Rozdział 1
1
Na wykonanym z szerokiego pasa kory
materiale tapa namalowano prosty obraz oceanu. Fale zdawały się ożywać
za każdym razem, kiedy wioskowa bajarka opowiadała o pradawnych
dziejach.
- Na początku był tylko ocean - zaczęła i malowane fale ruszyły. - Potem
wyłoniła się z niego wyspa matka Te Fiti.
Wizja się zmieniła. Z fal wyłoniła się bogini i jej postać rosła razem
ze słowami bajarki.
- Jej serce miało moc stwarzania życia, a Te Fiti dzieliła się swoją
mocą z całym światem.
Piękna bogini ułożyła się na boku, a kształty jej ciała stały się górami
i dolinami. W ten sposób narodziła się rajska kraina. W samym sercu
wyspy zajaśniał blask, a potem moc zaczęła się spiralnie rozszerzać, aż
ogarnęła wszystko. Wtedy z ziemi wykiełkowały piękne drzewa i pojawiła
się bujna roślinność.
- Z czasem niektórzy zaczęli pożądać serca Te Fiti - mówiła dalej
bajarka i zaraz pojawiło się mnóstwo wstrętnych postaci, łakomie
wpatrzonych w serce bogini. - Wierzyli, że jeśli je zdobędą, będą mogli
wykorzystać dla siebie jego życiodajną moc. Pewnego dnia najśmielsi z nich przepłynęli przestwór oceanu, aby zabrać skarb.
Na tapa ukazała się łódź tnąca wezbrane fale. Za sterem stał potężny
mężczyzna. Nagle wyskoczył z łodzi i w jednej chwili przemienił się w ogromnego jastrzębia. Ptak wzbił się w niebo, nadleciał nad rajską wyspę
i zaczął złowrogo krążyć. Wreszcie wylądował i natychmiast zmienił się w wielką zieloną jaszczurkę, która szybko wślizgnęła się w zielony gąszcz
i ruszyła naprzód, ciągnąc za sobą długi, wijący się ogon. Kiedy
jaszczurka dotarła do polany otoczonej skałami, przekształciła się w robaka i znikła w kamiennej szczelinie. Za chwilę robak wyłonił się z drugiej strony skał i przybrał ludzką postać. Przyczajony w cieniu
mężczyzna czujnie śledził serce pulsujące pośrodku wyspy.
- To półbóg, pan wiatru i morza - wyjaśniła bajarka. - Oszust, mistrz
zmiany kształtów, uzbrojony w magiczny hak.
Maui chwycił swój ogromny hak, wczepił go w serce i wyszarpnął je z magicznej spirali. Zanim złapał serce, triumfalnie potrząsnął hakiem w powietrzu. Ku zaskoczeniu olbrzyma ziemia zaczęła się trząść.
- Gdy zabrakło serca, wyspa Te Fiti rozsypała się w proch i zapadły
straszliwe ciemności! - zawołała stara kobieta grobowym głosem.
Na obrazie drzewa usychały i umierały, jakby z wyspy ktoś wysysał życie.
Wszystko obróciło się w pył. Maui zeskoczył ze skał i pobiegł na brzeg,
by rzucić się z wysokiego klifu. Zanim jednak spadł do morza, zmienił
się znów w jastrzębia. Załopotały potężne skrzydła. Za chwilę olbrzym
był już na łodzi.
- Maui próbował uciec, ale na drodze stanął mu drugi amator życiodajnego
serca: Te K?, demon ziemi i ognia! - Głos kobiety nabrał jeszcze
bardziej dramatycznych tonów, by podkreślić powagę sytuacji.
Te K?, potężny potwór z lawy, wyskoczył z chmury popiołu, wrzeszcząc i skrzecząc wściekle. W oślepiającym blasku wulkanicznych błyskawic, ze
spływającymi mu z głowy strumieniami gorącej lawy, zaatakował Mauiego.
Maui mocniej ścisnął swój hak i rzucił się na przeciwnika. Dwa olbrzymy
starły się w błysku gigantycznej eksplozji.
- Maui został strącony z nieba i nigdy więcej go nie widziano. Jego
magiczny hak i serce Te Fiti wpadły do oceanu... - snuła opowieść bajarka.
Teraz na tapa pokazał się obraz serca i haka wpadających w spienione
fale.
Babcia Tala wstała i uniosła materiał, prezentując malowidła zasłuchanym
dzieciom. Tajemniczo wpatrywała się w róg obrazu i zwiększając natężenie
głosu, budowała napięcie. Opowieść zmierzała do wielkiego finału.
