"Gibraltar konfederacji"
"GIBRALTAR KONFEDERACJI"
Vicksburg to klucz. Nigdy nie doprowadzimy tej wojny do końca, jeśli ten klucz nie znajdzie się w naszej kieszeni.
(Abraham Lincoln, 1862 r.)
U progu 1862 r. wielu polityków i wojskowych na Północy zaczęło
dostrzegać, że kluczem do zwycięstwa jest objęcie kontrolą całej doliny
Missisipi i rozdzielenie obszaru Konfederacji na dwie części. Największą
przeszkodą na drodze do osiągnięcia tego celu były umocnienia
Vicksburga, górujące nad rzeką. Prezydent Lincoln, który dobrze znał
Missisipi z czasów, gdy za młodu spławiał barki z towarem do Nowego
Orleanu, nie miał wątpliwości, co do kluczowego znaczenia Vicksburga.
Opanowanie doliny Missisipi planowano początkowo osiągnąć poprzez lądową
inwazję ze stanów zachodnich i północno-zachodnich. W tym celu należało
najpierw przełamać obronę konfederatów w pogranicznym stanie Kentucky, a następnie uderzyć siłami armii i marynarki na południe z rejonu górnej
Missisipi. Połączenie sił lądowych i rzecznych, które poruszały się
wspólnie, miało być silniejsze od wszystkiego, co mogła wystawić
Konfederacja. W kraju zwyczajowo tak nieprzygotowanym do wojny, jak
Stany Zjednoczone, gdzie na ogół nie zdawano sobie sprawy z warunków,
umożliwiających prowadzenie działań wojennych, przeważał pogląd, że
szybka akcja armii federalnej pozwoli osiągnąć cel, zanim Konfederacja
zdąży przygotować odpowiednie środki obronne. Szybko się okazało, że
opanowanie tak rozległego terytorium wymaga gigantycznego wysiłku i aby
osiągnąć cel, potrzebna jest ogromna przewaga ilościowa i techniczna
jednej strony oraz wyczerpanie drugiej. Na początku wojny było to
jeszcze nieosiągalne.
Uzyskawszy zdecydowaną przewagę na morzu, władze w Waszyngtonie
postanowiły najpierw zdobyć Nowy Orlean w Luizjanie, największe miasto
Południa (nie licząc okupowanego przez Unię Baltimore), przez które
Konfederacja otrzymywała większość dostaw wojennych z zagranicy.
Powszechnie sądzono, że zadanie jest możliwe do wykonania. Po wybuchu
wojny Luizjana czuła się względnie bezpieczna. Położenie z dala od linii
frontu dawało jej mieszkańcom złudne poczucie bezpieczeństwa i dlatego
władze wojskowe Luizjany zrobiły niewiele lub prawie nic, żeby
przygotować się do odparcia ewentualnej inwazji. Porażki Konfederacji na
froncie zachodnim pozbawiły Luizjanę siły zbrojnej. Większość żołnierzy
i zapasów z przejętych arsenałów federalnych wysłano do walki z wojskami
Północy, które nacierały w Tennessee. Generał Mansfield Lovell, dowódca
Departamentu (Okręgu Wojskowego) Południowo-Wschodniej Luizjany,
odpowiedzialny za obronę Nowego Orleanu, był jednak dobrej myśli.
Głęboko wierzył, że miasto, położone ponad sto mil od ujścia Missisipi
na skrawku suchego lądu, jest dobrze zabezpieczone przed atakiem Unii
dzięki nieprzebytym bagnom i wartkiej Missisipi o piaszczystym, ruchomym
dnie oraz dwóm dobrze obwarowanym fortom, które blokowały dostęp do
rzeki na odcinku 75 mil poniżej Nowego Orleanu. Lovell miał niewielu
żołnierzy i słabą flotę rzeczną, toteż miał nadzieję, że się nie myli.
Dla podtrzymania w nich ducha wyraził powszechną opinię, mówiąc, że
"każdy jankieski marynarz, który odważy się stawić czoło nurtowi
Missisipi zostanie starty na proch przez forty w dole rzeki i wykończony
przez dwa pancerniki budowane pod Nowym Orleanem".
Na szczęście dla Unii w Ministerstwie Marynarki (Department of the
Navy) w Waszyngtonie znaleźli się ludzie, których upór i kompetencje
miały zweryfikować ten pogląd.
Jesienią 1861 r. w gabinecie zastępcy sekretarza (ministra) marynarki
Gustavusa V. Foxa, do niedawna oficera US Navy, zrodził się plan
ekspedycji morskiej przeciwko Nowemu Orleanowi. Doświadczenia flot
sprzymierzonych wyniesione z wojny krymskiej (1853-1856) przekonały
Foxa, że drewniane okręty, niezdolne do walki pozycyjnej z przeciwnikiem
schowanym za murami fortec, mogą mu sprostać tylko wtedy, gdy będą się
poruszać po torze wodnym wolnym od przeszkód. Potwierdziły to wyniki
działań floty federalnej atakującej w 1861 r. przesmyki koło przylądków
Hatteras (Karolina Północna) i Port Royal (Karolina Południowa).
Umocnienia, które należało pokonać w drodze do Nowego Orleanu (fort
Jackson i fort St. Philip), były silnymi twierdzami, ale ich słabość
tkwiła w całkowitej zależności od miasta. Łączyła je z nim tylko
komunikacja rzeczna. Izolowanie obu fortów i przerwanie linii
komunikacyjnych powyżej miejsca, w którym się znajdowały, miało służyć
zmuszeniu ich do poddania się bez konieczności toczenia walk uporczywych
i grożących wielkimi stratami. Sam Nowy Orlean, który nie miał żadnych
fortyfikacji obronnych, stałby się w tej sytuacji łatwym łupem. Po
zajęciu go przez marynarkę miał być oddany pod okupację
współdziałających z nią wojsk lądowych.
Pierwszym krokiem na drodze do Nowego Orleanu stało się opanowanie 20
września 1861 r. wyspy Ship (Ship Island), położonej niedaleko
wybrzeża stanu Mississippi, około 100 mil na wschód od ujścia rzeki
Missisipi. Miała ona być bazą do dalszych działań. Następnie należało
przekonać do pomysłu samego Lincolna i dowódcę armii gen. George'a B.
McClellana. W połowie listopada w kwaterze McClellana odbyła się narada
z udziałem prezydenta, sekretarza marynarki Gideona Wellsa, Foxa, a także zdolnego oficera marynarki kmdr. Davida D. Portera, który właśnie
wrócił z rekonesansu u ujścia Missisipi. Narada zakończyła się
przyjęciem planu Foxa, z jedną, ale bardzo istotną modyfikacją, którą
wprowadził Porter3. Przewidywała ona współdziałanie okrętów z flotyllą jednostek wyposażonych w wielkie moździerze pokładowe. Porter
dowodził, że moździerze miotające 280-funtowe (niemal 150-kilogramowe)
kule o średnicy 30 cm zburzą umocnienia fortów spoza zasięgu dział na
murach, umożliwiając flocie przepłynięcie obok nich bez większego
ryzyka. Saperski instynkt McClellana okazał się decydujący i plan został
przyjęty4.
Uzyskawszy zgodę Porter zakupił trzynastocalowe moździerze i zamontował
je na szkunerach, przeznaczonych wcześniej do wzmocnienia morskiej
blokady wybrzeża Konfederacji. Pierwsze trzy szkunery: "Racer", "C.P.
Williams" i "John Griffith", wypłynęły z Nowego Jorku 23 stycznia 1862
r. i przez Key West na Florydzie dotarły do wyspy Ship 13 marca. Pięć
dni później wpłynęły do ujścia Missisipi, pokonując piaszczystą łachę u wejścia do głównego kanału rzeki.
Fox wysoko cenił profesjonalizm i pomysłowość Portera, lecz uznał, że
tak trudna operacja wymaga dowódcy śmielszego, bardziej energicznego i pewniejszego siebie. Po wnikliwej selekcji jego wybór padł na kmdr.
