Vegan Freak - Bob Torres, Jenna Torres

Reflow text when sidebars are open.
dr Bob Torres i dr Jenna Torres Vegan Freak
Jak być weganinem w niewegańskim świecie
Tytuł oryginału: Vegan Freak
Being Vegan in a Non-Vegan World
Przedstawione w niniejszej książce opinie oparte są na rzetelnych badaniach, ale zamieszczamy je tu tylko w celach edukacyjnych i rozrywkowych. Przed wprowadzeniem jakichkolwiek zmian w sposobie odżywiania czytelnicy powinni skonsultować się z lekarzem lub dietetykiem. Wydawca i autorzy dołożyli wszelkich starań, aby zagwarantować sumienność i dokładność informacji tu przedstawionych, nie ponoszą jednak odpowiedzialności za ewentualne błędy, niedokładności, pominięcia lub pomyłki.
Vegan Freak. Being Vegan in a Non-Vegan World, Wydanie 2.
Copyright ? Bob Torres i Jenna Torres 2010
Wydanie 2. ? PM Press 2010
WYDANIE POLSKIE:
Copyright ? for the Polish Edition:, Łódź 2019
90-349 Łódź, Tymienieckiego 22/24
www.studiokoloru.eu
ISBN 978-83-62238-47-7
Wydanie I, 2019
Tłumaczenie: Małgorzata Rykowska
Korekta: Ewa Twardowska
Projekt okładki: Tomasz Gaworowski
Skład tekstu, druk i oprawa: www.poligraf.net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej książki nie może być powielana bez pisemnej zgody wydawcy.
KSIĄŻKA TA POWSTAŁA DZIĘKI POMOCY WIELU OSÓB
Chcielibyśmy podziękować Ramseyowi oraz całemu zespołowi PM Press za niezmierną cierpliwość do nas i naszych opóźnień oraz za pomoc w wydaniu niniejszej książki. Dziękujemy Romy Ruukel za fachową edycję oraz Johnowi Yatesowi za świetny projekt okładki*. Składamy także podziękowania Alli Dunlap za pomoc w Tofu Hound Press przy pracy nad szkicem oraz Idzie Fong za jej wspaniałe projekty i cierpliwość do naszych niekończących się zmian harmonogramu prac. (Panie Fong, proszę się nie martwić, Pana też kochamy).
Jesteśmy niezmiernie wdzięczni wszystkim, którzy przekazali nam swoje uwagi na temat pierwszego wydania Vegan Freak, czytelnikom naszych forów internetowych oraz wiernym słuchaczom naszych podcastów. Dziękujemy za słowa zachęty, za miłe wiadomości zostawiane na poczcie głosowej i przesyłane e-mailem (zarówno za te zabawne, jak i te dające do myślenia) oraz za pomoc w tworzeniu wegańskiej społeczności, dzięki której ludzie czują się mniej osamotnieni.
Gary Francione i Anna Charlton od lat bez wytchnienia popularyzują ideę pokojowego weganizmu oraz prowadzą działalność zmierzającą do uznania faktu, że zwierzęta posiadają osobowość, co jest, naszym zdaniem, jedynym właściwym stanowiskiem z punktu widzenia moralności i etyki. Czas poświęcony przez nich na promocję weganizmu zaowocował powstaniem pierwszego sensownego, pokojowego ruchu społecznego, którego celem jest zakończenie wyzysku zwierząt, a wyrażane przez nich poglądy zasadniczo wpłynęły na sposób, w jaki postrzegamy naszą własną działalność. I jakby przebudowanie całego tego obszaru wiedzy nie było jeszcze zbyt wielkim zadaniem, Gary i Anna szczodrze dzielą się z innymi energią, czasem i doświadczeniem. Z całą pewnością zaliczamy ich do grona naszych najlepszych przyjaciół.
