Przedmowa
Kiedy w college'u rozpocząłem praktykę
uważności, byłem pod wrażeniem. Wystarczyło nauczyć się całkowicie
koncentrować na teraźniejszości i ją akceptować -?zatrzymać się, żeby
naprawdę poczuć zapach róży. Od razu zauważyłem efekty. Stopniowo
przestałem się zamartwiać nie dość dobrymi stopniami, znalezieniem
dziewczyny, zdobyciem opinii fajnego i lubianego faceta. Moje lenistwo
praktycznie zniknęło. Wyobrażałem sobie, że po kilku latach praktyki
będę całkowicie wolny od bólu i zmartwień, odporny na zranienia -?będę
żył w szczęściu do końca swoich dni.
Przykro mi, ale muszę przyznać, że się tak nie stało. Szybko się
dowiedziałem, że uważność nie jest zbyt dobrym narkotykiem. Nie usuwa
całkowicie bólu. Ale nie odkładajcie jeszcze tej książki! Praktyka
uważności oferuje coś cenniejszego: zamiast znieczulać, daje wgląd w zwyczaje umysłu, które powodują niepotrzebne cierpienie, uczy również,
jak te zwyczaje zmienić. Dzięki praktyce szybko zauważyłem, jak mój
umysł ciągle fantazjuje na temat następnej imprezy i jak biorą górę
nerwy przed następną pracą semestralną, zamiast cieszyć się
teraźniejszością. Zauważyłem też, jak myśli na temat bycia inteligentnym
lub głupim, atrakcyjnym lub brzydkim, dobrym lub złym, myśli o sukcesie
lub porażce były moimi nieodłącznymi towarzyszami, wpływając na mój
nastrój i ciągle mnie stresując. Zdałem sobie sprawę z tego, że mimo
moich nieustannych wysiłków radość z powodu dobrej oceny, umówienia się
na randkę z nową dziewczyną czy wygrania meczu w tenisa nigdy nie trwała
zbyt długo. Od razu zajmowałem się pogonią za następnym sukcesem lub
martwieniem się czymś innym.
Na szczęście praktyka uważności nie tylko pokazała mi, jak te nawyki
umysłowe mnie unieszczęśliwiają, ale także zaoferowała alternatywę -
sposób na łatwiejsze życie, mniej skupione na pogoni za sukcesami i unikaniu porażek. Dzięki praktyce zacząłem zauważać drzewa mijane w drodze na zajęcia, czuć smak jedzenia zamówionego w stołówce i pogłębiać
relacje z przyjaciółmi. Mogłem obserwować, jak myśli i uczucia pojawiają
się i odchodzą, ale nie musiałem się im poddawać. Ten sposób zwracania
uwagi na chwilę teraźniejszą zapoczątkował zmianę w moim nastawieniu do
życiowych upadków i wzlotów. Kiedy się nauczyłem, jak mam się zajmować
swoją złością, swoim smutkiem i swoją wrażliwością, zamiast od nich
uciekać, lepiej sobie radziłem nawet z trudnymi momentami, na przykład z tym, że moja dziewczyna wyprowadziła się ode mnie do innego chłopaka.
Moje córki, obecnie już studiujące, lubią mi wytykać, że po czterdziestu
latach praktyki nadal nie wyglądam jak jej chodząca reklama. Kiedy
spóźniony jadę samochodem na spotkanie, często się denerwuję i używam
głosu, który one z czułością nazywają "tym głosem". A kiedy mówią:
"Tato, przecież uczysz ludzi, jak żyć w chwili obecnej. Czy praktyka
uważności nie pomaga ci zaakceptować rzeczy, na które nie masz wpływu?",
nie bardzo doceniam ich mądrość.
Moje córki wiedzą, na czym polega badanie naukowe. Mogę im więc
odpowiedzieć, że brakuje nam grupy kontrolnej. Inaczej mówiąc, nie
wiemy, jak bardzo byłbym zestresowany codziennymi kłopotami bez pomocy
praktyki uważności. Kiedy wezmę pod uwagę swoje doświadczenie i wyniki
badań naukowych, jestem przekonany, że bez tej pomocy byłbym
zestresowany dużo bardziej. Na początku praktykowania uważności miałem
sporą nadzieję, że da mi ona zupełnie nową osobowość. Tymczasem
odkryłem, że dzięki praktyce uważności umiem się cieszyć tą osobowością,
którą mam, gdyż jest ona skutecznym narzędziem do pracy z życiowymi
wyzwaniami. Bez tego narzędzia byłbym naprawdę w kiepskiej formie.
Praktyka uważności okazała się ogromnie przydatna nie tylko mnie, ale
też sporej liczbie osób, które zmagają się z różnego rodzaju codziennymi
problemami. Badania udowodniły, że pomaga ona radzić sobie ze
zdenerwowaniem z powodu spóźnienia, z różnego rodzaju napięciami, ze
smutkiem i z depresją oraz z problemami spowodowanymi przez nadmierny
stres, na przykład z bezsennością, dolegliwościami układu trawiennego,
zaburzeniami seksualnymi, chronicznym bólem, a także z wszelkiego
rodzaju uzależnieniami: od alkoholu, narkotyków, jedzenia, hazardu,
zakupów. Praktyka uważności poprawia relacje z dziećmi, krewnymi,
przyjaciółmi, partnerami życiowymi i ze współpracownikami. Sprawia
nawet, że starzejemy się z większym wdziękiem i znajdujemy szczęście,
które nie zależy od zmiennych kolei losu.
Jak ta sama praktyka uważności może pomagać na tak wiele różnych
problemów? Odpowiedź jest prosta -?wszyscy mamy tendencję do zaostrzania
swoich problemów. Dążąc do tego, by czuć się jak najlepiej, unikamy ich
lub uciekamy od nich. Szybko odkrywamy, że robiąc tak, brniemy w nie
jeszcze głębiej. Jak się przekonacie, czytając kolejne strony tej
książki, mnóstwo problemów bierze się właśnie z tego, że usiłujemy się
ich pozbyć. Tymczasem dzięki byciu tu i teraz w nowy sposób możemy je
rozwiązywać zadziwiająco łatwo.
Wielu z nas ma zawsze tyle do zrobienia, że sama myśl o dodaniu sobie
jeszcze jednego zadania działa odstręczająco. Mam jednak dobrą
wiadomość: uważność można praktykować na wiele różnych sposobów i da się
ją dopasować do różnych trybów życia. Znalezienie czasu na regularną
medytację jest ważne, ale uważność można praktykować również podczas
mycia zębów, jazdy samochodem do pracy, spaceru z psem, stania w kolejce. Większość osób praktykujących uważność ma poczucie, że
dysponuje większą ilością wolnego czasu. Osoby te dużo lepiej się
koncentrują i są wydajniejsze, a jednocześnie czują się bardziej
zrelaksowane i mniej zestresowane. Istnieją szczególne rodzaje praktyki
uważności, które mogą pomóc w sytuacji kryzysowej, kiedy jesteśmy gotowi
wybuchnąć, jesteśmy tak zdenerwowani, zmartwieni lub przytłoczeni, że
grozi nam powiedzenie albo zrobienie czegoś, czego potem będziemy
żałowali. Praktyki te ułatwiają życie, pomagają nie dopuścić do
sytuacji, których konsekwencje byłyby dla nas przykre.
Moja przygoda z uważnością trwa nieprzerwanie od czasów uniwersyteckich.
Uważność towarzyszy mi w mojej praktyce i pracy psychologa klinicznego.
Była tłem moich studiów psychologicznych. Kiedy zaczynałem praktykę,
niewielu lekarzy zajmujących się zdrowiem psychicznym interesowało się
uważnością. Ja miałem szczęście na początku lat 80. dołączyć do grupy
podobnie myślących klinicystów, którzy praktykowali uważność. Przez lata
spotykaliśmy się regularnie i dyskutowaliśmy nad tym, co wschodnia
tradycja uważności może wnieść do zachodniej psychologii i jak
psychologia może wzbogacić tradycję uważności. Nie mówiliśmy na ten
temat w szerszym gronie psychologów, gdyż medytacja i praktyki jej
podobne w tamtym okresie nie były cenione. Nikt nie chciał usłyszeć
zarzutu, że ma niezaspokojoną niemowlęcą potrzebę powrotu do stanu
oceanicznej jedności, tak bowiem Zygmunt Freud traktował nieuświadomione
motywy pchające ludzi do medytowania.
W późnych latach 90. sprawy zaczęły przybierać inny obrót. Moi koledzy i ja zaczęliśmy prezentować na warsztatach efekty swoich prywatnych
dyskusji. Stopniowo coraz więcej psychologów i psychiatrów zaczęło się
interesować poruszanymi przez nas tematami. Tempo zmian wzrosło i praktycznie z dnia na dzień uważność stała się jednym z najszerzej
dyskutowanych i najszybciej rozwijających się rodzajów terapii. Mnie i moich kolegów zaczęto zapraszać na wykłady i odczyty, abyśmy podzielili
się wiedzą, jak ta praktyka może być wykorzystywana w psychoterapii lub
poza nią w rozwiązywaniu najróżniejszych problemów emocjonalnych oraz
zaburzeń zachowania. Na całym świecie zaczęto stosować terapię opartą na
uważności, rozwijając ją i testując na każdym możliwym problemie -?z bardzo dobrym skutkiem.
W naszych zachodnich społeczeństwach praktyka uważności znana jest od
niedawna, ale na Wschodzie doskonalono ją przez tysiąclecia. Zarówno ja,
jak i moi koledzy korzystaliśmy ze zgromadzonej tam wiedzy. Moja książka
jest więc owocem pracy wielu osób. Zawiera mądrość przekazywaną z pokolenia na pokolenie w społeczeństwach, które jako pierwsze stosowały
praktykę uważności, spostrzeżenia moich kolegów przez dekady zajmujących
się uważnością i psychoterapią, jak również najnowsze odkrycia dokonane
przez badaczy i klinicystów pracujących nad jak najszerszym
zastosowaniem metod opartych na uważności w leczeniu chorób
psychicznych. Pisząc tę książkę, odwoływałem się do swojego
doświadczenia w pracy z pacjentami, którzy stosowali praktykę uważności,
szukając rozwiązania powszechnych, jak i bardzo rzadko występujących
problemów.
Ponieważ w książce jest bardzo mało moich własnych pomysłów, chciałbym
podziękować wielu ludziom za to, że mogła ona powstać. Moi wieloletni
przyjaciele i koledzy z Instytutu Medytacji i Psychoterapii niezmiernie
mi pomogli w zrozumieniu tematu, ogromnie mnie wspierali w nauczaniu
oraz w pisaniu. Chciałbym wymienić przede wszystkim Philipa Aranowa,
który dzięki swojej energii i zdolnościom przywódczym założył Instytut,
oraz członków zarządu: Paulę Fulton, Trudy Goodman, Sarę Lazar, Billa
Morgana, Stephanie Morgan, Susan Morgan, Andrew Olendzkiego, Toma
Pedullę, Susan M. Pollak, Charlesa Styrona i Janet Surrey, a szczególnie
Christophera Germera, dzięki któremu wydawnictwo The Guilford Press
poprosiło mnie o napisanie tej książki i dzięki któremu przyjąłem tę
propozycję.
Dziękuję wszystkim nauczycielom, z których wiedzy i talentu miałem
przywilej korzystać, za nauczenie mnie, czym jest praktyka uważności, i za pomoc w zrozumieniu jej potencjału, w szczególności: Jego
Świątobliwości Dalajlamie, Jackowi Kornfieldowi, Josephowi Goldsteinowi,
Sharon Salzburg, Czogjamowi Trungpie, Thich Nhat Hanhowi, Shunry?
Suzukiemu, Ram Dasowi, Pemie Cziedryn, Tarze Brach, Suryi Dasowi i Larry'emu Rosenbergowi. Chciałbym też podziękować pionierom, którzy
znacznie pogłębili nasze rozumienie uważności i odkryli przed nami, jak
może ona pomóc w codziennych problemach i w poważniejszych sytuacjach.
Wśród nich są: Jon Kabat-Zinn, Marsha Linehan, Zindel Segal, Steven
Hayes, Alan Marlatt, Liz Boemer, Susan Orsillo, Jack Engler, Daniel
Goleman, Daniel Siegel, Richard Davidson, Mark Epstein, Barry Magid i Jeffrey Rubin.
Dziękuję nauczycielom, przyjaciołom i studentom z Wyższej Szkoły
Psychologii Stosowanej (Graduate School of Applied and Professional
Psychology) Uniwersytetu Rutgers, ze Szkoły Medycznej Harvarda (Harvard
Medical School), z Towarzystwa Zdrowia w Cambridge (Cambridge Health
Alliance), Centrum Pomocy Młodzieży w Cambridge (The Cambridge Youth
Guidance Center) i Centrum Pomocy Psychologicznej na Południowym
Wybrzeżu (The South Shore Counseling Center) oraz wszystkim pacjentom,
którzy mi zaufali i którzy wiele mnie nauczyli o ludzkim cierpieniu i szczęściu. Chciałbym również podziękować kolegom, którzy ucząc innych,
dostarczyli mi okazji do pracy nad wieloma pomysłami zawartymi w tej
książce. Są to między innymi: Ruth Buczyński, Richard Fields, Rob
Guerette, Gerry Piaget, Judy Reiner Platt i Rich Simon.
Dziękuję wszystkim w wydawnictwie The Guilford Press za entuzjazm i za
wsparcie nieustannie okazywane mi podczas pisania tej książki oraz za
odpowiedzialne przygotowanie jej do druku, a szczególnie moim
redaktorom: Chrisowi Bentonowi i Kitty Moore. To dla mnie wielki
zaszczyt móc pracować z profesjonalistami o tak wielkim doświadczeniu,
takiej inteligencji i wiedzy psychologicznej, którzy są również bardzo
miłymi osobami z ogromnym poczuciem humoru.
Mam też dług wdzięczności u przyjaciół i u rodziny, która wspiera mnie
przez całe życie, a zatem i w czasie realizacji tego projektu. Z braku
miejsca nie mogę wymienić ich wszystkich, ale chciałbym szczególnie
podziękować swoim rodzicom, Solowi i Claire Siegelom. Dali mi oni miłość
i wsparcie w dzieciństwie, do dziś otaczają mnie troską. Poza tym
chciałbym podziękować mojemu bratu, Danowi Siegelowi, za to, że jest
moim towarzyszem i przyjacielem, oraz moim córkom, Alexandrze i Julii
Siegel, za miłość, zrozumienie i zachętę.
Największy dług mam u żony, Giny Arons, która zachęcała mnie do podjęcia
pracy nad tym projektem, choć wiedziała, że z tego powodu będzie musiała
zrezygnować z wielu rzeczy. Była przy mnie przez cały czas, dając mi
wsparcie, miłość, pomoc praktyczną i redaktorską oraz dostarczając mi
pożywienie. Wykazała się niezwykłą tolerancją wobec moich wahań
nastroju, cierpliwością, kiedy czekała, aż odejdę po niezliczonych
godzinach od komputera. Zdobyła się na wiele wyrzeczeń, znosząc pisanie
przeze mnie kolejnej książki.
ROZDZIAŁ 1
Nikomu nie jest łatwo
Zapewne czasem każdy zadaje sobie
pytanie: "Dlaczego jest mi w życiu tak trudno?". Ja myślę o tym często.
Porównując się z sześcioma miliardami mieszkańców naszej planety, widzę,
że miałem dosyć łatwy start i potem też nie było pod górę. Dobrzy
rodzice, żadnych poważnych chorób, pod dostatkiem jedzenia, przytulny
dom, kochająca żona i dzieci, bliscy przyjaciele, a nawet interesująca
praca. A jednak nie ma dnia, w którym mój umysł nie prowokowałby
nieznacznego albo całkiem dotkliwego cierpienia emocjonalnego: Czy
zaczyna mi być chłodno? Nie chcę się rozchorować na weekend... Mam
nadzieję, że córce dobrze dziś pójdzie klasówka, po ostatniej była
bardzo zmartwiona... Ten korek chyba zaraz ruszy, nie mogę znów się
spóźnić... Gdybym tylko wcześniej to załatwił... Starzenie się jest naprawdę
okropne...
Dlaczego mój umysł zajmuje się takimi myślami przez cały dzień? Czy to
wina genów? Być może, ale jeśli tak jest, to wygląda na to, że mam dużą
rodzinę.
Cierpienie emocjonalne przybiera różne formy. Może to być złość lub
smutek, poczucie winy lub wstyd, martwienie się dolegliwościami
fizycznymi lub tym, co przyniesie przyszłość, albo po prostu nuda lub
stres. Czasem cierpienie jest nieznaczne, "nie jesteśmy w formie" lub
"jesteśmy nie w sosie". Kiedy indziej niepokój, depresja, uzależnienie,
ból lub objawy stresu są tak silne, że nie możemy normalnie
funkcjonować. Przez większość czasu bycie człowiekiem nie jest łatwe.
Szczęście jest możliwe -?ale nieobowiązkowe
Być może wytłumaczeniem jest to, że ewolucja nie prowadziła nas do tego,
byśmy byli szczęśliwi. Selekcja naturalna determinująca ewolucję ma na
celu zakończone sukcesem rozmnażanie. Człowiek ma żyć wystarczająco
długo, aby zdążył znaleźć partnera, rozmnożyć się i zapewnić potomstwu
przetrwanie. Ewolucja nie przejmuje się zbytnio tym, czy człowiek cieszy
się życiem, chyba że zwiększa to szanse znalezienia partnera lub
przetrwania. Z całą pewnością nie jest również zainteresowana tym, co
się dzieje z człowiekiem, kiedy doczeka się on potomstwa i je odchowa.
