Rozdział 4
We wtorek wieczorem stałam pośrodku garderoby i łamałam sobie głowę nad tym, w co się ubrać. Zrozumiałam, że Frans zamierza przyjść do klubu tego samego dnia, więc chciałam znaleźć strój, który robiłby wrażenie, nie będąc wulgarnym. Coś spektakularnego i skromnego zarazem, co stopiłoby lód w jego spojrzeniu. Niełatwe zadanie.
Od zobaczenia przykrego nagrania z przeszłości czułam się bardziej przybita, niż tak naprawdę powinnam. Przecież zdawałam sobie sprawę, przez co w życiu przeszłam. Jednak Frans nie wiedział. I właśnie to mnie tak zdenerwowało: że stał się świadkiem mojego upodlenia w najgorszym możliwym momencie.
Praca w klubie była jedną sprawą, a partnerzy biznesowi Bernda, którzy mogli do woli korzystać z moich wdzięków - drugą. Przypadkiem wybrałam wideo nagrane dokładnie wtedy, kiedy najsilniej odczuwałam objawy odstawienia i potrafiłam znaleźć ukojenie jedynie w seksie. W seksie, który stanowił definiujący czynnik w moim życiu, od kiedy skończyłam dwadzieścia lat, i orgazmach, zrodzonych w tym czasie z palącej, bolesnej potrzeby otrzymania kolejnej dawki narkotyku. Gdy ktoś mnie mocno pieprzył, palenie i ból na chwilę kumulowały się w moim kroczu, co przynosiło mi tymczasową ulgę.
I właśnie wtedy Bernd mnie nagrywał. Chociaż przez cały czas wiedział, jak źle się czuję.
Zastanawiałam się, co jeszcze było na tych płytach. Czy Berndowi udało się uwiecznić każdy wieczór rozpusty? Nasze wesele? Tę noc w klubie, kiedy przywiązano mnie do ławki na dwie godziny, a każdy chętny mógł mnie pieprzyć do woli?
Nie byłam dumna ze swojej przeszłości, ale udało mi się ją zaakceptować. Nie wstydziłam się pracy seksualnej, tylko tego, w jaki sposób zaczęłam się nią zajmować. Przypadkowo i bez żadnych oporów, bo chciałam zadowolić Bernda i mieć dostęp do narkotyków. Wstydziłam się tego, że bez najmniejszego protestu pozwalałam Berndowi dzielić się mną, z kim tylko chciał.
Z czasem udało mi się zapomnieć część tego wszystkiego, stałam się nową kobietą i zaczęłam zarządzać klubem. Ale w tamtym momencie, kiedy Frans odsunął się od ekranu i powiedział, że idzie rozejrzeć się po pomieszczeniu dla pracowników, wstydziłam się bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Tak, że aż coś mną zatrzęsło.
Głos Fransa był powściągliwy i uprzejmy, jednak pobrzmiewała w nim pogarda. Nie byłam już zwyczajną, bardzo piękną kobietą, z którą można było pogadać o berlińskich zabytkach i fińskich miastach. Stałam się czymś brudnym i odrażającym, czego żaden szanujący się człowiek nie dotknąłby nawet kijem.
Chciałam zareagować wściekłością na ten pokaz pruderii i ograniczenia. W normalnych okolicznościach tak by się stało. No i co z tego, że pracowałam w klubie? Że miałam wielu partnerów seksualnych? Że dawałam się pieprzyć na stoliku w salonie? Zawsze korzystałam z prezerwatyw ze wszystkimi poza Berndem i regularnie się badałam. Może w czasach uzależnienia niespecjalnie pasowało do mnie określenie "odpowiedzialna dorosła", ale w miarę o siebie dbałam. Zgoda, miałam nietypową przeszłość, której częściowo żałowałam, ale nie stałam się przez to jakąś znowu obrzydliwą kreaturą.
Próbowałam więc wywołać u siebie wściekłość i nienawiść, jednak przeszkadzała mi w tym ciężka, gruba warstwa przygnębienia. Przychodziły mi do głowy chwile spędzone w Bauhausie i miałam wrażenie, że straciłam coś ważnego. Lekką rozmowę, humor, pozbawiony słów flirt, ciepło ciała Fransa tuż przy moim. Utraciłam kiełkującą możliwość przeżycia rzeczy, których dotychczas nie doświadczyłam. I całą sobą za tym tęskniłam, niezależnie od tego, że w duchu wymyślałam sobie od sentymentalnych idiotek i nie mogłam zrozumieć, skąd mi się nagle wzięły na nosie te różowe okulary.
Gdy tak stałam w garderobie, zadecydowałam, że nie na darmo przetrwałam śmierć rodziców, uzależnienie, odwyk i wykorzystywanie przez męża. Nie na darmo pokierowałam klub w stronę sukcesu, o którym Bernd mógłby tylko pomarzyć. Przecież dam sobie radę z jednym staroświeckim facetem o ograniczonych horyzontach. Zedrę mu z twarzy tę maskę chłodu i arogancji. Zastanawiałam się, w jaki sposób mogłabym zwabić go do łóżka bez rozbierania się i niedwuznacznego ocierania się o niego. Potrafiłam się oczywiście uwodzicielsko poruszać, ale nigdy nie potrzebowałam robić nic więcej, żeby zdobyć mężczyznę. Tak naprawdę nie potrzebowałam nawet tego, wykorzystywałam takie sztuczki bardziej do rozpalenia wyobraźni.
Westchnęłam ciężko i stwierdziłam, że najpierw znajdę odpowiedni strój, a potem poszperam w internecie. Nigdy nie musiałam uwodzić mężczyzn w pełnym znaczeniu tego słowa. Byłam zawsze łatwa i gotowa, wystarczyło mnie rozebrać, skomplementować i trochę popieścić, żeby móc sobie poruchać.
Jednak na pewno mogłam się nauczyć sztuki uwodzenia. Byłam inteligentna, głodna wiedzy i ambitna, miałam też wiele innych pozytywnych cech, dobrze widocznych teraz, kiedy nie byłam już na wiecznym haju, prostytuowana przez własnego małżonka.
