W chaosie - Zbigniew Tokarski

Kup ebooka

2.02 zł
1.68 zł (1,72 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ucieczka i powrót...

Proste, chwila bólu, strachu

i odpocznę bez koszmarów.

- Bez powietrza płuca płoną,

ja nad ciałem się unoszę.

Ciemność lepka, napastliwa.

Nie ma ciszy i spokoju.

Czuję w czerni twarde dłonie,

rozrywają duszę moją,

żywym ogniem wewnątrz płonę.

Jeszcze gorzej niż pod słońcem.

W dole ciało, unoszone zimną tonią.

Póki mogę, je dogonię,

może starczy sił w ramionach.

Skra energii, pamięć słońca.

Jestem, czuję, serce bije,

ruch rękoma i do góry, nie chcę

więcej być w głębinie...

Coraz jaśniej, jeszcze moment

i zachłysnę się powietrzem.

Słońce, ciepło, różne dźwięki.

Na powierzchni patrzę w niebo,

słońce, chmury, w sercu myśli:

nie uciekniesz od natury.

Dokończ życie w bólu, znoju,

tam w ciemności wiesz, co czeka

- wieczna męka, ognia rzeka...

Pewność...

Selekcja, mogę, nie mogę, z tym tak,

z tamtym nigdy, niech idzie w świat.

O, przystojny, tamten mniej i obojętni,

ja wybrałam - reszta sami zbędni...

Pożar, płonie wszystko, ogień nieba sięga.

Ona jest spokojna, czeka, będzie kawaleria.

- Jeszcze tylko chwila, a wszyscy wybrani

uratują z ognia albo sczezną sami...

A dnia następnego krótka notka w prasie:

- Spłonął dom cały, ocaleli wszyscy prócz

dziewczyny, co została w środku właśnie...

Została w płomieniach, nie wybiegła z domu.

Młoda, piękna, zdrowa i nic nie zrobiła...

- Czyżby swej urodzie życie zawierzyła?

Niech czekają...

Rozczarowany rzeczywistością,

zniesmaczony - piękno jest banalne,

życie prostackie, brudne i irracjonalne.

Chcę się ubrudzić? No niekoniecznie...

Wyrzeknę się ciała... Zostanie dusza sama.

Ból zamknięty w słowach, w wersach wierszy,

wiersze w książkach. Odłożę na półkę,

niech lata czekają. Na oczy ciekawe,

otwarte serce. Emocje ożyją - czy mogę

marzyć o czymś więcej?!

Ludzie są źli...

Ludzie są źli...

- Przeważnie...

Wiedziałaś o tym!

Krzywdzą, zmieniają innym

życie w błoto.

Każda słabość, potknięcie

to ich śmiech, twoje łzy,

twój krzyk.

Bezlitosne, zimne oczy,

nie poddasz się, stłamszą,

same kłopoty.

Udajesz, że akceptujesz.

Innym, jak wszyscy,

w twarz plujesz.

Tracisz dobro, swojego ducha.

Dawną sobą jesteś w nocy,

nim sobie przypomnisz,

gdy otworzysz oczy...

Spotkasz zakochanego

w tobie, pokażesz mu duszę,

porzucisz pozę?

Może on też gra

swoją rolę?

- Dla niego bądź sobą,

uciekaj przed pozą...

Łowczyni

Prawda jest subiektywna, nie kłam,

nie oszukasz świata. Przed łowczynią

nie udawaj chwata. Gdy spotkasz ją,

mężczyzno, co z ciebie zostanie?

Niejeden się zadziwi, a ty będziesz myślał,

że jesteś szczęśliwy

- a ona zamruga oczami, łzy uroni,

westchnie, prawie mdleje i odda się

tobie, swojej ofierze. Chwycisz w ramiona,

a ona zemdlona. Który odmówi pomocy

słabej kobiecie... Wpadłeś w sidła!

Bez nadziei, już się nie podniesiesz,

będziesz służył "łowczyni", uległej kobiecie...

Magnetyzm

Twarz, magnetyzm oczu, wszystko

było mgnieniem, wstrząsem i pytaniem:

czy znalazłem, co szukałem? Bez wahania

obdarłem się z tajemnicy, pewien,

że ty też mnie zachwycisz...

*

- W snach przychodzisz idealna:

mądra, delikatna i powabna.

Choć cię tylko wymyśliłem

- czekam każdej nocy,

gdy oddaję się twojej mocy...