A właśnie szczęście interesuje ludzi najbardziej. Wielu z nas zgadza się
ze stwierdzeniem, że przetrwanie człowieka jako gatunku jest ważne, ale
chcielibyśmy też cieszyć się życiem, skoro już jesteśmy na tym świecie.
Chyba nie prosimy o zbyt wiele?
Mimo to męczymy się. Jako psycholog kliniczny mam wgląd w życie wielu
ludzi. Wszyscy oni uważają, że życie jest ciężkie. Oczywiście, można
powiedzieć, że moi pacjenci nie są przeciętnymi ludźmi. W końcu mają
problemy skłaniające ich do szukania pomocy u psychoterapeuty. Być może
to częściowo prawda, choć przypuszczam, że większość z nich nie cierpi
bardziej niż człowiek niepoddający się terapii. Moi pacjenci mają po
prostu silniejszą motywację, żeby zmniejszyć swoje cierpienie, i podejmują działania w tym kierunku. Do tego wszyscy członkowie mojej
rodziny, moi przyjaciele i koledzy, których kiedykolwiek poznałem
lepiej, uważają, że życie obfituje w wyzwania emocjonalne.
Co się z nami dzieje? Życie jest niesamowite. Natura i kultura są
niezwykle złożone, bogate, interesujące. Z historycznego punktu widzenia
prawie każdy człowiek żyjący w kraju wysoko rozwiniętym ma
uprzywilejowaną pozycję i życie obfitujące we wszelkie dobra. Większości
z nas nigdy nie dotykają tragedie, które oglądamy w wiadomościach, nie
tracimy rodziny w katastrofie, nie atakuje nas wroga armia, nie
uczestniczymy w wypadkach, z których ledwie uchodzimy z życiem. A jednak
wszyscy doświadczamy zadziwiająco dużo bólu psychicznego i stresu.
Czy wyewoluowaliśmy zatem do bycia nieszczęśliwymi? W pewnym sensie tak.
Jak już wspomniałem, liczy się przetrwanie gatunku. Pewne zdolności
intelektualne i pewne rodzaje instynktu, które pomogły nam się rozwijać
przez kilka milionów lat, mają dość negatywne konsekwencje dla
poszczególnych osób. Spójrzmy na przykład z przeszłości.
Fred i Wilma są przedstawicielami wczesnego gatunku Homo sapiens
żyjącego na sawannach Afryki Wschodniej około czterdziestu tysięcy lat
temu. Wyewoluowali z gatunku Homo erectus, mają wykształcone duże
mózgi. Aby mózgi te mogły funkcjonować, Fred i Wilma muszą im dostarczać
dziennie czterysta kalorii, to jest jedną piątą kalorii pochodzących z ich codziennej diety. Używają mózgu do wielu niezwykłych rzeczy, które
ułatwiają im przeżycie: myślą abstrakcyjnie, planują przyszłość,
wynajdują nowatorskie rozwiązania problemów i handlują z sąsiadami. W czasie wolnym potrafią nawet wykonywać malowidła naścienne i biżuterię z kamieni.
Ale nie wszystko na sawannie układa się dobrze. Mózgi Freda i Wilmy
sprawiają im także kłopoty. To przez nie Fred i Wilma boją się lwów i nosorożców, zazdroszczą sąsiadom większej jaskini i kłócą się o to, kto
będzie nosił wodę w gorące dni. Kiedy się oziębia i pada deszcz, oboje
są poirytowani. Pamiętają słoneczne dni i tęsknią za nimi. Zauważają
zmiany w otaczającym ich świecie, martwią się, kiedy drzewa rodzą mało
owoców, kiedy nie wystarcza jadalnych korzonków i larw owadów, które są
ich przysmakiem. Kiedy ich sąsiedzi chorują lub umierają, Fred i Wilma
martwią się, bo wiedzą, że im również może się to przydarzyć. Czasami
Wilma jest smutna, kiedy Fred ogląda się za innymi kobietami. Nie chce
wtedy uprawiać z nim seksu, co z kolei smuci jego. Kiedy indziej
obydwoje wspominają swojego psa, którego pożarły hieny. A kiedy ich syn
dostaje manto od wyrostka zza wzgórza, czują się okropnie.
Nawet kiedy wszystko układa się pomyślnie, nasi praprzodkowie
zamartwiają się tym, co było nie tak w przeszłości, lub denerwują tym,
co może im przynieść przyszłość. Nieźle się im wiedzie, ich syn również
ma duże szanse na przeżycie, ale ich głowy ciągle są pełne problemów.
Pod pewnym względem przez ostatnie czterdzieści tysięcy lat niewiele się
zmieniło. Nasze mózgi, mimo że są wspaniałe, cały czas przysparzają nam
zmartwień. Na szczęście jednak te same zdolności, które umożliwiały
naszym przodkom przetrwanie, pozwoliły też im wypracować skuteczne
techniki radzenia sobie ze zmartwieniami i zwiększania poczucia
szczęścia. Od czasów Wilmy i Freda te techniki zostały znacznie
udoskonalone.
Uważność jako antidotum
Uważność jest jedną z tych technik. Rozwijała się przez tysiąclecia jako
antidotum na naturalne tendencje naszych umysłów i serc niepotrzebnie
utrudniających nam życie. Uważność jest szczególnym stosunkiem do
doświadczenia lub sposobem pojmowania życia, który zmniejsza cierpienie
i czyni życie bogatym oraz pełnym treści. Dzieje się tak dzięki
dostrojeniu się do doświadczenia, które pojawia się tu i teraz, oraz
dzięki bezpośredniemu wglądowi w to, jak nasze umysły tworzą
niepotrzebne cierpienie.
Kiedy myśli wybiegają naprzód, powodując zamartwianie się wyczerpaniem
zapasów jedzenia lub napaścią wrogów, dzięki praktyce uważności możemy
powrócić do względnego bezpieczeństwa chwili obecnej. Kiedy nasz umysł
traci czas na zawistne porównywanie się z mężem lub z żoną sąsiada,
uważność pomaga zobaczyć, że brniemy w ślepą uliczkę. Kiedy nasz umysł
się buntuje, bo jest nam zimno lub gorąco, dzięki uważności dochodzimy
do wniosku, że to nie zimno lub gorąco powodują, że jest nam źle, ale
właśnie reakcja umysłu. Nawet kiedy choroba lub śmierć zabiera nam
bliskich, dzięki uważności rozumiemy i akceptujemy naturalny porządek
rzeczy. Dając nam wgląd w to, jak sami siebie wpędzamy w ból, praktyka
uważności uczy nas, jak pozbyć się bolesnych nawyków umysłowych i jak
zastąpić je innymi, bardziej przydatnymi.
Różne kultury rozwinęły własne sposoby kultywowania uważności,
ukształtowane przez konkretne filozofie lub religie. Pomimo nieco innego
podejścia do tematu każdy z tych sposobów miał pomagać w radzeniu sobie
z problemami psychicznymi podobnymi do tych, z którymi zmagamy się
dzisiaj. Na Wschodzie rozwijano uważność w kulturze hinduistycznej,
buddyjskiej, taoistycznej, między innymi jako jeden z elementów jogi i medytacji. Na Zachodzie uważność spotykamy w wielu praktykach
żydowskich, chrześcijańskich, muzułmańskich -?jest tam traktowana jako
narzędzie rozwoju duchowego. Znają ją również rdzenni mieszkańcy
Ameryki. Artyści, sportowcy, pisarze korzystają z technik opartych na
uważności, aby oczyścić umysł i ułatwić sobie działanie. Niektóre z tych
praktyk mogą się wydać egzotyczne, inne zaś bardzo proste.
W ciągu ostatniej dekady naukowcy i psycholodzy odkryli, że zarówno
dawne, jak i współczesne praktyki uważności są obiecujące, jeśli chodzi
o leczenie dokładnie wszystkich rodzajów problemów psychicznych:
codziennych zmartwień, braku satysfakcji z życia, neurotyczności,
rozchwiania emocjonalnego, depresji, nadużywania różnych substancji itp.
Okazują się one pomocne nawet w pogłębieniu związków partnerskich,
rodzinnych i przyjacielskich. Zwiększają też poczucie szczęścia. Badania
naukowe i praktyka kliniczna pokazują to, co starożytne kultury
wiedziały od dawna -?że uważność daje nam wgląd w przyczyny naszych
zmartwień oraz skuteczne sposoby zaradzenia im. Dobrze się składa, że tę
umiejętność może opanować prawie każdy.
Istnieją sposoby kultywowania uważności, które nie wymagają wielkich
nakładów czasu. Można nauczyć się bycia uważnym podczas normalnych,
codziennych zajęć, takich jak chodzenie, prowadzenie samochodu, kąpiel,
zmywanie naczyń. Jeśli jednak znajdziesz czas na regularną formalną
praktykę uważności, okaże się, że nagle masz więcej czasu i lepiej sobie
radzisz z codziennymi obowiązkami, gdyż twój umysł jest jaśniejszy, a ciało mniej zestresowane.
Z tej książki nauczysz się, jak praktykować nieformalną uważność podczas
codziennych zajęć i jak ją kultywować, wykonując formalne ćwiczenia
ujęte w program -?krok po kroku. Dzięki każdemu z tych sposobów będziesz
czerpać większą radość z życia wtedy, kiedy wszystko idzie dobrze, i wtedy, kiedy sprawy układają się nie po twojej myśli.
Aby zrozumieć, dlaczego warto poświęcić czas uważności, trzeba pojąć,
dlaczego nasze normalne życie może być tak trudne. Zacznijmy od rzeczy
oczywistych.
Nasze rokowania są fatalne
Na warsztatach poświęconych uważności w psychoterapii, które prowadzę
dla psychoterapeutów, psychologów i psychiatrów, czasami pytam
słuchaczy: kto z obecnych tutaj umrze? Nie więcej niż połowa uczestników
podnosi rękę. Wszystko się zmienia i wszystko, co się rodzi, umiera.
Wiemy o tym, ale nie lubimy o tym myśleć. Zapytano kiedyś mistrza zen:
"Jaka jest najważniejsza rzecz, której nauczyłeś się przez wszystkie te
lata medytacji i studiów?". Odpowiedział: "Najważniejszą rzeczą jest to,
że wszyscy umrzemy, jednak przeżywamy nasze kolejne dni tak, jakbyśmy
mieli żyć wiecznie".
Dotknął ważnego tematu. Możemy wiele się dowiedzieć o swoim cierpieniu
psychicznym, jeśli zastanowimy się nad swoją reakcją na zmiany: "Nie
chcę przestać ssać smoczka", "Nie chcę załatwiać się do nocnika, chcę
mieć pieluszkę", "Nie chcę iść do szkoły". Nasz opór wobec zmian zaczyna
się bardzo wcześnie i trwa przez wszystkie późniejsze etapy życia:
przeprowadzki, utratę przyjaciół i rodziny, zmianę ról życiowych. Kto z nas naprawdę chce dorosnąć i chodzić do pracy? Płakałem, kiedy moje
bliźniaczki poszły na uniwersytet. Po wszystkich tych latach wyrzeczeń,
wysiłków, po tylu chwilach bliskości dlaczego muszą teraz opuścić nasz
dom? (Moja żona zauważyła, że alternatywa -?gdyby nie były w stanie ze
względów emocjonalnych lub intelektualnych iść na uniwersytet -?byłaby
prawdopodobnie jeszcze bardziej bolesna). Coś mi mówi, że nie będę
skakał z radości, kiedy nadejdzie pora przenieść się do domu spokojnej
starości lub pożegnać się na zawsze z tym światem.
Stawianie oporu nieuniknionym zmianom powoduje, że jesteśmy
nieszczęśliwi. Judith Viorst napisała przełomową książkę zatytułowaną
Necessary Losses (Konieczne straty), którą w latach 80. przeczytało
wielu terapeutów1. Doszła w niej do konkluzji, że podstawową
przyczyną tego, iż czujemy się nieszczęśliwi, są trudności z zaakceptowaniem nieuniknionych zmian. Zgadza się to z moim osobistym i profesjonalnym doświadczeniem. Być może dotyczy to też i ciebie?
Opór wobec zmian
Poświęć chwilę, aby zrobić dwie krótkie listy. Na pierwszą wpisz kilka
najtrudniejszych emocjonalnie zmian, które spotkały cię w życiu -?te,
przed którymi najbardziej się broniłeś. Druga lista to kilka zmian,
które zdarzyły się ostatnio, nawet najmniejszych, którym stawiałeś opór.
Następnie obok każdej pozycji na obu listach zanotuj, jakie emocje
towarzyszyły każdej zmianie.
Najtrudniejsze zmiany w moim życiu _________ _________
_________ _________ _________
_________ _________ _________
_________ _________
Moje reakcje emocjonalne _________ _________
_________ _________ _________
_________ _________ _________
_________ _________
Ostatnie zmiany _________ _________ _________
_________ _________ _________
_________ _________ _________
_________
Moje reakcje emocjonalne _________ _________
_________ _________ _________
_________ _________ _________
_________ _________
Pewnie zauważysz, że twoje życie obfitowało w niechciane zmiany duże i małe. Być może nie starczyło ci miejsca na zapisanie wszystkiego. Czy
coś łączy te wydarzenia? Czy każdemu z nich towarzyszyły podobne emocje?
Niektóre zmiany są łatwiejsze do przyjęcia niż inne, zatem odpowiedź na
te pytania może zawierać konkluzje dotyczące najtrudniejszych dla ciebie
zmian i wywołanych przez nie emocji. Pomoże ci to później wybrać
najbardziej odpowiednie dla ciebie praktyki uważności.
Uzależnieni od przyjemności
Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek, dlaczego tak trudno oprzeć się
pączkom? Dietetycy utrzymują, że lubimy je mimo ich zabójczych skutków
dla zdrowia, gdyż potrawy słodkie i tłuste uchodziły za najbardziej
odżywcze w czasach, kiedy jedzenie było naturalne i było go mało. Nic
dziwnego, że lubimy to, dzięki czemu kiedyś mogliśmy przeżyć i wydać na
świat potomstwo. Z tego samego powodu, z jakiego nasz samochód sam nas
wiezie do cukierni, uwielbiamy miłość, seks i przyjemną temperaturę.
Zwykle też robimy, co tylko możemy, żeby uniknąć bólu i niewygody. Te
odczucia utożsamiamy z zagrożeniem fizycznym -?zbytnie zbliżenie ręki do
ognia, zaatakowanie przez tygrysa, zamarznięcie w śniegu -?te
doświadczenia są nieprzyjemne, a zarazem niebezpieczne.
Problem bierze się stąd, że nasze zdolności adaptacji polegające na
szukaniu przyjemności i unikaniu bólu, choć niezbędne nam jako gatunkowi
do przetrwania, powodują, iż ciągle uganiamy się za uciechami i próbujemy uniknąć cierpienia. Gatunek rozwija się dobrze, ale my jako
jednostki jesteśmy cały czas zestresowani.
Zarówno starożytni filozofowie, jak i współcześni psycholodzy
zastanawiali się nad ludzką tendencją do szukania przyjemności. Zygmunt
Freud opisywał ją jako "zasadę przyjemności" i twierdził, że tłumaczy
ona w dużej mierze nasze zachowanie. W późniejszych czasach behawioryści
zauważyli, że powtarzamy te działania, po których następuje nagroda
(zwykle odbierana jako przyjemność). Chęć doznania przyjemności rządzi
każdym naszym działaniem, cała nasza ekonomia kręci się wokół produkcji
i sprzedaży produktów oraz usług, które mają dostarczać nam
przyjemności.
Niestety, zasada przyjemności utrudnia nam życie. Właściwie w każdym
momencie usiłujemy korzystać ze swojego doświadczenia tak, aby
przedłużyć przyjemne momenty i uniknąć nieprzyjemnych, przez co trudno
nam się w pełni zrelaksować i odczuwać satysfakcję. Zachowujemy się jak
bohaterka bajki o Złotowłosej i trzech misiach -?wszystko jest dla nas
zbyt gorące, zbyt zimne, za duże, za małe, za twarde, za miękkie.
Zastanów się teraz nad ostatnią dobą. Ile było chwil, kiedy naprawdę
czułeś się zadowolony, ciesząc się każdym momentem przeżywanego właśnie
życia? Dla większości z nas takie chwile to wyjątki, dlatego łatwo je
przywołać w pamięci. Przez resztę czasu bez ustanku dążymy do jakiegoś
celu, usiłując z różnym powodzeniem maksymalizować przyjemność i minimalizować ból oraz niewygodę. Trudności z osiągnięciem zadowolenia
są potęgowane przez kolejne dziedzictwo ewolucji.
Zbyt bystrzy dla własnego dobra
Jako ludzie przeżyliśmy nie tylko dzięki dążeniu do przyjemności i unikaniu bólu. Nasze ciało jest wspaniałe, jednak w naturalnym
środowisku wygląda raczej bezbronnie -?nie mamy ostrych pazurów, dużych
zębów ani chyżych nóg. Wyobraźmy sobie, że usiłujemy wystraszyć lwa,
obnażając zęby, lub że próbujemy przed nim uciec. Nasz wzrok i słuch są
marne w porównaniu ze wzrokiem i słuchem wielu zwierząt, a zmysł
powonienia żałosny (spytajcie o to psa). Albo zimno. Nasze kryjówki nie
uchronią nas przed nim, a nasze futro jest po prostu komiczne -?kilka
kęp na głowie, pod pachami i wokół genitaliów.
Na szczęście mamy wiele pożytecznych zdolności, na przykład niesamowitą
zdolność logicznego myślenia i planowania. Dzięki niej przeżyliśmy.
Fred, Wilma i inni nasi przodkowie wymyślili, jak polować na zwierzęta i jak nie dać się im pożreć. Nauczyli się żyć w grupie i uprawiać rośliny.
