Rozdział 1
W dniu, w którym na świat przyszła Riley,
Radość obudziła się w przepięknym i niezwykłym miejscu - w umyśle
dziewczynki. Bystra istotka stworzona z lśniących złocistych cząsteczek
była jej pierwszą emocją, a świat oglądała oczami Riley prosto z Centrali, która znajdowała się w głowie maleństwa.
Radość zbliżyła się do konsoli, urządzenia, dzięki któremu emocje mogły
sterować reakcjami dziewczynki, i z zachwytem popatrzyła, jak rodzice po
raz pierwszy oglądają swoją córeczkę.
- Witaj, Riley - szepnęła mama, uśmiechając się od ucha do ucha.
- Słoneczko kochane... - odezwał się tata ze wzruszeniem. - Promyczku ty
nasz.
Wtem w Centrali obok konsoli pojawiły się tory, po których sturlała się
złocista kula, rozświetlając pomieszczenie łagodnym blaskiem. Radość
podniosła ją ostrożnie i przyjrzała się jej. W środku ukazał się obraz
uśmiechniętych rodziców Riley.
"Promyczku nasz" - dał się słyszeć głos taty. Kula była wspomnieniem
tego, co właśnie przeżyła Riley! Radość umieściła kulę z powrotem na
torach i patrzyła, jak toczy się aż na regał pamięci znajdujący się na
tyłach Centrali.
Radość pokochała Riley od pierwszej chwili i poprzysięgła sobie, że
zrobi wszystko, by życie jej podopiecznej było jak najszczęśliwsze.
Spodziewała się, że będą z Riley tylko we dwie już na zawsze... Ale
trzydzieści trzy sekundy po narodzinach dziewczynki przy konsoli
zmaterializował się ktoś nowy i nie czekając, chwycił za stery. Riley
wybuchła płaczem.
- Smutna jestem - przedstawiła się niebieska nieznajoma z ponurą powagą.
- Chwileczkę, tylko coś tu ciutkę poprawię - odezwała się Radość,
delikatnie odsuwając Smutną od konsoli. Wcisnęła parę guzików i Riley
powoli się uspokoiła.
Z czasem w Centrali pojawiło się więcej emocji, a każda przejmowała
stery, gdy dziewczynka akurat jej potrzebowała.
Wspomnienia, które kształtowały się pod ich pieczą, zapisywały się w kulach odpowiadających ich kolorom. W ten sposób odzwierciedlały
uczucia, z jakimi się wiązały.
Strach odpowiadał za bezpieczeństwo. Kierował zachowaniem dziewczynki,
gdy ta napotykała coś, co uznał za ryzykowne, na przykład rozwinięte
kable, jazdę na rolkach albo psy.
- Uwaga! - powtarzał raz po raz. Wspomnienia strasznych rzeczy i przeżyć
trafiały do kul o kolorze fioletowym, a więc takim, jaki miał sam
Strach.
Odraza była zielona. Czujnym okiem wypatrywała wszystkiego, co można
było skomentować wyłącznie stanowczym "Fuj!". Przejmowała kontrolę za
każdym razem, gdy pojawiało się coś wstrętnego - na przykład brokuły,
brzydkie obrazki albo wredni ludzie. W skrócie, Odraza chroniła Riley
przed toksycznymi substancjami... i toksycznym towarzystwem. Wszystkie
wspomnienia, które obrzydzały dziewczynkę, miały kolor ugotowanego
szpinaku.
Kiedy Riley przytrafiała się jakaś rażąca niesprawiedliwość, za sterami
konsoli stawał Gniew - osobnik krępy, czerwony i wiecznie nabuzowany.
Wszelkie krzywdy i afronty doprowadzały go do szewskiej pasji. Nie
odpuszczał, dopóki nie wyrównał rachunków, zawsze gotowy potraktować
winowajcę grymasem, wrzaskiem lub kąśliwą uwagą. A gdy NAPRAWDĘ się
wściekał, tak się zagotowywał, że jego głowa stawała w płomieniach!
Wspomnienia pełne złości zapisywały się w kulach ognistoczerwonych.
Każda emocja miała swoje zadanie, ale zdecydowanie najczęściej za
sterami stała Radość. Doskonale rozumiała, dlaczego Riley potrzebuje
pozostałych emocji... poza Smutkiem. Gdyby to od niej zależało, Riley
nigdy by się nie smuciła! Powinna być najszczęśliwszą dziewczynką na
świecie, dlatego Radość starała się trzymać Smutną jak najdalej od
konsoli.