- Nawet teraz, po tysiącach lat, Te K? i inne demony czają się w oceanicznej głębi, ukryte w mroku. A ciemność się rozprzestrzenia,
płoszy nasze ryby i wysysa życie z kolejnych wysp. W końcu wszyscy
wpadniemy w żarłoczną paszczę nieuniknionej śmierci!
Po tych słowach zapadła martwa cisza. Przerażone dzieci ze łzami w oczach wpatrywały się w babcię Talę. Mały chłopczyk w pierwszym rzędzie
osunął się na podłogę i zemdlał. Za to jedna z dziewczynek chłonęła całą
historię z szeroko otwartymi oczami. Kiedy babcia Tala skończyła,
zaczęła z uśmiechem bić brawo, jakby prosiła o jeszcze. Ta dziewczynka
miała na imię Vaiana.
- Ale przyjdzie dzień, kiedy serce zostanie odnalezione - ciągnęła
babcia Tala. - Dokona tego ktoś, kto ośmieli się wypłynąć poza naszą
rafę, odnajdzie Mauiego i przypłynie tu z nim z drugiej strony oceanu,
aby oddał serce Te Fiti i dzięki temu ocalił nas wszystkich.
Babcia Tala już miała zacząć od nowa swoją opowieść, kiedy przybiegł
wódz Tui.
- Hola, matko, wystarczy! - Porwał z ziemi Vaianę i zrobił hongi,
czyli czule przycisnął swój nos i czoło do jej nosa i czoła. - Nikomu
nie wolno wypływać poza naszą rafę - powiedział, przypominając dzieciom
najważniejszą zasadę obowiązującą na wyspie. - Tu jesteśmy bezpieczni.
Tutaj nie ma ciemności i potworów... - Uderzył w ścianę drewnianej chaty
zwanej fale tak mocno, że malowany materiał poruszył się i potwory
przez moment wyglądały, jakby obudziły się do życia.
Dzieci zerwały się z krzykiem i przypadły do wodza, przewracając go.
- Potwór! Potwór! - wrzeszczał jeden z przerażonych malców.
- Ciemność! - krzyczał inny.
- Tak to się skończy!
- Niedobrze mi!
Dzieci w panice czepiały się wodza, przygniatając go swoim ciężarem.
- Nie, nie! Nie ma żadnych ciemności - zapewnił je Tui. Skrzywił się,
kiedy jeden z chłopców wbił mu kolano w żebra. - Dopóki trzymamy się
naszej rafy - teraz dostał cios w żołądek i na moment stracił oddech -
dopóty nic nam nie grozi! - dokończył, mocno wciągając powietrze i próbując uspokoić dzieci.
- Legendy nie kłamią i ktoś musi wreszcie to zrobić! - zawołała babcia
Tala, broniąc prawdy opowieści.
- Matko, Motunui jest rajem - rzekł Tui, uwalniając się wreszcie od
spanikowanego dziecięcego tłumu. Otrzepał się i dodał: - Po co ktoś
miałby stąd odpływać?
Rozdział 2
2
Mała Vaiana poszła na plażę i spacerowała,
ciesząc się dotykiem ciepłego piasku przesiewającego się między palcami
stóp. Patrzyła na ocean, na toczące się fale, aż zauważyła piękną
konchę, połyskującą w płytkiej wodzie przy brzegu. Kremoworóżowa muszla
tworzyła idealną spiralę i bardzo spodobała się dziewczynce. Vaiana już
miała ją wyciągnąć z wody, kiedy za plecami usłyszała głośny trzepot.
Obejrzała się i zobaczyła, że banda skrzeczących morskich ptaków dręczy
małego żółwia. Żółwik usiłował uciec do wody, ale ptaszydła zagradzały
mu drogę. Malec był przerażony. Za każdym razem, kiedy chciał zrobić
krok, ptaki groziły mu ostrymi dziobami, więc żółwik starał się schować
w skorupie.
Vaiana nie chciała porzucić muszli, gdyż bała się, że zaraz zabierze ją
odpływ. Nie mogła jednak zostawić żółwika jego losowi. Zerwała
rozłożysty palmowy liść i trzymając go nad żółwiem jak tarczę, chroniła
go w drodze do wody. Ptaszyska przez cały czas usiłowały dosięgnąć
biedaka, lecz Vaiana dzielnie je odstraszała, głośno krzycząc i tupiąc.
