W blasku obojętnych gwiazd - Maciej Dynieski

Kup ebooka

22.00 zł
17.60 zł (13,20 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Listopadowe słońce leniwie wstawało, budząc powoli cały świat do życia. Było chyba niewyspane, bo jakby niezadowolone, że znów musi to robić, niechętnie i niemrawo przebijało się przez poranne, deszczowe chmury. Jeden z promieni przedarł się w końcu przez wszystkie warstwy i oświetlił parkujący samochód.

Pracownik prywatnej firmy pocztowej "PostIt" zgasił silnik służbowego dostawczaka i wyskoczył na zewnątrz. Wprost w kałużę.

"Co za zadupie" - przemknęło mu przez myśl, gdy otrzepywał buty i wyjmował z torby kopertę. "Że też ktoś tu mieszka!"

Śpiesznie przeczytał adres i ruszył w kierunku jednego z czterech bloków tego, znajdującego się o kilka kilometrów od skraju aglomeracji, miniosiedla. Budynki były dość stare, pewnie co najmniej pięćdziesięcioletnie, i było to po nich widać. Zwłaszcza jeden z nich prezentował się tragicznie, z wymalowanym wielkim graffiti prezentującym pokraczny napis "Nie ufaj ekranom" oraz z powybijanymi i pozabijanymi deskami oknami, co wskazywało na ewidentny pustostan.

"Zapomniany, tak jak i całe to wypiździajewo" - w głowie listonosza znów zagościła króciutka myśl. "Ale mi się początek zmiany trafił. Byle tylko pozbyć się tego listu i wrócić do cywilizacji".

Korespondencja była adresowana do mieszkańca najwyższego z bloków. Drzwi do budynku nie były domknięte, więc nie trzeba było się dobijać przez domofon i uniżenie prosić o łaskawe wpuszczenie pracownika poczty. Wewnątrz brzęczała jarzeniówka oświetlająca przeciętną, utrzymaną w nawet nie najgorszym stanie klatkę schodową, w której po schodach niespiesznie schodził starszy pan ciągnięty przez kundelka.

- Dzień dobry, młody człowieku! - ucieszył się mieszkaniec na widok listonosza. - Masz może coś pod czternastkę?

- Nie. Tylko jeden list do pana Piotra Nateckiego.

- Oj, to ósme piętro, a winda nie działa - tłumaczył staruszek, próbując wyciągnąć za drzwi warczące na niespodziewanego przybysza zwierzę. - No cóż, miłej wspinaczki - mruknął i zniknął w drzwiach wyjściowych. Przez chwilę słychać jeszcze było poszczekiwanie psa.

- Dostarczyć do rąk własnych! - przeczytał na głos listonosz pogrubiony napis na kopercie. Westchnął i w tym momencie zauważył ponumerowane od jeden do czterdziestu skrzynki pocztowe, wiszące na parterze, tuż obok drzwi do niedziałającej windy.