Radość wspaniale sprawdzała się w roli głównej emocji Riley i niemal
wszystkie kule ze wspomnieniami były złote tak jak ona. Te
najważniejsze, czyli fundamenty, świeciły jaśniej niż pozostałe.
Powstawały, gdy dziewczynka przeżywała coś naprawdę istotnego, takiego
jak pierwszy gol w hokeja, którego strzeliła podczas meczu z rodzicami,
gdy miała dwa i pół roku!
Z fundamentów powstawały Wyspy Osobowości, do których prowadziły pasma
światła, niczym kable elektryczne rozciągnięte nad głęboką otchłanią
oddzielającą Centralę od reszty umysłu. To te wyspy czyniły Riley taką,
jaką była, a każda z nich mówiła o niej coś innego. Na przykład
wspomnienie pierwszego gola napędzało Wyspę Hokeja. Była też Wyspa
Wygłupów, Wyspa Rodziny, Wyspa Szczerości i Wyspa Przyjaźni, a każda z nich wyglądała jak miniaturowy lunapark.
Emocje uwielbiały oglądać z okien na tyłach Centrali, jak kolorowe
światła ich rozmaitych atrakcji rozbłyskują, gdy coś w życiu dziewczynki
ożywiało którąś z części jej osobowości.
Riley miała bardzo szczęśliwe dzieciństwo, które spędziła wraz z rodzicami w niewielkim miasteczku w Minnesocie. Kochała grać w hokeja,
spotykać się z przyjaciółmi i jeździć na łyżwach po zamarzniętym
jeziorze. Radość pilnowała, by większość wspomnień, które przewijały się
przez Centralę w ciągu dnia, była złota. Szczęśliwa. Lecz gdy Riley
miała jedenaście lat, jej rodzice podjęli decyzję, która wszystko
zmieniła.
Rozdział 2
Tata Riley założył nową firmę, a potem
rodzice sprzedali ich dom w Minnesocie i cała rodzina miała się
przenieść do San Francisco. Zupełnie nagle życie dziewczynki wywróciło
się do góry nogami.
Jazda samochodem ciągnęła się w nieskończoność, a emocje Riley zaczynało
roznosić.
- Może po prostu zamieszkamy w tym cuchnącym aucie - burknęła Odraza,
łypiąc spod oka na resztę towarzystwa. - I tak tkwimy tu już całe wieki.
Radość zauważyła, że długa podróż to doskonała okazja, by powyobrażać
sobie ich nowy dom. Podłączyła do konsoli dysk w kształcie chmury i na
ekranie pojawiły się wszystkie fantastyczne wizje, które powstały w głowie Riley.
Radość westchnęła z zachwytu na widok piernikowej chatki z okiennicami z masy cukrowej. Za to Gniewowi spodobał się mroczny zamek, którego
strzegł ich własny, ziejący ogniem smok.
Gdy samochód wreszcie zatrzymał się przed ich nowym domem, emocje
wstrzymały oddech w oczekiwaniu. Riley wyskoczyła na chodnik, podniosła
wzrok...
I zobaczyła budynek, który W OGÓLE nie przypominał tego, co sobie
wyobraziła.
- W środku na pewno jest ładnie - rzuciła Radość dziarsko, przyglądając
się zaniedbanemu wąskiemu segmentowi szeregówki.
Ale wnętrze okazało się jeszcze gorsze! Pokoje były ciasne, ciemne i trochę straszne, a do tego wszędzie unosił się jakiś nieprzyjemny
zapaszek.
- To ma być nasz dom? - oburzył się Gniew.
- Za jakie grzechy? - jęknęła Smutna.
- Czy można umrzeć na przeprowadzkę? - zaniepokoił się Strach.
- Niedobrze mi - stęknęła Odraza na widok leżącej w kącie zdechłej
myszy.
Radość przypomniała wszystkim, że tata całą drogę opowiadał Riley, jaki
fantastyczny będzie jej pokój. Zasugerowała, żeby pobiegli go zobaczyć.
Dziewczynka uśmiechnęła się i wspięła po schodach na samą górę.
- O nie, nie, nie - zaprotestował Strach na widok tego, co tam
zobaczyli.
Pokój był ciasny jak cela, a skośny sufit sprawiał, że wydawał się
jeszcze mniejszy. W Centrali zapanował posępny nastrój.
- Przestaję się dziwić tej zdechłej myszy - prychnęła Odraza.
- Riley nie może tu zamieszkać - wtrąciła Smutna.
