Rozdział pierwszy
Singiel w pracy
Singiel ma czas na rozwijanie własnych pasji i spotkania towarzyskie, ale też w większym stopniu niż niejedna połączona połówka musi zatroszczyć się o swoje życie codzienne, zdobywając pieniądze na rozmaite wydatki, których ominąć się nie da. Skoro jest jednoosobowym gospodarstwem domowym, to właśnie na nim spoczywa ciężar utrzymania tego małego królestwa. I tu pojawia się niezwykle ważna część naszego życia - praca. Singiel w pracy to osobne zjawisko, któremu warto przyjrzeć się nieco bliżej.
Dyżurny strażak
Choć wydawać by się mogło, że praca nie ma wiele wspólnego z życiem prywatnym, w praktyce okazuje się jednak, że obie te strefy łączą się ze sobą dość ściśle. Bodaj największym problemem w życiu zawodowym singli jest traktowanie ich jako dyżurnych strażaków, którzy nie dość, że ugaszą każdy pożar, to jeszcze każdy pożar można ugasić nimi. Co to znaczy? Ile razy usłyszałeś stwierdzenie: "Słuchaj, trzeba zostać, a ty jedyny nie masz dzieci. Oczywiście możesz odmówić, ale powiedz to teraz, bo wtedy będziemy musieli losować, kto nie odbierze dziecka z przedszkola". W katalogu "chwytów na singla" pojawić się mogą też choroby dziecięce, wywiadówki, niedyspozycje partnera, naloty teściowej... Możliwości jest wiele i każdy singiel świetnie zna większość z nich, gdyż na własnej skórze przekonał się, jak często są one wykorzystywane. Oczywiście wiemy, że jest to swego rodzaju manipulacja, ale jak dyskutować z chorobą dziecka? Odmowa postawi nas w gronie osób nieczułych, zgoda stworzy niebezpieczny precedens i może zapoczątkować niekończący się łańcuch powodów, dla których będziesz musiał zostawać w pracy, podczas gdy sparowani i rodzinni współpracownicy będą wychodzić znacznie wcześniej.
Nawet jeśli choroby dzieci i problemy rodzinne nie są wymyślone - a tak jest zazwyczaj - trudno oczekiwać, by osoby pojedyncze brały na siebie wszelkie ciężary zawodowe z tego wynikające. To prawda, że zostanie dwie godziny dłużej w pracy najczęściej nie jest dla singla wielkim problemem, a rodzicowi chorego dziecka różnicę robi każde dziesięć minut. Zbyt często jednak ludzie poprawiają swoją sytuację kosztem innych, wykorzystując społeczne przyzwolenie na przerzucanie dodatkowych obowiązków na osoby żyjące w pojedynkę.
Fakt, że współpracownicy starają się łatać swoje szczęście rodzinne wolnym czasem singla to tylko połowa jego zawodowego "nieszczęścia". O drugą część troszczy się przełożony, który w singlu widzi kandydata na pracownika miesiąca. Wszak jest on - zdaniem szefa - zawsze dyspozycyjny, chętny, skoncentrowany na pracy i pozbawiony innych zmartwień. Bez względu na to, czy szef należy do grupy pasjonatów, czy spryciarzy, singiel zawsze może liczyć na jego zainteresowanie w zakresie wyznaczania nowych zadań. Nadgodziny singla nie budzą współczucia, szybko też znajdują usprawiedliwienie w stylu: "on przecież i tak nie ma co robić w domu, a dzięki temu czegoś nowego się nauczy". Co bardziej "kreatywny" przełożony wmówi sobie i otoczeniu, że wieczory w pracy to dla singla początek wielkiej kariery, którą zawdzięcza rzecz jasna swemu szefowi. Prawda jest taka, że choć szef może i ma ochotę zostawić na dłużej w pracy wielu swoich pracowników, argumenty parzystych są bardziej akceptowalne niż singli i to ci ostatni są najczęściej skazani na jego "wyroki".