Uwierz, wszystko wraca

Empata jak dziecko jest bezbronny

przed zawiścią, ludzką podłością.

Czuje - wystarczą oczy, mowa ciała,

chłonie emocje, każdy coś opowiada...

Rodzimy się piękni, pełni dobrej mocy.

Gdzie ginie ciepło, dziecięce marzenia?

Z czasem frustracja, więcej złości, łez,

narasta w sercach irracjonalny gniew.

Zachłanność w szaleństwo życie zmienia.

Przychodzi czas - koniec, ogień i nicość...

Po stokroć wraca ból zadany innym,

cierpią, bo wiedzą, byli i są winni...

Umiejętność...

Nauczyłem się pięknego

tęsknienia.

Serce domaga się poczucia

bliskości,

szelestu ubrania, dźwięku kroków,

barwy głosu.

Tęskniąc, przywołuję z pamięci

roześmianą buzię,

zapamiętane słowa, zapach perfum...

Odrzucam nachalne obrazy

różnych sytuacji,

w których mogłabyś być...

Bo muszę pięknie tęsknić

- nie zazdrośnie...

Tajemnica

Nie wiem,

co los zamierza.

- Chaos,

nieskładne myśli,

giniesz w oddali.

Zniknęłaś,

dotyk bez czucia,

tylko oczami...

Bliskość to wymysł,

wyobraźnia,

natrętne obrazy

są kaźnią

za każdym razem...

Bliżej i dalej

- gmatwa się życie.

Możliwości

nie zawsze dobre

- losu porządki.

Tylko wiatr z echem

chichocze...

Nie kochaj anioła

dla fizycznej miłości.

On jest dla serca,

nie dla ust i ciała.

Obejmiesz go mocno,

gdy dusza uleci.

Będziesz jego

na zawsze, na wieki...

Depresja

Nadsłuchuję, czekam na te dziwne kroki.

Wiem, nadejdą, czy to w dzień, czy w nocy.

Zamykam swoje myśli, kulę ciało, mniej

mnie będzie widać, mniej będzie bolało.

Tulę się do ściany, może strach nie zauważy...

Tak cicho z kranu kapie woda... Tylko głosy

w głowie: poddaj się, poddaj, nie chowaj...

Tak cichutko leżę, prawie nie oddycham,

coś tu pełznie, nic nie widzę! Jest we mnie!

Poddaj się czerni nocy, wiesz, że znikąd

pomocy... Tylko kroczek, huczy w głowie:

- Skocz, zostaw to niepotrzebne ciało,

duchem ulecisz, nic nie będzie bolało...

Fobia miasta

Miasto najpiękniejsze jest o świcie:

Brzask światłem wypełnia nocną ciszę,

ulice czyste, latarnie jeszcze świecą.

Pustka, nie ma ludzi, którzy zawsze

gdzieś się śpieszą.

Ta chwila piękna - jest krótka

jak uderzenie serca.

- Nie, nie chcę! Już pełno samochodów!

- Wracam, nie wyjdę dziś z domu...

Echo oddechu...

Zachwycam się eterycznie, z dystansu,

powiewem wiatru, kroplami deszczu.

Odbitym w sercu echem oddechu.

Otaczam cię z myśli marzeń mgiełką,

energią dziką, prawie zwierzęcą.

- Nie odważę się wyciągnąć ręki,

poprawić ramiączka sukienki.

- Musnąć włosów lekko palcami,

wpić się w usta swoimi ustami.

Zachwytem maluję obrazy, marzę,

jeśli nie ja, może ty się odważysz...

- Powiew wiatru zmienić w dotknięcie.

- Echo oddechu w pocałunek.

Marzenia w prawdziwe szczęście...

Mgła...

Mgła rzednie.

Nadzieja, ujrzę brzeg,

może światła portu.

Ta cisza, taka lepka,

pełna niepokoju.

Nadzieja w sercu,

wytężam wzrok,

nadsłuchuję...

Nic, opar otula,

złudny spokój...

Wolę sztorm,

wiatr, zawieruchę.

Gdy widzę, walczę,

nawet beznadziejnie...

- Niby nic,

a dreszcz zimny,

pod wodą głazy ostre,

rozkruszą burty statku...

W syrenie wpadnę ręce

i oddam duszę.

Nie dopłynę,

nie zobaczę ciebie więcej...

Zginę!

Tunel...