Rozwinęli kulturę i naukę, które wzbogaciły życie gatunku ludzkiego i pozwoliły temu gatunkowi rządzić Ziemią (a jeśli nie będziemy ostrożni,
sprawią, że ją zniszczymy).
Tutaj doszedłem do następnego mechanizmu adaptacji, który tak dobrze
służył naszemu przetrwaniu, a który często nas unieszczęśliwia. Myślenie
i planowanie są bardzo użyteczne, ale to one są przyczyną naszych
codziennych zgryzot. To narzędzia, których nie odkładamy nawet wtedy,
kiedy ich nie potrzebujemy. Przez nie zamartwiamy się o przyszłość,
żałujemy błędów przeszłości, porównujemy się z innymi na tysiąc sposobów
i cały czas kombinujemy, jak tu coś ulepszyć. Z tego powodu bardzo
trudno nam czuć satysfakcję dłużej niż przez chwilę. Nieustanne myślenie
może uniemożliwić radość z posiłku lub przyjemność ze słuchania
koncertu, skoncentrowanie na tym, co ma nam do powiedzenia dziecko, lub
też ponowne zaśnięcie w środku nocy. Zdolność myślenia i planowania
umieszcza nasze emocje na kolejce górskiej, która nie ma przystanków.
Nasz nastrój szybuje w górę i w dół w zależności od myśli, jakimi go
karmimy. Raz jesteśmy bystrzy, atrakcyjni, lubiani i odnosimy sukcesy,
za chwilę jesteśmy głupi, brzydcy, nielubiani i spotykają nas same
porażki. Nawet krótka obserwacja naszego umysłu pozwala stwierdzić, że
jesteśmy uzależnieni od myślenia.
ZATRZYMANIE MYŚLI
Zrób ten eksperyment od razu. Na minutę zamknij oczy i przestań myśleć.
Sprawdź, czy uda ci się powstrzymać od formułowania myśli. Nie oszukuj,
zrób to teraz, zanim zaczniesz czytać dalej.
Co się wydarzyło? Większość ludzi potrafi przestać myśleć tylko na kilka
sekund. Zanotuj część myśli, które pojawiły się w twojej głowie.
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
Kiedy przyjrzysz się swoim myślom, zauważysz, że wiele z nich dotyczy
przeszłości lub przyszłości, zwiększania przyjemności i zmniejszania
bólu.
Piszę ten tekst w samolocie, który wystartował wcześnie rano. Zanim do
niego wsiadłem, zastanawiałem się, czy zjeść mrożony jogurt z bitą
śmietaną i muesli: "Hmm, 400 kalorii to bardzo dużo. Ale co będzie,
jeśli głód dopadnie mnie na pokładzie? Od jakiegoś czasu w samolocie nie
podają przekąsek". Kiedy byłem na pokładzie, znowu miałem dylemat:
"Lepiej spać czy pisać? Jestem raczej zmęczony, jeśli się nie zdrzemnę,
będę później wykończony. Ale może poczuję się lepiej, kiedy pchnę
naprzód pracę nad książką?". Wszystkie te myśli są rozsądne. Problem
polega na tym, że nie przestają się pojawiać, kiedy zamykam oczy, żeby
się zdrzemnąć. Mój umysł cały czas planuje działania, których celem jest
zwiększenie przyjemności i zminimalizowanie bólu. Przestanie, kiedy mimo
wszystko uda mi się zasnąć.
Większość naszego życia upływa w ten sposób. Żyjemy zagubieni w myślach,
częściej myśląc o życiu, niż doświadczając go. Jednak największym
problemem nie jest to, że tracimy z oczu całe piękno życia w poszczególnych chwilach. O wiele gorsze jest to, że nasze myśli często
nas unieszczęśliwiają. Nieustannie próbując zapewnić sobie dobre
samopoczucie, przewidujemy wszelkie możliwe zdarzenia, które mogą
sprawić nam ból. Czasami jest to niezbędne, ale równie często po prostu
prowokuje niepotrzebne cierpienie, gdyż każda negatywna myśl wybiegająca
w przyszłość wiąże się z napięciem i nieprzyjemnymi uczuciami. Codzienna
liczba myśli nawet o lekkim zabarwieniu negatywnym jest imponująca,
nawet kiedy mamy dobry dzień.
SPIS NEGATYWNYCH MYŚLI
Poświęć teraz kilka minut na przypomnienie sobie wszystkich myśli, które
dziś przychodziły ci do głowy. Spróbuj zanotować te nieprzyjemne,
przysparzające ci zmartwień. Być może zajmie ci to chwilę -?czasami
usiłujemy o takich myślach zapomnieć.
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
Jakie myśli się pojawiały? Czy twój umysł aktywnie pracował, aby
uchronić cię od katastrofy, przewidując wszelkie nieszczęścia, które
mogą przytrafić się tobie lub twoim bliskim? Abyś nie czuł się
osamotniony, poniżej zapisałem własne wyniki tego eksperymentu. W tej
chwili jestem w innym samolocie, redaguję ten tekst i lecę do córki na
weekend. Oto największe hity spośród moich negatywnych myśli, które
pojawiły się w ciągu zaledwie godziny: "Co się stanie, jeśli facet
siedzący przede mną nagle rozłoży fotel -?czy uszkodzi mój laptop?",
"Trochę boli mnie głowa -?mam nadzieję, że nie dostanę migreny", "Czy
pilot nie zapomniał wysunąć lotek na skrzydłach? Czytałem, że w ciągu
ostatnich ośmiu lat piloci zapomnieli to zrobić aż pięćdziesiąt pięć
razy. Niedawno było to przyczyną poważnej katastrofy w Hiszpanii", "Czy
to nie będzie ostatnia moja wizyta u córki na uniwersytecie? Być może
będzie się czuła zbyt dorosła, żebym ją odwiedzał w czasie weekendu dla
rodziców", "Pacjent znów odwołał terapię zaledwie na dobę przed
umówionym spotkaniem. Założę się, że nie uda mi się umówić na tę godzinę
innego pacjenta, a ostatnio moje zarobki nie są zbyt wysokie", "Mam
nadzieję, że moja córka wybrała tę specjalizację, bo ją naprawdę
interesuje. Może uważała, że powinna wybrać właśnie tę?". No proszę, a mam dzisiaj dobry dzień!
Filtrowanie życia
Myśląc nieustannie, próbując zwiększać przyjemność i zmniejszać ból,
przepuszczamy całe bogactwo życia przez filtr. Ciążymy w stronę rzeczy,
które lubimy, unikając tych, których nie lubimy, i ignorując te, które,
jak się nam wydaje, nie są naszą mocną stroną. To utrudnia nam cieszenie
się pełnią życia, powoduje też, że mogą nam umknąć ważne informacje.
W pewnym sensie cały czas kupujemy. Czasem w dosłownym znaczeniu tego
słowa -?kupujemy towary lub usługi, które w naszym wyobrażeniu uczynią
nas szczęśliwymi. Czasem z tego, co oferuje nam świat, wybieramy miłe
dźwięki, widoki, smaki i inne doznania zmysłowe. To zawęża nasze
widzenie i sprawia, że wiele tracimy.
Jeśli idę ulicą, mogę wynurzyć się z potoku myśli na tyle, na ile jest
to potrzebne, żeby zauważyć ludzi, którzy mi się podobają (na przykład
śliczne dzieci albo atrakcyjne kobiety). Być może zauważę też ludzi,
których traktuję jako zagrożenie, ponieważ przypominają mi o moich
słabościach (na przykład ludzie starzy lub kalecy), albo takich, których
się boję, gdyż mogą mnie zaatakować (na przykład członkowie
młodzieżowych gangów). Pozostałych ludzi ignoruję.
Jeśli będziesz uważny, nie zajmie ci dużo czasu wypełnienie tabelki.
Nieustannie w myślach oceniasz środowisko, zauważając to, co może ci
sprawić przyjemność lub ból, a ignorując resztę. Drogo za to płacisz.
Widać to wyraźnie w czasie podróży. Zwiedzałeś kiedyś jakiś kraj czy
region z listą rzeczy, które koniecznie musisz zobaczyć, wiedząc, że nie
masz czasu na wszystko?
REJESTR RZECZY ATRAKCYJNYCH I ODPYCHAJĄCYCH
Najłatwiej zrobić to ćwiczenie na spacerze albo w czasie zakupów. Weź ze
sobą notes, zrób w nim dwie kolumny zatytułowane: "Rzeczy atrakcyjne" i "Rzeczy odpychające". Za każdym razem, kiedy zobaczysz coś, co ci się
podoba, postaw krzyżyk w kolumnie "rzeczy atrakcyjne". Za każdym razem,
kiedy zobaczysz coś, co ci się nie podoba, postaw krzyżyk w kolumnie
"rzeczy odpychające". Zauważ, że instynktownie chcesz zatrzymać się na
rzeczach atrakcyjnych, a jak najmniej czasu poświęcać odpychającym.
Zaobserwuj, ile czasu zajmie ci zapełnienie każdej kolumny.
Biegnąc z jednego miejsca w drugie, koncentrujesz się na tym, żeby
uniknąć rozczarowania, gdy nie uda ci się zobaczyć jakiegoś miejsca z listy. Cały czas pędząc, nie zwracasz uwagi na inne rzeczy i innych
ludzi: chłopca w parku, stoisko z owocami, mężczyznę z losem na loterię
w ręku. Doświadczeni podróżnicy wiedzą, że zwiedzanie nastawione na
osiąganie celów i usilne poszukiwanie przyjemności daje mniej
satysfakcji i jest mniej interesujące niż poświęcenie czasu na bycie w danym miejscu, zwracanie uwagi na przypadkowe widoki, zapachy i dźwięki.
To samo można powiedzieć o codziennym życiu. Jednak większość z nas nie
potrafi uwolnić się od szukania przyjemności i nastawienia na cel.
Rzecz tylko w tym, że całe bogactwo świata przechodzi nam wtedy koło
nosa. Zapatrzeni na przystojniaka lub na śliczną dziewczynę, możemy się
potknąć o krawężnik i skręcić kostkę, a fantazjując o weekendzie -
przegapić zjazd z autostrady. Czy zdarza ci się czasami być nerwowym,
smutnym lub poirytowanym bez powodu? Mogą to być pozostałości emocji,
które odczuwałeś wcześniej, kiedy byłeś zbyt zajęty dążeniem do celu,
żeby je zauważyć. Może masz wyrzuty sumienia, bo gdy twoje dziecko
mówiło do ciebie o ważnych dla niego sprawach, ty martwiłeś się, czy
zdążysz zrobić wszystko, co zaplanowałeś na dany dzień. Albo też właśnie
dotarło do ciebie, że rano szef potraktował cię nieuprzejmie, ale wtedy
nie zwróciłeś na to uwagi, bo byłeś skoncentrowany na planowaniu
popołudnia.
Jak się wkrótce przekonasz, nie dostrzegając ważnych emocji, jesteś ich
nieświadomy. Ale to nie znaczy, że te emocje nie istnieją lub że znikają
bez śladu. Ich wpływ na twoją psychikę jest poważny. Niepoświęcanie tym
emocjom uwagi odpowiada za wystąpienie takich problemów jak stany
lękowe, depresja i uzależnienia.
Wszystko przemija
Ponieważ wszystko się zmienia, a my nieustannie myślimy przede wszystkim
o tym, jak zwiększyć przyjemność i zmniejszyć ból, nasze życie nie
należy do łatwych. Nic nie można na to poradzić -?przyjemność minie, a ból powróci (oczywiście ból również przemija, a przyjemność znowu się
pojawia -?zajmę się tym tematem później). Jako stworzenia inteligentne
szybko się uczymy, że wszystko w życiu jest przejściowe. Ta wiedza karmi
stałe poczucie niezadowolenia. Nawet w trakcie przeżywania przyjemnych
chwil mamy świadomość, że one miną. Za chwilę skończymy jeść lody, letni
obóz się skończy, a dziewczyna czy chłopak wyjedzie. Następny test może
już nie pójść nam tak dobrze, w pracy mogą nas zwolnić. Dzieci w pewnym
momencie zdają sobie sprawę z tego, że ich rodzice umrą. Większość z nas
boi się, że zabraknie nam pieniędzy, zachorujemy i umrzemy. Kiedy dotrze
do nas, że naprawdę wszystko przemija, szukanie przyjemności połączone z nieprzerwanym myśleniem staje się dużym problemem. Jeden z moich
pacjentów odkrył tę prawdę na długo oczekiwanych wakacjach.
Alex ciężko pracował, prowadząc odnoszącą sukcesy firmę
eksportowo-importową. Mimo że jego praca była stresująca, lubił ją i rzadko brał urlop, bojąc się, że wszystko się posypie, kiedy jego nie
będzie na miejscu. Po kilku miesiącach, w trakcie których żona
przymilaniem starała się wymusić na nim wyjazd, w końcu się zdecydował i wykupił tygodniową wycieczkę na Karaiby. Długo ją planował, dużo czytał,
żeby wybrać odpowiednią wyspę i zadowolić żonę. Kiedy nadszedł dzień
wyjazdu, Alex był bardzo zestresowany. Denerwował się, że musi zostawić
niezamknięte sprawy w pracy, i martwił się, czy wybrał odpowiednie
miejsce na wyjazd. Kiedy dotarli do hotelu, poczuł się w końcu lepiej.
Plaża i ocean były piękne, żona nie kryła zachwytu. Pierwszego dnia
dostrzegli mnóstwo atrakcji i z niecierpliwością oczekiwali na nowe:
"Niezła restauracja -?fajnie będzie wpaść tu na kolację", "Koniecznie
wybierzmy się na nurkowanie", "Następnym razem wynajmiemy większą
łódkę". Wkrótce do Alexa dotarło, że tydzień to nie jest dużo czasu.
Trzeciego dnia myślał: "Cholera, minęła już prawie połowa urlopu, nigdy
nie skorzystamy ze wszystkich atrakcji". Ostatnie dni też były
wspaniałe, ale już zabarwione niepokojem. Kiedy padało, Alex się
zdenerwował, bo przecież zostało im tak mało czasu. Myśli o pracy
pojawiały się coraz częściej. Na tych wakacjach Alex zrozumiał, że musi
zmienić swój stosunek do życia. Mimo że wycieczka na Karaiby była
wspaniała, nie mógł się nią w pełni cieszyć, bo myślał o tym, że wkrótce
się skończy.
Większość z nas nieustannie doświadcza podobnych problemów w mniejszym
lub większym stopniu. Kto nie wypatrywał z niecierpliwością weekendu
tylko po to, żeby już w niedzielę rano denerwować się, że tak szybko
minął? A jeśli chodzi o wielkie zakończenia, są one tak bolesne, że
zwykle całkowicie usuwamy je z naszej świadomości.
Problem stary jak ludzkość
Aby zaradzić temu wszystkiemu, stworzono praktyki uważności. Jedna z buddyjskich legend opowiada o tym, jakie problemy powoduje zasada
szukania przyjemności w połączeniu ze świadomością niestałości. W skrócie legenda przedstawia się tak. Budda urodził się jako książę w małym królestwie na terenie obecnego Nepalu. Zgodnie z tradycją jego
ojciec wezwał braminów, żeby ocenili noworodka. Nie było wtedy skali
Apgar, bramini szukali trzydziestu dwóch oznak wielkości -?i je
znaleźli. Znaczyło to, że książę miał zostać albo wielkim przywódcą,
albo znakomitym nauczycielem duchowym. Jak wielu ojców, król chciał,
żeby syn poszedł w jego ślady, starał się więc zapobiec zainteresowaniu
się przez niego duchowością. Dlatego trzymał go w pałacu i dostarczał mu
wszelkich przyjemności. Myślał, że jeśli syn nie dozna bólu, nie będzie
miał motywacji, aby zostać przewodnikiem duchowym.
Książę rzadko opuszczał pałac. Kiedy do tego dochodziło, król dbał o to,
żeby z pola jego widzenia usuwano wszystko, co mogłoby go zmartwić. Ale
książę, dorastając, stał się nieposłuszny i ciekawy wszystkiego. Pewnego
dnia przekonał woźnicę, żeby w tajemnicy przed ojcem zabrał go na
przejażdżkę. Po kilku minutach książę zobaczył staruszka.
-?Co to jest? -?zapytał woźnicy.
-?Starość -?brzmiała odpowiedź.
-?A komu to się przydarza?
-?Szczęśliwcom -?odparł woźnica.
Odkrycie to zaniepokoiło księcia. Na drugiej tajnej wyprawie zobaczył
chorego człowieka.
-?Co to jest? -?zapytał.
-?Choroba.
-?Kogo to spotyka?
-?Prędzej czy później prawie wszystkich.
Na trzeciej wyprawie książę zobaczył trupa.
-?Co to jest? -?zapytał woźnicę.
-?Śmierć -?padła odpowiedź.
-?A kogo ona spotyka?
-?Niestety, każdego.
Książę był naprawdę poruszony i coraz bardziej ciekawy prawdy o świecie.
Przekonał woźnicę, żeby zabrał go jeszcze dalej od pałacu. Spotkali tam
człowieka kroczącego drogą poszukiwań duchowych, jakich w owych czasach
było wielu.
-?Co to jest? -?spytał książę zgodnie ze swoim zwyczajem.
-?Ktoś, kto usiłuje się dowiedzieć, jak ma sobie poradzić z tym, co
widzieliśmy na poprzednich wyprawach -?odparł woźnica.
I wtedy się stało. Iluzje zblakły, książę nie był już zadowolony z życia. Musiał (tak jak my) odkryć, jak żyć z tą wiedzą.
Nasz główny problem polega na tym, że nie możemy uniknąć starości (jeśli
mamy szczęście żyć długo), choroby ani śmierci. Dodajmy do tego milion
drobnych rozczarowań, kiedy nie możemy mieć tego, co chcemy, i stanie
się jasne, że ból jest nieodłączną częścią życia. Ponieważ większość
czasu spędzamy, zastanawiając się, jak zmaksymalizować przyjemność i zminimalizować ból, nie ma się co dziwić, że nie jesteśmy zadowoleni.
