Uzdrawianie holistyczne - Billy Roberts

Reflow text when sidebars are open.
ŻYJEMY w epoce nauki i technologii, w której ogromne znaczenie ma świadomość kwestii zdrowotnych. Coraz więcej ludzi odchodzi od konwencjonalnej medycyny alopatycznej i poszukuje alternatywnych sposobów radzenia sobie z nękającymi ich dolegliwościami. Panuje powszechna zgoda co do tego, że wiele spośród tak zwanych współczesnych lekarstw, które są nam przepisywane przez lekarzy, często wywołuje skutki uboczne. Pomimo tego, że zwalczają one choroby w sposób bezpośredni, długoterminowe następstwa przyjmowania wielu z nich pozostają tak naprawdę nieznane - nawet wtedy, gdy środki te są poddawane wieloletnim badaniom. Być może z perspektywy firm farmaceutycznych efekty lecznicze przepisywanych nam leków są ważniejsze niż wywoływane przez nie skutki uboczne, a powodowane przez nie szkody (aczkolwiek w wielu przypadkach niewielkie) uważa się za cenę, jaką ludzie są w stanie zapłacić.
Jestem osobą, która przez całe swoje życie przyjmowała antybiotyki i inne leki, próbując poradzić sobie z nieuleczalną, a w niektórych przypadkach niezwykle destrukcyjną chorobą układu oddechowego. Zachorowałem na nią w wieku trzech lat. Muszę przyznać, że nie udałoby mi się przeżyć, gdyby nie antybiotyki, inhalatory i inne środki zaradcze, które pomogły mi leczyć infekcje i ustabilizowały mój stan zdrowia. Żyjąc w latach 50., nie miałem jakiegokolwiek wyboru - podobnie jak wszystkie chore dzieci, musiałem się po prostu uśmiechać i zażywać lekarstwa.
Ze względu na stan swojego zdrowia byłem bardzo zainteresowany medycyną. Czytałem tak dużo książek i czasopism medycznych, jak tylko mogłem. Chciałem zrozumieć swój problem zdrowotny oraz to, w jaki sposób lekarstwa wpływają na inne części mojego ciała.
Mniej więcej w wieku trzynastu lat zacząłem interesować się medycyną alternatywną, czy też niekonwencjonalną. Odziedziczyłem tę fascynację po mojej matce. Kiedy bowiem byłem dzieckiem, troskliwie zabierała mnie ona do uzdrowicieli, zielarzy, homeopatów i wielu innych osób uprawiających medycynę alternatywną. Chciała mi w ten sposób pomóc w poradzeniu sobie ze straszną chorobą, na którą zapadłem, a mianowicie z obustronnym rozstrzeniem oskrzeli. Dolegliwość ta sprawiała, że musiałem spędzać dużo czasu w szpitalach i codziennie poddawałem się fizjoterapii, aby oczyścić swoje płuca ze śluzu. Moja matka święcie wierzyła w skuteczność wszelkiego rodzaju niekonwencjonalnych zabiegów i nawet, jeśli wiele z nich było dość dziwacznych i kompletnie nieskutecznych, nie traciła zapału i niestrudzenie poszukiwała czegoś, co mogłoby mi pomóc.
Wegetarianizm a zdrowie
Kiedy miałem czternaście lat, zostałem wegetarianinem - w pewnym stopniu ze względu na moją wrodzoną miłość do zwierząt, ale także dlatego, że bardzo dużo czytałem o tym, jak duży wpływ na nasze zdrowie wywiera dieta. Po sześciu miesiącach niejedzenia mięsa ani jakichkolwiek produktów mlecznych zauważyłem, że znacznie łatwiej mi się oddycha. Produkowałem także mniej plwociny, jednej z wielu przyczyn infekcji. Pomimo tego, że dieta wegetariańska nie sprawdza się w przypadku wszystkich ludzi, w szczególności wśród osób cierpiących na anemię albo potrzebujących diety bogatej w białka, w moim przypadku była strzałem w dziesiątkę. Kiedy miałem piętnaście lat, zajmujący się mną w szpitalu lekarz był pod tak dużym wrażeniem poprawy mojego stanu zdrowia, że zamiast pojawiać się w szpitalu co miesiąc, zacząłem tam przychodzić raz na pół roku.
