Rozdział 4
Wieczór w Toruniu miał w sobie coś nieuchwytnego, jakby miasto, które za dnia tętniło życiem, po zmroku odsłaniało drugą, bardziej tajemniczą twarz. Maciek stał przed lustrem w ciasnym pokoju na poddaszu mieszkania babci Zofii, próbując ułożyć jasne włosy, które jak zwykle opadały mu na czoło w niekontrolowanym chaosie. W lustrze widział swoje szare oczy, w których odbijało się zmęczenie i ekscytacja - zmęczenie po wydarzeniach ostatnich dni, ekscytacja na myśl o wieczorze, który miał spędzić z Iwoną. List, który znaleźli w podziemiach Zamku Krzyżackiego, wciąż leżał na stole w salonie babci, a słowa "Strażnik Czasu" i "Echo Przeszłości" dźwięczały w jego głowie jak melodia, której nie mógł zapomnieć. Czuł, że Toruń wciąga go w swoją opowieść, a każdy dzień przynosi nowy rozdział, pełen tajemnic i pytań bez odpowiedzi.
Babcia Zofia była dziś wyjątkowo milcząca. Po tym, jak Iwona otworzyła list i przeczytała fragmenty zapisane starannym pismem Johannesa de Torun, Zofia zamknęła się w kuchni, nucąc pod nosem starą piosenkę, jakby chciała odpędzić niepokój. Maciek zauważył, że jej spojrzenie, zwykle ciepłe i figlarne, stało się czujne, jakby czekała na coś, co miało nadejść. Kiedy zapytał, czy wie coś o "Strażniku Czasu", tylko pokręciła głową i powiedziała: "Niektóre historie lepiej zostawić w cieniu, Maciuś. Ale jeśli już w nie wszedłeś, idź ostrożnie." Jej słowa, jak zawsze, były zagadką, ale tym razem brzmiały jak ostrzeżenie.
Teraz, przygotowując się do wyjścia, Maciek czuł mieszankę emocji. Iwona zaproponowała, by poszli na dyskotekę w klubie Od Nowa, miejscu, które - jak twierdziła - było sercem studenckiego życia w Toruniu. Maciek nigdy nie był fanem tańca - w Choszcznie imprezy ograniczały się do ognisk nad jeziorem lub domówek u kolegów - ale perspektywa spędzenia wieczoru z Iwoną sprawiła, że zgodził się bez wahania. Włożył ciemną koszulę, dżinsy i trampki, które były jego jedynym obuwiem na tę podróż, i zszedł na dół, gdzie babcia czekała z filiżanką herbaty.
- Wyglądasz jak prawdziwy torunianin - powiedziała z uśmiechem, ale w jej oczach było coś, co kazało mu się zastanowić, czy naprawdę jest zadowolona z jego planów. - Uważaj na siebie, Maciuś. I na tę dziewczynę. Coś mi mówi, że ona wie więcej, niż mówi.
- Babciu, to tylko dyskoteka - odparł, próbując brzmieć swobodnie, choć słowa Zofii zapadły mu w pamięć. - Wrócę przed północą.
- Hm - mruknęła Zofia, odstawiając filiżankę. - Toruń nocą to nie to samo miasto, co za dnia. Pamiętaj o tym.
Maciek pokiwał głową, czując, że jej ostrzeżenie ma głębszy sens, którego jeszcze nie rozumie. Wziął kurtkę, pożegnał się i wyszedł na ulicę Szewską, gdzie wieczorny chłód mieszał się z zapachem wilgotnego bruku i pieczonych kasztanów. Toruń w świetle latarni wyglądał jak scena z filmu - gotyckie kamienice rzucały długie cienie, a Wisła w oddali lśniła jak czarna wstęga. Maciek ruszył w stronę Rynku Staromiejskiego, gdzie miał spotkać się z Iwoną, a w jego głowie kłębiły się myśli o liście, o świetlistej sylwetce w muzeum i o tym, co jeszcze czekało ich w tym mieście.
Rynek Staromiejski o zmroku był niemal magiczny. Latarnie rzucały miękkie światło na bruk, a Ratusz, oświetlony reflektorami, wyglądał jak zamek z baśni. Maciek stał pod pomnikiem Kopernika, wpatrując się w tłum przechodniów - pary spacerujące pod rękę, grupki studentów śmiejące się głośno, starsze panie z torbami pełnymi zakupów. Czuł się trochę obco w tym tłumie, ale jednocześnie podekscytowany, jakby Toruń zapraszał go do kolejnej przygody.
