ROZDZIAŁ II
Mordownia
33. dzień Burzy 1222 roku
Luvv
- Zapomniana kryjówka brzmi tak bajecznie... - mówiła Beatrice do jedzących w milczeniu Annabel i Syriusa.
Para od wspólnego przyjścia do sali bankietowej nie odezwała się do siebie ani słowem, a każde spojrzenie chłopaka w stronę niebieskowłosej kończyło się jej syknięciem lub grymasem niezadowolenia.
- Może wyślą nas gdzieś bliżej Korinaru. Wiecie, żeby Seth czuł się lepiej... - dodała Vivien zmartwionym głosem, również przyglądając się nadąsanej parze.
- Nawet na kraniec Zachodnich Pustkowi, byle z dala od mężczyzn! - warknęła Annabel, ale po spojrzeniu na Beatrice i Syriusa spuściła z tonu. Siedząca naprzeciwko siebie dwójka wpatrywała się w punkt za nią z tak ogromnym zdziwieniem, że kobieta czym prędzej się odwróciła.
Stał za nią Seth. A raczej ktoś, kto Sethem być powinien. Miał zdecydowanie krótsze włosy, z lewej strony praktycznie wygolone. Dłuższe pasma układały się w grzywkę zaczesaną na prawe ucho. Jego strój także uległ zmianie. Spod ciemnozielonej kurtki wystawała biała koszula, a na nogach prezentowały się wyjściowe czarne spodnie, z pewnością należące wcześniej do Soujiego.
- Seth... Czy ty masz...? - zapytała Beatrice, wstając z krzesła.
- To był pomysł Elizabeth - odpowiedział nerwowo. - Powiedziała, że dzięki nim przestanę wyglądać jak "jaskiniowiec". - Nieśmiało zaintonował prześmiewczy ton Elizabeth.
Beatrice odgarnęła mu grzywkę, a oczom zgromadzonych ukazały się maleńkie kolczyki z ciemnej stali, ulubionego materiału szalonej przyjaciółki.
- Wyglądam... Ł-ładnie? - jęknął chłopak, wciskając brodę w szalik.
- Jak obywatel Erethreis z krwi i kości! - rzucił Syrius, podrywając się na nogi. - Co ja mówię? Co najmniej jak szlachcic!
- Pfff... Który szlachcic nosi kolczyki? Chyba tylko tacy ignoranci jak ty! - parsknęła Annabel, po czym ruszyła w stronę jednego z bocznych wyjść z sali bankietowej.
- A tej co się stało? - zapytał Souji zbliżający się do stołu.
- Zapewne zauważyła, że do nas idziesz - westchnął Syrius, odprowadzając wzrokiem niebieskowłosą.
- I dlatego patrzy na ciebie z chęcią mordu w oczach? No cóż, jej strata - mruknął Sue. - Mam kilka ważnych komunikatów. Po pierwsze, muszę odwołać nasze dzisiejsze treningi. Już jutro w południe powóz zabierze nas aż do Millike. Stamtąd ruszymy dalej pieszo.
- Dokąd? - zapytała Vivien, która jako jedyna wciąż siedziała przy stole.
- I tutaj pojawia się problem... Wybieramy się do Ul-Arr.
Fiolka z eliksirem, którą bawiła się różowowłosa, potoczyła się po blacie, aż z trzaskiem rozbiła się o podłogę. Mimo gwaru towarzyszącemu sali jadalnej w uszach całej czwórki zaszumiało. W końcu Syrius odezwał się pierwszy.
- Czyj to był pomysł!? - zagrzmiał o wiele za głośno. - Wysyłać nas do gniazda orków, gdzie mieszka ten pieprzony Demak'ka?! Po tym wszystkim, co się tutaj stało?
- Jeśli Lizz się o tym dowie... - syknęła Beatrice.
- Znów jej odbije - dokończył Souji. - Dlatego nie mówmy jej tak długo, jak to możliwe. Mam nadzieję, że jeśli rozpozna teren dopiero w podróży, to zniesie to nieco łagodniej.
- Nie liczyłbym na to - warknął Syrius. - Ale skoro taka jest wola Jaśnie Oświeconej, musimy znieść ją z honorem.
