VII. Wojna o przyszłość. Tom 2 - Krzysztof Baszczyj

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział czwarty

Powody

"...Czym tak właściwie jesteśmy? Niezwykłym zbiorem cech, wspomnień, przemyśleń, odczuć, samoświadomości i czegoś znacznie ponad to, czego dziś nie jesteśmy w stanie zdefiniować i określić, lecz co bez wątpienia jest również nami"

Tea, myślicielka

Łukasz Lewiatan siedział w swoim fotelu i wpatrywał się w okno. Ostatnio spędzał tak większość czasu. Ostatnio również niewiele jadł i spał, co znacząco odbiło się na jego wyglądzie. Wciąż powtarzał jedno zdanie w myślach: "Nie tak miało się to skończyć, dlaczego byłem tak głupi?". Możecie natychmiast uznać Łukasza za bezlitosnego mordercę, który zabił swojego ojca dla władzy, po czym brata ze strachu przed konsekwencjami. Możecie również wysłuchać mojej relacji o tym, co tak naprawdę działo się przez ostatnie lata w zamku Śmierć Lewiatana.

Tytos Lewiatan zawsze świetnie traktował swojego najstarszego syna, Łukasz natomiast zawsze go kochał, nawet w momencie, gdy zlecił jego zabicie. Choć chwilami ojciec był dla niego dość surowy, a niekiedy w gniewie niesłusznie traktował go źle, Łukasz bez wątpienia od zawsze był jego oczkiem w głowie. Ich relacje były dość pozytywne, choć wydaje się to być sprzeczne z tym, co później się stało. Klucz do problemów rodziny Lewiatanów tkwił w relacji Tytosa z jego żoną, która to nigdy nie układała się dobrze. Zadajecie sobie pytanie, jak taka cicha i spokojna osóbka jak Maria mogłaby mieć z kimkolwiek złe relacje? Ciężar winy leży tutaj po stronie Tytosa, gdyż dał on się pochłonąć w całości uzależnieniu. Choć był on w stanie funkcjonować, po wielu latach narastania uzależnienia do niewyobrażalnych rozmiarów nie był on w stanie funkcjonować bez alkoholu. Po latach musiał on upić choć łyk wina każdego ranka. Był on stale pod wpływem procentów, o czym rzecz jasna wszyscy wiedzieli, lecz zwyczajnie ignorowali to. Przez uzależnienie Tytos nie był w stanie stworzyć zdrowej relacji małżeńskiej, niezależnie od charakteru swojej partnerki.

W początkowych latach jego relację z Marią można by nazwać bardzo pozytywną. Niestety podczas życia Tytosa, gdy uzależnienie poczęło dominować jego osobę, stawał się on coraz bardziej toksyczny i władczy wobec Marii, z czasem natomiast po prostu okrutny. Wszyscy w zamku to widzieli, lecz nikt z tym nic nie zrobił, ponieważ każdy bał się lorda Śmierci Lewiatana. Nikt nie zamierzał z nim zadzierać. W tym jego dwaj synowie. Ich bierność pozwoliła rozrosnąć się okrucieństwu wobec Marii do niewyobrażalnych rozmiarów. Oczywiście kobieta próbowała się bronić, jednakże była skrajnie pokornym i spokojnym typem charakteru, przez co nie mogła przeciwstawić się samotnie okrucieństwu wiecznie pijanego Tytosa. Z czasem Tytos zaczął bić Marię. Z początku były to sporadyczne chwile podczas wielkiego gniewu, po których miał wyrzuty sumienia, z czasem stawały się coraz częstsze i w oczach Tytosa normalniejsze. Po latach ubzdurał on sobie, iż Maria jest mu tak podległa przez fakt, iż ciągle go zdradza i czuję sie winna. Uznał zatem, iż czyni słusznie, terroryzując ją każdego dnia i bijąc. Synowie Marii przez długi czas wierzyli, że wciąż i wciąż ich matka spada ze schodów lub uderza się o coś, przez co ma siniaki. Od początku podejrzewali swojego ojca, ponieważ wiedzieli, iż jest on zdolny do takiego okrucieństwa wobec swojej żony, ale okłamywali się, ponieważ było to dla nich łatwiejsze. Po latach nawet dla nich niewątpliwym stało się, że ich ojciec brutalnie bije ich matkę. Byli oni już dorośli, więc mieli siłę, aby przeciwstawić się ojcu, lecz lata bardzo surowego wychowania zrobiły swoje, po prostu się go bali.

