Vanina Vanini - Stendhal

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

VANINA VANINI

Było to pewnego wieczoru na wiosnę r. 182*. Cały Rzym był w ruchu: książę de B***, słynny bankier, wydawał bal w swoim nowym pałacu na placu weneckim. Wszystko co sztuka włoska, co zbytek Paryża i Londynu mogą wydać najwspanialszego, zgromadzono dla upiększenia tego pałacu. Tłok był ogromny. Jasnowłose i skromne piękności arystokratycznej Anglji ubiegały się o zaszczyt obecności na tym balu; przybywały tłumnie. Najpiękniejsze kobiety rzymskie walczyły z niemi o palmę piękności. Młoda dziewczyna, w której blask oczu i heban włosów zdradzały Rzymiankę, weszła prowadzona przez ojca; wszystkie spojrzenia biegły za nią. Szczególna duma widniała w każdym jej ruchu. Wchodząc, cudzoziemcy olśnieni byli wspaniałością tego balu. "Festyn żadnego z królów Europy, mówili, ani się umył do tego". Królowie nie mieszkają w cudach architektury rzymskiej; obowiązani są zapraszać wielkie damy swego dworu; książę de B*** prosi tylko ładne kobiety. Tego wieczora był szczęśliwy w swoich zaproszeniach; mężczyźni byli olśnieni. Wśród tych niepospolitych kobiet trzeba było wybierać, która jest najpiękniejsza; wybór był jakiś czas nierozstrzygnięty, ale w końcu obwołano królową balu księżniczkę Vaninę Vanini, ową młodą dziewczynę o czarnych włosach i płomiennem oku. Natychmiast cudzoziemcy i młodzi Rzymianie, opuszczając inne salony, napłynęli ciżbą tam gdzie ona była. Ojciec jej, książę Hasdrubal Vanini, życzył sobie, aby najpierw przetańczyła z kilkoma panującymi niemieckimi. Następnie przyjęła zaproszenie paru Anglików bardzo pięknych i bardzo dobrze urodzonych; sztywne ich miny znudziły ją. Zdawało się, że więcej znajduje przyjemności w dręczeniu młodego Livia Savelli, który wyglądał na wielce zakochanego. Był to najświetniejszy młodzieniec w Rzymie, i co więcej on też był księciem; ale gdyby mu dano do przeczytania powieść, rzuciłby książkę po dwudziestej stronicy, powiadając że go od czytania głowa boli. W oczach Vaniny była to wada. Około północy rozeszła się po sali balowej wiadomość, która sprawiła pewne wrażenie. Młody karbonarjusz, zamknięty w zamku św. Anioła, umknął tegoż samego wieczora w przebraniu; przez wybryk romantycznego zuchwalstwa, mijając ostatnie warty, natarł na żołnierzy ze sztyletem; ale sam odniósł ranę, zbiry goniły go śladami krwi, i była nadzieja że go pochwycą. Podczas gdy opowiadano tę historyjkę, Livio Savelli, olśniony wdziękiem i powodzeniem Vaniny, z którą właśnie przetańczył, szepnął odprowadzając ją na miejsce, oszalały niemal z miłości: - Powiedz pani, kogo byłabyś zdolna pokochać? - Tego młodego karbonarjusza, który uciekł, lub bodaj kogoś, ktoby zrobił coś więcej, niż to że raczył się urodzić. Książę Hasdrubal zbliżył się do córki. Jestto bogaty człowiek; od dwudziestu lat nie policzył się ze swoim intendentem, który mu pożycza jego własne dochody na bardzo wysoki procent. Ktoby go spotkał na ulicy, wziąłby go za starego aktora; nie zauważyłby, że książę ma na palcach kilka olbrzymich pierścieni zdobnych dużemi djamantami. Dwaj jego synowie wstąpili do jezuitów, a potem zmarli w obłąkaniu. Zapomniał ich; ale gryzie się tem, że jego jedyna córka, Vanina, nie chce iść za mąż. Ma już dziewiętnaście lat, a odrzuca najświetniejsze