Souji pokrótce wyjaśnił im, jakie obowiązki członków gildii będą dotyczyć ich podczas wyprawy. Oznajmił też, że oficjalnym powodem wyjazdu są badania nad korinarskim ewenementem - od dłuższego czasu obserwuje się tam liczne anomalie, spowodowane otwieraniem się portali do Avatrasu. Na koniec mianował Vivien sprawozdawczynią drużyny, co niezmiernie ucieszyło różowowłosą. Nowa posada wiązała się z wyniesieniem jej do rangi C Gildii Poszukiwaczy.
- To najwyższa ranga, jaką można osiągnąć przed siedemnastym rokiem życia - powiedział do rozpromienionej dziewczynki. - Noś ten tytuł z dumą.
- Będę! - odpowiedziała, prostując się wyniośle.
Souji łypnął podejrzliwie na Setha. Kilkukrotnie zmierzył go wzrokiem, po czym zapytał:
- Zmieniłeś fryzurę?
Syrius o mało nie stracił równowagi, gdy jego kolana mimowolnie się ugięły, a Vivien przestała się uśmiechać.
- I na dodatek ma kolczyki! To okropne, prawda? Wygląda jak zwykły rzezimieszek! - krzyknęła Beatrice, łapiąc Soujiego za rękę. - Powiedz mu coś jako przełożony! Tutaj zdecydowanie potrzebna jest reprymenda!
- Yyyy, co? Tak, tak... - Czarnowłosy zaczął szarpać dłoń, próbując się uwolnić. - Tak, nie powinieneś, znaczy... SETH! - wrzasnął na cały głos, a zarówno wywołany, jak i członkowie gildii z sąsiednich stolików stanęli na baczność. - Prawie zapomniałem! Moja matka zaprasza cię dziś na kolację! - krzyknął. Oswobodził się z uścisku, po czym niemalże biegiem ruszył w stronę drzwi wyjściowych.
Dookoła wybuchły podniesione rozmowy, przerywane śmiechami i chichotami. Cała sala przyglądała się członkowi rangi S, który zaczął materializować wokół siebie grupkę łasicowatych stworzeń, by ukryć zawstydzenie.
- Skoro nie chcesz, to ja to zrobię! Idę do Elizabeth!!! - zawołała za nim Beatrice i ruszyła naburmuszona w przeciwnym kierunku.
- Czy ja zrobiłem coś złego? - zapytał Seth, wyraźnie zasmucony.
- Nie, mój drogi... Wszystko jest w porządku, wyglądasz świetnie. Za to ciekawi mnie, które z nich jest bardziej ślepe - odpowiedział Syrius, a Vivien natychmiast przytaknęła.
***
Mała tabliczka przedstawiająca nieopierzonego ptaka o krwistoczerwonych oczach załopotała, gdy drzwi się gwałtownie otworzyły. Do środka weszły dwie dziewczyny i od razu przyciągnęły uwagę niemalże całego pomieszczenia. Dystyngowana, ubrana w krwistoczerwoną suknię z głębokim dekoltem Annabel mocno kontrastowała z Elizabeth, której ubranie było brudne i przepalone w niektórych miejscach.
- Witajcie w Norze Ficha! Dawno cię nie było, Lizz - uśmiechnęła się czarnoskóra barmanka, stawiając dwa kufle na blacie.
- Miałam robotę - odpowiedziała, po czym usiadła na wysokim stołku barowym. - Ale dzisiaj nie zamierzam stąd wyjść o własnych siłach! - podniosła głos, a jej kufel samoczynnie napełnił się brunatnym płynem.
Annabel nie ukrywała zdziwienia, gdy także i do jej kufla zaczęło wlewać się piwo.
- Ciekawe zastosowanie magii - skomentowała niebieskowłosa.
- Podoba ci się? - zapytała barmanka uwodzicielskim tonem.
- Bardziej, niż myślisz - odpowiedziała z równie zalotnym uśmiechem. - Miło w końcu pogadać z kimś spoza tej do bólu poprawnej gildii...
- Uważasz, że Gildia Poszukiwaczy jest poprawna? Powinnaś spędzić dzień z Porządkiem Rycerskim.
