2.
Była słoneczna wrześniowa sobota. Elwira zeszła na śniadanie i zastała kręcącą się po kuchni Reginę. Dziewczyna brata wyglądała na zadowoloną i odprężoną, jakby w ogóle nic tutaj nie zaszło. Ira zmarszczyła brwi, zastanawiając się, jaki obrót przybrały sprawy od jej wyjazdu z Laurą. Opuściły ten dom pod koniec sierpnia, bo mała musiała wrócić do szkoły, a jej matka do swojej praktyki stomatologicznej. Przyłapała się na tym, że tęskni za gospodarstwem brata i tutejszym prostym, pięknym życiem. Szybko przywołała się do porządku - zawsze przecież była dumna z tego, że nie poddaje się sentymentom, więc skąd ta nostalgia?
- Gdzie Mario? - zapytała o brata, nalewając sobie kawy z dzbanka, który stał na starej węglowej kuchni w rogu pomieszczenia. Regina odgarnęła jasne włosy z czoła i uśmiechnęła się do niej łagodnie.
- Wyjechał rano, jak tylko nakarmił zwierzęta. Mówił, że do jakiegoś Antoniego.
- Nie znam nikogo takiego - oznajmiła siostra gospodarza kategorycznie i zarejestrowała jednocześnie, że nieustannie wprowadza pomiędzy sobą a Reginą dystans. Właściwie tak było od pierwszego dnia, gdy podczas pogrzebu Zazuliny dziewczyna brata zapukała do drzwi. Nie mogła wyjść ze zdumienia, że Regina odważyła się wrócić po tym, co zrobiła Mariuszowi, gdy go porzuciła jak zbędny balast, żeby robić błyskotliwą karierę. Bo Elwira nie miała złudzeń co do niedoszłej bratowej. Doskonale znała takie kobiety jak ona. Pozbawione sentymentów łowczynie lepszych okazji. Dopóki wystarczało jej takie życie - bawiła ją prowincja i romantyczne uniesienia w towarzystwie ukochanego, wszystko było w porządku. No, ale kiedy pojawiła się szansa na posadę zapewniającą widoki na przyszłość, nagle perspektywa się odmieniła.
Elwira była ogromnie przywiązana do Mariusza i bardzo lojalna. Choć kłóciła się z nim do upadłego i nieustannie wchodzili ze sobą w jakieś konflikty, dałaby się za niego pokroić i nie pozwoliłaby zrobić mu krzywdy. Nie cierpiała więc Reginy, bo uważała ją za osobę, która przysporzyła Mariowi największych zmartwień, i nie potrafiła tego jej wybaczyć. Z tego też względu patrzyła na dziewczynę brata z dużą nieufnością i dostrzegała w jej obecnych działaniach nieszczere intencje. Regina była tego w pełni świadoma i dlatego starała się nie wywoływać żadnych spięć czy zadrażnień, zakładała, że Elwira będzie tu tylko przelotnym, co najwyżej weekendowym gościem.
Nie zdawała sobie jednak sprawy, jaki plan krystalizuje się w głowie starszej siostry jej chłopaka. Elwira właśnie powzięła postanowienie, że nie pozwoli kolejny raz złamać Mariuszowi serca.
"Po moim trupie" - zadeklarowała w myślach. "Nawet gdybym miała znowu postawić swoje życie na głowie, zdemaskuję intrygi tej podstępnej żmijki".
- To jest autor jakiejś książki o ziołach. Nosi tytuł Alchemia łąki, jeśli dobrze zrozumiałam - doszedł do niej głos Reginy. Elwira przytaknęła ze zrozumieniem. Teraz już wiedziała, do kogo wybrał się brat.
- Laura ma tę książkę. Dostała ją od Zośki, naszej sąsiadki, przyjaciółki Maria. - Sama nie pojmowała, czemu prowokuje Reginę w ten sposób. W końcu jej brata i Zośki nic nie łączyło, a sugestia, że są szczególnymi przyjaciółmi, była na wyrost. Ot, znali się i lubili, jak wiele innych osób.