Tak jak podczas pracy nad pierwszym wydaniem książki, również i tym razem bardzo pomocna okazała się kotka Michi, która siadała na klawiaturze Jenny i zasłaniała monitor. Do prac włączyły się też dwa kociaki, Taco i Spike - naciskały klawisze, gryzły pierwsze wydanie Vegan Freak, podkradały długopisy i ołówki, biegały w szalonym pędzie dookoła domu i rozpraszały nas swoją urodą. Psy Mole i Emmy pilnowały biura i dotrzymywały nam towarzystwa oraz szczekały zajadle na wszystkich, którzy ośmielali się zbliżyć do naszej twierdzy a także dbały o to, abyśmy codziennie wychodzili na spacer.
Nie moglibyśmy nie wymienić tu Idy, Richarda, Hy i Ceile, którzy są wspaniałymi ludźmi i naszymi przyjaciółmi. Hy i Ceile, tęsknimy za wami i dziękujemy, że jesteście z nami na dobre i na złe. Ido i Richardzie, wiemy, że możemy zawsze na was liczyć, gdy chcemy iść na wegański obiad, pogadać o głupotach lub pożalić się na świat. Zawsze byliście dla nas mili, dobrzy i wyrozumiali, i bardzo wam za to dziękujemy. Bob pragnie też podziękować za wsparcie doktorowi Donowi Hauptowi. Don, wiem, że twoim zdaniem weganizm to szaleństwo, ale ponieważ mamy podobny gust, jeśli chodzi o kabaret, to mam nadzieję, że nie wszystko jeszcze stracone. Jenna chciałaby podziękować Dougowi Nelsonowi i Scottowi Meadowsowi za ich bardzo przychylny stosunek do weganizmu oraz za propozycję zjedzenia obiadu w wegańskiej restauracji!
Na koniec dziękujemy też naszym rodzicom - Bobowi, Debbie, Keithowi i Sandy - oraz Zachowi i Carly za wsparcie, za entuzjastyczne nastawienie do naszej książki, za cierpliwość do naszych dziwactw oraz za przygotowywanie nam wspaniałych, wegańskich posiłków.
Vegan Freak to książka mocno osadzona w realiach amerykańskich. Pomimo to uznaliśmy, że idee etycznego weganizmu i walka o uznanie praw zwierząt są wartościami uniwersalnymi, przenikającymi państwowe i kulturowe granice, i że warto wydać ją w języku polskim. Mamy nadzieję, że lekkość i humor, z jakim autorzy opisali w niej swoje wegańskie doświadczenia i bezkompromisowe przekonania, rozśmieszą i zainspirują polskich czytelników - a nade wszystko, że pomogą świeżo upieczonym weganom w zmaganiach z polską, niewegańską rzeczywistością.
Pomysł przetłumaczenia niniejszej książki narodził się, gdy przez przypadek trafiła ona w ręce mojego dziesięcioletniego syna. Franek, który już wówczas mówił o sobie "jestem wegański" oraz odmawiał jedzenia mięsa i zawierających żelatynę słodyczy, przeczytał Vegan Freak z zapartym tchem, raz po raz wybuchając śmiechem i zadając całkiem mądre pytania. Obserwowałam, jak ta lektura pomogła mu znaleźć w sobie odwagę i siłę, aby przekonania moralne przedłożyć ponad społeczne zwyczaje i stać się niezłomnym, młodym weganinem. Podziwiam go za to, że jako jedyne dziecko na urodzinowym przyjęciu konsekwentnie odmawia zjedzenia niewegańskiego tortu, ze stoickim spokojem znosi szyderstwa mięsożernych kolegów, czyta etykiety na moich kosmetykach aż nazbyt wnikliwie i z wrogą podejrzliwością przygląda się swoim nowym, skóropodobnym butom. Przede wszystkim jednak dziękuję mu za to, że mam z kim dzielić swoją nieopisaną radość, gdy niespodziewanie znajduję w lodziarni wegańskie lody.
Korzystając z okazji, że dobry Wydawca niniejszej książki dał mi sposobność napisania kilku słów od siebie, chciałabym również podziękować mojej córce, Jagusi. Godna podziwu jest jej wyrozumiałość i cierpliwość do mnie, mamy, która zamiast doskonalić się w sztuce wypieku wegańskich babeczek i robić te wszystkie rzeczy, którymi zajmują się dobre mamy-weganki, ciągle siedzi przy komputerze i burczy, żeby nie przeszkadzać. Jestem głęboko poruszona współczuciem, jakie w mojej jedenastoletniej córce wzbudza cierpienie zwierząt oraz zafascynowana entuzjazmem, z jakim podejmuje ona kolejne próby upieczenia doskonałego wegańskiego ciasta czekoladowego.