Davida G. Farraguta, weterana dwóch poprzednich wojen z Wielką Brytanią
i Meksykiem. O jego wyborze zdecydowała rekomendacja Portera i doskonałe
wrażenie, jakie wywarł na Foxie. "Pokazał siłę charakteru, klarowne
poczucie obowiązku i zdecydowany sposób jego wypełniania" - oznajmił Fox
po rozmowie z Farragutem, w dniu 21 grudnia 1861 r. w Waszyngtonie.
Umiejętności dowódcy miała zweryfikować dopiero wojna.
David Glasgow Farragut był śmiałym i doświadczonym marynarzem, mającym
za sobą pięćdziesięcioletnią służbę na morzu. Urodził się w 1801 r. w Tennessee. We wczesnej młodości został adoptowany przez kapitana Davida
Portera. Podczas wojny 1812 r. uczył się marynarskiego rzemiosła jako
asystent nawigacyjny na dowodzonej przez niego fregacie USS "Essex". W 1823 r. służył pod rozkazami Portera w eskadrze, która zwalczała piratów
na Karaibach. W 1824 r. otrzymał pierwsze dowództwo. W pierwszych
miesiącach wojny secesyjnej Farragut, urodzony na Południu i mający tam
liczne koneksje rodzinne, nie był darzony zaufaniem i pozostawał bez
przydziału służbowego. Teraz miał poprowadzić okręty przeciwko tej
części kraju, w której się wychował i z której pochodziła także jego
żona.
23 grudnia 1861 r. Farragut otrzymał stosowne rozkazy, a 9 stycznia roku
następnego dostał oficjalną nominację na dowódcę (oficera
flagowego)5 eskadry blokującej zachodnią część Zatoki
Meksykańskiej (Western Gulf Blockading Squadron). 20 stycznia Fox
wydał mu ostatni rozkaz: "Kiedy osiągnie pan pełną gotowość, proszę
wziąć z blokady tyle okrętów, ile będzie można, udać się w górę
Missisipi i zlikwidować stanowiska obronne, które strzegą podejścia do
Nowego Orleanu. Kiedy znajdzie się pan pod miastem, proszę je zająć pod
groźbą dział swojej eskadry (...)".
Rozkaz Foxa wyraźnie wskazywał na konieczność uprzedniego zniszczenia
konfederackich fortów. Uzasadniały to zapewne obawy Portera i oficerów
sztabu McClellana przed ewentualnymi skutkami pozostawienia ich na
tyłach atakującej floty. Farragut nie wierzył w skuteczność ostrzału
moździerzowego (oceniał to na podstawie własnych doświadczeń z walk o twierdzę San Juan de Ulloa w Veracruz podczas wojny z Meksykiem), ale
jako zdyscyplinowany oficer nie zamierzał oponować.
Na początku 1862 r. na wszystkich frontach wojny secesyjnej trwał
bezruch. Zniecierpliwiony kunktatorstwem swych generałów Lincoln, bez
żadnej konsultacji, wydał w dniach 27 i 31 stycznia 1862 r. oddziałom
lądowym oraz jednostkom floty (stacjonującym w rejonie Waszyngtonu, w Kentucky, nad Missisipi, a także w Zatoce Meksykańskiej), rozkaz
rozpoczęcia równoczesnych działań zaczepnych przeciwko konfederatom.
Wszystkie akcje miały się rozpocząć najpóźniej 22 lutego 1862 roku. Do
współdziałania z eskadrą Farrraguta wysłano z fortu Monroe w Delaware
piętnastotysięczny korpus gen. Benjamina F. Butlera, który wylądował na
wyspie Ship6.
2 lutego Farragut wypłynął z portu Hampton Roads na swoim okręcie
flagowym USS "Hartford" i po osiemnastu dniach żeglugi dobił do bazy na
wyspie Ship. 21 lutego przejął dowództwo eskadry, której w rzeczywistości jeszcze nie było. Okręty przypływały jeden po drugim w ciągu kolejnych dni i od razu były kierowane do głównego kanału przy
wejściu do Missisipi. Pod koniec marca flota Farraguta licząca
siedemnaście jednostek czekała u ujścia Missisipi, gotowa do natarcia. W jej skład wchodziły: cztery duże, dwudziestodwudziałowe parowe slupy
(sloop-of-war); "Hartford", "Brooklyn", "Pensacola" i "Richmond" -
każdy o wyporności około 2000 ton; trzy mniejsze slupy: "Iroquis",
"Oneida" i "Varuna" o wyporności około 1000 ton, ciężki bocznokołowy
parowiec "Missisipi" o wyporności 1700 ton; dziewięć małych,
czterodziałowych drewnianych kanonierek (gun-boats): "Cayuga",
"Itasca", "Katahdin", "Kennebec", "Kineo", "Pinola", "Scotia", "Winona",
"Wissahickon". Łącznie eskadra miała na pokładach 154 lufy armatnie, w tym sto trzydzieści pięć dużych dział 32-funtowych. Wkrótce przypłynęło
dziewiętnaście szkunerów Portera, z których każdy wyposażony był w trzynastocalowy moździerz i cztery działa. Na początek flotę Unii
czekały ryzykowne manewry, które miały umożliwić przeprowadzenie okrętów
przez piaszczyste ławy w delcie rzeki, gdzie poziom wody nie przekraczał
pięciu metrów. "Pensacola", ostatni z dużych okrętów Farraguta, 7
kwietnia znalazł się na wodach Missisipi. Po nim wpłynęła eskadra
Portera i transportowce z oddziałami Butlera.
Oba konfederackie forty ulokowane były w zakolu rzeki, zwanym
Plaquemine Bend, około 20 mil od miejsca, w którym główny nurt
Missisipi rozdziela się na kilka odnóg odprowadzających jej wody do
Zatoki Meksykańskiej. Rzeka płynąca poniżej Nowego Orleanu w kierunku
południowo-wschodnim, zakręca w tym miejscu na północny wschód i po
niecałych dwu milach wraca do poprzedniego kursu. Większy fort Jackson,
w kształcie pięciokątnej ceglanej struktury, położony był na prawym
brzegu. Wspierała go bateria rzeczna wyposażona w pół tuzina ciężkich
dział. Mniejszy fort St. Philip leżał nieco poniżej fortu Jackson na
lewym brzegu. Składał się z fortu właściwego i dwóch baterii rzecznych,
które kontrolowały zarówno front, jak i cały odcinek Missisipi do jej
zakrętu. Załogi fortów miały nie tylko możliwość pełnej obserwacji
rzeki, ale mogły się też nawzajem uzupełniać i wspierać ogniem. Łącznie
konfederaci dysponowali artylerią liczącą sto dziewięć dział, z czego
ponad 90 można było użyć przeciwko przepływającej flocie. Mniej niż
połowę z nich stanowiły stosunkowo nowoczesne działa
trzydzistodwufuntowe, na resztę składały się stare i zawodne działa
24-funtowe.
Konfederaci, ufni w potęgę Missisipi i swoich fortyfikacji, obserwowali
ze spokojem przygotowania floty federalnej. Dwie kanonierki Unii:
"Kennebec" i "Wissahickon", patrolujące rzekę w pobliżu fortów, 28 marca
natknęły się na niespodziewaną przeszkodę. Konfederaci jeszcze w końcu
1861 r. pod nadzorem gen. Martina L. Smitha, odpowiedzialnego za
zewnętrzną linię obrony Nowego Orleanu, przerzucili przez Missisipi,
poniżej fortów, lecz w zasięgu ich ognia, barierę z wielkich pni
cyprysowych. Połączyli je grubym łańcuchem zamocowanym po obu stronach
do zakotwiczonych kadłubów okrętowych. Silniejszy niż zwykle prąd rzeki
10 marca 1862 r. zerwał przeszkodę na szerokości około jednej trzeciej,
ale wolną przestrzeń szybko wypełniono kadłubami ośmiu starych, ciężkich
statków powiązanych ze sobą dodatkowymi łańcuchami.