Oczywiście są świetne firmy i profesjonalni przełożeni, ale niestety nie każdy ma szczęście pracować w takim gronie. Jeżeli zatem pojawiają się problemy, choćby takie jak zasygnalizowane powyżej, trzeba się bronić. Jak? Są dwie szkoły: "basenowa" i "konfabulacji". Wybór zależy od siły przebicia, poziomu asertywności, atmosfery w pracy, sytuacji w zespole i postawy szefa.
Szkoła basenowa
Metoda ta polega na otwartym komunikowaniu, że nie możesz zostać, ponieważ masz basen, jogę lub tai chi. Zapłaciłeś za karnet, organizm jest już przyzwyczajony i nie możesz opuścić zajęć. Jak to się ma do chorego brzuszka synka koleżanki? Choć wydaje ci się to nieprawdopodobne, w rzeczywistości oba powody są równoważne! Bo może odwołanie lekcji tenisa spowoduje mniejsze spustoszenia w naszym życiu niż zaniedbanie choroby dziecka, ale jedno i drugie jest konsekwencją wybranego stylu życia, a mamy przecież prawo do uszanowania swoich wyborów. Zwłaszcza że każde rozwiązanie ma swoje lepsze i gorsze strony. Koleżanka miewa problemy ze zdrowiem dziecka, ale też przeżywa wspaniałe chwile, gdy obserwuje pierwsze kroki malucha czy dostaje laurkę na Dzień Matki. Singiel nie płacze nad łóżeczkiem gorączkującego synka, ale też nie wzrusza się, widząc jego pierwsze życiowe sukcesy. Przyznawanie większej swobody zawodowej osobom parzystym jest wartościowaniem wyborów, a przecież nie o to chodzi. Singiel ma i lepiej, i gorzej. Ma prawo do basenu tak samo, jak jego koleżanka ma prawo do popołudniowej zabawy z dzieckiem. Trzeba to tylko umiejętnie uzmysłowić współpracownikom. Nawet jeśli nie do końca zrozumieją przytoczone argumenty, dotrze do nich, że jesteś gotów bronić swoich granic. A to już duży sukces i nadzieja na zdrowsze relacje w pracy.
Niewątpliwie trudniej będzie z szefem, bo basen przeciwstawiony poleceniom służbowym to strategia ryzykowna. Ale powiedzmy to z pełną odpowiedzialnością - nie niemożliwa do zrealizowania. Jeżeli sytuacja na to pozwala, a ty masz wystarczająco dużo siły, uda się. Mało tego, mądry szef może cię nawet za to obdarzyć większym szacunkiem. Wszak pracownik dbający o siebie to materiał na jeszcze lepszego pracownika. Ponieważ jednak mądrych szefów jest jak na lekarstwo, trzeba przygotować listę bardzo konkretnych argumentów, które będziemy mogli przytoczyć w odpowiednim momencie. Oczywiście listy będą się różnić od siebie w zależności od konkretnego przełożonego. Jednemu wystarczy odwołanie do regulaminu pracy, drugiego przekona trafny żart, a jeszcze innemu być może trzeba będzie nadepnąć na ambicję. W każdym z przypadków mamy spore pole do popisu.
Na pewno nie zaszkodzi regularne przypominanie, że jest się świetnym pracownikiem. Wielu szefów czuje, że singiel to skarb dla firmy, bo ma dla niej więcej czasu i często poświęca jej więcej uwagi. Osoby nieobarczone życiem rodzinnym chętniej dokształcają się, poszerzają swoją wiedzę i rozwijają umiejętności. Nie dlatego, że są z natury lepsze, ale po prostu nic nie koliduje z kolejnym szkoleniem. Warto o tym przypominać przełożonym, bo łatwiej im wtedy będzie przetrawić ewentualną odmowę pozostania w pracy po godzinach. Jeśli siedzisz w pobliżu szefa i masz z nim kontakt nie tylko w chwilach przekazywania kolejnych zadań, w swobodnych rozmowach nie zapomnij od czasu do czasu zwrócić uwagi na to, że pojawiają się nowe, ciekawe miejsca pracy, dyskretnie podkreślaj konkurencyjność rynku. To wszystko ugruntowuje twoją pozycję i wycisza szefa, który dwa razy pomyśli, nim zagrozi ci "poważnymi konsekwencjami" za wyjście z pracy o przepisowym czasie. Praktyka pokazuje, że reakcje przełożonych bywają bardzo różne. I wiele tak naprawdę zależy od wyczucia, umiejętnego połączenia profesjonalizmu i pewności siebie z uśmiechem i luzem.