Dobrze zbilansowana dieta nie tylko jest niezbędna do tego, aby nasze ciało fizyczne pozostawało zdrowe i sprawne, ale ma także ogromne znaczenie dla przyswajania prany, czyli energii życiowej, oraz utrzymywania sprawności systemu energii subtelnych. Nieżyjąca już Winnie Lord, dietetyczka z założonego przeze mnie w Liverpoolu ośrodka Thought Workshop, wyjaśniła mi, że kolor przyjmowanych przez nas pokarmów jest równie ważny, jak ilość zawartych w nich substancji odżywczych, dlatego też powinniśmy zawsze zwracać uwagę na wartość kolorystyczną tego, co zjadamy, i mentalnie ją wchłaniać. Powiedziała ona także, że jeżeli dzieci są tego uczone już w bardzo młodym wieku, łatwiej im później osiągnąć harmonię i równowagę, które mają kluczowe znaczenie dla rozwoju zarówno psychologicznego, jak i fizycznego. To właśnie Winnie Lord zainspirowała mnie do tego, żeby uwzględnić w technice nadi energetyczne właściwości jedzenia.
Technika nadi jest skuteczną metodą utrzymywania systemu energii w stanie równowagi i harmonii. Jedynym jej celem jest bowiem wywieranie pozytywnego wpływu na nasze zdrowie. Przez wiele lat była ona dla mnie nieocenioną pomocą w radzeniu sobie z moją nieuleczalną chorobą płuc, rozstrzeniem oskrzeli. Sprawiła także, że stałem się znacznie bardziej świadomy i skoncentrowany mentalnie, a także lepiej poznałem swoje ciało.
Muzyka, lata 60. i substancje psychoaktywne
Pomimo tego, że zdaniem lekarzy nie miałem zbyt dużych szans na to, by dożyć wieku nastoletniego, jakimś cudem mi się to udało. Kiedy jako szesnastolatek rzuciłem szkołę w 1962 roku, moje życie obrało kierunek, którego nie spodziewał się żaden z moich znajomych. Choć już od dziewiątego roku życia grałem na gitarze, z dnia na dzień zacząłem robić to, o czym marzył każdy dzieciak w moim wieku - zostałem gitarzystą w zespole rockowym. W latach 60. z moim zespołem, The Kruzdas, zjeździłem Europę, występując przed takimi gigantami muzyki jak The Moody Blues, The Tardbirds, Chuck Berry, Memphis Slim, czy Jimi Hendrix, by wymienić choćby kilku. To był magiczny okres, w którym miłość, pokój i Transcendentalna Medytacja stały się mantrą mojego pokolenia. Pomimo tego, że w latach 60. muzyka była wszystkim, czym chciałem się zajmować, w dalszym ciągu w ogromnym stopniu zdawałem sobie sprawę z duchowej strony mojego życia i wiedziałem, że moje energie duchowe zostały nakierowane na kreatywne obszary mojego życia. Energia duchowa przyspiesza zazwyczaj rozwój zdolności twórczych, takich jak skłonność do komponowania muzyki lub zajmowania się jakąkolwiek inną formą sztuki. Nawet w tych latach, które upłynęły mi na zajmowaniu się muzyką, przez cały czas miałem poczucie, że znajduję się pod wpływem potężnej siły duchowej i że moja kariera muzyka rockowego stanowi jedynie przygotowanie do czegoś, co z duchowego punktu widzenia jest znacznie ważniejsze.
Zastanawiasz się najprawdopodobniej, co cała ta historia ma wspólnego z tematyką niniejszej książki. Piszę o tym, ponieważ wszystkie te rzeczy stanowią integralną część mojego osobistego procesu uzdrowienia. Sprawiły one ostatecznie, że stworzyłem technikę nadi - holistyczny system uzdrawiania, którego z powodzeniem używam od ponad trzydziestu lat.
