
wampirów gór Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej - Alp, Rudaw,
Sudetów, Karpat i poprzecinanego licznymi pasmami górskimi Półwyspu
Bałkańskiego, które to obszary (wespół z Wyspami Brytyjskimi) są dla
omawianej tematyki absolutnie kluczowe. Wywoływani tutaj z zaświatów
nieumarli to postacie, które w wyobrażeniach Europejczyków pojawiały się
w okresie od średniowiecza po lata międzywojenne. Wywodzą się z rzekomych faktycznych przypadków wampiryzmu, o jakich wspominali
świadkowie, dokumenty i prace dawnych uczonych, z ludowych legend i podań, także literatury pięknej (głównie dziewiętnastowiecznych romansów
grozy) oraz z dzieł filmowych początków kina. Ułożone zostały w porządku
chronologicznym (w przypadku postaci historycznych, które stały się
pierwowzorami wampirów, zwykle za moment właściwych narodzin uznawałem
dopiero uznanie ich za krwiopijców, a nie rzeczywisty czas życia), co
umożliwi Czytelnikowi śledzenie ewolucji wyobrażenia wampira w kulturze
europejskiej. Każdy rozdział poświęcony jest innej postaci, której
genezę, charakter i znaczenie w kulturowych odniesieniach starałem się
nakreślić możliwie wyczerpująco, przy zachowaniu jednak popularnej
formuły. Dopełnieniem tych rozważań są opisy wybranych siedzib wampirów,
najczęściej zamków czy klasztorów, czasem innych budowli, więzień czy
miejsc ostatecznego (?) spoczynku, a także innych miejsc z nimi
związanych. Zwykle przybliżam też tło historyczne opisywanych przypadków
wampiryzmu.
Obszar geograficzny ujęty w książce - górskie lub bezpośrednio
przylegające do gór obszary Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej -
uzasadniony jest znaczeniem tych krain dla dziejów wampirzego mitu.
Krajobraz niedostępnych przez wieki gór stanowił znakomitą scenerię
m.in. dla klasycznych powieści grozy. Rudawy i Sudety były terenem,
gdzie najwcześniej pojawiły się wyraziste postaci nieumarłych, znane z dzieł kronikarzy i uczonych, dawnych dokumentów oraz folkloru ustnego.
Już z XIV stulecia znane są pośmiertne losy Myślęty z położonej u stóp
Rudaw miejscowości Blov oraz Brodki Duchaczowej z kłodzkich Sudetów -
pierwszej ważniejszej wampirzycy. Z kolei Alpom i Karpatom kultura
europejska zawdzięcza dwa najważniejsze wampiry literackie - Carmillę
(Mircallę von Karnstein) i Draculę; oboje przyczynili się do upiornej
sławy odpowiednio Styrii i Transylwanii. Z Alpami związane są znane
również z dziewiętnastowiecznej literatury postaci hrabiego Vardaleka i hrabiny Dolingen, a z Karpatami - księcia Kostakiego Brancovana, Azzo
von Klatki i księcia Borysa Liatukina. W Karpatach i na przedpolu Alp
znajdowały się także zamki Krwawej Hrabiny - Elżbiety Batory, co prawda
bardziej znanej z sadyzmu niż wampiryzmu. Karpacki łańcuch był w końcu
domem najważniejszego wampira stricte już filmowego - grafa Orloka.
Kolejną z wampirzych ojczyzn pozostaje Półwysep Bałkański, wypiętrzający
się najrozmaitszymi łańcuchami górskimi od pogranicza z Alpami i Karpatami po Peloponez i skaliste greckie wyspy. Najważniejsze spośród
bałkańskich grup górskich to Góry Dynarskie, Rodopy, właściwe Bałkany
(czyli Stara Płanina), Szarska Płanina i Pindos. Wśród licznych pasm Gór
Dynarskich na 2694 metry n.p.m. wznoszą się nawet Góry Przeklęte -
Prokletije... Północno-zachodnia część Bałkanów - ziemie chorwackie, a zwłaszcza serbskie - stały się na przełomie XVII i XVIII wieku głośne w Europie z powodu "autentycznych" przypadków wampiryzmu, kiedy z grobu
mieli tam powstać m.in. Jure Grando, Petar Blagojević i Arnaut Pavle,
wywołując prawdziwą histerię. Z kolei najsłynniejszym wampirem z serbskiego folkloru był Sava Savanović - jeden z symboli kulturowych
Słowiańszczyzny Południowej, którego nie zabrakło też w literaturze
pięknej. Ta ostatnia stworzyła również postaci Wampira Morlackiego i Gorczy. Najistotniejsze dla niej były jednak południowe Bałkany -
górzyste tereny Attyki i Peloponezu; to tam, zainspirowany antyczną
tradycją, Johann Wolfgang von Goethe umieścił miejsce akcji najstarszej
opowieści literackiej o wampirach - Narzeczonej z Koryntu z 1797 roku;
tam również grasować miał podróżujący po Europie lord Ruthven z głośnego
dzieła Johna Williama Polidoriego - pierwszy tak popularny wampir
stworzony przez literaturę.