Porażka sukcesu
Dalej nie będzie lepiej. Jesteśmy także nastawieni na zwiększanie
poczucia własnej wartości. Robert Sapolsky z Uniwersytetu Stanforda,
neurobiolog specjalizujący się w badaniach nad mózgiem i układem
nerwowym, zajmuje się fizjologią stresu. Parę lat temu widziałem wywiad,
który przeprowadził z nim Terry Gross. Sapolsky opowiadał, że spędził z kolegami kilkadziesiąt lat, chowając się w trawie na afrykańskich
sawannach i obserwując stada pawianów. Naukowcy czekali na jakieś
dramatyczne wydarzenia w stadzie -?wręcz w stylu opery mydlanej -?a następnie strzelali do zwierząt usypiającymi nabojami i pobierali im
krew, żeby zbadać ich fizjologiczną reakcję na stres. I cóż się okazało?
Otóż bycie samcem stojącym nisko w hierarchii stada jest szczególnie
szkodliwe dla zdrowia.
Oczywiście, nie jesteśmy pawianami. Jednak jako inteligentne małpy
borykamy się z problemami podobnymi do problemów pozostałych naczelnych.
Porównujesz się czasem z innymi? Czujesz się od nich lepszy czy im
zazdrościsz? Obserwujesz, kto jest bardziej lubiany, zarabia więcej, ma
lepszy samochód, większy dom, ładniejszą żonę lub przystojniejszego
męża, fajniejszą rodzinę, jest zdrowszy, bystrzejszy i cieszy się
większym szacunkiem? Tę listę można ciągnąć w nieskończoność. Aby
zobaczyć, jak silna jest twoja tendencja do porównywania się, zrób
następujące ćwiczenie.
KRYTERIA PORÓWNANIA
Zanotuj kryteria, których używasz, żeby ustalić swoją pozycję w hierarchii. Być może będziesz zawstydzony wynikami, ale to bardzo
pouczające ćwiczenie. Wymień, zaczynając od najważniejszych, te cechy,
które uderzają cię najbardziej, kiedy porównujesz się z innymi (na
przykład bogactwo, siła, inteligencja, atrakcyjność fizyczna, hojność
itp.).
1. __________ __________ __________
__________ __________
2. __________ __________ __________
__________ __________
3. __________ __________ __________
__________ __________
4. __________ __________ __________
__________ __________
5. __________ __________ __________
__________ __________
6. __________ __________ __________
__________ __________
7. __________ __________ __________
__________ __________
8. __________ __________ __________
__________ __________
Patrząc na tę listę, zobaczysz rzeczy, z powodu których najbardziej
cierpisz.
Jako ludzie nigdy nie osiągamy stabilnej pozycji w hierarchii
społecznej. Bystra dziewczyna w liceum może być dumna z tego, że na
lekcjach radzi sobie lepiej od większości swoich rówieśników, ale kiedy
pójdzie na studia, będzie rozczarowana, że w swojej grupie jest tylko
średnia.
Poza tym nieustannie zmieniamy poziom przyjemności czy wygody uznawany
za wystarczający. Jako młodzi dorośli za sukces uważamy posiadanie
małego własnego mieszkania, jednak gdy minie kilka lat, "zdecydowanie
potrzebujemy" większego lokum. Skala, na której mierzymy swoje sukcesy i zadowolenie, jest cały czas kalibrowana od nowa.
OSIĄGNIĘTE CELE
Pomyśl przez chwilę i postaraj się przypomnieć sobie wydarzenia, które,
jak sądziłeś, miały ci dać trwałą satysfakcję. Mogą to być sprawy drobne
("Wyleczyłem bolący ząb", "Dziecko w końcu przespało całą noc") lub
prawdziwe kamienie milowe ("Obroniłem doktorat", "Ożeniłem się z najładniejszą dziewczyną na roku", "Dostałem dobrą pracę"). Zanotuj
kilka celów, na których się skupiałeś przez jakiś czas i które udało ci
się osiągnąć.
- __________ __________ __________
__________ __________
- __________ __________ __________
__________ __________
- __________ __________ __________
__________ __________
- __________ __________ __________
__________ __________
Czy osiągnięcie tych celów dało ci trwałą satysfakcję czy też szybko
przyzwyczaiłeś się do nowego poziomu wygody lub do nowego osiągnięcia i szukałeś nowego wyzwania? Czy twój umysł wyobraża sobie szczęście gdzieś
w przyszłości -?kiedy skończysz szkołę, ożenisz się, kupisz nowy dom lub
przejdziesz na emeryturę?
Pacjent, któremu pomagałem wiele lat temu, nauczył mnie, jak to wszystko
działa. Właśnie sprzedał swoją firmę, która pośredniczyła w handlu ropą.
Zarobił na niej trzydzieści milionów dolarów gotówką. Powtarzał tę
frazę: "Trzydzieści milionów gotówką", a ja wyobrażałem sobie walizkę
pełną banknotów. On jednak był w depresji. Całe życie poświęcił
międzynarodowemu handlowi, a teraz, kiedy nie zawierał już kontraktów,
poczuł się bezwartościowy. Jego życie straciło sens i cel. Z moją
skłonnością do filozofowania byłem zachwycony, mogąc z nim pracować.
Wyobrażałem sobie, że w tym punkcie zwrotnym pomogę mu znaleźć nowy sens
w życiu, wskażę mu humanistyczne wartości. Jak to się często zdarza,
kiedy psychoterapeuta trzyma się jakiegoś z góry przyjętego planu,
pierwszych kilka sesji nie poszło zbyt dobrze. Nie złapałem z tym
pacjentem kontaktu. Kiedy przyszedł po raz czwarty, wyglądał jednak na
dużo szczęśliwszego. Spytałem, co się wydarzyło, a on powiedział: "Parę
dni temu przyszedł mi do głowy pomysł na biznes, dzięki któremu pomnożę
swoje trzydzieści milionów i wyjdę z pięćdziesięcioma. Pomyślałem, że
kiedy zarobię pięćdziesiąt milionów, to chyba poczuję, że odniosłem
sukces".
Mówił całkiem poważnie i to był ostatni raz, kiedy się spotkaliśmy. Jako
początkujący psycholog cały czas martwiłem się o sukces zawodowy,
społeczny i emocjonalny. Ten pacjent dał mi prawdziwy prezent, gdyż
tamtego dnia zdałem sobie sprawę z tego, że nieważne, ile w życiu
osiągnę, zawsze będę się porównywał z innymi -?znajdę innych, z którymi
będę konkurował. Nie porównujemy się z ludźmi z zupełnie innej
kategorii: adwokat nie porównuje się z woźnym, a młoda modelka ze starą
kobietą. Zwykle bierzemy za punkt odniesienia osoby, które osiągnęły
trochę więcej lub trochę mniej od nas. To nieustanne dążenie do sukcesu
przysparza nam problemów, bo czasem wygrywamy, a czasem przegrywamy.
Kiedyś na warsztatach spytałem: "Kto z was zawsze wygrywa?". Jeden
mężczyzna podniósł rękę. "Na przerwie lepiej trzymać się od niego z daleka", pomyślałem.
MAŁE I DUŻE PORAŻKI
Zrób dwie listy. Na jednej umieść wszystkie swoje największe porażki, na
przykład przegrałeś w jakimś ważnym współzawodnictwie albo twoje
małżeństwo się rozpadło.
W drugiej kolumnie zanotuj porażki, nawet najmniejsze, które wydarzyły
się w ciągu ostatnich kilku dni lub nawet godzin.
Największe życiowe porażki _________ _________
_________ _________ _________
_________ _________ _________
_________ _________
Porażki z ostatnich dni _________ _________
_________ _________ _________
_________ _________ _________
_________
Jeśli będziesz ze sobą szczery, zanotujesz całkiem sporo wydarzeń na obu
listach. Czy widzisz na nich jakieś powtarzające się schematy? Zbadanie
podobieństwa tych wydarzeń do listy kryteriów porównania będzie
pouczające. Choć zależy nam na wysokiej pozycji w stadzie, do jej
mierzenia używamy zmiennych standardów. Nasze doświadczenia dotyczące
wygranej i przegranej zależą od tego, jak budujemy swoją tożsamość.
Dokładniej zajmę się tym tematem w rozdziale szóstym. Pokażę tam, jak
praktyka uważności pomaga w nabraniu dystansu do tych nawyków myślowych,
które wymykają się nam spod kontroli, szczególnie kiedy czujemy się
przegrani lub kiedy jesteśmy w depresji.
Miłość boli
Oto kim jesteśmy: inteligentnymi małpami, które są tak zaprogramowane,
aby instynktownie szukać przyjemności, unikać bólu, starać się wzmacniać
swoją pozycję w grupie. A tymczasem żyjemy w świecie, w którym choroby,
starzenie się i śmierć oraz całe mnóstwo drobnych rozczarowań są
nieuniknione. W dodatku jesteśmy wyposażeni w zdolność wyobrażania
sobie, że cały czas wszystko idzie źle. Dziwne, że w ogóle dajemy sobie
radę.
Jakby tego było mało, jest jeszcze jeden ewolucyjny mechanizm
przystosowawczy, który pomógł nam przetrwać, ale który teraz przysparza
nam kłopotów -?nasza zdolność do miłości. Jako dorośli jesteśmy z fizycznego punktu widzenia zwierzętami godnymi pożałowania (bez
porządnych zębów i pazurów), a nasze dzieci są wyposażone jeszcze gorzej
od nas. Ludzki niemowlak nie przetrwałby sam w dżungli lub na sawannie
dłużej niż kilka minut. Na szczęście nasz gatunek wykształcił trudne do
zagłuszenia reakcje emocjonalne zmuszające rodziców do opieki nad
dziećmi i zmuszające dzieci do szukania opieki u rodziców. Te więzy
emocjonalne łączą nas w pary, rodziny, plemiona i większe grupy
kulturowe. Umożliwiają nam opiekowanie się sobą nawzajem, w znacznym
stopniu zwiększając nasze szanse przetrwania.
Jednak emocje te przysparzają nam wielu bolesnych doświadczeń. Szukamy
przyjemności i unikamy bólu, a oprócz tego martwimy się o dobre
samopoczucie swoich ukochanych. Jeden z moich pacjentów niedawno został
ojcem, czego od jakiegoś czasu się obawiał. Jego zmartwienie ma za
podstawę poczucie bycia "zbyt wrażliwym emocjonalnie". Bardzo głęboko
przeżywa każde przyjemne i bolesne doświadczenie, żyje w ciągłym lęku
przed rozczarowaniem. Sama myśl o tym, że teraz będzie przeżywał również
wahania nastroju syna, jest dla niego nie do zniesienia.
Jego lęk jest w pełni usprawiedliwiony. Dla tych z nas, którzy mają
dzieci, poczucie bezpieczeństwa jest teraz jeszcze bardziej
nieosiągalne, niż było, zanim się one urodziły. Nie tylko się boimy, że
będziemy ofiarami tragicznych wydarzeń, ale też głęboko przeżywamy
wszelkie doświadczenia swoich dzieci. A to jeszcze nie koniec. W różnym
stopniu martwimy się niepowodzeniami innych członków swojej rodziny,
swoich przyjaciół i znajomych. Ogólnie rzecz biorąc, im bardziej
jesteśmy zdolni do miłości, tym bardziej radość i ból innych stają się
naszymi własnymi. Ta zdolność do przywiązywania się i empatii jest
wspaniałą cechą właściwą człowiekowi, sprawia jednak, że projekt
utrzymywania dobrego samopoczucia i unikania bólu staje się niemożliwy
do realizacji.
SPIS PROBLEMÓW ZWIĄZANYCH Z MIŁOŚCIĄ
Jeszcze raz zrób dwie listy. Na pierwszej umieść najważniejsze
wydarzenia z przeszłości twoich ukochanych, które wywołały u ciebie
złość lub smutek albo cię zmartwiły. Na drugiej liście wymień takie same
wydarzenia, choć może nie tak druzgoczące, które wydarzyły się w ciągu
ostatnich kilku dni.
Ogromny ból z powodu bliskich __________ __________
__________
__________ __________ __________
__________ __________
____________________ __________
__________ __________
Ból z powodu bliskich w ostatnich dniach __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
____________________ __________
__________ __________
Również i tu zauważysz, że myślenie o bliskich regularnie zajmuje ci
sporo czasu. Nawet kiedy wszyscy oni odnoszą same sukcesy, wiesz, że to
tylko kwestia czasu i niedługo coś nieprzyjemnego może spotkać każdego z nich.
Ból ponad przyjemnością
Jakby tego wszystkiego było mało, wydaje się, że doświadczenia negatywne
pamiętamy lepiej niż pozytywne. Nancy Etcoff, psycholog ewolucyjny ze
Szkoły Medycznej Harvarda, uważa, że pomaga to w przetrwaniu2. Wyobraźmy sobie, że nasze emocje są jak
wykrywacz dymu. Nie umrzemy od fałszywego alarmu, ale kiedy alarm nie
ostrzeże nas o prawdziwym pożarze, będziemy ugotowani (również w dosłownym znaczeniu tego słowa). Wyniki eksperymentów pokazują, że nasze
kubki smakowe silniej odbierają smak gorzki niż słodki. Prawdopodobnie
wyewoluowały w ten sposób, aby chronić nas przed trucizną, co jest dużo
ważniejsze niż delektowanie się słodyczą owocu. Ponieważ wyrośliśmy w świecie pełnym niebezpieczeństw: węży, tygrysów, stromych zboczy i trujących roślin, nic dziwnego, że lepiej wyjdziemy na uczeniu się na
negatywnych doświadczeniach. Kiedy przegapimy smaczny kąsek lub
możliwość zbliżenia seksualnego, prawdopodobnie nie będzie to przyczyną
końca naszej linii DNA, ale kiedy przegapimy tygrysa lub strome zbocze,
może tak się zdarzyć.
A to wszystko moja wina
Jak na ironię losu, wielu z nas dokłada sobie zmartwień za sprawą typowo
ludzkiego wynalazku. Dochodzimy bowiem do wniosku, że nasze
niezadowolenie jest tylko naszą winą. Żyjemy w gospodarce mniej więcej
wolnorynkowej, co jeszcze pogarsza sytuację. Aby skłonić cię do kupienia
swoich towarów lub usług, będę cię przekonywał, że przysporzą ci
przyjemności albo zredukują twój ból. Przedsiębiorcy i specjaliści od
marketingu są cwani, wiedzą, że to zawsze działa. Kiedy patrzymy na
szczęśliwą parę w nowej limuzynie lub na seksownego surfera ze śliczną
dziewczyną, która trzyma w dłoni piwo, dochodzimy do wniosku, że my też
będziemy szczęśliwi w takim samochodzie lub pijąc piwo tej marki.
Ten rodzaj marketingu przyczynia się do szkodzącego i nam, i środowisku
niepohamowanego wydawania pieniędzy. Poza tym zwiększa nasze cierpienie.
Dorastamy z umysłem zamarynowanym w sosie takiego przekazu, więc jeśli
nie jesteśmy szczęśliwi, to znaczy, że musieliśmy podejmować błędne
decyzje lub po prostu coś jest z nami nie tak. "Gdybym tylko wybrał inny
zawód, inną partnerkę, inną dietę, inną operację plastyczną, inny
szampon albo inne dżinsy, byłbym szczęśliwy. Dlaczego ciągle popełniam
błędy?"
SPIS MOICH BŁĘDÓW
Dobrym sposobem, żeby zobaczyć, jak działa ten mechanizm, jest
sporządzenie spisu własnych "błędów". Poświęć kilka chwil na to, żeby
wypisać wybory, których żałujesz. Przypomnij sobie momenty, kiedy
myślałeś, że byłbyś szczęśliwszy, gdybyś dokonał innego wyboru.
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
Kiedy już sporządzisz tę listę, przyjrzyj jej się uważnie. Czy naprawdę
inne wybory zapewniłyby ci długotrwałe szczęście?
Czasami nie uważamy, że podjęliśmy złą decyzję. Ale skoro według nas
nasze decyzje były właściwe, a mimo to jesteśmy nieszczęśliwi, myślimy,
że coś jest z nami nie tak.
W obu wypadkach obwiniamy siebie, zamiast zauważyć, że większość
ludzkiego cierpienia ma korzenie w historii naszej ewolucji, naszym
biologicznym uwarunkowaniu i naszej sytuacji egzystencjalnej. Kiedy nie
zauważamy, że cierpienie wyrasta z właściwych wszystkim nawyków
myślowych, a nie z naszych osobistych uczuć, cierpimy jeszcze bardziej.
Wiara, że cierpimy z własnej winy, powstrzymuje nas również przed
mówieniem o cierpieniu z innymi ludźmi. Według nas, przyznając, iż jest
nam ciężko, spowodujemy, że inni będą mieli o nas niskie mniemanie, a nikt nie chce uchodzić za nieudacznika. Minimalizujemy swoje problemy i czujemy się przez to wybrakowani, niepasujący do innych, bo tylko nasze
życie jest trudne, a wszyscy inni jakoś sobie radzą. Możesz to
zaobserwować, kiedy znajomy na pytanie "Co u ciebie?", odpowiada
"Super!", a ty od razu czujesz się gorzej.
Ponieważ jesteśmy zaprogramowani na nieustanne porównywanie się z innymi, uczucie nieprzystawania do otoczenia może zatruć nam życie. Leży
ono u podstaw wszelkiego współzawodnictwa, a nawet stanowi część tego,
co Niemcy nazywają Schadenfreude -?zadowolenia z niepowodzeń innych.