Dziewczyna zbliżyła się tak blisko do twarzy Annabel, że ta poczuła jej oddech. Miał zapach alkoholu zmieszanego z Fitem, eliksirem o działaniu podobnym do zwiększającego wydolność Conditio, ale znacznie bardziej destrukcyjnym dla organizmu.
- Nie zmienia to faktu, że cieszy mnie przebywanie z dala od członków gildii - skomentowała niebieskowłosa, zerkając na Elizabeth, która po wypiciu pierwszego łyku, próbowała wlać alkohol do Heretyckiego Kondensatora.
- Tak myślisz, cukiereczku? A widzisz tamtego elfa? - Wskazała na drugi koniec baru. - To członek rangi B. Tak samo jak trójka w rogu pomieszczenia.
- Co tutaj robią?
- Zbierają informacje.
- A skąd ty wiesz, że należą do gildii?
- Także potrafię zbierać informacje - odparła barmanka, uśmiechając się szeroko. - Kolejny z członków właśnie wszedł do nory.
Annabel odwróciła się, a jej oczy natychmiast poszybowały ku sufitowi. Zaklęła cicho, a potem odpowiedziała:
- Tego niestety znam.
Zanim Syrius zdążył usiąść obok, Annabel opróżniła kufel i poprosiła o coś mocniejszego. Zachęcona tą propozycją Elizabeth natychmiast wypiła zawartość kondensatora, krztusząc się.
- Khe, khe... Kuhwa, chyba thochę phochu i shebha było w śhodku - wysapała w stronę przyjaciół.
- Czyżby twoi znajomi opuścili miasto? - zapytał Syrius, klepiąc ją po plecach.
- Niech wyszczeblują się na swoje statki - odpowiedziała dziewczyna, wciąż słabym głosem.
- O co chodzi? - zapytała Annabel, odzywając się w końcu do Syriusa.
Ten wyjaśnił, że od przybycia do Luvv półtora miesiąca temu pomieszkiwali właśnie tutaj, w Norze Ficha. Jednak z powodu kłótni, a właściwie awantury pomiędzy Elizabeth, a członkami Podziemia z Archipelagu Marmas, musieli opuścić to miejsce i przenieść się do Nory Szczura.
- Śmiali się z Khisywu - wycharczała Elizabeth aż nazbyt poważnym tonem.
- I tylko dlatego o mało nie zabiła jednego z nich - kontynuował Syrius. - Zrobiłem, co w mojej mocy, aby nie doszło do rękoczynów, ale i tak musieliśmy się przenieść do miejsca, gdzie rodzina Elwood ma większe, jak to ująć, poważanie.
Annabel zaśmiała się znad kufla, wyrażając pełną aprobatę dla czynów przyjaciółki.
***
- Sue, zjedz jeszcze parę pasztecików grzybowych - powiedziała Poppy, przestawiając talerz bliżej Soujiego.
- Nie chcę. Wystarczy już - odpowiedział, odkładając sztućce.
- A może ty, Seciu? Pięknie wyglądasz w nowej fryzurze, ale przez to jeszcze mocniej widzę, jak jesteś zabiedzony. Twoje kości policzkowe łamią mi serce! Szybko, musisz jeść za dwóch, by mieć siłę bronić siebie, przyjaciół i mojego synka.
Czarnowłosy uderzył w stół ze zdenerwowaną miną, ale jego matka nie przejęła się tym i wrzuciła Sethowi sporą ilość dania na talerz.
- Dz-dziękuję - zająknął się chłopak.
- Jutro o tej porze będziecie już w drodze - kontynuowała Poppy. - Tak mi smutno, że znów nie będę mogła cię widywać, Sue. Ile was nie będzie? Mam nadzieję, że za parę miesięcy zdołam cię uściskać. Zaraz po nowym roku wrócisz do mnie, prawda? - dopytywała.
- To nie zależy ode mnie, dobrze o tym wiesz - odpowiedział Souji, przymykając oczy. - Czy jest jakiś ważny powód dzisiejszej kolacji? Nie mamy wiele czasu.