Dla kronikarskiej skrupulatności wspomnijmy, że spośród dwudziestu ośmiu
przedstawionych wampirów cztery związane są z Alpami (hrabina Elżbieta
Batory, hrabianka Mircalla von Karnstein - Carmilla, hrabia Vardalek i hrabina Dolingen), jeden z Rudawami (Myślęta), cztery z Sudetami (Brodka
Duchaczowa, Zmora, wampir z Bolkowa i Georg Eichner), dziesięć z Karpatami (ponownie hrabina Elżbieta Batory, wampir z Tomic, wampir z Bystrego, książę Kostaki Brancovan, Azzo von Klatka, książę Borys
Liatukin, hrabia Dracula, wampir z Amărăşti, Ioana Marta i graf Orlok),
a jedenaście z Bałkanami (Jure Grando, wampir z Mykonos, Petar
Blagojević, Arnaut Pavle, Milica, Filinnion, lord Ruthven, Wampir
Morlacki, Gorcza, Sava Savanović i znów książę Borys Liatukin).
Jakkolwiek określenia wampir, strzygoń i upiór były początkowo w zasadzie synonimami, to narastającą z czasem odrębność wampirów
wyznaczała ich krwiożerczość, wyrażająca się w fizycznym dręczeniu,
biciu i mordowaniu śmiertelników, duszeniu ich, a zwłaszcza wysysaniu z nich krwi (początkowo element niekonieczny, z wolna jednak coraz
bardziej charakterystyczny). Dlatego też nie zaliczyłem do grona
wampirów takich upiorów jak grasującego na Lackowej w Beskidzie Niskim
Maćka z Huty Wysowskiej, który jedynie straszył wędrowców, Vogelhannesa
ze Smolnej w Górach Bystrzyckich, płatającego mrożące krew w żyłach
figle, a także jego krajana Jakuba der Schreckliche, o podobnych
upodobaniach.
Z bardzo nielicznymi wyjątkami staram się zapisywać imiona wszystkich
postaci w wersji oryginalnej (w innych przypadkach przytaczam takową w nawiasie). Nie dotyczy to z definicji władców, których imiona zawsze są
tłumaczone. Oznacza to na przykład, że występujący pod oryginalnymi
imionami rumuńscy możni Mircea, Vlad, Matei i Constantin po wstąpieniu
na tron wołoski nazywani już będą Mirczą, Władem, Mateuszem i Konstantynem, z odpowiednim numerem porządkowym.
Życząc Czytelnikom miłej, choć mrocznej lektury, pozwalam sobie wyrazić
nadzieję, że przygoda z wampirami wywoła w nich chęć poznania naszej
części Europy, wznoszących się tu pasm górskich, posępnych zamczysk i pradawnych miasteczek oraz do poznania jej kulturowych tradycji,
zanikającego już często folkloru i klasycznych, niekiedy zapomnianych
dzieł literackich...
Czechy w pierwszej połowie XIV wieku
CZECHY W PIERWSZEJ POŁOWIE XIV WIEKU
Czechy do największej potęgi wyniósł król Przemysł Ottokar II
(1253-1278), który zdołał opanować Austrię, Styrię i Karyntię, ubiegał
się również o koronę cesarską. Po klęsce pod Suchymi Krutami i śmierci
władcy w 1278 roku Królestwo Czeskie utraciło nowe nabytki, lecz wraz z osiągnięciem pełnoletniości mocarstwowe ambicje ojca podjął Wacław II
(1278-1305), który siłą i perswazją narzucił swoje zwierzchnictwo
książętom śląskim, zajął Kraków, a później Wielkopolskę i Pomorze
Gdańskie, po czym w 1300 roku sięgnął po koronę polską, jednocześnie
próbując zagarnąć dla syna Wacława węgierską. Nagła śmierć Wacława III
(1305-1306) zakończyła jednak dzieje głównej linii dynastii
Przemyślidów, zniweczyła unię czesko-polską, a sam tron w Pradze stał
się przedmiotem wieloletniej rywalizacji.