W końcu zdecydowanym ruchem ściągnęłam z wieszaka skromną na pierwszy rzut oka zieloną sukienkę. Jej szmaragdowy odcień był dość intensywny, ale tak poza tym perfekcyjnie pasowała do moich zamierzeń. Była elegancka, prosta i dopasowana. Kupiłam ją kiedyś jako strój na negocjacje biznesowe. Pięknie, ale nie wulgarnie podkreślała moje krągłości i nie wyróżniała się niczym szczególnym, chyba żeby wziąć pod uwagę dość spory dekolt i w miarę krótki dół.
W razie gdyby poszczęściło mi się już tego wieczoru, było ją również łatwo zdjąć. Umożliwiał to umieszczony z tyłu długi zamek błyskawiczny. Pod spód założyłam nieco ciemniejszy zielony push-up, mocno wycięte stringi w tym samym kolorze i cieliste samonośne pończochy.
Nie byłam pewna, dlaczego lub dla kogo przez te wszystkie lata nosiłam bieliznę, która aż się prosiła o spojrzenie i dotyk mężczyzny. Może była to część mojego image'u, pomagająca mi w utrzymaniu publicznego wizerunku zmysłowej, seksownej właścicielki klubu. Tym razem jednak dobrze wiedziałam, w jakim celu wkładam bezwstydnie skąpe majtki.
Chłodny rozsądek próbował jakoś do mnie dotrzeć. Pytał, co tak właściwie próbuję osiągnąć, i przypominał o poglądach Fransa. Czy nasze przekonania nie różniły się za bardzo, skoro on uważał za zdradę już pocałunek? Czy nie byłoby dość nieprawdopodobne, żeby udało mi się zwabić go do łóżka po tym, jak zobaczył tamto stare nagranie? I dlaczego chciałam mieć właśnie jego? Jeśli moje żądze właśnie się przebudziły, przecież mogłam wybrać którąkolwiek inną z niezliczonych opcji.
Umysł miałam ze wszech miar sprawny i wnikliwy, ale tutaj był bez szans. Łoskocząca fala uczuć zalewała wszelkie pytania i wątpliwości, rozmywała je jak rysunki na piasku, a ja mogłam myśleć tylko o tym, że muszę mieć Fransa. Mieć go, wyjaśnić mu wszystko i postarać się, żeby zrozumiał.
Założyłam porządną jaskrawozieloną sukienkę i wyjątkowo nie spięłam włosów. Patrzyłam wrogo na pasma sięgające mi niemal do pupy i prawie złapałam za nożyczki, żeby ściąć je na krótko. Potem udało mi się zdobyć choć trochę zdrowego rozsądku, dzięki czemu zdecydowałam się na mniej dramatyczne i nieodwracalne rozwiązanie. Zaplotłam gruby kłos, który kończył się prawie na wysokości talii.
Uważałam, że wyglądam właściwie, odpowiednio do statusu Der Klubu, a jednak bardziej przyjaźnie i otwarcie niż zwykle. Fransowi podobał się mój zwyczajny strój, a to było najzwyczajniejsze ubranie, jakie mogłabym założyć do pracy.
Spojrzałam na zegarek i zamarłam. Tyle czasu spędziłam na zajmowaniu się kwestiami stroju i fryzury, że nie zdążyłabym się umalować, jeśli chciałam jeszcze poszukać wskazówek dotyczących uwodzenia. Szybko nałożyłam grubą warstwę podkładu na twarz - na wypadek gdybym znów miała się zarumienić jak niewinna dziewica.
Przypadłam do komputera i próbowałam znaleźć konkretne instrukcje, jak oczarować mężczyznę. Strój, ruchy, gesty. Niezobowiązująca rozmowa. Bawienie się włosami. Kontakt wzrokowy. Patrzyłam na ekran z rozczarowaniem. Naprawdę nic więcej?
Na szczęście zaplotłam kłos. Nim o wiele łatwiej się bawić niż wysokim kokiem. Strój i ruchy miałam dobrze opanowane, ale konwersacja z Fransem przemienionym w Dziadka Mroza wymagała szczególnych umiejętności. Zazwyczaj byłam zręczną i swobodną towarzyszką rozmowy, jednak nigdy jeszcze nie znalazłam się w takiej sytuacji. W dodatku to właśnie Fransowi udało się obudzić we mnie jąkającą się idiotkę. A raczej nie będzie oczarowany, jeśli powiem po prostu "Pieprz mnie". To nie pomoże mi otrzymać kolejnej szansy w roli zwyczajnej, bardzo pięknej kobiety.
Zadecydowałam, że pomyślę nad potencjalnymi tematami konwersacji w drodze do klubu, po czym pobiegłam do samochodu. W Berlinie transport publiczny działał bardzo dobrze, ale nocami wolałam korzystać z własnego auta, dość luksusowego audi A8. Jako studentka często włóczyłam się nocą po całym mieście, pijana i na haju, ale już nie miałam ochoty ryzykować, że zostanę zgwałcona lub obrabowana.
Nawet nie widziałam, co mam przed sobą, kiedy mechanicznymi, wyuczonymi ruchami prowadziłam samochód w kierunku klubu. Szukałam tematów do rozmowy. Może jedzenie? To w końcu wielka miłość Fransa. Sztuka? Mówił, że trochę się na niej zna. Sport? O tym nie miałam pojęcia. Oczywiście mogłam też spytać, co Frans lubi. To pozwoliłoby mi okazać zainteresowanie - istotna rzecz według jednego z internetowych artykułów. Mogłam również oprowadzić go po klubie i spytać, czy jakieś urządzenie bądź miejsce szczególnie go zafascynowało. Nie, na to było chyba jeszcze za wcześnie.
Szybko wybrałam trzy pierwsze tematy, które na pewno przejdą bez pudła. Jedzenie. Sztuka. Sport. Frans musiał uprawiać sport, skoro miał takie ciało. Może kibicował jakiejś drużynie piłkarskiej. O piłce nożnej faceci potrafią rozprawiać całymi godzinami, pomyślałam z nadzieją.
