Luty 2024
Podeszła do okna i spojrzała na osiedlowe podwórko. Niewiele zobaczyła, bo nadszedł wieczór. Pochłonięta pracą, nie zauważyła, że zrobiło się ciemno. Cisza panująca w mieszkaniu była dojmująca.
Czy o takim życiu marzyła? Nie! Zdecydowanie nie! Chciała mieć kochającego męża, kilkoro dzieci i dom tętniący życiem. Zamiast tego funkcjonowała w pustce. Choć przecież od szesnastu lat była żoną, od piętnastu matką. Tylko nic nie wyglądało tak jak w jej młodzieńczych pragnieniach.
Za jej plecami słychać było delikatne tykanie zegara, odmierzające sekundy, minuty, godziny jej życia. Adam pewnie siedział w pokoju obok, wpatrzony w ekran komputera. Rozmowy między nimi ograniczały się do zdawkowych pytań i lakonicznych odpowiedzi: "Co na obiad?", "Kiedy Julka wraca ze szkoły?". W ich związku nie było już czułości, nie było bliskości, a najgorzej, że nie było również chęci, by to zmienić.
A Julka? Jej ukochana córeczka, która kiedyś lgnęła do niej i przybiegała z każdym problemem, teraz była coraz bardziej pochłonięta własnym życiem. Kiedy wracała do domu, z reguły zamykała się w pokoju, dając jasno do zrozumienia, że chce zostać sama. Nieraz Natalia nie zdążyła nawet zapytać, co w szkole. A kiedy próbowała wejść do jej pokoju, by pogadać, była zbywana zdawkowymi odpowiedziami.
Natalia sięgnęła po stojącą na parapecie filiżankę herbaty. Wzięła łyk i się skrzywiła. Zimna. Od jak dawna tu tkwi? Nie pamiętała, kiedy ją zrobiła. Odstawiła naczynie z powrotem na parapet i przymknęła oczy. Miała ochotę krzyknąć, wyrwać się z tej codziennej monotonii, ale była zbyt zmęczona. Zbyt przyzwyczajona do tego, że tak po prostu wygląda jej rzeczywistość. W głębi duszy wiedziała, że jeśli nic nie zrobi, kolejne lata miną tak samo. Ale czy miała jeszcze siłę, by walczyć o siebie? O miłość? O szczęście?
Westchnęła głośno. Zdała sobie sprawę, że i tak nikt tego nie usłyszy. Wróciła do komputera. Zostało jej jeszcze kilka tekstów do przeczytania, ale nie musiała ich opracować dzisiaj. Tylko co miała lepszego do roboty?
Spojrzała na prawy dolny róg laptopa. Czternasty lutego. Walentynki. Czy nie powinni dziś z Adamem świętować? Jeszcze parę lat temu zdarzało im się gdzieś wspólnie wyjść z tej okazji. A może? Nagle przyszedł jej do głowy szalony pomysł, aby namówić męża na randkę. Odsunęła krzesło od biurka. Wzięła głęboki oddech, potem powoli wypuściła powietrze. Czuła dziwne napięcie w żołądku, jakby za chwilę miało się wydarzyć coś niezmiernie ważnego, a jednocześnie nieodwracalnego.
Po drodze do sypialni, gdzie stało też biurko, z którego zazwyczaj korzystał Adam, wstąpiła do łazienki, poprawiła włosy, użyła swoich ulubionych perfum. Potem w duchu powiedziała sobie, że jest strasznie głupia. Przecież chce jedynie zagadać do męża, którego nie musi zdobywać. On już jest jej! A jednak... czuła się bardzo spięta.
- Adam... - powiedziała, zaglądając do pokoju, gdzie siedział mąż.
Przyjrzała mu się przez chwilę. Zauważyła, że jego ciemnobrązowe włosy zaczęły siwieć, szczególnie na skroniach, co dodawało mu powagi. Zawsze był wysoki, dobrze zbudowany i wysportowany. To ostatnie nie zmieniało się z wiekiem. Trzymał formę, musiała to przyznać.
- Mhm? - mruknął, nie odrywając wzroku od monitora.
- Może wyszlibyśmy gdzieś dzisiaj? - zapytała.
Odpowiedziała jej cisza. Zdecydowanie zbyt długa jak na tak oczywiste pytanie.
- Dzisiaj? - powtórzył w końcu, jakby próbował zyskać na czasie.
- Tak. Dziś. Może jakaś kolacja? Kino? Spacer? Jeszcze nie jest tak późno. Dopiero po dziewiętnastej. Na pewno coś znajdziemy. - Natalia mówiła lekko, starając się zabrzmieć naturalnie, ale czuła, jak napięcie w niej rośnie.
Adam westchnął i przetarł twarz dłonią. Spojrzał na nią przelotnie, a potem znów utkwił wzrok w ekranie laptopa. Nie miała pojęcia, jak zmusić go, by zatrzymał na niej dłużej uwagę.
- Natalia, mam teraz mnóstwo pracy... - W jego głosie wyczuła zniecierpliwienie.
- Zawsze masz mnóstwo pracy.
- Bo taka jest rzeczywistość - rzucił, wzruszając ramionami. - Trzeba zarabiać, by przetrwać. Nie mogę tego wszystkiego zostawić, bo nagle przypomniałaś sobie, że chcesz spędzić czas razem.
Natalię ogarniała złość. Na Adama, na siebie, na życie. Co się z nimi stało? Gdzie podziała się ich miłość i wzajemna troska? Gdzie zgubili gorące uczucie, które ich przecież łączyło?
- Przypomniałam sobie?! - podniosła głos. - Adam, dziś są walentynki.
- Wiem, ale przecież nie jesteśmy nastolatkami, żeby robić z tego wielkie wydarzenie. Nie bądź śmieszna.
- Nie o to chodzi! - Zdenerwowała się jeszcze mocniej. - Problem w tym, że my w ogóle nie spędzamy wspólnie czasu. Żyjemy obok siebie, jak współlokatorzy. Niby razem, a jednak osobno.
- Może dlatego, że każde z nas ma swoje obowiązki? Może dlatego, że życie to nie film romantyczny? Szara, brutalna rzeczywistość to nasze życie. Może pora się z tym pogodzić.
Natalia poczuła, jak w gardle rośnie jej gula. Przecież ona też twardo stąpała po ziemi, dużo pracowała. Może za dużo. Ale to nie wykluczało dbania o relacje, o małżeństwo. Jak inni to robili? Miała koleżanki, które sporo czasu spędzały w biurze, miały nie jedno, lecz kilkoro dzieci, a przy tym opowiadały o wspólnych chwilach z mężami.
- Nie chodzi o romantyzm, tylko o to, że my już nawet nie rozmawiamy. Nie zauważyłeś? Nie przeszkadza ci to?
- A co robimy teraz, jeśli nie rozmawiamy? - powiedział z przekąsem.
Prychnęła, odwracając wzrok. W głowie miała tysiące odpowiedzi, ale wszystkie zdawały się nie mieć sensu. On i tak nie zrozumie.
- Wiesz co? Nieważne.
Odwróciła się na pięcie i wyszła z pokoju, zostawiając go samego przy komputerze. Czuła się... zła? Też, ale chyba bardziej rozczarowana. Z trudem powstrzymywała łzy. Poszła nalać sobie kieliszek wina, które później sączyła, wpatrując się w nocne miasto za oknem.