Wstęp
Szóstego stycznia 2020 roku na 235. spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Astronomicznego (AAS, American Astronomical Society) w Honolulu przyjęto oficjalne oświadczenie, że akt nadania obserwatorium LSST (Large Synoptic Survey Telescope) w Chile imienia Very C. Rubin stał się aktem prawnym nr 116-97 w Stanach Zjednoczonych[1]. Na mocy ustawy budowane w Chile obserwatorium astronomiczne "zostanie nazwane Obserwatorium im. Very C. Rubin"[2]. Był to historyczny precedens, ponieważ nigdy przedtem żadne dotowane z budżetu państwa obserwatorium astronomiczne nie zostało nazwane imieniem kobiety. Dlaczego Vera Rubin zasłużyła na to zaszczytne wyróżnienie?
Pewnego grudniowego dnia 1950 roku młoda, niedoświadczona Vera Rubin po raz pierwszy w życiu wzięła udział w spotkaniu AAS w Haverford w Pensylwanii, podczas którego zaprezentowała kilka dość kontrowersyjnych wniosków zawartych w swojej pracy magisterskiej. Większość zgromadzonych tego dnia na sali uczestników spotkania była nadzwyczaj krytyczna wobec pracy nieznanej 22-latki, która nawet jeszcze nie rozpoczęła studiów doktoranckich. Sześćdziesiąt dziewięć lat później, podczas spotkania tego samego Towarzystwa, Vera Rubin została oficjalnie uznana za jedną z najbardziej wpływowych astronomek swojego pokolenia, a jej życiorys za wart upamiętnienia bezprecedensowym wyróżnieniem. Gdy zmarła w wieku 88 lat, 25 grudnia 2016 roku, działający w ramach AAS Oddział Dynamiki Obiektów Astronomicznych (Division on Dynamical Astronomy, DDA) bez zbędnej zwłoki nazwał imieniem Very Rubin dopiero co ustanowioną nagrodę dla początkujących astronomów i astronomek, oddając w ten sposób hołd wyjątkowej osobie, która przyczyniła się do społecznych przemian w astrofizyce jako orędowniczka obecności kobiet w nauce. DDA określił swoją decyzję jako "szczególnie trafną", ponieważ Vera Rubin była "nie tylko wybitną uczoną, lecz także osobą znaną ze swej nadzwyczajnej życzliwości i wsparcia dla młodych naukowców"[3].
Ustawa zmieniająca nazwę obserwatorium LSST w Chile, którą prezydent USA podpisał 20 grudnia 2019 roku, stanowiła jeszcze bardziej spektakularny hołd dla uczonej[4]. Amerykański Kongres docenił fakt, że "dr Rubin i jej współpracownicy połączyli wyniki swoich obserwacji rotacji galaktyk spiralnych z wynikami prac poprzedników, dostarczając światu miarodajnych dowodów na istnienie ciemnej materii". Poza osiągnięciami naukowymi za nie mniej ważną zasługę uznano zaangażowanie "dr Rubin na rzecz równego traktowania oraz reprezentacji kobiet w nauce, w roli mentorki, autorytetu i wzoru do naśladowania dla kilku pokoleń astronomek". W ten sposób Kongres w jednym uzasadnieniu zawarł dwa przeplatające się ze sobą wątki działalności publicznej Very Rubin, które uczyniły z niej amerykański "skarb narodowy", jak tuż po jej śmierci nazwał uczoną Matthew Scott, prezes Carnegie Institution w latach 2014-2017[5].
Vera Rubin zapisała się na kartach historii nauki przede wszystkim za swoje pionierskie, wieloletnie badania nad galaktykami spiralnymi. Jej zdumiewające odkrycia przekonały astronomów, że ciemna materia to całkiem realny byt oraz że stanowi znaczną część materii we wszechświecie. Vera Rubin nigdy nie twierdziła, że "odkryła ciemną materię", choć wciąż nie brakuje tych, którzy błędnie przypisują jej takie odkrycie. Kosmolog szwajcarski Fritz Zwicky, który po raz pierwszy postulował istnienie niewidzialnej materii w 1933 roku, jest powszechnie uznawany za pierwszą osobę w historii, która wysuwała takie kosmologiczne przypuszczenia. Zwicky opierał swoje postulaty na wynikach obserwacji ruchów galaktyk w obrębie gromad, których ówczesna astrofizyka nie była w stanie wyjaśnić[6]. Na spostrzeżenia Zwicky'ego wówczas właściwie nikt nie zwrócił uwagi (lub po prostu nie brano ich na poważnie), a koncepcja ciemnej materii leżała odłogiem przez mniej więcej 40 lat. W połowie lat 60. XX wieku Vera Rubin i Kent Ford wzięli na warsztat sposób, w jaki gwiazdy i obłoki gazów obracają się wokół centrów galaktyk. Ich zamiarem nie było poszukiwanie ciemnej materii, jednak, ku swojemu zdziwieniu, w trakcie tych obserwacji Vera Rubin znalazła niezwykle przekonujące dowody na to, że galaktyki zanurzone są w ogromnych ilościach halo ciemnej materii. Okazało się, że ta tajemnicza niewidzialna materia stanowi w przybliżeniu dziesięciokrotność ilości całej materii widzialnej, tworzącej gwiazdy i obłoki gazu we wszechświecie. Vera Rubin była niezwykle dokładną badaczką, która analizowała zebrane dane z nadzwyczajną drobiazgowością. Dlatego uzyskane przez nią i wielokrotnie sprawdzane dane w końcu musiały przekonać nawet największych sceptyków, że obserwacyjne dowody opublikowane przez nią i Forda są wiarygodne, szczególnie w obliczu ustaleń astrofizyki teoretycznej i radioastronomii.
Czymkolwiek jest, ciemna materia oddziałuje z materią widzialną za sprawą siły grawitacji, wciąż jednak uparcie pozostając tajemniczym i niewykrywalnym składnikiem wszechświata. Jej ilość wielokrotnie przewyższa ilość materii widzialnej, a to sprawia, że odgrywa ona istotną rolę w naszym zrozumieniu natury oraz powstania i ewolucji wszechświata. Mimo że badania Very Rubin koncentrowały się na innych celach, jej naukowa reputacja wiązała się głównie z pracami istotnymi w dyskusjach nad ciemną materią. Jej skrupulatne obserwacje rotacji galaktyk stanowiły najbardziej wówczas przekonujący obserwacyjny dowód na istnienie tej tajemniczej materii.
Astronom może zyskać zasłużone uznanie za "znaczący wkład w zrozumienie, że wszechświat jest bardziej złożony i tajemniczy, niż kiedykolwiek wcześniej sobie wyobrażano", jak głosiło uzasadnienie nadania Verze Rubin Narodowego Medalu Nauki. Jednakże wpływ tej badaczki na rozwój nauki, społeczeństwa oraz na życie wielu osób wykracza daleko poza takie uzasadnienie. Na początku swojej kariery naukowej Vera Rubin zmagała się z licznymi przeszkodami - w czasach, kiedy kobiety w astronomii stanowiły rzadkość, i zresztą nie tylko w astronomii, lecz w ogóle w nauce. Wraz z mężem Bobem, który także był naukowcem, wychowywali czworo dzieci, kiedy Vera studiowała na uczelni blisko domu, a potem powoli i wciąż dość niepewnie budowała swoją pozycję zawodowej astronomki. Jej początki odbiegały od ówczesnych schematów, lecz Rubin posiadała specyficzną mieszankę zdolności, motywacji i charakteru, które gwarantowały jej powodzenie w realizacji ambitnych zamiarów.
W miarę osiągania kolejnych sukcesów zawodowych rosła jej irytacja mnogością barier, które utrudniały lub uniemożliwiały wielu innym kobietom realizację kariery w nauce. Z tego powodu postanowiła zrobić wszystko, co w jej mocy, by obalić stojące przed kobietami przeszkody. Nie chciała stać z boku i biernie przyglądać się sytuacji, w której wiele badaczek musi akceptować status quo, realizując swoje cele bez "wychylania się". Była zdeterminowana, by wnieść wkład w autentyczną zmianę postaw i mentalności. Jej córka Judy, która także zajęła się astronomią, przywoływała powiedzenie, które jej matka często powtarzała: "czyny mówią więcej niż słowa"[7]. To dewiza, której Vera Rubin była wierna, nie tylko głośno się wypowiadając, lecz także aktywnie lobbując na rzecz kobiet w nauce, sprzeciwiając się seksistowskim określeniom i praktykom, wysuwając kandydatury znamienitych badaczek jako recenzentek, organizatorek spotkań, członkiń komisji i ciał doradczych, a także nominując je do nagród i wyróżnień. To wszystko z właściwym jej wyczuciem, wyobraźnią i poczuciem humoru, nawet wtedy, gdy sam fakt, że w ogóle trzeba podejmować takie działania, budził jej złość i zniecierpliwienie.