Obserwując uparty sprzeciw moich dzieci wobec niesprawiedliwości, z jaką spotykają się zwierzęta, odważam się żywić nadzieję, że w przyszłości nasze społeczeństwo zacznie w końcu szanować prawa wszystkich czujących istot. Uważam, że stanie się to możliwe dzięki ludziom, którzy, tak jak Państwo Torres, zdecydują się skoczyć na głęboką wodę i popłynąć pod prąd. To właśnie przekonanie skłoniło mnie do podjęcia starań, aby ich książkę udostępnić polskim czytelnikom.
Na koniec chcielibyśmy jeszcze wyjaśnić, że pomimo, iż angielskie słowo "a vegan" oznacza zarówno weganina, jak i wegankę, my ze względów praktycznych zdecydowaliśmy się konsekwentnie stosować formę męską. Niniejsza książka skierowana jest jednak oczywiście do czytelników obu płci i nie lekceważy ani w żaden sposób nie umniejsza znaczenia żeńskiej części wegańskiej populacji.
Życzymy inspirującej lektury - Małgorzata Rykowska i Wydawca
WCZESNĄ WIOSNĄ 2005 ROKU, gdy pojawił się pomysł napisania pierwszej wersji Vegan Freak, niektóre, dobrze znane w kręgach obrońców zwierząt osoby robiły, co mogły, aby nas od tego zamiaru odwieść. Mówili: "Jest już dużo takich książek", "Ruch teraz takiej książki nie potrzebuje" oraz "Lepiej wykorzystajcie swoją energię na coś innego". Jednak, jako że jesteśmy uparciuchami o antyautorytarnych poglądach, zignorowaliśmy pesymistów i ruszyliśmy z projektem. Uznaliśmy, że skoro my widzimy niszę w ofercie rynkowej, to inni zapewne też ją dostrzegają i w 2005 roku bez wielkich fanfar ukazało się pierwsze wydanie Vegan Freak. W owym czasie sądziliśmy, że jeśli znajdziemy tysiąc podobnie jak my myślących osób, które kupią naszą książkę, odniesiemy sukces.
Rzeczywistość znacznie przerosła nasze oczekiwania i okazało się, że malkontenci nie mieli racji. Książka Vegan Freak trafiła w gust wielu z was i stała się inspiracją do stworzenia międzynarodowej wspólnoty osób prowadzących wegański styl życia. Łącząc się poprzez fora internetowe i program radiowy veganfreakradio.com społeczność, która wyrosła wokół idei nieśmiało przedstawionych w pierwszym wydaniu niniejszej książki, zaczęła organizować na całym świecie spotkania, planować wspólne działania oraz wspierać najbardziej zasadniczy aspekt ruchu na rzecz praw zwierząt, czyli zachęcać do przejścia na weganizm. Dzięki powstałej w ten sposób wspólnocie tysiące ludzi stały się weganami i to jest ze wszech miar najcenniejszy owoc naszych wysiłków. Mamy nadzieję, że drugie wydanie niniejszej książki przyspieszy ten proces i przyczyni się do powstania jeszcze większego i potężniejszego wegańskiego ruchu społecznego, dążącego do zakończenia komodyfikacji i wyzysku zwierząt.
Od czasu publikacji pierwszego wydania nasze opinie i poglądy trochę dojrzały. Patrząc wstecz dostrzegamy wiele rzeczy, z których jesteśmy dumni, ale jeszcze więcej takich, które mogliśmy zrobić lepiej. Nie chodzi nam tylko o to, że byliśmy w stanie stworzyć lepszą książkę, lecz że mogliśmy więcej ludzi przekonać do weganizmu. Celem poprawionego (a w znacznej części napisanego od nowa) wydania drugiego jest załatanie kilku dziur w naszym dawnym sposobie myślenia, przy jednoczesnym zachowaniu prześmiewczego i oryginalnego tonu wydania pierwszego.