Na ratunek -?praktyka uważności
Zmartwienia Freda i Wilmy: strach przed dzikimi zwierzętami i brakiem
żywności, ukłucia zazdrości z powodu jaskini i żony sąsiada, niepokój o syna, były konsekwencją posiadania wielkich mózgów pracujących po to,
aby ich DNA zostało zachowane. Fred i Wilma cierpieli, bo życie wciąż
przynosiło zmiany, a oni wyewoluowali do szukania przyjemności i unikania bólu oraz do analizowania przeszłości, aby przygotować się do
tego, co przyniesie przyszłość, do utrzymywania swojej pozycji
społecznej, a także do troszczenia się o dzieci i o siebie nawzajem.
Na szczęście gatunek ludzki w wyniku ewolucji otrzymał nie tylko nawyki
myślowe, które powodują cierpienie emocjonalne, ale również zdolności,
dzięki którym może się od tego cierpienia uwolnić. Te same umiejętności,
dzięki którym przez tysiąclecia nauczyliśmy się rozumieć świat i świetnie sobie w nim radzić, umożliwiają nam zrozumienie, w jaki sposób
nasz umysł przysparza nam niepotrzebnego cierpienia i jak możemy je
zminimalizować.
Pozostała część tej książki jest poświęcona praktykowaniu uważności. Ta
pozornie prosta metoda przeżywania doświadczeń może zmniejszyć ten
rodzaj cierpienia psychicznego, o którym mówiłem. Pomaga przyjąć
nieuniknione zmiany w życiu i umożliwia radzenie sobie z trudną ludzką
egzystencją. Pomaga zmierzyć się z naszą śmiertelnością, z byciem
istotami skłonnymi do szukania przyjemności i unikania bólu, podczas gdy
świat obfituje w jedno i drugie. Dzięki uważności widzimy, że martwienie
się, jak wypadamy w porównaniu z innymi, i niezdolność przerwania
myślenia o przeszłości lub przyszłości na dłużej niż kilka sekund są
głupie. Uważność pogłębia też naszą zdolność do miłości, mimo że za jej
sprawą szczególnie przeżywamy nie tylko swoje osobiste sukcesy i potknięcia, ale również smutki i radości swoich ukochanych.
ROZDZIAŁ 2
Uważność -?świadome rozwiązanie
Gdyby tylko Fred i Wilma umieli
praktykować uważność! Nadal nie mieliby łazienki ani klimatyzacji, ale
za to lepiej radziliby sobie z codziennymi problemami i dopadającą ich
irytacją, mniej martwiliby się chorobami, starością i śmiercią, mniej by
ich obchodziło, jak wypadają w porównaniu z sąsiadami, mniej
przejmowaliby się sukcesami i porażkami i nie braliby wszystkiego tak
bardzo do siebie. Ich syn przestałby się chować całymi dniami w jaskini
z powodu przerażenia dzikimi zwierzętami, które na pewno go pożrą, kiedy
tylko wychyli z niej nos. Uchroniłoby to Freda od kłopotów żołądkowych,
a Wilmę od picia coraz większych ilości sfermentowanego soku. Uważność
pomogłaby im naprawdę zauważyć i smakować chwilę obecną, poczuć
wspólnotę z sąsiadami i ze sobą nawzajem oraz bardziej kreatywnie radzić
sobie z codziennymi zagrożeniami i rozczarowaniami. Mogliby też
wyewoluować w gatunek Homo sapiens sapiens -?naprawdę mądre i myślące
jednostki ludzkie.
My mamy tę okazję (która nie trafiła się Fredowi i Wilmie), żeby
wprowadzić w nasze życie praktyki uważności. Aby w pełni je wykorzystać,
przyjrzyjmy się jeszcze, w jaki sposób normalnie pracuje nasz mózg.
To wydaje się proste
Co mam na myśli, mówiąc "uważność"? Nie odnosi się to do szczególnego
stanu umysłu (takiego jak na przykład bycie spokojnym czy wesołym) ani
do jego zawartości (jak na przykład pozytywne myśli lub uczucia). Chodzi
raczej o szczególny stosunek do każdego doświadczenia niezależnie od
tego, jakie ono jest. Trudno przekazać to słowami, gdyż uważność jest
stosunkiem niewerbalnym. Niemniej jednak słowa mogą skierować w stronę
uważności i mogą nauczyć ją kultywować.
Tymczasowa definicja uważności, która mnie i moim kolegom wydaje się
najbardziej przydatna, brzmi: "Uważność to świadomość bieżącego
doświadczenia i jego akceptowanie". To dość proste, pewnie więc myślisz:
"Ależ ja już jestem świadomy i akceptuję swoje bieżące doświadczenie".
Często tak nam się wydaje, dopóki nie przyjrzymy się uważnie normalnemu
stanowi swojego umysłu, o którym można powiedzieć wszystko, tylko nie
to, że jest uważny.
Codzienna nieuważność
Zgadnij, jaki jest główny powód wizyt na ostrym dyżurze w szpitalach na
Manhattanie w niedzielne poranki. Zastanów się przez chwilę, co to może
być. Nie podglądaj! To wypadki przy krojeniu bajgli. Podczas pogaduszek
z rodziną dziesiątki ludzi są tak zdekoncentrowane, że kroją bajgle
automatycznie -?a ich ręce nie radzą sobie zbyt dobrze z tym zajęciem,
jeżeli nie pomaga im przytomny umysł.
Tak duża liczba wypadków przy krojeniu bajgli nie powinna nas dziwić.
Nawet niezbyt głęboka introspekcja pokaże, że naszym typowym stanem
umysłowym, szczególnie jeśli prowadzimy aktywne życie w nowoczesnym
społeczeństwie, jest nieuważność. Większość czasu spędzamy zatopieni we
wspomnieniach i w marzeniach dotyczących przyszłości. Zwykle jedziemy na
automatycznym pilocie, a nasz umysł w tym czasie jest w innej
przestrzeni niż nasze ciało. To tak jakby umysł miał swój własny umysł.
Podam przykład. Zdarzyło mi się to, kiedy jechałem na warsztaty
"Uważność i psychoterapia". Spieszyłem się, bo byłem spóźniony. Nagle
zauważyłem, że jadę w złym kierunku na Massachusetts Turnpike. "Mass
Pike", jak ją nazywamy, jest płatną autostradą, na której zjazdy, kiedy
przegapisz ten właściwy, są oddalone od siebie o 150 kilometrów. Jadąc w złym kierunku, miałem mnóstwo czasu, żeby zastanawiać się nad tym, kto
prowadził mój samochód. Nie pamiętałem, żebym podjął decyzję o jeździe
na zachód zamiast na wschód. Mogłem sobie tylko przypomnieć, co
widziałem z samochodu, kiedy wjechałem na prawy pas zamiast na lewy.
Kiedy podjąłem decyzję, żeby jechać na zachód? Mój umysł przygotowywał
się do prezentacji, a moje ciało prowadziło samochód -?na autopilocie.
Mógłbym mnożyć przykłady codziennej nieuważności. Czy zauważyłeś, że
kiedy jesteś w restauracji, rozmowa często dotyczy miejsc, w których
jadłeś kiedyś lub w których będziesz jadł? Siedzicie z przyjaciółmi lub
z rodziną pogrążeni we wspomnieniach o przeszłych posiłkach lub w fantazjach dotyczących przyszłych posiłków, tylko od czasu do czasu
smakując jedzenie, które właśnie macie na talerzu. Zdarza ci się w pracy
fantazjować o wakacjach po to, żeby martwić się zaległą robotą, kiedy
jesteś na wakacjach?
Możesz zaobserwować przykłady codziennej nieuważności nawet w chwili
obecnej. Kiedy czytasz tę książkę, dokąd zawędrował twój umysł? Czy
pojawiły się w nim myśli, takie jak: "Ciekawe, czy ta książka okaże się
użyteczna", "Mam nadzieję, że będę dobry w tej całej uważności" albo
"Mam nadzieję, że ten rozdział nie będzie taki dołujący jak poprzedni".
Być może odłożyłeś książkę i myślisz o tym, co będziesz robić później,
albo o tym, co zdarzyło się dziś rano. Każda z tych myśli może cię
odciągnąć od doświadczenia czytania tych słów tu i teraz. Sam fakt
czytania tych słów odciągnął cię od świadomości pozycji własnego ciała,
odczuwanej temperatury, świadomości pory dnia, dokuczającego ci głodu
lub pragnienia.
Bycie uważnym oznacza obserwowanie, dokąd udaje się twój umysł minuta po
minucie. Zauważysz, jak twoje myśli na wiele różnych sposobów się
rozpraszają. Większość z nas żyje w nawyku nieuwagi, czujemy się w nim
jak ryba w wodzie i nawet nie zauważamy, że nasze myśli oddalają się od
chwili obecnej, bo robią to cały czas. Możesz sam sprawdzić, kiedy
jesteś najbardziej nieuważny, wypełniając spis nieuważnych chwil
znajdujący się niżej. Jeśli należysz do większości, prawdopodobnie
zauważysz, że przez gros czasu o twoim umyśle można powiedzieć wszystko,
tylko nie to, że jest świadomy obecnego doświadczenia i że akceptuje to
doświadczenie.
Co jest najważniejsze
Dominacja codziennej nieuważności jest szczególnie uderzająca, jeśli
pomyślisz o tym, co dla ciebie jest najważniejsze. Spróbuj zrobić
ćwiczenie zatytułowane "Co jest najważniejsze".
CO JEST NAJWAŻNIEJSZE
Przez kilka sekund zastanów się i przypomnij sobie naprawdę ważne dla
ciebie chwile. Być może są to momenty z ukochaną osobą lub niezwykłe
przeżycia na łonie natury. Mogą to być momenty, kiedy trzymałeś w objęciach dziecko, wspinałeś się w górach lub pomagałeś przyjacielowi w potrzebie. Zapisz, co się wtedy działo.
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
__________ __________ __________
__________ __________
Teraz przypomnij sobie, gdzie był twój umysł w tych ważnych dla ciebie
chwilach. Czy wspominałeś przeszłość lub wyobrażałeś sobie przyszłość?
Czy też twój umysł skupiał się na doświadczeniu tu i teraz? (Prawidłowa
odpowiedź to: "Skupiał się na doświadczeniu tu i teraz").
Mimo że najważniejsze dla nas doświadczenia wymagają bycia obecnym,
nasze umysły próbują uciec z chwili obecnej -?zwykle chcąc dostać to, co
lubią. Oto najbardziej rozpowszechnione formy nieuważności:
Czy zdarza ci się zmywać naczynia w pośpiechu, żeby jak najszybciej
zrobić sobie herbatę, poczytać książkę, obejrzeć telewizję?
Czy czasami w pracy wpatrujesz się nerwowo w zegar, próbując siłą woli
przyspieszyć bieg wskazówek?
Czy twój umysł czasem, kiedy jedziesz samochodem, marudzi jak dziecko,
ciągle pytając, kiedy wreszcie dojedziesz na miejsce?
Jeżeli uczciwie się zastanowisz, zauważysz, że często się spieszysz, w rzeczywistości próbując pozbyć się obecnego doświadczenia, żeby móc
zająć się czymś przyjemniejszym. Jest to skutek działania znanej ci już
zasady przyjemności rządzącej ludzkim życiem. Nieustanne dążenie do
przyjemności i unikanie przykrości powoduje, że się potykasz, biegnąc ku
temu, co w twoim wyobrażeniu będzie lepszym jutrem. W dziwny sposób
powoduje to, że spieszysz się ku własnej śmierci, bezpowrotnie tracąc
momenty, kiedy jesteś żywy.
Inna forma nieuważności, również spowodowana poszukiwaniem przyjemności,
prowadzi do tego, że życie przechodzi ci koło nosa, bo tak bardzo się
starasz, żeby przebiegało zgodnie z twoim planem.
Susie zawsze z niecierpliwością oczekiwała Bożego Narodzenia. Był to dla
niej magiczny czas, kiedy wszyscy są razem. Chciała, żeby święta były
perfekcyjne. Zaczynała przygotowania zaraz po Święcie Dziękczynienia -
kupując prezenty, dekorując dom, planując menu. Ale kiedy nadeszły
tegoroczne święta, Susie stała się nerwowa. Dom jeszcze nie był całkiem
gotowy, a ona nie miała pięknego prezentu dla córki. Gdy wszyscy
przyjechali, była rozkojarzona. Chciała się cieszyć towarzystwem
rodziny, ale nie mogła -?cały czas myślała o tym, co jeszcze ma do
zrobienia i co jeszcze nie jest gotowe. Ciągle biegała między kuchnią a salonem, nie mogła ani chwili usiedzieć spokojnie. Kiedy święta się
skończyły i goście wyjechali, Susie została z uczuciem dziwnej pustki.
Tak bardzo się starała, żeby wszystko było perfekcyjne, że nie była z bliskimi naprawdę.
Każdy z nas ma podobne doświadczenia. Może nam się to przydarzyć, kiedy
organizujemy przyjęcie, przygotowujemy posiłek, wygłaszamy przemówienie
lub idziemy z dzieckiem do zoo. Parafrazując Woltera, mogę stwierdzić,
że lepsze jest wrogiem dobrego.
Kiedy zaczynałem praktykę, starszy superwizor powiedział mi, że ludzie
pod koniec życia rzadko myślą: "Cholera, powinienem spędzać więcej czasu
w biurze!". Bardzo niewielu żałuje, że nie osiągnęło więcej, nie
dorobiło się większego majątku czy nie miało większej władzy. Żałują
raczej, że nie poświęcali więcej czasu ważnym dla nich związkom i że nie
byli bardziej obecni w codziennym, normalnym życiu. Możemy to zauważyć,
nawet kiedy nie myślimy, że za chwilę dopadnie nas śmierć. Gdy dzieci
opuszczają dom lub umiera ktoś kochany, kto z nas nie żałował
bezpowrotnie utraconych chwil?
Alternatywą dla nieuważności jest świadome doświadczanie tego, co zdarza
się w chwili obecnej: skupienie na tym, co robimy, zamiast używania
automatycznego pilota; radość z chwili obecnej, a nie czekanie, żeby już
się skończyła. Oznacza to doświadczanie trzymania bajgla, kiedy go
kroimy. Oznacza to bycie świadomym naszych myśli i naszego ciała, kiedy
prowadzimy samochód, i zauważenie, czy jedziemy na zachód czy na wschód.
Oznacza to smakowanie jedzenia, kiedy jemy, oraz poświęcanie uwagi
przyjaciołom i ukochanym, kiedy jesteśmy z nimi. Oznacza to, że zwracasz
uwagę na ustawienie rąk trzymających tę książkę, masz świadomość swojego
ciała w przestrzeni i obserwujesz, jak twój umysł reaguje na czytane
słowa. Moja koleżanka Metta McGarvey ujmuje to tak: "Uważność to
jednozadaniowość".
Początki uważności
"Uważność" w znaczeniu używanym obecnie w zachodniej psychologii
pochodzi z nauki buddyjskiej sprzed dwóch i pół tysiąca lat. Metody jej
kultywowania wypracowało wiele kultur. Setki tych metod nieprzerwanie
opisywano i doskonalono przez dwadzieścia pięć wieków tradycji
buddyjskiej. Nie oznacza to, że aby korzystać z tych praktyk, musisz
zostać buddystą. Po prostu będziesz wykorzystywać szczegółowe instrukcje
wypracowane w tej tradycji do uprawiania praktyki uważności, będziesz
korzystać z opisów i wniosków, które z niej płyną, oraz zastosujesz je
do swojego życia bez względu na swoją wiarę.
Wróćmy do legendy o Buddzie. Książę był przygnębiony nieuchronnością
starości, chorób i śmierci. Jego łatwe i przyjemne życie nie dawało mu
już satysfakcji, kiedy zdobył świadomość istnienia perspektywy takiej
samej dla każdego człowieka. Zdecydował się opuścić pałac i poszukać
innej drogi do radości.
Przez pięć lub sześć lat praktykował ścisłą ascezę, głodząc się prawie
na śmierć. Mimo że doszedł do perfekcji we wszelkiego rodzaju praktykach
duchowych, nie znalazł w nich ukojenia, a wewnętrzne konflikty i pragnienia nadal w nim żyły. Pewnego dnia był tak słaby, że prawie
utonął. Zdał sobie wtedy sprawę z tego, że jest na złej drodze.
Zdecydował się zacząć normalnie jeść, aby odżywiać ciało i umysł.
Postanowił siedzieć pod drzewem i medytować dopóty, dopóki nie wymyśli
sposobu, jak poradzić sobie ze swoim (i wszystkich ludzi) bólem
egzystencjalnym. Mówi się, że po czterdziestu dziewięciu dniach i nocach
nastąpiło przebudzenie. Znalazł sposób, jak zmniejszyć ten ból.
Przebudzenie przyszło dzięki uważnej obserwacji pracy własnego umysłu i znoszeniu całego mnóstwa zarówno przyjemnych, jak i nieprzyjemnych
stanów emocjonalnych. Budda oddawał się swego rodzaju praktyce
uważności, którą będziemy się tutaj zajmować i która, jak się okazuje,
jest bardzo użyteczna w pracy nad mnóstwem współczesnych problemów
psychicznych.
Czym dokładnie zajmował się książę, siedząc pod drzewem? Mówi się, że
"uważność" to tłumaczenie z języka p?li (w tym języku spisano nauki
Buddy i dotyczące go opowieści) słowa sati, które oznacza
"świadomość", "uwaga", "pamiętanie". Słowa "świadomość" i "uwaga" użyte
są w znaczeniu bliskim współczesnemu: chodzi o to, żeby wiedzieć, że coś
się wydarza, i poświęcać temu uwagę. "Pamiętanie" nie jest jednak użyte
we współczesnym znaczeniu wspominania wydarzeń z przeszłości, odnosi się
do ciągłego pamiętania o tym, aby być świadomym i poświęcać uwagę temu,
co się dzieje tu i teraz.