W swoim niezwykle pracowitym życiu Vera Rubin zawsze znajdowała czas na działania na rzecz zmian wszędzie tam, gdzie dostrzegała niesprawiedliwość, lub tam, gdzie potrzebna była zachęta i wsparcie dla młodszych kolegów i koleżanek (studentów lub studentek). To wsparcie okazywała szczególnie kobietom, ponieważ to głównie one zmagały się z barierami. Ciepła osobowość Very, jej wspaniałomyślność i autentyczna pasja do astronomii zjednywały jej wdzięczność i podziw ze strony aspirujących astronomek, które spotkały ją na swojej drodze. Deidre Hunter, wieloletnia koleżanka i współpracowniczka Very, opisywała ją jako osobę o nadzwyczajnej determinacji, uporze i poczuciu sprawiedliwości - cechach, które sprawiały, że była wytrwałą pionierką przecierającą szlaki dla innych kobiet i nieustępliwą orędowniczką równych szans i różnorodności w nauce[8]. Rola Very Rubin jako liderki w tej bliskiej jej sercu sprawie została upamiętniona w 2018 roku, kiedy Uniwersytet Kalifornijski w Santa Cruz utworzył stanowisko ds. różnorodności w astronomii na cześć Very Rubin.
Wiele serdecznych wyrazów uznania dla Very Rubin zostało wypowiedzianych przez ludzi, którzy mieli szczęście zetknąć się z nią osobiście. Zazwyczaj mówią oni o jej wyjątkowej osobowości i fachowości. Dla Alicii Aarnio na przykład Vera była "cudowną osobą i błyskotliwą uczoną". Rebecca Oppenheimer wspomina Verę jako "kochaną, skromną i inspirującą osobę i jednocześnie wspaniałą, radykalną w swych poglądach badaczkę". Z kolei Julia Nicodemus uważa Verę za "bohaterkę na wielu poziomach - jako feministkę, wybitną uczoną i pionierkę w nauce, a jednocześnie kogoś, kto potrafił odnaleźć cenną równowagę pomiędzy życiem naukowym i prywatnym". Scott Trager określa Verę po prostu jako "jedyną w swoim rodzaju"[9].
Vera Rubin zasłużyła na miano jednej z czołowych postaci w historii astrofizyki dzięki badaniom potwierdzającym teorię ciemnej materii. Paul Dabbar, podsekretarz stanu ds. nauki w Departamencie Energetyki, przy okazji nadania obserwatorium w Chile imienia Very C. Rubin słusznie stwierdził, że "życie i dokonania naukowe dr Rubin stanowią wzór dla wszystkich tych, którzy dążą do zaspokojenia ludzkiej ciekawości i głodu wiedzy na temat wszechświata, w którym żyjemy"[10]. Dokonaniom tym i dążeniom towarzyszyło spełnienie w życiu rodzinnym. Z jednej strony nieustępliwa w działaniach na rzecz równości szans dla kobiet w nauce, z drugiej - życzliwa i oddana przyjaciółka, koleżanka po fachu i mentorka poświęcająca wiele czasu innym - taka właśnie była Vera Rubin.
Dziecięca ciekawość wszechświata i otaczającej ją natury dała początek jej wieloletniej pasji. Jako dociekliwa jedenastolatka Vera najpierw zauroczyła się oglądanym z okna sypialni rozgwieżdżonym niebem, a niedługo potem zapragnęła poświęcić się całkowicie astronomii. To pragnienie przerodziło się w determinację podążania za marzeniami niezależnie od tego, jakie trudności mogą się na tej drodze pojawić. Podróż Very od dziecięcej fascynacji gwiazdami do naukowych obserwacji gwiazd i galaktyk to niezwykle inspirująca historia. Naszą opowieść zaczynamy od pewnej zimnej, grudniowej nocy w 1939 roku.
Rozdział 1Nieodparty urok gwiazd
Był rok 1939, osiedle domów jednorodzinnych w północnej części Waszyngtonu. Grudniowe, nocne powietrze było wyjątkowo mroźne, a niebo przejrzyste i rozgwieżdżone. Po drugiej stronie Oceanu Atlantyckiego trwał największy w historii konflikt zbrojny, w którym miało zginąć sześć milionów Żydów. Jak na razie jednak większość obywateli amerykańskich nie była świadoma ekspansjonistycznych i ludobójczych zapędów nazistów. Na spowitym nocą skromnym osiedlu domów szeregowych na Tuckerman Street, w domu żydowskiej rodziny, w którym dorastała Vera Cooper i jej starsza siostra, panował błogi spokój. Vera i Ruth zajmowały jedną z trzech sypialni ich domu; ich spore łóżko przystawione do ściany z oknem wychodzącym na północ wypełniało znaczną część przestrzeni niewielkiego pokoju. Rodzina Cooperów wprowadziła się tu raptem kilka tygodni wcześniej i Ruth zaklepała sobie część łóżka z dala od okna. Dwa lata młodsza Vera miała więc spać przy oknie - to niepozorny początek jej fascynacji gwiazdami[11].
Z natury ciekawska i spostrzegawcza, Vera patrzyła przez okno na usiane gwiazdami niebo i po niedługim czasie odkryła urzekający gwiezdny spektakl. Choć większość słabo świecących gazowych latarń ulicznych na osiedlu zastąpiono elektrycznymi, ich światło nie było na tyle mocne, by utrudniać obserwacje. Podczas bezchmurnych nocy, o ile nie przeszkadzał mocno świecący księżyc, można było podziwiać setki gwiazd.
Spoglądając na niebo o różnych porach nocy, 11-letnia Vera dokonała swojego pierwszego, wspaniałego odkrycia: gwiazdy przemieszczają się po sferze niebieskiej. Fakt, że nasza planeta obraca się wokół własnej osi sprawia, że rozgwieżdżone niebo nad nami wydaje się obracać niczym gigantyczne koło. Ze swojego okna Vera mogła spoglądać na samo centrum, wokół którego odbywał się ten ruch, z jego najważniejszym świecącym punktem - Polaris, Gwiazdą Polarną.
Podczas jednej z kolejnych nocy trzecia najjaśniejsza gwiazda na północnym niebie, Kapella, była szczególnie widoczna. Nieco poniżej i bardziej na zachód gwiazdozbiór Kasjopei, ze swoim charakterystycznym kształtem przypominającym literę "W", zawisł "do góry nogami". A patrząc w kierunku wschodnim, można było dostrzec Kastora i Polluksa, dwie najjaśniejsze gwiazdy w konstelacji Bliźniąt. Poza Polaris pozostałe, słabiej świecące gwiazdy Małej Niedźwiedzicy zdecydowanie trudniej dostrzec, natomiast Wielki Wóz jeszcze się nie pojawił. Jednakże Vera wiedziała już, że jeśli powróci do obserwacji nieco później, znajomy układ siedmiu gwiazd wzniesie się odpowiednio wysoko. W ciągu kolejnych kilku tygodni Vera zaobserwowała, że gwiazdy zdobiące kawałek nieba widoczny z jej okna z nocy na noc stopniowo zmieniają swoje położenie. O tej samej porze trzy miesiące później, tam, gdzie wcześniej dumnie świeciła Kapella, dominującym elementem obrazu stał się Wielki Wóz. Zrozumienie, dlaczego tak się dzieje, przyszło niedługo potem. Ziemia krąży wokół Słońca, nieustannie przemieszczając się po swojej orbicie, zatem każdej nocy swój sypialniany spektakl Vera oglądała z nieco innego kąta.
Tego wieczoru stało się jednak coś nieoczekiwanego, co przykuło jej uwagę. Przez kilka sekund wydawało się, jakby jasno świecąca gwiazda przemknęła po niebie ze wschodu na zachód, pozostawiając po sobie cienką smużkę światła. Kiedy z zachwytem zastanawiała się nad tym, co właśnie zobaczyła, na niebie pojawiła się kolejna świetlista smuga. To było ekscytujące! Vera wiedziała już, że właśnie zaobserwowała "spadające gwiazdy", czyli meteory powstałe, gdy ziarna kosmicznego pyłu, pędząc z kosmosu, zderzają się z ziemską atmosferą z zawrotnymi prędkościami, a następnie spalają się, zostawiając po sobie świecący ślad. Zastanawiające było jednak to, skąd pochodzą te okruchy skalne, które dają to spektakularne widowisko: czy poruszają się w przypadkowych kierunkach, czy też tory ich lotów są ze sobą jakoś powiązane? Byłoby ciekawie zaznaczyć ich tory na mapie nieba - i to właśnie postanowiła zrobić. W tym celu musiała zapamiętać to, co widziała, a następnie sporządzić odpowiedni rysunek z samego rana. Włączona w nocy lampa mogłaby zbudzić siostrę i rodziców. Vera postępowała ostrożnie przez wzgląd na bliskich, ale mogła być pewna, że ze swoją rozkwitającą astronomiczną pasją i nocnymi aktywnościami może liczyć na entuzjastyczną zachętę i akceptację z ich strony.