W przemyśle wydawniczym przyjęte jest, że aby książka mogła zostać wydana ponownie, powinna zawierać około 20 procent nowego tekstu. Kiedy wydawnictwo PM Press poprosiło nas o przygotowanie drugiego wydania Vegan Freak, odpowiedzieliśmy, że 20 procent to za mało, żebyśmy mieli poczucie dobrze spełnionego zadania. Uznaliśmy, że aby książka była świeża, wyrażała nasze obecne poglądy i aby warta była wydanych na nią dolarów, jenów czy złotówek, musimy właściwie napisać ją jeszcze raz. Wydanie, które trzymasz w dłoniach jest rezultatem podjętego wysiłku. Mamy nadzieję, że książka ci się spodoba, że przeczytasz ją z otwartym umysłem i że starannie przemyślisz zawarte w niej teorie, które kształtowały się w nas przez lata spędzone na działalności edukacyjnej. Jest ona pod wieloma względami bardziej dojrzała, zarówno w treści, jak i w formie. Nasze poglądy oraz rozwiązania praktyczne przeszły ewolucję, o której chcielibyśmy wam w niniejszym wydaniu opowiedzieć.
Z całą pewnością pojawią się głosy krytyki - i tak powinno być. Nie ma książek doskonałych, każda jest ze swej natury subiektywna oraz ograniczona poprzez doświadczenia i wiedzę autora. Jak to się często mówi, nie jest trudno być krytykiem, bo krytykować jest łatwiej, niż samemu coś napisać. Niemniej jednak pouczające uwagi nie pozostają niezauważone i w niniejszym wydaniu postaraliśmy się do niektórych z nich ustosunkować. Pojawiały się głosy, że nasza książka jest "nadęta" i "nieśmieszna". No cóż, drugie wydanie jest chyba jeszcze bardziej nadęte i jeszcze mniej śmieszne. Pewien szczególnie skrupulatny i uszczypliwy krytyk z Amazon.com, którego słowa nadal powodują napływ łez do oczu hardych i cynicznych autorów napisał, że w pierwszym wydaniu książki jakoby "wykorzystaliśmy zbyt wiele cudzych tekstów", ponieważ zamieściliśmy zbyt wiele przypisów do prac autorów, na opinie których się powoływaliśmy. Otóż w niniejszym wydaniu kontynuujemy tę pożałowania godną i jakoby zupełnie niepotrzebną tradycję wzmiankowania naszych intelektualnych prekursorów. Wybaczcie, plagiatorzy z podstawówek i liceów, nie zaliczajcie nas do swego grona, dzieli nas zbyt duża różnica wieku... no i my zamieszczamy przypisy do publikacji źródłowych.
W pierwszym wydaniu naszej książki zamieściliśmy kilka żartów na temat reliktów epoki hipisowskiej, miłośników volvo w średnim wieku, którzy - jak sugerowaliśmy - traktują siebie strasznie serio i odznaczają się kiepskim poczuciem humoru. Okazało się, że w naszych dowcipach było ziarno prawdy, bo otrzymaliśmy sporo gniewnych listów od tych podstarzałych "zjadaczy musli" informujących nas, że oni mają poczucie humoru (o kurde!) oraz że już najwyższa pora, abyśmy zaczęli szanować starszych. W niniejszym wydaniu szyderstwo i drwina wycelowane są raczej w plagę hipsterską, masowo wyrażającą własną unikalną osobowość za pomocą puszkowego piwa Pabst Blue Ribbon, rowerów bez przerzutek oraz ręcznie dzierganych pokrowców na iPody.
Mamy też co nieco do powiedzenia o kilku celebrytach oraz parę uwag na temat siwowłosych egocentryków z rozrzewnieniem wspominających Woodstock. Zakładamy, że udało się wam wreszcie uporządkować swoje czakry i dotrzeć do głębi własnego ja, i że w związku z tym przyjacielskie przekomarzanki dwójki upartych prześmiewców po trzydziestce nie zmącą wam cennego spokoju. Posłuchajcie trochę Enyi albo Joni Mitchell, zróbcie sobie aromaterapię i się wyluzujcie. Jesteśmy pewni, że wasz guru z Indii powiedziałby, że pogoda ducha jest dla was korzystna. (Prawdę mówiąc wydaje nam się, że on powie wam, co tylko chcecie, jeśli odpowiednio mu zapłacicie).
