W cieniu Boga - Stanisław Stasieczek

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Od autora

Kiedy w życiu spotykamy ludzi, których cenimy za ich ofiarność, nasuwają się czasem proste pytania. Jak dziękować drugiemu człowiekowi za jego dobroć? Ale też jak dziękować wyjątkowemu człowiekowi za jego wielkość? W tym konkretnym przypadku za dar nauki o Bogu, za dar zrozumienia Boga oraz za dar umacniania w wierze. Niewątpliwie należałoby po prostu powiedzieć "dziękuję" i to wystarczy. Dziś trudno ogarnąć taką "wielkość". Należy pamiętać, że ten konkretny człowiek, który stał się świętym, chciał nam coś powiedzieć, no i powiedział. Zostawił potężny ładunek wiary poprzez słowo mówione. Czy w naszych umysłach pozostały jakieś słowa z tamtego pontyfikatu, jakieś znaczące przesłanie? Czy potrafimy przypomnieć sobie, o co tak naprawdę chodziło Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II? Po kilkunastu latach pontyfikatu dla wielu ludzi ta postać przygasła, stała się obojętna. Kiedy umierał, nagle cały świat przypomniał sobie o Papieżu.

Całe jego życie i pontyfikat nakierowane były na rozumienie Boga. Karol Wojtyła pokorny wobec życia stanął na drodze, którą czasem przeciętnemu człowiekowi jest trudno zrozumieć. Nie buntował się, kiedy odchodzili bliscy, nie bił głową w mur, ale zachował wielki spokój i odwagę wobec ciężaru bólu i goryczy. Był człowiekiem o bogatym wnętrzu duchowym. To wszystko sprawiło, że kiedy stanął na czele Kościoła Powszechnego, został autentycznym pasterzem. Ukazał nam, jak naśladuje się Chrystusa i jak dźwiga się swój krzyż. Siebie samego głęboko wtopił w słowa Ewangelii: "Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce" oraz "Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz" [J 10, 11 i 16]. Krótko mówiąc, potrafił zjednywać ludzi. Dzisiaj można by rzec, że św. Jan Paweł II stał się Wielkim ponad miarę czasu. Wyrażam więc wdzięczność za troskę i umacnianie w wierze, za ukazywanie tej właściwej drogi - drogi ku wieczności.

Jego bogate życie, a zarazem jego "wielkość" stały się inspiracją do napisania niniejszego tomu wierszy. Starałem się ująć chronologicznie wydarzenia, które w mojej ocenie stanowią źródło poznania życia Karola Wojtyły, poprzez pryzmat wielu moich przemyśleń. Niech będzie to wyraz wdzięczności, a zarazem hołd, który składam w jego setną rocznicę urodzin. Dziękuję raz jeszcze za dar niezwykłego nauczania i głoszenia głębokiej wiary, za dar spojrzenia na życie poprzez misterium krzyża.

Przemyśl, 2.04.2020 r.

18 maja

W majowy dzień,

lecz to nie sen,

to czas nadziei,

co się z pokorą ściga

czasem, by dowieść,

że warto żyć.

I w takim czasie

rozkwieconym,

i w takim maju

rozmajonym,

gdy z ptakami

śpiewa świat -

przychodzisz ty...

Z tych górnych gwiazd

przychodzisz tu

i opromieniasz progu skraj,

by się radością napełnił dom.

A Anioł skrzydłem

uderza w dzwon...

I los twój

Bogu dziś powierza -

na chwałę niebios.

Sochaczew, 29.05.2008 r.

Chrzest

Gdy się czerwcowe niebo rozdzwoniło,

Pokryte z lekka dywanem obłoków

I sztyletami jaskółek potoków -

W sercach Wojtyłów radością zalśniło.

Słońce ostrogi przez okna gubiło

I rozjaśniało zakątki półmroków,

Aż się stopiło jasnością u boków

Chrzcielnicy, gdzie się Chrystusem znaczyło.

