- Rozdział III -
Blythe
Nie chciałam tego robić. Po co w ogóle tu przyszłam? Byłam zmęczona i wściekła z powodu tego koszmarnego hałasu. Tylko dlatego. Spędziłam kilka godzin na pisaniu i gdy już kładłam się spać, z góry znów dobiegł mnie łomot. Czy ci ludzie kiedykolwiek śpią? Miałam zamiar tylko grzecznie poprosić, żeby byli trochę ciszej. Zamiast tego zaciągnęli mnie na imprezę, podczas gdy ja marzyłam tylko o swoim łóżku.
- Naprawdę nie mam ochoty - powiedziałam Kritowi, który położył dłoń na moich plecach i zdecydowanym gestem wprowadził mnie do ich mieszkania.
- Dlaczego? Nikt cię nie pogryzie. Nie martw się, obiecuję, że na to nie pozwolę. - Rozbawiony ton jego głosu poważnie mnie zaniepokoił. To nie żarty, ja naprawdę nie chciałam iść na tę imprezę.
- Proszę. Przepraszam, że do was przyszłam. Jakoś postaram się zasnąć. Chcę już wrócić do siebie.
Jeszcze chwila i zacznę go błagać na kolanach. Ale co mi tam, ważne, żeby się stąd wyrwać. Już sobie wyobrażałam, jak wszyscy od razu zaczną się na mnie gapić. Nie cierpiałam tego uczucia. Wiedziałam, co sobie pomyślą. I co zobaczą. Tym bardziej że przyszłam na górę w okularach do pracy na komputerze i z włosami upiętymi byle jak na czubku głowy. Poczułam, jak moje serce przyspiesza. Musiałam uciekać.
- O kurczę, skarbie, ty się cała trzęsiesz. - W głosie Krita nie było już słychać rozbawienia.
Zatrzymał się i wsunął palec pod moją brodę, unosząc mi głowę. Poważna mina, z jaką przyglądał się mojej twarzy, była dla mnie czymś zupełnie nowym. Jak dotąd wydawał się nieustannie czymś rozbawiony.
- Chodź ze mną - polecił cicho, ujmując moją dłoń. Potem przeprowadził mnie przez przedpokój w stronę zamkniętych drzwi.
Na ich widok ogarnęła mnie jeszcze większa panika: to jego sypialnia. Nie ma mowy, że tam z nim wejdę. Najwyższa pora wiać. Spróbowałam wyszarpnąć dłoń, ale splótł palce z moimi i ścisnął ją mocniej. Jeszcze nigdy żaden chłopak nie trzymał mnie za rękę. Spojrzałam w dół na nasze złączone dłonie i przez chwilę poczułam mętlik w głowie.
Dotyk czyjejś dłoni wywołał we mnie bardzo przyjemne doznania. Nasze splecione palce dawały mi poczucie, że nie jestem samotna. Zupełnie jakbym do kogoś należała. Czy kiedykolwiek wcześniej odczuwałam coś podobnego? Wątpliwe.
Krit otworzył drzwi i wciągnął mnie do środka, a potem starannie je za nami zamknął.
- Spokojnie, nie masz się czego obawiać. Nie zrobię nic, czego byś nie chciała. Musiałem tylko uciec od tego hałasu, żebyśmy mogli spokojnie pogadać sam na sam.
- Pogadać? - spytałam, gdy puścił moją dłoń. Od razu ogarnęło mnie uczucie chłodu i samotności. Splotłam razem dłonie, starając się w ten sposób zachować ich wcześniejsze ciepło. Bardzo przyjemne ciepło.
- Intrygujesz mnie. Inne dziewczyny zwykle nie są w stanie mnie zaskoczyć. Ale ty, tancereczko, mnie intrygujesz. O co tu chodzi?
Znowu mnie tak nazwał. Jak to możliwe? Mnie? Daleko mi do tancerki. Ale było mi miło, że wymyślił dla mnie specjalnie określenie.