W konsekwencji ekscesów typowych dla osoby zajmującej się muzyką oraz tego, że żyłem na pełnych obrotach, popadłem w uzależnienie od szerokiego wachlarza substancji narkotycznych. W 1970 roku miałem już poważne problemy ze zdrowiem. Moja matka zmusiła mnie wtedy, żebym wrócił do Wielkiej Brytanii i pozwolił się sobą zająć. Wpływ wszystkich tych wydarzeń na moją dziecięcą chorobę był katastrofalny w skutkach. Brałem wtedy udział w dwóch wojnach: w pierwszej walczyłem z uzależnieniem od narkotyków, a w drugiej z chorobą płuc, która znów zaczęła dawać o sobie znać.
Nie muszę chyba mówić, że to właśnie w najgorszym momencie mojego życia jakaś niezwykle potężna siła duchowa przejęła kontrolę nad moim przeznaczeniem i stopniowo zaczęła wszystko zmieniać. Choć znaczna część owych zmian dokonała się w sposób samoistny, nie miałem wątpliwości, że muszę zrobić coś, co pomoże mi poradzić sobie z moimi problemami. Sprawdzałem wszystkie możliwości, chodziłem po klinikach, zasięgałem porad psychiatrycznych i uczęszczałem na wszelkiego rodzaju terapie, ale pomimo tego, że kompletnie wyzwoliłem się ze swoich nałogów, emocjonalne następstwa wszystkich tych wydarzeń były dla mnie poważnym wyzwaniem. Wieloletnie nadużywanie narkotyków pozbawiło mnie pewności siebie i poczucia własnej wartości. Moja kariera muzyka dobiegła końca. Byłem osamotniony i przygnębiony. Pojawiła się u mnie skrajna postać nerwicy lękowej, zauważyłem u siebie objawy klaustrofobii i agorafobii. Żyłem w prawdziwym piekle i wiedziałem, że nie jestem w stanie już dłużej tego wytrzymać.
W latach 60. studiowałem i praktykowałem medytację. Poznałem wtedy także Maharishi Mahesh Yogiego, twórcę Medytacji Transcendentalnej, czy też TM, jak będę nazywał tę metodę w dalszej części książki. Oddawałem się tej praktyce z religijnym oddaniem, ale bez większych sukcesów. Najzwyczajniej w świecie nie dała mi tego, czego w tamtym okresie desperacko potrzebowałem. To właśnie wtedy zacząłem eksperymentować z różnymi systemami medytacyjnymi i technikami wizualizacyjnymi. W końcu stworzyłem metodę, która idealnie do mnie pasowała.
Buddyzm i joga
Mimo że zostałem wychowany w rodzinie chrześcijańskiej, podobnie jak wielu ludzi żyjących w latach 60., które są także nazywane epoką dzieci kwiatów, byłem mocno zainteresowany buddyzmem. Leżąca u jego podstaw filozofia bardzo mi pomogła, kiedy tego potrzebowałem. Zacząłem praktykować hatha jogę i zastanawiać się nad tym, w jaki sposób mogę jej użyć jako psychologicznego narzędzia, dzięki któremu mógłbym zyskać kontrolę nad swoim życiem i wprowadzić do niego trochę normalności. Pomimo tego, że nie do końca zdawałem sobie wtedy z tego sprawę, był to pierwszy krok ku stworzeniu systemu uzdrawiania i samorozwoju, z którego zacząłem korzystać już kilka lat później.
Czytam tak dużo materiałów dotyczących technik samorozwoju, metod uzdrawiania, filozofii jogicznej i psychologii, jak jestem w stanie. Pomimo że znam Yogi Ramachakę tylko z napisanych przez niego dzieł, zawsze uważałem go za mojego najważniejszego (nieobecnego) mentora duchowego, ponieważ to właśnie jego książka pt. Fourteen Lessons in Yogi Philosophy and Oriental Occultism sprawiła, że zacząłem na poważnie kroczyć drogą, którą mistrzowie jogi określają mianem Ścieżki Spełnienia. Podążam nią aż do dnia dzisiejszego.
Duchowe uzdrowienie
Zawsze uważałem, że początek lat 70. był w moim przypadku okresem nauki i przygotowań, ponieważ to właśnie wtedy zacząłem się poważnie zastanawiać nad stworzeniem systemu uzdrawiania, który w jakiś sposób by się wyróżniał.