W oczach Poppy zaszkliły się łzy, co natychmiast zmieszało chłopaka. Rozejrzał się nerwowo po pomieszczeniu. Zatrzymał wzrok na dużej plamie po zupie, którą Seth próbował ukryć pod talerzem, i dodał:
- Nie żebym nie chciał spędzać z tobą czasu, mamo. Ale nie chcę męczyć Setha. Z pewnością widzisz, jak cała ta sytuacja go stresuje. Nie zaprosiłaś nas tutaj przypadkowo, czyż nie?
Jeszcze zanim skończył mówić, czarnoskóra kobieta się rozpromieniła.
- Jak zawsze doskonale mnie rozszyfrowałeś - rzekła ze wzruszeniem, uśmiechając się do nich opiekuńczo. Wstała i podeszła do jednej z pobliskich szafek. Wyciągnęła z niej kilka przedmiotów i większość z nich podała synowi.
- To siedem zwojów przekazu i parę innych przydatnych zaklęć. Jest także list od Esberna, który możesz otworzyć jedynie "w razie pewnych problemów". - Przez jej twarz przemknął dziwaczny wyraz. - A Seciowi Diane kazała przekazać to.
Otworzyła pudełeczko na biżuterię, w którym znajdował się maleńki pierścionek. Dokładnie ten znaleziony przez Soujiego w ruinach na Bagnach Ornidy.
- Ten pierścień? Dlaczego? - dopytywał, obserwując, jak oczarowany Seth wpatruje się w prezent.
- Oględziny wykazały, że ma on ciekawą właściwość. Jest w stanie przechowywać gigantyczne pokłady mocy źródła wody - wyjaśniła Poppy. - Może kontrolować wybuchy energii, a nawet pomoże w okiełznaniu źródła. To bardzo potężny przedmiot, który wymaga testów w warunkach bojowych. Diane jest pewna, że Seth zdoła w pełni wykorzystać potencjał tej błyskotki.
- Myślisz, że może mieć też wartość historyczną? - zapytał podekscytowany czarnowłosy.
- Zważając na miejsce, w którym go znalazłeś, na pewno.
Souji złapał za pudełko i zaczął przyglądać się pierścieniowi z każdej strony. Szukał jakiejś inskrypcji lub daty, kiedy mógł zostać wykonany, ale ponownie niczego nie dostrzegł.
- Nieładnie jest brać cudze prezenty, Sue! - zrugała go Poppy. Zabrała przedmiot i oddała Sethowi. - Diane twierdzi, że ma mniej więcej siedemset lub osiemset lat. Będziemy szukać dalej w zapiskach z tego okresu.
Seth założył pierścień na palec serdeczny lewej ręki. Ku zdziwieniu całej trójki, artefakt natychmiast zabłysł, a na dłoni chłopaka pojawiły się cienkie białe strużki energii pędzące w stronę przedmiotu.
- Ciekawe - skomentowała Poppy, a następnie podniosła ostatni z prezentów. - I coś specjalnie ode mnie, mój kochany. Wiem, jak trudne jest dla ciebie okiełznanie tak potężnego źródła. To książka wydana zaledwie kilka tygodni temu. Jeden z rektorów Akademii Magii, Viktor Visenmord, postanowił podzielić się swoją wiedzą z całym Erethreis.
Podała Sethowi grubą księgę zatytułowaną Wszystko, co wiadomo o źródłach magicznych. Tom pierwszy.
- Dziękuję - wyszeptał chłopak, dygocąc ze wzruszenia. - Ja nigdy... Nigdy wcześniej nie... Nie dostałem niczego tak wspaniałego. Jest pani taka kochana! - wyartykułował, a po jego policzku popłynęła zamarznięta łza.
Poppy wstała i przytuliła go mocno.
- Już spokojnie, mój malutki... Jesteś taki rozkoszny. Pewnie bardzo tęsknisz za swoją mamą, prawda?
- T-tak - załkał Seth. - Ale mam teraz przyjaciół. Ich też kocham.