Zainteresowanie naukami ścisłymi i matematyką nie było niczym niezwykłym w rodzinie Cooperów - ojciec Very, Pete Cooper, był inżynierem elektrykiem. Jego młodzieńcze doświadczenia były trudne, lecz w latach 30., kiedy on i jego żona Rose dzięki pomocy ze strony rodziny najgorsze trudności mieli za sobą, na pierwszym miejscu stawiali wsparcie córek w realizowaniu ich zainteresowań i ambicji.
Pete urodził się jako Pesach Kobchefski w 1897 roku w żydowskiej rodzinie w Wilnie, na Litwie, która znajdowała się wówczas pod panowaniem carskiej Rosji. Losy społeczności żydowskiej zamieszkującej Wilno układały się bardzo różnie w ciągu kilku stuleci, w przeważającej mierze jednak Żydzi poddawani byli represjom lub surowym restrykcjom ze strony władz. Kiedy Pesach przyszedł na świat, antysemickie nastroje były w Wilnie silniejsze niż kiedykolwiek. Tylko 10 procent miejsc w szkołach było dostępnych dla żydowskich dzieci, w czasie gdy Żydzi stanowili 40 procent mieszkańców Wilna[12]. W konsekwencji edukacja Pesacha ograniczała się do tego, czego mógł się nauczyć w hebrajskiej szkole, wykładającej głównie Torę i język hebrajski[13].
Pesach dorastał w skromnym, lecz niepozbawionym wygód mieszkaniu ogrzewanym przez ogromny piec. Pan Kobchefski przerobił największy pokój w mieszkaniu na niewielki warsztat, w którym wyrabiał skórzane rękawiczki. W pierwszych latach XX wieku, w miarę jak rozpadało się carskie imperium, interes pana Kobchefskiego zaczął podupadać. Coraz częściej okazywało się, że za swoje wyroby otrzymuje on czeki bez pokrycia, które wracały z banku z adnotacją "Niewystarczające środki". W końcu doszło do tego, że nie było go stać na zakup skóry niezbędnej do utrzymania produkcji[14].
W 1903 roku fala antyżydowskich zamieszek przetoczyła się przez południowy region Rosji. Jeden z najtragiczniejszych incydentów miał miejsce w Besarabii (dzisiejszej Mołdawii). Tłumy skandujące "Zabić Żydów!" zamordowały tam 48 osób i raniły setki innych, dopuszczając się aktów niebywałego okrucieństwa[15]. Najgorsze jednak miało dopiero nadejść podczas rewolucji w Rosji, która rozpoczęła się w styczniu 1905 roku od masowych protestów i strajków. Życie stało się nieznośne i pan Kobchefski nie chciał, by jego rodzina żyła w wiecznym strachu, desperacji i poniżeniu. Emigracja wydawała się jedyną alternatywą - tysiące litewskich Żydów zdążyło już opuścić kraj. Tylko dokąd rodzina Kobchefskich miałaby się udać? Dla producenta rękawiczek jedynym sensownym kierunkiem było miasto Gloversville w Stanach Zjednoczonych [rękawiczka po angielsku to glove - przyp. tłum.]. Kilka lat wcześniej szwagier pana Kobchefskiego zdecydował się na opuszczenie rodzinnego kraju, by osiedlić się w tym coraz lepiej prosperującym miasteczku w północnej części stanu Nowy Jork. W dużej mierze dzięki umiejętnościom, talentom i pracowitości żydowskich imigrantów Gloversville na początku XX wieku w szybkim tempie stawało się ważnym ośrodkiem produkcji rękawiczek w Stanach Zjednoczonych[16].
Oficjalnie władze carskiej Rosji zakazywały emigracji. W praktyce jednak opuszczenie kraju nie było ani zbyt trudne, ani szczególnie niebezpieczne. Działająca w podziemiu siatka agentów sprawnie i szybko organizowała takie wyjazdy, oczywiście przy wsparciu skorumpowanych urzędników i straży granicznej. Agenci nawiązywali współpracę z operatorami statków i organizowali podróż koleją do portów w Niemczech, Holandii i Belgii[17].
W 1905 roku dziadek Very Rubin dołączył do wielu swoich rodaków po tym, jak w pojedynkę przepłynął Ocean Atlantycki, by dotrzeć do Gloversville. Przed wyprawą obiecał swojej żonie i dzieciom, że gdy tylko zarobi pieniądze na opłacenie ich podróży i znajdzie odpowiednie mieszkanie dla całej rodziny, sprowadzi ich do siebie. Upłynął nieco ponad rok, zanim cała rodzina mogła zamieszkać razem w USA. Pan Kobchefski przeprawił się za ocean w prymitywnych warunkach, za najniższą możliwą opłatą - żonie i dzieciom chciał takiej podróży oszczędzić. Kiedy przyszedł czas, by sprowadzić ich do siebie, załatwił dla nich bilet w drugiej klasie od agenta w Gloversville, który swoim klientom udzielał kredytu i godził się na spłatę należności w ratach. Dzięki temu pani Kobchefska mogła zamknąć drzwi ich wileńskiego mieszkania po raz ostatni, by wraz z Pesachem i trójką pozostałych dzieci przebyć pięć tysięcy mil i dołączyć do męża i brata[18].
Pierwszy etap podróży Pesacha do nowego życia miał miejsce w pociągu z lokomotywą, który wolno telepał się przez terytoria Polski i Niemiec. W końcu rodzina dotarła do portu w Antwerpii w Belgii, gdzie następnie weszli na pokład SS Kroonland[19], który regularnie kursował przez Atlantyk między Nowym Jorkiem a Antwerpią dla kompanii Red Star Line. Był to stosunkowo nowy statek, zbudowany w Filadelfii i oddany do użytku w 1902 roku - należał wówczas do największych liniowców oceanicznych zbudowanych w Stanach Zjednoczonych. Przez kolejne osiem lub dziewięć dni rodzina Kobchefskich tłoczyła się w ciasnej kabinie, a podczas posiłków siedziała przy jednym z długich stołów w obwieszonej gobelinami i umeblowanej mahoniowymi stołami jadalni w drugiej klasie[20]. Po przybyciu do Nowego Jorku pasażerów posiadających bilet trzeciej klasy zabierano do słynnego ośrodka imigracyjnego na Ellis Island, gdzie poddawano ich wyczerpującej inspekcji. Jako pasażerowie drugiej klasy Kobchefscy nie musieli przez ten proces przechodzić[21]. Pierwszą noc w Stanach Zjednoczonych spędzili na statku, a następnego dnia rano brat pani Kobchefskiej przyjechał do portu, by zabrać ich do Gloversville[22].
Nowym domem ośmioletniego Pesacha było mieszkanie na drugim piętrze z takimi luksusami jak lampy gazowe, wanna i piec w kuchni oraz w salonie. Szkoła znajdowała się kilka przecznic dalej, jednak nieznający angielskiego Pesach został najpierw umieszczony w przedszkolu. Nadgonienie materiału szkolnego tak, by dołączyć do rówieśników, zajęło mu trzy lata. Aby uniknąć stygmatyzacji, rodzice Pesacha zmienili nazwisko - Pesach stał się Philipem Cooperem, choć dla rodziny i przyjaciół zawsze był Pete'em.
W 1915 roku rodzice Pete'a przenieśli się do Filadelfii, by otworzyć sklep z wyrobami skórzanymi. Do tego czasu Pete miał jeszcze rok, by skończyć gimnazjum i zacząć naukę w szkole średniej, więc postanowił zostać w Gloversville i mieszkać z grupą przyjaciół. Jako jeden z dwóch najlepszych absolwentów otrzymał dwie złote monety Quarter Eagle, o nominale dwóch i pół dolara amerykańskiego, które wiele lat później przekazał córkom jako pamiątki rodowe[23].
W latach szkolnych Pete Cooper przejawiał zdolności i zamiłowanie do matematyki i innych przedmiotów ścisłych. Lata później zaszczepił w Verze tę samą radość czerpaną z zabaw liczbami i rozwiązywania matematycznych łamigłówek, angażując obie córki do gier i zagadek logicznych, które wymyślał, by zabić nudę długich podróży samochodem. Po skończeniu szkoły otrzymał stypendium do Union College w Nowym Jorku, jednak niestety nie było go stać na pokrycie kosztów mieszkania i utrzymania. Dlatego postanowił zapisać się na Uniwersytet Pensylwanii, tak by mógł studiować i jednocześnie mieszkać z rodzicami[24]. W 1920 roku Pete otrzymał dyplom inżyniera elektryka i, choć możliwość kontynuowania nauki była kusząca, uznał, że jest to winien rodzinie - zaczął rozglądać się za pracą. Największe przemysłowe koncerny wysyłały wówczas swoich menadżerów do szkół, by podbierać najlepszych absolwentów elektrotechniki. Bell Telephone Company przechwyciła w ten sposób Pete'a, oferując mu pensję w wysokości 1200 dolarów rocznie i stanowisko w oddziale firmy w Filadelfii[25].
