Rozdział 2
Od samego rana wszystko leciało Alicji z rąk. Przy śniadaniu rozlała kawę, a chowając naczynia do zmywarki, potłukła talerz.
- Opanuj się - upomniała się w duchu. - Z tych nerwów nie dotrzesz do wydawnictwa w jednym kawałku - mruknęła pod nosem, sprzątając. - Lepiej pójdę się przebrać, to jest o wiele bezpieczniejsze zajęcie.
Chwyciła Dominikę w ramiona i ruszyła na górę, do garderoby. Przejrzała zawartość szafy.
- No nie - jęknęła. - W co ja mam się ubrać? Nie może to być nic wyzywającego, nic workowatego, tylko coś neutralnego - wyliczała, zastanawiając się intensywnie i jednocześnie przesuwając kolejne wieszaki. - Chyba zwariuję z tego stresu...
Po trzydziestu minutach i czterech zmianach ubrania zmęczona opadła na łóżko. Zerknęła na Dominikę, która próbowała się uśmiechać.
- Czyli ci się podoba? - Ala wzięła to za dobry znak. - Teraz pora na ciebie, księżniczko. Należy zmienić pieluszkę i założyć jakąś sukienkę - mówiła, przechodząc do pokoju córki. Domi była dziś nad wyraz cierpliwa, pozwoliła nawet mamie na wykonanie lekkiego makijażu. Ala z zadowoleniem zerknęła w lustro.
- Jest dobrze - szepnęła. Wsadziła małą do nosidełka i wyszła z domu.
Na chodniku zobaczyła jakiegoś mężczyznę, który przechadzał się wolnym krokiem. Jego twarz była osłonięta do połowy kapturem, mimo to męskie rysy wydawały się znajome. Młoda mama szukała w głowie obrazów lub skojarzeń.
- Nie, to raczej nie możliwe - powiedziała do siebie. - Coś mi się pomyliło - mamrotała pod nosem, stając w miejscu.
Kiedy mężczyzna zauważył, że Alicja mu się przygląda, od razu przyspieszył kroku. Kobieta ocknęła się z zamyślenia, wsadziła córkę do samochodu.
- Skarbie, mamusia tylko zamknie dom - dotknęła małej rączki, po czym ruszyła do drzwi. Chwyciła torbę stojącą w progu, przekręciła klucz w drzwiach. Mogła ruszać. Wsiadła do auta, wzięła głęboki wdech. - Ruszajmy na rozmowę - zerknęła na przysypiającą córkę. - Szkoda, że nie udziela mi się twój spokój.
Wyjechała na osiedlową uliczkę. Kilkanaście minut dzieliło ją od sądnej rozmowy i spotkania z ukochanym.
Kiedy wchodziła do wydawnictwa, nogi lekko jej drżały. Znajome zapachy - kawy i farby drukarskiej - ukoiły skołatane nerwy. Dominika nadal spała, dlatego Alicja przywitała się cicho.
- Dzień dobry - odpowiedział jej nieznany męski głos. Zaskoczona kobieta zerknęła na swoje miejsce, teraz zajęte przez młodego chłopaka.
- W czym mogę pani pomóc? - zapytał uprzejmie, wstając z fotela. Ich spojrzenia się spotkały.
Alę przeszedł dreszcz. "Z nerwów mam omamy" - pomyślała.
- Szef wyszedł na chwilę do cukierni, ale zaraz powinien być z powrotem. - Mężczyzna poczuł się w obowiązku wytłumaczyć nieobecność Patryka. - Weronika... - nie zdołał dokończyć, gdyż w drzwiach pokoju socjalnego pojawiła się młoda kobieta.
- Alutka! - krzyknęła uradowana. - Tak dawnnnooo...
- Cichoooo! - syknęła Alicja, wskazując nosidełko. - Domi śpi.
- Przepraszam! - Weronika zniżyła głos do szeptu. - Cieszę się, że cię widzę - powiedziała, po czym serdecznie uściskała koleżankę.
- Ja też - odpowiedziała Ala, obdarowując dziewczynę ciepłym uśmiechem.
- Pat poleciał po coś słodkiego... - przerwała, słysząc chrząkniecie kolegi. - Ala, wy się przecież nie znacie - klepnęła się w czoło. - To jest Marcel, nasz nowy grafik - przedstawiła stojącego za nią chłopaka. Ten podszedł bliżej.
- Miło mi - odpowiedział lekko stremowany, wyciągając dłoń.
- W końcu możemy się poznać. Mam nadzieję, że godnie mnie zastępujesz. - Alicja z rozbawieniem spojrzała na Marcela, który momentalnie oblał się rumieńcem. "Skądś znam ten wyraz twarzy" - przemknęło jej przez głowę.
Chłopak tylko uśmiechnął się niepewnie. Nie miał pojęcia, co mógłby odpowiedzieć.
- Bardzo się stara, ale ciebie, Alutka, nikt nie przebije - usłyszeli głos Patryka, który właśnie wchodził z ogromnym pudełkiem ciastek.
- Cześć, Patryk! - ucieszyła się na jego widok.
- Cześć, kochana! - Cmoknął ją w policzek. Zerknął w stronę kanapy na śpiące niemowlę. - Jest i mała księżniczka! - Odłożył pudełko na stolik. - To co? Zapraszam na kawę!
- Ja zrobię - zaproponowała Weronika. - Marcel, pomożesz mi? - Grafik od razu ochoczo pokiwał głową.
- To może ja pójdę po Wiktora? Siedzi w magazynie i robi remanent. - Szef zrobił krok w kierunku drzwi.
- Ja po niego pójdę - powiedziała Ala z naciskiem. - Ty mógłbyś zająć się małą... - rzuciła przez ramię, wchodząc do wąskiego korytarza. "Teraz mi nie uciekniesz" - pomyślała, stając naprzeciwko drzwi. Nacisnęła klamkę, powoli je otworzyła. Serce mocniej zabiło jej na widok Wiktora siedzącego pośród stosów książek. Przygarbiona sylwetka, poszarzała twarz i zarost nie pasowały do niego. Od razu zapragnęła go przytulić. Fala tęsknoty zalała jej duszę. W tym momencie była w stanie błagać go na kolanach, aby wrócił do domu.
- Cześć - powiedziała cicho, żeby go nie wystraszyć. Wślizgnęła się do magazynu i zamknęła za sobą drzwi. Mężczyzna powoli uniósł głowę. Zdumienie zastąpiło zmęczenie.
- Cześć - bąknął zaskoczony. Zamrugał kilkukrotnie, chcąc upewnić się, czy to aby nie senna mara.
- Chciałam z tobą porozmawiać - powiedziała powoli.
Ze stresu zaczęła wyłamywać palce. Wiktor podniósł się z podłogi, zrobił krok do przodu. Ala na moment wstrzymała oddech, miała wrażenie, że mężczyzna ma ochotę ją objąć. Nagle zmienił zdanie i cofnął się na swoje miejsce.
- Nie mamy o czym. Wszystko już zostało powiedziane - odparł chłodno.
- Wiktor, wiesz, że to nieprawda. Tamte słowa padły w złości - próbowała się tłumaczyć.
- To, że Dominika jest tylko twoją córką, a mnie nic do tego, to akurat święta prawda. - Pełen goryczy ton rozszedł się po wysokim pomieszczeniu.
- Wiktor, nie mów tak... Dobrze wiesz, że obie cię kochamy. - Głos Alicji zaczynał niepokojąco drżeć. - Domi za tobą tęskni, ja też. - Pełna desperacji próbowała przemówić mu do rozumu. - Wróć do domu - postawiła wszystko na jedną kartę.
- Ala, to jest twój dom, nie musisz się martwić, nie odbiorę ci go. - Wziął głęboki wdech. Spotkanie z Alicją zaczynało go przerastać.
- Nie chodzi o dom - zaprotestowała, ocierając pierwsze łzy. - Chodzi o nas.
- A jest jakieś "nas"? Czy zawsze będziemy "my plus Szymon"? - zapytał z goryczą. Kobieta już otwierała usta, aby coś powiedzieć, ale Wiktor był szybszy. - Ja nie wiem, czy potrafię tak żyć. Nie wiem, czy chcę tak żyć - mówił poważnie, patrząc jej prosto w oczy. - Kocham cię, ale...