Przyjechałam do klubu nieco później niż zwykle, ale wiele nie straciłam. Na miejscu zdążyło się pojawić zaledwie kilku klientów. Zerkali na tańczącą na scenie Dinę i tęsknie patrzyli na Anę, która wyraźnie dawała do zrozumienia, że ani trochę nie interesuje jej nikt z obecnych.
Takie zachowanie było częścią gry. Jeśli komuś tego wieczoru uda się zdobyć względy przepięknej blondynki, poczuje się prawdziwym zwycięzcą. A przegrani przyjdą ponownie, żeby się przekonać, czy tym razem to oni dadzą radę rozpalić Anę lub inną dziewczynę, o którą im chodzi. Usiadłam na swoim stałym miejscu, a Felix z przyzwyczajenia podał mi kir royala.
Dostałam nauczkę i nie szukałam już pociechy w seksie, narkotykach ani alkoholu, ale szampana najzwyczajniej w świecie lubiłam. Czasami zamawiałam bąbelki naprawdę dobrej jakości, bez żadnych dodatków, ale dość często nachodziła mnie ochota na słodkiego, wyrafinowanego w smaku kir royala. W dni powszednie piłam jeden. Potem przerzucałam się na koktajle bezalkoholowe lub wodę mineralną. W weekendy pozwalałam sobie czasami i na trzy drinki.
Siedziałam niespokojnie, co jakiś czas zmieniając pozycję. Czułam się, jakby pod moją skórą biegały mrówki, a im więcej upływało czasu, tym bardziej się niecierpliwiłam. Rzecz jasna pozdrawiałam klientów, opowiadałam o programie na ten wieczór i ucinałam krótkie pogawędki ze stałymi bywalcami, zanim ci rzucali się w wir cielesnych rozkoszy. Ale zawsze wracałam na fotel z myślami pełnymi mężczyzny o złocisto-zielonych oczach i dołeczkach w policzkach, który widział mnie w najgorszym możliwym stanie.
Było już prawie wpół do dwunastej, kiedy przyszedł Felix.
- Tu jest jakiś pan, który twierdzi, że ma zaproszenie, ale nie ma go na liście - oznajmił.
Zesztywniałam, bo dotarło do mnie, że to musi być Frans. Byłam zbyt przejęta i zapomniałam go wpisać na listę.
- Poczekaj. Zaraz zobaczę. Chyba zapomniałam...
Wstałam, odwróciłam się i zostałam tak z rozchylonymi ze zdziwienia ustami. To rzeczywiście był Frans. A jednak nie on. Stał w ciepłym świetle przedsionka, dzięki czemu mogłam zauważyć, że ma na sobie smoking. Oczywiście dostrzegłabym to i w półmroku, ale właśnie światło pozwoliło mi się zorientować, że w przeciwieństwie do tradycyjnego czarnego smokingu ten był granatowy i wyglądał podejrzanie jak... aksamit. Granatowy aksamit, biała koszula, granatowa muszka.
Frans był o tysiące kilometrów odległy od tamtego cudownego, prostolinijnego faceta w parce, z potarganymi od wiatru złocistymi włosami. Jeszcze dalej było mu do ubranego na biało kucharza, opowiadającego o codziennych potrawach z tą samą sympatią, co o drogim przyjacielu. Właśnie zdecydowanym ruchem oddawał długi, również granatowy płaszcz i rzucił kilka słów z nieprzyjazną miną. Ładny, prosty nos miał lekko uniesiony, a jego szerokie usta tworzyły niezadowoloną linię.
Lotte, pracująca z Felixem przy wejściu i w szatni, patrzyła na Fransa dziwnie szklistymi oczami, kiedy odbierała od niego okrycie. Choć nawet nie widniał na liście. Tego jeszcze nie było. Najwyraźniej udało mu się wcisnąć do klubu zupełnie bez mojej pomocy. Wyglądało na to, że nie mydlił mi oczu, mówiąc, że cała kuchnia musi tańczyć, a kiedy pracownicy pomylą kroki, zdarza mu się wściec. Nie przypuszczałam jednak, iż zmusi do tańca i mój personel, przy okazji narzucając mu własny rytm.
Nieco chwiejnym krokiem podeszłam do wejścia i niezauważalnie skinęłam Felixowi. Ostrożna mina mężczyzny natychmiast roztopiła się w przyjaznym powitalnym uśmiechu, a ja przeszłam dalej. Frans wreszcie mnie zauważył.
- Myślałaś, że nie przyjdę. Nie było mnie na liście - stwierdził zimno, mierząc mnie wzrokiem.
Zaschło mi w ustach pomimo dopiero co wypitego koktajlu. Było mi bardzo trudno skupić się na słowach, bo głodnym wzrokiem pochłaniałam widok twarzy i ciała Fransa. Smoking rzeczywiście był aksamitny, co wydawało się wyjątkowe, a jeszcze bardziej wyjątkowym czynił go kolor. Ale wybitnego kucharza można chyba zaliczyć do artystów, którzy w końcu mogą bezkarnie bawić się ubiorem. Ubrania leżały na nim jak ulał i wiedziałam, że nigdy w życiu nie dałby rady zdobyć ich w ciągu jednego dnia. Gdy podeszłam bliżej i spojrzałam wyrobionym okiem, miałam już pewność: to była bez wątpienia robota krawca.
Frans wyglądał niesamowicie i zabójczo seksownie. Moje ciało bez udziału świadomości starało się do niego przysunąć. Tak blisko, że między nami nie pozostałby nawet milimetr odstępu. A jednak nie mogłam znieść tego widoku. Nigdy jeszcze nie spotkałam nikogo, na kim smoking - czy jakikolwiek inny strój - leżałby tak idealnie. Mimo to nie chciałam go takiego, ubranego w najlepsze ciuchy, jakby próbował zrobić wrażenie na wszystkich obecnych. W klubie albo na całym świecie.