Soujiego złapał skurcz żołądka. Z początku chłopak czuł zażenowanie całą tą sytuacją, ale po sekundzie to uczucie diametralnie się zmieniło. Czy i on w końcu zrozumiał, co to znaczy kochać? Cieszył go widok jego matki przytulającej Setha. Cieszyła go myśl, że już jutro będzie podróżować z drużyną. Uszczęśliwiała go perspektywa treningu z Beatrice, rozmowa o alchemii z Vivien. Syrius był dla niego niczym starszy brat, a bez Setha i Elizabeth nie wyobrażał sobie kolejnych dni. Bawiła go także myśl o kłótniach z Annabel. Wymyślił tyle nowych ripost, którymi miał zamiar uraczyć ją przy najbliższej okazji! Ciekawiło go, kiedy znowu będzie mógł zwymyślać ją od najgorszych i czym ona tym razem go zaskoczy.
- Masz wokół siebie cudownych przyjaciół, synu - dodała Poppy, zerkając w stronę czarnowłosego. - Dbaj o nich jak o swój największy skarb.
***
Kilka godzin później w Norze Ficha wciąż piło kilkanaście osób. Annabel, trzymając szklankę pełną przezroczystego płynu, wskoczyła na jeden ze stolików i zaczęła tańczyć.
- Siódmy toast i siedem obrotów! - wykrzyczała, gdy tylko wychyliła ostatni łyk alkoholu. - Teraz ty, Lizz!
Krzywiąc się, spróbowała zeskoczyć na ziemię. Nie skończyło się to zbyt pomyślnie. Zahaczyła wysokim obcasem o jedną z poręczy krzeseł, przez co wylądowała twarzą na drewnianych deskach.
- Ann! - krzyknął Syrius, zrywając się z miejsca. Chwilę później podniósł ją z czułością.
- O, jak mnie ryj boli! - zawyła basem. - Wszystko wiruje jak podczas tańca nad zwłokami... Coście jej zrobili?
- Apollyon? - odpowiedział pytaniem Syrius.
- Co jest? - zapytała Elizabeth, która już szykowała się do wskoczenia na blat.
- Zemdlała i Apollyon przejął ciało. Wiesz, ten demon z jej serca - odparł mężczyzna.
- Demon z jej serducha, psia mać. Ta mała jest na ciebie srodze wkurwiona - warknął Apollyon, próbując utrzymać wzrok na Syriusie. - Trzeba było trzymać dziób na kłódkę, pięknisiu.
- Ja... - Syrius podrapał się po głowie. - Chyba trochę źle się wyraziłem.
- Pfff - parsknął demon. - I wy, ludzie, nas nazywacie podłymi. Powiedzieć jej, że pachnie jak mydliny zmieszane z octem i solą?! Nawet ja bym z czymś takim nie wyjechał.
- HA, HA, HA! - wybuchła śmiechem Elizabeth. - KSIĘCIUNIO MA PRZEWALONE!!!
- Nie dała mi wytłumaczyć - zmieszał się książę. - Jej nowe perfumy przywołały wspomnienia z czasów, kiedy uczyłem się władać bronią. Właśnie z tych składników tworzyłem specyfik do czyszczenia i nabłyszczania mojego pierwszego miecza. To był komplement...
- Mistrzem podrywu to ty nie jesteś. Gzisz się z nią prawie co noc, ku mojej nietuzinkowej uciesze, ale ani trochę nie pojmujesz.
Elizabeth, wciąż rechocząc, podała szklankę Apollyonowi, a ten bez wahania ją opróżnił. Gdy opuścił głowę, część alkoholu wylądowała na podłodze.
- Co to jest!? Pali jak avatraska spiekota - zawołał przez łzy.
- Krasnoludzki spiryt z wodą! - odkrzyknęła Elizabeth, ignorując gapiów, którzy zebrali się dookoła. - Myślałam, że demon wyższy nie będzie taką miętówą!
- Że co?! Jestem najtęższym z demonów wyższych! Zaraz to udowodnię! Dawaj kolejne naczynie, shizreeńskie ladaco! - krzyknął, podnosząc się i przyciskając rękę do serca.
- To pij! - odkrzyknęła Elizabeth, łapiąc za szklankę Syriusa. - Do dna, a potem osiem zakręceń dupą na stole!
