Uzdrowienie nad sadzawką Siloam - José H. Prado Flores

-
Proszę czekać

Wpro­wa­dze­nie

Sto­imy wo­bec cudu, któ­re­mu Jan nadał szcze­gól­ne zna­cze­nie, po­świę­ca­jąc mu cały roz­dział Ewan­ge­lii. Jan nie opo­wia­da o tylu cu­dach, o ilu Ma­rek, ale wy­bie­ra te, któ­re go in­te­re­sują, i uświę­ca je przy po­mo­cy ob­szer­ne­go opi­su. Na­zywa je zna­ka­mi, dla­te­go że ich zna­cze­nie prze­kra­cza sam opi­sy­wa­ny fakt. Wy­da­rze­nia te są no­śni­kiem zbaw­cze­go prze­sła­nia.

Cho­dzi o czło­wie­ka nie­wi­do­me­go od uro­dze­nia, któ­re­go pod­czas przy­pad­ko­wej wę­drów­ki na­po­tkał Na­uczyciel z Ga­li­lei, prze­śla­do­wa­ny za przy­pi­sy­wa­nie so­bie Bo­żych przy­mio­tów. Za­miast schro­nić się w Be­ta­nii albo uciec do Efra­im (dzi­siaj At-Taj­ji­ba), po­ka­zywał się nie­po­trzeb­nie lub być może z cał­ko­wi­tą de­ter­mi­na­cją, żeby sta­wić czo­ła w ostat­niej bi­twie, w któ­rej Jego nie­przyja­cie­le mie­li uwa­żać się za zwycięz­ców, ale na któ­rej koń­cu "ksią­żę tego świa­ta" ze wszyst­ki­mi swymi stron­ni­ka­mi zo­stał strą­co­ny.

Ten Na­za­rej­czyk, oskar­żo­ny o zbrod­nię głów­ną, nie tyl­ko nie prze­strze­gał ści­słe­go sza­ba­to­we­go od­po­czyn­ku, spo­rzą­dza­jąc bło­to, ale na­ka­zał nie­wi­do­me­mu, żeby on rów­nież prze­kro­czył od­le­głość "sza­ba­to­wej dro­gi", po­ko­nując dłu­gą tra­sę do sa­dzaw­ki Si­lo­am.

Uzdro­wie­nie tego nie­wi­do­me­go nie ogra­ni­czyło się tyl­ko do oczu fi­zycz­nych, ale ob­ję­ło całą jego oso­bę: śle­piec pod­niósł się ze swo­je­go po­ni­że­nia, żeby otwar­cie się prze­ciw­sta­wić wła­dzom, któ­rym nie chciał się wię­cej pod­po­rząd­ko­wywać i wo­bec któ­rych po­sunął się na­wet do iro­nii. Był wol­ny, po­nie­waż praw­da go wy­zwo­li­ła. Na ko­niec padł na twarz przez Je­zusem, co było wy­raź­nym zna­kiem uwiel­bie­nia za­strze­żo­ne­go dla Boga po trzykroć Świę­te­go.

Przy­go­tuj­my się za­tem, aby to­wa­rzyszyć temu szczę­śli­we­mu czło­wie­ko­wi ka­no­ni­zo­wa­ne­mu za życia, po­nie­waż we­dług Je­zusa ani on, ani jego ro­dzi­ce nie zgrze­szyli. Czło­wiek ten skie­ro­wał się do sa­dzaw­ki Si­lo­am, to zna­czy "po­sła­ny", aby zo­stać uzdro­wio­nym nie tyl­ko je­śli cho­dzi o wzrok; tu cho­dzi­ło o całą oso­bę, na­wet je­że­li nie­wi­do­my mu­siał wpierw po­gwał­cić samo ser­ce świę­te­go pra­wa z Sy­na­ju.

Sto­imy wo­bec pew­ne­go wy­bo­ru, w któ­rym nie ma roz­wią­zań po­śred­nich. Je­zusa moż­na ści­gać, aby Go za­bić, lub po­dą­żać za Nim, aby Go uwiel­bić. Moż­na Go uka­mie­no­wać albo od­dać Mu po­kłon. Albo upie­ra­my się przy wła­snym le­ga­li­stycz­nym sys­te­mie i zwie­ra­my sze­re­gi w tra­dycyj­nej or­to­dok­sji, po­sta­na­wia­jąc uka­mie­no­wać Ka­zno­dzie­ję z Ga­li­lei, albo tak jak uzdro­wio­ny nie­wi­do­my uzna­je­my Go Pa­nem, pod­pi­sując Mu czek in blan­co, na­wet wo­bec tych, któ­rzy chcą zga­sić świa­tłość świa­ta. To scho­dy, po któ­rych albo się wstę­puje do źró­dła świa­tła, albo scho­dzi do świa­ta ciem­no­ści.