- Wiem. Mariusz mi o niej opowiadał. To ta dziewczyna z blizną, prawda?
- Pewnie już niedługo. Klinika mojego męża zakwalifikowała ją do eksperymentalnego leczenia, które daje znakomite wyniki - oznajmiła chełpliwie, a potem się zawstydziła. Co ona tutaj demonstruje i w jakim celu? Jeżeli Mario będzie chciał wrócić do tej kobiety, zrobi to i żadna ludzka siła go nie powstrzyma, a ona się tylko wygłupi i ośmieszy. Postanowiła odpuścić te zaczepki; dyplomacją więcej zdziała. Regina przyglądała się jej nieodgadnionym wzrokiem.
- Wiem, że masz do mnie dużo żalu o to, co się wtedy stało... - zaczęła.
- To są wasze sprawy, mnie nic do tego - pospieszyła z zapewnieniem Ira, ale sama czuła, że brzmi to nieprzekonująco.
- Próbujemy to wszystko poskładać, wyjaśnić, ale to musi potrwać. - Regina westchnęła. - Nie da się tak od razu...
Elwira zerknęła z zaciekawieniem, jakby czekając, co tamta z siebie wyrzuci.
- Rozumiem, że Mariuszowi nie było łatwo, ale mnie również... - ciągnęła z wysiłkiem dziewczyna brata, obawiając się najwyraźniej reakcji.
- Mamo! Jest śniadanie? Zjadłabym jajecznicę ze szczypiorkiem. - Na schodach rozległ się tupot bosych stóp Laury, która wpadła z impetem do kuchni, przerywając Reginie wypowiedź. - O, cześć - zwróciła się do niej.
Laura była jedyną w tym domu osobą, której pojawienie się Reginy nie wprowadziło w zakłopotanie. Potraktowała to z naturalnością właściwą dzieciom i ogromną ciekawością. Już w pierwszych dniach pobytu, pod koniec sierpnia, nowa mieszkanka "Leśnego ustronia" wykonała kilka zabiegów na potrzebujących pomocy zwierzętach, bo właśnie przywieziono do schroniska ranną popielicę, którą szybko trzeba było opatrzyć. Dziewczynka asystowała przy tych pracach i była zachwycona umiejętnościami nowo przybyłej. Marzyła obecnie o pracy weterynarza i nie chciała być nikim innym w przyszłości. Teraz też od razu zaczęła się rozwodzić nad podopiecznymi schroniska i jak zwykle skierowała rozmowę na swą ulubienicę, kozę Skakankę.
- Wujek o niej pisze książeczkę, a ja robię rysunki. Każdego dnia po szkole do tego siadam - pochwaliła się, a Regina uśmiechnęła się wyrozumiale.
- Pamiętam, wspominałaś już o tym. Chyba dobrze wam idzie?
- Jeszcze jak! Niech tylko zjem to śniadanie, to od razu polecę na wybieg rysować. Wujek dał mi wczoraj ostatni rozdział, żebym zrobiła obrazek. Zobacz. - Podsunęła dziewczynie kartki, a ta przeglądnęła tekst z zaciekawieniem.
- Cieszę się, że Mariusz znalazł takie inspirujące zajęcie. - Regina podniosła wzrok i zwróciła się do Iry, która poruszyła ramionami.
- Całkiem nieźle mu idzie ta literatura dziecięca - oceniła. - Ma do tego smykałkę. Laura, skocz do ogródka i narwij sobie tego szczypiorku.
- Już pędzę! - Dziewczynka wybiegła w podskokach z domu.
- Świetną masz tę córeczkę. - Regina odprowadziła małą wzrokiem, a spojrzenie jej matki od razu złagodniało. Gdy wspominało się o dziecku, Elwira natychmiast stawała się inną osobą.