Apollyona nie trzeba było więcej namawiać. Gdy tylko znalazł się na blacie, a szklanka dotknęła mięsistych ust Annabel, wykonał pokraczny ruch tyłkiem. Drugi obrót zmienił się w piruet, a trzeci zarzucił całym ciałem w stronę jednej z krawędzi.
- JAKA ONA JEST CIĘŻKA!!! - krzyczał upadający demon.
- I ty śmiałeś mnie pouczać, jak zwracać się do Annabel?! - wrzasnął Syrius, próbując złapać demonicę.
Gdy ciało niebieskowłosej uderzyło o umięśniony tors mężczyzny, kilkanaście osób obecnych w pomieszczeniu wybuchło śmiechem. Elizabeth, wymachując Heretykiem, piła kolejną szklankę trunku, a chichoczący Syrius zaczął głaskać Annabel po włosach.
- Co robisz, głupku? - rozległo się pytanie wypowiedziane zupełnie normalnym głosem dziewczyny. - Wciąż się do ciebie nie odzywam! - Wsparła się na dłoniach i spojrzała mu głęboko w oczy. Nagle wybuchła śmiechem. - Śmierdzisz, wiesz? - wyszeptała, drżąc od chichotu.
- Wiem - odparł Syrius, uśmiechając się czule. - Pewnie gorzej niż ocet zmieszany z solą, co? No już, Ann, mój skarbie, wybacz mi. Nie chciałem cię zranić.
- Jak mogłeś mnie tak obrazić! Może już ci się nie podobam? - spytała, odpychając go od siebie. - Powiedz to! Powiedz, że nie jesteś mną zainteresowany! Że cię nie pociągam!
- Ann - syknął w odpowiedzi. - Nie tutaj. Nie w takim tłumie.
- HA, WIEDZIAŁAM! - wrzasnęła demonica, coraz mocniej zataczając się w stronę baru. - Wiesz co? Apollyon mi powiedział! Powiedział, że wolisz tę słodką elfkę nocy z drużyny Servivalda! Czym ona pachnie? Bzem, agrestem czy jakimś innym zielskiem?
- Nieprawda! Ann, ja tylko z nią rozmawiałem! Zrobię wszystko, by to udowodnić - żachnął się mężczyzna. Przy okazji złapał za twarz Elizabeth, która podjudzała przyjaciółkę do wyliczania mu co okropniejszych rzeczy.
- Na początek - niebieskowłosa czknęła - wypijesz kolejkę Mordowni...
Nawet Elizabeth ucichła. Wszyscy spoglądali to na Syriusa, to na barmankę, która z poważną miną postawiła kielich na blacie. Srebrnowłosy westchnął i podszedł do baru. Gdy tylko wziął do ręki naczynie, to napełniło się czarnym płynem, z którego słynął lokal. Alkohol zabulgotał złowieszczo, a chwilę później znad rantu zaczął wypływać gęsty ciemnoszary dymek.
- Osiem srebrnych monet. Płatne z góry - powiedziała barmanka, wyciągając dłoń.
Elizabeth rzuciła na blat całą sakiewkę, a Syrius uniósł kielich. Patrząc prosto w oczy Annabel, wlał zawartość naczynia do ust. Gdy tylko przełknął, złapał się jedną ręką za gardło, a drugą przycisnął do przepony. Nie minęło nawet kilka sekund, a wężowe źrenice mężczyzny się rozszerzyły, lecz wciąż patrzyły w zaciekawione fiołkowe oczy. Kąciki ust księcia się uniosły, kiedy rzucił za siebie kieliszek. Brzdęk tłuczonego szkła w żaden sposób nie zerwał nici między ich tęczówkami. Przestrzeń wypełniła się niebezpiecznym napięciem, ale także ciepłem przyspieszonego bicia serc pary. Syrius zbliżył się do niebieskowłosej, złapał ją za dłoń i pociągnął ku sobie.
- Czy jest coś jeszcze, moja pani? - szepnął tak cicho, że tylko Annabel była w stanie go usłyszeć. Troskliwie ucałował czubki jej palców.
- Nie, głupku... I tak zrobiłeś już za dużo - odpowiedziała, rzucając się mu na szyję.