Basenowe argumenty: - Muszę zregenerować siły, żeby lepiej pracować. Moje pójście na basen leży więc w interesie firmy. - Wczoraj zrobiłem coś dla firmy, dzisiaj niech firma zrobi coś dla mnie. - Czas wolny, jak sama nazwa wskazuje, jest wolny. - Basen to bardzo strategiczne miejsce, w zeszłym tygodniu był tam nasz klient. - A może porozmawiamy o wynagrodzeniu za nadgodziny?
Szkoła konfabulacji
Ten sposób działania można też nazwać szkołą uniku. Jeżeli nie chcesz mówić prawdy, "opłyń" temat. Osoby stosujące uniki mają pełne prawo do postępowania w ten sposób i nie należy ich za to potępiać. Nie każdy ma silną osobowość i jest wystarczająco asertywny, aby z otwartą przyłbicą odpierać kolejne próby wykorzystania go. Jeżeli ktoś nie ma dość siły na pojedynek na argumenty i spojrzenia, pozostają mu wyjścia bezpieczeństwa - trzeba odebrać z dworca ciocię, pies wpadł pod samochód, przychodzi ekipa remontowa, masz próbę ślubu kuzynki. Niezawodne są także randki, drażliwe sprawy rodzinne i oczywiście zdrowie. Tajemnicza wizyta u lekarza jest argumentem nie do odparcia. Niebezpieczeństwo tej metody polega na tym, że otoczenie uodporni się na sytuacje, które mogą się kiedyś wydarzyć naprawdę. Czy potępiać taką postawę? Równie dobrze można zapytać: jak oceniać ludzi, którzy ułatwiają sobie życie kosztem innych? Pewnie, że nikomu to nie dodaje chwały, ale też nie każdy jest Herkulesem asertywności. I choć nim nie jest, nie lubi dawać się wykorzystywać.
Nadmiar na własne życzenie
Problemy w pracy, z jakimi może spotkać się singiel, nie wynikają tylko z niewłaściwej postawy współpracowników i przełożonych. Zagrożenie stanowimy także my sami. O czym mowa? O pracoholizmie. Gdy w domu nikt nie czeka, relacje towarzyskie nie są zbyt głębokie, a hobby nie pochłania bez reszty, jedynym stałym elementem życia, który dostarcza nowych bodźców, jest praca. To tu każdego ranka spotkać można ludzi, których się lubi. Nawet jeżeli nie są to bliskie znajomości, to cieszymy się na spotkanie z kimś, kogo znamy. Czekamy na rozmowy o wszystkim i o niczym. Każdy ma potrzebę kontaktu z drugim człowiekiem, jest to rzecz naturalna i absolutnie pożądana. Poza kontaktami na poły towarzyskimi w pracy czekają także zadania, których wykonanie zajmuje mnóstwo czasu i wypełnia pustkę. Co ambitniejsi nie ograniczają się do godzin pracy, zabierają materiały do domu, zapisują się na szkolenia i studia podyplomowe. Z czasem zaciera się granica między pracą a czasem wolnym. Sprzyjają temu słowa uznania i docenianie przez inne osoby. Wszystkie te emocje są zupełnie naturalne i muszą pojawiać się w życiu każdego człowieka. Jeżeli zatem w naszym życiu nie ma innych obszarów, które mogą dostarczyć podobnych bodźców, praca staje się coraz ważniejsza, aż w pewnym momencie przejmuje nad nami kontrolę. Dzieje się to oczywiście w sferze podświadomej, bo jeśli pracoholika zapytać o priorytety, rzadko dostrzega zachwianie równowagi między życiem prywatnym i zawodowym. Najczęściej uważa, że wszystko jest w najlepszym porządku, a praca nie dominuje, lecz zajmuje ważną pozycję w jego życiu. Ze względu na to, że coraz większemu zaangażowaniu zawodowemu towarzyszą coraz większe pieniądze i uznanie społeczne, trudno na czas dostrzec niepokojące oznaki. Kiedy zaczynamy je widzieć, bywa już za późno, by pomóc sobie samemu.