Mniej więcej w połowie czerwca 1920 roku Pete zameldował się w biurze firmy, a już dzień później spotkał dziewczynę, którą niedawno poznał na przyjęciu i która była zatrudniona w tej samej firmie. Cztery lata później Rose Applebaum, podobnie jak Pete będąca dzieckiem żydowskich imigrantów, została jego żoną[26]. Rodzice Rose także uciekli do Stanów Zjednoczonych przed prześladowaniami władz carskiej Rosji. Matka Rose (babcia Very Rubin) jako szesnastolatka samotnie przemierzyła tysiące kilometrów z Besarabii do USA, by dołączyć do przyjaciół i rodziny, którzy się tam osiedlili. W ostatnich latach życia ta niezwykła kobieta opowiadała swoim wnukom pasjonującą historię swojej długiej wędrówki, między innymi o tym, jak podróżując w najniższej klasie, omal nie umarła z głodu, ponieważ odmawiała zjedzenia czegokolwiek, co według niej nie było koszerne. Uratowała ją przychylność jednego z oficerów statku, który przynosił jej świeże owoce. W Filadelfii poznała swojego przyszłego męża, krawca pochodzącego z tej samej części imperium carskiego. Rose urodziła się jako ich drugie z czworga dzieci, w 1900 roku.
Rose chodziła do szkoły średniej dla dziewcząt w południowej Filadelfii, a po jej ukończeniu zatrudniła się w Bell Telephone Company. Jej zadaniem było obliczanie kosztów instalacji linii telefonicznych w zależności od długości linii. Podobnie jak większość kobiet w jej czasach, swoją pracę traktowała jako zajęcie wypełniające czas do momentu znalezienia męża.
Pete i Rose zaczęli się regularnie spotykać, jednak zależało im na zachowaniu dyskrecji, szczególnie w miejscu pracy. W Bell Telephone romantyczne związki pomiędzy pracownikami były niemile widziane. Poza tym matka Pete'a nalegała, by ten nie afiszował się w rodzinie z poważnymi zamiarami matrymonialnymi, dopóki jego starsza siostra nie znajdzie odpowiedniego kandydata na męża - wszystko po to, by uniknąć wstydu dla rodziny i nie zaprzepaścić szans starszej siostry na zamążpójście. Takie społeczne konwenanse miały wielkie znaczenie dla matki Pete'a, więc i on, i Rose utrzymywali swój rozkwitający związek w tajemnicy - do lipca 1923 roku, czyli dnia, kiedy wzięli udział w firmowym pikniku[27].
Ów piknik odbył się na farmie położonej około 16 kilometrów na północ od Filadelfii. W biurze huczało od plotek o tym, kto z kim się na niego wybiera. Pete zdecydowanie odcinał się od takich rozmów. Chciał, by informacja o jego związku z Rose była dla wszystkich niespodzianką podaną w imponującym stylu. Na piknik przyjechał pięknym siedmioosobowym studebakerem, którego niedawno kupili jego rodzice; obok niego siedziała Rose, olśniewająca, w wielkim słomkowym kapeluszu. Wszystko się wydało. Delikatna kwestia dotycząca stanu cywilnego siostry Pete'a została rozwiązana w dniu jej ślubu w styczniu 1924 roku. Zniknęła ostatnia przeszkoda - Rose i Pete mogli się pobrać w marcu tego samego roku. Kilka miesięcy później Rose zrezygnowała z pracy[28].
W czasie gdy trwały prace wykończeniowe w domu, który państwo młodzi kupili przy Chestnut Hill w północno-zachodniej części Filadelfii, mieszkali oni z matką Rose. Latem 1924 roku mogli się wreszcie przeprowadzić do nowego domu - z tej okazji wydali przyjęcie dla znajomych z pracy. Jednym z prezentów, które otrzymali, był zegar z wahadłem. Sześćdziesiąt pięć lat później Vera wyznała 92-letniemu ojcu, że jako dziecko potajemnie otwierała drzwiczki zegara i przestawiała jego wskazówki nieco do przodu, ponieważ bała się spóźnić do przedszkola[29].
Przez około pięć lat Pete i Rose cieszyli się wygodnym życiem w otoczonym zielenią domu na spokojnym osiedlu. Często gościli w swym domu przyjaciół, tam też założyli rodzinę. Ruth, ich pierwsza córka, urodziła się w 1926 roku, Vera w 1928. Jednakże był to też czas, kiedy Pete poczuł znużenie i zniechęcenie swoją pracą. Zrezygnował wówczas z posady w Bell Telephone i założył wraz ze szwagrem Philipem niewielką firmę dostarczającą sprzęt dla pralni. Nie mogli wybrać gorszego momentu na rozpoczęcie biznesu - w 1929 roku krach na giełdzie na Wall Street zwiastował katastrofalny dla całego świata kryzys ekonomiczny lat 30. Niemal wszyscy odczuli jego efekty i rodzina Very nie była wyjątkiem. Do 1933 roku stopa bezrobocia w Stanach Zjednoczonych wzrosła do ponad 20 procent ogółem i przeszło 30 procent, jeśli nie brać pod uwagę pracowników farm. Wielu ludzi próbowało przetrwać, imając się dorywczych, niskopłatnych prac[30]. Pete robił, co mógł, by związać koniec z końcem, jednak jego niewielkie przedsiębiorstwo ledwie przędło, a zarobki nie wystarczały na to, by opłacić rachunki.
Wielki kryzys najboleśniej dotknął rodzinę Cooperów w dniu, kiedy trzeba było się spakować i opuścić dom. Na krótki czas schronienia udzielili im brat Rose, Philip, i jego żona. Po śmierci ojca w 1934 roku Pete nakłonił niechętną przeprowadzce Rose, by rodzina przeniosła się do domu jego matki. Relacja pomiędzy teściową i synową była dość napięta. Dom był przestronny i zapewniał mieszkańcom wystarczająco dużo przestrzeni, jednak Ruth i Vera nie mogły się cieszyć swobodą typową dla dzieci w ich wieku. Rose dręczyło poczucie, że ona i jej rodzina narzucają się matce Pete'a. Na domiar złego biznes Pete'a upadł. W czasie gdy ten rozglądał się za pracą, Rose pomagała w prowadzeniu należącego do jego rodziców sklepu z wyrobami skórzanymi, by zapewnić swojej rodzinie jako takie dochody. I choć był to najnieszczęśliwszy okres w ich związku, Pete i Rose zdołali uchronić córki przed wszechogarniającym poczuciem beznadziei i strachu, którego na co dzień doświadczali oni i miliony ludzi w Stanach Zjednoczonych w dobie wielkiego kryzysu.
Według wspomnień samej Very w czasach jej wczesnego dzieciństwa nie było nic nadzwyczajnego. Dorastała, wedle jej własnych słów, "w radosnym otoczeniu dziadków, ciotek, wujków i kuzynów". Z jej perspektywy życie w domostwie Cooperów było cudownie harmonijne... i umuzykalnione. Dom często wypełniał śpiew matki, która była obdarzona pięknym głosem. Z okazji ich zaręczyn Pete podarował Rose niewielkie pianino i zarówno Ruth, jak i Vera uczęszczały na lekcje gry na tym instrumencie[31]. Lubiły grywać na pianinie razem, choć w trakcie gry nieraz, jak to siostry, potrafiły się pokłócić. A kiedy było krucho z pracą i siłą rzeczy było więcej wolnego czasu, Pete zbudował dla nich piękny dom dla lalek w stylu kolonialnej rezydencji, wyposażony w ręcznie wykonane mebelki, elektryczne oświetlenie oraz działający radioodbiornik. To zapewniało obu siostrom wielogodzinną rozrywkę[32].
W przeciwieństwie do życia domowego pierwsze doświadczenia szkolne Very były nieprzyjemne, czasem wręcz traumatyczne. Żadne z jej nielicznych, wyrywkowych wspomnień wczesnych lat szkolnych nie były szczęśliwe. To, co szczególnie utkwiło w pamięci, to surowa dyscyplina i nieprzyjemne klasy urządzone w staroświeckim stylu, z ich przytwierdzonymi do podłogi, twardymi i boleśnie niewygodnymi ławkami. Jako osoba leworęczna Vera miała nie lada problem z pisaniem wystarczająco starannym, by usatysfakcjonować surowych nauczycieli. Pewien "okropny, okropny" nauczyciel nalegał, by pisała prawą ręką, kiedy była w trzeciej klasie. Ten sam nauczyciel pewnego dnia dał uczniom zadanie domowe polegające na wycięciu artykułu prasowego z lokalnej filadelfijskiej gazety i przyniesieniu go następnego dnia na lekcję. Rodzina Cooperów prenumerowała inny tytuł i kiedy rodzice Very uznali, że nie kupią gazety tylko po to, by spełnić żądanie nauczyciela, mała Vera z przerażeniem myślała o pójściu do szkoły następnego dnia.