Miałem przywilej uczestniczyć w wykładzie wygłoszonym przez Johna
Donne'a, naukowca z Uniwersytetu Emory, który zajmuje się tekstami w języku p?li. Zauważył on, że współczesne rozumienie terminu "uważność"
na Zachodzie wykracza daleko poza świadomość, uwagę i pamiętanie. Podał
przykład snajpera, który z dachu budynku mierzy do niewinnej ofiary. Ten
snajper będzie cały czas bardzo świadomy tego, co się dzieje, będzie
skupiał na tym uwagę i będzie pamiętał o tym, żeby cały czas obserwować
swoją ofiarę. Ten rodzaj uważności jest zapewne przydatny w zadaniach
takich jak strzelanie do ludzi z dużej odległości, ale nie pomoże w radzeniu sobie z normalnymi życiowymi wyzwaniami.
To, czego brakuje snajperowi, to akceptacja i postawa nieoceniająca.
Dzięki akceptacji i postawie nieoceniającej nasz stosunek do
rzeczywistości nabiera ciepła, staje się przyjazny i cechuje go
współczucie. Dla wielu z nas kultywowanie akceptacji dla każdego naszego
doświadczenia jest najważniejszym i zarazem najtrudniejszym aspektem
praktykowania uważności. Akceptacja pozwala nam otworzyć się na
przyjemność i na ból, przyjąć wygraną i przegraną oraz być pełnym
współczucia w stosunku do siebie i do innych. Dzięki akceptacji powiemy
"tak" tym częściom swojej osobowości, których chcielibyśmy się pozbyć
lub które chcemy ukryć. Jest to sedno uważności w pracy nad strachem,
zamartwianiem się, smutkiem, depresją, bólem fizycznym, uzależnieniami i problemami w związku z drugą osobą. Wszystkie te problemy, jak wkrótce
pokażę, są utrwalane przez naszą odmowę zaakceptowania niektórych myśli,
uczuć i doświadczeń. W końcu to dzięki akceptacji możemy przyjąć zarówno
swoje ciągle zmieniające się życie, jak i swoją nieuniknioną śmierć.
Praktyka uważności
Zauważenie, jak często jesteśmy nieuważni, jak wiele chwil ze swojego
życia chcielibyśmy usunąć i jak wiele bólu sprawiamy sobie i innym przez
to, że nie akceptujemy rzeczywistości, bywa bolesne. Oto dobra
wiadomość: uważności można się nauczyć. Korzyści płynące z jej
kultywowania są nieocenione. Wskazując skuteczny sposób radzenia sobie z naszą ludzką kondycją, może ona mieć ogromny wpływ na jakość naszego
codziennego życia.
Uważność pomaga nam widzieć i akceptować rzeczy takimi, jakie są.
Oznacza to, że możemy pogodzić się z nieuchronnością zmian i niemożnością bycia zawsze wygranym. Zamartwianie się, że coś pójdzie nie
tak, które codziennie wypełnia nasze myśli, traci moc. Łatwiej
zaakceptować uliczny korek, piknik zepsuty przez deszcz, zgubione klucze
i przegapioną wyprzedaż. Nie martwimy się już tak bardzo, że czasem uda
nam się umówić na randkę, a czasami nie, że czasem dostaniemy awans, a czasami nie. Kiedy przestaniemy starać się kontrolować całą
rzeczywistość, w mniejszym stopniu będziemy przeżywać codzienne życiowe
zawirowania, a zarazem będziemy mniej podatni na problemy emocjonalne,
takie jak depresja czy stany lękowe, albo inne stany związane ze
stresem, choćby bóle i bezsenność.
Dzięki uważności uda ci się uwolnić od chorobliwego martwienia się samym
sobą. To, co czyni rzeczywistość tak bolesną, to jej wpływ na ciebie.
Uważność pomaga ci nie przejmować się tak bardzo tym, co zdarza się tej
osobie, którą jesteś. Nabierasz dystansu do zmartwień dotyczących
swojego zdrowia i bogactwa, swojej urody i poczucia własnej wartości.
Przeziębienie, zepsuty samochód, okropna fryzura i obawa, że się właśnie
wygłupiłeś, stają się łatwiejsze do zniesienia. Bycie mniej
zaabsorbowanym tym, co zdarza się właśnie tobie, przynosi ogromną ulgę,
szczególnie że wiesz, iż wszystkich nas spotka taki sam nieunikniony
koniec.
Uważność nie tylko redukuje w ten sposób nasze cierpienie, ale też
sprawia, że doświadczamy całego bogactwa wszystkich chwil swojego życia.
Czujemy zapach róż, smak jedzenia, widzimy zachód słońca i czujemy się
częścią wspólnoty wszystkich ludzi. Nuda znika, kiedy budzimy się i doceniamy złożone bogactwo każdej minuty. Wszystko ożywa, kiedy zamiast
skupiać się na myśleniu o życiu, koncentrujemy się na doświadczaniu
spacerowania, stania, prowadzenia samochodu. Kiedy zrozumiemy, że nie ma
dwóch identycznych chwil, każda stanie się wartościowa i interesująca.
Dzięki uważności stajemy się również mądrzejsi i podejmujemy lepsze
decyzje, gdyż nie koncentrujemy się tylko na ich skutkach dla naszego
dobrostanu, ale mamy przed oczami szerszy obraz. Doceniamy każdy
pojedynczy dzień w swoim życiu i przeżywamy go z godnością. Zauważymy,
że nasz umysł jest jaśniejszy i lepiej działa, kiedy nie jest obciążony
lękiem związanym z tym, co inni o nas pomyślą, ani martwieniem się, czy
uda nam się osiągnąć to, co chcemy. Obserwowanie niczym nieujarzmionej
pracy umysłu i rozwijającej się kreatywności przyniesie nam dużo
radości.
Dowody z laboratorium
Jeśli do tej pory nie mieliście do czynienia z uważnością, wszystko to
będzie wyglądało na zbyt piękne, aby było prawdziwe. Czy zwykła zmiana
nastawienia do codziennego doświadczenia może tak głęboko zmienić życie?
Istnieje ogromna liczba badań naukowych, które potwierdzają ten fakt.
Odnotowują one zmiany w wewnętrznym doświadczaniu świata i w zachowaniu
spowodowane przez praktykowanie uważności. Ostatnie badania pokazały
wpływ praktykowania uważności na funkcjonowanie mózgu i jego struktur,
co wywołało poruszenie wśród naukowców. Badania te dotyczyły tej formy
praktykowania, którą za chwilę się zajmę: formalnej medytacji uważności.
Zmiany w funkcjonowaniu mózgu
Jeden z moich ulubionych przykładów to badania prowadzone na
uniwersytecie w Wisconsin w Laboratorium Badań Neurologii Afektywnej
(Laboratory for Affective Neuroscience). Zacznę od początku. Doktor
Richard Davidson i jego koledzy udowodnili, że mózg ludzi, którzy często
są przygnębieni, wykazuje większą aktywność w prawej części
przedczołowej kory mózgowej (jest to obszar leżący za czołem) niż w lewej części przedczołowej kory mózgowej3. Aktywację prawej
części najczęściej obserwuje się u osób zalęknionych, w depresji lub
nadostrożnych (które nieustannie obserwują otoczenie, spodziewając się
jakiegoś zagrożenia). Mózg ludzi, którzy zwykle są zadowoleni i mają
mniejszą skłonność do negatywnych nastrojów, wykazuje większą aktywność
w lewej części przedczołowej kory mózgowej.
Davidson i jego współpracownicy zebrali dane dotyczące aktywności mózgu
setek ludzi. Uderzające było to, że osoba, która wykazywała największą
ze wszystkich badanych aktywność w lewej części przedczołowej kory
mózgowej, to mnich buddyjski z wieloletnim doświadczeniem w praktyce
uważności i innych formach medytacji. Badania nie ograniczały się do
jednego przypadku. Zaobserwowano znacznie większą aktywność w lewej
przedczołowej korze mózgowej w mózgach mnichów tybetańskich, którzy
mieli za sobą od dziesięciu tysięcy do pięćdziesięciu tysięcy godzin
praktyki medytacyjnej.
Jako naukowiec doktor Davidson musiał również rozważyć możliwość, że
ludzie, którzy z natury używają częściej lewej strony kory mózgowej,
praktykują medytację lub zostają mnichami. W takim wypadku ta aktywność
u badanych nie byłaby spowodowana samą medytacją, ale odwrotnie, byłaby
przyczyną tego, że zaczęli medytować. Aby to sprawdzić, doktor Davidson
i doktor Jon Kabat-Zinn zbadali grupę ludzi wybranych spośród
zestresowanych pracowników firmy zajmującej się biotechnologią. Połowę z nich uczyli medytacji uważności trzy godziny tygodniowo przez osiem
tygodni. Porównali tę grupę z grupą kontrolną złożoną z podobnych
pracowników tej samej firmy, którzy nie uczyli się medytacji. Grupa
medytująca wykazywała większą aktywność w lewej części kory mózgowej niż
grupa, która nie medytowała. Osoby medytujące zauważyły również poprawę
nastroju i większe zaangażowanie we wszelkie swoje
działania4.
Te imponujące wyniki to nie wszystko. Naukowcy dokonali również bardzo
ciekawych odkryć, badając odpowiedź uczestników eksperymentu na
szczepionkę przeciw grypie. Okazało się, że medytujący mieli silniejszą
odpowiedź immunologiczną (wytworzyli więcej pożądanych przeciwciał) niż
niemedytujący. Stopień różnicy odpowiadał stopniowi aktywacji lewej
przedczołowej kory mózgowej. Oznacza to, że nie tylko medytujący czuli
się lepiej dzięki medytacji, ale także że zmiany w ich mózgach były
wymierne, a medytacja wzmocniła ich układ odpornościowy.
Zmiany w strukturze mózgu
Kolejny ekscytujący obszar badań nad medytacją uważności to ten, w którym badane są zmiany w strukturze mózgu. Wielu z nas martwi siwienie
lub wypadanie włosów. Nie jest to wielki problem w porównaniu z tym, że
w miarę upływu lat kora mózgowa staje się cieńsza, a mózg traci szare
komórki. Na szczęście można temu zaradzić dzięki medytacji uważności.
Moja przyjaciółka i koleżanka po fachu, doktor Sara Lazar, prowadzi
badania w Szpitalu Stanowym w Bostonie. Od długiego czasu porównuje
wyniki rezonansu magnetycznego pacjentów, którzy medytują, i tych,
którzy tego nie robią. Jedno z jej doświadczeń wywołało poruszenie w kręgach naukowych. Badała grupę ludzi, którzy medytowali średnio od
dziewięciu lat mniej więcej przez sześć godzin tygodniowo. Następnie
porównała wyniki z grupą kontrolną. Okazało się, że ludzie medytujący
mają grubszą korę mózgową w trzech obszarach: przednim wyspowym,
czuciowym oraz przedczołowym5. Wszystkie te trzy obszary
biorą udział w skupianiu się na oddechu i odbiorze bodźców czuciowych,
na których koncentrują się medytujący. Przedczołowa kora mózgowa
odpowiada też za pamięć roboczą, czyli przechowywanie myśli przez taki
czas, aby można było się nad nimi zastanowić, podejmować decyzje i rozwiązywać problemy. Różnice te były bardziej widoczne u osób
starszych, a stopień grubości kory mózgowej był proporcjonalny do czasu
poświęconego medytacji. Naukowcy są jeszcze w stadium formułowania
wniosków wynikających z tych badań, ale prognozy są obiecujące. Miałem
okazję wziąć udział w tych badaniach jako osoba medytująca. Często myślę
też, że z wiekiem tracę bystrość umysłu, ale teraz myślę, że mogłoby być
gorzej, gdybym nie medytował. Inne badania udowodniły, że osoby
medytujące z wiekiem tracą mniej szarych komórek, co odpowiada mniejszej
utracie koncentracji uwagi, czynnika ważnego w wielu działaniach
umysłowych6.
W kolejnym badaniu doktor Lazar odkryła zmiany w tej części rdzenia
mózgowego, która jest odpowiedzialna za wydzielanie serotoniny,
neuroprzekaźnika regulującego nastrój7. Połączenia nerwowe w tym obszarze zagęszczają się już po ośmiu tygodniach praktykowania
uważności, przy czym najwięcej nowych połączeń obserwuje się u osób,
które praktykowały najwięcej. Te same osoby, odkąd zaczęły praktykować,
zauważyły u siebie zdecydowaną poprawę samopoczucia.
Zmiana myśli i uczuć
Wyniki badań naukowych nad funkcjonowaniem i strukturą mózgu
potwierdzają to, co ludzie medytujący przekazywali przez tysiąclecia -
praktykowanie zdecydowanie zmienia umysł. Praktykujący uważność stają
się też łagodniejsi i bardziej współczujący. Zachodni psychoterapeuci,
włączając do terapii praktykowanie uważności, dokonują podobnych odkryć
dotyczących jej wpływu na uczucia i zachowanie. Jej skutki są zauważalne
i mierzalne. To wyjaśnia, dlaczego praktyka uważności przyciąga tak
wielu terapeutów i dlaczego może ona pomagać w rozwiązywaniu wielu
różnych problemów.
W drugiej części tej książki pokażę, w jaki sposób można wykorzystać
uważność w pracy z depresją, stanami lękowymi, uzależnieniami,
zaburzeniami odżywiania się, a także problemami w związku, chronicznymi
bólami mięśniowymi i bólami układu kostnego oraz wieloma innymi
zaburzeniami związanymi ze stresem.
Wiele problemów czy tylko jeden?
Mimo wzrastającej liczby dowodów na to, że uważność zmienia
funkcjonowanie i strukturę mózgu, trudno sobie wyobrazić, jak może być
ona pomocna w tak wielu różnych problemach. Niewykluczone, że wszystkie
one mają jakiś wspólny element.
Kiedy zaczynałem praktykę psychologa w latach 70., nasz system
diagnozowania był dość prosty. U większości pacjentów stwierdzano jedno
z następujących zaburzeń: stany lękowe, depresję, uzależnienie, a rzadziej choroby umysłowe, takie jak schizofrenia czy osobowość
maniakalno-depresyjna. Było relatywnie mało eksperymentów dowodzących
skuteczności leczenia, więc nasi profesorzy i superwizorzy uczyli nas
technik opartych na swojej własnej praktyce i klinicznych sukcesach albo
porażkach.
W miarę upływu lat badania dotyczące zdrowia psychicznego przeżyły
prawdziwy rozkwit. Opracowano szczegółowy system diagnozowania, dzięki
któremu można wybrać odpowiednią terapię dla każdego pacjenta.
Dostrzeżono także, że czasem pacjent cierpi na kilka różnych zaburzeń.
Badacze zajmujący się systemem diagnozowania zmagają się z problemem,
który stał się powodem walki między dwoma frakcjami. Zwolennicy podziału
uważają, że system nie jest jeszcze doskonały, w związku z czym trzeba
podzielić go na podkategorie, aby lepiej dopasować lekarstwa i terapie.
Ich przeciwnicy, zwolennicy wizji całościowej, sądzą, że zgubiliśmy się
w etykietkach, które nadajemy poszczególnym schorzeniom, i nie widzimy
już wspólnych przyczyn różnych form ludzkiego cierpienia emocjonalnego.
Większość praktykujących klinicystów skłania się do wizji całościowej,
natomiast teoretycy należą raczej do zwolenników podziału.
Według zwolenników wizji całościowej fakt, że różne formy zaburzeń
psychicznych mają wspólną przyczynę, wynika z badań. Przyczyna ta jest
zaskakująco prosta.
Unikanie nawykowe
Zwolennicy wizji całościowej doszli do wniosku, że źródłem większości
form cierpienia psychicznego jest jego unikanie8. To te
sprawy, od których świadomie bądź nieświadomie usiłujemy uciec, są
przyczyną naszych problemów. Nazywają tę tendencję unikaniem nawykowym.
Ten termin określa wszystko, co robimy, aby pozbyć się uczucia
dyskomfortu, blokując je, unikając go, zaprzeczając mu lub uśmierzając
je.
Nie ma nic dziwnego w tym, że mając wybór, większość z nas wybiera
zachowania, dzięki którym poczuje się lepiej, a nie te, które sprawią
nam ból. Jest to sedno zasady dążenia do przyjemności opisanej w rozdziale pierwszym. Problem polega na tym, że większość rzeczy, które
pomagają nam szybko poczuć się lepiej, na dłuższą metę powoduje, że
czujemy się dużo gorzej.
Sposób nurka
Na długo przed ukuciem terminu "unikanie nawykowe" (experiential
avoidance) jeden z moich przyjaciół nazwał takie nastawienie do życia
sposobem nurka. Dawno temu nurek wkładał gruby i niewygodny kombinezon
oraz wielki stalowy kask, żeby ochronić się przed zimną, słoną wodą. My
natomiast próbujemy odgrodzić się od wszystkiego, co mogłoby nas
zaniepokoić. Robimy to na wiele różnych sposobów.
Niegroźne lekarstwa
Większość z nas ma jakieś lekarstwo na dolegliwości psychiczne. Bardzo
popularny jest alkohol. Nawet normalne towarzyskie spożywanie alkoholu
ma na celu odprężenie się i dobrą zabawę. Nie pijemy alkoholu, gdyż nam
smakuje (choć zrobiono sporo, żeby nadać smak temu narkotykowi). Lubimy
skutek jego działania na psychikę, głównie sposób, w jaki zmniejsza on
lęk lub napięcie, poprawia humor, rozpuszcza frustrację i złość.