Dźwięki wokół mnie, nie otwieram oczu,

bo po co. Rozmowy spokojne, profesjonalne,

uspokajam się, nic mnie już nie drażni...

Odpływam... Gdzie ten tunel świetlisty,

gdzie moje wspomnienia?... Nie, nic nie ma...

Osobowość... tracę słowa, stałem się myślą,

iskrą energii w czarnym chaosie... Tracę wolę,

nie wiem, co to wola? Jakie ma znaczenie,

czym byłem, jakie ze mnie było stworzenie...

Złudny spokój! Czai się coś niepojętego i wiem,

że nic w tym dobrego. Bezcielesne, pełne energii,

pochłania każdą iskrę ducha w tej dziwnej przestrzeni...

Nie chcę świecić, póki mam świadomość, zobaczy,

wyczuje i koniec, nie ma drogi, schronienia, innego

świata, tylko ja i skra nadziei. Wciąga mnie, wysysa!

Szum, czarne macki... - Budzimy się, już po operacji

i nie zapomnij nasikać do kaczki...

Ty i ja...

Zatrzymał się czas i zwolnił.

Tylko ja i ty, reszta to posągi.

Skradziona cząstka życia trwa

w pamięci i wspomnieniach.

Otwieram oczy, czas wraca

i wszystko się zmienia. Koniec,

patrzysz w inną stronę i nic

nie pamiętasz. Tylko ja i ty,

sam na sam, jedyni na świecie.

Ty i ja przy wymyślonej kobiecie...

Cykl...

Cisza, zapach mgły, ciepła zmrożonego

pasmami białymi. To zapowiedź zimy.

Północny oddech rumaka wietrznego,

do karocy zimy na wieki zaprzęgniętego.

W kilka nocy przybędzie razem ze swą

Panią, brudny świat okryje powłoką białą.

Uśpi to, co rosło, a teraz już przekwitło. Po

jesiennych deszczach ciepło z ziemi znikło.

Długie noce, mróz, dni bez słońca blasku, co

nieprzykryte, nieschowane jest w potrzasku.

Okryte śniegiem w ciszy śpi, spokojnie czeka.

A delikatna wiosna uchyli ciepłu wieka,

zimową zrzuci szatę, szepnie słońcu, lśnij,

uśpioną ziemię dotknie i powie - żyj...

Deszcz...

Pogoda, jako aura, ma humory kobiece.

Zimnej i deszczowej nikomu nie polecę.

Gdy się uśmiecha słońcem, obłokami,

Wypełnia mi myśli różnymi marzeniami.

Dziwnie to zabrzmi, a wolę tę deszczową.

Dla mnie jest ciekawsza niż słoneczną porą.

Potrafi zaskoczyć, wiatrem w oczy zawiać,

I trzyma w napięciu, trzeba wciąż uważać...

Lubię wiatr, szarugę, lubię niepogodę,

Mogę spacerować, nikt nie wchodzi w drogę.

Wiatr chichocze, żyjesz z deszczem w zgodzie.

Zawsze spaceruję przy mokrej pogodzie.

Inni przebiegają w pośpiechu i trwodze,

A ja deszcz kocham i zmoknąć się nie boję...

Utopiec...

Nie wierzyłem w zabobon i dziwne słowa:

"Nie patrz do studni, gdy księżyca nowia".

Zamyślony, w noc bezsenną nieopatrznie

skierowałem w nią spojrzenie właśnie...

Srebrna tafla, blask księżyca i dziwne odbicie

tworzy postać, ja jestem w zachwycie...

Pochylony, chcę wzrokiem sięgnąć dołu,

widzę piękne dziewczę, nagie mimo chłodu...

Wyciąga ramiona, odsłaniając piersi, patrzy w oczy

i słyszę wyraźnie - mój luby, mój luby, pomocy!

Nachylam się mocniej, by uchwycić ręce...

Koniec, ciemność, nie pamiętam nic więcej...

Nie wiem tylko, czemu teraz, mimo chłodu,

siedzę nagi w studni, w księżycowym nowiu...

Rozpacz...

Krzyk porywa wiatr. Echo,

nieś moje wołanie w świat.

Duszo, leć w zaświaty,

powiedz, mam dla niej kwiaty.

- Powiedz: świat stracił barwy,

kolor, dźwięki, słońce - blask,

żyję w mroku, odkąd nie ma nas...

- Wołam: wróć, wróć na chwilę,

oddaj, losie, mi dziewczynę!