Dopiero kiedy Farragutowi udało się wprowadzić wszystkie duże okręty do
ujścia rzeki, konfederaci zaczęli się przygotowywać do obrony, holując
20 kwietnia w dół Missisipi niewykończony pancernik "Louisiana" z zamontowanym, lecz jeszcze nie działającym silnikiem. Miał on wzmocnić
obronę na linii fortów, lecz jego kapitan, nie mając możliwości
manewrowania okrętem, odmówił zajęcia wyznaczonej pozycji koło fortu St.
Philip. Powyżej fortów czuwała też flotylla (River Defense Fleet)
czternastu parowców konfederackich z jednodziałowym pancernikiem CSS
"Manassas" i żaglowo-parowym statkiem CSS "Governor Moore" przerobionym
na pływający taran, dowodzona przez oficera flagowego Johna K.
Mitchella. Oprócz tego konfederaci przygotowali pewną ilość tratw
zapalających, które można było puścić z biegiem rzeki na płynące okręty
Unii.
Farragut osobiście 5 kwietnia dokonał na USS "Iroquis" rekonesansu
terenu wokół obu fortów. Konfederaccy artylerzyści otworzyli ogień, lecz
Farragut, który obserwował przedpole z okrętowego masztu, pozostał
"spokojny i pogodny, niczym widz obserwujący bitwę na niby".
W dniach 16 i 17 kwietnia okręty Unii zajęły pozycje w odległości około
półtorej mili od fortów. Nazajutrz o godzinie 10.00 pierwsze moździerze
Portera rozpoczęły ostrzał fortu Jackson z osłoniętych pozycji za
zakolem Missisipi. Prowadzili go przez sześć kolejnych dni. Załoga fortu
nie przestraszyła się i w heroiczny sposób trwała na stanowiskach,
odpowiadając "pięknym i skutecznym ogniem". Konfederackie działa 19
kwietnia zatopiły szkuner "Maria J. Canton". Tak jak przewidywał
Farragut, potężne moździerze wystrzeliwujące 2000 pocisków dziennie nie
uczyniły większej szkody fortyfikacjom. Generał Johnson K. Duncan,
dowódca konfederackich fortów, 23 kwietnia napisał go gen. Lovella w Nowym Orleanie: "Przez całą noc ciężki i ciągły ostrzał, który nadal
trwa (...) Bóg na pewno ma nas pod swoją opieką. Jesteśmy dobrej myśli i wierzymy w nasz ostateczny sukces (...) Wrogowie muszą wkrótce wyczerpać
swoje siły, a jeśli nie, wytrzymamy tak długo, jak oni".
W tym czasie lżejsze okręty Unii krążyły po rzece, korygowały ogień i badały skutki ostrzału. Dwie kanonierki: USS "Itasca" (dowódca kpt. mar.
Charles H. B. Caldwell) i USS "Pinola" (kpt. mar. Crosby) pod kierunkiem
szefa sztabu Farraguta kmdr. Henry'ego H. Bella, przepłynęły 20 kwietnia
w nocy obok fortów z zadaniem zniszczenia przeciągniętego w poprzek
rzeki łańcucha. Konfederaci przejrzeli ten zamiar i otworzyli ogień do
obu okrętów, dążąc za wszelką cenę do ocalenia przeszkody. "Pinola",
wioząca na pokładzie minę elektryczną zawróciła, kiedy zawiódł mechanizm
akumulatora, ścigana ogniem konfederackich dział, wpadła na brzeg. Pod
osłoną moździerzy Portera załoga zdołała ściągnąć okręt na wodę i uniknąć niewoli. W tym czasie "Itasca" przedarła się do przeszkody i po
stranowaniu części łańcucha, szczęśliwie umknęła pod osłoną ciemności.
Gen. Duncan skarżył się potem, że flota Mitchella nie wypuściła
płonących tratw, "żeby oświetlić rzekę i zdezorientować wroga w nocy" a także nie wystawiła na straży poniżej przeszkody żadnej jednostki, która
ostrzegłaby załogi fortów przed wypadem nieprzyjacielskich kanonierek.
Ten brak współdziałania miał się okazać bardzo kosztowny dla
Konfederacji.
Tego samego dnia Farragut, widząc nieskuteczność ostrzału i topniejące
zapasy pocisków moździerzowych, postanowił zrealizować własny plan,
który od początku uważał za konieczny. Plan Farraguta zakładał, że jego
okręty przepłyną pod osłoną armat obok wciąż groźnych fortów i połączą
się w górze rzeki z oddziałami Butlera, przerzuconymi tam z Zatoki
Meksykańskiej poprzez sieć bagnistych zalewisk (bayous) Missisipi.
Silny prąd rzeki, który uniemożliwiał okrętom manewrowanie, opóźnił
rozpoczęcie akcji o kilka dni. W końcu jednak wiatr od morza osłabił pęd
wody i okręty Unii mogły wyruszyć w górę Missisipi.
Początkowo Farragut zamierzał płynąć dwiema równoległymi kolumnami, co
miało zapewnić mniejszym jednostkom osłonę dział większych okrętów i zmniejszyć groźbę pogubienia się w ferworze nocnej walki. Tuż przed
akcją zmienił zamiar w obawie, że konieczność manewrowania przy
przejściu przez wąską wyrwę w przeszkodzie grozi kolizją i w konsekwencji może uniemożliwić całą operację.
Okręty Farraguta podzielone na trzy zespoły ruszyły w górę rzeki 24
kwietnia o godzinie drugiej trzydzieści w nocy. Około godziny trzeciej,
gdy wydawało się, że prowadząca pierwszą grupę kanonierka USS "Cayuga" z zastępcą Farraguta, kmdr. Theodorusem Baileyem na pokładzie, przepłynie
niezauważona, 90 konfederackich dział otworzyło ogień. Czołowe okręty
Unii odpowiedziały ze wszystkich luf. Do walki włączyły się także
moździerze Portera, zasypując baterie konfederatów gradem pocisków tak
gęstym, że jednocześnie w powietrzu znajdowały się dwa granaty. Gdy
okręty pierwszej grupy znalazły się poza zasięgiem wroga, na prowadzącej
kanonierce doliczono się 42 trafień. Dwadzieścia minut po pierwszych
strzałach przepłynęła główna grupa prowadzona przez flagowy "Hartford".
Idące w straży tylnej cztery kanonierki: "Itasca", "Kennebec", "Pinola"
i "Winona", mocno spóźnione i oślepione dymem, nie zdołały się
przedrzeć. Jedna z nich, "Pinola", zatonęła. Dowódcy pozostałych kazali
załogom położyć się na pokładach i pozwolili okrętom spłynąć w dół
rzeki.
Z siedemnastu okrętów Farraguta forty minęło trzynaście. Wkrótce czekała
je kolejna próba. Do nocnej bitwy przyłączyła się konfederacka flotylla
stacjonująca powyżej fortów. W kierunku jednostek Unii wypchnięto
płonące tratwy, od których omal nie spłonął "Hartford", unieruchomiony
silnym prądem rzeki niedaleko fortu St. Philip. W sumie w bitwie
toczącej się na przestrzeni dwu mil wzięło udział ponad dwieście dział.
"Wydawało się, że to artyleria niebios strzela na ziemi" - zanotował
Farragut, który obserwował walkę z bocianiego gniazda na maszcie
"Hartforda".
Bitwa trwała dwie godziny. Obie strony wykazały w niej wielkie
umiejętności i odwagę. Jeden z okrętów Farraguta - USS "Varuna", ruszył
samotnie w pogoń za kutrem, który wiózł gen. Lovella, uchodzącego z fortu Jackson i został zatopiony uderzeniami tarana przez konfederackie
parowce "Governor Moore" i "General Jackson". Chwilę potem "Varunę"
pomściła "Oneida", która poważnie uszkodziła obie konfederackie
jednostki i zmusiła je do wyrzucenia się na brzeg. W końcu okrętom Unii
udało się zniszczyć niemal w całości rzeczną flotyllę Konfederacji.