I jakaż radość serca wypełniała -

Wtedy, gdy Karol otrzymał to imię,

I jaka miłość w oczy zaglądała?...

To ta, co duszy kojenie dawała,

Aby do Boga zawrócić to plemię,

Co czasem dźwiga z niepokojem brzemię.

Sochaczew, 26.06.2008 r.

Tamten dzień

Wracasz pamięcią w te odległe czasy,

Wspomnieniem, które za gardło cię ściska,

I płomiennymi oczy spoglądasz na miejsce,

Gdzie się obmywa z grzechu każdą duszę.

I właśnie tutaj Bóg palcem wskazuje

Drogę do zbawienia, poprzez Sakrament Chrztu -

Dając ci łaski jak wielką jałmużnę,

Abyś je rozdał ubogim grzesznikom.

I kiedy wracasz do progów świątyni,

Gdzie cię obmyto na chwałę Chrystusa -

Widzisz rodziców łzawymi oczami

I te uśmiechy z albumu wydarte.

Marzysz, by Bóg was zjednoczył -

Lecz jeszcze wcześnie, za rano, za widno...

Niech radość życia budzi siewcę,

By tamtą miłość pomnożyć stokrotnie.

Sochaczew, 26.06.2008 r.

Loluś

Czyją to gwiazdą zostałeś na Ziemi -

Boga czy matki tulącej cię do snu?

I poprzez zazdrość dla świata zbawienia

Chciał cię pozyskać dla anielskich chórów.

A matka powie: "Zobaczycie - mój

Loluś będzie wielkim człowiekiem".

I ziarno słowa padło na rajską glebę;

Więc Bóg anioła posłał tam.

Tak oto anioł ukuł złoty płot,

By ziarno wrosło w gleby łono,

By się zrodziła taka dusza,

Co miłość w sercach rozpala na wieki.

Tak wielkość zawsze okupiona bólem

Wyrasta ponad wieczność świata;

I tak jak matka traci Chrystusa,

Tak syn traci matkę - by zostać Wielkim.

Każde cierpienie staje się chwałą,

Bo nic bez chwały nie trwa wiecznie...

Gdy Bóg zabiera - to cierpienie!

A gdy cierpienie - to twa wielkość.

Sochaczew, 26.06.2008 r.

Pierwsza Komunia Święta

Ten dzień, co chwyta za gardło

i płoszy nadzieję szczęśliwych dni -

staje się drogą do wieczności,

do bram, gdzie Chrystus czeka nas.

W ten dzień pierwszej Eucharystii

i ten czas, gdy prawie sam

szukasz miłości, ukojenia duszy -

myśl o matce krąży niczym ptak.

"Mój dzień, co bielą spływa

jak górskich rzek welony,

jeszcze się smutkiem odzywa

jak zagubione jagnię w rzece łąk.

Zobacz matko moja - oto ja,

ze mną Chrystus w bieli dnia,

co mnie przemienia w miłość do dna,

by radość nie gasła na zawsze".

Choć smutno bez niej przez strumień dni,

gdy brak uśmiechów i słów...

On stawał się nadzieją i odwagą

na lat nieznanych jeszcze dni.

Sochaczew, 28.08.2008 r.

Bez ciebie

Gdyby tu była twoja matka,

W ten dzień majowy - czasu bieli -

To twoja radość byłaby stokrotna,

Jak śpiew skowronka i jak śpiew anieli.

I przyszedł Chrystus w Eucharystii,

Stanął na brzegu nadziei i miłości

I rówieśników w chór zjednoczył -

W monolit dobra i jedności.

Być może obok ciebie stała,

W różach, konwaliach i jaśminach,

Dusza twej matki ukochanej,

Co ją nieznana przyjęła kraina.

I sen to nie był ani zmora,

Lecz ból, co sercem czasem włada

I wydobywa z głębi duszy

Tęsknotę za kimś, kto przepada.

Sochaczew, 3.09.2008 r.

***

Tu wszystko się zaczyna -

dzień i szkolny gwar.