Oddaj oczu blask, uśmiech,

kochane dłonie albo, albo

zabierz mnie już do niej...

Póki mogę...

Witaj, kochana...

Jestem w twoim śnie,

będę do rana. Opowiadaj:

kogo poznałaś?

Smutek, dostrzegam łzy

- ty płakałaś... Ostrzegałem,

trudno dać serce,

liczyć na więcej. Zranił cię?

Zostałaś sama... Nie dbaj o to,

zostanę z tobą.

Będzie nowy dzień.

Zapomnisz o smutkach,

tylko nie bądź taka ufna.

Pokochasz i będziesz kochana.

- I wtedy nie będę już

z tobą do rana...

Senny koszmar

Śnię, to niemożliwe, byś obok leżała!

Taka przytulona jesteś, moja cała...

Patrzysz w oczy i całujesz w usta,

nagość twą okrywa muślinowa chusta.

Czuję twoje ciepło, zapach, zręczne dłonie,

serce mi łomoce jak w galopie konie...

Chcę cię mocno chwycić, jak młodziutkie źrebię,

patrzę, LUSTRO, w nim nie widzę SIEBIE!

Jakiś obcy facet, nie powiem, przystojny,

ty w jego ramionach, to widok upiorny...

Budzę się z okrzykiem, co za koszmar straszny!

I słyszę z oddali jakiś głos rubaszny...

"Nie śnij ty tak mocno o pięknej dziewczynie,

lepiej swe marzenia utop w mocnym winie".

Kochać...

Nie można przestać kochać

- jeśli naprawdę kochałeś

nie można myśleć że koniec

i wszystko przegrałeś

nie można słów wymazać

bo masz je w sercu

nie można niszczyć jej życia

bo jest w innym miejscu

nie można czasu wrócić

gdy byliście we dwoje

można ją kochać dalej choć

serce jej nie jest już twoje

Blisko i daleko...

Jesteś blisko, za blisko dla marzeń,

a za daleko dla oczu.

Nieosiągalna, nie do zdobycia,

o ironio, niczym wiedza

na końcu życia...

Odrzucam,

odrzucam rzeczywistości,

odwracam się od niej.

Oddaję się pragnieniu,

stworzonemu kłamstwem

- uosobieniu...

I żyję w różnych światach,

pogubiłem w nich siebie...

Stworzonym i tym prawdziwym,

tuż obok ciebie...

Tango...

Nie odtrącaj mnie, kochany, płonę cała

pożądaniem... Bij mnie, nakrzycz, sponiewieraj,

póki czuję twe ramiona, ja wytrzymam,

jestem twoja. Odepchnąłeś - dłonie ranią...

Ja wybaczam, u stóp leżę, bij, wytrzymam,

kocham ciebie... Jestem twoją - żyję tylko

namiętnością. Będę cieniem i oddechem,

tuż za tobą, nie zostawiaj! Weź mnie z sobą...

- Czuję ogień, ty pożądasz mnie, kochany.

Wiem, że pewnie znów mną wzgardzisz...

Możesz bić i poniewierać, ja wybaczę...

Nie wybaczę tylko zdrady, zimnych oczu.

Za pogardę i złe serce wszystko stracisz.

Gdy porzucisz, za tą inną krwią zapłacisz...

Fatalizm...

Deszczowe krople z szarego nieba

uderzają rytmicznie w parapet okna.

Jest ciemno, a wczesna godzina,

nie widać ulicy, nie widać chodnika...

Płoną latarnie, przebudzone

za wcześnie nie świecą wspaniale.

Ledwo żarzącą widać w nich duszę.

Wieje, szaleństwo żywiołu na niebie.

*

I cisza, ciemno, już nie pada, słyszę bicie

serca, swojego i obok za ścianą sąsiada...

Gasną latarnie przebudzone deszczem.

Wiatr odgania chmury, widać słońce wreszcie.

- Wszystko się zmienia i zawsze coś się dzieje...

- Bez względu na mnie, bez względu na ciebie...

Wybór

Swoje serce ubrałem w twoje

ciało. Dałem myśli swoją duszę.

- A wybrałaś drzwi samochodu,

błyszczącą karoserię w kolorze

pasującym do twoich oczu...

- Myśli zostały, serce i dusza

powróciły. Nie dziw się, że nie

jestem już dla ciebie miły.

- Byłoby to chyba dziwne...

Czarny Anioł

Aniele, pogubiłeś białe pióra i straciłeś swą łagodność.