Chciałam Fransa w swetrze lub T-shircie i dżinsach. Takiego, który boi się jednego małego pocałunku. No dobrze, nie do końca małego, ale mimo wszystko... Chciałam mężczyznę, który w marynarce wygląda tak, jakby znajdował się daleko poza strefą komfortu. A nie tego aroganckiego, świadomego własnej atrakcyjności obcego, robiącego wrażenie nawet na bardzo doświadczonym Feliksie.
- Niemcy. Przeproś i zachowaj się grzecznie, a dostaniesz po mordzie nawet od kiepsko opłacanego kelnera. Warknij i pokaż im, kto tu rządzi, a jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczną się giąć w ukłonach i słuchać rozkazów. W tych stereotypach o narodzie panów widocznie kryje się ziarno prawdy - powiedział leniwie Frans. - Co ciekawego macie w programie na dziś? A przede wszystkim kogo?
Wciąż mogłam wyczytać lekką pogardę w jego wyrazie twarzy, co w końcu pomogło mi wrócić na ziemię.
- Za kogo ty się przebrałeś, do cholery? Bo sobą na pewno nie jesteś - dogryzłam mu po fińsku, pewna, że nikt inny nie zrozumie.
Spojrzał mi w oczy, rozciągając szerokie, zmysłowe usta w lekkim uśmiechu.
- Za nikogo się nie przebrałem. Może i na co dzień jesteś tutaj diwą, ale ja też potrafię się dobrze prezentować. Co prawda na ogół mnie to nie bawi, a jednak coś mi mówi, że tego wieczoru będzie inaczej. To bardziej niż prawdopodobne.
Sfrustrowana i podniecona, spoglądałam na dołeczki, które ukazały się już przy tym niewielkim uśmiechu. Nie do końca rozumiałam, co Frans chce osiągnąć wizytą w klubie i całym tym przedstawieniem, ale porzuciłam temat. Na razie. Uśmiechnęłam się do Fransa tak pięknie, że chyba udało mi się przyćmić nawet słońce. Nagle przypomniały mi się wskazówki z internetu.
- Jeszcze raz dziękuję za bouillabaisse. Co gotowałeś dzisiaj? Albo jakie są twoje ulubione dania w tym... - wypaliłam.
Protekcjonalnie uniósł brwi.
- Zobacz sobie na naszej stronie. Chyba nie wymyślałbym dla klientów żarcia, którego sam bym nie zjadł. Cały dzień spędziłem w restauracji, więc nie chce mi się o tym gadać po pracy. Co macie w programie na dziś? - przerwał mi bezlitośnie.
Od środka zaczęło mnie podgryzać irytujące zażenowanie, które nie należało do mojego normalnego repertuaru emocji. Szybko zmieniłam temat. Chciałam osiągnąć efekt wyrafinowania i kurtuazji, ale z moich ust wydobyło się:
- Oczywiście... To ten... co sądzisz o grupie Der Blaue Reiter? Ja strasznie ich lubię i...
Niezręcznie złapałam się za warkocz i pociągnęłam, bynajmniej nie uwodzicielsko. Frans przez chwilę patrzył na mnie bez wyrazu, w końcu spytał powoli:
- Czy to część scenariusza? Najpierw trzeba się popisać kulturą i obyciem, żeby móc zaruchać? Trzeba by być naprawdę prostakiem, żeby nie uważać Der Blaue Reiter za dosyć istotną grupę i żeby nie przepadać chociaż za niektórymi z nich. Szczególnie biorąc pod uwagę, że do członków należeli Marc, Kandinsky, Klee czy Picasso. I Malewicz. Powiesz mi w końcu, co jest w programie?
Przełknęłam wstyd, który pojawił się pomimo wszystkich motywujących przemówień, jakie sobie zaserwowałam.
- Nie no, jasne. Nie. Nie trzeba się popisywać. Po prostu byłam ciekawa. No więc mamy cały czas występy na scenie. Im dalej w noc, tym gorętsze się stają. A skoro jest już ta godzina, zaraz pojawi się Desirée. Nie dość, że rozbierze się do naga, to jeszcze...
Wzrok Fransa zdawał się złagodnieć na krótką chwilę, ale wrażenie minęło niemal od razu.
- Tak. Oczywiście. To może być całkiem dobra rozrywka, ale mnie chodzi o to, które piękności dziś pracują. Ta ciemnoskóra dziewczyna była naprawdę ładna.
Moją pierś wypełnił niewiarygodnie mocny koktajl wściekłości i żalu. Miałam wrażenie, że nie dam rady mówić dalej.
- Michelle oczywiście jest w pracy. Podobnie jak Ana, Selena i Gloria - zmusiłam się do odpowiedzi.
Odwróciłam się od niego, bo już i tak popękana maska, którą usiłowałam mu zaprezentować, groziła rozpadnięciem się na kawałki. Najmniej ze wszystkiego miałam ochotę na pokazanie Fransowi, jakie załamanie wywołała moja własna bezładna paplanina w połączeniu z jego słowami. Wskazałam gestem schody prowadzące do głównej sali klubu.
- Proszę bardzo, zapoznaj się z otoczeniem. Ja wszystko obserwuję stąd.
Byłam tak nieszczęśliwa i rozgniewana, że aż sama nie mogłam w to uwierzyć, ale usiadłam z powrotem w fotelu z takim wdziękiem, na jaki tylko było mnie stać. Kątem oka zobaczyłam, że Frans na moment zwraca się w moją stronę, ale nie zamierzałam już na niego spoglądać. Jeśli chce pieprzyć się z którąś z dziewczyn, niech mu będzie. Dla mnie seks i tak nigdy nie miał wielkiego znaczenia, zapewniłam się w duchu i obserwowałam, jak mężczyzna schodzi po schodach wprost do gniazda rozpusty, którym dyrygowałam.
Jak zwykle we wtorki klub nie był pełny, ale w niektórych miejscach pary i grupki ludzi uprawiały seks z wyraźną przyjemnością. Gloria była tą z dziewczyn, która potrafiła przekonująco grać dominę, choć w rzeczywistości wcale nie miała ku temu skłonności. Zauważyłam ją, jak bezlitośnie depcze w dwunastocentymetrowych szpilkach po czołgającym się przed nią kolesiu w garniturze, a następnie łapie go mocno za włosy.