Łagodniejsze narkotyki, na przykład kofeina, stały się częścią naszego
codziennego życia w takim stopniu, że większość z nas nie uważa ich w ogóle za narkotyki, chyba że nagle im ich zabraknie. Jest też cała masa
legalnie przepisywanych przez lekarzy lub kupowanych nielegalnie
substancji zmieniających świadomość. Te pierwsze reklamuje przemysł
farmaceutyczny, te drugie rozprowadzają dilerzy. Wszystkie mają za
zadanie odciągnąć naszą świadomość od nieprzyjemnych doświadczeń i poprowadzić ją ku przyjemności. Ich działanie polega na blokowaniu
nieprzyjemnych myśli i uczuć.
Zdajemy sobie sprawę, jak niebezpieczne jest przyjmowanie leków na
własną rękę, kiedy przekracza się dozwolone dawki. Lekarstwa mogą
wpływać na nasze funkcjonowanie, wprowadzając do naszego życia bałagan
prowokujący nowe bolesne uczucia, które "leczymy" następną dawką
lekarstw czy narkotyków. Czasem mogą uszkodzić nasze ciało fizycznie,
innym razem przeszkadzają nam w dorastaniu psychicznym. Przyjmując
środki łagodzące zawsze, kiedy doświadczamy trudnych uczuć, nigdy nie
nauczymy się radzić sobie z tymi uczuciami. W rozdziale dziewiątym
przyjrzę się temu, jak uważność może pomóc w pracy z substancjami
uzależniającymi.
Radość oderwania od rzeczywistości
Wiele "leków", których używamy dla poprawy nastroju, nie jest
substancjami chemicznymi. Prawie każdy z nas uzależnia się od jakiejś
czynności, bo pomaga mu oderwać się od nieprzyjemnych myśli lub uczuć.
Amerykański urząd statystyczny gromadzi dane dotyczące nie tylko tego,
co robimy w pracy, ale też tego, co robimy w czasie wolnym9.
Spróbujcie zgadnąć, czym najchętniej zajmują się Amerykanie w czasie
wolnym. Większość z nas odpowie prawidłowo, jeśli pomyśli o własnym
ulubionym sposobie spędzania wolnego czasu. Tak, to oglądanie telewizji.
A teraz spróbujcie zgadnąć, co jest na drugim miejscu. Pewnie wielu z was pomyśli o surfowaniu po internecie -?to tylko część ulubionej
rozrywki numer dwa, którą są zakupy. Mamy szczęście, że żyjemy w kulturze, która gładko przechodzi od jednej naszej ulubionej rozrywki do
drugiej: podczas oglądania telewizji co kilka minut zostajemy hojnie
obdarowani sugestiami, co możemy kupić.
Z czasem wzrasta nasza tolerancja i na leki, i na rozrywki, potrzebujemy
więc coraz większych ich dawek, żeby odczuć efekty. Kiedy byłem młody, w telewizji nadawano program o prawniku, który nazywał się Perry Mason.
Rozwiązywał zawikłane sprawy i odkrywał różne sekrety. Jeśli jesteście
zbyt młodzi, żeby to pamiętać, dla ułatwienia dodam, że tamten program
przypominał trochę program W-11 Wydział Śledczy czy starszy 997.
Różnica polega na tym, że w programie Perry'ego Masona najbardziej
drastyczny, pełen napięcia moment następował wtedy, kiedy widzieliśmy
dłoń trzymającą rewolwer, który nagle wystrzeliwał. Nie było widać
ofiary ani krwi, a akcję oglądaliśmy na małym czarno-białym ekranie.
Jednak w tamtych czasach program uchodził za bardzo wciągający i dostarczał intensywnych przeżyć.
Ponieważ przyzwyczajamy się do poziomu stymulacji i potrzebujemy coraz
więcej bodźców, żeby oderwać się od swoich własnych myśli, Perry Mason
nie przyciąga już naszej uwagi. Teraz, kiedy oglądamy W-11 Wydział
Śledczy, odcinek zatytułowany Odrażające zbrodnie, w którym ćwiartują
dziecko o sarnich oczach, podczas gdy jego rodzeństwo na to patrzy,
myślimy: "O rany, znowu jakiś sadysta znęca się nad dzieckiem, ciekawe,
czy potem będzie coś ciekawszego".
Poszukiwanie wieloaspektowej rozrywki (słuchanie muzyki z iPoda na
spacerze, jedzenie słodyczy podczas oglądania telewizji) ma na celu
zwiększenie ilości docierających do nas bodźców, uniemożliwia nam
zostanie sam na sam z naszymi myślami i uczuciami.
Nie sugeruję, że oglądanie telewizji, słuchanie muzyki z iPoda, zakupy
czy jedzenie są same w sobie złe. Jeśli jednak zaczniemy uważnie
wykonywać te czynności, zauważymy, że przynajmniej czasami uciekamy w nie po to, żeby nie myśleć o czymś nieprzyjemnym.
Czasami niechciane uczucie nazywamy "nudą". W naszej kulturze jest to
popularne słowo na określenie emocji, które trudno nam zidentyfikować.
Wyobraźcie sobie jednak, że siedzicie na plaży, podziwiając zachód
słońca. Czym różni się ta sytuacja od innych momentów bezczynności, w których odczuwacie nudę? Zauważycie, że pod słowem "nuda" często kryje
się niepokój, irytacja, smutek lub inna niechciana emocja. Zajmujemy się
czymś innym, szukamy rozrywki, aby poczuć się lepiej i uciec od tych
ukrytych uczuć.
Uwięzieni w sobie
Unikanie nawykowe powoduje problemy wykraczające poza sięganie po
używki, zbyt częste oglądanie telewizji, kupowanie zbyt wielu rzeczy lub
objadanie się. Odgrywa również znaczącą rolę w rozwoju stanów lękowych,
depresji, chronicznych bólów i innych problemów psychosomatycznych. W przypadku niepokoju lub stanów lękowych unikanie nawykowe ogranicza
nasze życie, ponieważ unikamy tych działań, które, jak sądzimy, mogą
zwiększyć nasz niepokój czy lęk. Nieśmiały młody człowiek, który siedzi
sam w domu, ponieważ się boi, że na imprezie będzie czuł się
niezręcznie, staje się coraz bardziej zalęknionym odludkiem. Kto się boi
latać samolotem, za każdym razem, gdy spędza cały dzień w pociągu, jadąc
na spotkanie, coraz bardziej odzwyczaja się od latania.
Uważność przynosi świetne rezultaty w pracy nad wieloma różnymi
problemami, gdyż u ich źródła leży nawykowe unikanie, na które uważność
stanowi świetne antidotum.
Jednym z aspektów depresji jest poczucie odcięcia od świata, wywołane
przez to, że usiłujemy unikać smutku, złości oraz innych uczuć mogących
nami zawładnąć. Miła i zgodna osoba, która za nic nie wywoła kłótni, w pracy staje się znudzona, a w domu nerwowa po tym, jak współpracownik
źle się do niej odniósł. Macho, który nigdy nie płacze, dostaje wrzodów
żołądka. Chroniczne bóle głowy, pleców i problemy trawienne nasilają
się, kiedy blokujemy nieprzyjemne emocje i ograniczamy swoją aktywność w nadziei, że poczujemy się lepiej. W polityce jesteśmy świadkami
pandemonium wybuchającego, gdy jedna partia porusza temat, którego inna
unika jak ognia.
Unikanie nawykowe jest jak pętla -?im bardziej chcemy się z niej
uwolnić, tym bardziej zaciska się nam wokół szyi. Kto by pomyślał, że
nasze wysiłki, aby złagodzić ból -?które na pierwszy rzut oka wydają się
rozsądne -?tylko pogorszą sytuację? W drugiej części tej książki pokażę,
w jaki sposób unikanie łapie nas w pułapkę i powoduje problemy
psychiczne i fizyczne oraz jak uważność może pomóc skutecznie je
rozwiązać.
Jak prawdziwie doświadczać życia
Kiedy praktykujemy uważność, jesteśmy w tym, co nam się wydarza w danym
momencie, nie próbując ani tego zmienić, ani przed tym uciekać. Zwracamy
uwagę na to, co faktycznie się wydarza, a nie myślimy o tym, co chcemy,
żeby się wydarzyło. Jest to podejście skrajnie różne od tego, które
zwykle stosujemy w niekomfortowej dla nas sytuacji. Zamiast usiłować
pozbyć się nieprzyjemnych doznań i unikać trudnych doświadczeń,
pracujemy nad tym, aby zwiększyć swoją zdolność znoszenia ich.
Zdolność znoszenia trudnych doświadczeń jest bardzo różna. Wyobraź
sobie, że jesteś przeziębiony i nie wysypiasz się od kilku nocy. Budzisz
się półprzytomny, z zapchanym nosem i przygotowujesz się do wyjścia do
szkoły lub do pracy. Pada deszcz, a przed tobą długa droga. Ruszasz się
powoli i już jesteś spóźniony. Przed wyjściem jeszcze posprzeczałeś się
z dzieckiem. Już w samochodzie słyszysz dziwny dźwięk i dociera do
ciebie, że właśnie złapałeś gumę. Znasz to uczucie? "Więcej już nie
zniosę", oto co myślisz.
Teraz wyobraź sobie inny dzień. Jesteś w formie -?dobrze się odżywiasz,
wysypiasz się i masz wystarczająco dużo ruchu. Budzisz się wypoczęty, za
oknem świeci słońce. Przed tobą dosyć lekki dzień w pracy, wszystko
idzie zgodnie z programem. Przed wyjściem z domu miło gawędzisz z rodziną. Kiedy zatrzymujesz się przed skrzyżowaniem, jakiś kierowca
przejeżdża na czerwonym świetle i uderza w twój samochód. Na szczęście
nikomu nic się nie stało. Jesteś przestraszony, ale oddychasz z ulgą, że
to tylko uszkodzony samochód, i bierzesz numer ubezpieczenia od sprawcy
wypadku. Samochód jest sprawny, więc zamierzasz zadzwonić do
ubezpieczalni po południu.
Zwykle, aby poczuć się lepiej, staramy się zmniejszyć nasilenie
bolesnego doświadczenia. Tymczasem w praktyce uważności pracujemy nad
tym, aby zwiększyć naszą zdolność znoszenia takich doświadczeń.
Co się wydarzyło w tych dwóch przykładowych sytuacjach? W pierwszej
problem (pęknięta opona) był stosunkowo niewielki, ale twoja odporność
na przeciwności losu była bardzo niska, więc sytuacja cię przytłoczyła.
W drugiej problem był dużo poważniejszy (stłuczka), ale twoja odporność
na problemy była znacznie większa, w związku z czym nie dałeś się mu
zdominować. Te przykłady pokazują, że o naszym dobrym lub złym
samopoczuciu decyduje zdolność znoszenia przeciwności losu oraz
intensywność doświadczenia.
Praktyka uważności zakłada zmianę naszego stosunku do trudnych
doświadczeń: zamiast od nich uciekać, zbliżamy się do nich. Z czasem
łatwiej będziemy je znosić i potrzeba będzie większego ich
nagromadzenia, żebyśmy poczuli się przytłoczeni. Ta zasada będzie nam
towarzyszyć w praktykowaniu uważności, dzięki niej poradzimy sobie ze
wszystkim, co przynosi nam życie.
Brzmi nieźle, prawda? Podpisujesz kontrakt? Jest kilka sposobów, aby
rozpocząć praktykę.
Różne rodzaje praktyki uważności
Znasz ten stary kawał, w którym turysta gubi się na Manhattanie?
Denerwuje się coraz bardziej, bo jest spóźniony na koncert. W końcu
zauważa policjanta, pędzi więc do niego i zziajany pyta: "Przepraszam,
nie wie pan, jak się dostać do Carnegie Hall?". Policjant z namysłem
przygląda się turyście. Mijają sekundy, turysta ze zdenerwowania nie
może ustać w miejscu. W końcu policjant patrzy mu głęboko w oczy i mówi:
"Ćwiczyć, ćwiczyć".
Istnieje wiele sposobów praktykowania świadomości obecnych doświadczeń
oraz ich akceptowania. Tak samo jak każda inna umiejętność, wszystkie
wymagają powtarzania i ćwiczenia. Potraktuj uważność jak sport -?im
więcej regularnych ćwiczeń, tym bardziej jesteś w formie; im częściej
świadomie poświęcasz się praktyce uważności, tym bardziej stajesz się
uważny. Jeśli chcesz poprawić stan układu sercowego-naczyniowego, możesz
zacząć od zwiększania codziennej dawki ruchu bez prowadzenia formalnych
treningów, na przykład wchodząc po schodach i nie korzystając z windy
albo jeżdżąc do pracy rowerem zamiast samochodem. Jeśli chcesz być
jeszcze bardziej wysportowany, możesz rozpocząć regularne treningi na
siłowni lub w klubie fitness. Jeśli zaś naprawdę ci zależy na szybkiej
poprawie kondycji, możesz wybrać się na wędrówkę górską, wyprawę
rowerową albo inny rodzaj sportowych wakacji. Takie same sposoby
dostępne są w praktykowaniu uważności: włączanie uważności w codzienne
zajęcia, formalna praktyka uważności i odosobnienie medytacyjne.
Uważność w codziennych zajęciach
Polega na przypominaniu sobie w ciągu całego dnia o tym, żeby całkowicie
poświęcać uwagę temu, co dzieje się w danym momencie. Taka praktyka to
skupienie się na wszystkich doznaniach związanych z chodzeniem, kiedy
chodzimy, z jedzeniem, kiedy jemy, z patrzeniem na drzewa, kiedy je
mijamy.
Wietnamski mistrz zen Thich Nhat Hanh proponuje kilka nieformalnych
technik służących rozwijaniu uważności. Wszystkie mają na celu
przeciwdziałanie naszej naturalnej tendencji do wykonywania kilku
czynności jednocześnie i do automatycznego działania. Na przykład, kiedy
dzwoni twój telefon, spróbuj wsłuchać się w kilka pierwszych dźwięków
tak, jakby to była muzyka grana na jakimś instrumencie. Gdy tylne
światła samochodu jadącego przed tobą zmuszają cię, żebyś zwolnił,
spróbuj podelektować się pięknym nasyceniem czerwieni tak, jakby to był
zachód słońca. Kiedy zmywasz naczynia, zwróć uwagę na dotyk piany na
dłoniach, kolor i konsystencję resztek jedzenia, połysk czystych
talerzy. Istnieje niezliczenie wiele okazji do praktykowania uważności w życiu codziennym. W każdej chwili, której nie musisz poświęcać na
myślenie lub planowanie, możesz zwracać uwagę na to, co dzieje się w twojej świadomości zmysłowej.
Formalna praktyka uważności
Formalne praktykowanie uważności wymaga przeznaczenia czasu na
gimnastykę umysłową. Poświęcasz określony czas, najlepiej codziennie, na
siedzenie i medytowanie. Ten rodzaj praktyki był poddany naukowym
studiom.
W odróżnieniu od praktyki nieformalnej, kiedy zajmujesz się na przykład
spacerowaniem, jazdą samochodem lub zmywaniem naczyń, w trakcie
formalnej praktyki całkowicie poświęcasz określony czas na ćwiczenie
uważności. Możesz wybierać spośród wielu rodzajów medytacji. Większość z nich polega na tym, że na początku wybierasz jakiś obiekt, na przykład
oddech lub inne odczucie zmysłowe, i koncentrujesz się na nim za każdym
razem, kiedy twoje myśli zaczynają wędrować. Dzięki temu rozwijasz w sobie taki stopień koncentracji, który umożliwia ci skupienie się na
wybranym przedmiocie. Kiedy nauczysz się już koncentracji, medytacja
uważności polega na skierowaniu umysłu na to, co obecnie najbardziej
zaprząta świadomość. Zwykle jest to fizyczny aspekt uczuć, czyli to, jak
są one odczuwane w ciele. Przedmiotem uwagi mogą być doznania fizyczne
(swędzenie, ból) albo doznania emocjonalne w tej formie, w jakiej
pojawiają się w ciele (duszność w klatce piersiowej, kiedy odczuwamy
złość, gula w gardle, kiedy ze smutku chce nam się płakać). Może to być
także jakiś dźwięk. Niezależnie od tego, na czym się koncentrujesz,
ćwiczysz bycie świadomym swojego obecnego doświadczenia i akceptowanie
go. Istnieją cztery pozycje ciała, w których praktykuje się formalną
medytację uważności: siedzenie, stanie, leżenie i chodzenie. Każda
przynosi trochę inne efekty. Pokrewne formy medytacji mają na celu
rozwijanie cech psychicznych, które wspierają praktykę uważności. Są to
między innymi empatia i współczucie.
Odosobnienie medytacyjne
Odosobnienie medytacyjne to czas całkowicie poświęcony kultywowaniu
uważności. To coś w rodzaju wakacji, spa dla umysłu. Istnieje wiele
różnych rodzajów odosobnień medytacyjnych. Większość z nich polega na
dłuższych okresach praktyki, na przemian medytacji siedzącej, w marszu,
podczas jedzenia i innych aktywności. Zwykle prowadzone są one w ciszy,
mało jest interakcji między uczestnikami, natomiast w wyznaczonym czasie
prowadzi się krótkie rozmowy z nauczycielem. Wszystkie codzienne
czynności: wstawanie, poranny prysznic, mycie zębów, spożywanie posiłków
i zajęcia gospodarskie, odbywają się w ciszy, są okazjami do
praktykowania uważności. Jeden z uczestników pierwsze dni odosobnienia
opisał w ten sposób: "To jak być uwięzionym w budce telefonicznej z wariatem". Odkrywamy, jak trudno być po prostu obecnym. Na początku
zwykle umysł jest nadaktywny i niespokojny. Cały czas zastanawia się,
jak sobie radzimy, jak wypadamy na tle innych uczestników odosobnienia
(z którymi nigdy nie rozmawiamy), i zamartwia się. Umysł zapełnia się
wspomnieniami dotyczącymi nierozwiązanych konfliktów emocjonalnych lub
rozbudowanymi fantazjami na temat życia w przyszłości. W czasie
odosobnienia widzimy bardzo jasno, jak nasze myśli powodują cierpienie,
mimo że jesteśmy w miejscu, w którym wszystkie nasze potrzeby są
zaspokojone. Większość ludzi uważa, że nawet jedno (tygodniowe lub
dłuższe) intensywne odosobnienie poświęcone praktyce uważności zmienia
życie na zawsze. Uzyskany wówczas sposób działania naszego umysłu
pozostaje z nami przez całe życie.