Zwycięsko wyszedł z niej po czterech latach Jan I Luksemburczyk
(1310-1346), założyciel nowej dynastii, który za sprawą swej rycerskiej
natury i romantycznych przedsięwzięć zdobył sławę w całej Europie. Jako
dziedzic Przemyślidów podnosił swoje prawa do polskiej korony,
zawiązując trwały sojusz z Krzyżakami przeciwko Piastom, a także umocnił
czeskie panowanie na Śląsku. Za jego rządów Czechy cieszyły się
pomyślnością i dużym znaczeniem, choć jednocześnie znaczne postępy
czyniła germanizacja praskiego dworu i możnych rodów.
Myślęta wstaje z grobu
MYŚLĘTA WSTAJE Z GROBU
Niewielka miejscowość Blov położona jest na południowo-wschodnim
przedgórzu Rudaw, które w pobliżu tworzy wyniesienie znane jako
Doupovské hory. W 1336 roku w wiosce umrzeć miał pasterz Myślęta, który
rozpoczął swoje życie po życiu jako wampir. Myślęta wstawał z grobu,
żeby straszyć i wywoływać nazwiska żyjących. Ten, kto został wezwany
głosem zmarłego pasterza, umierał w ciągu najbliższych dni. Wampir dusił
swoje ofiary i wypijał ich krew. Na Blov padł strach.
Odkopano zatem ciało Myślęty i wbito mu w serce kołek. Okazało się to
nieskuteczne, albowiem wampir szydził z samozwańczych pogromców,
dziękując im za kij, którym będzie mógł odganiać się od psów. Tradycyjny
środek był zatem niewystarczający na potężnego nieumarłego, nadal
terroryzującego okolicę. W końcu zawezwano kata, który postanowił spalić
zwłoki. Wydobyty z grobu Myślęta miał być wzdęty wypitą krwią, ryczał
przeraźliwie i wierzgał, nie zdołał jednak przeszkodzić wrzuceniu swego
ciała na wóz katowski. Powtórnie przebito wampira, z którego zaczęła się
sączyć krew o szkarłatnej, żywej barwie. Za wsią ciało zostało spalone i dopiero wtedy do Blov powrócił spokój.
Myślęta był bez wątpienia najważniejszym wampirem Rudaw i rejonu
rudawskiego. Należy też do pierwszych tej rangi wampirów Europy. Co
ciekawe, przy próbach zgładzenia Myślęty zawiódł tradycyjny sposób
polegający na przebiciu serca kołkiem. Być może niezwykła moc Myślęty
miała swoje źródło w jego poprzednim życiu. Należy bowiem przypomnieć,
że pasterze, jako ludzie obeznani z ludową medycyną (niezbędną w leczeniu zwierząt), uchodzili często za czarowników, a pasterska magia
była świetnie znana w tej części Europy. Niewykluczone, że właśnie te
czynniki zapewniły szczególną potęgę wampirowi. Z drugiej strony
pasterzy parających się różnymi formami magii i zabobonu było w górach
Europy Środkowej (zwłaszcza w Karpatach) mnóstwo, a tylko Myślęcie
przypisano tak niezwykłe pośmiertne losy.
Odporność na antywampiryczne zabiegi, przerażający rytuał wymieniania
imion swych przyszłych ofiar oraz dość wczesna metryka czynią z Myślęty
postać szczególną. Wraz z nim Blov i Rudawy zapisały się w spektakularny
sposób w dziejach europejskiego wampiryzmu.
Ojciec Antoine Augustin Calmet i jego dzieło
OJCIEC ANTOINE AUGUSTIN CALMET I JEGO DZIEŁO
Wśród wielu autorów tekstów o wampirach wyróżnia się żyjący w latach
1672-1757 francuski benedyktyn, Antoine Augustin Calmet, uchodzący przez
długi czas za największego eksperta w kwestii upiorów i wampirów.