Kiedy Vera skończyła sześć lat w 1934 roku, amerykańska gospodarka zaczęła odzyskiwać oddech i sytuacja na rynku pracy zaczęła się poprawiać. Franklin D. Roosevelt, gubernator Nowego Jorku z Partii Demokratycznej, odniósł miażdżące zwycięstwo nad kontrkandydatem w wyborach prezydenckich 1932 roku, obiecując wyborcom swój Nowy Ład. Roosevelt pokonał urzędującego prezydenta, republikanina Herberta Hoovera, uzyskując rekordowe 57 procent głosów i zwyciężając w 42 z 48 stanów. Cztery lata później został ponownie wybrany na prezydenta. Roosevelt 6 maja 1935 roku wydał rozporządzenie ustanawiające Urząd ds. Robót Publicznych (Works Progress Administration, WPA), którego celem było tworzenie miejsc pracy dla osób kwalifikujących się do wykonywania zadań w małych i dużych projektach infrastrukturalnych. W czasie swojego funkcjonowania WPA zapewnił zatrudnienie dla około trzech i pół miliona pracowników. W ramach tego programu powstały liczne stanowiska pracy w sferze usług publicznych, a na projekty budowy nowych dróg, mostów, szkół i szpitali przeznaczono miliardy dolarów.
To dzięki tej inicjatywie ojciec Very znalazł wreszcie zatrudnienie. Początkowo Pete najął się do pracy w cieszącym się złą sławą filadelfijskim szpitalu psychiatrycznym, zwanym też szpitalem Byberry, znanym z fatalnych warunków bytowych i maltretowania znajdujących się tam pacjentów[33]. Kiedy w szpitalu zabrakło pieniędzy na wypłatę wynagrodzeń, Pete znalazł pracę inżyniera elektryka w stoczni. Tam jednak także w pewnym momencie skończyła się gotówka na wypłaty dla pracowników i trzeba było rozejrzeć się za innym zajęciem. Przez jakiś czas Pete sprzedawał polisy ubezpieczeniowe[34], lecz kiedy przyjaciele i członkowie rodziny na wszystkie możliwe sposoby się u niego ubezpieczyli, okazało się, że znalezienie kolejnych klientów będzie raczej trudne. Szczęście uśmiechnęło się do Pete'a pewnego wiosennego dnia w 1938 roku, kiedy idąc ulicą, wpadł na znajomego zatrudnionego wówczas w firmie budowlanej. Firma pilnie potrzebowała pracownika do projektu budowy kolonii stanowej dla epileptyków w Selinsgrove w środkowej Pensylwanii. Rose zgodziła się z Pete'em, że powinien przyjąć tę propozycję, mimo że wymagało to wyjazdu do miejsca oddalonego o ponad 240 kilometrów od Filadelfii. Jednocześnie oboje uznali, że nie byłoby dobrze dla obu ich córek przenosić się do nowej szkoły w połowie roku szkolnego. Pete w tygodniu mieszkał więc w Selinsgrove, a na weekendy wracał do Filadelfii. W tym celu kupił używanego studebakera coupé za 75 dolarów[35].
W tamtym czasie samochody typu coupé i roadstery posiadały z tyłu dodatkowe rozkładane siedzenie, dające możliwość komfortowej jazdy jednej osobie dorosłej lub dwojgu dzieciom w odkrytej kabinie pasażerskiej. Dla Very taki dodatkowy fotel byłby wielką frajdą, dlatego bardzo się rozczarowała, gdy okazało się, że nowe auto takiego wyposażenia nie ma. Pete był jednym z tych kochających ojców, którzy spełniają zachcianki ukochanych córek, więc szybko odpowiednio przerobił tył samochodu. Aby dostawić dodatkowe siedzenie, przerobił zawiasy w klapie od bagażnika, a następnie przeszukał miejscowe złomowisko, by znaleźć mieszczący się w nim fotel. Vera uwielbiała podmuchy chłodnego wiatru podczas jazdy i wraz z koleżankami skrupulatnie zapisywała, ile kilometrów przejechały na nieosłoniętym siedzeniu[36].
Kiedy semestr szkolny dobiegł końca, cała rodzina przeprowadziła się do urządzonego domu w Selinsgrove, wynajętego od profesora, który na jakiś czas wyjechał do Chicago. Dla wszystkich Cooperów było to cudowne i pamiętne lato. W otaczającym dom ogrodzie rosły obficie świeże warzywa, a do rodziny dołączyły pies, kot oraz dwa króliki. W weekendy dom pełen był śmiechu i rozmów, kiedy do Cooperów przybywali liczni goście z Filadelfii. Żadne przyjęcie nie mogło się obyć bez pokaźnej sztuki mięsa, więc w piątkowe popołudnie Ruth i Vera udawały się do rzeźnika, u którego można było kupić koszerne mięso. Podzielone na części i umieszczone w suchym lodzie mięso odbywało 50-milową podróż autobusem; na końcowym przystanku dziewczyny płaciły kierowcy, a następnie taszczyły mięsny pakunek do domu w wózku dla lalek[37].
Jako dziecko Vera nie miała dostępu do wielu książek poza szkolną biblioteką. W domu, który jej rodzice zaczęli dzielić z babcią, kiedy Vera skończyła pięć lat, nie było książek dla dzieci. Odnalezienie na strychu ich nowego domu w Selinsgrove wielotomowej encyklopedii dla dzieci było dla obu dziewczynek czymś na miarę odkrycia bezcennego skarbu. Najpewniej było to jedno z wielu wydań Księgi wiedzy, po raz pierwszy opublikowanej w Anglii w 1910 roku jako Encyklopedia dla dzieci pod redakcją Arthura Mee. Dzieło to było dosłownie kopalnią informacji i twórczej zabawy dla dziecka takiego jak Vera - pełnego ciekawości otaczającego je świata i znajdującego przyjemność w konstruowaniu różnych rzeczy.
Pod koniec lata Rose miała przed sobą nieciekawą perspektywę powrotu do domu swojej teściowej w Filadelfii. Bardzo nie chciała tam wracać, a Pete wiedział, że choć ich pobyt w Selinsgrove można będzie nieco przedłużyć, wkrótce będzie musiał się rozglądać za nową pracą. Złożył podanie o stanowisko w prężnie rozwijającej się służbie cywilnej i już wczesną jesienią zaoferowano mu posadę w Waszyngtonie. Oferta pracy w stolicy nie mogła przyjść w lepszym momencie. Kilka dni wcześniej Pete'a odwiedził przedstawiciel związku zawodowego. Pete nie zdawał sobie wcześniej sprawy z tego, że związek kontroluje proces zatrudniania pracowników budowy, a on sam z jakiegoś powodu dołączył do personelu, omijając proces weryfikacji przez struktury związkowe. Zapewne dlatego przez dłuższy czas nie miał pojęcia, jak funkcjonuje system, który zmuszał pracowników do płacenia łapówek skorumpowanej, politycznej machinie w Pensylwanii za przywilej posiadania posady. Nieoczekiwany gość wręczył Pete'owi rachunek opiewający na sumę wszystkich opłat, które Pete rzekomo powinien był wnieść od momentu, kiedy został zatrudniony, wraz z ultimatum: albo rozliczy się ze związkiem w ciągu dziesięciu dni, albo straci pracę[38].
Nastroju nie poprawiły mu otrzymane tego samego dnia dwa telegramy. Zazwyczaj ta forma przesyłki związana była ze sprawami firmy i czytanie ich w takim momencie mocno mu się nie uśmiechało. Te jednak różniły się od dotychczasowych, bo zamiast do "Inżyniera Coopera" były one zaadresowane do "Pana Philipa Coopera". Obie wiadomości zawierały propozycje pracy w Waszyngtonie. Ależ fart! W tym momencie Pete miał gotową odpowiedź dla związkowca: zanim oni wyrzucą go z pracy, on zwolni się sam. Z przedstawionych mu ofert zatrudnienia wybrał stanowisko inżyniera projektującego instalacje elektryczne dla laboratorium budowanego na przedmieściach Waszyngtonu na potrzeby Departamentu Rolnictwa.