Jak zacząć?
Jakie reakcje obserwujecie u siebie podczas czytania o różnych formach
praktyki? Czy pomyśleliście: "Mogę spróbować włączyć uważność do
codziennego życia, ale inne sposoby są nie dla mnie"? Albo: "Od lat chcę
regularnie medytować, teraz w końcu się do tego wezmę"? A może: "Moje
życie jest stresujące i chaotyczne, przydałoby mi się odosobnienie"?
Każdy z nas jest inny. Niektórzy mają życie tak wypełnione, że na samą
myśl o dodaniu jeszcze jednego zadania robi im się niedobrze. Inni są
tak zmęczeni nieustanną gonitwą myśli, że nie mogą się doczekać, aby
zacząć regularną praktykę.
Twoje podejście będzie zależało po części od powodów twojego
zainteresowania praktyką uważności. Jeśli jesteś zestresowany lub
cierpisz na różne dolegliwości psychosomatyczne spowodowane stresem,
takie jak bóle głowy, ból żołądka lub chroniczne bóle mięśniowe,
będziesz mieć wystarczającą motywację do rozpoczęcia regularnej praktyki
medytacyjnej, która pozwoli ci zwolnić tempo życia od zaraz. Jeśli
zbytnio się zamartwiasz, żyjesz w napięciu lub lęku, przytłoczony
smutkiem lub depresją, prawdopodobnie będziesz chciał poświęcić więcej
czasu na regularną praktykę uważności. Jeśli zaś czujesz się dosyć
dobrze, nie masz zbyt wiele wolnego czasu, ale chcesz być bardziej
obecny we własnym życiu, zdecydujesz się na lżejszą formę praktykowania
uważności włączonej w rytm codziennych zajęć. A jeśli akurat teraz
zajmujesz się własnym rozwojem psychicznym czy duchowym, być może jesteś
gotowy na intensywną praktykę w odosobnieniu.
W uważności piękne jest to, że można ją praktykować z taką
intensywnością, jaka nam odpowiada. Większość ludzi uważa jednak, że
przynajmniej krótka regularna praktyka jest potrzebna, żeby zrozumieć,
czym właściwie jest uważność. Każdy może skorzystać z większej obecności
we własnym życiu dzięki praktykowaniu uważności w codziennych
czynnościach, lecz regularna praktyka pozwoli zobaczyć wyraźniej, w jaki
sposób myśli naturalnie ulegają rozproszeniu i jakie to uczucie być
naprawdę obecnym. To, jaki rodzaj praktyki wybierzesz, zależy od ciebie
i prawdopodobnie zmieni się z upływem czasu.
Kiedy już zaczniesz, zauważysz, że każdy rodzaj praktyki wzmacnia
pozostałe. Jeśli poświęcisz czas na regularną medytację, zobaczysz, że
łatwiej jest praktykować uważność nieformalną, ponieważ skupienie uwagi
przyjdzie ci z większą łatwością. To tak jak ze sportem -?jeśli
regularnie kilka razy w tygodniu ćwiczysz na siłowni, łatwiej ci wejść
po schodach. Jeżeli w ciągu dnia ćwiczysz uważność, wykonując inne
zajęcia, łatwiej ci będzie wieczorem usiąść do medytacji.
Większość ludzi, którzy zaczynają praktykować uważność, wybiera
połączenie regularnej formalnej medytacji z codzienną praktyką
nieformalną. Od ciebie zależy, jak często i jak długo będziesz
medytować. Badania naukowe i doświadczenie praktykujących mówią, że
efekty praktyki zależą od jej dawki -?im więcej czasu na nią poświęcasz,
tym głębsze są skutki. Ważna jest też regularność. Uważność jest jak
gimnastyka: ćwiczenie kilka razy w tygodniu daje wymierne, kumulujące
się efekty. Dla jednej osoby może to być 20 minut, dla innej 35 lub 40.
Powtórzę jeszcze raz: jeśli w tej chwili nie masz wystarczająco czasu
lub silnej motywacji, wystarczy, że zaczniesz każdy dzień z postanowieniem bycia obecnym we wszystkim, co robisz.
Regularna medytacja i praktyka nieformalna wzmacniają nawzajem swoje
skutki, a odosobnienie wzmacnia skutki ich obu. Oczywiście, większość
ludzi nie zdecyduje się na odosobnienie, dopóki nie odkryje
dobroczynnych skutków medytacji jako takiej. Kiedy jednak doświadczysz
już na własnej skórze dobrodziejstw uważności w codziennym życiu,
odosobnienie może pogłębić i wzmocnić twoją praktykę.
W następnych dwóch rozdziałach znajdziesz wiele ćwiczeń przeznaczonych
do formalnej i nieformalnej praktyki dla początkujących. W drugiej
części tej książki nauczysz się, jak łączyć je z innymi ćwiczeniami i używać ich do rozwiązywania konkretnych problemów. Praktyka uważności
może pomóc każdemu lepiej radzić sobie z nieuniknionymi wyzwaniami,
jakie niesie życie. Jeśli jednak gnębią cię konkretne problemy:
niemijająca chandra, ataki nerwowe, bóle głowy, kłopoty trawienne, ból
pleców, nieudane związki albo tajemnicza siła, która przyciąga cię do
lodówki o różnych porach dnia i nocy, znajdziesz sposoby, jak pokierować
praktyką uważności, aby je rozwiązać.
Znajdziesz sposoby, jak poradzić sobie z głęboko zakorzenionymi
problemami, a także takie, które zadziałają jak koło ratunkowe w momencie, kiedy dopadnie cię niepokój rozsadzający głowę, fala depresji,
która cię nieoczekiwanie znokautuje, niepowstrzymana chęć wrzeszczenia
na dziecko, wypicia kilku drinków lub zjedzenia porcji słodkości.
Poznasz ćwiczenia bardzo użyteczne, gdy jesteś zmęczony lub
przytłoczony, kiedy zalewają cię krytyczne myśli albo męczą bóle oraz
choroby, a także inne, które pomagają dokonywać właściwych wyborów.
Kiedy zrozumiesz lepiej, na czym polega uważność, będziesz mógł sam
zdecydować, w jakich wypadkach używać konkretnych ćwiczeń i jak je
zmieniać, aby odpowiadały twoim potrzebom.
Rozwianie wątpliwości. Czym uważność nie jest
Miałem zaszczyt przez wiele lat zaznajamiać z uważnością pacjentów,
kolegów psychologów i mnóstwo innych ludzi. Być może dlatego, że
praktyka ta ma korzenie na Wschodzie i jest kojarzona z różnego rodzaju
egzotycznymi wyobrażeniami, istnieje mnóstwo błędnych teorii z nią
związanych. Przez te mylne pojęcia ludzie są skonfundowani, zastanawiają
się, czy praktykują we właściwy sposób, lub trudno im przyjąć praktykę
uważności. Wyjaśnię te wątpliwości, żebyś od razu mógł zacząć we
właściwy sposób.
Bez pustego umysłu
Jon Kabat-Zinn, który poczynił milowe kroki, przedstawiając praktykę
uważności na Zachodzie, opowiada następującą historię. Jeden z uczestników jego warsztatów przyniósł mu komiks z Bazooka Joe (jeden z tych minikomiksów dołączanych do gumy do żucia). Na obrazku Joe siedzi w pozycji lotosu i mówi do przyjaciela, Morta: "Odkąd zacząłem medytować,
mój umysł stał się kompletnie pusty". Mort odpowiada: "Dziwne, myślałem,
że już się taki urodziłeś". Faktycznie, wiele rodzajów medytacji zakłada
opróżnienie umysłu z myśli, jednak nie jest to celem uważności. Nie jest
też jej celem ogłupienie nas ani pozbawienie umiejętności analitycznych.
Praktyka uważności polega na obserwowaniu, co nasz umysł robi przez cały
czas, także na byciu świadomym tego, że myślimy, kiedy myślimy. Zamiast
pozbywać się myśli, nabieramy do nich dystansu, zauważamy, że myśli są
po prostu myślami, a nie odbiciem zewnętrznej rzeczywistości. Dzięki
uważności nie podążamy za myślami, które są irracjonalne czy nam nie
pomagają, rozumiemy też, że celowe unikanie lub blokowanie tych myśli
powoduje, że powracają ze zdwojoną siłą. Zdajemy sobie sprawę z tego, że
próby powstrzymania myśli są jak wstrząsanie szklanką z osadem na dnie,
gdy chcemy się napić czystej wody.
Praktyka uważności pomaga nam jasno widzieć nasze myśli.
Bez pozbywania się emocji
Wiele osób wyobraża sobie, że uważność uwolni je od bolesnych emocji.
Szczególnie kiedy zamartwiamy się czymś, perspektywa uodpornienia się na
emocje jest kusząca. W rzeczywistości uważność przynosi odwrotne efekty.
Ponieważ ćwiczysz bycie świadomym wszystkiego, co dzieje się w umyśle w każdej chwili, widzisz swoje emocje jeszcze wyraźniej. Stajesz się
bardziej wrażliwy, choć to pewne uogólnienie.
Praktyka uważności umożliwia pełniejsze i silniejsze przeżywanie
wszystkich dostępnych nam emocji.
Wszyscy regularnie uruchamiamy wyuczone mechanizmy obronne. Mogą one
mieć różną postać: budowania muskułów, żeby pozbyć się poczucia
niższości, tłumaczenia czyjegoś nieetycznego zachowania, które nas
uraziło, oderwania się od rzeczywistości przez oglądanie telewizji,
jedzenia "na pocieszenie".
Praktyka uważności uświadamia nam, że wszystkie nasze starania zmierzają
do tego, abyśmy czuli się lepiej. W rezultacie zdajemy sobie sprawę z tego, jakie uczucia kryją się za tymi mechanizmami obronnymi.
Bez wycofywania się z życia
Ponieważ medytacja była uprawiana i rozwijana przez mnichów, mniszki i pustelników, ludzie często myślą, że zakłada ona wycofanie się z pełnego, bogatego w relacje życia. Z pewnością odniesiesz wiele korzyści
z uczestniczenia w odosobnieniu medytacyjnym lub przyłączenia się do
zakonu, jednak nawet medytowanie w tych okolicznościach nie jest
wycofywaniem się. Odwrotnie, głębiej przeżywasz zmienne koleje losu, bo
poświęcasz im więcej uwagi i wkładasz w to większy wysiłek.
Praktyka uważności dostraja nas do innych, dzięki czemu mocniej
odczuwamy więzi łączące nas ze wszystkimi.
Podczas odosobnienia medytacyjnego wiele osób zauważa, że mają głowę
pełną myśli o innych ludziach.
Podczas dnia ciszy, nie wchodząc z nikim w kontakt wzrokowy, myślisz:
"Ależ ona ślicznie wygląda, kiedy nakłada sobie muesli", "Czy on myśli,
że jest tutaj sam? Nie mogę uwierzyć, że nałożył sobie aż pięć śliwek!".
Nawet kiedy jesteś daleko od swojego normalnego życia, dzięki uważności
widzisz, że twój umysł jest całkowicie dostrojony do świata relacji
międzyludzkich.
Nie szukając wiecznej szczęśliwości
Co za rozczarowanie! Obraz mistrza duchowego, który błogo się uśmiecha,
zamiast zmagać się z rzeczywistością, bardzo przemawia do wyobraźni.
Kiedy zaczynasz praktykę uważności, zwykle denerwujesz się tym, jak
bardzo twoje myśli wędrują. Potem denerwujesz się tym, że się
denerwujesz.
Dzięki praktyce uważności akceptujemy wszystkie swoje doświadczenia,
zamiast kurczowo trzymać się tylko tych przyjemnych.
Praktykujący często narzekają, rozmawiając z nauczycielem: "Wydaje się,
że wszyscy inni są spokojni w trakcie medytacji. Dlaczego mnie sprawia
to tak wiele kłopotów?". Od czasu do czasu pojawiają się chwile
przyjemne, nawet pełne szczęścia, jednak praktykując uważność, pracujesz
nad tym, żeby pozwolić im pojawiać się i odejść, nie czepiając się
kurczowo błogich stanów ani nie odrzucając nieprzyjemnych. Ważne jest,
żeby nie traktować momentów irytacji, frustracji i niepokoju jako
porażki. Oczywiście, jak w całej praktyce uważności, i tu łatwiej jest
to powiedzieć, niż zrobić.
Bez uciekania od bólu
To brzmi jeszcze gorzej. Może lepiej zwrócić tę książkę i kupić w zamian
coś bardziej optymistycznego? Zamiast uciekać od bólu, dzięki praktyce
uważności zwiększasz swoją zdolność znoszenia go. Praktyka zakłada
celowe powstrzymywanie się od robienia wszystkiego, co zwykle robisz,
żeby zmniejszyć ból. Na przykład kiedy medytujesz i zaczyna cię coś
swędzieć, typowym zachowaniem będzie obserwowanie swędzenia i zauważenie
wszystkich impulsów, które się pojawią (na przykład niepohamowanej chęci
podrapania się), ale niepoddawanie im się. W zasadzie więc odczuwasz ból
i niewygodę bardziej niż zwykle. Jak przekonasz się później, to
nastawienie wychodzi poza swędzenie i ból fizyczny, obejmuje także ból
emocjonalny. Kiedy ćwiczysz bycie w tych nieprzyjemnych doświadczeniach,
twoja zdolność znoszenia ich cały czas się zwiększa.
Dzięki praktyce uważności akceptujemy ból, co zwykle zmniejsza
cierpienie.
Zauważasz też, że bolesne odczucia nie są cierpieniem, które często im
towarzyszy. Zdajesz sobie sprawę z tego, że cierpienie wypływa z twoich
reakcji na ból (wrócę jeszcze do tego tematu). Ćwicząc akceptowanie bólu
zamiast opierania się mu, protestowania przeciw niemu lub unikania go,
zmniejszasz cierpienie.
Bez nawracania na nową religię
Problem ten często się pojawia, kiedy ktoś rozważa praktykowanie
uważności: czy nie jest to w jakimś stopniu sprzeczne z jego religią? W końcu wiele praktyk uważności pochodzi choćby z buddyzmu. Wrócę do
legendy o Buddzie, żeby wyjaśnić ten problem.
Kiedy książę przebudził się po czterdziestu dziewięciu dniach i nocach
medytacji, zaczął nauczać tego, co odkrył. Spotykający go ludzie
zauważali, że jest niezwykły -?szczęśliwszy i mniej przejmujący się sobą
niż inni. Zadawali mu pytania zgodne z duchem czasów, w których żyli:
"Czy jesteś bogiem?", "Czy jesteś duchem?". Książę odpowiadał: "Nie,
jestem tylko człowiekiem, ale przebudziłem się" (słowo "budda" oznacza
"ten, który się przebudził"). Zadawali mu również pytania o pochodzenie
świata. Według legendy odpowiedział: "Nie nauczam o tych sprawach.
Jestem lekarzem umysłu. Uczę o przyczynach cierpienia psychicznego i o tym, jak je zmniejszyć". W tej tradycji istnieje silny nacisk na to, co
w języku p?li nazywa się ehipasiko, a co można przetłumaczyć jako
"zobacz na własne oczy". Chodzi o to, żeby nie brać niczego na wiarę,
ale spróbować ćwiczeń i zobaczyć, czy działają.
Świeccy naukowcy, psychoterapeuci i psycholodzy adaptują techniki
uważności w tym właśnie duchu. Zamiast namawiać ludzi, żeby odstąpili od
swojej religii i przyjęli nową, zapraszają ich do eksperymentowania z medytacją uważności i obserwowania, jaki wpływ na nich wywiera.
Praktyka uważności pomaga w rozwoju duchowym i psychicznym wyznawcom
prawie każdej religii.
Zainteresowanie medytacją uważności wychodzi poza kręgi naukowe i obejmuje również ludzi związanych z religią. Kiedy zacząłem praktykować
w latach 70., odbyłem dziesięciodniowe odosobnienie w nowo powstałym
Towarzystwie Zgłębiania Medytacji (Insight Meditation Society) w Barre
(Massachusetts). Zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem medytujących obok mnie
trapistów. Ci mnisi uważali, że praktyka uważności jest dla nich,
chrześcijan, użytecznym narzędziem. Niektórzy z nich zaczęli uczyć tego,
co teraz nazywa się modlitwą kontemplacyjną w Kościele katolickim.
Podobne adaptacje pojawiają się cały czas w judaizmie, islamie i innych
religiach.
Konkluzja? Uważność jest praktykowana z sukcesem przez ateistów, którzy
pracują nad swoim rozwojem psychicznym, i przez ludzi należących do
różnych religii, u których wspiera rozwój duchowy i psychiczny.
Jej podstawowa zasada, według której widzenie rzeczy takimi, jakie są, i akceptowanie ich prowadzi do dobrego samopoczucia, nie zna granic.
***
W następnych rozdziałach znajdziesz szczegółowe instrukcje do różnych
ćwiczeń uważności wraz z sugestiami, jak połączyć je w program
odpowiadający twoim osobistym potrzebom i stylowi życia. Kiedy tylko
będziesz gotowy, sprawdź, co te ćwiczenia mogą ci dać.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki