W cieniu gry - Hubert Niedziałek

Kup ebooka

18.17 zł
15.08 zł (15,44 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

W cieniu gry

Nie jesteś tym, co cię ukształtowało. Jesteś tym, co wybrałeś odzyskac.

"To, co uznałeś za siebie, zostalo ci podane zanim zdazyles zapytac.

Ale zawsze możesz oddać to, co nie jest twoje.

I wrócić do tego, co ciche, prawdziwe, obecne.

Tam, gdzie nic nie trzeba. Bo wszystko już jest."

Dla tych, ktorzy maja odwage zatrzymać się i spojrzeć w siebie.

Bo największa podróż zaczyna się nie w świecie, lecz w wnętrzu.

~~ Hubert Niedziałek

Prolog

Nie wiadomo gdzie. Nie wiadomo kiedy.

Cisza była tak gęsta, że aż dźwięczała.

Nie była pusta. Była pełna.

Zawierała wszystko, co zostało przemilczane. Wszystko, co zostało przyjęte bez pytania. Wszystko, co stało się częścią człowieka, zanim nauczył się mówić "nie".

W tej ciszy rodzi się ruch.

Nie głośny. Nie dramatyczny.

Ledwie zauważalny - jak pierwszy oddech kogoś, kto właśnie zrozumiał, że przez całe życie wstrzymywał powietrze.

Tablica leżała nieruchomo.

Nie świeciła. Nie promieniowała. Nie mówiła.

Po prostu... była.

I to wystarczało.

Bo to nie ona miała coś objawić.

To ci, którzy na nią patrzyli, musieli być gotowi zobaczyć siebie.

Nie takich, jakimi ich nauczono.

Nie takich, jakich oczekiwano.

Tylko takich, jakimi byli zanim przyjęli cudze prawdy za własne.

Człowiek, który stanie naprzeciwko, musi zdecydować:

Czy naprawdę chce wiedzieć?

Bo prawda nie daje bezpieczeństwa.

Prawda nie daje gwarancji.

Prawda... odbiera wszystko, co nieprawdziwe.

I dopiero wtedy - zaczyna się droga.

Rozdział 1

Egipt, Giza, wykopaliska pod Sfinksem - 22:57, lokalny czas

Ethan Blake, kanadyjski archeolog w wieku czterdziestu dwóch lat, przykucnął przy podstawie Sfinksa. Ubrany w beżową koszulę z podwiniętymi rękawami, zakurzone spodnie khaki i zniszczone buty trekkingowe, wyglądał bardziej na poszukiwacza przygód niż akademika. W jego oczach - zmęczonych, ale czujnych - odbijały się reflektory oświetlające miejsce wykopalisk.

W powietrzu unosił się zapach gorącego piasku zmieszanego z olejem maszynowym. Pustynny wiatr przynosił aromat kurzu i suchego kamienia.

Ethan był tu po raz pierwszy, ale miał wrażenie, jakby znał to miejsce od zawsze. Jego ojciec, również archeolog, latami opowiadał mu o "czystym punkcie geograficznym" - miejscu, gdzie przeszłość wibruje w teraźniejszości. To miało być właśnie tutaj.

Światło reflektora przypadkowo ujawniło fragment kamienia. Początkowo wyglądał na niepozorny kawałek wapienia, zakurzony i zlewający się z otoczeniem. Ale gdy Ethan przetarł go dłonią, dostrzegł na powierzchni nieznane symbole. Nie były to ani hieroglify, ani pismo klinowe.

To był kod.

Nie matematyczny. Nie komputerowy.

Kod, który przemawiał do czegoś głębszego niż zmysły. Do intuicji.

Przyklęknął i wyciągnął notes, zaczynając szkicować strukturę wzorów. "To nie może być przypadek," pomyślał. "Ktoś zostawił to celowo."

Symbol w centralnej części przypominał spiralę wpisaną w sześciokąt - kształt znany z manuskryptów alchemicznych. Ethan widział kiedyś niemal identyczny rysunek w księdze ojca - niezidentyfikowanej kopii traktatu przypisywanego templariuszom.

Nagle poczuł delikatny dreszcz. Jakby kamień pod jego dłonią nie był martwym obiektem, lecz nosicielem pamięci. Rezonował z czymś głębokim. Pradawnym.

Gdzieś w tle usłyszał szybki, powtarzający się dźwięk. Rytmiczny stukot łopat śmigłowca. Zbliżał się.

Zanim zdążył powiedzieć coś Elenie, huk maszynowego wiatru rozdarł ciszę nad pustynią. Ziarna piasku zatańczyły w powietrzu. Suchy zapach metalu i paliwa uderzył go w nozdrza.

Ethan spojrzał w niebo.

Ktoś nadchodził.

Rozdział 13

Praga, loża pod kryptą - 22:26

Ukryte przejście prowadziło do niewielkiej, ale wyrafinowanej sali. W centrum - marmurowy stół w kształcie okręgu. Wokół niego dwanaście pustych foteli. Pod sufitem wisiał ciężki, metalowy żyrandol, który wyglądał jak odwrócona róża wiatrów.

Na stole leżał otwarty manuskrypt i klepsydra, w której przesypywał się czarny piasek. Nie był to zwykły przedmiot - miał wyryte liczby w alfabetach z różnych epok.

Elena przysiadła i zaczęła czytać zapisane strony.

- To kodeks - powiedziała po chwili. - Zasady działania bractwa. Ich etyka, cele, rytuały.

Ethan przeszedł wzrokiem po fotelach. Każdy miał swój symbol - astrologiczny znak, starożytną runę, złotą literę.

- Oni wciąż istnieją - powiedział cicho. - I wiedzą, że tu jesteśmy.

Po przejściu przez pieczęć dotarli do wąskiego korytarza prowadzącego do dawno opuszczonej części klasztoru. Stare cegły były wilgotne i popękane, a między fugami rosły wąskie pasma mchu. Powietrze gęste, stłumione, jakby sam czas zatrzymał tu oddech.

Wnętrze rozświetlało jedynie światło latarki. Ethan zatrzymał się przy okrągłym oknie, przez które wpadał słaby księżycowy blask. Z zewnątrz słychać było tylko cichy szelest liści i przypadkowy trzask drewna.

- To nie była zwykła biblioteka - powiedział. - To była komora inicjacyjna.

Wzdłuż ścian znajdowały się niskie regały, a na nich manuskrypty - niektóre oprawione w skórę, inne owinięte w płótno. Na środku sali stał kamienny pulpit, na którym spoczywała księga z wyrytym symbolem oka w trójkącie.

Na ścianie, ponad pulpitem, zauważyli inskrypcję wyrytą w łacinie:

Veritas non timet tempus.

Prawda nie boi się czasu.

Ethan poczuł, jak zimny dreszcz przeszedł mu po plecach.

- Jesteśmy coraz bliżej, Elena. Ale im głębiej schodzimy, tym bardziej coś mi mówi, że nie chodzi tylko o historię.

Elena spojrzała na niego poważnie.