Gua­da­la­ja­ra, Mek­syk

Lon­dri­na, Bra­zylia

21 paź­dzier­ni­ka 2014 r.

Na­ucza­nie i życie Je­zusa z Na­za­re­tu sta­no­wi­ły za­gad­kę dla władz Je­ro­zo­li­my. Nie­mniej jed­nak, za­miast pod­jąć ne­go­cja­cje, pod­czas któ­rych każ­da ze skon­flik­to­wa­nych stron po tro­sze ustę­puje, przed­sta­wi­cie­le władz wy­ra­ża­li co­raz więk­szy sprze­ciw, aż do­szło do an­ta­go­ni­zmu. Ucze­ni w Pi­śmie i fa­ryze­usze sta­li się nie­prze­jed­na­ni. Sam Na­uczyciel był bar­dziej ra­dykal­ny, kie­dy się im prze­ciw­sta­wiał:

Bia­da wam, ucze­ni w Pi­śmie i fa­ryze­usze ob­łud­ni­cy, bo za­myka­cie kró­le­stwo nie­bie­skie przed ludź­mi. Wy sami nie wcho­dzi­cie i nie po­zwa­la­cie wejść tym, któ­rzy do nie­go idą (Mt 23,13-14).

Okre­ślał ich jako ślep­ców i śle­pych prze­wod­ni­ków:

Fa­ryze­uszu śle­py! Oczyść wpierw wnę­trze kub­ka, żeby i ze­wnętrz­na jego stro­na sta­ła się czysta. Bia­da wam, ucze­ni w Pi­śmie i fa­ryze­usze ob­łud­ni­cy, bo po­dob­ni je­ste­ście do gro­bów po­bie­la­nych, któ­re z ze­wnątrz wy­glą­da­ją pięk­nie; lecz we­wnątrz peł­ne są ko­ści trupich i wszel­kie­go plu­ga­stwa. Węże, ple­mię żmi­jo­we, jak wy mo­że­cie ujść po­tę­pie­nia w pie­kle? (Mt 23,26-27.33).

Je­zus od po­cząt­ku ośmie­lił się gło­sić znisz­cze­nie świą­tyni Bo­żej, po­nie­waż na­de­szła pora, w któ­rej nie ma uprzywi­le­jo­wa­nych miejsc ani pór dla kul­tu Bo­że­go. W rze­czywi­sto­ści istot­na jest po­sta­wa w du­chu i w praw­dzie (por. J 4,23).

Po­wie­dział rów­nież, że bra­mą do kró­le­stwa Bo­że­go nie jest wy­peł­nia­nie pra­wa, lecz na­ro­dze­nie się na nowo i wia­ra (por. J 3,3; Mk 16,16). Co wię­cej, za­pew­nił, że to On jest bra­mą i że nikt nie przy­cho­dzi do Ojca in­a­czej, jak tyl­ko przez Nie­go (por. J 14,6b). Stwier­dził, że to nie Moj­żesz dał praw­dzi­wy chleb, bo­wiem On sam jest chle­bem żywym (por. J 6,32.35). Poza tym w swo­ich de­kla­ra­cjach przed­sta­wiał się jako prze­wyż­sza­ją­cy pra­wo­daw­cę z Sy­na­ju, kie­dy to stwier­dził sze­ścio­krot­nie: Słysze­li­ście, że po­wie­dzia­no (Moj­żesz). A Ja wam po­wia­dam... (por. Mt 5,21-28). Oznaj­mił, że Oj­ciec i On to jed­no (por. J 10,30). Wy­da­je się, że spe­cjal­nie wy­brał sza­bat jako czas do­ko­nywa­nia uzdro­wień, aby za­ostrzyć spór.

W trze­cim roku Jego po­sługi nie na­stą­pi­ły ani ro­zejm, ani za­wie­sze­nia bro­ni; wal­ka trwa­ła do koń­ca, ze zwycięz­cą i po­ko­na­nym. W nie­któ­rych bi­twach cie­nie śmier­ci wy­da­ją się ga­sić świa­tłość, któ­ra zo­sta­ła po­sła­na nie po to, żeby po­tę­pić świat, ale po to, żeby świat zo­stał zba­wio­ny (por. J 3,15-16).