Zatopiono dwanaście jednostek, pozostałe dwie zdobyto. Konfederaci
stracili też wielu marynarzy. Na samym CSS "Governor Moore" poległo 57
członków załogi (więcej niż na jakimkolwiek innym konfederackim okręcie
podczas całej wojny), a siedemnastu odniosło rany. "Zniszczenie floty
pod Nowym Orleanem było smutnym, smutnym ciosem (...)" - napisał Stephen
R. Mallory, sekretarz marynarki Konfederacji.
Po minięciu głównej linii obrony konfederatów Farragut dotarł do
plantacji Quarantine, (sześć mil powyżej fortów), jednego z niewielu
miejsc, gdzie można było znaleźć odpowiednie warunki do wyładunku
wojska. Rozbił pułk luizjańskiej milicji Chalmette płk. Ignacego
Szymańskiego7 osłaniający przystań i zacumował przy
brzegu, zarządzając całodniowy odpoczynek. Ruszył dalej 25 kwietnia
rano, pozostawiając w Quarantine dwie kanonierki dla osłony wezwanych
oddziałów Butlera, który obserwował walkę floty z transportowca w dole
rzeki. Pospieszył on do swoich wojsk zgrupowanych na wyspie Sable,
dwanaście mil na tyłach fortu St. Philip, a także przetransportował je
poprzez zalewiska do miejsca, gdzie czekały na niego kanonierki
Farraguta.
Wieści o klęsce szybko dotarły do Nowego Orleanu. Gen. Lovell miał tylko
4000 ludzi i nie widział szans na skuteczną obronę. Wolał się wycofać,
niż narazić miasto na ostrzał i zniszczenie. Już wcześniej zresztą
wysłał w górę rzeki najlepsze transportowce i ewakuował sprzęt i zapasy
żywności dla wojska koleją do Jackson w Mississippi. Po szczęśliwej
ucieczce z fortu Jackson nie czekał na pojawienie się okrętów Farraguta
i wymknął się chyłkiem z Nowego Orleanu. Tylko dwa niewielkie stanowiska
obronne, znane jako baterie McGhee i Chalmette (ulokowane na dawnym polu
bitwy, którą gen. Andrew Jackson stoczył z Brytyjczykami 8 stycznia 1815
r.), wyposażone odpowiednio w pięć i dziewięć dział, otworzyły ogień.
Konfederaci zrobili to bardziej dla zachowania honoru. Po kilku minutach
porzucili działa i uciekli pod ogniem okrętów Farraguta.
W opuszczonym przez wojsko mieście wybuchły rozruchy. Zbuntowany tłum
cywilów podpalił port przed przybyciem floty federalnej. Okręty
Farraguta dotarły do Nowego Orleanu 25 kwietnia około godziny
trzynastej. Nabrzeże miasta na przestrzeni pięciu mil przedstawiało
żałosny widok. Statki, parowce, bele bawełny, składy towarów, wszystko
płonęło jednym ogniem, tak że lądujące oddziały musiały wykazać dużo
ostrożności i pomysłowości, aby uniknąć pożogi. Chociaż rada miejska
Nowego Orleanu oświadczyła, że miasto nie będzie stawiało oporu flocie
Unii, burmistrz John T. Monroe odmówił opuszczenia flagi i podpisania
kapitulacji, zaś tłum zaatakował schodzących z pokładów parlamentariuszy
Unii. Farragut nie miał dostatecznej liczby ludzi, żeby obsadzić miasto,
dlatego przez kolejne trzy dni Nowy Orlean pozostawał na łasce
szalejących tłumów. W końcu kmdr Bailey z 250 żołnierzami piechoty
morskiej i dwoma działami zdjętymi z "Hartforda" zajął główne budynki w mieście oraz przywrócił porządek. Nowy Orlean, największy port i główne
centrum finansowe Południa, znalazł się pod okupacją Unii. Gen. Robert
E. Lee z kwatery głównej w Richmond w piśmie do Lovella, datowanym 8
maja, napisał: "Utrata miasta jest dla nas poważnym ciosem (...) ale
jesteśmy przekonani, że z takimi środkami obronnymi, jakie były do
dyspozycji, zrobił pan wszystko, co w pańskiej mocy"8.
W dniu 28 kwietnia, w tym samym dniu, kiedy Farragut wziął Nowy Orlean,
w rezultacie buntu załogi gen. Duncan poddał Porterowi odcięte od
zaplecza forty Jackson i St. Philip. Konfederackie fortyfikacje wciąż
prezentowały wielką siłę (krwawe straty załogi nie przekroczyły 50
ludzi) i dysponowały zapasami żywności na dwa miesiące, jednak
zdemoralizowany garnizon nie widział sensu dalszej walki. Klęskę
Południa powiększała utrata obu pancerników. "Manassas" został porzucony
i wysadzony w powietrze, aby nie dostał się w ręce wroga, zaś
"Louisiana" zatonęła podczas nieudanej próby związania walką flotylli
Portera pod fortem Jackson. Zwodowany 19 kwietnia pod Nowym Orleanem
trzeci pancernik "Missisipi" (określany przez oficerów Konfederacji jako
"najwspanialszy okręt wojenny, jaki kiedykolwiek został zbudowany"), w którym konfederaci pokładali tak wiele nadziei, został podpalony 25
kwietnia i bezsilnie dryfując, spłynął w dół rzeki. Jego żałosny koniec
był aż nadto widocznym symbolem zwycięstwa Unii o panowanie nad ujściem
"Ojca wód", którego imię nosił.
Zdobycie Nowego Orleanu kosztowało flotę Farraguta tylko dwa okręty oraz
30 zabitych i 135 rannych9. Angielski polityk - wicehrabia G.
I. Wolseley, napisał później: "Sukces admirała Farraguta został
odniesiony głównie dzięki moralnemu efektowi, który był skutkiem
śmiałego minięcia fortów przeciwnika (...) Forty te nigdy nie zostały
zniszczone i wydaje się, że poniosły niewielki uszczerbek". Wolsley
tylko częściowo miał rację. Zwycięstwo Farraguta miało nie tylko wymiar
moralny, ale i fizyczny.
Utrata Nowego Orleanu, największego i najbogatszego portu morskiego
Południa, była ogromnym wstrząsem dla Konfederacji. Upadek miasta i szybka kapitulacja fortów: Jackson i St. Philip, to oddanie całej delty
Missisipi we władanie Unii. Federalne siły zbrojne uzyskały w ten sposób
mocną podstawę do następnych ekspedycji kierowanych w górę rzeki,
których celem było nawiązanie współdziałania z siłami Unii, które
nacierały od północy.
Kiedy armada Farraguta płynęła w kierunku Nowego Orleanu, na północy
także trwała wojna rzeczna. Obie strony przyspieszyły budowę pancerników
i kanonierek. Wiele jednostek zbudowano od zera, wiele wciągnięto do
służby, przebudowując promy, parowce transportowe i inne statki na
okręty wojenne. Konfederaci nie mieli szans na zbudowanie wystarczająco
silnej floty (w ich posiadaniu znalazły się tylko dwie stocznie, z których żadna nie nadawała się do budowy dużych okrętów), starali się
więc nadrabiać braki pomysłowością. W przeciwieństwie do Unii, która
opierała siłę swej floty rzecznej na mocno uzbrojonych i opancerzonych
okrętach (ironclads), Konfederacja postawiła na tarany (rams),
podobne do tych, jakich używano w starożytności. Wkrótce i Unia miała
kilka okrętów wyposażonych w tarany, stanowiące połączenie
dziewiętnastowiecznej techniki parowej ze starożytną techniką
przebijania okrętu przeciwnika poniżej powierzchni wody. Zostały one
skonstruowane przez zdolnego inżyniera z Pensylwanii - płk. Charlesa
Elleta, młodszego. Dziewięć jednostek tego typu: "Queen of the West",
"Monarch", "Samson", "Lioness", "Switzerland", "Lancaster" "Minao",
"T.D. Horner" i "Dick Fulton", tworzyło niezależną formację rzeczną
podporządkowaną Ministerstwu Wojny (Department of War), a dowodzoną
przez Elleta i obsługiwaną przez członków jego rodziny (byli wśród nich
młodszy brat Elleta - Alfred oraz syn - Charles River).