Iwona pojawiła się kilka minut później, wyłaniając się z bocznej uliczki jak duch. Miała na sobie czarną sukienkę z długimi rękawami, która podkreślała jej smukłą sylwetkę, i skórzaną kurtkę, która dodawała jej zadziorności. Jej kasztanowe włosy były rozpuszczone, a w oczach błyszczała ta sama mieszanka ciekawości i niepokoju, którą Maciek zauważył wczoraj. W ręku trzymała małą torebkę, ale Maciek był pewien, że w środku jest list - ten sam, który znaleźli w podziemiach i który stał się centrum ich tajemniczej układanki.
- Cześć - powiedziała, uśmiechając się lekko. - Gotowy na trochę normalności?
- Normalności? - Maciek uniósł brew, myśląc o wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich dni. - W Toruniu to chyba niemożliwe.
Iwona zaśmiała się, a jej śmiech był jak dzwoneczek, który na chwilę rozproszył napięcie. - Masz rację. Ale Od Nowa to dobre miejsce, żeby choć na chwilę zapomnieć o... - urwała, jakby nie chciała wymawiać słów "list" czy "rytuał". - Chodź, pokażę ci.
Ruszyli w stronę klubu, który znajdował się na terenie kampusu Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, niedaleko Starego Miasta. Po drodze Iwona opowiedziała mu o Od Nowie - legendarnym miejscu, gdzie od lat spotykali się studenci, artyści i wszyscy, którzy szukali w Toruniu czegoś więcej niż tylko zabytków. Mówiła z pasją, jakby klub był częścią jej życia, a Maciek słuchał, urzeczony jej entuzjazmem. Zastanawiał się, jak to możliwe, że dziewczyna, która zdawała się nosić na barkach ciężar jakiejś tajemnicy, potrafiła tak łatwo przejść do opowieści o muzyce i imprezach.
Kiedy dotarli do Od Nowy, Maciek poczuł, jak jego serce bije szybciej. Budynek wyglądał niepozornie - niski, z czerwonej cegły, z neonowym szyldem nad wejściem - ale w środku pulsowało życie. Muzyka, głośna i rytmiczna, wylewała się na ulicę, a tłum ludzi w środku tańczył, śmiał się i rozmawiał, tworząc kakofonię dźwięków i kolorów. Maciek, który nigdy nie czuł się swobodnie w takich miejscach, spojrzał na Iwonę, szukając w niej wsparcia.
- Nie bój się - powiedziała, chwytając go za rękę. - To tylko zabawa.
Jej dotyk był ciepły, a uśmiech dodawał mu odwagi. Weszli do środka, mijając grupę studentów z plastikowymi kubkami w rękach i didżeja, który miksował utwory przy kolorowej konsoli. Sala była duża, z niskim sufitem i ścianami pokrytymi plakatami dawnych koncertów. Światła pulsowały w rytm muzyki, rzucając na twarze tańczących czerwone, niebieskie i złote smugi. Iwona poprowadziła Maćka do baru, gdzie zamówili lemoniadę - jedyny napój, na który mogli sobie pozwolić jako szesnastolatkowie.
Siedzieli przy wysokim stoliku, obserwując tłum. Iwona wyglądała na zrelaksowaną, ale Maciek zauważył, że jej palce nerwowo bawiły się słomką w szklance. Chciał zapytać o list, o to, co znalazła w dzienniku swojego pradziadka, ale atmosfera klubu sprawiła, że postanowił zaczekać. Zamiast tego rozmawiali o muzyce, o Toruniu, o tym, jak różni się życie w Choszcznie od życia w tym pełnym historii mieście. Iwona śmiała się, gdy opowiadał o swoich nieudanych próbach łowienia ryb w jeziorze, a Maciek czuł, że z każdym jej uśmiechem staje się mniej nieśmiały.
W pewnej chwili muzyka zwolniła, a tłum na parkiecie rozstąpił się, robiąc miejsce dla pary, która zaczęła tańczyć wolny taniec. Iwona spojrzała na Maćka, a w jej oczach błysnęło coś, co sprawiło, że jego policzki zapłonęły.
- Chcesz zatańczyć? - zapytała, a jej głos był cichy, niemal zagłuszony przez muzykę.