Tytos od zawsze był uparty i nerwowy, a w gniewie był szalenie niebezpieczny. Przez to jego synowie na samą myśl konfrontacji z nim byli przerażeni. Nie mieli również możliwości zwrócić się do jakichkolwiek organów prawa, ponieważ to Tytos stanowił prawo w Śmierci Lewiatana. Z początku zadręczali się oni świadomością tego, co ich ojciec robi Marii, jednakże z czasem nauczyli się to ignorować. Dokładnie tak to wyglądało - wszyscy w zamku wewnętrznym wiedzieli, że Tytos bije Marię i nikt nic z tym nie zrobił, bojąc się o siebie, bojąc się zemsty lorda.

Jednego wieczoru, gdy Łukasz znalazł swoją matkę pobitą do nieprzytomności, postanowił, że musi zabić Tytosa. Latami narastała w nim nienawiść do niego spowodowana tym, co robi jego matce. Przez lata dusił on ją w sobie, toteż narosła ona do niewyobrażalnych rozmiarów. W tamtym momencie nadal kochał on swojego ojca, lecz jednocześnie nienawidził go. Uznał, że nie ma on innego wyjścia, jak go zabić. Choć początkowo przerażała go ta myśl, stwierdził, że zwykłe poruszenie sprawy nie wystarczy, ponieważ w Śmierci Lewiatana nikt nie miał kontroli nad Tytosem, nikt nie miał takiej władzy, aby go powstrzymać.

Wtedy to Tytos po raz pierwszy upokorzył publicznie Ramzesa. W tej sytuacji Łukasz natychmiast dostrzegł w nim sojusznika. Łukasz zaryzykował swoje życie, udając się do Ramzesa i proponując mu zabicie swojego ojca. Przysłowie mówiące, iż jedynie martwi obrażają magów, sprawdziło się. Ramzes się zgodził, zaoferował wynajęcie zabójcy z tajnej organizacji zwanej gildią zabójców. Choć zabójca strasznie zwlekał z zabiciem Tytosa, plan się powiódł. Łukasz miał wyrzuty sumienia spowodowane tym, co zrobił, lecz nawet po wszystkim uważał, że było to konieczne.

Nie przewidział jednego, mianowicie że Leo zacznie drążyć temat śmierci Tytosa. Właśnie to spowodowało bezsenność Łukasza i potężne wyrzuty, które dziś miał. Wciąż zadawał sobie pytanie, czy gdyby po prostu powiedział Leo, że zabił Tytosa, aby ratować ich matkę, czy ten by to zaakceptował? To pytanie wciąż wracało, tak jak wracała masa nieprzyjemnych myśli. Myśli mówiących, że zabił Leo, ponieważ bał się, iż ten dojdzie do prawdy, ponieważ bał się o swój tyłek. Zabił swojego brata, ponieważ bał się powiedzieć mu prawdę i zobaczyć, co ten postanowi z tym zrobić.

Teraz gdy patrzył w lusterko, widział w nim tchórza i mordercę. Świadomość tego, co uczynił, wyniszczała go niewiarygodnie. Nie mógł funkcjonować jak dawniej, żyjąc ze świadomością tego, co uczynił. Nie chodziło tutaj o zabicie Tytosa, gdyż nadal był tego samego zdania co przed jego zabójstwem. Był zdania, iż było to konieczne. Chodziło o zabicie Leo. Teraz faktyczną władzę w Śmierci Lewiatana sprawował Ramzes. Łukasz nie był w stanie wykonywać swoich obowiązków.