W roku 1979, po dwóch wymaganych w Wielkiej Brytanii latach uczenia się i pracy pod okiem różnego rodzaju uzdrowicieli w kościołach i ośrodkach spirytualistycznych, stałem się pełnoprawnym członkiem National Federation of Spiritual Healers (NFSH) i otrzymałem certyfikat zezwalający mi na prowadzenie działalności pod auspicjami największej organizacji zrzeszającej uzdrowicieli z Wielkiej Brytanii. Jako że byłem zarejestrowany w NFSH, pracownicy tej instytucji polecali mnie ludziom, którzy potrzebowali pomocy.
Zwróciłem w tamtym okresie uwagę na to, że wiele osób, które się do mnie zgłaszały, w większym stopniu potrzebowały jakiegoś rodzaju porady i wsparcia, niż uzdrowienia. Pomimo tego, że w pełni wierzyłem w swoją zdolność uzdrawiania, ostatnią rzeczą, jaką miałem ochotę robić, było dawanie fałszywej nadziei umierającym. Tak naprawdę, kontakt z takimi osobami bardzo mnie przygnębiał. Zdarzało mi się nawet miewać wątpliwości, czy w ogóle powinienem się zajmować tym, czym się zajmowałem. Oprócz bardziej tradycyjnych form duchowego uzdrawiania, interesowały mnie w tamtym czasie także efekty uzdrawiania magnetycznego i pranicznego. Podczas gdy, w przypadku uzdrawiania duchowego, leczenie wymaga odwoływania się do wyższej siły duchowej, w przypadku uzdrawiania magnetycznego i pranicznego pobudza się ciało, aby osiągnęło stan równowagi i samo się uzdrowiło.
Rok 1980. Początek
Zacząłem pracować jako spirytystyczne medium głównie za sprawą entuzjastycznych zachęt i wpływu mojej ciotki Louise. Ciotka Louise była w latach 40. i 50. powszechnie znanym brytyjskim medium. To właśnie ona wzięła mnie pod swoje skrzydła i wskazała mi właściwy kierunek rozwoju, przynajmniej jeśli chodzi o rozwijanie zdolności mediumistycznych. Jako że moje podejście do mediumizmu było dość radykalne, zyskałem grupkę zwolenników i wkrótce zacząłem dostawać zaproszenia z całej Wielkiej Brytanii, a nieco później także zza granicy.
Praktykowany przeze mnie styl mediumizmu w większym stopniu przemawiał do młodych odbiorców niż do starszych, bardziej konserwatywnych spirytualistów, którzy z tylko sobie znanych powodów uważali, że sposób, w jaki pokazywałem swoje zdolności mediumistyczne bardziej pasuje do publicznej przestrzeni dużych auli niż miejsc kojarzonych z religią. Zawsze miałem poczucie (choć czasami nie wychodziło mi to na dobre), że jeżeli mediumizm ma przyciągnąć młodszą publiczność, powinien być prezentowany w bardziej nowoczesny sposób. Udało mi się pod tym względem odnieść pewien sukces.
Kiedy ktoś zajmuje się uzdrawianiem, zawsze istnieje ryzyko tego, że zacznie żyć iluzją i myśleć, że jest kimś, kim nie jest. Musiałem więc się na chwilę zatrzymać, ocenić swój potencjał i na poważnie zastanowić się nad tym, czym chcę się zajmować i co dokładnie staram się osiągnąć. Wszystko, przez co przeszedłem, sprawiało, że analiza introspekcyjna (jak nazwałby to Jung) była dla mnie czymś niezwykle trudnym, ale niezbędnym, jeżeli chciałem spróbować swoich sił w dziedzinie, w której bardzo łatwo wystawić się na pośmiewisko. Jakby nie patrzeć, byłem znany z moich zdolności mediumistycznych w znacznie większym stopniu niż z umiejętności uzdrawiania. Czy nowy system uzdrawiania zostałby zaakceptowany czy może odrzucony? W tamtym okresie działało wielu terapeutów zajmujących się shiatsu, refleksologią i uzdrawianiem przez dotyk, dlatego ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowałem, było zyskanie opinii osoby, która tworzy system terapeutyczny stojący w sprzeczności ze wszystkim, co mają do zaoferowania wszystkie te techniki.