Krótko mówiąc, niektóre osoby uznały pierwsze wydanie naszej książki za zbyt złośliwe. Ale inni stwierdzili, że było zbyt łagodne. Wniosek jest jeden - nie ma takiej książki, która spodoba się wszystkim, a jeśli ktoś próbuje taką napisać, to wychodzi zupełny knot. Tym, którzy uważają, że byliśmy zbyt złośliwi, odpowiadamy: "Oczywiście, że w drugim wydaniu moglibyśmy nakarmić was lukrowatą, cieplutką papką samozadowolenia i etycznie dwuznaczną mamałygą bzdur o bezklatkowej hodowli kur oraz powiedzieć wam, że jako istoty delikatne i wrażliwe powinniście otaczać miłosierdziem przede wszystkim samych sobie". Tym, którzy wyrazili opinię krańcowo odmienną, twierdząc, że byliśmy zbyt mili, mówimy: "Owszem, moglibyśmy napisać książkę o tym, jak uwolnić tkwiącego w was punka i doradzić, że gdy tylko ktoś częstuje was czymś niewegańskim (na przykład na przyjęciu waszej drogiej 85-letniej babuni), to trzeba mu powiedzieć, żeby się odczepił i wypierni-czyć wszystko ze stołu". My jednak nie odnajdujemy się na żadnym z krańców tego spektrum, a w niniejszej książce obraliśmy kurs, który uważamy za uczciwy i etycznie bezkompromisowy. Naszym głównym celem jest wprowadzanie w codzienne życie etycznych i moralnych teorii postulowanych przez wegański ruch abolicjonistyczny i zachowanie przy tym poczucia humoru. Nigdy nie przepraszamy za swoje przekonania i ta książka ma sprawić, że wy, weganie i przyszli weganie, również za swoje nie będziecie przepraszać.
ostatecznie, jeżeli zbyt wiele czasu poświęcilibyśmy na słuchanie krytyki, nie mielibyśmy kiedy słuchać samych siebie i prawdopodobnie w ogóle nie napisalibyśmy tej książki. Wergiliusz powiedział "Śmiałym szczęście sprzyja", a my się z nim zgadzamy i mamy nadzieję, że po tej lekturze podejmiesz odważne decyzje, dzięki którym staniesz się dumnym z siebie weganinem.
Bob Torres i Jenna Torres
sierpień 2009
"Świat idzie naprzód tylko dzięki tym,
którzy się mu sprzeciwiają."
Goethe
JEŚLI DZISIAJ MASZ Z KIMŚ WYJŚĆ, TO CHCIAŁBYM, ABYŚ WYSZEDŁ WŁAŚNIE Z NIĄ
"Ona" to Emmy, półtoraroczna wówczas, czarna, skundlona suka średniej wielkości, o puchatym, niesfornym ogonie i łagodnym, lecz śmiałym usposobieniu. Wszystko, co mogliśmy o niej powiedzieć, to że była miła i przyjacielska. Dlatego to, co usłyszeliśmy od dyrektora schroniska, bardzo nas zaskoczyło.
Jest tu już od roku i dobrze by było, żeby wreszcie trafiła w dobre ręce. Nie zrozumcie mnie źle, to wspaniały pies, bardzo ją tu lubimy! Jest przyjacielska, dobrze ułożona i przyzwyczajona do kotów. Nikt jej nie chce wziąć, bo jest czarna.
W swojej ówczesnej naiwności nie mieliśmy pojęcia o "syndromie czarnego psa", który polega na tym, że czarne psy są znacznie rzadziej adoptowane, bo ludzie bezpodstawnie zakładają, że są bardziej agresywne (i chyba nie za dobrze pasują do koloru mebli). Jakkolwiek absurdalny był to powód, to jednak Emmy, pomimo swojego niewątpliwego wdzięku, przebywała w schronisku już od roku. W jakimś innym, stosującym eutanazję przytulisku Emmy zostałaby zabita już po kilku tygodniach.