Zauważ sygnały
Praca w życiu niemal każdego singla zajmuje ważne miejsce i nie ma w tym jeszcze nic złego. Problem zaczyna się wtedy, gdy praca ta wypełnia całe życie, eliminując jakiekolwiek inne sfery aktywności. Ona po prostu w pewnym momencie uniemożliwia singlowi zaistnienie w życiu pozazawodowym. I to zaczyna być groźne. Niepokoić powinno usprawiedliwianie pracą "dziur" w innych dziedzinach, całodobowa dyspozycyjność, podporządkowanie rytmu życia i zdrowia obowiązkom i poleceniom służbowym.
Uwaga, niebezpieczeństwo! - Nie wyjdę w piątek wieczorem z domu, bo mam mnóstwo pracy. - Nie ma takiej sytuacji, w której nie odbiorę telefonuz pracy. - Koleżanki z pracy wiedzą o mnie więcej niż przyjaciółki. - Nie planuję urlopu, bo pewnie jak zwykle zrezygnuję z niego w ostatniej chwili.
Jak z tym walczyć?
Pytanie, czy z pracoholizmem w ogóle trzeba walczyć. W sytuacji gdy w życiu singla niewiele się dzieje, praca może być ratunkiem przed pustką i skrajną samotnością. Fakt. Ale może też stać się cichym mordercą. Na początku jest zabawnie, potem stajesz się maleńką śrubką w mechanizmie. Śrubką, która nie pójdzie na zwolnienie lekarskie, dopóki pogotowie nie zabierze jej z ulicy; która nie pamięta, na czym polega urlop; która z rodziną zaczyna się spotykać na pogrzebach, bo nawet w święta ma dyżury. Pracoholizm to sygnał, że w naszym życiu pojawił się poważny problem. Jest oznaką poddania się, podświadomego skapitulowania i wskoczenia w nurt, który teraz będzie nas niósł, tworzył ramy życia, dyktował jego tempo.
Próba wyjścia z tej rzeki wymaga uświadomienia sobie, że w niej jesteśmy. A to nie takie łatwe, bo większość pracoholików bagatelizuje swoje nadmierne zaangażowanie w tej sferze życia. Kiedy już wiesz, że płyniesz, zastanów się, jakie atrakcje na brzegu mogą cię zmotywować do podjęcia próby wyjścia z wody. Zarzucone dawno temu hobby, wymarzone pasje, kurs tańca, loty spadochronowe, pomoc potrzebującym - daj się czemuś skusić na dobry początek. Zobacz, że życie to nie tylko rzeka, ale i brzegi.
To oczywiście wariant dla osób, które albo są niezwykle silne, albo ich problem nie jest jeszcze tak wielki. Często jednak bez pomocy innych, a zwłaszcza fachowców, raczej się nie obędzie. Pracoholizm to uzależnienie i być może czeka cię po prostu "terapia odwykowa". To droga długa, kręta i pod górę. Ale z pogodnym zakończeniem...