- Tak, niesamowity dzieciak. Jak ona kocha te zwierzaki, po prostu nie masz pojęcia. Nawet tę koszmarną kozę, która wszystko niszczy i nas terroryzuje. Mario ci wspominał, że ktoś mu ją podrzucił i nigdy nie udało się odnaleźć właściciela? No więc właśnie! Musiał ją na siebie zarejestrować i jedyny z tego pożytek, że koza daje świetne mleko, z którego taka starsza sąsiadka znakomite sery wyrabia. A propos: gdzie Mariusz schował ten serek... Dałabym sobie głowę uciąć, że Janek przywiózł nową dostawę od babci. Przecież wiedział, że będę tu na weekend...
- Sera szukasz? Nie znajdziesz. Dobrze go przed tobą schowałem, możesz być pewna. - Gospodarz "Leśnego ustronia" z hałasem wkroczył do kuchni i postawił na stole słoik miodu od Antoniego Szeptyny. Zrobił niezręczny gest w kierunku Reginy, jakby chciał ją pocałować na powitanie, ale się zawahał i w końcu odsunął. Nie wiedział, jak się ma zachowywać w obecności siostry. Jego dziewczyna wstała od stołu i cmoknęła go w policzek. Elwira z niesmakiem przygryzła wargi, ale się nie odezwała, tylko zajęła szuraniem garnkami po płycie kuchennej.
Niezręczną sytuację przerwało pojawienie się Laury ze szczypiorkiem; jej matka zabrała się do smażenia jajek, wujek dał się uprosić i przyniósł z sekretnego miejsca w spiżarni kawałek koziego sera, zapanowała wesoła i głośna atmosfera, wszyscy się przekomarzali i przekrzykiwali, jak to rankiem, podczas weekendowego, beztroskiego posiłku. Potem Laura pobiegła rysować Skakankę, jej matka wzięła leżak i z książką wyniosła się do ogródka pod lipę, a oni we dwoje zostali sami.
Mariusz nalał sobie kawy i w milczeniu postawił ją na stole.
- Zdaję sobie sprawę, że sytuacja między nami może być dla ciebie niekomfortowa - zaczęła Regina.
- Mało powiedziane - mruknął w odpowiedzi.
- Trudno mi o tym rozmawiać.
- Próbujemy o tym mówić od paru dni i za każdym razem nam nie wychodzi - podkreślił i było to zgodne z prawdą.
Już pierwszego wieczora po jej przyjeździe starali się sobie wyjaśnić podstawowe sprawy. Chciał wiedzieć, dlaczego wróciła i przede wszystkim - czy to jest przelotny kaprys. Nie potrafiła dać mu jednoznacznej odpowiedzi, wciąż powtarzała, że potrzebuje czasu. Postanowił nie naciskać. Zakwaterował ją w pokoju za kuchnią, sam przeniósł się do dawno nieużywanej sypialni, wielkiej i jego zdaniem nieprzytulnej, gdzie strasznie źle mu się spało, no i czekał. Okoliczności go przerastały. Cieszył się, że znowu ma ją pod swoim dachem, ale chciał wiedzieć, czy to będzie coś trwałego, czy może wiązać z tym jakieś nadzieje. Do tego dochodziła jeszcze Elwira i jej miny, które wyrażały wszystko. Był wdzięczny siostrze, że nic nie mówiła, ale czuł jej dezaprobatę.