Thought Workshop
W roku 1982 zacząłem intensywnie pracować nad stworzeniem systemu korzystającego z różnych metod uzdrawiania. Miałem nadzieję, że okaże się on skuteczniejszy od tradycyjnych form terapii i że będzie umożliwiał uzdrowienie całego człowieka, a nie tylko chorej części jego ciała. Potrzebowałem jakiejś podstawy, na której mógłbym się oprzeć, oraz ludzi zaznajomionych z różnymi technikami terapeutycznymi, z którymi mógłbym podjąć współpracę. To właśnie wtedy założyłem Thought Workshop - pierwszy w północnej Anglii ośrodek zajmujący się studiami parapsychologicznymi i duchowymi oraz alternatywnymi formami terapii.
Im bardziej popularny stawał się Thought Workshop, tym bardziej uświadamiałem sobie, że muszę zdobyć więcej informacji na temat dziedziny, którą się zajmuję. Zacząłem studiować uzdrawianie metafizyczne i transcendentalne w Metaphysical Research Center w Londynie, dzięki czemu dowiedziałem się więcej o zjawisku przeniesienia energii oraz o tym, w jaki sposób może ono wpływać na proces uzdrawiania. Odkąd pamiętam zawsze fascynowały mnie nauki Towarzystwa Różokrzyża i ich podejście do metafizyki. Wstąpiłem więc do AMORC[1], aby dowiedzieć się na ten temat czegoś więcej i poszerzyć swoje horyzonty. Mniej więcej w tym samym czasie wstąpiłem także do Greater World Christian Spiritualist Association, którego siedziba znajduje się nieopodal Holland Park w Londynie. Jakiś czas później otrzymałem od tej organizacji dyplom certyfikowanego uzdrowiciela.
Doszedłem do wniosku, że Thought Workshop spełnił swoją rolę tak dobrze, jak było to możliwe. Z tego powodu w połowie lat 90. postanowiłem go zamknąć i założyłem odwiedzany przez studentów z całego świata ośrodek Billy Roberts Paranormal Study Centre. Siedziba tej organizacji znajdowała się na ulicy Penny Lane, która zyskała popularność dzięki Beatlesom. Rozwiązałem ją w 2006 roku. Decyzja ta wynikała przede wszystkim z tego, że chciałem mieć więcej czasu na prowadzenie swoich warsztatów, które są obecnie organizowane w całej Wielkiej Brytanii i wielu innych krajach.
Powstanie techniki nadi
W terminologii ezoterycznej "prana" to słowo, które jest używane w odniesieniu do całej energii Wszechświata. Owa energia ma kluczowe znaczenie dla zachowywania przez nas dobrego stanu zdrowia, a w ostatecznym rozrachunku także dla istnienia naszego ciała fizycznego. Pobieramy ją za każdym razem, kiedy robimy wdech, a za pomocą procesu rytmicznego oddychania możemy ją poddać kontroli. Jednym z zadań głównych czakr jest przekształcanie napływającej prany i rozprowadzanie jej do organów naszego ciała. Pomagają one w ten sposób utrzymać stan równowagi i harmonii na wszystkich poziomach. Pomimo tego, że słowo "nadi" oznacza dosłownie "nerw", jest ono w rzeczywistości używane jako określenie integralnych elementów złożonej sieci maleńkich kanalików, które przenikają nasze ciało subtelne - doskonalszą pod względem duchowym część naszego jestestwa. Nadi wyglądają w zasadzie jak żyły, ale zamiast przewodzić krew, pomagają głównym kanałom energetycznym (nazywanym meridianami) w bezustannym procesie rozprowadzania prany po naszym ciele subtelnym i fizycznym, zapewniając obydwu tym ciałom sprawność i zdrowie.
W jodze nadi są porównywane do gałęzi drzewa, natomiast meridiany, większe kanały energetyczne, są porównywane do jego pnia. Pomimo tego, że nadi są uważane za maleńkie kanały, mają one kluczowe znaczenie dla całego procesu utrzymywania energii ciała subtelnego na odpowiednim poziomie. Wraz z upływem czasu odkryłem, że kontrolowanie i manipulowanie energią za pomocą nadi daje możliwość osiągnięcia wewnętrznej równowagi i poprawienia ogólnego stanu naszego zdrowia fizycznego.