Mężczyzna prawdopodobnie był jakimś znanym politykiem, sędzią lub biznesmenem. Im więcej faceci mieli władzy, tym większą odczuwali potrzebę bycia zdominowanymi, a wręcz sponiewieranymi przez kobietę. Może dlatego, że oni sami poniewierali ludzi zawodowo.
Widziałam, jak Frans podąża w głąb klubu centralnym przejściem, po czym siada na jednej ze skórzanych kanap. Coś zamówił, ale jeszcze zanim przyniesiono mu napój, tuż obok zjawiła się Michelle. Paliło mnie w gardle, a jeszcze bardziej piekły mnie oczy, lecz z pozornym spokojem obserwowałam, jak para pogrąża się w rozmowie, zupełnie jakby byli w zwyczajnej kawiarni. Pomijając tylko fakt, że Michelle znów nie miała na sobie nic poza skąpymi stringami.
Kiedy Ana pojawiła się w tym samym miejscu i usadowiła się po drugiej stronie Fransa, zgrzytałam zębami. Dziewczyny miały własne zasady postępowania, które znały na pamięć. Jedną z najważniejszych reguł była ta, że wszystkie nie mogły jednocześnie rzucić się na tego samego klienta.
Jeśli sprawa była niejasna, pracownice szły porozmawiać i decydowały, która ma spróbować pierwsza lub której klient okazał do tej pory najwięcej uwagi. Na ogół wszystko to działo się całkowicie profesjonalnie i bez emocji, ale powinnam się była domyślić, że ilość testosteronu wydzielana przez Fransa zakręci w głowach też dziewczynom. Tym bardziej że z niezwykłym powodzeniem odgrywał rolę właściciela całego świata.
Po chwili zaczęło się dziać. Ana ześlizgnęła się z sofy, sprawiając wrażenie zawiedzionej, podczas gry Frans najwyraźniej tym razem wziął ofertę Michelle na poważnie. Dziewczyna usiadła okrakiem na jego udach i zaczęli się całować długo i namiętnie. Powoli i dogłębnie. W ten sam sposób, w jaki Frans całował mnie.
Znajdowali się nieco na ukos ode mnie, więc dobrze widziałam, jak wyćwiczone plecy Michelle wyginają się lekko, jak ręka Fransa gładzi nagi tyłek i jak jego usta nagle odrywają się od pełnych warg i zaczynają ssać jeden z sutków. Włosy dziewczyny zafalowały, jej głowa odchyliła się tak, że twarz miała skierowaną ku sufitowi, podczas gdy palce Fransa wsunęły się pod gumkę stringów i ściągnęły je nieco niżej.
Wyglądało na to, że mężczyzna mówi coś do Michelle, która na powrót skierowała twarz w jego stronę i potaknęła. Wyciągnęła się w kierunku stojącego obok kanapy stolika, wyjęła duży wibrator, po czym sprawnie naciągnęła na niego prezerwatywę. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego mówi się, że komuś pęka serce czy że się łamie albo boli. Teraz jednak otrzymałam znakomitą lekcję, co znaczą te powiedzenia. Niemal słyszałam trzask odrywających się kawałeczków. Próbowałam zaczerpnąć powietrza, chociaż płuca nie chciały go przyjąć, i utrzymać serce w całości, choć czułam, jak krwawi. Kolejna metafora, której znaczenie zrozumiałam, obserwując Fransa i Michelle.
Frans gestem zachęcił dziewczynę, żeby położyła się na kanapie, i rozsunął jej nogi. Jedną ręką ściskał, masował i gniótł jej piersi, podczas gdy drugą skierował wibrator między jej uda.
To mi wystarczyło. Chciałabym być tak silna i obojętna, żeby po prostu siedzieć i patrzeć, ale taka nie byłam. W życiu nie pragnęłam niczego tak bardzo jak Fransa, więc na pewno nie zamierzałam wypuścić go z rąk tylko dlatego, że zobaczył fragment nagrania sprzed ośmiu lat. Nie pozwolę, żeby zaszufladkował mnie jako tanią dziwkę ze względu na moją przeszłość. I na pewno nie dam pięknej, ale nieco prostej i słabej panience zająć miejsca należnego mnie. Mnie.
Całkowicie zapomniawszy, jak słaba ja sama byłam w latach młodości, ruszyłam do przodu jak czołg. Zazwyczaj pozdrawiałam klientów, przechadzając się po klubie, ale teraz prawie wpadałam na wszystkich i do nikogo się nie odzywałam. Szłam prosto przed siebie głównym przejściem, aż dotarłam do kanapy, na której Frans penetrował Michelle długim, grubym wibratorem, podczas gdy ustami ssał jej idealnie okrągłą pierś. Wyraz twarzy dziewczyny świadczył o czystej rozkoszy, a kiedy podeszłam bliżej, muzyka akurat na moment przycichła i usłyszałam, jak Michelle dyszy:
- Pieprz mnie. Tak naprawdę. Tutaj. Teraz.
Frans podniósł głowę i spojrzał w ciemnobrązowe oczy kobiety. Z tej odległości mogłam już dostrzec, że się waha.
Przekonywałam samą siebie, że Frans nie posunie się do samego końca. W moim klubie był nie na miejscu. Nie odwiedzał tego typu lokali. Uważał je za element półświatka. Coś kazało mu tutaj przyjść tego wieczoru, ale nie wierzyłam, że była to Michelle. Chyba wiedziałam, o co chodzi. A w każdym razie musiałam zaufać, że instynkt mnie nie zawodzi.
Nadzieja umarła zaledwie parę sekund później. Znajdowałam się w odległości jakichś pięciu metrów od nich, kiedy zobaczyłam, jak Frans zdecydowanym ruchem zdejmuje smoking. Poczułam, jak przerażenie chwyta mnie za gardło. Czy ten cholerny facet naprawdę miał zamiar pieprzyć nieznajomą kobietę w moim klubie?