W pierwszych dniach września rodzina Cooperów spakowała się do swojego studebakera, przywiązując na dachu samochodu to, czego nie udało się zmieścić w środku, i wyruszyła w stronę Filadelfii, tym razem traktując ją jako przystanek na drodze do stolicy. Plan Pete'a był taki, że Rose wraz z dziewczynkami będą mieszkać u jej matki, dopóki Pete nie znajdzie dla nich domu w Waszyngtonie. W tym czasie on sam miał mieszkać w żydowskim internacie na Czternastej Ulicy. Pete błagał Rose, by zgodziła się zamieszkać w Filadelfii, ponieważ wiedział, że ma przed sobą jeszcze jedną przeszkodę do pokonania, zanim będzie miał pewność, że nowa posada faktycznie jest jego. Owa przeszkoda polegała na uzyskaniu pozytywnego wyniku badań lekarskich wymaganych dla jego stanowiska, a to mogło być trudne, zważywszy na jego wysokie ciśnienie krwi. Co pocznie w Waszyngtonie z rodziną na utrzymaniu i bez pracy? Rose była jednak nieugięta i uparła się, że jedzie prosto do Waszyngtonu. Wraz z Ruth i Verą przyjechała kilka dni po tym, jak dotarł tam Pete, i razem przemierzali ulice miasta w poszukiwaniu lokum. Nieliczne oferty jednak przekraczały ich możliwości finansowe. Nietrudno zrozumieć tę mizerną wówczas podaż domów na wynajem w stolicy i okolicach: ojciec Very był jednym z wielu tysięcy Amerykanów przybywających do Waszyngtonu, by objąć nowo utworzone stanowiska w administracji rządowej. Liczba mieszkańców dystryktu rosła w rekordowym tempie, szkoły pękały w szwach, a ulice stawały się coraz bardziej zakorkowane[39].
Pewnego wieczoru około godziny 22:00, kiedy zniechęceni bezowocnymi poszukiwaniami Rose i Pete zmierzali z powrotem w kierunku internatu, zwrócili uwagę na budynek mieszkalny na Fuller Street, usytuowany nieopodal polskiej ambasady, na którym widniał napis: "Proszę pukać do drzwi zarządcy". Zapukali, przepraszając za późną godzinę odwiedzin i wyjaśniając swoją sytuację. Pokazano im mieszkanie na pierwszym piętrze, które składało się z salonu, jadalni, kuchni i łazienki. Mimo że była tam tylko jedna sypialnia, mieszkanie posiadało także zabudowaną werandę, którą można było przeznaczyć na pokój dla dziewczynek. Od razu podpisali umowę[40]. Rose wróciła do Filadelfii, by przygotować wszystko do przeprowadzki, a już tydzień później zadzwoniła do Pete'a z informacją, że następnego dnia przyjedzie do Waszyngtonu z Verą i Ruth. Jego próby powstrzymania Rose przed tak szybkim tempem przeprowadzki nie zdały egzaminu. Kiedy następnego dnia wrócił z pracy, zastał w mieszkaniu żonę, córki oraz ich wszystkie meble. Wyniki rutynowych badań lekarskich zleconych przez firmę okazały się na szczęście pozytywne i można było spokojnie osiedlać się w Waszyngtonie. Wraz z Rose mieli tam pozostać do emerytury i przeprowadzki na Florydę w 1970 roku[41].
Rodzina Cooperów zajmowała swoje niewielkie mieszkanko przez rok. Vera, która dopiero co zaczęła piątą klasę w szkole podstawowej im. H.D. Cooke'a w szkolnym dystrykcie Adams Morgan, nie mogła się nadziwić, jak skrajnie odmienny był styl nauczania w jej nowej szkole od sztywnych, surowych reguł, które pamiętała z czasów szkolnych w Filadelfii. Przede wszystkim ławki i krzesła nie były przytwierdzone do podłogi, co więcej, sami uczniowie mogli je przestawiać tak, by ich układ pasował do różnych aktywności. Okazało się, że szkoła może być całkiem przyjemnym miejscem, do którego Vera uwielbiała chodzić, szczególnie gdy można było coś powycinać, przykleić i uzyskać konkretną konstrukcję. Była jednak różnica, która zaszokowała siostry Cooper. W odróżnieniu od filadelfijczyków - żyjących w kolebce amerykańskiego oświecenia i niepodległości - mieszkańcy Waszyngtonu wciąż wierzyli w słuszność segregacji rasowej. W Filadelfii dziewczynki chodziły do klasy z dziećmi wszystkich ras, w nowym miejscu zetknęły się z oddzielnymi szkołami dla białych i czarnoskórych uczniów, ze specjalnie wyznaczonymi miejscami w środkach transportu publicznego dla białych i czarnych[42].
Przy wszystkich tych zmianach, do których trzeba było się przystosować, Pete lubił swoją nową pracę. Dla nowego laboratorium zakontraktowano prace inżynieryjne o wartości trzech milionów dolarów, a Pete szybko awansował na stanowisko kierownika zespołu zajmującego się instalacjami elektrycznymi. Nadszedł wreszcie moment, kiedy i on, i Rose mieli poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji finansowej. W 1939 roku rodzina przeniosła się do domu na Tuckerman Street, w którym Ruth i Vera miały wreszcie sypialnię z prawdziwego zdarzenia i dodatkowy pokój, który służył im do zabaw. A kiedy ich dotychczasowe auto przeobraziło się w starego gruchota, którego już żadną miarą nie dało się podrasować, Pete wymienił go na sześcioosobowego sedana pierce-arrow, luksusowe auto, często w tamtym czasie wybierane przez gwiazdy Hollywood i potentatów biznesowych. Pete wyszukał egzemplarz, który miał sześć lat i gigantyczny przebieg, lecz był w bardzo przyzwoitej kondycji. Marynarz, który był jego poprzednim właścicielem, chciał go szybko sprzedać, więc Pete z radością skorzystał z bardzo okazyjnej oferty[43].
Poczucie stabilizacji, którym cieszyła się rodzina Cooperów, niestety nie trwało długo. Już w pierwszych miesiącach 1941 roku społeczeństwo amerykańskie miało ponurą świadomość nieuniknionego zaangażowania USA w wojnę, która od dwóch lat szalała w Europie. Przygotowania wojenne wzięły pierwszeństwo nad laboratoriami służącymi rozwojowi rolnictwa, więc inwestycje i prace budowlane w tym sektorze zostały przyhamowane. Korpus Łączności Armii Stanów Zjednoczonych wezwał Pete'a do służby ze względu na jego doświadczenie w Bell Telephone. Atak Japonii na Pearl Harbor 7 grudnia 1941 roku doprowadził do wypowiedzenia wojny Japonii, Niemcom i Włochom przez rząd USA. Pete służył w Korpusie Łączności do końca wojny w 1945 roku[44].
W ciągu tych kilku wojennych lat Vera skończyła szkołę podstawową i rozpoczęła naukę w gimnazjum. Właśnie wtedy odkryła swoją fascynację gwiazdami, które zdawały się przekazywać jej wymowne sygnały. Sama Vera wspominała, że w tamtym momencie "nie było w jej życiu nic bardziej interesującego i intrygującego niż obserwowanie gwiazd każdej nocy"[45]. Myśl, że mogłaby zostać astronomką, posiadającą umiejętności i wiedzę, by do końca swych dni badać te obiekty, na dobre zakiełkowała w jej głowie. Chciała dowiedzieć się wszystkiego o gwiazdach - w tym celu odwiedzała bibliotekę publiczną w poszukiwaniu odpowiednich książek, które mogły zaspokoić jej głód wiedzy. Nieco naiwnie wierzyła, że jeśli przeczyta wystarczająco dużo książek, będzie w stanie "wszystko zrozumieć"[46].
Książki, które zawierały mapy nocnego nieba i skupiały się jedynie na przedstawieniu czytelnikom poszczególnych gwiazdozbiorów, niespecjalnie ją interesowały, ponieważ nie można w nich było znaleźć niczego ciekawego na temat samych gwiazd i ich charakterystyki. Jednakże czym innym było przeglądanie ilustracji w książkach, a czym innym jej własne obserwacje nocnego nieba. Między 1940 a 1941 rokiem, kiedy Vera miała 12-13 lat, dwa wyjątkowe zjawiska wywarły na niej szczególnie silne wrażenie[47].
Pierwsze z nich to koniunkcja Jowisza i Saturna, dwóch bardzo jasnych planet widocznych gołym okiem. Dwa gazowe olbrzymy trzykrotnie najpierw bardzo zbliżały się do siebie, a następnie ponownie się rozdzielały między sierpniem 1940 roku a lutym 1941 roku, niczym duet uczestniczący w długim powolnym tańcu. Taka wyjątkowa seria bliskich kosmicznych spotkań pomiędzy Jowiszem a Saturnem zdarza się średnio raz na 120 lat, ponieważ aby takie zjawisko nastąpiło, Ziemia, Jowisz i Saturn muszą ustawić się w odpowiedniej konfiguracji po tej samej stronie Słońca. W tamtym czasie Vera nie miała jeszcze świadomości, że uczestniczy w niezwykle rzadkim widowisku, które wystąpiło po raz pierwszy od 1683 roku. W czasie dwóch dni 1940 roku, 8 sierpnia i 11 października, oraz 16 lutego 1941 roku obie planety ustawiły się tak, że z perspektywy obserwatora na Ziemi ich wzajemna odległość wynosiła mniej więcej dwukrotność średnicy Księżyca. Kilkadziesiąt lat później Vera mogła to zjawisko podziwiać ponownie - w latach 1980 i 1981; następnego razu można się spodziewać nie wcześniej niż w 2223 roku[48].