Trwającą od kilkudziesięciu sekund ciszę zmąciło pojedyncze klaśnięcie. Wnet pojawiły się kolejne. Wszyscy obecni w lokalu zaczęli oklaskiwać Syriusa.
- Trzeci śmiałek w historii naszej Nory, który wciąż stoi na nogach po wypiciu Mordowni! Gratulacje! - wykrzyknęła barmanka, a następnie rzuciła sakiewkę w stronę triumfującej Elizabeth.
- NIKT NIE POBIJE KSIĘCIUNIA! - wykrzyczała do tłumu. - Dobra, zakochańce, zbieramy się do spania!
Siłą odkleiła od siebie parę, która zdawała się przysnąć w swoich objęciach. Obydwoje ruszyli chwiejnie w stronę drzwi, zaganiani przez Elizabeth niczym bydło. Byli już o krok od wyjścia, kiedy wrota same się otworzyły.
- O kurwa, diabeł! - wykrzyczał Syrius przedziwnym głosem na widok Salima, członka drużyny Zerdry.
- Co wy tu robicie?! - odkrzyknął mężczyzna stojący w drzwiach. - Zaraz, te obłąkane oczy... Czy on wypił Mordownię?
- Wytrąbił całego kielona! - odpowiedziała zachwycona Elizabeth.
- To bardzo źle... Czym prędzej wracajcie do gildii i dla własnego dobra z nikim nie rozmawiajcie.
Salim uchylił się przed wielką dłonią, która najprawdopodobniej próbowała złapać go za rogi, których nie miał.
- Mordownia ma w sobie dziesiątki środków halucynogennych - kontynuował. - Nie chcę wiedzieć, co się teraz dzieje w jego wyobraźni.
Już pięć minut później przekonali się, jak mocny był wypity przez księcia koktajl. Nie udało im się przejść nawet przecznicy, kiedy Syrius złapał za drewnianą beczkę i cisnął nią w ścianę budynku, krzycząc w gniewie, że bramy Korinaru są dla nich zamknięte. Gdy dotarli do głównego placu miasta, zdjął górną część garderoby i zostawił ją na jednym z zamkniętych straganów, twierdząc, że to darowizna dla świątyni Ystrii. Elizabeth bez przerwy się z niego śmiała, a Annabel nieudolnie próbowała trzymać go przy sobie. Niestety przez ilość wypitego alkoholu, sama ledwo trzymała się na nogach. Zaklęła, gdy zobaczyła strażników miejskich idących w ich stronę.
- Syrius, przypał... Zwrot na sterburtę - szepnęła Lizz, ciągnąc przyjaciół w boczną uliczkę.
- Przeklęci korsarze! Nie zdobędziecie mojego surduta! - krzyknął książę w odpowiedzi.
- Co tu się dzieje?! - zawołał jeden ze strażników. - Kim jesteście i czemu zakłócacie ciszę nocną?
- Pozwólhcie, sze ja się thym zajmę - Milcząca dotąd Annabel wystąpiła do przodu. - Phanie straźniku... Posałuj mnie!
Strażnicy rozstąpili się, a krocząca w ich stronę półdemonica o mało nie wylądowała na ziemi, gdy potyknęła się o własną suknię.
- Ann... To nie czas, by całować chodzące marchewki, trzeba je najpierw ugotować - zaśmiał się Syrius, a ubrani w pomarańczowe kaftany strażnicy spojrzeli po sobie.
- Dosyć tego - warknął jeden z nich. - Spędzicie noc w celi, miernoty. Rano pogadamy sobie inaczej.
Złapał za grube kajdany i zapiął je na dłoniach Annabel.
- Szo ty robisz, gnoju?! - wykrzyczała. - Tak trahtujecz członkinię rangi B Ghildi Poszkiwaczy?
- Należycie do gildii? - zapytał drugi strażnik, a Elizabeth z Syriusem posłusznie kiwnęli głowami. - W takim razie tam będziecie się tłumaczyć. No już, idziemy!