A. Dwa bluź­nier­stwa ka­ra­ne karą głów­ną

Na­za­rej­czyk wy­gła­sza stwier­dze­nia i przyj­mu­je co­raz śmiel­szą po­sta­wę, któ­ra jest nie­zno­śna dla obroń­ców na­ucza­nia i dok­tryny tam­tych cza­sów:

a. Ja je­stem świa­tło­ścią świa­ta

Ja je­stem świa­tło­ścią świa­ta. Kto idzie za Mną, nie bę­dzie cho­dził w ciem­no­ści, lecz bę­dzie miał świa­tło życia. (J 8,12)

Nie jest to po­emat ani po­rów­na­nie po­etyc­kie - to sfor­mu­ło­wa­nie moc­no na­zna­czo­ne bi­blij­nym sen­sem. Klucz do­pa­so­wuje się do ram Stwo­rze­nia, któ­re roz­po­czyna się w mo­men­cie po­ja­wie­nia się świa­tła. W związ­ku z tym Je­zus do­myśl­nie dał do zro­zu­mie­nia, że w Nim i z Nim roz­pocz­nie się nowe stwo­rze­nie. Wła­dze zro­zu­mia­ły za­sięg tej śmia­łej de­kla­ra­cji, prze­kra­cza­ją­cy gra­ni­ce or­to­dok­sji. Wów­czas po­sta­no­wi­ły cze­kać ni­czym ja­do­wi­te węże na naj­lep­szą oka­zję, żeby zga­sić blask Je­zusa na re­li­gij­nym fir­ma­men­cie.

b. Za­nim Abra­ham stał się, JA JE­STEM

At­mos­fe­ra była wów­czas bar­dzo na­pię­ta, ale Ga­li­lej­czyk za­miast za­cho­wać ostroż­ność w sto­li­cy, pod­sy­cił jesz­cze gniew­ne na­stro­je, twier­dząc, że Abra­ham zo­ba­czył jego dzień i ucie­szył się tym (por. J 8,56). Tam­ci sprze­ci­wia­li Mu się z ma­te­ma­tycz­ną lo­gi­ką, że nie ma na­wet pięć­dzie­się­ciu lat i nie mógł spo­tkać się z pa­triar­chą. Wte­dy Je­zus stwier­dził z więk­szym na­ci­skiem:

Za­nim Abra­ham stał się, JA JE­STEM (J 8,58).

Nie ogra­ni­czał się je­dynie do cza­su, co było­by bar­dzo pro­ble­ma­tycz­ne. Zda­nie "JA JE­STEM" ma utoż­sa­miać Je­zusa z Je­dynym Bo­giem Izra­ela, któ­ry "JEST TYM, KTÓ­RY JEST" (por. Wj 3,14). "JA JE­STEM" po­słał Moj­że­sza, aby ten wy­zwo­lił swój lud (por. Wj 3,10). By roz­wiać wszel­kie wąt­pli­wo­ści, Je­zus oświad­czył, że ten, kto Go wi­dzi, oglą­da sa­me­go Ojca nie­bios i zie­mi (por. J 14,9). Z tych wszyst­kich wzglę­dów sło­wa "JA JE­STEM" wy­po­wie­dzia­ne przez Nie­go są uwa­ża­ne za bluź­nier­stwo za­sługują­ce na karę głów­ną, bez moż­li­wo­ści otrzyma­nia ła­ski i prze­ba­cze­nia.

c. Poza tym ani On, ani Jego ucznio­wie nie za­cho­wywa­li sza­ba­tu

Cha­ryzma­tycz­ny ga­li­lej­ski Na­uczyciel po­gan nie pod­trzymu­je tra­dycji ob­mycia rąk przed je­dze­niem i po­zwa­la, żeby do­tyka­ły Go grzesz­ne ko­bie­ty. Nie za­cho­wuje rów­nież sza­ba­tu: uzdra­wia i wę­druje w dzień od­po­czyn­ku, a na­wet każe nieść no­sze czło­wie­ko­wi, któ­ry zo­stał uzdro­wio­ny z pa­ra­li­żu. Jego ucznio­wie łuska­li w sza­bat kło­sy, na­rusza­jąc w ten spo­sób Boże przy­ka­za­nie.

Tak to "krymi­nal­na kar­to­te­ka" Na­za­rej­czyka jest peł­na i nie­długo spad­nie na Nie­go cały cię­żar pra­wa.

B. Roz­pę­ta­ła się woj­na to­tal­na o po­dwój­nej stra­te­gii

Fa­ryze­usze ar­gumen­tują, że Bóg dał swo­je pra­wo po to, aby czło­wiek je wy­peł­niał. Je­że­li tak się nie dzie­je, tra­ci ono sens (por. 2 Krl 17,37). Nie ma ne­go­cja­cji, oko­licz­no­ści ła­go­dzą­cych ani wy­jąt­ków. Prze­stęp­ców na­le­ży ka­rać bez li­to­ści. Je­zusa trze­ba było po­cho­wać pod ka­mie­nia­mi or­to­dok­sji. Bez wzglę­du na cenę fa­ryze­usze dążą do za­cho­wa­nia czysto­ści re­li­gii Izra­ela. Naj­mniej­sze wy­kro­cze­nie po­zo­sta­je nie­wy­ba­czo­ne.