Drugie wydarzenie, które na długo utkwiło Verze w pamięci, miało miejsce w nocy z 18 na 19 września 1941 roku, kiedy ziemskie pole magnetyczne zostało potężnie zaburzone podczas jednej z najintensywniejszych burz geomagnetycznych, które dotknęły naszą planetę. Zaburzenia te zostały poprzedzone powstaniem na powierzchni Słońca plam słonecznych o rozmiarach tak znacznych, że można by je było obserwować gołym okiem. Rotacja Słońca spowodowała, że plamy te przesunęły się w kierunku centrum tarczy naszej gwiazdy, następnie miał miejsce rozbłysk i wyrzut elektrycznie naładowanych cząstek w kierunku Ziemi. Po około 20 godzinach obłoki wysokoenergetycznych cząstek spowodowały gigantyczne zaburzenie zazwyczaj stabilnego ziemskiego pola magnetycznego, które miało dramatyczne konsekwencje. Liczne zorze polarne rozświetliły niebo nawet w regionach tak daleko wysuniętych na południe jak Floryda. W tę bezchmurną i bezksiężycową noc mieszkańcy Waszyngtonu mogli podziwiać fantastyczne wstęgi światła w zachwycających odcieniach różowego, zielonego i lawendowego koloru. Aby zobaczyć to spektakularne widowisko, Pete i Rose zabrali córki na Hains Point w parku East Potomac u zbiegu rzek Potomac i Anacostia w południowo-zachodnim Waszyngtonie. Transformatory elektryczne skrzypiały i drgały, w miarę jak sieci energetyczne doświadczały niekontrolowanych udarów napięciowych; z różnych miejsc na całym świecie donoszono o zakłóceniach lub przerwaniu łączności radiowej. Stany Zjednoczone nie były jeszcze w stanie wojny, lecz w Europie i na morzu walczące strony korzystały z oświetlonego nocnego nieba. Naziści storpedowali konwój sił alianckich na północnym Atlantyku i zbombardowali Leningrad. W międzyczasie siły brytyjskie zrzucały bomby na niemieckie bazy zaopatrzeniowe na Morzu Bałtyckim[49].
Te podniebne cuda wzmocniły w Verze pragnienie zostania astronomką, jednakże to gwiazdy i galaktyki najbardziej ją pasjonowały. Astronomowie zdali sobie sprawę z ogromu wszechświata poza naszą Galaktyką w latach 30. XX wieku. Droga Mleczna to, jak się okazało, wielkie skupisko gwiazd w kształcie dysku, w którym gwiazdy nie okrążają Słońca, lecz odległe od naszego układu planet centrum w pobliżu gwiazdozbioru Strzelca. Wyszło też na jaw, że mgławice spiralne, takie jak Wielka Mgławica w Andromedzie, to w istocie nie świecące obłoki gazu w obrębie Drogi Mlecznej, jak przez długi czas sądzono, lecz oddzielne galaktyki znajdujące się w niewyobrażalnie wielkich odległościach od Drogi Mlecznej. Jeszcze trudniejsza do wyobrażenia i zaakceptowania była koncepcja ekspansji wszechświata, wedle której gromady galaktyk w zawrotnym tempie oddalają się od siebie, w miarę jak rozszerza się czasoprzestrzeń. Założenia nowej teorii grawitacji Alberta Einsteina z 1915 roku doskonale wpasowywały się w przełomowe obserwacje prowadzone przez takich astronomów, jak Vesto Slipher, Milton Humason i Edwin Hubble, dostarczając przekonujących argumentów na poparcie koncepcji rozszerzającego się wszechświata. Badania wszechświata w wielkiej skali, które nazywamy kosmologią, prężnie się wówczas rozwijały jako nowa i nadzwyczaj ekscytująca dyscyplina astronomii. To wszystko trzeba było wyjaśnić przystępnym językiem zainteresowanym laikom, takim jak Vera.
Brytyjski fizyk sir James Jeans był jednym z tych autorów, którzy mieli szczególne zasługi w misji przekładania naukowego języka astronomii na formy zrozumiałe dla przeciętnego odbiorcy. Po zakończeniu błyskotliwej kariery akademickiej, spędzonej głównie na Uniwersytecie w Cambridge, Jeans przeszedł na emeryturę w wieku 51 lat w 1929 roku, by zająć się popularyzacją nauki. Vera pożyczała z biblioteki książki jego autorstwa, takie jak Wszechświat wokół nas, Przez przestrzeń i czas oraz Gwiazdy na swoich torach. Na kartach tych książek autor mówił swoim czytelnikom:
Kiedy tylko poznamy prędkości, z jakimi gwiazdy poruszają się wokół centrum galaktyki, będziemy mogli zmierzyć masę układu gwiazd dokładnie tak, jak mogliśmy sprawdzić masę Słońca, analizując ruch planet wokół niego[50].
Czytając te słowa, Vera jeszcze nie wyobrażała sobie, że jakieś 30 lat później ona sama będzie obliczać masy galaktyk, stosując tę metodę - z zadziwiającymi rezultatami.
Sir Arthur Eddington był kolejnym wybitnym brytyjskim astrofizykiem i matematykiem, który ujawnił swój wyjątkowy talent do popularyzacji nauki; jego książki także znalazły się na czytelniczej liście Very. W krótkiej, wydanej w 1933 roku książce Rozszerzający się wszechświat Eddington poruszył niezwykle trudne do wyobrażenia pojęcia, takie jak zakrzywienie czasoprzestrzeni. Takie intelektualne wyzwania były dla Very niezwykle intrygujące[51].
Niemal na pewno książką, która zrobiła wrażenie na młodej Verze Cooper, była także napisana przez Edwina Hubble'a i wydana w 1936 roku praca pt. Królestwo mgławic, oparta na serii publicznych wykładów wygłoszonych przez Hubble'a na Uniwersytecie Yale w 1935 roku[52]. W swojej książce Hubble streścił trzy przełomowe badania w dziedzinie astronomii, które zostały przez niego opublikowane między 1925 a 1929 rokiem. W trakcie tych obserwacji Hubble dostarczył bezsprzecznych dowodów na to, że dopiero co zmierzone odległości do dwóch mgławic spiralnych umiejscawiały je daleko poza Drogą Mleczną; opracował system klasyfikacji galaktyk według ich kształtów; wreszcie ustalił, że prędkości oddalających się od nas galaktyk są wprost proporcjonalne do ich odległości. Swoich odkryć Hubble dokonał przy pomocy 100-calowego teleskopu w Obserwatorium Mount Wilson w Kalifornii.
Nie tylko lektura książek popularnonaukowych podsycała ambicje i zapał Very, by "to wszystko zrozumieć". W wieku 14 lub 15 lat zapragnęła uczestniczyć w comiesięcznych spotkaniach amatorskiego klubu astronomicznego w Waszyngtonie. W trosce o to, by jego dorastająca córka nie podróżowała samotnie późnym wieczorem, lecz jednocześnie nie chcąc jej zniechęcać, Pete towarzyszył jej na tych spotkaniach. Wieczory spędzone w klubie i możliwość spotkań ze słynnymi astronomami były dla Very niezapomnianym przeżyciem. Nastolatka zetknęła się wówczas po raz pierwszy z takimi tuzami, jak Harlow Shapley i Donald Menzel, których w późniejszych latach uważała za swoich kolegów po fachu. Shapley, wybitny astronom, który w tamtym czasie dobiegał sześćdziesiątki, był dyrektorem Obserwatorium Harvarda. W 1919 roku wysunął wniosek, że Droga Mleczna jest znacznie większa, niż wcześniej przypuszczano, a jej centrum znajduje się tysiące lat świetlnych od Słońca. Jego wyniki były efektem żmudnych obserwacji i projektu wyznaczania pozycji kulistych gromad gwiazd w naszej Galaktyce. Młodszy od niego Menzel, także z Harvardu, wykorzystywał swoją wiedzę i umiejętności jako matematyk i fizyk w pracy na rzecz marynarki wojennej w stopniu komandora podporucznika. W czasie II wojny światowej w tej roli pracował dla wywiadu wojskowego, a kilka lat po wojnie, w 1952 roku, zastąpił Shapleya na stanowisku dyrektora Obserwatorium Harvarda. W środowisku astronomów Menzel znany był ze swoich badań nad Słońcem oraz mgławicami gazowymi i miał reputację inspirującego mówcy oraz popularyzatora.
