Uwikłana w tajemnicę - Sandra Gościniak

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

- 1 - Początek

Drogi pamiętniku!

Powracam do ciebie, choć minęło już tyle lat. Moje życie strasznie się zmieniło i skomplikowało. Nigdy bym nie pomyślała, że w wieku dwudziestu lat znajdę się w tym miejscu i z uczuciem strachu będę przelewać swoją historię na papier. Usiądę może wygodniej, gdyż ta opowieść trochę mi zajmie. Zacznę więc od samego początku...

Miasto Cristal Aqua zajmowało ogromny obszar na południu Ameryki. Rozpościerały się tam same bujne lasy, nieznane ludziom łąki oraz zdradzieckie klify. Dumą tej dzikiej przyrody były dwa jeziora: większe z nich nosiło nazwę Cristal, a mniejsze Aqua. Mieszkańcom życie płynęło tam spokojnie oraz w harmonii lecz ktoś postanowił zakłócić ten ład.

Szczęśliwa siedziałam na ławce w klasie od biologii i wraz z moją czternastoletnią przyjaciółką zajadałyśmy kanapki.

- To jest najlepszy tuńczyk ever! - pisnęła Liliana mając usta wypełnione chlebem.

- Zachowuj się - skarciłam rówieśniczkę, starając się nie roześmiać z jej głupkowatej miny jaką strzeliła.

- Ej! - krzyknęła wytrzeszczając oczy jak pięć złotych.- Widziałaś najnowszą część zmierzchu?! Genialne! Jacob jest taki przystojny! Jestem ciekawa jaką ma sierść w dotyku. Ty! Ciekawe czy używają jakiś odżywek na kłaczki - na słowa przyjaciółki parsknęłam śmiechem nie mogąc wytrzymać z jej dziwnych pomysłów.

- Ja uważam, że Jacob jest zadufany w sobie i strasznie egoistyczny. Osobiście wybrałabym Edwarda. Mimo że jest wampirem to na serio kochał Bellę i jej dobro stawiał nad swoje życie. Jeśli wilkołaki byłyby takie jak w zmierzchu to bym wolała zostać zimnym krwiopijcą - poinformowałam zgniatając sreberko w dłoni i z odległości drugiej ławki pod oknem trafiłam kulką do kosza na śmieci, znajdującego się przy drzwiach.

- Ja kocham piesełki więc nie patrzyłabym już na tą gburowatość. Po prostu w zimne dni jest taki wilczek jak grzejniczek - rozmarzyła się Lili przecierając usta dłonią. W tym samym czasie rozbrzmiał dzwonek na przerwę, który zwiastował również dla mnie koniec zajęć.

- W końcu do domu - westchnęłam z podzięką, mając dosyć siedzenia bezczynnie w szkole. Z uczuciem ulgi zgarnęłam swoje rzeczy i będąc wcześniej przebrana, popędziłam do wyjścia. Na dworze świeciło przyjemnie słońce a niebo mieniło się czystym błękitem. Od razu człowiekowi chciało się żyć.

- Musimy sobie zrobić maraton zmierzchu i to koniecznie - zaopiniowała brunetka zarzucając na swoje ramiona różowy plecak z napisem "Chica".

- W ten weekend nie dam rady, gdyż tata wraca z trasy a mama wzięła sobie wolne i mamy rodzinnie spędzić ten czas - powiedziałam kierując się ścieżką do dobrze znanego mi skrzyżowania.

- Szkoda. To może jeszcze w następny? Chociaż nie... Będzie trzeba się uczyć do klasówki z gegry i matmy. Masakra... Ja nie czaję o co tam chodzi. Jakieś tangensy, kotangensy! Co to ma być w mordę jeża nietoperza! - brązowooka wykrzyczała swoje żale ku niebu chcąc uzyskać odpowiedzi na nurtujące ją pytania.

- Gegrę ogarniam ale matematyka to czarna magia i chyba będę musiała iść na korki - bąknęłam niezbyt zachwycona, gdyż moja korepetytorka niby umiała uczyć ale ten jej zapach. Śmierdziała zawsze maścią goździkową oraz czosnkiem. Fuj...

- Ja też będę musiała kogoś poprosić o pomoc ale ja to może zaszantażuje brata - zaśmiała się złowieszczo czternastolatka pocierając swoje dłonie wewnętrzną stroną. Naglę naszą zawziętą dyskusję przerwał dźwięk dobiegający z kieszeni Liliany. Czekając na zielone światło odebrała pośpiesznie połączenie.- Cześć mamuś - dzwoniła pani Maryline, która była moim zdaniem ciut nadopiekuńcza względem swoich dzieci.- Dobra. Ja jestem na skrzyżowaniu... Yhym... Okey... Czekam - rozłączyła się.- To moja mama dzwoniła i coś mi mówiła o cioci ale za nic nie mogłam zrozumieć o co jej chodzi. Wiem tylko tyle, że mam się nie ruszać z miejsca bo zaraz po mnie podjedzie - poinformowała dziewczyna smętnym głosem chowając komórkę do kieszeni.