Dla działań w górnej części doliny Missisipi zasadnicze znaczenie miała
współpraca pomiędzy dowódcami sił lądowych i dowódcami flotylli
operującej w górze rzeki (Mississippi lub The Western Flotilla). W sierpniu 1861 r. rozkaz obrony górnego biegu Missisipi otrzymał oficer
flagowy Andrew H. Foote (1806-1863), który nadzorował uzbrojenie
flotylli rzecznej. Składała się ona z trzech drewnianych parowców
przerobionych na kanonierki ("Conestoga", "Lexington", "Tyler"), siedmiu
nowo wybudowanych pancerników "klasy miast" ("St. Louis", "Carondelet",
"Cincinnati", "Louisville", "Mound City", "Cairo" i "Pittsburg") oraz
kilku innych małych jednostek o niepełnym uzbrojeniu10.
Flotyllę Zachodnią uzupełniały dwa duże statki zakupione przez rząd i przerobione na ciężkie pancerniki ("Benton" i "Essex"), każdy o wyporności ponad 1000 ton, oraz 30 barek z moździerzami na pokładach
(mortar-boats).
W lutym 1862 r. Foote uczestniczył ze swą flotyllą w zdobyciu
konfederackich fortów, które broniły wejścia do rzek Tennessee i Cumberland. W kwietniu w węzłowym rejonie Missisipi połączone siły armii
i floty (tzw. ekspedycja Cairo) zdobyły silnie umocnioną Wyspę nr 10.
Później jednak Flotylla Missisipi (jej dowódcą na stanowisku po rannym
Footecie został w maju oficer flagowy Charles H. Davis) utknęła przed
fortem Pillow, jednej z ostatnich pozycji obronnych Południa na drodze
do Memphis, czterdzieści mil na północ od miasta. W dniu 10 maja
uzbrojone w tarany parowce konfederatów11 uszkodziły
opancerzone okręty Unii, spływające w dół rzeki przy Plum Point Bend,
koło fortu Pillow (poważnie uszkodzone zostały wówczas "Cincinnati" i "Mound City"). Dopiero w końcu maja, kiedy wojska federalne opanowały
północno-wschodnią część Tennessee i zmusiły konfederatów do ewakuowania
fortu Pillow (4 czerwca), flotylla Davisa otworzyła sobie drogę do
Memphis.
6 czerwca okręty Unii ("Benton", "Cairo", "Carondelet", "Louisville" i "St. Louis") wraz z dwoma taranami Elleta ("Monarch" i "Queen of the
West") przypłynęły do miasta, gdzie stawiła im opór niewielka flota
Konfederacji ("General Beauregard", "General Bragg", "General Price",
"General Van Dorn", "General Thompson", "General Lovell", "Sumter" i "Little Rebel"), dowodzona przez kmdr. Jamesa E. Montgomery'ego.
Wywiązała się zacięta bitwa, zakończona zdecydowanym zwycięstwem floty
federalnej. Montgomery stracił siedem z ośmiu okrętów (ocalał tylko CSS
"General Van Dorn") i około 180 ludzi. Jedyną ofiarą po stronie Unii był
- jak na ironię - płk Charles Ellet, który zmarł po bitwie w wyniku
zakażenia nogi zranionej kulą z pistoletu.
Zwycięstwo pod Memphis pozwoliło Północy przejąć najważniejsze centrum
handlowe i przemysłowe w zachodnim Tennessee wraz ze wszystkimi
zgromadzonymi tam zapasami, materiałami wojennymi i flotą parowców,
których konfederaci nie zdążyli na czas ewakuować. Zwycięstwo Davisa
otworzyło dla żeglugi Unii kolejny odcinek Missisipi i zapewniło jej
panowanie w górnym biegu rzeki. Vicksburg stał się zatem głównym punktem
łączącym stany Konfederacji leżące po zachodniej stronie Missisipi z resztą Południa. Zyskawszy bazę w Memphis, dowódcy Unii zwrócili wzrok
na Vicksburg, który stał się teraz najbardziej właściwym celem wojskowym
Północy. Wkrótce rozpoczął się wyścig między flotami Davisa i Farraguta
o to, kto pierwszy zmusi do poddania najpotężniejszy bastion Południa
nad Missisipi.
Rozkaz Departamentu Marynarki z 20 stycznia naglił Farraguta do
natychmiastowego wyruszenia w górę rzeki, jak tylko Nowy Orlean zostanie
zdobyty.
Nadawca donosił: "Jeśli ekspedycja Missisipi z Cairo nie spłynie w dół
rzeki, skorzysta pan z paniki w szeregach wroga i wyśle odpowiednie siły
w górę rzeki, aby zająć wszystkie pozycje obronne na jego tyłach".
Kiedy Nowy Orlean padł, Flotylla Missisipi tkwiła wciąż przed fortem
Pillow. W tej sytuacji Farragut przekazał 1 maja dowództwo wojsk
okupacyjnych w Nowym Orleanie energicznemu i surowemu gen. Butlerowi
(jego rządy twardej ręki trwały do 16 grudnia 1862 r., kiedy został
zastąpiony przez gen. Nathaniela P. Banksa), a następnie walcząc z prądem rzeki oraz własnymi trudnościami, ruszył na północ. Zwiadowczy
"Iroquis" z kmdr. Jamesem Espalmerem na pokładzie dopłynął 7 maja do
bezbronnego Baton Rouge. Wkrótce do Baton Rouge dotarły pozostałe okręty
Farraguta. Cały wojskowy personel miasta, z gubernatorem Thomasem O.
Moore'em i wielu mieszkańców uciekło, oddając unionistom stolicę
Luizjany bez jednego wystrzału. Farragut obsadził miasto załogą z oddziałów gen. Thomasa Williamsa, wyznaczonych przez Butlera do pomocy w ataku na Vicksburg. Potem ruszył dalej. Czekała go teraz trzystumilowa
żegluga długą, wąską i pokręconą rzeką, nad którą w wielu miejscach
panowały konfederackie baterie.
"Jak się okazało - pisał Farragut w późniejszym raporcie do przełożonych
- niebezpieczeństwa i trudności, jakie napotkaliśmy na rzece, po raz
pierwszy, odkąd się na niej znaleźliśmy, poważnie wpłynęły na tempo
naszego poruszania się i okazały się bardziej niszczycielskie dla
naszych okrętów niż ogień wroga. Z powodu zużycia silników i niedostatków węgla ruch w górę rzeki jest poważnie opóźniony".
Zlikwidowanie punktów oporu konfederatów nad Missisipi, o których mówiły
rozkazy z Waszyngtonu, wymagało nie tylko udziału floty, ale także
odpowiedniej liczby wojska do obsadzenia zdobytych pozycji. Ograniczony
liczebnie korpus Butlera wystarczał do zajęcia fortów w dole rzeki i okupacji Nowego Orleanu oraz Baton Rouge, był jednak za słaby, żeby
opanować ufortyfikowane pozycje w górnym biegu rzeki i utrzymać linie
komunikacyjne czterokrotnie dłuższe od tych, które łączyły ujście
Missisipi z Nowym Orleanem. Powyżej Nowego Orleanu nisko położone koryto
rzeki podnosi się i rozszerza na zachód, aż do ujścia Red River, lecz
przy wschodnim brzegu zwęża się już 150 mil od miasta. W odległości
około 250 mil od Vicksburga wschodni brzeg rzeki przechodzi w nieregularną linię wzgórz, dominujących nad lustrem wody. Pozycji
obronnych usytuowanych w takim terenie nie można było zdobyć przy użyciu
samej floty, zwłaszcza że szerokie zaplecze czyniło je mniej odpornymi
na odcięcie, tak jak to miało miejsce w przypadku fortów Jackson i St.