W wieku około 15 lat Vera postanowiła skonstruować swój własny teleskop. Lata później wspominała, że była to "kompletna klapa, choć było w tym trochę frajdy"[53]. Za tubę teleskopu służyła kartonowa rura, którą udało się zdobyć w sklepie z wykładzinami z linoleum i którą następnie trzeba było przetransportować do domu autobusem. Prawdopodobnie nikt z jadących tego dnia tym samym pojazdem pasażerów nie domyślał się, po co nastolatce wielka, nieporęczna rura z kartonu. Skromne, dwu- lub trzycalowe soczewki pochodziły od dostawcy sprzętu laboratoryjnego. Niestety, po zamontowaniu na mocno chwiejnym, drewnianym trójnogu, który Vera i Pete naprędce zmajstrowali, ich domowy teleskop był, co nie dziwne, niestabilny; brakowało mu także wyposażenia w odpowiedni sterownik pozwalający na śledzenie konkretnych obiektów. Pierwsze próby sfotografowania Księżyca okazały się rozczarowujące, bo wywołane odbitki były bardzo rozmyte. Pocieszeniem były lepsze rezultaty uzyskane po zostawieniu aparatu fotograficznego skierowanego na północ z otwartą migawką na kilka godzin. Ruchy gwiazd na nocnym niebie, które tak bardzo ją zauroczyły kilka lat wcześniej, teraz można było utrwalać na kliszy fotograficznej. Z tych wysiłków i ich efektów Vera mogła poczuć się dumna. W swoim albumie obok pierwszych, nieudanych fotografii Księżyca Vera umieściła serie zdjęć gwiazd i szlaków ich wędrówek po niebie. Nie mogło tam oczywiście zabraknąć także fotografii uwieczniającej jej pierwszy teleskop - te wymowne pamiątki jej pierwszych kroków w świecie astronomii pozostały z nią do końca życia.
Wraz z siostrą i rodzicami Vera często podróżowała do Filadelfii w odwiedziny do dziadków, ciotek, wujków i kuzynów. Czterogodzinna jazda samochodem mogła być nużąca, lecz Pete zawsze miał w zanadrzu gry i łamigłówki liczbowe, które proponował córkom, by zabić nudę długiej podróży. Przy jednej okazji Vera spędziła całą drogę do Filadelfii, próbując rozwiązać zagadkę matematyczną, którą stanowiło pytanie: ile numerów rejestracyjnych samochodu da się utworzyć przy użyciu trzech cyfr i dwóch liter? Pomimo nużących podróży Vera czekała z niecierpliwością na wizyty w Filadelfii nie tylko dlatego, że miała okazję zobaczyć się z rodziną, lecz także dlatego, że w mieście był Instytut Franklina.
Fot. 1.1
Czternastoletnia Vera Rubin ze swoim domowym teleskopem
Fot. 1.2
Szlaki ruchów gwiazd wokół północnego bieguna nieba uchwycone przez Verę Rubin w październiku 1943 roku, kiedy miała 15 lat (ze zbiorów rodziny Rubinów)
Przypisy
[1] National Science Foundation, NSF-Supported Observatory Renamed for Astronomer Vera C. Rubin, 7.01.2020, https://www.nsf.gov/news/news_summ.jsp?cntn_id=299739&org=NSF&from=news.
[2] Vera C. Rubin Observatory Designation Act, H.R. 3196, 116th Congress (2019-2020), https://www.congress.gov/bill/116th-congress/house-bill/3196/text.
[3] Division on Dynamical Astronomy, American Astronomical Society, Vera Rubin Early Career Prize, https://dda.aas.org/awards/rubin.
[4] Skrót LSST obecnie rozwijany jest jako Legacy Survey of Space and Time. 8,4-metrowy teleskop używany do badań znany jest pod nazwą the Rubin Observatory Simonyi Survey Telescope. Vera C. Rubin Observatory Project Mission Statement, https://www.lsst.org/about.
[5] Carnegie Science, Vera Rubin Who Confirmed "Dark Matter" Dies, 26.12.2016, https://carnegiescience.edu/news/vera-rubin-who-confirmed-%E2%80%9Cdark-matter%E2%80%9D-dies.
[6] F. Zwicky, Die Rotverschiedbung von extragalktischen Nebeln, "Helvetica Physica Acta" 1993, no. 6, s. 110.
[7] Przemówienie Judy Young wygłoszone podczas spotkania pt. "Odkrywanie mas" dla uczczenia kariery naukowej Very Rubin na Queen's University w Kingston, w Kanadzie, w lipcu 2009 r. Manuskrypt udostępniony dzięki uprzejmości rodziny Rubinów.
[8] D.A. Hunter, Vera Cooper Rubin (1928-2016), "Publications of the Astronomical Society of the Pacific" 2017, vol. 129, no. 974, s. 1-4.
[9] S. Trager, Remembering Vera [Memories section], https://epl.carnegiescience.edu/remembering-vera.
[10] National Science Foundation, NSF-Supported Observatory Renamed...
[11] Wywiad z Verą Rubin przeprowadzony przez D. DeVorkina 21 września 1995 r. Niels Bohr Library & Archives, American Institute of Physics, http://www.aip.org/history-programs/niels-bohr-library/oral-histories/5920-1. Duża część materiału w tym rozdziale, która nie ma innych odnośników, została oparta na informacjach zawartych w zapisie tego wywiadu, dostępnym w internecie.
[12] Yad Vashem, The Jews of Vilna at the Beginning of the 20th Century, http://www.yadvashemorg/yv/en/exhibitions/vilna/background/20century.asp.
[13] Wspomnienia Pete'a Coopera (1989). Nieopublikowane nagranie audio. Dzięki uprzejmości rodziny Rubinów.
[14] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[15] Jewish Massacre Denounced, "New York Times", 28.04.1903.
[16] E. Schulmiller, For the Glove of the Game, "Forward", 4.01.2012, http://forward.com/articles/148971/for-the-glove-of-the-game.
[17] T. Balkelis, Opening Gates to the West: Lithuania and Jewish Migrations from the Lithuanian Provinces, 1867-1914, "Ethnicity Studies" 2010, no. 1-2, s. 41-66.
[18] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[19] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[20] SS Kroonland, Wikipedia, 1.06.2018, https://en.wikipedia.org/wiki/SS _Kroonland.
[21] The Statue of Liberty - Ellis Island Foundation, The History of Ellis Island, https://www.libertyellisfoundation.org/ellis-island-history.
[22] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[23] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[24] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[25] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[26] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[27] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[28] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[29] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[30] G. Smiley, Recent Unemployment Rate Estimates for the 1920s and 1930s, "The Journal of Economic History" 1983, vol. 43, no. 2, s. 487-493.
[31] V.C. Rubin, An Interesting Voyage, "Annual Review of Astronomy and Astrophysics" 2011, vol. 49, no. 1, s. 2.
[32] R.C. Burg, My Book of Ruth, 2016, s. 10-11, 16-18.
[33] J.P. Webster, The Story of Byberry 1906-2006, Philadelphia State Hospital, 2.05.2017, http://www.philadelphiastatehospital.com/index.html.
[34] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[35] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[36] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[37] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[38] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[39] D.C. Subway Is Predicted by Van Duzer, "Washington Post", 8.04.1941, s. 19.
[40] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[41] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[42] R.C. Burg, My Book..., s. 36.
[43] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[44] Wspomnienia Pete'a Coopera.
[45] Wywiad z Verą Rubin przeprowadzony przez A. Lightmana 3 kwietnia 1989 r. Niels Bohr Library & Archives, American Institute of Physics, http://www.aip.org/history-programs/niels-bohr-library/oral-histories/33963.
[46] V.C. Rubin, An Interesting Voyage..., s. 3.
[47] Wywiad z Verą Rubin przeprowadzony przez A. Lightmana 3 kwietnia 1989 r.
[48] J.G. Porter, Triple Conjunctions of the Planets, "Journal of the British Astronomical Association" 1981, vol. 91, no. 6, s. 567-575; G.P. Konnen, J. Meeus, Triple Conjunctions: Twins and Triplets, "Journal of the British Astronomical Association" 1982, vol. 93, no. 1, s. 20-24.
[49] J.J. Love, P. Coisson, The Geomagnetic Blitz of September 1941, "Eos" 2016, vol. 97, no. 20, s. 18-22.
[50] J. Jeans, The Stars in Their Courses, Cambridge: Cambridge University Press 1931, rozdz. 6.
[51] Wywiad z Verą Rubin przeprowadzony przez A. Lightmana 3 kwietnia 1989 r.; A. Eddington, The Expanding Universe, Cambridge: Cambridge University Press 1933, rozdz. 2.
[52] E. Hubble, The Realm of the Nebulae, New Haven: Yale University Press 1936.
[53] Wywiad z Verą Rubin przeprowadzony przez A. Lightmana 3 kwietnia 1989 r.