Byłam zdruzgotana, wściekła, nieszczęśliwa i jeszcze raz wściekła. Wściekła, wściekła, wściekła. Jakoś udało mi się całkowicie zapomnieć o tym, że klub istnieje właśnie po to, żeby można w nim było spełniać wszelkie cielesne fantazje, przynajmniej w granicach prawa. Zapomniałam, że płacę Michelle za uwodzenie nowych klientów i podtrzymywanie zainteresowania stałych bywalców. Zapomniałam, że jestem respektowaną, nieraz budzącą lęk właścicielką tego miejsca.
Byłam już tylko rozemocjonowaną kobietą marzącą o złapaniu Michelle za włosy, rzuceniu jej na podłogę i wykopaniu na drugi koniec świata, żeby na pewno nie udało jej się nigdy więcej dorwać do Fransa. Chciałam wymierzyć Fransowi policzek i zażądać wyjaśnień. Wrzasnąć, że może spierdalać na drzewo ze swoimi smokingami i aroganckim, sztucznym zachowaniem. A potem być ugłaskana pocałunkami, prośbami o wybaczenie i... no, czymkolwiek. Chociażby pogawędką.
Żeby tylko jego uwaga znów skupiła się na mnie i na nikim innym.
Podeszłam do nich i subtelnie odchrząknęłam. Michelle spojrzała na mnie z osłupieniem. I nic dziwnego. Nie miałam w zwyczaju wkraczać pomiędzy klientów a dziewczyny. Nigdy.
- Przepraszam, ale zapomniałam, że mam ważną, naprawdę ważną sprawę do Fransa.
On też już zdążył podnieść głowę. Sprawiał wrażenie niezadowolonego i nieprzyjaznego. Zupełnie mnie to nie obchodziło. Michelle z kolei wyglądała na zawiedzioną, ale błyskawicznie zebrała się w sobie.
- Jeszcze raz. Jak najszybciej - szepnęła.
Ze zmrużonymi oczami patrzyłam na ciemnoskórą piękność, a w mojej głowie pojawiły się trzy wyjątkowo oczywiste słowa.
"Nigdy w życiu".
Kiedy Michelle sobie poszła, usiadłam w tej swojej idiotycznej kiecce tuż obok Fransa i żałowałam, że nie założyłam seksowniejszej małej czarnej. Albo tej króciutkiej czerwonej sukienki. Albo...
- O co chodzi? Myślałem, że z tymi pannami można zrobić, co się komu żywnie podoba, o ile one się zgodzą - warknął Frans i z zaciętą miną rozparł się na kanapie.
- Bo tak jest - odparłam dziwnym głosem, którego sama nie poznawałam. Ociekającym tęsknotą.
- To dlaczego przerywasz mój wieczór z Michelle...
- Nie jesteś taki. Sam mi to mówiłeś. Nie bawisz się w ten sposób. - Wykonałam szeroki gest, obejmując nim cały klub.
- A co ty, do chuja, wiesz o moich zabawach? Ciężko pracuję, a ty rozpieprzyłaś mój długi związek tak, że nawet w wakacje nie będę miał z kim uprawiać seksu. A teraz w tym burdelu nawet nie mogę zaruchać jak wszyscy. Bo nagle poczułaś się uprawniona do niańczenia mnie i zadecydowałaś, że tu nie pasuję.
Wkurzyłam się, choć serce bolało mnie jeszcze bardziej niż przedtem.
- Wcale nie chcesz Michelle! A jeśli twój związek się rozpieprzył, sam jesteś za to odpowiedzialny! Nie kazałam ci się rozstawać, sam powiedziałeś, że właściwie nie było ci z nią dobrze! I to nie jest żaden burdel, wbij to sobie wreszcie do tej swojej pustej głowy!
- Okej. Czyli skoro nie chcę Michelle, tej Any pewnie tak samo, chyba muszę iść do innego klubu i sprawdzić, czy tam będę mógł w spokoju rozładować napięcie. Z dala od jakiejś dziwki wyruchanej przez milion kolesi, która nie daje mi robić tego, czego pragnę. Mój wieczór tutaj dobiegł końca. Zostawię wam opinię z jedną gwiazdką!
Frans wstał i z powrotem założył smoking. Chociaż byłam nieszczęśliwa i wściekła, podeszłam do niego tak blisko, że prawie się dotykaliśmy. W tym stanie było mi obojętne, jakimi mnie częstuje wyzwiskami. Różnie mnie w życiu nazywano, ale miałam mocne podejrzenia, że akurat on na co dzień nie używa takiego języka. Te wulgaryzmy coś oznaczały. Moja nadzieja znów rozkwitła, bo Frans nie zrobił uniku ani nie odepchnął mnie od siebie. Tylko patrzył mi w oczy z uparcie zmarszczonymi brwiami.
- Nie chcesz Michelle. Chcesz mnie. Może i ruchał mnie milion mężczyzn, ale mnie chcesz. Nic nie poradzę na swoją przeszłość. To nie jest film familijny i nie zamierzam ci wszystkiego dzisiaj opowiadać, ale jak mi dasz... - mruczałam mu wprost do ucha.
Wykrzywił usta i parsknął.
- I co, mam ci współczuć? Całe życie robiłaś to, co kochasz. Wszystko widziałem na nagraniu. Możliwe, że na chwilę zawróciłaś mi w głowie, ale wszystkiemu na pewno winne jest otoczenie. Piękne kobiety, seks, przekraczanie granic. Udało ci się chwilowo sprowadzić mnie na manowce, jednak na twoim miejscu mogłaby równie dobrze być Michelle. Po prostu potrzebuję kobiety. Nic więcej. A teraz...
Miałam ochotę go uderzyć. Jasne, w porównaniu ze mną był świętoszkiem, ale i on miewał związki z kobietami. Na pewno znał różnicę między powierzchownym erotycznym pociągiem a chemią, od jakiej ziemia trzęsie się w posadach. Owładnięta emocjami, nie zastanawiałam się, w którym momencie ja sama stałam się ekspertką potrafiącą rozróżnić te dwie rzeczy. Ale potrafiłam. A teraz zamierzałam zmusić tego nieznośnego faceta, żeby wreszcie się poddał.