Bardzo chętnie by się kogoś poradził w tej sprawie, ale nie było się do kogo zwrócić, bo do Zośki zwyczajnie nie miał odwagi. Uważał, że w tych warunkach stałoby się to niestosowne. Nie widział jej od pogrzebu Zazuliny, jakby zapadła się pod ziemię, choć miał świadomość, że wiedziała o powrocie Reginy - Ira ją uświadomiła. Jeszcze w sierpniu siostra biegała na Źródlaną Górę co chwila, bo musiała się komuś wygadać (nie winił jej zresztą za to). Co sąsiadka o tym sądziła? Dużo by dał, żeby się dowiedzieć, ale Elwira milczała w tej sprawie jak zaklęta. Potem z Laurą wyjechały do miasta, a oni zostali z Reginą we dwoje. Mariusz łudził się przez chwilę, że to załatwi sprawę, zbliży ich do siebie, zmusi do jakiejś rozmowy, obudzi coś. Nic z tego. Niespodziewanie zaczął się sezon na ranne zwierzęta. Regina rzuciła się w wir pracy i miał wrażenie, że jej to bardzo odpowiada. Nie musiała się z nim konfrontować. Wieczorem często siedzieli w kuchni z Jankiem, rozmawiali o sprawach gospodarstwa. A niewyjaśnione kwestie narastały, osadzały się jak błoto na brzegu stawu. Grząskie i niebezpieczne, budzące strach.
"Czy ona liczy, że to się po prostu rozejdzie po kościach?" - głowił się. A z drugiej strony nie miał odwagi przypierać ją do muru. W końcu przyjechała, była tu i to powinno się liczyć najbardziej. Podświadomie czuł jednak, że to za mało.
- Sam powrót tutaj był dla mnie wyzwaniem, z którym musiałam się zmierzyć, rodzajem przekroczenia granicy - wyznała tymczasem Regina cicho. - Nawet nie wiesz, ile mnie to kosztowało.
- Mogłaś do mnie zadzwonić. Porozmawialibyśmy wcześniej. A ty tak nagle...
- Bałam się, że zacznę się wahać, w końcu się wycofam, bo coś pójdzie nie tak. Mariusz, zrozum, ze mną zawsze tak było: wszystko albo nic. Wolałam stanąć na twoim progu i dowiedzieć się, że nie ma szansy dla nas, niż przeżywać te lęki z oddali.
Patrzył na nią. Na jej twarz ściągniętą niepokojem i niepewnością, pragnieniem, by ułożyć sprawy od nowa, podjąć ten wątek w punkcie, gdzie został zerwany, wznowić bieg. Nadać nowy sens słowom, które go straciły. Czy sam również tego pragnął? Kiedyś potwierdziłby bez wahania. Teraz już wiele dni dzieliło go od chwili, gdy pewnego ranka Regina po prostu zamknęła za sobą drzwi, świat się odmienił, a on musiał nauczyć się żyć inaczej. Czy da się na nowo nanizać rozsypane paciorki wspólnego losu? Przypomniał sobie, jak dobrze im było razem, z jakim zachwytem witali poranki i wieczory. Jak świetnie się rozumieli i jak nie mogli bez siebie żyć. Czy jeszcze dane im będzie przeżywać takie emocje?
- Wiem, że wiele się zmieniło - zaczęła.
Położył jej dłoń na ustach. Tak naprawdę niewiele się zmieniło, a jednocześnie odmieniło się wszystko.
- Właściwie to pytam, czy jest szansa. Po tym wszystkim, co nas spotkało - wyznała, gdy już cofnął rękę.
Spuścił na chwilę głowę, a potem uniósł ją i spojrzał kobiecie w oczy.
- Wiem, że zawaliłem, Regina. Nie pomogłem ci wtedy, gdy straciłaś nasze dziecko, a ty myślałaś, że mi nie zależało, że byłem obojętny. Nie potrafiłem tego dobrze wyrazić, a to nie było tak...
- Chyba wcale tak nie uważałam. Po prostu mój ból był zbyt silny. Wymagałam od ciebie za dużo, doszłam do tego dopiero tam, za granicą, w samotności. Sama nie wiedziałam, czego chcę. Nie miałam pojęcia, czy pragnę być z tobą, czy bez ciebie... Pogubiłam się, strasznie...
Patrzył na nią w napięciu.
- To czemu wróciłaś? Skoro nie wiesz?