Ale Radość jak zawsze próbowała skupić uwagę całej ekipy na pozytywach.
- Czytałam gdzieś, że pusty pokój to kopalnia możliwości - zaćwierkała
pogodnie. Skłoniła towarzystwo, by wyobraziło sobie, jak świetnie zrobi
się w pokoju, gdy wypełnią go rzeczami Riley.
- Łóżko postawimy tutaj, a biurko pójdzie o tam... - Wkrótce wszyscy
skupili się na planowaniu tego, jak urządzą przytulną sypialnię.
- A lampka z kijów do hokeja stanie tu... - dodał Strach.
Od rozmyślania o plakatach, książkach i świecących w ciemności
gwiazdkach Riley emocjom zrobiło się lepiej.
- No to chodźmy po nasze rzeczy! - zarządziła Radość.
Riley popędziła na dół, ale tam szybko się okazało, że wóz
przeprowadzkowy jeszcze się nie zjawił. Gdy wbiegła do salonu, tata
właśnie odkładał telefon z niezadowoloną miną.
- Nie uwierzycie - westchnął. - Meble dotrą dopiero w czwartek!
- Żartujesz chyba! - Mama załamała ręce.
Fatalna wiadomość zdenerwowała całą rodzinę. Rodzice zaczęli się kłócić.
- Mówiłeś, że przyjechały wczoraj! - fuknęła mama.
- Tak mówiłem, bo tak mi powiedzieli! - odgryzł się tata.
Pierwszy dzień w nowym domu nie zaczął się najlepiej.
Radość główkowała gorączkowo.
- Słuchajcie, mam w dechę pomysł! - wykrzyknęła nagle, podłączając do
konsoli żarówkę.
W jednej chwili Riley uśmiechnęła się promiennie. Załapała kij do hokeja
i upuściła na ziemię zmiętą w kulę kartkę.
- Andersen szykuje się do ataku. Jest coraz bliżej! - zaanonsowała tonem
komentatorki sportowej i zaczęła popychać kulę końcem kija niczym krążek
hokejowy.
- O nie, ani mi się waż! - rzucił tata ze śmiechem, chwytając miotłę i włączając się do gry.
Riley prześlizgnęła się po gładkim parkiecie, jakby jeździła na łyżwach.
Z gracją wyminęła tatę i strzeliła kulą papieru prosto do kominka.
- Robi zamach i trach! Juhuu! - wykrzyknęła, podskakując wesoło.
Emocje wydały triumfalny okrzyk, a Radość odwróciła się i zerknęła przez
okno na tyłach Centrali. W oddali świeciła Wyspa Rodziny, którą ożywiło
to wydarzenie.
- No dalej, babciu - rzuciła Riley zaczepnie, prześlizgując się obok
mamy.
- Babciu? - powtórzyła mama, wiążąc włosy w kucyk. Capnęła poduszkę i ustawiła się przy kominku niczym bramkarka.
Wszyscy na chwilę zapomnieli o stresie i skupili się na wesołej zabawie
w pustym salonie.
W Centrali pojawiła się nowa złocista kula.
Lecz moment beztroski wkrótce przerwał dzwonek telefonu taty.
- Inwestorzy mieli przyjechać w czwartek, nie dzisiaj - mruknął, kiedy
się rozłączył. - Muszę lecieć.
- Nie szkodzi - odparła mama. - Rozumiemy.
- Jesteś wspaniała - rzucił czule tata, całując ją na pożegnanie. - Pa,
słonko - dodał, machając do Riley.
- Tata nas opuścił - stwierdził Strach.
- Ojej, już nas nie kocha. Jakie to przykre - dodała Smutna, nieśmiało
podchodząc do konsoli. - To co, ja poprowadzę, tak?
Radość pospiesznie zastąpiła jej drogę.
- Wiecie, co mi się przypomniało? - odezwała się, naprędce szukając
sposobu na wyjście z sytuacji. - Riley nie jadła obiadu!
Sięgnęła po leżące na półce wspomnienie i prędko je odtworzyła, a na
ekranie pojawił się obraz pizzerii, którą Riley wypatrzyła w okolicy
podczas jazdy samochodem.
- Hej, tu obok sprzedają pizzę - zwróciła się do mamy dziewczynka. -
Może się przejdziemy?
- Ty to masz łeb. Chodźmy! - zgodziła się mama.
Emocje wydały zgodny, wesoły okrzyk, a Radość uśmiechnęła się z ulgą.
Kryzys zażegnany.