- Poczekam tutaj z tobą - oznajmiłam z uśmiechem choć wizja samotnego powrotu do domu ani trochę mnie nie kręciła.

- Dziękuję ci kochana ale nie trzeba. Leć do domu nim się ściemni a kawałek drogi masz - rzekła moja rówieśniczka kładąc mi prawą dłoń na ramieniu.

- Jesteś pewna? - zagaiłam niepewnie.

- Tak. Ja jestem tutaj pośród ludzi a ty będziesz szła sama przez środek lasu. Na samą myśl mam ciarki i wątpię abym w godzinach wieczornych weszła tam, dlatego też przyjeżdżam do ciebie samochodem - wyszczerzyła bruneta swoje zęby.

- Ha ha ha... Jeśli chciałaś mnie pocieszyć to marnie ci to wyszło - rzuciłam a gdzieś za nami rozległ się odgłos klaksonu.

- To moja mama. Jest szybsza niż rakieta - żachnęła się brązowooka ściskając mnie za szyję na pożegnanie.- Jak się czegoś dowiem to dam ci znać! - krzyczała biegnąc w stronę zielonego renaulta. Po chwili wsiadła do wozu i zniknęła mi z oczu. Tym samym zostałam sama i dopiero teraz ogarnął mnie strach. Z rozszerzonymi oczami szłam prosto do domu mówiąc sama do siebie aby mieć poczucie, że ktoś ze mną jest. Kiedy hałas ulic ucichnął a zastąpił go szum drzew zamarłam w bezruchu. Piękno potężnych roślin zawsze mnie zachwycało ale ta ciemność panująca w dalszej części gęstwin przerażała. Wchodząc na ścieżkę ścisnęłam mocniej ramiączka plecaka i z uczuciem czyjegoś wzroku na mojej osobie, przemierzałam kolejne kroki. Zewsząd czułam morderczą aurę, która nieprzyjemnie ściskała mi żołądek. Mogłabym przysiąść, że czyjś lodowaty oddech muskał mój kark. Nie zatrzymując się zebrałam znikome resztki mojej odwagi i odwróciłam głowę. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu nikogo tam nie było. Będąc tchórzliwą osobą wzięłam nogi za pas i zaczęłam biec. Ja na prawdę lubiłam swoje życie i nie zamierzałam go narażać. Zdyszana, ostatkami tchu pociągnęłam za smycz wiszącą na szyi i chwyciłam klucz od mieszkania. Łapiąc łapczywie oddech przekręciłam zamek w drzwiach i z ulgą zatrzasnęłam wejście. Zamykając powieki zjechałam po metalowej płycie na posadzkę.

- Okey... Jestem już w domu. Cleo uspokój się bo zaraz zejdziesz na zawał - mamrotałam sama do siebie wstając na równe nogi. Zrezygnowana rzuciłam plecak w kąt i po umyciu rąk poszłam do salonu. Zasłaniając okna zasłonami włączyłam telewizję i przeszłam do części kuchennej.

- Dziękujemy Bill. A teraz najnowsze wiadomości, które mrożą krew w żyłach. Dzisiaj w godzinach popołudniowych zaginęła czternastoletnia Suzan K. Rodzice zaalarmowali policję od razu po telefonie ze szkoły, który informował ich o braku obecności córki na zajęciach - powiedziała prezenterka wiadomości a ja robiąc kanapki oraz herbatę słuchałam jej jak zaklęta.- Tajemniczy porywacz nie kryje się już nawet za dnia. Przeniesiemy się teraz na posterunek policji, gdzie nasz dziennikarz Alex Minl przekaże nam oświadczenie wydane przez komendanta - dodała blondynka mając uśmiech wymalowany na twarzy.

- Witam - rzucił mężczyzna w dość młodym wieku mówiąc do mikrofonu. Z zaciekawieniem usiadłam w salonie przy stole i zajadłam się kanapkami.- Znajduje się na miejscowym posterunku policji w Cristal Aqua i obok mnie stoi nasz stróż. Jakie zasady zostały wprowadzone w sprawie tajemniczego porywacza? - spytał dziennikarz oddając głos dobrze znanemu mi rudowłosemu. Pan Hugh był od kilkunastu lat komendantem więc trudno było aby ktoś go nie kojarzył.

- Drodzy obywatele Cristal Aqua. W związku z ostatnimi zaginięciami, które sięgnęły szesnastu osób cały nasz zespół postanowił na czas poszukiwania winnego wprowadzić kilka zasad. Jeśli ktoś je złamie to oczywiście będzie aresztowany i zmuszony odbyć dobową odsiadkę. Pierwszą i najtwardszą regułą jest niewychodzenie z domu po godzinie dwudziestej. Wstęp do głębszych części lasu jest kategorycznie, podkreślam kategorycznie zabroniony - wymieniał komendant z poważnym wyrazem twarzy. Nagle naszła mnie myśl, że właśnie w tej chwili porywacz mógł mnie obserwować. Nie słuchając dalszych dekretów jakie wprowadziła w życie policja podeszłam do okna kuchennego. Nigdy nie bałam się chodzić po lesie a dom miałam za twierdzę, jednak coś zburzyło mój system bezpieczeństwa.