W ten sposób bezpiecznie doprowadziła żółwika do wody. Kiedy odpływał,
dziewczynka stała jeszcze przez chwilę, machając mu na pożegnanie. Była
dumna i szczęśliwa, że im się udało.
Kiedy tylko żółw znikł w oddali, stało się coś dziwnego. Woda zaczęła
bulgotać i pojawił się wir. Za moment się rozpłynął, by odsłonić konchę,
którą wcześniej zabrała fala. Ucieszona Vaiana przykucnęła i sięgnęła po
nią. Nagle tuż obok w wodzie pojawiła się druga koncha! Ocean się cofał
i odpływ odsłaniał coraz to więcej pięknych muszli, zalegających na
dnie. Vaiana zbierała je po kolei i po chwili miała ich tak wiele, że
ledwo mogła wszystkie utrzymać w dłoniach.
Woda wypiętrzyła się w niewielką falę, która opłynęła dziewczynkę i zawisła nad jej głową. Wyglądała tak, jakby chciała powiedzieć:
"Cześć!".
Vaiana uśmiechnęła się do przyjaznej fali i delikatnie dotknęła jej
paluszkiem. W odpowiedzi dostała mały prysznic z kropelek. Rozbawiona
dziewczynka zachichotała.
Fala znów owinęła się wokół głowy dziewczynki. Łaskotała ją, bawiła się
jej włosami, aż ułożyła je w śmieszną fryzurę. Vaiana śmiała się,
zachwycona tą dziwną nową przyjaciółką.
Wtem fala się cofnęła, a ocean się rozstąpił. Przed dziewczynką otworzył
się wodny wąwóz. Jakaś zaskoczona ryba wiła się na piasku u stóp Vaiany,
ale udało się jej wskoczyć z powrotem do wody. Vaiana jak urzeczona
ruszyła przed siebie, dotykając rękami wodnych ścian, które rozstępowały
się przed nią. Szlak wydłużał się, w miarę jak szła coraz dalej. Wkrótce
dostrzegła w wodzie żółwika u boku swojej mamy. Patrzyła, jak oboje
odpływają.
Kiedy żółwie znikły w oddali, uwagę dziewczynki przykuł jakiś błyszczący
przedmiot pływający w wodzie. Kiedy prąd przyniósł go bliżej, Vaiana
włożyła rękę w ścianę wodnego wąwozu i schwyciła ten przedmiot. Był
okrągły i z jednej strony gładki jak kamień. Na drugiej stronie miał
wyryty niezwykły wzór. Dziewczynka powiodła palcem wzdłuż dziwnej
spirali. Miała wrażenie, że dotyka kamiennego wiru. To na pewno nie był
zwyczajny kamień!
- Vaiano! - usłyszała czyjś głos. To zdenerwowany ojciec wołał ją z daleka.
Magiczny nastrój prysł. Ocean uniósł ją i zanim zjawił się Tui, postawił
bezpiecznie na brzegu. Kiedy mężczyzna nadbiegał, Vaiana niechcący
upuściła lśniący kamień. Nim zdążyła zobaczyć, gdzie się potoczył, tata
porwał ją na ręce i wyniósł na ląd.
- Co ty tu robisz? - zawołał. - Aleś mnie wystraszyła!
Vaiana próbowała wyślizgnąć się z jego uścisku i wrócić na brzeg.
- Chcę z powrotem - prosiła.
- Nie - rzekł jej tata stanowczo. - Nigdzie nie pójdziesz. To zbyt
niebezpieczne.
Dziewczynka odwróciła się i spojrzała w stronę oceanu, wypatrując
kamienia. Nigdzie go nie było. Ocean falował spokojnie i obojętnie,
łagodne fale muskały piasek plaży.
Tui postawił córkę na ziemi.
- Vaiano, wracamy do wioski - powiedział.
Dziewczynka z ociąganiem wzięła ojca za rękę i ruszyli z powrotem. Co
chwila jednak spoglądała za siebie, na ocean.
Sina, jej mama, z uśmiechem wyszła im na spotkanie.
- Będziesz następnym wielkim przywódcą naszego ludu - powiedział Tui, z dumą spoglądając na córkę.
- I będziesz dokonywała wspaniałych czynów, moja mała rybko - dodała
Sina.
Nagle Vaiana wyrwała się rodzicom i pędem pobiegła w kierunku plaży.
Sina i Tui wymienili zmartwione spojrzenia, po czym szybko złapali córkę
i zaprowadzili do domu.