Tu szkoła się zaczyna -

jej młodzieńczy czar.

Tu pewność się zaczyna -

studencki nowy czas.

Tu wielkość się zaczyna -

ciężka niczym głaz.

Tu rozpacz się zaczyna -

Kasandry rzewny płacz...

Tu teatr się zaczyna -

poetycki czas.

Tu nadzieja się zaczyna -

dzień niepodobny do dnia.

Tu kapłaństwo się zaczyna -

przez Boga rzucona skra.

Sochaczew, 3.09.2008 r.

Odeszły boiska

Odeszły gwarnych boisk grzbiety

i zieleń znikła w dzień jesieni.

Ucichły grania tamtych dni -

piłkarskich śmiechów i kopania.

I tylko wyobraźnia moja

każe mi widzieć w gwarny dzień

piłki skaczącej sinusoidy,

co nieraz rąbnie w mur kościoła.

Proboszcz przepędzał czasem ich -

te młode dusze, raju dar.

I znowu w bramce lub obronie,

na innym skwerze nowy gwar.

A gdy nauki przychodził czas,

potrafił znaleźć w słowach kres:

"Dość! Chodźmy się uczyć" -

tak jest co dzień.

Sochaczew, 4.09.2008 r.

Odejścia

Dziecinnych marzeń nieskończony rytm

Wyciska z oka diamentową łzę

Za tym, co ciepłe i umiłowane

I za tym szeptem do snu śpiewającym.

Odeszła nagle jak poranna rosa,

Co jeszcze świeżość ogrodom dawała.

I tak odeszła jak przetrącony anioł,

Gdy ze złamanym skrzydłem na dno ciszy spada.

A kiedy pamięć, opasana czasem,

Zabliźnia rany jak żołnierz po walce -

Przychodzi znowu wydarzenie nagłe

Jak błyskawica nocnym zakamarkiem.

Czemu tak wiele tracić trzeba

W ten czas młodości - nieskończonych marzeń?

Czy tak być musi i taka potrzeba

Ze śmiercią tańczyć w jednej parze?

Warszawa, 7.01.2009 r.

Ojciec twój

Twoja opoka zrodzona z modlitwy

I uświęcona poprzez klękań wiele.

Twoja opoka - twój ojciec jedyny,

Co się w milczącym poniewierał żalu.

Dawał ci wiarę milczeniem, pokorą,

Choć sam potracił więcej, niż trzeba.

Być może nie czas płakać

Ani szarpać Boga za małość,

Że nie odkrywa miłosierdzia swego

I żąda ofiar bez żadnej przyczyny...

A ty uczyłeś się od siebie wymagać

Milczeń, pokory i miłosierności...

I postanowień tak wielu,

Aby się spełnić w całym życiu.

Tak ten twój ojciec duchem szczery -

Poprzez modlitwy zjednoczenie -

Wskazując drogę, stał się gwiazdą

I testamentem niepisanym.

Warszawa, 7.01.2009 r.

Miasto dzieciństwa

Gdzie się Beskidy malują pasmami,

Tnąc horyzonty na tysiące pasów,

I srebrna Skawa płynąca wśród lasów -

Tam Wadowice pokryte barwami.

To słońce tańczy na domach i cieniach,

Mieszając złoto i zieleń pospołu.

Wiatr, co się schował podrywa od dołu

Wybladłe czasem latawców spojrzenia.

Miasto dzieciństwa - świadek pierwszych kroków

I słów z Norwida "pierwszych ukłonów",

I dom rodzinny, i kościół naprzeciw...

To wszystko skarby jak mowa proroków.

Tu Chrzest, Komunia i dni nagłych zgonów...

Tylko samotność nigdy nie odleci.

Warszawa, 8.01.2009 r.

Został brat

Matczyne serce zamarło na wieki,

Porwane nagle przez Anioła Stróża -

Jakby w ogrodzie przydeptana róża

Oddechem płatków zamknęła powieki.