Plusy do kwadratu
Jednak aktywność zawodowa singla to nie tylko zagrożenia, niebezpieczeństwa i przykrości. Wręcz przeciwnie, bycie singlem daje szanse, które byłoby dużo trudniej wykorzystać, gdyby miało się rodzinę. Dyspozycyjny pracownik jest łakomym kąskiem na rynku pracy i dzięki temu może stawiać warunki. Ma zalety, które w dużym stopniu mogą równoważyć ewentualne wady. Jeśli mądrze to rozegra, nie tylko dostanie interesującą pracę, ale także zdoła ją utrzymać na zasadach, które jemu samemu najbardziej odpowiadają.
Spokojna kontrola nad czasem
Singiel ma zazwyczaj znacznie więcej czasu niż jego koledzy, na których w domu czekają obowiązki rodzinne. Fakt, że możesz zostać godzinę dłużej w pracy, daje poczucie spokoju, utwierdza w przekonaniu, że ze wszystkim się wyrobisz i nie zabraknie ci czasu na rozmaite czynności dodatkowe - uporządkowanie dokumentów, przejrzenie literatury fachowej czy solidny research. Nie musisz zarywać przerwy obiadowej, masz czas na spokojne wypicie kolejnej kawy czy pogaduszki z koleżanką. W razie czego posiedzisz chwilę dłużej i rozładujesz drobny zator. Taki spokój w pracy jest niezwykle ważny i zapewnia ogromny komfort. Rozejrzyj się dookoła i zobacz, jak pracują koledzy, którzy muszą punktualnie o 17 wyjść, by np. odebrać dziecko z przedszkola.
Przyjemny rozwój
Bycie singlem daje też większą możliwość poszerzania wiedzy i doskonalenia umiejętności. Można spokojnie zastanowić się nad drogą kariery i sukcesywnie uzupełniać pewne braki, które przeszkadzają nam w osiągnięciu większego sukcesu. Świadomość tego, że oprócz siebie nie mamy nikogo innego na utrzymaniu, dla niektórych osób jest bodźcem do myślenia o zmianie zawodu. Singlowi łatwiej w dokształcaniu odnaleźć szansę na ciekawsze życie, podczas gdy pracownicy ze zobowiązaniami rodzinnymi często decydują się na szkolenia, by utrzymać pracę. Dodatkowe inicjatywy (np. kursy i szkolenia) singiel traktuje jak coś pożytecznego i przyjemnego, a nie jak zło konieczne i coś, co trzeba "odbębnić", żeby nie wypaść zupełnie z rynku. Będąc singlem, możesz zatem dokładnie przemyśleć kierunek swojego rozwoju, dobrać odpowiednie studia czy szkolenia, a następnie wcielić ów precyzyjny plan w życie. Z pewnością spotka się to także z uznaniem pracodawcy.
Wartościowa dyspozycyjność
Większa dyspozycyjność osoby samotnej może być jej mocną stroną, o ile zadba ona o to, by docenili to zarówno współpracownicy, jak i przełożeni. W sytuacjach kryzysowych dostępność singla ma naprawdę nieocenioną wartość. Gotowość singla do wykonywania ponadprogramowych zadań musi być jednak traktowana jak pewnego rodzaju przysługa, ukłon w stronę kolegów, a nie naturalna kolej rzeczy. Gdy pojawia się komentarz typu "on się tym zajmie, bo i tak nie ma nic innego do roboty" - to znak, że twoja gotowość nie jest doceniana. Jeśli jednak dobrze to rozegrasz, twoje zaangażowanie w pracę może być nie tylko szanowane, ale nawet dodatkowo wynagradzane. Dyspozycyjność singla daje mu też szansę korzystania z zawodowych ofert typu last minute. Często bowiem możliwości różnego rodzaju wyjazdów, szkoleń, spotkań, udziału w projektach pojawiają się w ostatniej chwili. Swoboda i brak zobowiązań pozwalają wówczas zupełnie niespodziewanie wziąć udział w świetnej inicjatywie. Dla szefa będzie to wybawienie, mniej dyspozycyjni koledzy nawet nie staną do rywalizacji i gładkim ruchem oferta spłynie na nasze biurko. A gdy będzie wiadomo, że nie stronimy od tego rodzaju propozycji, może się okazać, że jest ich naprawdę sporo.