- Jednak wiem. Chcę spróbować. Powiedz mi, czy ty tego chcesz. Ale tak naprawdę. Bez wątpliwości.
- Bez wątpliwości... - powtórzył po niej i znowu zapatrzył się na jej twarz. Miała piękne rysy, w których zakochał się kilka lat temu. Nagle poczuł taką tkliwość i tęsknotę, których nie umiał opanować. I wdzięczność, że los dał mu drugą szansę, na którą zapewne nie zasłużył. Teraz już na pewno wszystko ułoży się dobrze, nie popełni kolejny raz tego samego błędu, będzie ją chronił i otaczał opieką. Kierowany impulsem zbliżył usta do jej ust i po chwili już całowali się z zapamiętaniem, jakby robili to pierwszy raz. Kompletnie roztopił się w tym szczęściu i nie usłyszał nawet głosu Laury, która wparowała hałaśliwie do kuchni.
- Wujku! Wujku! Leć na podwórko! Skakanka przeskoczyła przez ogrodzenie i wzięła mamę na rogi!
- Jak to? - Mariusz otrząsnął się natychmiast, a Regina poprawiła włosy.
- Sam zobacz!
Wybiegli przed dom, a obrażona Ira właśnie zdążała w ich kierunku. To znaczy, szła, utykając mocno, a z lewej łydki sączyła się jej krew, znacząc jasną skarpetkę nieestetycznymi śladami.
- Mario! Twoja ordynarna koza rozcięła mi nogę! Trzeba będzie szwy założyć! Ja mogę tężca dostać!
- Pokaż no to. - Brat był wyraźnie zaniepokojony. Noga siostry istotnie była głęboko skaleczona i wypadek wyglądał niepokojąco. - Co się właściwie stało?
- Nie mam pojęcia. Siedziałam na leżaku, a to bydlę pasło się za ogrodzeniem i łypało na mnie nienawistnie. No więc mówię do niej: "Nie gap się na mnie, bździągwo", a ona wtedy podskoczyła, jakby ktoś ją w zadek kolcem ukłuł, normalnie to był skok olimpijski, szkoda, że go nie sfilmowałam. Przesadziła to ogrodzenie, dopadła do mnie, ledwo zdążyłam uciec z leżaka, ale i tak mnie dogoniła, no i macie... taki efekt! - Ponownie pokazała nogę, którą Mariusz zdążył już opatrzyć prowizorycznie chusteczką.
- Mama ją po prostu prowokowała - ujęła się za swoją przyjaciółką Laura, ale rodzicielka rzuciła jej tylko karcące spojrzenie.
- Zszyjesz to? - zwrócił się do Reginy mężczyzna, a ta skinęła głową.
- Super! - ucieszyła się Laura. - Będę ci asystowała, dobrze?
- Ale pod znieczuleniem, okej? - upomniała się Ira, a Mariusz przewrócił oczyma.
- A ty swoim pacjentom wszystkie plomby robisz pod znieczuleniem?
- Jasne, że nie! Tobie bym żadnej nie zrobiła! I tej kozie przebrzydłej też - rzuciła niechętnie Ira, patrząc znacząco na zwierzę, które całkiem niewinnie skubało sobie trawę w zagrodzie, dokąd zaprowadziła ją Laura. Dziewczynka uspokajała przy tym swoją ulubienicę, że nic złego się jej nie stanie, bo nikt nie ma do niej pretensji o ten niefortunny wypadek, który wydarzył się absolutnie bez winy przemiłej kózki.
- Zaaplikuję ci na wszelki wypadek ten zastrzyk przeciwtężcowy - oceniła Regina. - Nigdy nic nie wiadomo. Ale ta koza, no... Ma fantazję!
- Żebyś wiedziała - roześmiał się Mariusz. - Założę się, że Ira nie tknie już sera od niej.
Siostra wymownie przewróciła oczyma i, podskakując na jednej nodze, pozwoliła się zaprowadzić do szpitalika dla zwierząt, gdzie wygodnie rozsiadła się na stole, a Regina rozpoczęła zabieg.