Szczebiot jej ustał jak płochych jaskółek,

Co się wrześniowym sposobią odlotem -

By nagła pustka zniewoliła potem,

Niczym liść opadła w serca zaułek.

Ty, jak to pisklę, szukając pociechy,

W bracie znalazłeś miłosierdzia iskrę

Rozpalającą pochodnie nadziei...

Z nią drogą w góry wyrwany spod strzechy -

Ku wartkim potokom poprzez słońca skrę,

Gubiąc w nich resztki tęsknot z życia kniei.

Warszawa, 12.01.2009 r.

Promień i kropla

Miłował każdy dzień,

który rodził się z ptakami,

i zgiełk ulicy,

i spokój kościelnej nawy.

Dla ciebie promień i kropla życia

znaczyły tyle co miłość.

Promień - to znaczy słońce,

a z nim każdy dzień,

i znaczy jeszcze tysiące spojrzeń

i tych matczynych,

i napotkanych też.

I te w ogrodzie budzące kwiat,

i te, co płoną ociekającą świecą,

budząc Boga w modlitwy czas.

Kropla to dar pragnienia -

ostudza żar twych warg,

to jakby perła,

co w słońcu sobą lśni...

I kropla tak niewielka

rosy w poranne dni,

dająca trawom ich soczystość.

To także łyk ostatni

wina w Komunii czas,

to łza, co spada

na rozkaz bezsilności.

I tak dzień gonił z tobą -

promień za promieniem słał

i kroplę za kroplą

wysączał razem z tobą,

do ostatniego dnia - aż do dna.

Warszawa, 13.01.2009 r.

Droga

Wrześniowy dzień zbudzony pierwszym dzwonkiem

Zebrał ich w grono gimnazjalnej szkoły;

W tych latach chłopięcych, gdy byłeś wesoły,

A twoja dusza śpiewała skowronkiem.

Tylko ta postać księdza wikarego

Długo zwodziła do bram Chrystusowych;

To przez religię i dźwięk prostej mowy

Kościół przygarnął ministranta swego.

Tak owładnięty przez ducha pokory,

Gdy ksiądz Figlewicz wskazywał mu drogę -

Wpatrzył się w niebo, w te boskie przestwory.

A w piątej gimnazjum - Kraków wiosenny

I Triduum Sacrum - jako dar bezcenny...

Do końca w sercu nosił tamte wzory.

Warszawa, 13.01.2009 r.

***

Przywołane sprzed wieków

słowa - przecinają ciszę

jak nagły pisk puchacza

nocnego teatru.

Już Sofokles

otwiera drzwi

do wyobraźni

i Antygoną

wyzwala ducha teatru,

co by widownię

zaczarować w chochoły.

Tak, aby tańczyły

zamroczone słowem -

to raz Ismeny,

to znów Hajmona,

który słowami:

"O ukochana siostro ma Ismeno,

czy ty nie widzisz, że z klęsk

Edypowych żadnej na świecie

los nam nie oszczędza" -

wyzwala proroctwo...

Ten teatr trwa

w pamięci i pielgrzymkach.

I nie jest to zwykła gra -

to prawda, która nie przemija.

Warszawa, 13.01.2009 r.

Ulica 3 Maja

Pamięta gwar ulicy 3 Maja

I koszar 12 Pułku Piechoty,

I święta na rynku w czas słońca i słoty -

W dzień wyzwolenia i Konstytucji 3 Maja.

A po Mszy Świętej w defiladowym rytmie

Prowadzi grupę szkolną i jej sztandarem,

Z dumą swojej Legii i ulicznym gwarem -

W takt bębnów i trąbek - tak ta młodość kwitnie.

A orkiestra pułku Ziemi Wadowickiej

Była znakomita jak na owe czasy,

Gdy miasto z nią grało - wtórowały lasy,

Niosąc znanym górom klechdy poetyckie.

Przez wzgląd na dom Pana i za te radości -

Modlił się o dobro dla ciebie z miłości.

Warszawa, 14.01.2009 r.