Niewypowiedziane słowa zawisły w powietrzu. Alicja wyciągnęła dłoń, musnęła nieogolony policzek.
- Wiktor - szepnęła z nadzieją.
- Ale nie chcę być tym drugim - dokończył. Dłoń kobiety opadła.
- Nie jesteś - jęknęła żałośnie, zdając sobie sprawę, że on i tak w to nie uwierzy.
- Zawsze będę. Dopóki Szymon będzie w pobliżu - powiedział, opuszczając głowę.
- Czyli to koniec? - zapytała, z trudem wydobywając głos z zaciśniętego gardła.
- Potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć - mruknął.
Spojrzał na nią. Twarz Alicji przepełniał smutek, utracona nadzieja wypłynęła z serca tak jak łzy z jej oczu.
- Przepraszam - szepnął, mijając ją.
Została sama. Opadła na kanapę i zaczęła cicho szlochać. Tak bardzo wierzyła, że zabierze dziś Wiktora do domu.
Kawa stała na stoliku, a obok talerz pełen eklerek. Weronika z Marcelem zdążyli już pochłonąć część ciastek. Patryk wyjmował z nosidełka Dominikę, która właśnie się obudziła i płaczem oznajmiała swoje niezadowolenie.
Gdy Wiktor pojawił się w pomieszczeniu, nagle zapanowała cisza. Mężczyzna rozejrzał się po znajomych twarzach. Jego wzrok zatrzymał się na małej dziewczynce. Kącik ust mimowolnie powędrował w górę, a serce wypełniło przyjemne ciepło. Domi wyciągnęła w jego stronę małe rączki. Wiktor walczył ze sobą, aby nie chwycić dziecka w ramiona. Bardzo tęsknił za tym małym brzdącem, którego pokochał od pierwszego dnia. Wszystko prysło, kiedy w głowie redaktora pojawiły się złośliwe podszepty: "Szymon może wrócić w każdej chwili, a ty pójdziesz w odstawkę. Musisz jak najszybciej o nich zapomnieć, będzie mniej bolało". Ukłucie żalu wyrwało go z zamyślenia.
- Będę jutro - bąknął w stronę szefa, wychodząc z wydawnictwa.
Patryk nie miał złudzeń, w oczach przyjaciela błyszczały łzy. "Czyżby łzy rozstania?" - zaniepokoił się. Miał ochotę pędzić do magazynu, aby wypytać Alicję o to, co właściwie się wydarzyło.
- Ja pierd... - opanował się w ostatniej chwili. - Dzwoń do Amelii - zwrócił się do Weroniki. - Marcel, weź małą, ja muszę porozmawiać z Alicją - rzucił w stronę osłupiałych pracowników.
Wera domyślała się, co takiego wydarzyło się pomiędzy jej znajomymi, grafik natomiast nie miał o tym pojęcia.
- Ja? - wydukał. - Ja nigdy nie trzymałem dziecka. A jak mu coś zrobię? - Gestykulował gorączkowo.
- Siadaj na kanapie - zarządziła Weronika. - Potrzymasz Domi chwilę, póki ja nie skończę rozmawiać.
Chłopak potulnie wykonał polecenie. Czuł się jak w telenoweli, tylko nie do końca rozumiał, o co w niej chodzi. Pat sprawnie przekazał mu dziewczynkę, po czym zniknął za drzwiami. Weronika pobiegła do gabinetu w poszukiwaniu telefonu. Marcel został sam. Starał się, jak mógł, aby rozweselić Dominikę. Zaczął nawet opowiadać małej bajkę, a zabawne dźwięki, które wydobywały się z jego ust, spodobały się maluchowi, dzięki czemu mężczyzna nie był już taki spięty.
Po chwili Weronika wyłoniła się z gabinetu. Jeden rzut oka wystarczył, aby upewnić się, że jej kolega dobrze sobie radzi w roli opiekunki.