Ujęłam w dłonie twarz o mocnych rysach, przez chwilę patrzyłam w ciemne od gniewu oczy, a potem pocałowałam. Desperacko, żarłocznie i wściekle, jednocześnie wplatając palce w miękkie złociste włosy i przyciskając się całym ciałem do aksamitnego smokingu. Z początku Frans nie odwzajemnił pocałunku, stał sztywno i bez ruchu, ale kiedy dotknęłam językiem jego warg i westchnęłam, poczułam, jak coś w jego ciele odpuszcza.
Położył dużą dłoń na moich lędźwiach, silne palce pociągnęły mnie za warkocz, a szerokie, zmysłowe usta rozchyliły się i zmiękły pod naciskiem moich warg. Prawie się rozpłakałam z ulgi. Nawet nie byłam świadoma, jak bardzo się bałam - że pomyliłam się i że Frans nie chce mieć już ze mną nic wspólnego po tym, co zobaczył.
Nagle jakimś cudem znalazłam się w jego objęciach. Sapnęłam z zaskoczenia, ale nie zdążyłam zrobić nic innego, zanim położył rękę na mojej głowie i jeszcze mocniej wpił się w moje usta. Jego palce wędrowały po moim udzie, odsunęły rąbek sukienki i ścisnęły obnażony pośladek. Potem poczułam lekkie ugryzienie na dolnej wardze i język wślizgujący mi się do ust.
Mój umysł wypełniła mieszanina szczęścia i pożądania. Mocno objęłam Fransa za szyję, a kiedy on wsunął mi palce między uda, potarł kilkukrotnie, a następnie odchylił stringi, zadrżałam z rozkoszy. Na moment oderwałam się od jego ust i wydałam niemal błagalny jęk. Moja cipka była nabrzmiała, wrażliwa i tak mokra, że palce Fransa pływały w jej sokach.
Odgłos obudził we Fransie tę samą bestię, którą spotkałam już wtedy, gdy zaspokajał mnie palcami w biurze. Opuścił mnie na kanapę, dokładnie tam, gdzie wcześniej leżała Michelle, podciągnął sukienkę jeszcze wyżej i zerwał ze mnie majtki.
Po raz pierwszy od siedmiu lat leżałam na klubowej sofie z mężczyzną między nogami. Spojrzenie Fransa zasnuła mgła, jego twarz się wykrzywiła, po czym mężczyzna pochylił się nade mną pełen determinacji. Jednym ruchem rozpiął zamek na plecach sukienki i pociągnął za dekolt, obnażając moje ramiona, a następnie wydobył spod tkaniny piersi okryte zielonym koronkowym biustonoszem.
Poczułam, jak rozwiera mi uda i wsuwa dwa długie, grube palce w moją cipkę. Mocno ścisnął pierś. Jęczałam cicho i byłam tak rozpalona, że obawiałam się dojść już od kilku pchnięć, ale coś mi przeszkodziło. Coś, co wcześniej zupełnie nie robiło mi różnicy.
- Frans. Nie tak... nie tutaj... - wyjęczałam, gdy tylko myśl przybrała ostateczny kształt.
Na jego twarzy pojawił się dziki, złowrogi wyraz.
- O co ci chodzi, do cholery? Teraz zamierzasz się wycofać, jak najpierw odesłałaś dziew...
Ścisnęło mnie w podbrzuszu, kiedy zanurzył palce głęboko we mnie.
- Nie. Nie zamierzam, nie. Ale nie tutaj. Nie dam rady.
Mówiłam prawdę. Nie byłam w stanie przewidzieć własnej reakcji, zanim znalazłam się w tej pozycji. Po siedmiu latach nie chciałam uprawiać seksu publicznie, na oczach wszystkich. Szczerze mówiąc, myśl o tym budziła we mnie taki lęk, że groziła ugaszeniem mojego nieokiełznanego podniecenia.
- Zabierz mnie gdzieś. Stąd. Żeby nie widzieli.
Frans ocknął się, słysząc panikę w moim głosie i widząc rozszerzone ze strachu źrenice. Pokiwał głową, najwyraźniej odrobinę zaniepokojony. Niedbałym ruchem z powrotem naciągnął na mnie sukienkę i schylił się.
Wziął mnie w objęcia. Znalazłam się w mocnych, męskich i niewiarygodnie dobrze pachnących ramionach. Wcisnęłam twarz w granatowy aksamit, a Frans niósł mnie przez cały klub, bez wątpienia na oczach osłupiałych pracowników, w stronę biura. Odczuwałam tak wielkie szczęście i ulgę, że cała trzęsłam się z emocji. Zacisnęłam ręce na ubraniu Fransa, aż zbielały mi knykcie, i nie od razu zorientowałam się, że stoimy już przed drzwiami biura.
- Drzwi są zamknięte, kochanie - zamruczał mi do ucha tonem zupełnie innym od tego, którego używał przez cały wieczór. Łagodnym, a zarazem pełnym pasji.
Pieszczotliwe określenie zawróciło mi w głowie i przez chwilę próbowałam sobie przypomnieć kod do drzwi.
- Cztery, osiem, dziewięć, jeden - szepnęłam, jeszcze szczęśliwsza niż przedtem.
Dla Fransa pewnie nic to nie znaczyło, ale słowo "kochanie" sprawiło, że zupełnie się rozpłynęłam. Poczułam się, jakbym wygrała w totolotka. Otarłam policzek o miękki aksamit, a kiedy wchodziliśmy do biura, znów poczułam ekscytację.
W pomieszczeniu panowała ciemność, pomijając przesączające się przez żaluzje światła nocnego Berlina. Frans jednak skierował się ku kanapie z taką pewnością, jakby bywał tam już setki razy. Usiadł, posadził mnie sobie okrakiem na kolanach i oparł się czołem o moje czoło.
- Co ci się stało? Zrobiłem ci krzywdę? Przepraszam, że zachowałem się jak świnia. Byłem po prostu taki...