Sę­dzio­wie przed­sta­wi­li swo­je li­sty uwie­rzytel­nia­ją­ce po­tom­ków Abra­ha­ma, ale Je­zus uznał ich za "sy­nów dia­bła", któ­ry jest za­bój­cą, kłam­cą i dzie­li lu­dzi... Wów­czas oskar­żyli Go o bycie "Sa­ma­ryta­ni­nem" i "opę­ta­nym przez złe­go du­cha" (J 8,48). Nie­zwłocz­nie po­dyk­to­wa­li na­kaz po­chwyce­nia i wy­sła­li straż­ni­ków, któ­rych za­sko­czyło to, jak na­uczał Je­zus (por. J 7,46).

Na­uczyciel, wy­cho­dząc od du­cha pra­wo­daw­stwa, a nie od ma­te­rial­ne­go cha­rak­te­ru li­te­ry, chciał prze­ka­zać, że pra­wo zo­sta­ło dane, że­byśmy byli szczę­śli­wi (por. Pwt 10,12-13), a sza­bat zo­stał usta­no­wio­ny dla czło­wie­ka, a nie czło­wiek dla sza­ba­tu (por. Mk 2,27). A za­tem je­że­li ja­kaś tra­dycja lub przy­ka­za­nie nie czynią czło­wie­ka szczę­śli­wym, to nie po­cho­dzą od Boga, a w związ­ku z tym nie obo­wią­zują.

Wła­dze utrzymywa­ły, że pra­wo po­zo­sta­je pra­wem i że wszel­kie jego prze­kro­cze­nie po­win­no być ka­ra­ne ku prze­stro­dze dla po­ten­cjal­nych prze­stęp­ców. In­a­czej w spo­łe­czeń­stwie za­pa­no­wał­by mo­ral­ny cha­os. Dla­te­go fa­ryze­usze i ucze­ni w Pi­śmie nie­prze­rwa­nie śle­dzi­li każ­dy krok Gło­si­cie­la Do­brej No­wi­ny, aby wy­peł­nić swój mrocz­ny za­miar zga­sze­nia słoń­ca świe­cą­ce­go po­śród mgieł rytua­li­zmu, w jaki po­pa­dła re­li­gia.

Le­ga­li­ści byli go­to­wi skoń­czyć z Na­za­rej­czykiem, pod­czas gdy On ze swej stro­ny oskar­żał wła­dze re­li­gij­ne o to, że uzur­pują so­bie ka­te­drę Moj­że­sza przy po­mo­cy ter­ro­ryzmu re­li­gij­ne­go, gor­sze­go niż ucisk Rzymian, po­nie­waż ma­ni­pulu­ją­ce­go su­mie­nia­mi.

Sto­imy wo­bec woj­ny na śmierć i życie, gdzie tyl­ko je­den z dwóch sys­te­mów może prze­wa­żyć. Albo runie świą­tynia i nie bę­dzie już ofiar za grzech, albo ten bun­tow­nik musi umrzeć i zo­stać po­grze­ba­ny ra­zem ze swo­imi zuchwa­łymi na­uka­mi. To za­kład o wszyst­ko.

C. Tunel o dwóch za­mknię­tych wyj­ściach

Śmia­ły Ka­zno­dzie­ja zna­lazł się w tune­lu, któ­re­go oba wyj­ścia wy­da­wa­ły się za­mknię­te. Gdyby udo­wod­nił swo­je prze­ko­na­nia, spro­wo­ko­wał­by jesz­cze więk­szy gniew i prze­śla­do­wa­nia. Gdyby ich nie udo­wod­nił, Jego los był­by prze­są­dzo­ny, a On sam po­wi­nien zo­stać uka­mie­no­wa­ny za mia­stem. Je­zus wziął na sie­bie kon­se­kwen­cje swo­ich dzia­łań, aby do­pro­wa­dzić do do­bre­go koń­ca mi­sję wy­zwo­le­nia, któ­rą po­wie­rzył Mu Oj­ciec.

D. Za­sto­so­wa­nie w na­szym życiu

My rów­nież sto­imy na tym sa­mym roz­dro­żu przy­ka­zań i prze­bra­nych w owczą skó­rę ludz­kich tra­dycji.

Wo­bec tego dy­le­ma­tu trze­ba wy­brać jed­ną z opcji, ale przyj­mu­jąc kosz­ta kon­se­kwen­cji. Obie dro­gi wy­ma­ga­ją opła­ce­nia myta.

E. Wnio­sek

Je­zus był zde­cydo­wa­ny wy­peł­nić swo­ją mi­sję bycia świa­tło­ścią świa­ta, bez wzglę­du na woj­nę, jaką wy­wo­ła, i bez wzglę­du na sprze­ci­wy Jego wro­gów, któ­rzy byli go­to­wi zga­sić Jego blask.