Ostatnio wiele zastanawiał się nad tym, jak dziwna jest jego sytuacja. Rozmyślał, w jak dziwacznej sytuacji postawiło go popełnienie zbrodni, którą uważał za słuszną. Wplotło go to w ciąg wydarzeń zmierzający do kolejnej zbrodni lub do poniesienia kary. Dopiero teraz uświadomił sobie, jak niewiele wiedział o tym, co może się wydarzyć po zabiciu ojca. Zrozumiał, po jak kruchym lodzie stąpał. "Czy gdyby matka się dowiedziała, ją też bym zabił? Przecież pierwotnie to dla niej to zrobiłem". Było to prawdą, Łukasz nie miał na celu zyskać cokolwiek poza uwolnieniem matki od potwora, szlachetne pobudki dla okrutnego czynu. Mimo szlachetności tych pobudek czyn ten wciągnął Łukasza w ciąg wydarzeń prowadzący do tej chwili. Do chwili, w której stał się jedynie cieniem samego siebie, do sytuacji, w której dzień w dzień zadręczał on samego siebie i nie był w stanie żyć z własnymi czynami. To prawda, może gdyby nie zabił Leo, a wyjawił mu całą prawdę, skończyło by się to inaczej. Może gdyby nie zabił ojca, ten zmieniłby się i przestał katować jego matkę, a może w końcu skatowałby ją na śmierć? Może powinien on ujawnić czyn Tytosa, dzięki czemu wszyscy by się zjednoczyli przeciw niemu i go uwięzili? Może tak by się stało, a może nikt by nic nie zrobił i to Łukasz by został uwięziony, bo przecież to Tytos sprawował władzę w Śmierci Lewiatana. Może Łukasz powinien zabić Tytosa, po czym przyznać się do tego i pogodzić z karą? Najprawdopodobniej przyznano by mu rację, iż Tytos był okrutnikiem, tak traktując żonę, po czym zostałby skazany na śmierć za zabicie ojca. A może zostałby ogłoszony bohaterem i wybawcą swojej matki?

Siedząc tak dniami i nocami, rozważał wszystkie opcje, jednakże na to było już za późno, już stało się, co się stało, i nie było od tego odwrotu. Choćby teraz rozważał latami i doszedł do prawdy, to nie zmieni niczego, co uczynił, nie zmieni to niczego, co już się stało. Nie zmieni to faktu, że już do końca życia będzie musiał żyć ze świadomością, że zabił ojca i brata. Brata, który był całkowicie niewinny, który nie popełnił żadnej zbrodni. Zabił go, ponieważ był tchórzem, który bał się kary. Zabił go, ponieważ zamiast zaryzykować, że brat go zrozumie lub nie i pozbawi go życia, wolał jemu odebrać życie. Właśnie to uczynił i nie było od tego odwrotu. Choć był w stanie zatuszować te morderstwa przed innymi ludźmi, nie był w stanie sprawić, że ujdzie mu to całkiem na sucho. Nie był w stanie wyprzeć się swojej moralności i pozbyć wyrzutów sumienia. Był to sędzia nie do oszukania, który również zamyka w więzieniu lub nawet pozbawia życia. Sędzia bez ciała, którego nie da się oszukać. Sędzia, który jest częścią ciebie, który jest z tobą dzień i noc. Sędzia, który obserwuje każdy twój czyn.

Właśnie dlatego dochodzę do jednego prostego wniosku. Nic nigdy nikomu nie uchodzi na sucho. Nasze czyny żyją w nas. Dla czynów przeszłość jest w pewnym sensie nadal teraźniejszością, tak samo przyszłość. Dziś popełniany czyn będzie żył w tobie jutro i kto wie, jak długo jeszcze. Będzie on żył w twoich wspomnieniach, w twojej świadomości samego siebie i w obrazie własnego ciebie. Będzie on składową tego, co widzisz, kiedy patrzysz w lusterko. Dlatego warto jest być rozważnym podczas podejmowania decyzji. Łukasz nie był i właśnie dlatego siedział dokładnie tam, gdzie siedział, i robił dokładnie to, co robił. Właśnie dlatego nie był już w stanie żyć ze samym sobą.