- Nie. Było mi dobrze - wymamrotałam. - Ale ja już nie dam rady. Nie... nie mogłam wiedzieć, że nie będę w stanie tego znieść. Bycia na widoku.
- Ale jak... Na nagraniu sprawiałaś wrażenie, że ci się podoba.
Chciałam, żeby Frans jak najszybciej zapomniał o tej przeklętej taśmie, i zachłannie wpiłam się w jego usta. Podciągnęłam sukienkę i przycisnęłam nagie krocze do aksamitnych spodni. Moje stringi zostały w klubie, jednak wcale mi ich nie brakowało. Aż syknęłam z rozkoszy. Jedną ręką złapałam Fransa za tył głowy, a drugą pociągnęłam go za pasek.
Frans próbował coś wymruczeć tuż przy moich ustach, ale nie chciałam go słuchać, więc szybkim ruchem odpięłam mu rozporek. Niecierpliwie i łakomie jak głodna wilczyca. Czułam, jak ściska moje pośladki, gładzi mnie coraz wyżej, aż do pasa, po czym znów zsuwa ręce. Mocno pociągnął za zamek sukienki i poczułam chłodniejsze powietrze na piersiach, kiedy ściągnął ze mnie biustonosz.
Zaczął przygryzać moje piersi, a ja chwyciłam dużego, długiego i twardego jak żelazny pręt kutasa, po czym w upojeniu uniosłam się, żeby otrzeć się o jego czubek. Kiedy szeroka główka oparła się o moją rozwartą, ociekającą sokiem cipkę, wyrwał mi się bezradny, wypełniony czystym pożądaniem okrzyk. Zacisnęłam oczy i ocierałam się o sztywnego penisa w przód i w tył, od łechtaczki po rowek między pośladkami. Byłam pewna, że zaraz zwariuję, tak było mi fantastycznie.
- Cholera.
Stłumiony głos Fransa był głębszy niż ocean i bardziej szorstki niż stalowa wełna. Wcisnął mi coś do ręki i choć minęło już siedem lat, rozerwałam opakowanie tak sprawnie jakbym ostatnio robiła to wczoraj. Założyłam mu prezerwatywę i już się podnosiłam, żeby wrócić do poprzedniej pozycji, kiedy on mocno ścisnął moje sutki, aż jęknęłam z bólu, i silnymi, dużymi dłońmi chwycił mnie w talii.
Uniósł mnie nieco wyżej, a jego gorący oddech pieścił moje piersi. Poczułam, jak kieruje penisa dokładnie tam, gdzie powinien - w obolałą z pragnienia, wyczekująco pulsującą cipkę. Zaskomlałam niecierpliwie i próbowałam opuścić miednicę, ale Frans mi nie pozwolił. Myślałam, że zaraz się rozpłaczę z desperacji.
Przesunął silne ręce na mój tyłek. Jęknęłam z rozkoszy, kiedy wreszcie wszedł we mnie odrobinę. Jego długie palce rozsuwały i gładziły pośladki. Pozwolił mi opuścić się nieco niżej, a mój punkt G eksplodował jak błyskawica. Zadrżałam, odchyliłam się, niesiona gwałtowną falą przyjemności, i zanurkowałam w ciemność, kiedy moim ciałem wstrząsnęła kolejna eksplozja.
Frans też w końcu stracił panowanie nad sobą. Usłyszałam jego chrapliwy głos:
- Boże, jaka delikatna, mokra cipka.
Tuż po tym poszybowałam w przestworza. To było takie uczucie. Frans nagle wciągnął mnie na siebie do samego końca tak, że niemal poczułam sypiące się między nami iskry. Złapałam go za włosy i uniosłam się jak zbuntowany dzieciak, zanim on zdążył mi przeszkodzić.
Znów opadłam, krzyknęłam z rozkoszy i byłam pewna, że zaraz rozpadnę się na kawałki, kiedy cudowny, olbrzymi kutas po raz kolejny wbił się we mnie. Całe krocze miałam napięte jak struna i każdy ruch czułam od łechtaczki aż po odbyt. Frans coś wymamrotał, ale już nie próbował mnie zmusić do wolniejszego tempa, które bez wątpienia doprowadziłoby mnie do szaleństwa. Co prawda moje zdrowie psychiczne wciąż było zagrożone i przyspieszyłam, ujeżdżając go tak, jak jeszcze nigdy nikogo nie ujeżdżałam.
Położyłam dłoń na głowie Fransa i przycisnęłam jego twarz do moich piersi, wzlatując coraz wyżej. Mężczyzna wciąż ściskał mnie za pośladek, ale drugą rękę przemieścił na mój kark i odwrócił głowę w ten sposób, że mógł znów zębami złapać mnie za skórę biustu. To małe ukłucie bólu natychmiast wystrzeliło mnie poza orbitę.
Przed moimi oczami rozlało się krwistoczerwone morze. Krzyknęłam, jakby mnie torturowano, i rozsypałam się na miliony, a może miliardy molekuł, atomów, cząsteczek. Moja pochwa stanęła w płomieniach, zaczęła dziko pulsować i przy każdym pchnięciu próbowała całkowicie pochłonąć boskiego kutasa Fransa. Jak z oddali usłyszałam wściekłe warknięcie, kiedy pociągnęłam Fransa za włosy. Tańczyłam na nim jak szalona.
Przez moje jęki i krzyki nagle przebiło się niskie, dzikie ryknięcie. Nasze biodra uderzyły o siebie z olbrzymią siłą. Poczułam, jak ciało Fransa drży i rozanielona, oparłam głowę o szerokie, umięśnione, okryte aksamitem ramiona. Zsunęłam dłoń z jego głowy pod kołnierz smokingu i westchnęłam, zadowolona i bardziej zaspokojona niż kiedykolwiek.
Miałam wrażenie, że w ciszy płyniemy razem w kierunku wieczności, ale potem usłyszałam, jak Frans mówi:
- Naprawdę jesteś dobra. Niewiarygodna. Chyba możemy się trochę zabawić. No wiesz, tak bez zobowiązań.