Poprzez pory roku

Znają ciebie rozpalone w słońcu drogi

I przydrożne krzyże czasem próchniejące;

A góry przybrane w kamienne ostrogi

Trwały na modlitwie jak świątki stojące.

Wiosna w las wołała na wielkie polany,

Gdzie zapach poziomek mieszał się z zielenią...

A lato, gdzie zboża kołyszące łany

I rwane maliny błyszczące czerwienią.

Już jesień w ukłonach lato pożegnała -

Pajęczym welonem kartofliska zdobi...

Zapachem kartofli mgła powędrowała

I tak jak co roku zima się sposobi.

Więc chłoniesz zimnych płatków oddechy białe,

Zostawiasz tam ślady wstęg lśniących na śniegu

I poisz tym czasem oczy wygłodniałe,

I duszę przemieniasz w tym życiowym biegu.

Kochasz to wszystko, co Bóg w życiu uczynił -

Budzącą się wiosnę, jesień, zimę, lato...

I tego skowronka, co życie odmienił,

A także wędrówki z bratem oraz z tatą.

Warszawa, 14/15.01.2009 r.

Po maturze

Wiosno, co budzisz nadzieję każdego dnia

I przypinasz młodości białych skrzydeł wzlot -

Pozwól tejże radości, co każdy ją ma,

Unieść duszę wysoko jak gołębi lot.

Kasztanowy pejzaż w ten maturalny czas

Dopełnia się zapachem tureckiego bzu -

A wy brukiem ulicy do cukierni tu,

By uwolnić pragnienie, co się kryje w was.

Kremówkowa rozkosz miesza się ze śmiechem,

Aż ulica wtóruje terkotu echem.

Echże młodość wpisana w promienistą twarz,

Wyrzuć troski, płacze daleko za siebie;

I tak w kremówce zatapiasz wzrok i szukasz

Jakiejś myśli - jak swojej gwiazdy na niebie.

Warszawa, 19.01.2009 r.

Zadumanie

Moja żona kocha kwiaty -

storczyki, fiołki i tysiące innych...

I te zapatrzone w świat chabrowaty,

co się wtopiły w oblicze okna,

i te, co zielenią wzdychają,

unosząc kwiatowe ramiona.

Moja żona rozumie kwiaty

i te zielone, i te kwitnące,

co zapadają w sen liliowaty.

A kiedy słońcem tak ochoczo dnieją

i pochylają się, by łapać promienie -

to znaczy one tak się śmieją.

Gdy moja żona podlewa kwiaty

wpatrzona w duszę zieloności,

ja swoje myśli kieruję w zaświaty...

Tam, gdzie Bóg mleczem okrasił łąki

i lasom rozsiał milczące zawilce,

i w darze drzewom rozdał pąki.

Dziś moja dusza zadumana

poprzez zieleń kwiatów w oknie

płynie tęsknotą gdzieś porwana

do gór, do lasów, do tych ścieżek,

gdzie ślady gubił młody Karol -

gdzie Bóg Wojtyle sekret wyrzekł.

Warszawa, 19/20.01.2009 r.

Wspomnienia

Choć przemijają wszelkie krajobrazy -

Zdobione wiosną pełnej zieleni,

A latem słońcem grającym z cieniem

I kolorem jesiennej zadumy,

I lśniącym biegiem iskier śniegowej pierzyny -

To zawsze wraca jak przylot

Bociana, skowronka, jaskółki -

Pamięć do tego, co było

I gdzieś zostało daleko za nami.

A ty, jak różańcowe paciorki,

Przesuwasz w myślach dawniejsze obrazy.

Tylko tajemnic wiele,

Zbyt dużo jak na twoje lata.

Jedna to smutek - żal

Za bliskimi i żal za ich uśmiechem...

Druga to radość, co się

W miłości zatraca na wieki.

A trzecia nadzieja, co poprzez

Modlitwę zawraca do Boga.

Warszawa, 24.02.2009 r.