Do jego komnaty bezpardonowo wszedł Ramzes, za nim pojawiło się w środku kilku strażników. Mag nawet nie zwrócił się do Łukasza, powiedział tylko do strażników: "Brać go". Wyprowadzili go na dwór, gdzie czekała już arystokracja Śmierci Lewiatana, jego matka, dwa pieńki i kat. Łukasz nie mógł uwierzyć, czuł się teraz, jakby to był sen. Dokładnie tak czuł się Leo, gdy go skazywano. Nie bronił się, nie powiedział nic. Ramzes również milczał, jedynie skinął głową katowi, który wiedział, co ma robić. Tylko szum liści z pobliskiego drzewa nadawał tej scenie jakikolwiek dźwięk. Kat dwoma szybkimi cięciami pozbawił głów ostatnich z rodu Lewiatanów. W ostatniej chwili życia Łukasz myślał o tym, jak bardzo paradoksalnie to się skończyło. Zaczął to wszystko, aby ocalić matkę przed ojcem, ostatecznie doprowadziło to do skazania jego matki na śmierć.

Ramzes przez nieudolność Łukasza sprawował realną władzę w Śmierci Lewiatana. Już od dłuższego czasu porozumiewał się on z pozostałymi lordami Królestwa Ludzi. Po śmierci króla lordowie z Zielonego Zamku i Diamentowego Grodu postanowili współpracować, aby obalić władzę cieni. Tempestas przed śmiercią zdołał wysłać magiczną wiadomość do wszystkich pozostałych magów, w której ukazał on, kim są istoty rządzące w Królestwie Ludzi. Magowie na własną rękę sprawdzili to twierdzenie i okazało się być ono prawdą. Natychmiast postanowili działać - poinformowali wszystkich lordów w królestwie, postanowili się zjednoczyć i wybudować sobie siedzibę. Idealnym miejscem do tego był zamek Śmierć Lewiatana, w którym władzę sprawował jeden z magów. Ramzes idealnie zdawał sobie z tego sprawę, lecz wiedział również, że musi się pozbyć rodu Lewiatanów, aby magowie mogli zdobyć władzę w zamku na stałe. W tym samym czasie wszyscy lordowie prócz lordów z Haraki i Zamku Cienia postanowili współpracować, aby zniszczyć cienie. Lord Krwawego Fortu, Robar, postawił natomiast warunek: za swoje zbrodnie ród Lewiatanów musi zostać wybity co do jednego. Ramzes oczywiście natychmiast poparł tę decyzję, inni lordowie, okazało się, nie mieli również nic przeciwko. Każdy zdawał sobie sprawę, że Łukasz zabił Roberta niesłusznie. Do tego obecnie nikt spośród Lewiatanów nie był w stanie realnie sprawować władzy, co w obliczu nieuniknionej, zbliżającej się wojny domowej było strasznie niepożądane. Ramzes przedstawił przed arystokracją Śmierci Lewiatana dowody na to, że Łukasz i Maria współpracowali z Leonem, aby zabić Tytosa. Do tego udowodnił niewinność Roberta Krwistego. Wszyscy spośród lordów z sojuszu przeciw cieniom zgodzili się przyznać władzę w Śmierci Lewiatana Ramzesowi dożywotnio. Następni lordowie Śmierci Lewiatana mieli być wybierani spośród magów przez nich samych za pomocą głosowania.

Rozdział szósty

Listy

"Znaleźć tych kilka słów, idealnych, aby perfekcyjnie wyrazić, co czuję, jakże bym pragnął móc zawsze odnaleźć tę idealną kombinację"

nieznany autor

- Dobrze. - Ramzes przechadzał się po komnacie. Było już dość późno, lecz chciał wysłać listy jak najszybciej. - W nagłówku wpisz: "Do Wojciecha Soacha, głowy jednego z najwspanialszych rodów Królestwa Ludzi, mistrza wielkiej areny i mojego bliskiego przyjaciela". - Skryba siedzący w rogu komnaty skrzętnie zapisywała każde słowo wypowiedziane przez Ramzesa. - "Ród Lewiatanów już jest przeszłością, dokładnie tak, jak zaplanowaliśmy. Mam nadzieję, iż w najbliższym czasie mistrz magii z Diamentowego Grodu pojawi się w Śmierci Lewiatana. Oczywiście już poinformowałem wszystkich swoich chorążych, aby zbierali swoich ludzi pod sztandarem. Gdy tylko wszyscy magowie dotrą do Śmierci Lewiatana, szybko załatwimy swoje sprawy i wyruszymy z wojskiem, aby połączyć z wami swoje siły w umówionym miejscu i czasie. Do zobaczenia w najbliższym czasie". Podpisz z wszystkimi tytułami.