Miła grubość portfela
Niewątpliwą korzyścią z zaangażowania się w pracę zawodową są oczywiście zarobki. Kariera każdemu układa się inaczej, jednak zwykle - jak pokazuje doświadczenie - single idą nieco szybciej. Oznacza to również coraz lepsze warunki finansowe. Są one oczywiście uzależnione od uznania szefów i o to właśnie powinniśmy szczególnie zadbać, by nie stać się niezauważaną w tłumie pszczołą robotnicą. Każdy zna bowiem przypadki osób, które harują ponad miarę i nie są z tego tytułu dodatkowo wynagradzane. To, jak będzie nas postrzegał szef i jak odbije się to na grubości naszego portfela, w dużej mierze zależy od nas samych.
Silna pozycja przetargowa
Za zarobkami i kolejnymi sukcesami zawodowymi idzie także coraz mocniejsza pozycja na rynku pracy. Kończą się już czasy, w których nawet najlepszy fachowiec musiał obawiać się o swoją posadę, bo nie było innej. Rynek staje się bardziej konkurencyjny i dobrzy fachowcy są w cenie. Coraz częściej to pracodawcy zaczynają się o nich starać, kusząc atrakcyjniejszymi warunkami. Singiel może zyskać w tej sytuacji pewną przewagę, bardziej angażując się w swoją karierę. Nawet jeśli nie zamierzasz na razie zmieniać pracy, bądź na bieżąco, śledź ogłoszenia, orientuj się, co w trawie piszczy.
Bieg z przeszkodami
Ogólnie rzecz ujmując, singiel w pracy nie ma ani dużo lepiej, ani specjalnie gorzej, ma tylko nieco inaczej. Wygra, jeśli będzie właściwie oceniał sytuację, umiejętnie wykorzystywał swoją przewagę i unikał zamaskowanych dołków, czyli potencjalnych zagrożeń. Zwłaszcza że jego sytuacja życiowa nie zawsze będzie wzbudzać życzliwe zainteresowanie otoczenia. Warto przygotować się na ten mały międzyludzki bieg z przeszkodami.
Ten to ma za dobrze
Zazdrość jest jedną z tych emocji, której ofiarą single padają dość często. Bo choć życie rodzinne im się nie ułożyło, w pracy odnoszą zwykle spektakularne sukcesy, świetnie wyglądają, dbają o siebie, uprawiają oryginalne hobby, wakacje spędzają w egzotycznych zakątkach świata. Mają czas na spełnianie swoich zachcianek. Są na bieżąco z nowościami kulturalnymi, większość pensji wydają na ciuchy i przyjemności. A jeśli nawet tak nie jest, to i tak zawsze znajdzie się coś, czego można im zazdrościć - w ostateczności nawet tego, że prawdziwa miłość dopiero przed nimi. Ludzie lubią zazdrościć i zawsze znajdą ku temu powody, a single są idealnym obiektem tych nie najlepszych uczuć. Nie zapobiegniemy zawistnym spojrzeniom i jadowitym komentarzom. Najlepiej chyba po prostu pogodzić się z tym, że cokolwiek zrobimy, ktoś i tak będzie nam miał to za złe. Jeśli jednak obawiasz się, że za zazdrością mogą pójść jakieś szkodliwe działania, spróbuj osłabić jej ostrze i pokaż drugą stronę medalu. Rzuć od czasu do czasu, że pieniądze to nie wszystko, a brak rodziny jest dużo bardziej bolesny niż mniejsza suma na koncie. To oczywiście rozwiązanie połowiczne, ale na niektórych działa. Nie zawsze opłaca się udowadnianie światu, że na naszym niebie nie ma ani jednej chmurki.