Robiła to szybko i fachowo, pomagała jej Laura, podając narzędzia.
- Będzie z niej kiedyś świetny lekarz - skomentowała Elwira, oglądając szwy, czy są założone równo i czy blizna nie oszpeci jej nogi.
- Lekarz weterynarii - poprawiła córka, a matka się lekko skrzywiła. Nie o takiej karierze marzyła dla córki, ale będzie, co ma być.
- Odpocznę trochę, a potem pójdę do Zośki - zaplanowała Ira.
- Mogę z tobą? Też bym ją chętnie odwiedziła. Już tak dawno nie byłam nad tym źródłem. Kiedy ona się przeprowadzi do domku Zazuliny? - wypytywała Laura.
- Jasne, chodź ze mną. Co do przeprowadzki, to nie wiem. Dom wymaga przecież remontu. Może ten jej chłopak pomoże? W sumie nie mówiła o tym, ale myślę, że on tu z nią zostanie... - Elwira syknęła z bólu, gdy zsuwała się ze stołu operacyjnego. Brat pomógł jej utrzymać się w pionie, ale jednocześnie zareagował na uwagę o Aleksym nagłym ściągnięciem brwi. Siostra tego nie dostrzegła, zajęta swoją kontuzją.
- Myślisz, mamo, że zamieszka tu na zawsze? Fajnie by było. On jest super! Tyle wie o drzewach i tych leśnych terapiach, czy jak one się tam nazywają. Wiesz, Regina, co to jest? - Laura zwróciła się do dziewczyny wujka, a ta pokręciła głową. - Takie spacery wśród drzew albo siedzisz z zamkniętymi oczami i słuchasz, jak gałęzie szumią. Mama mówi, że to dobrze robi na nerwy.
- On to prowadzi w "Gościnnych Progach" u Iwony Kilian, ty ją chyba znasz? - Elwira zmrużyła oczy, spoglądając na Reginę, a ta skinęła głową. - Tam teraz są różne warsztaty i taka jakby agroturystyka.
- Tak, Iwona mi wspominała, kiedy do niej dzwoniłam, na początku lata...
- Dzwoniłaś do Iwony? - Mariusz zareagował błyskawicznie.
Regina lekko się zmieszała.
- Tak... Chciałam się dowiedzieć, co słychać... Co u was.
- Do niej dzwoniłaś, a do mnie nie dałaś rady się przemóc? - Był wyraźnie poruszony i mocno zawiedziony.
- Chodź, Laura, pomożesz mi. Po tym zastrzyku słabo się czuję, muszę się chyba na chwilę położyć. - Elwira uznała, że należy zostawić brata i jego dziewczynę samych, żeby wyjaśnili swoje sprawy.
- Dobrze, mamuś, mogę z tobą posiedzieć? Mam super pomysł na kolejny rysunek do książki wujka: koza ustanawiająca rekord olimpijski w skoku przez ogrodzenie...
Regina zbierała narzędzia, a Mariusz patrzył na nią wyczekująco, bo zamierzał usłyszeć odpowiedź.
- Nie ufasz mi - bardziej stwierdziła, niż zapytała.
- Nie chodzi o zaufanie. Po prostu mówisz mi, że nie mogłaś do mnie zadzwonić, bo się bałaś swojej reakcji, grasz na moich uczuciach, a potem się dowiaduję, że wykonałaś zwiadowczy telefon do swojej koleżanki... W jakiej sytuacji mnie stawiasz? Jak ja mam się czuć?
Przygryzła lekko wargi, zaczerwieniła się.
- Dobrze, skoro chcesz wiedzieć... Zadzwoniłam do niej, żeby zapytać... Po prostu musiałam wiedzieć... - Podniosła głowę i spojrzała mu w oczy. - Czy ty kogoś masz, Mariusz. Czy w twoim życiu jest jakaś inna.