W ten oto sposób zacząłem się na poważnie zajmować tworzeniem tego, co nazywam obecnie "techniką nadi" - systemu holistycznego uzdrawiania, który sprawdza się w moim przypadku. Pomaga mi on prowadzić zdrowszy tryb życia i przywracać w moim umyśle pozory porządku. Technika nadi jest dość eklektycznym systemem uzdrawiania, ponieważ łączy w jedną holistyczną metodę wszystkie umiejętności, jakie nabyłem w ciągu wielu lat. Pomimo swojej prostoty, okazała się ona niezwykle skuteczna. Wpłynęła bardzo pozytywnie zarówno na mnie samego, jak i na innych ludzi, którzy zdecydowali się ją wypróbować.
ILUSTRACJA 1. Najważniejsze nadi. Szara linia to suszumna, czyli główny nadi biegnący wzdłuż kręgosłupa. Linia ciągła to ida (kobiecy) nadi, który zaczyna się w lewym nozdrzu i kontroluje prawą stronę ciała. Linia przerywana to pingala (męski) nadi, który zaczyna się w prawym nozdrzu i kontroluje lewą stronę ciała.
Kiedy nazywam tę metodę holistyczną, oznacza to po prostu, że koncentruje się ona na "całości", a nie na poszczególnych elementach owej całości. Pomimo tego, że technika nadi może zostać z powodzeniem zastosowana jednorazowo, aby pozbyć się jakiejś konkretnej dolegliwości, jest ona znacznie skuteczniejsza, kiedy wpływa się za jej pomocą na całego człowieka. Opieram się w swojej pracy na pradawnej zasadzie stworzonej przez Paracelsusa (niemiecko-szwajcarskiego lekarza i alchemika, który żył w latach 1493-1541), zgodnie z którą wszystkie problemy zdrowotne mają w pewnym stopniu swoje źródło w umyśle. Paracelsus uważał, że umysł jest czymś, co jest wspólne nam wszystkim i postrzegał go jako potężnego imperatora, który włada swoim królestwem, czyli ciałem i wszystkimi jego częściami składowymi. Może sprawić, że umrzemy przedwcześnie, ale także poprawić stan naszego zdrowia i przedłużyć nam życie. Pomimo tego, że zacząłem korzystać z techniki nadi za zajęciach organizowanych w ramach Thought Workshop w połowie lat 80., posługiwałem się wtedy jej wstępną i nie do końca dopracowaną wersją.
Technika nadi to skuteczny holistyczny system, którego celem jest wywieranie korzystnego wpływu na ciało, umysł i ducha poprzez pobudzanie ruchu energii przepływającej przez skomplikowaną sieć nadi i meridianów. Wykorzystuje się w nim dotyk, myśli i emocje. Technika ta jest równie efektywna, kiedy używa się jej na własnej osobie, jak wtedy, gdy stosuje się ją w stosunku do innego człowieka. Można ją stosować wobec kogoś, kto znajduje się tuż obok nas, a dzięki technikom myślowym także do pomocy ludziom znajdującym się daleko od nas - rezultaty się niemal zawsze takie same.
System ten jest czymś znacznie więcej niż tylko zbiorem ćwiczeń służących do uzdrawiania i poszerzania świadomości. Zawiera on bowiem także fundamentalne nauki, które pozwalają na głębsze zrozumienie Wszechświata i prawa przyciągania. Technika nadi składa się z prostych ćwiczeń, które pobudzają równy i miarowy przepływ energii przez kanały energetyczne naszych ciał. Osoby uprawiające medycynę niekonwencjonalną postrzegają wręcz dobry stan zdrowia jako efekt swobodnego poruszania się owej siły życiowej. Choroby i słaby stan zdrowia są natomiast ich zdaniem spowodowane pojawianiem się w którymś z kanałów subtelnych blokady, która ogranicza przepływ energii. Tego rodzaju blokady wywierają następnie wpływ na konkretne części ciała fizycznego, wywołując różnego rodzaju choroby i schorzenia. Zrozumienie tego, w jaki sposób energia przepływa przez nadi i ciało subtelne, pomoże ci zyskać większą kontrolę nad funkcjonowaniem twojego ciała i umysłu, co w perspektywie długoterminowej wpłynie bardzo korzystnie na ogólną jakość twojego życia. Technika nadi to system holistyczny, który oddziałuje na całego człowieka, a nie tylko na jakiś jego element składowy. Nie musisz się w związku z tym skupiać wyłącznie na części swojego ciała, z którą masz jakiś problem. Jako że technika nadi służy do osiągania stanu harmonii i równowagi, pomaga ustabilizować system energetyczny ciała.