Skryba usilnie wpatrywał się w przechadzającego się Ramzesa. Ten wiedział, że zapyta o formę listu.

- Ekhm, panie, ten list nie posiada praktycznie wstępu.

- Wiem, to nieistotne, Soach nienawidzi długich listów i gardzi wszelaką formą. Jeżeli chcemy, aby przeczytał go osobiście, musi być niesamowicie krótki i treściwy. Podpisałeś?

- Tak.

- Dobrze, teraz kolejny, do Zielonego Zamku.

Skryba przygotował się. Gdy był już gotów, począł uparcie wpatrywać się w Ramzesa.

- "Do Zofii Kedąrzop, głowy wielkiego rodu zarządzającego we wspaniałym Zielonym Zamku od tysięcy lat". To tyle do nagłówka, teraz wstęp. - Ramzes dość długo myślał. Wiedział, że Zofia uwielbia wyszukaną formę. - "O mądrości, zwracam się do ciebie jako oddany całym swym sercem sługa", nie, nie pisz sługa. "Całym swym sercem jako współtworzyciel nowych, lepszych czasów", właśnie tak lepiej, nie możemy ustawić się poniżej w hierarchii, chociażby w nazewnictwie. Dobrze teraz treść: "Trudnościami związanymi z rodem Lewiatanów nie musimy się dłużej niepokoić. Oczekujemy przybycia wszystkich magów, aby załatwić sprawy naszego zakonu, w międzyczasie gromadzimy chorążych. Gdy tylko ja i moi bracia, i siostry z zakonu ustalimy wszystko, co wymaga ustalenia, wyruszymy z wojskiem, aby złączyć się z armią z Diamentowego Grodu. Innymi słowy, wszystko idzie zgodnie z początkowym planem, mam nadzieję, iż tak samo mają się sprawy w Zielonym Zamku". Nie to ostatnie wykreśl.

- Od którego momentu?

- Od "mam nadzieję". Skończ zdanie na "planem". Później przepiszesz całość. Teraz zakończenie: "Oby pomyślne wiatry, do tej pory zdecydowanie nam sprzyjające, wciąż pchały naszą sprawę do przodu. Armie ze Śmierci Lewiatana i Diamentowego Grodu zmiażdżą tę hołotę zebraną przez Eu Ludensa. Głównie to biedota i członkowie gangów, którzy nie ukończyli chociażby podstawowego szkolenia, wydaje się wręcz, że zostają oni wysłani na pewną śmierć. Znając twoją wrażliwość, chcę zaznaczyć, iż są to w większości brutalni przestępcy spośród gangów Miasta Króla". W podpisie napisz: "Wiecznie oddany i wytrwały w walce o lepsze czasy, Ramzes, mistrz magii". W postscriptum napisz: "Nie obawiaj się swoją częścią północnego natarcia, Haraka nie ma żadnego wsparcia ze strony Miasta Króla. Niewątpliwie ich wojska zostaną zgniecione podczas jednego miażdżącego ataku. W sprawie cieni poza Królestwem Ludzi mamy informację, iż ich wojska znajdują się gdzieś w Królestwie Krasnoludów. Nadal nie masz żadnych wieści od elfów? Ta cisza z ich strony jest dość niepokojąca".

Witam serdecznie, drogi Ramzesie,

Brak jakichkolwiek wiadomości, jak i nienaturalnie gęsta mgła unosząca się nad Królestwem Elfów są prawdziwie niepokojące. W związku z tymi dwoma zmiennymi muszę pozostawić w zamku większy garnizon, niż pierwotnie planowałam. Niestety ani jeden zwiadowca nie powrócił z Królestwa Elfów. Bardzo cieszy mnie Twoje zaangażowanie w sprawę i to, jak do tej pory gładko idą sprawy. Jest mi niezmiernie przykro, iż taki los musiał spotkać ród Lewiatanów, jednakże rozumiem, że było to konieczne dla większej sprawy.