Philip. Ze wzgórz nad rzeką konfederaci kontrolowali znaczny odcinek
Missisipi i utrzymywali żywotną komunikację z Teksasem oraz regionem w dorzeczu Red River. Zamiar opanowania ich siłami floty z góry skazany
był na niepowodzenie, nawet jeśli upadek Nowego Orleanu wstrząsnął
Południem i wywołał rozpacz Konfederacji.
Okoliczności tych Farragut był w pełni świadomy, kiedy podejmował
wyprawę w górę Missisipi. Nie zamierzał kwestionować poleceń
przełożonych, ale prywatnie dawał wyraz swojemu niezadowoleniu z błędnej
oceny sytuacji (dokonał jej Departament Marynarki) i niedostatecznych
sił, przeznaczonych do operacji w górze rzeki. Irytowało go, że
kierownictwo marynarki w Waszyngtonie żądało od niego połączenia się z Flotyllą Missisipi (znajdowała się prawie dziewięćset mil od ujścia
rzeki), tylko z powodu zgodności z planami dowództwa, bez pozostawienia
mu w tej sprawie swobody decyzji. "Chcemy wiedzieć - pisał Fox w kolejnym liście do Farraguta - czy postąpił pan zgodnie z instrukcjami i wysłał odpowiednie siły w górę rzeki na spotkanie z flotyllą zachodnią".
"Ludziom w Departamencie wydaje się - replikował Farragut - że moja
flota nie poniosła żadnego uszczerbku i że po przybyciu do Nowego
Orleanu była w stanie od razu popłynąć w górę rzeki (...). Prawie
wszystkie kanonierki są tak uszkodzone, że nie mają szans na
konfrontację z opancerzonymi taranami płynącymi z prądem w dół rzeki
(...). Przybyłem do Nowego Orleanu, mając w zapasie żywność na pięć lub
sześć dni i tylko jedną zapasową kotwicę. Jak tylko uzupełnię zapasy i zdobędę kotwice wyruszymy w górę rzeki i spróbujemy, na ile to będzie w praktyce możliwe, wypełnić dotychczas otrzymane rozkazy".
W dniach 12-13 maja flota Farraguta zmusiła do kapitulacji Natchez,
ważny port w pobliżu ujścia Red River. Pierwsza grupa kanonierek
dowodzona przez kmdr. S. P. Lee dotarła 18 maja do Vicksburga. Lee od
razu zorientował się, że położenie Vicksburga i siła garnizonu, którym
dowodził gen. Martin Smith (ten sam, który był odpowiedzialny za
przygotowanie zewnętrznego pasa obrony Nowego Orleanu) stanowią zbyt
wielkie ryzyko, aby zdobywać miasto z marszu lub decydować się na
przepłynięcie obok niego. Farragut mógł się o tym przekonać osobiście 23
maja, kiedy do Vicksburga dopłynęły pozostałe okręty jego flotylli.
Wkrótce po nich na miejsce dotarły transportowce wiozące 1500 żołnierzy
gen. Williamsa.
Vicksburg zbudowany został na wysokim cyplu nad zakrętem Missisipi. Leży
w miejscu starego francuskiego fortu z początku XVIII w., strzegącego
przecięcia ważnych szlaków komunikacyjnych, jakimi były rzeka Missisipi
oraz droga prowadząca ze wschodniego Teksasu i Luizjany na głębokie
południe Stanów Zjednoczonych. Po przejęciu Luizjany od Francji,
Hiszpanie wybudowali tu w 1791 r. fort Nogales. Amerykanie wzięli w posiadanie okoliczne tereny w 1798 roku. W 1814 r. pastor Kościoła
metodystów Newitt Vick założył tu misję, wokół której z czasem powstało
miasto nazwane od jego nazwiska "Vick's Burgh" ("Miasto Vicka").
Strategiczne położenie Vicksburga wynikało z faktu, że znajdował się on
przy ostrym zakolu Missisipi na wysokiej, nadrzecznej skarpie,
wznoszącej się miejscami na wysokość 250 stóp (około 80 metrów). W 1862
r. Vicksburg stanowił bazę konfederatów i strzegł ważnej linii kolejowej
biegnącej ze Shreveport w Luizjanie do stolicy stanu Missisippi Jackson.
Linia ta stanowiła główną trasę dostaw uzbrojenia i zaopatrzenia dla
armii Południa z zachodnich stanów Konfederacji, Arkansas, Teksasu,
Luizjany oraz portów w Meksyku, dokąd docierała znaczna część
zagranicznych dostaw wojskowych z powodu blokady morskiej Południa. Ze
względu na swoje obronne położenie i strategiczne znaczenie dla
Południa, Vicksburg nazywany był często "Gibraltarem Konfederacji"
(Gibraltar of Confederacy).
Potężnie umocnione i położone w idealnym do obrony miejscu miasto nie
przestraszyło się zdobywcy Nowego Orleanu. Farragut wysyłając taką samą
propozycję kapitulacji, jaką wcześniej złożył innym mijanym po drodze
miastom nad Missisipi, przeczytał w odpowiedzi: "Mieszkańcy stanu
Mississippi nie wiedzą i nie chcą wiedzieć, jak się kapituluje przed
nieprzyjacielem. Jeśli komodor Farragut i generał Butler chcą ich tego
nauczyć, niech przyjdą i spróbują to zrobić". Po takim powitaniu 26 maja
okręty Farraguta ostrzelały konfederackie pozycje wzniesione poniżej
miasta w Grand Gulf, a później rozpoczęły kilkudniowy ostrzał samego
Vicksburga. Ostrzał ten okazał się całkiem bezowocny, gdyż artylerzyści
nie mogli nawet dokładnie wycelować dział w konfederackie baterie na
wysokiej skarpie brzegowej. Na prośbę Farraguta gen. Williams
przeprowadził rekonesans w rejonie miasta, którego wyniki przedstawił na
naradzie dowódców. Z raportu wynikało, że Williams uważa lądowanie pod
Vicksburgiem za niemożliwe i nie widzi szans na podjęcie jakichkolwiek
działań w obliczu tak silnego przeciwnika (konfederaci mogli w ciągu
kilku godzin przerzucić dodatkowo 30 000 ludzi transportem kolejowym z Jackson), zajmującego na dodatek dominującą pozycję nad rzeką. Większość
dowódców zgodziła się z jego opinią.
"Nie przepłynąłem obok Vicksburga - napisał Farragut w liście do domu -
nie dlatego, że był zbyt silnie ufortyfikowany, i nie dlatego, że nie
mógłbym tego z łatwością zrobić, ale dlatego, że zostalibyśmy odcięci od
zapasów węgla i żywności. Znaleźlibyśmy się pomiędzy dwoma wrogami
(Vicksburgiem i Memphis), więc moi kapitanowie odradzili mi takie
rozwiązanie. Byłem wtedy bardzo chory i ustąpiłem wobec ich rady, którą
uważam za słuszną. Wątpię jednak, czy podjąłbym taką decyzję, gdybym był
zdrowy".
Dodatkowym powodem, dla którego Farragut postanowił wycofać się spod
Vicksburga był fakt, że oddziały Williamsa miały tylko kilkudniowe racje
żywności, dlatego flota musiała oddać im część swoich zapasów. To, co
zostało, wystarczyło tylko na doprowadzenie okrętów z powrotem do Nowego
Orleanu. Farraguta niepokoiły także opadające wody Missisipi. Obawiał
się on ponadto o bezpieczeństwo płynących bez eskorty statków z węglem,
znajdujących się w okolicach Natchez (sto mil od Vicksburga). Były one
narażone na ataki nieregularnych oddziałów Południa, operujących niemal
na całej długości wysokiego, wschodniego brzegu Missisipi. Ostatecznie
28 maja oddziały Williamsa znalazły się z powrotem w Baton Rouge. Kilka
dni później spod Vicksburga powróciły także okręty Farraguta.
Na początku czerwca, kiedy Farragut był jeszcze w górze rzeki, dotarły
do niego nowe rozkazy z Waszyngtonu z datą 17 maja. Zastępca sekretarza
marynarki przypominał w nich o zadaniu, które wyznaczono dowódcy
eskadry. Ponaglał do otwarcia żeglugi na Missisipi dla flotylli Davisa.