Holistyczne założenia techniki nadi
Jako system holistyczny, technika nadi opiera się na założeniu, że jeżeli chcesz uzdrowić jakąś część, musisz w pierwszej kolejności uzdrowić całość. Kiedy zaakceptuje się fakt, że ludzki organizm składa się z wielu elementów składowych, które w połączeniu tworzą potężne skupisko energii, możliwe staje się jego uzdrowienie. Patrząc z perspektywy metafizycznej, kiedy jakaś część ciała zostaje zaatakowana przez chorobę, bardzo często oznacza to, że odseparowała się od pozostałych części, z którymi tworzy całość, przez co nie jest już połączona z głównym źródłem energii. Za pomocą prostych holistycznych metod energetyzujących możemy ożywić poszczególne części naszego ciała, pobudzając tym samym miarowy przepływ energii przez kanały. Zaletą techniki nadi jest to, że składa się ona z wielu różnych metod uzdrawiania, dzięki czemu nie musisz polegać w stu procentach na jednej z nich. Jeżeli któraś metoda nie działa, możesz spróbować innej. Można porównać technikę nadi do całej palety znanych nam antybiotyków - kiedy jeden z nich nie jest w stanie wyleczyć infekcji, inny niemal z pewnością okaże się być skuteczny.
Jako że technika nadi opiera się na założeniu, że w ludzkim organizmie znajduje się sieć kanałów, przez które energia przepływa tak samo, jak przez żyły i tętnice naszego ciała przepływa krew, doskonale nadaje się ona do pracy z systemem energetycznym ciała, umożliwiając nam tym samym przejęcie nad nim kontroli. Aby to osiągnąć, należy manipulować strategicznymi punktami naszego ciała za pomocą uciskania, delikatnego poklepywania albo nawet układania dłoni w pewien specjalny sposób. Wszystkie te metody można stosować pojedynczo albo jednocześnie - w zależności od tego, co sprawdza się najlepiej w twoim przypadku. W technice nadi zwraca się uwagę na przemożny wpływ umysłu na zdrowie, dlatego obejmuje ona również ćwiczenia mentalne, które dają możliwość zwiększenia kontroli nad swoim ciałem i systemem energetycznym, a także konkretne medytacje, które pomagają osiągnąć stan spokoju i harmonii.
Termin "holistyczny" jest w dzisiejszych czasach bardzo często błędnie rozumiany, a nawet nadużywany. Niektórzy mogą wręcz uważać, że ma on konotacje religijne i jest powiązany ze świętością. W rzeczywistości, kiedy używa się go w odniesieniu do medycyny niekonwencjonalnej, oznacza on branie pod uwagę całej osoby. To właśnie na tym polega istota techniki nadi: na koncentrowaniu się na całości, a nie na poszczególnych częściach.
Jak już wspomniałem, technika nadi jest czymś więcej niż zbiorem ćwiczeń, które mają wpływać na proces uzdrawiania. Składają się na nią także fundamentalne nauki, które pogłębiają zrozumienie i świadomość Wszechświata oraz prawa przyciągania. Zrozumienie tego, w jaki sposób energia przepływa przez nadi i ciało subtelne, pomoże ci zyskać większą kontrolę nad swoim ciałem i umysłem, a w perspektywie długoterminowej poprawi jakość twojego życia na wszystkich możliwych poziomach.
Medytacja
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
[1] AMORC - (łac. Antiquus Mysticusque Ordo Rosae Crucis) Starożytny i Mistyczny Zakon Różo-Krzyża.