Valerie Królowa Wampirów - Jessie Valetta
8.51 zł

Reflow text when sidebars are open.
- Och, niech mi pan pomoże! - przybieram najbardziej zbolałą i przerażoną minę, na jaką mnie stać, a potem kuśtykam kilka kroków w jego stronę. Ochroniarz to jeszcze niemal dzieciak, jego twarz wykrzywia grymas przerażenia i nieledwie paniki. Przez chwilę zupełnie nie wie co robić, w końcu sięga po kawiarniane krzesełko i pomaga mi na nim usiąść. - Proszę zaczekać, zaraz wezwę policję i pogotowie - mówi nerwowo. O nie, na to nie mogę pozwolić - jeszcze tylko policji tu brakuje.
- Błagam, niech pan tego nie robi - ciągnę go za rękaw, robiąc wystraszoną minę. - Moi rodzice nie mogą się o niczym dowiedzieć! Troszkę... pokłóciłam się z moim chłopakiem, to wszystko. Po prostu odpocznę chwileczkę, a potem sobie pójdę.
Niby przypadkiem wyciągam przed siebie nogi, a potem zakładam jedna na drugą. Są piekielnie zgrabne, długie i opalone, i mężczyźni po prostu dostają fioła na ich widok! Na szczęście moja broń działa i tym razem. Determinacja chłopaka słabnie, usiłuje patrzeć mi w oczy z marsową mina, ale jego wzrok co chwilę ześlizguje się na moje uda... i to, co między nimi. Nie bronię mu specjalnie tego widoku, wiedząc, że każda sekunda działa na moją korzyść. Wstaję powoli i niby przypadkiem opieram się na jego ramieniu. Chłopak czuje zapach moich perfum, żar pożądania wypełnia mu głową lubieżną gonitwą myśli, i wiem już, że jest mój.
- Marco, mój drogi, po prostu odprowadź mnie kilka kroków, dalej poradzę sobie sama - szepczę mu prosto w ucho, mój gorący oddech owiewa jego szyję. Ochroniarz odskakuje jak oparzony, wygląda tak, jakby chciał rzucić się na mnie i zgwałcić, nie zważając na miejsce i okoliczności. Przez chwilę boję się, czy nie przedobrzyłam, ale na szczęście udaje mu się opanować.
- Dobrze - szepcze ochryple. - Pomogę Ci, ale pod warunkiem.. pod warunkiem, że...
Uśmiecham się do niego pobłażliwie, wydymając kształtne wargi
- Pod jakim warunkiem, kotku? Wyduśże to z siebie! Chłopak milczy przez chwilę, jakby ważył coś w sobie, wreszcie wypala: - Pod warunkiem że się ze mną umówisz na randkę! Cholera, nie wierzę, że to powiedziałem ale tak, tak chcę!
Obiecuję mu randkę
Odmawiam
* * *
Zatrzymuję się posłusznie.
- Och, niech mi pan pomoże! - przybieram najbardziej zbolałą i przerażoną minę, na jaką mnie stać, a potem kuśtykam kilka kroków w jego stronę. Ten ochroniarz to jeszcze niemal dzieciak, jego twarz wykrzywia grymas przerażenia i nieledwie paniki. Przez chwilę zupełnie nie wie co robić, w końcu sięga po kawiarniane krzesełko i pomaga mi na nim usiąść. - Proszę zaczekać, zaraz wezwę policję i pogotowie - mówi nerwowo. O nie, na to nie mogę pozwolić - jeszcze tylko policji tu brakuje. - Błagam, niech pan tego nie robi - ciągnę go za rękaw, robiąc wystraszoną minę. - Moi rodzice nie mogą się o niczym dowiedzieć! Troszkę... pokłóciłam się z moim chłopakiem, to wszystko. Po prostu odpocznę chwileczkę, a potem sobie pójdę.
Niby przypadkiem wyciągam przed siebie nogi, a potem zakładam je na siebie. Są piekielnie zgrabne, długie i opalone, i mężczyźni po prostu dostają fioła na ich widok! Na szczęście moja broń działa i tym razem. Determinacja chłopaka słabnie, usiłuje patrzeć mi w oczy z marsową mina, ale jego wzrok co chwilę ześlizguje się na moje uda... i to, co między nimi. Nie bronię mu specjalnie tego widoku, wiedząc, że każda sekunda działa na moją korzyść. Wstaję powoli i niby przypadkiem opieram się na jego ramieniu. Chłopak czuje zapach moich perfum, żar pożądania wypełnia mu głową lubieżną gonitwą myśli, i wiem już, że jest mój. - Marco, mój drogi, po prostu odprowadź mnie kilka kroków, dalej poradzę sobie sama - szepczę mu prosto w ucho, mój gorący oddech owiewa jego szyję. Ochroniarz odskakuje jak oparzony, wygląda tak, jakby chciał rzucić się na mnie i zgwałcić, nie zważając na miejsce i okoliczności. Przez chwilę boję się, czy nie przedobrzyłam, ale na szczęście udaje mu się opanować.
- Dobrze - szepcze ochryple. - Pomogę Ci, ale pod warunkiem.. pod warunkiem, że... Uśmiecham się do niego pobłażliwie, wydymając kształtne wargi - Pod jakim warunkiem, kotku? Wyduśże to z siebie! Chłopak milczy przez chwilę, jakby ważył coś w sobie, wreszcie wypala: - Pod warunkiem że się ze mną umówisz na randkę! Cholera, nie wierzę, że to powiedziałem ale tak, tak chcę!
Obiecuję mu randkę
Odmawiam
* * *