Mam wielką nadzieję, że szybko załatwicie sprawy zakonu magów, którego teraz tak usilnie potrzebujemy, aby wspierał naszą sprawę swoją mądrością i potęgą. Oczywiście mistrzyni magii będąca w Zielonym Zamku wyruszyła do Śmierci Lewiatana już jakiś czas temu. Zapewniłam jej odpowiednią do jej pozycji eskortę, dlatego też nie musisz się martwić. Chciałabym również wyrazić szczere wyrazy współczucia i smutku z powodu tego, co stało się w Harace i Zamku Cienia z magami oraz arcymistrzami magii w Mieście Króla. Nie obawiaj się o północną ofensywę, wszystkie sprawy idą zgodnie z planem. To, jak bardzo nieprzygotowana jest armia Miasta Króla, jest niepokojące. Wygląda to, jakby cienie chciały, aby cała armia Miasta Króla została wymordowana na polu bitwy, co leży w kwestii możliwości, biorąc pod uwagę tajemniczą i mroczną naturę cieni. Szkoda mi niewyobrażalnie biednych ludzi z Miasta Króla, przymuszonych do uczestniczenia w wojnie. Słyszałam o oddziałach złożonych z dzieci w odwodach. To chyba jest jasnym i ostatecznym dowodem, że w Mieście Króla rządzą cienie. Chciałabym, abyście w miarę możliwości jedynie obezwładniali te dzieci, jeżeli te potwory nie zawahają się i poślą je na rzeź. Nie możemy budować zwycięstwa na trupach dzieci. Jak już wcześniej było mówione, napisałam do Haraki i Zamku Cienia, niestety są ślepo lojalni królowi.

Pozdrów ode mnie magów na zebraniu.

Zofia Kedąrzop

- "Mistrz magii wyruszył jakiś czas temu pod eskortą. Świetnie, że Lewiatanów już nie ma, nigdy za nimi nie przepadałem. Zbieranie chorążych w Diamentowym Grodzie również odbywa się zupełnie zgodnie z planem. Będziemy gotowi do wymarszu wojsk, kiedy tylko przybędziecie. Już nie mogę się doczekać bitwy, te parówki z Miasta Króla czekają na nasz ruch i świetnie".

- Panie, czy nie lepiej by było...

- Zostaw tak, jak jest. - Wojciech Soach lekko zataczał się, nie lubił, jak nic się nie dzieje, z tego względu większość czasu musiał polować, walczyć, jeździć konno lub pić. Uwielbiał też orgie, zwykł mawiać, że seks to bardzo przyjemny sport i nic ponadto, a to ludzie zrobili z niego tabu. Lord Diamentowego Grodu nienawidził zajmować się sprawami politycznymi, lecz od kiedy mistrz magii opuścił zamek, nie miał wyjścia i już po kilku dniach miał dość. - Pisz, jak mówię, i walić te formułki, dodaj tylko podpis na końcu, Ramzes mnie zna, wie, że nienawidzę tych całych form i tego typu dupereli. Wiesz, że jestem anarchistą, nie lubię jakichkolwiek ograniczeń. Już sam fakt, że organizuję wojsko i przymuszam do tego mych chorążych jest skrajnie sprzeczne z tym, co myślę.

- Ale, panie...

- Od słuchania ciebie bierze mnie na wymioty. - Wojtek zachwiał się potężnie i zerknął na butelkę wina w swojej dłoni. - A może to od wina. Dodaj podpis i tyle. - Wyszedł, nie zwracając uwagi na swojego skrybę.