Najważniejszym jego dziełem stał się wiekopomny traktat Rozprawa o pojawianiu się aniołów, demonów i duchów oraz o upiorach i wampirach
węgierskich, czeskich, morawskich i śląskich, wydany w Paryżu w 1746
roku i wielokrotnie wznawiany. Dom Calmet dał się poznać jako
skrupulatny i rozważny badacz, potępiał profanację zwłok "na podstawie
niepewnych oskarżeń, błahych, nieudowodnionych, a dotyczących osób z pewnością niewinnych win im zarzucanych"1, krytykował też
władze za przyzwolenie na podobne praktyki. Nie kwestionował jednak przy
tym samej możliwości powrotu zmarłych z grobu. Poznawcza wartość
Rozprawy... polega jednak przede wszystkim na sumiennym zapisaniu
licznych przykładów wampiryzmu, jakie miały mieć miejsce w Europie
Środkowej, począwszy od głębokiego średniowiecza aż po czasy współczesne
zakonnikowi. Jednym z nich był przypadek Myślęty.
E. Petoia, Wampiry i wilkołaki. Źródła, historia, legendy od antyku do współczesności, Kraków 2012, s. 276. [wróć]
Ziemia kłodzka w pierwszej połowie XIV wieku
ZIEMIA KŁODZKA W PIERWSZEJ POŁOWIE XIV WIEKU
Ziemia kłodzka otoczona licznymi grupami górskimi Sudetów,
oddzielającymi ją od Śląska, Czech i Moraw, od zarania państwowości
polskiej i czeskiej stanowiła przedmiot rywalizacji Piastów i Przemyślidów. Ostatecznie w pierwszej połowie XII wieku Bolesław III
Krzywousty zrzekł się jej na rzecz Pragi. Mimo to pod koniec XIII
stulecia Henryk IV Prawy zdołał na pewien czas ustanowić swe rządy w Kłodzku.
W pierwszej połowie XIV wieku król Czech Jan I Luksemburczyk dwukrotnie
oddawał ziemię kłodzką w lenno innym Piastom śląskim, zachowując swoje
prawa zwierzchnie. Najpierw w latach 1327-1335 dzierżył ją Henryk VI
wrocławski, a następnie w 1336 roku władzę nad górną częścią zlewiska
Nysy Kłodzkiej otrzymał Bolko II ziębicki. Śmierć księcia w 1341 roku
sprawiła, że ziemia kłodzka na trwałe znalazła się pod bezpośrednim
władaniem Korony Świętego Wacława. Pod względem administracji kościelnej
nieprzerwanie należała do diecezji praskiej.
Brodka Duchaczowa - wampirzyca z Lewina Kłodzkiego
BRODKA DUCHACZOWA - WAMPIRZYCA Z LEWINA KŁODZKIEGO
Niewiele później od Myślęty pojawił się pierwszy wyrazisty wampir
Sudetów. Miała nim być żona garncarza Duchacza imieniem Brodka,
zapisywanym także jako Bródka i Brotka. Duchaczowie żyli w Lewinie
Kłodzkim, podówczas znanym jako Lewinice. Położona pomiędzy Wzgórzami
Lewińskimi a Górami Orlickimi miejscowość stała się scenerią upiornych
wydarzeń w 1344 lub 1345 roku. O Brodce Duchaczowej po raz pierwszy
pisał szesnastowieczny czeski kronikarz, ksiądz Václav Hájek, w swojej
Kronice czeskiej (Kronika česká). Później wampirzyca stała się
bohaterką sudeckich legend, które do pierwotnego przekazu dodawały nowe
szczegóły.
Brodka Duchaczowa była czarownicą i ponoć miała konszachty z diabłem.
Miejscowy ksiądz, do którego dochodziły podobne pogłoski, postanowił
dokonać nad nią egzorcyzmów. Brodka unikała spotkania z nim, w końcu
jednak przypadkowo natknęła się na duchownego, a ten natychmiast
przystąpił do stosownych modłów i rytuałów. Duchaczowa zmarła już
następnego dnia, a że uznano ją za czarownicę, więc pochowano ją na
rozstaju dróg.