- Powiadomię szefa, że jadą posiłki. Dasz radę? - zapytała. Mężczyzna tylko skinął głową, nie przerywając swoich opowieści. - Zaraz wracam - rzuciła przez ramię.
Szybkim krokiem zmierzała do magazynu, skąd dochodziły odgłosy cichej rozmowy przerywanej szlochem kobiety.
- Ala poprosiła, aby nakarmić małą. - Wera znów pojawiła się w pomieszczeniu. - W torbie jest butelka. - Rozejrzała się. - O, mam! - Zauważyła przy kanapie pokaźną torbę i chwyciła ją. - Podgrzeję mleko i już cię zmieniam - obiecała.
Marcel nie odpowiedział, tylko kołysał małą, która na widok jedzenia oddalającego się w przeciwnym kierunku zaczęła grymasić. Mężczyzna starał się robić wszystko, aby tylko dziecko nie zaczęło płakać. Weronika nie wracała dość długo. Był tak skupiony na niemowlaku, że nie zauważył, jak do wydawnictwa ktoś wszedł.
- Kim pan jest? - usłyszał oskarżycielski ton.
- Ciszej - powiedział odruchowo.
Nieznajoma ogromnie go wystraszyła, dziecko również było niespokojne.
- Jakie ciszej? - Poirytowany głos zdyszanej Amelii był coraz bliżej. - Kto powierzył ci opiekę nad Dominiką? Oddaj mi ją natychmiast!
Marcel uniósł głowę i zobaczył postać kobiety wyciągającej w jego stronę ręce. Nim cokolwiek powiedział, mała zaczęła płakać.
- Widzisz, co zrobiłaś?! Tylko ją wystraszyłaś! Nie oddam ci jej, dopóki się nie uspokoisz.
Jego stanowczy ton był zupełnym przeciwieństwem zachowania - cały czas lekko kołysał niemowlaka. Nieznajomi zmierzyli się nieprzychylnymi spojrzeniami. Jak na pierwszą rozmowę, bardzo szybko przeszli na ty.
- Co?! - Amelia aż się zagotowała. - Oddaj mi moją chrześnicę!
Awantura wisiała na włosku.
- Co tu się dzieje? - Do pomieszczenia wpadł zmartwiony Patryk, a zaraz za nim zapłakana Alicja, która od razu przejęła dziecko.
- Ta pani na mnie krzyczy i na dodatek chciała mi zabrać małą - poskarżył się.
Wystarczyło mu jednak kilka sekund, aby przyjrzeć się Amelii. Zbladł nieco. "Ale wtopa! To przecież jej bliźniaczka!" - uświadomił sobie. Przecież tyle słyszał o dziewczynie szefa.
- Kto w ogóle powierzył Dominikę temu facetowi? - Amela kręciła głową z dezaprobatą.
- Ja. - Wera wyłoniła się zza drzwi. - Musiałam podgrzać mleko - mówiła skruszona.
- Amela, uspokój się. - Patryk przysunął się bliżej ukochanej. - Marcel to nasz nowy pracownik, zaufana osoba. Jestem święcie przekonany, że nic by nie zrobił naszej księżniczce - tłumaczył spokojnie.
- Chyba że tak - fuknęła, obrzucając strapionego chłopaka nieprzychylnym spojrzeniem.
- Przepraszam - bąknął zażenowany Marcel. - Nie wiedziałem, kim ta pani jest - próbował się tłumaczyć.
- Spokojnie, Marcel, bardzo dobrze wywiązałeś się ze swojego zadania - smutny głos Ali sprawił, że emocje opadły.
Amela również wymruczała ciche przeprosiny. Młoda mama nakarmiła córkę. Pozostali próbowali ją zagadywać, niestety rozmowa się nie kleiła. Bliźniaczki razem pojechały na ulicę Parkową. Patryk postanowił poszukać przyjaciela. Dwoje młodych ludzi zostało w biurze, by ogarnąć najpilniejsze sprawy wydawnictwa.
- Niezły rollercoaster - rzucił Marcel, gdy zostali sami.
- Albo brazylijska telenowela - odpowiedziała Wera. - A wszystkiemu winna miłość - westchnęła.