Farragut wykonując rozkazy Foxa, 20 czerwca wypłynął z Baton Rouge z powrotem do Vicksburga. Tym razem miał ze sobą całą brygadę gen.
Williamsa w sile 3200 żołnierzy i liczną grupę robotników cywilnych. Ich
głównym zadaniem miało być przekopanie kanału w poprzek półwyspu De Soto
leżącego naprzeciwko miasta oraz doprowadzenie do zmiany biegu Missisipi
w taki sposób, aby rzeka znalazła się poza zasięgiem konfederackich
baterii. Dopiero wtedy statki z żołnierzami i kanonierki mogłyby
bezpiecznie minąć Vicksburg.
Tego samego dnia, kiedy Farragut rozpoczął swoją drugą wyprawę na
Vicksburg, rząd Konfederacji postawił na czele Departamentu Mississippi
i Wschodniej Luizjany (Department of Mississippi and East Louisiana)
gen. Earla Van Dorna. Energiczny i nieco egocentryczny Van Dorn 27
czerwca objął osobiście komendę nad obroną Vicksburga, pod którym miał
się spotkać ze swoim szkolnym kolegą z West Point - gen. Williamsem.
Wyruszając po raz drugi przeciwko Vicksburgowi, Farragut był przekonany,
że powróci do Zatoki Meksykańskiej dopiero na wiosnę następnego roku,
gdyż na Missisipi zaczynał się właśnie sezon niskich stanów wody.
Zdradliwa rzeka szybko dała o sobie znać, gdy ciężki "Hartford" osiadł
na przybrzeżnej mieliźnie. Udało się go zepchnąć na wodę dopiero
dwadzieścia cztery godziny później, gdy wyładowano na brzeg cały zapas
węgla, amunicji i dwa działa. "Jak smutno jest myśleć o tym, że twój
okręt utknął przy błotnistym brzegu, pięćset mil od naturalnego
środowiska marynarza - pisał Farragut. - Wiem, że zrobiłem wszystko, co
w mojej mocy, by zapobiec jego obecności tak daleko w głębi rzeki, ale
zostałem do tego zmuszony rozkazem".
Pierwsze dwie kanonierki Farraguta ("Itasca" i "Wissahickon") dotarły do
Vicksburga już 9 czerwca. Pozostała część eskadry dopłynęła tam 18
czerwca. Dwa dni później do okrętów Farraguta dołączyła flotylla
siedemnastu szkunerów Portera wezwanych z bazy w Pensacoli na Florydzie,
dokąd odpłynęły po zdobyciu Nowego Orleanu. Po zajęciu wygodnych
stanowisk przy obu brzegach, okrętowe moździerze, 26 czerwca, rozpoczęły
ostrzał trwający dwa dni. Nazajutrz żołnierze Williamsa zajęli się
pracami przy kopaniu kanału. Tymczasem Farragut postanowił powtórzyć
manewr, jakiego już raz dokonał pod fortami u ujścia Missisipi.
Wieczorem 27 czerwca Porter dał znać, że jest gotów osłonić ogniem próbę
przepłynięcia eskadry Farraguta pod bateriami Vicksburga.
Jak już wspomniano, Vicksburg leży na wschodnim, wysokim brzegu
Missisipi. U jego stóp rzeka zatacza ostry łuk w kształcie litery "U",
którego pełna długość wynosi około czterech mil (sześć i pół kilometra).
Każdy przepływający statek miał tutaj do pokonania niebezpieczną drogę,
dużo trudniejszą, niż gdyby płynął prostym torem wodnym, i z tego powodu
był bardziej narażony na ostrzał z nadbrzeżnej skarpy. Zadanie eskadry
Farraguta, znajdującej się poniżej miasta, było trudniejsze, gdyż okręty
musiały popłynąć pod prąd, kursem bliżej wschodniego brzegu. Potem
należało wziąć ostry skręt w lewo i dopiero po przebyciu zakrętu można
było podejść do zachodniego brzegu, który dawał pewną osłonę przed
ogniem dział z najwyżej położonych baterii.
Farragut dał sygnał do natarcia 28 czerwca o godzinie drugiej w nocy.
Godzinę później eskadra licząca jedenaście okrętów ("Hartford",
"Richmond", "Brooklyn", "Iroquis", "Oneida") oraz sześć kanonierek
ruszyła w górę rzeki. O godzinie czwartej nad ranem armada płynąca wolno
minęła szkunery Portera, które natychmiast pokryły ogniem pozycje
konfederackich dział. W wyniku nieporozumienia trzy okręty stanowiące
straż tylną (USS "Brooklyn" i dwie kanonierki) nie ruszyły na czas i zostały w tyle. Osiem pozostałych o godzinie szóstej zakotwiczyło
bezpiecznie powyżej Vicksburga. Okręty Farraguta ucierpiały mniej, niż
można było oczekiwać, chociaż były narażone na ciągły ogień wroga, na
który nie mogły nawet odpowiedzieć. Przyczyniła się do tego słaba
celność konfederackich artylerzystów, którzy przenosili większość
pocisków nad posuwającą się kolumną.
Minąwszy Vicksburg, Farragut wysłał chłodny raport do Waszyngtonu.
"Dotarłem do Vicksburga z "Brooklynem", "Richmondem" i "Hartfordem" -
pisał - z głębokim postanowieniem wykonania otrzymanych instrukcji
najlepiej, jak tylko potrafię (...) Forty można minąć, tak jak my to
zrobiliśmy i możemy zrobić znowu tyle razy, ile się tego będzie od nas
wymagać. Nie będzie to jednak łatwa sprawa, gdyż tak długo, jak wróg z wielką siłą tkwi za wzgórzami, uniemożliwiając nam desant i utrzymanie
miejsca lądowania, możemy co najwyżej uciszyć na jakiś czas jego baterie
(...) Jestem przekonany, że Vicksburga nie da się zdobyć bez armii
liczącej 12 000 lub 15 000 ludzi. Jest tu cała dywizja generała Van
Dorna, zajmująca bezpieczne pozycje za wzgórzami".
Niski stan wody uniemożliwiał dużym okrętom posuwanie się w górę rzeki
dalej niż piętnastu mil powyżej Vicksburga, toteż Farragut zatrzymał
flotę niedaleko ujścia lewego dopływu Missisipi - rzeki Yazoo. Kilka dni
później dostał wiadomość od Portera, który ostrzegał, że jeśli duże
jednostki nie wrócą szybko w dół rzeki, poziom wody w Missisipi
unieruchomi je do następnego roku (do 3 lipca Porter bombardował
Vicksburg; 9 lipca został odwołany do Waszyngtonu, a jego szkunery
przeszły do służby na wschodnim wybrzeżu).
W dniu 1 lipca koło plantacji Young's Point, położonej naprzeciw ujścia
rzeki Yazoo, okręty Farraguta połączyły się z flotyllą Davisa, która dwa
dni wcześniej wypłynęła z Memphis. Połączone siły rzeczne Unii pozostały
na terenach na północ od Vicksburga do 15 lipca, z wyjątkiem "Brooklynu"
i dwóch kanonierek, które operowały po drugiej stronie miasta. Miejsce
postoju okrętów znajdowało się cztery mile od ujścia Yazoo, u północnej
nasady półwyspu De Soto. Z Yazoo 15 lipca wypłynął ukrywający się w głębi rzeki, najbardziej fachowy pancernik Konfederacji, CSS "Arkansas",
dowodzony przez kmdr. Isaaca N. Browna12. To, co nastąpiło
później uważa się za jedną z najbardziej heroicznych akcji w historii
marynarki amerykańskiej. Silnie opancerzony i uzbrojony okręt stoczył
zwycięską walkę z trzema jednostkami Davisa na Yazoo, następnie przebił
się przez całą połączoną flotę federalną i choć mocno postrzelany
(straty załogi wyniosły 10 zabitych i 15 rannych), szczęśliwie dopłynął
do Vicksburga przy aplauzie tłumów obserwujących jego samotny bój z brzegu rzeki. Farragut ruszył za nim w pogoń i nocą przepłynął ponownie
pod działami fortów. Tydzień później Davis wysłał mu na pomoc pancernik
USS "Essex" (dowódca kmdr William D. Porter) i taran "Queen of the West"
(dowódca płk Charles R. Ellet). Okręty te usiłowały 22 lipca bez
powodzenia zniszczyć "Arkansas" (stracił kolejnych trzynastu członków
załogi), którego obecność zagrażała całej żegludze Unii w dolnym odcinku
Missisipi. Po walce Ellet powrócił w górę rzeki, ale ciężki "Essex" nie
zdołał dopłynąć pod prąd do swojej flotylli i pozostał poniżej
Vicksburga. Wkrótce przysłano mu do pomocy kolejny taran Elleta
"Sumter".