Czas wojny

Rozdarta Ziemia skarży się

zapachem prochu i morderczej krwi.

I woła świstem wrogich bomb,

i płonie ogniem nienawiści.

Tylko to niebo jest dziwne,

bo się uśmiecha słońca iskrą.

A nocą sieje tysiące gwiazd -

niezakłócone przez nikogo.

Czemu tak bezlitośnie i bezmyślnie

ktoś płoszy pokój twojej duszy

i zatrutą strzałą ciska

w serce rozkwitłe młodości zapałem?

I nikt nie słyszy twojej skargi,

co się układa jak modlitwa

w różaniec zgryzot, bezsilności -

i tylko słychać słowo "amen".

Rozbite szarże, wrzos przekwitły -

i gdzieś nadzieja w pąk zebrana

dojrzewa łzą w twym oku -

by zrodzić pokój z zatraconych dni.

Warszawa, 25.02.2009 r.

Kalwaria

U progu polskich Beskidów,

gdzie twoi dziadowie poznawali drogi,

stoi Sanktuarium Matki Bożej

i kaplica Golgoty - znak cierpienia.

Dlaczego mnie wołasz, Kalwario,

do tych nieznanych tajemnic,

do dróg krwią skropionych

i łzą z goryczy wylaną?

Ty w tamtych dróżkach

szukałeś pogubionych śladów

miłości i nadziei, i zrozumienia -

tego, co mało kto rozumie.

Kalwario nadziei i miłości, pomóż

tej duszy czerpać natchnienie

i trwać, jak Chrystus trwał,

w pokorze - choć było w nim cierpienie.

Gdy chodzisz krętą kamienistą dróżką

i drżącą wargą wydobywasz słowo,

co w tajemnicy męki i śmierci Chrystusa

zamknięte - to Bóg jest z tobą.

Warszawa, 26.02.2009 r.

U Matki Bożej

Rozmiłowany w matce Chrystusa,

W jej tajemniczym znaku miłości:

"Niech mi się stanie według słowa Twego".

I tak się wpatrzył w ten cud wierności.

Teraz codziennie u stóp poranka

I zachodniego słońca czasie

Przychodziłeś do Tej w Wadowicach,

Kiedy byłeś w gimnazjalnej klasie.

Być może wołałeś: "Matko Boża,

Matko Nieustającej Pomocy -

Dziękuję Ci za opiekę Twoją,

Za uśmiechy w dzień i gwiazdy w nocy".

A gdy tęsknota ogarnia serce,

Do bram matczynych przybywasz zaraz

I w maryjnych dróżkach topisz troski,

Szukając prawdy i miłości naraz.

Warszawa, 26.02.2009 r.

Zakrzówek

W smutny czas, gdy okowy zła

podeptały literackie marzenia,

A mury Jagiellonki umilkły -

słowa "Vivat Academia!" były bez znaczenia.

Tylko "wapiennik", ten na Zakrzówku,

rozdzierał ciszę na strzępy kamienne,

stając się ucieczką przed marnością życia

oraz szkoły zwykłej codzienności i pracy.

Wpatrzyłeś się w ten zwykły byt

robotniczego kiermaszu pośród brył

rozpadających się kamiennym potokiem,

konających u stóp ołtarza skały.

Kurz tańczył głuchą ciszą,

spadając na dno świata,

i tylko jakaś rozpacz przeleciała

jak nietoperza nagły lot.

To tylko krzywda zstępowała

od zabitego robotnika i trud jego,

A ty w przerażeniu serca i oczu

zobaczyłeś, jak śmierć zabiera odwagę.

Dni stawały się lekturą życia...

Budując wiarę i nadzieję jutra,

między skałami podwajałeś jej znaczenie,

sięgając do kart literackich.

Stawałeś się z dnia na dzień robotnikiem -

zwykłym, takim jak inni - za chleb.

I stawałeś się poetą, literatem

dla innych - za okazaną przyjaźń.

Warszawa, 3.03.2009 r.