partje. Jaka przyczyna? ta sama, która skłoniła Syllę do abdykacji, wzgarda dla Rzymian. Nazajutrz po balu, Vanina zauważyła, że ojciec jej, człowiek najbardziej niedbały pod słońcem, który w życiu nie zadał sobie tego trudu aby użyć klucza, zamyka starannie drzwiczki od schodków, wiodących na trzecie piętro pałacu. Okna wychodzą łtam na terasę, obsadzoną pomarańczami. Vanina odbyła kilka wizyt na mieście; za powrotem, główna brama była zastawiona przygotowaniami do iluminacji, powóz wjechał tedy dziedzińcem. Vanina podniosła oczy i ujrzała ze zdziwieniem, że jedno okno w apartamencie, który ojciec zamknął tak troskliwie, jest otwarte. Uwolniła się od swej damy, weszła na poddasze i póty szukała, aż znalazła zakratowane okienko, wychodzące na terasę strojną pomarańczami. Owo otwarte okno, które zauważyła, było tuż. Bezwątpienia w pokoju ktoś mieszkał; ale kto? Nazajutrz Vanina zdołała się wystarać o klucz od drzwiczek, wychodzących na terasę. Podeszła na palcach do okna, które było jeszcze otwarte. Żaluzja pozwalała jej zostać niepostrzeżoną. W pokoju było łóżko, ktoś leżał w tem łóżku. Pierwszym jej odruchem było cofnąć się; ale spostrzegła suknię kobiecą, rzuconą na krzesło. Przyglądając się bliżej osobie spoczywającej w łóżku, ujrzała, że jestto blondynka, jak się zdawało bardzo młoda. Nie wątpiła już, że to kobieta. Suknia rzucona na krzesło była zakrwawiona; była też krew na damskim trzewiku, stojącym na stole. Nieznajoma poruszyła się; Vanina spostrzegła, że jest ranna. Szeroka opaska płócienna splamiona krwią okrywała jej piersi; opaska ta była umocowana jedynie zapomocą wstążek: to nie ręka chirurga założyła ją. Vanina zauważyła, że codzień, koło czwartej, ojciec zamyka się w swoich pokojach, a potem zachodzi do nieznajomej; niebawem wraca i siada do powozu, aby się udać do hrabiny Vitteleschi. Skoro tylko odjechał, Vanina biegła na terasę, skąd mogła widzieć nieznajomą. Owa młoda kobieta, tak bardzo nieszczęśliwa, żywo przemawiała do jej wyobraźni; Vanina siliła się odgadnąć jej dzieje. Zakrwawiona suknia rzucona na krzesło nosiła ślady jakgdyby pchnięć sztyletu: Vanina mogła policzyć jej dziury. Jednego dnia, ujrzała nieznajomą wyraźniej: błękitne jej oczy tonęły w niebie; zdawała się pogrążona w modlitwie. Niebawem łzy napełniły jej piękne oczy; młoda księżniczka ledwie mogła się wstrzymać aby do niej nie zagadać. Nazajutrz Vanina odważyła się ukryć na terasie przed przybyciem ojca. Ujrzała don Hasdrubala, jak wchodził do nieznajomej; niósł koszyk, a w nim zapasy. Książę miał minę niespokojną, mówił niewiele. Szeptał tak cicho, że, mimo iż okno było otwarte, Vanina nie mogła dosłyszeć co mówi. Wkrótce wyszedł. - Musi ta biedna kobieta mieć bardzo groźnych wrogów, pomyślała Vanina, skoro ojciec, z natury tak nieuważny, nie śmie się zwierzyć nikomu i zadaje sobie trud wspinania się codzień na poddasze. Pewnego wieczora, kiedy Vanina wysuwała ostrożnie głowę ku oknu nieznajomej, spotkała jej oczy; wszystko się wydało. Vanina padła na kolana i krzyknęła: - Kocham panią i chcę ci być pomocna. Nieznajoma dała znak, aby weszła. - Jakże winnam panią przepraszać, wykrzyknęła Vanina; moja głupia ciekawość musi się pani wydać niedelikatna! Przysięgam ci tajemnicę i, jeśli zażądasz, nie wrócę tu nigdy.

CIĄG DALSZY TEKSTU W PEŁNEJ WERSJI