Farragut 20 lipca otrzymał spóźnione rozkazy (z datą 14 lipca) z Departamentu Marynarki, w których kazano mu przerzucić części sił
ponownie w dół rzeki z jak najmniejszymi stratami. Stwierdziwszy, że
strome urwiska i bastiony Vicksburga przetrwają każde, nawet najcięższe
bombardowanie z wody, Farragut uznał dalszą swoją obecność pod
Vicksburgiem za bezcelową i 24 lipca wyruszył w drogę powrotną do Nowego
Orleanu z całą flotyllą. Dodatkowym powodem odwrotu, poza ciągłym
opadaniem wód Missisipi, były choroby, które nękały jego flotę (na samym
"Brooklynie" zachorowało 68 ludzi z trzystuosobowej załogi). Wskaźnik
chorych był jednak mniejszy, niż we Flotylli Missisipi (u Davisa
zachorowało 40% marynarzy), co pozwala wyrazić ogólną opinię o warunkach, w jakich znalazły się załogi jego okrętów. Jeszcze gorzej
wyglądała sytuacja w oddziałach gen. Williamsa, w których zdolnych do
służby pozostało tylko 800 spośród 3200 ludzi. Wyruszając w drogę
powrotną, Farragut zostawił w górze rzeki trzy kanonierki, które wraz
"Essexem" i "Sumterem" miały patrolować Missisipi na odcinku od
Vicksburga do Baton Rouge.
Farragut po wielu perypetiach przyprowadził 28 lipca swoje ciężkie
okręty do Nowego Orleanu. Po drodze wysadził piechotę Williamsa w Baton
Rouge, gdzie żołnierze znaleźli pomoc medyczną. Tego samego dnia
flotylla Davisa odpłynęła spod Vicksburga do nowej bazy w mieście Helena
w Arkansas. W ten sposób obie rzeczne flotylle Unii wróciły tam, skąd
przypłynęły.
Odwrót floty Farraguta spod Vicksburga gen. Van Dorn uznał za wielki
sukces. Chcąc go właściwie wykorzystać, postanowił odzyskać panowanie
nad całą Luizjaną. W tym celu zaplanował odbicie Baton Rouge, które
miało być preludium do ofensywy na Nowy Orlean. Do wykonania tego
zadania skierował 27 lipca czterotysięczną dywizję gen. Johna C.
Breckinridge'a13. Dywizja Breckinridge'a 28 lipca
wyładowała się z pociągów w Ponchatoula, 60 mil na wschód od Baton
Rouge. Stanęła obozem w niedalekim ośrodku szkoleniowym luizjańskiej
milicji Camp Moore. Dowiedziawszy się, że w Baton Rouge stacjonuje
trzytysięczna brygada gen. Williamsa, osłaniana przez "Essex" i kanonierki Farraguta, Breckinridge zażądał przysłania mu na pomoc
opancerzonego "Arkansas". Wypłynął on z Vicksburga 3 sierpnia bez
urlopowanego kmdr. Browna. Po pokonaniu blisko 300 mil na pełnych
obrotach nadwyrężony silnik pancernika zepsuł się zaledwie pięć mil od
Baton Rouge, eliminując okręt z przyszłej bitwy.
Dywizja Breckinridge'a, zredukowana w wyniku chorób i braku żywności do
2600 ludzi, zaatakowała 5 sierpnia rano Baton Rouge bez wsparcia swojego
pancernika. Po sześciu godzinach zaciętej walki, w trakcie której poległ
gen. Williams, konfederaci wycofali się ze znacznymi
stratami14. Duży udział w odparciu ich ataku miały okręty Unii,
które ostrzeliwały południowców nacierających od strony Missisipi.
Następnego dnia kanonierki Farraguta patrolujące rzekę wyśledziły
powyżej miasta uszkodzony "Arkansas". Wkrótce unieruchomiony olbrzym
stanął w obliczu "Essexa" zionącego ogniem. Nie mając możliwości
manewrowania swoim okrętem, kpt. Stevens (zastępował Browna) skierował
"Arkansas" do brzegu. Wysadził załogę i podpalił okręt ze łzami w oczach. Chlubna, zaledwie dwudziestotrzydniowa kariera "pływającej
legendy Konfederacji" dobiegła końca.
Zawiadomiony o ataku konfederatów na Baton Rouge, Farragut wyruszył na
pomoc z Nowego Orleanu na czele kilku okrętów, lecz kiedy 7 sierpnia
przybył do miasta, było już po walce. Wielką satysfakcję sprawił mu
wypalony wrak "Arkansas" wyrzucony na brzeg rzeki. Jego koniec oznaczał,
że z wód Missisipi zniknął ostatni groźny okręt Południa. Tym samym
Farragut czuł się zwolniony z dalszej obecności na rzece, do której czuł
niechęć, gdyż dała mu się porządnie we znaki15.
Sukces wojsk federalnych w bitwie o Baton Rouge miał jedynie wymiar
taktyczny. Oddziały Unii z rozkazu gen. Butlera 21 sierpnia opuściły
miasto (ponownie zostało zajęte dopiero 17 grudnia na rozkaz następcy
Butlera - gen. Banksa) i wzmocniły garnizon Nowego Orleanu, który mógł
być celem następnego ataku konfederatów. Wraz z wojskami lądowymi
cofnęły się także siły rzeczne. Oddały znowu w posiadanie Południa
ujście Red River, ważnej arterii wodnej dla regionu leżącego na zachód
od Missisipi. Konfederacja wykorzystała wstrzymanie ofensywnych działań
Unii do ufortyfikowania linii wzgórz na południe od Vicksburga i leżącego dwieście mil dalej - Port Hudson, najmocniejszej strategicznej
pozycji w dolnym odcinku Missisipi. Port Hudson, ze swoimi ciężkimi
umocnieniami obronnymi ulokowanymi na dwudziestopięciometrowej
nadbrzeżnej skarpie, położony niecałe dwadzieścia mil od Baton Rouge,
miał w przyszłości odegrać ważną rolę jako zapora dla floty federalnej i ostatni bastion Południa nad Missisipi. Z tego punktu widzenia kampania
Van Dorna okazała się strategicznym zwycięstwem, które przedłużyło żywot
Vicksburga i utrzymało komunikację z zachodnimi stanami Konfederacji.
Podsumowując końcowe działania w dolinie Missisipi w 1862 r., historyk
Południa, Edwin Bearss - napisał:
"Mając jeden pancernik i niewiele dział, (...) konfederaci odzyskali
kontrolę nad dwustupięćdziesięciomilowym odcinkiem Missisipi (...)
Pierwsza duża kampania przeciwko Vicksburgowi zakończyła się
niepowodzeniem (...) Udana obrona Vicksburga i odzyskanie dolnego biegu
Missisipi pomiędzy Port Hudson i Vicksburgiem było wielkim zwycięstwem
sił zbrojnych Konfederacji, o czym historycy wojskowości często
zapominają".
Działania sił rzecznych Północy na Missisipi w 1862 r. pokazały, że
Vicksburg jest "trudniejszym orzechem do zgryzienia" niż Nowy Orlean,
Baton Rouge czy Memphis. Potrzebny był kolejny rok wojny i dowódca
pokroju gen. Ulyssesa S. Granta żeby rozwiązać ten problem.