- Cleo uspokój się - warknęłam sama na siebie i wypuszczając powoli powietrze z płuc, postanowiłam zająć czymś myśli. Nie chcąc stresować się niepotrzebnie, wyłączyłam telewizor i z plecakiem oraz butelką wody truskawkowej udałam się na górę. Mój pokój był bardzo przytulny i typowo dziewczęcy. Jednoosobowe łóżko z metalowym oparciem, ozdobione lampkami stało w zaciemnionej wnęce. Komplet mebli ciągnął się po przeciwnej stronie. Widok miałam wprost na podjazd, więc zawsze pierwsza wiedziałam że ktoś podjechał. Najbardziej jednak w oczy rzucał się spad sufitu, na którym poprzyklejane były plakaty moich ulubionych aktorów oraz piosenkarzy. Z udawanym entuzjazmem wyjęłam pierwsze zeszyty i zabrałam się za odrabianie prac domowych. Niespodziewanie coś zawibrowało na moim biurku sprawiając, że ze strachu podskoczyłam na fotelu. Drżącymi rękoma chwyciłam komórkę i odczytałam wiadomość.

Nadawca: Mama

Odbiorca: Cleo

Data: 18.06.2015

Godzina: 20:07

Mam nadzieję, że bezpiecznie dotarłaś do domu. Ja niestety wrócę około północy a tata zjedzie dopiero jutro. Uważaj na siebie. Całuje, mama.

Nadawca: Cleo

Odbiorca: Mama

Data: 18.06.2015

Godzina: 20:09

Jest okey mamuś. Ty też na siebie uważaj:*

Odpisałam bardzo krótko na smsa ale to było najlepsze rozwiązanie. Nie umiałam kłamać a wolałam nie mówić mamie o tym, że ktoś mnie śledził. Na pewno by się martwiła zaś ja mogłam mieć po prostu urojenia. Moja rodzicielka miała i tak już wystarczająco dużo problemów, więc nie były potrzebne jej kolejne. Mając już dosyć nauki wyjrzałam przez okno, gdzie panowała szarówka natomiast słońce już dawno schowało się za koronami drzew. Zmęczona wrażeniami postanowiłam wziąć kąpiel i położyć się do łóżka z jakąś dobrą książką. Kiedy schodziłam po schodach moje serce łomotało jak szalone, chcąc przedostać się między żebrami. W mieszkaniu panowała ciemność oraz cisza. Każdy najmniejszy ruch przyprawiał mnie o zawał. Najgorsze było jednak tykanie zegarka w salonie, który sprawiał wrażenie jakby odmierzał czyjeś kroki. Momentalnie moje oczy naszły łzami. Nim weszłam do łazienki sprawdziłam dwa razy wszystkie drzwi oraz okna. Będąc i tak nie do końca bezpieczna zażyłam szybki prysznic. Kąpiel zajęła mi piętnaście minut, po których przykryta po szyję czytałam romans, przyświecając sobie treść latarką od telefonu. Nie chciałam zdradzić porywaczowi swojej obecności i w duchu miałam nadzieję, że sobie poszedł albo pomyślał iż mnie nie ma w mieszkaniu. Mijały minuty, godziny, książki mi ubywało a i tak z niej nic nie zapamiętałam. Poirytowana zgasiłam latarkę i położyłam się twarzą w stronę drzwi, które zostawiłam otwarte na oścież. Wbrew pozorom wtedy czułam się bezpieczniejsza, niż jakby wejście miałoby być zamknięte. Ledwo wygrywając ze snem usłyszałam nagle cichy warkot samochodu, który podjechał pod mieszkanie. Pobudzona zbiegłam z materaca i dyskretnie wyjrzałam przez okno. To była moja mama. Chwila przejścia brunetki z pojazdu do domu była chyba najbardziej stresująca w całym moim życiu. Jak tylko usłyszałam zatrzaskujące się drzwi odetchnęłam z ulgą, dzięki czemu spokojniejsza mogłam położyć się z powrotem do łóżka. Od razu zasnęłam jak dziecko wycieńczona atrakcjami dnia.

Niespodziewanie coś mnie wybudziło ze snu przez co moje serce łomotało jak szalone. Z przyśpieszonym oddechem zerknęłam na zegarek stojący na szafce nocnej. Dochodziła druga w nocy. Roztrzęsiona usiadłam na materacu będąc przykryta tylko do pasa. Coś mi nie dawało spać i powoli mnie to przytłaczało. Przecierając dłońmi twarz poczułam jak poliki zapiekły mnie od środka tak mocno, że aż to zabolało. Ku zaskoczeniu za oknem usłyszałam wycie. Na pewno nie psa. Bardziej obstawiałam na wilka. Spotkanie oko w oko z watahą nie było w Cristal Aqua czymś niespotykanym ale one nigdy nie zbliżały się do ludzkich domów. Szczerze miałam dosyć tego koszmarnego dnia a coś mi mówiło, że to nie był koniec. Najgorsze dopiero na mnie czekało.