Rozdział dziewiąty

Zielony Zamek

"Porządek to wszystko, co znane, wszystko, co wiadome i poukładane. Znane i poukładane sprawia, iż czujemy się bezpiecznie i wiemy, jak działać w świecie. Dlatego właśnie nauka jest wspaniałą czynnością. Jest uporządkowywaniem rzeczywistości, jest transformacją chaosu w porządek"

Genesis, myślicielka

Zielony Zamek miał kształt delikatnie spłaszczonego koła. W początkowych planach nie miał być zamkiem, a jedynie murem na granicy między Królestwem Ludzi a Królestwem Elfów. Ostatecznie ludzie zdecydowali, że wybudują zamek i mury po jego dwóch bokach - mury, które całkowicie oddzielą oba królestwa. Mieszkańcy Zielonego Zamku różnili się znacząco kulturowo od pozostałych ludzi w królestwie, ponieważ ród Kedąrzop od zawsze uwielbiał myśl filozoficzną elfów. W przeciągu setek lat ludność Zielonego Zamku znacząco zasymilowała kulturę i myśl swoich sąsiadów, co wyróżniało ją na tle ludności pozostałych zamków, prócz Zielonego Portu. To fascynujące, jak sama myśl może zmienić zachowanie ludzkie i ich sposób myślenia.

Na filozofię elfów składała się przepotężna myśl, układana przez tysiące lat przez wybitnych mędrców i myślicielki. W kulturze elfów mędrzec i myślicielka oznaczają praktycznie to samo, jedyną różnicą jest, iż jeden tytuł dotyczy mężczyzn, drugi zaś kobiet.

Zofia przechadzała się po ogrodach i myślała. Jej długie do pasa blond włosy powiewały na wietrze. Przemieszczała się powoli i przyglądała się intensywnie ogrodowi dookoła niej. Jak na człowieka miała niesamowicie łagodne rysy twarzy, co w połączeniu z jej głębokim głosem i spokojem, z jakim się wypowiadała, sprawiało piorunujące wrażenie. Zofia zastanawiała się nad obecnymi czasami i nad przyszłością. Wiedziała, co nadchodzi, i wiedziała, jak wielu musi zginąć. Nie chciała tego, jednakże pozwolić cieniom rządzić w Królestwie Ludzi wydawało się jej jeszcze gorszą drogą. Od dawna podejrzewała, że coś jest nie tak z królem, od dawna podejrzewała, że może to mieć związek z cieniami, lecz nigdy nie miała wystarczającej ilości dowodów. Teraz już wiedziała, dlaczego król prowadził taką politykę i dlaczego pozwolił w takim niewyobrażalnym stopniu rozrosnąć się przestępczości. W Mieście Króla od stu lat rządziły tak właściwie gangi, których członkowie popełniali straszne zbrodnie. Gangi z Miasta Króla nawet jak na gangi były niesamowicie okrutne i bezlitosne. Inni lordowie w Królestwie Ludzi pozwolili, aby w ich zamkach również rozprzestrzeniały się gangi. Jedynie w Zielonym Zamku i Zielonym Porcie nie było ani jednej zorganizowanej grupy przestępczej. Zofia wiedziała, że nie może przypisać zasługi jedynie swojemu rodowi, choć ten bez wątpienia odegrał w tym dużą rolę. Wielką zasługę miały w tym natomiast elfy, a raczej ich myśl filozoficzna, która to znacząco odmieniła serca ludzi w Zielonym Zamku i Zielonym Porcie. Król właśnie między innymi z tych powodów zawsze nienawidził rodu Kedąrzop, nienawidził ich działań i polityki, jednakże nigdy nie mógł powiedzieć wprost o swej niechęci. To byłoby zbyt podejrzane, ludzie mogliby skojarzyć to z cieniami, ponieważ lordowie od setek lat nie kupowali jego bajeczki o tym, że cienie są niczym zwierzęta. Ród Kedąrzop od początku nie kupował tej bajeczki, ponieważ po tym, jak król zamknął granice i zakazał spotykania się z elfami, ród Kedąrzop nadal to robił potajemnie. Kultura Zielonego Zamku była nazbyt podobna do kultury elfów, aby całkowicie ich oddzielić. Król nienawidził kultury elfów, jak i ich samych, ponieważ były to łagodne istoty dążące do pokoju i dobra. Ich filozofia była przepojona tego rodzaju postawą, której cienie jako głęboko mroczne istoty oczywiście nie znoszą. Inne zamki królowi udało się bardzo szybko nastawić przeciwko elfom, lecz nigdy nie udało mu się tego uczynić z ludźmi z Zielonego Zamku, którzy pamiętali stare czasy, kiedy to nauczyli się od elfów wielu rzeczy.