A przecież w dniu, kiedy ją poznaliśmy, była pełnym życia, pewnym siebie, radosnym zwierzakiem - i taka pozostała przez wszystkie spędzone z nami lata. Miała żywiołowe usposobienie i chętnie pożegnała się z budą w schronisku, aby pojechać z nami do domu. Z radością przyjęliśmy następnego psa. Mieliśmy do tego chęci i warunki, i Emmy stała się kolejnym członkiem naszej rodziny.
Polubiliśmy się już w samochodzie w drodze do domu. Niemal natychmiast Emmy zwinęła się w kłębek na kolanach Jenny (spory wyczyn dla niemal 30-kilogramowego psa) i poczuliśmy, że uznała nas za swoich ludzi. Co dzień bardziej się do niej przywiązywaliśmy i, tak jak inne zwierzęta w naszym domu, Emmy stała się częścią rodziny. Podczas śniadania zawsze kładzie się pod stołem i gdy od czasu do czasu dostaje skórkę chleba albo kawałek banana, bierze jedzenie tak ostrożnie i delikatnie, jakby się bała, że może je zepsuć. W nocy układa się przy naszym łóżku (no bo któryś z kotów znowu zajął jej legowisko, ale to już całkiem inna historia...). W ciągu dnia, gdy zajęci jesteśmy pisaniem, Emmy dotrzymuje nam towarzystwa i trąca nas zimnym nosem, kiedy zbliża się czas spaceru.
Zapewne jest już jasne, że bardzo kochamy naszą Emmy, tak samo jak szaloną, nadpobudliwą, rozbrykaną sukę Mole, 8-kilogramową, tłustą, żrącą trawę kotkę Michi oraz Spike'a i Taco, dwa niedawno adoptowane kociaki. Ta niewielka zwierzęca rodzina, z którą spędzamy bardzo dużo czasu, nauczyła nas, co to znaczy być człowiekiem oraz jak dawać i przyjmować bezwarunkową miłość. Dzięki niej zobaczyliśmy, jak to jest być nie człowiekiem i to pomogło nam przezwyciężyć ludzką arogancję i dumę, którymi przedtem naznaczony był nasz stosunek do zwierząt. Mamy szczęście dzielić z nimi życie rodzinne i dzięki temu wiemy, że każde z tych stworzeń, tak jak my sami, a może nawet bardziej, wyraża własną osobowość. Już dawno temu przestaliśmy myśleć o nich "to tylko zwierzęta" i dlatego dostrzegamy, że od ludzi różnią się jedynie pewnymi cechami i predyspozycjami. Szacunek dla naszych zwierząt oznacza poszanowanie istniejących pomiędzy nami różnic.
Z powodu zmian zachodzących w naszym sposobie postrzegania domowych współtowarzyszy zaczęliśmy uważniej i bardziej krytycznie przyglądać się pozostałym zwierzętom, zwłaszcza tym, które co dzień umierają po to, aby jako jedzenie trafić na talerz człowieka. Nie trzeba być wyjątkowo mądrym ani przenikliwym, żeby się domyślić, że te miliardy zwierząt, zupełnie tak samo, jak nasze domowe psy i koty, pragną towarzystwa i wolności. Bob posiada tytuł naukowy w zakresie nauk rolniczych i widział w życiu wiele krów, świń i kur, które reagowały, gdy wołano je po imieniu, rozpoznawały swoich "opiekunów" i żywo reagowały na ich widok. Były wyraźnie zadowolone, gdy przebywały w towarzystwie swoich rodzin i smutniały, gdy rozdzielano je z bliskimi im osobnikami. Skoro świnie, krowy, kury i owce są tak bardzo podobne do zwierząt, które trzymamy w domach, to pojawia się oczywiste pytanie: co sprawia, że świnie, krowy, kury, owce zabijamy i zjadamy, a z psami i kotami tulimy się na kanapie?