Coraz trudniej mi uwierzyć, że tak mogłeś się odmienić.

Słowa twoje były we mnie: - Dąż do celu, idź do przodu,

bądź bezwzględny! I goniłem za słowami, marzeniami...

W blasku słońca ją widziałem, w chmurach, w deszczu,

w niepewności i czekaniu, i cholernym swym cierpieniu.

Nic mi nigdy nie szczędziłeś, bólem, mą zgryzotą żyłeś...

Jesteś - świetlistym żywiołem? Wątpię, bo co z duszą!

Tu, na dole, wołam: czy jestem zabawką? Z czyjej to

jest woli... Szeptałeś: miłość, kochanie, szczerość,

zrozumienie - reszty nie wymienię... Co mi pozostało?

Nieprzespane noce i wiatr, który ze mnie chichocze.

Echo niesie słowa... Głupcze - ona nie jest i nie była twoja!

I powiedz, Aniele, czy to twoja wola? Bo przecież nie moja...

Dogonić króliczka...

O ironio! Senne spełniłem marzenie...

- Być blisko, tańcząc w rytmie szalonym.

...o niej uległej i we mnie wtulonej.

Po tańcu pustka i moje zdumienie...

Z innym się tuli, w niego wpatrzona,

widzę jej gesty, śmiech, słyszę i słowa...

Zniknąłem, cieniem, powietrzem się stałem,

marzyłem, śniłem, miało być tak wspaniale...

Ścisk serca, wściekłość, tak rozczarowany...

Patrzę, tańczy z każdym - na zawołanie...

- Nie lśni już dla mnie w kolorach tęczy.

Tak przewidywalna, tylko ciałem nęci...

- Wstanie rano - czy pamięta moje słowa?

Niech zapomni! Wcale nie jest wyjątkowa!

Świat...

- Rzeczywistość, prawdziwy świat... nie,

nie chcę tu nikogo znać. Rozmywa się

kształt, to nie ludzie, to dym! Myślałem

- znam, że poznaje miejsca, a się łudzę...

Złudzenie, słońce na mrozie tak nie grzeje,

serca zimne, oczy twarde, bezwzględne.

Wilk bez stada, będę sam, odejdę. Nie każdy

krzak daje cień, nie w każdej studni jest woda...

Tak tęsknię do sennego świata, serce woła,

szczerości, prawdy, miłości - uczuć nie ma.

Świat przepełnia kłamstwo, fałszywe słowo...

- Prorok tak piękny, tylko myśli ma zimne.

Głosem śpiewnym porywa serca, mami tłumy,

śmierć ludzkie ciała zmieni - w pyłu chmury...

Halloween?

Czemu to pamiętam - już się pogubiłem.

- Mgłę zimną lepką, migające cienie,

obce głosy i mroczne wspomnienie...

- Krok i spadam, nie wiem, co się stało. Nic

nie widzę, zdrętwiałem, to nie moje ciało!

Słuch mi się wyostrzył i te dziwne dźwięki.

Coś się skrada do mnie, słyszę blisko ręki...

Z trwogi nie oddycham, jak mam się obronić,

został tylko umysł i słuch wyostrzony...

- Nie, o zgrozo, odzyskuję w ciele czucie!

Coś tak oślizgłego pełznie po mym bucie...

Już jest przy kolanie, śluzem znaczy drogę...

Nie mogę się ruszyć, nikt mi nie pomoże.

Syczy, mlaska, sunie coraz bliżej twarzy,

co za chwilę będzie, myśleć się nie ważę...

Czy mi krew wypije, czy tylko udusi...

Nie, nie zdąży, panika mnie zadusi...

i robi się jasno, widzę wierne oczy, pies

mnie budzi, liżąc - wstawaj, do roboty...

Wartość...

Lepko, prawie nie czuję ciała,

oddycham, woda mnie ukołysała.

Inni widzą to samo niebo,

popijając whisky. Staram się nie pić,

woda morska szkodzi...

Coś płynie! Nadzieja, tak blisko,

ktoś patrzy na mnie. Wyciągam ręce,

mogę prawie dotknąć burty, prawie...

Mijają mnie, jestem dla nich

bez wartości...

Dla jutra jestem przeszłością.

Zostało mi trochę dziś...

O, jest ktoś, dla kogo jestem cenny!

Zimne, fosforyzujące oczy

i cień pode mną...

To dobry dzień dla niego.

- Naje się do syta...