***
Souji, zerwany z łóżka w środku nocy, zmaterializował na sobie płaszcz i buty na platformie, po czym żwawym krokiem podążył w stronę bramy prowadzącej do gildii, postukując o kamienną drogę. Gdy zobaczył przed sobą tłum, kazał się wszystkim rozstąpić. Ujrzał wtedy scenę, której żaden lider grupy nie chciałby oglądać. Annabel, mimo kajdan na nadgarstkach, wyrywała się Beatrice i Vivien, które próbowały wlać jej coś do ust. Elizabeth dosłownie spała na bruku, a Syrius toczył dysputę ze ścianą, gestykulując z dworską gracją.
- Co wy odwalacie?! - spytał ostrym, ale i przerażonym tonem.
- O, dobrze, że przybyłeś, Liam! - zaczął mówić w jego kierunku Syrius. - Powiedz tej niewiaście, że mnie znasz. Wszak jestem księciem tego państwa.
- Jesteś zwykłym chamem, a nie księciem! - wykrzyczała Annabel, a następnie ugryzła Beatrice w palec.
Białowłosa w odpowiedzi rzuciła się na dziewczynę i przydusiła ją do ziemi, tak że Vivien w końcu napoiła ją eliksirem, po którym demonica natychmiast zasnęła.
- Jeszcze on - westchnęła różowowłosa, patrząc na Syriusa, który opowiadał ścianie o postępach w renowacji mostu keswickiego.
- Wyjaśnicie mi, co się tutaj stało? - zapytał zrozpaczony Souji, podczas gdy Beatrice i Vivien szykowały się do skoku na Syriusa.
- Chcieli zabalować jak podczas naszego pobytu w Tisilei - westchnęła białowłosa.
- I skończyli na obrażaniu strażników miejskich na placu głównym - dodała Vivien.
- Liam, to prawda, że wyjeżdżasz na jakiś czas? - zapytał Syrius czarnowłosego. - Podobno wysyłają cię do jakiejś kryjówki, nie? Elizabeth jedzie z tobą?
Tego było zbyt wiele. Souji, nie mogąc znieść kompromitacji jego osoby przed całą społecznością gildyjną, zareagował błyskawicznie. Czarny obłok oplótł stojącego pod ścianą mężczyznę i wniknął w niego przez usta, nos, a nawet uszy. Wielkolud bez koszulki gruchnął o ziemię, całkowicie tracąc kontakt z rzeczywistością.
- KIM, DO KURWY NĘDZY, JEST TEN CAŁY LIAM?! - ryknął Souji, a co poniektórzy członkowie gildii się cofnęli, przestraszeni niecodzienną reakcją S-ki.
- To starszy brat Elizabeth - odpowiedziała mu Beatrice, skacząc wokół rozsierdzonego chłopaka. - W sumie jesteś do niego bardzo podobny. Ale masz dużo ładniejsze oczy. Jest w nich... tyle tajemnicy... I łagodnego c-ciepła... - Język Beatrice plątał się z każdym kolejnym zdaniem.
Świat się na chwilę zatrzymał dla Soujiego. Obrócił się na pięcie tak szybko, że część jego płaszcza zmieniła się w obłok dymu.
- Nie obchodzi mnie brat tej wariatki - burknął. - A oni mają być jutro w gotowości do podróży, rozumiesz, Vivien?!
- T-tak! - zająknęła się dziewczynka klęcząca przy Syriusie. - Zrobię, co w mojej mocy.
Souji ruszył przed siebie, nie oglądając się. Gniew na jego twarzy mieszał się z zachwytem. Kąciki jego ust mimowolnie się uniosły, gdy przeczesał nerwowo grzywkę. Serce biło mu jak szalone, ale jak mógł zareagować na tak nietuzinkowy komplement? Spod płaszcza wychylił się pyszczek Zębika, którego chłopak niekontrolowanie przyzwał. Harpak zapiszczał cicho, widząc, jak postać białowłosej się oddala.
***
- Są tacy słodcy, prawda? - zapytała rudowłosa kobieta siedząca w rozkroku na jednym z kominów pobliskiego budynku. Od kilkunastu minut z rozbawieniem przyglądała się groteskowej scenie. - Dzieci tak szybko dorastają...
- Nie spodziewałem się zobaczyć Sue w takiej sytuacji - zarechotał towarzyszący jej krasnolud. - Na pewno nie w tym życiu!