Rychło rozpoczęło się jej drugie życie. Brodka Duchaczowa wstawała z grobu, przybierając postać własną, innych osób lub ziejącej ogniem
krowy. Terroryzowała Lewin i okoliczne wioski, straszyła i uśmiercała
napotkanych ludzi. Gdy ktoś zemdlał z przerażenia, wampirzyca skakała po
nim, aż wyzionął ducha. Zastraszeni mieszkańcy wykopali zatem zwłoki
upiora, a ich oczom ukazało się nienaruszone ciało czarownicy. Co
więcej, w ustach zmarłej znajdował się na wpół zżarty czepiec, który w dniu pogrzebu okrywał jej głowę. Zwłoki przebito dębowym kołkiem, a z trupa wylało się tyle krwi, ile posiada żywy człowiek.
Niewiele to pomogło - wampirzyca nadal gnębiła okolicę. Postanowiono
więc ponownie odkopać zwłoki i wydać je na pastwę ognia. Tym razem
okazało się, że zmarła trzyma w dłoni wyciągnięty z ciała kołek. Wobec
tego przerażającego dowodu mocy wampira czym prędzej przystąpiono do
spalenia przeklętego ciała. Jednak ogień wciąż przygasał i nie dawało
się go rozniecić. Stare, doświadczone kobiety poradziły więc, aby na
podpałkę użyć gontu z dachu kościoła. Dopiero wtedy buchnęły płomienie,
trawiąc ciało Brodki Duchaczowej. Od tej pory Lewin Kłodzki i okoliczne
wioski były wolne od wampirzycy.
Brodka Duchaczowa jest najstarszym tej rangi wampirem Sudetów, głęboko
osadzonym w folklorze ziemi kłodzkiej. Warto zwrócić uwagę na jej
nieprzeciętną moc, skoro - podobnie jak w przypadku Myślęty - nie
potrafiło jej uśmiercić wbicie w serce kołka, ponadto nawet spalenie
zwłok nie przychodziło łatwo, dopóki nie użyto drewna z poświęconego
miejsca - kościoła. Być może niezwykła potęga wampirzycy była pokłosiem
jej wcześniejszego życia jako bratającej się z siłami nieczystymi
czarownicy.
Brodka Duchaczowa uśmiercała swoje ofiary w sposób dość nietypowy,
skacząc po nich z pełną sadyzmu furią. Jednak pełne krwi ciało
wampirzycy z Lewina Kłodzkiego sugeruje, że musiała ją wysysać z żywych.
Intrygujące są również zdolności Brodki do swobodnego przybierania
różnych postaci. Upodabnianie się do innych osób czynią z niej wampira
dość wyjątkowego i posiadającego szczególną moc. Natomiast przybieranie
postaci ziejącej ogniem, straszliwej krowy nie ma w ogóle swojego
odpowiednika. Choć krowa w żaden sposób nie zalicza się do istot
nocnych, wyraźnie zostaje w tym przypadku podkreślona zdolność wampirów
do wcielania się w postaci zwierząt, niezwykle mocno później w literaturze eksponowana.
Kościłół w Lewinie Kłodzkim
KOŚCIÓŁ W LEWINIE KŁODZKIM
Okoliczności unicestwienia Brodki Duchaczowej i jej upiornej mocy
sprawiają, że najbardziej związanym z nią miejscem pozostaje kościół w Lewinie Kłodzkim. Rzeczywiście, drewniana świątynia w Lewinicach
istniała już w XIII lub XIV wieku, a po raz pierwszy wzmiankowana była w 1340 roku. Zatem w latach 1344-1345 bez wątpienia można było pozyskać z niej gont. Z lat 1340-1350 znany jest proboszcz Johan, którego można
utożsamiać z wymienionym w opowieści o Brodce duchownym. Tutejsza
parafia należała do diecezji praskiej, podniesionej właśnie w 1344 roku
(!) do rangi archidiecezji.
W czasie piętnastowiecznych wojen husyckich lewiński kościół był
kilkakrotnie niszczony i palony. W miejscu drewnianego kościoła w 1576
roku powstała murowana świątynia renesansowa. W 1697 roku barokowej
przebudowy dokonał Melchior Neumann, natomiast hełm wieży i zakrystia
pochodzą z XVIII wieku, podobnie jak znajdująca się obok plebania. We
wnętrzu świątyni warto zwrócić uwagę na rzeźbioną ambonę z 1691 roku -
dzieło Sebastiana Flackera - oraz dwa ołtarze z 1773 roku autorstwa
Heinricha Hartmanna. Położony na wzgórzu nad miastem kościół, otoczony
murem ze strzelnicami, był jedyną obronną budowlą pozbawionego obwarowań
Lewina Kłodzkiego.