- Od dziecka niezbyt się udzielałam towarzysko. Nie jestem w tym dobra. Chyba nie będę do was pasować.
Aż mnie skręcało, że musiałam mu wyjaśniać tak oczywistą rzecz. Dziwnym trafem nie docierało do niego, że odstaję od innych. A mnie nie uśmiechało się mówić mu o tym wprost.
Krit uniósł brew.
- Mówisz tak, jakby to było coś złego. Większość ludzi lubi się wyróżniać.
Wyróżniać? Nie, kompletnie nie to miałam na myśli. Pokręciłam przecząco głową.
- Nie, nie... nie o to mi chodziło. Ja... nie... nie jestem zbyt ciekawym towarzystwem dla innych. - To zabrzmiało jeszcze bardziej bezsensownie. Ale cóż, nie miałam zamiaru tłumaczyć temu facetowi, co jest ze mną nie tak. Jeśli sam tego nie widział, niech mu będzie. Tym lepiej.
Krit zmarszczył czoło, patrząc na mnie jak na wariatkę. Cudownie. W końcu dostrzegł moje prawdziwe ja. Jeśli miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, właśnie udało mi się je rozwiać. Nie lepiej było trzymać język za zębami?
- Ty naprawdę tak myślisz... - odezwał się szeptem, nie spuszczając ze mnie wzroku. - Kto, do cholery, ci to powiedział?
Wzruszyłam ramionami bez słowa i odwróciłam głowę, żeby rozejrzeć się po pokoju. Nie miałam zamiaru odpowiadać na jego pytanie. To było coś, o czym nikt nie powinien wiedzieć.
Ściany pomalowano na przydymiony szary kolor, a sufit na czarno. Dziwne, że pozwolili mu je przemalować, bo u mnie nie wolno było nic zmieniać. Na stojącym na środku wielkim podwójnym łożu leżała skłębiona pościel. W jednym rogu pokoju stała gitara elektryczna, w drugim akustyczna. Przyjrzałam się dokładniej wiszącym na ścianach plakatom. Na dwóch z nich widniały - jak się domyślałam - jakieś zespoły rockowe i ich autografy. Trzeci zaś przedstawiał, a jakże, nagą blondynkę z gigantycznymi - miejmy nadzieję, sztucznymi - piersiami, które przypominały kule bilardowe. Nie, zdecydowanie nie mogły być prawdziwe. Blondynka trzymała między nogami gitarę, a jedyną zasłonę dla jej gołego krocza stanowiły zaciśnięte na gryfie dłonie.
- Ciekawe, czy ona w ogóle kiedykolwiek zakłada majtki - wyrwało mi się na głos, zanim zorientowałam się, co robię.
Wybuch śmiechu Krita sprawił, że aż się wzdrygnęłam. Odwróciłam się do niego i wtedy zauważyłam, że ma w policzkach dwa wyraźne dołki. Nigdy bym go o to nie podejrzewała - to nie ten typ faceta - a jednak. W każdym razie zrobiły na mnie spore wrażenie.
- Łudzę się, że nigdy - wykrztusił, gdy już przestał się śmiać. - Skąd jesteś? - spytał.
- Z małego miasteczka w Karolinie Południowej. Na pewno o nim nie słyszałeś - odparłam, czując, jak mój żołądek zaciska się w ciasny supeł. Jak zwykle na wspomnienie mojego poprzedniego życia.
- Czy oni w tej twojej dziurze są ślepi? - spytał dziwnie łagodnym tonem.
Odwróciłam się do niego i przyjrzałam jego minie. Czyżby znowu się ze mnie nabijał?
- Nie - odparłam krótko.
Krit zmarszczył czoło i kilka razy przeciągnął kciukiem po dolnej wardze. Fascynujący widok. Miał niesamowite usta. Ciekawe, jak często się nimi posługiwał. Mogłabym się założyć, że był wyjątkowo biegły w pocałunkach.
Opuścił rękę i zrobił krok w moją stronę.
- Pójdziesz ze mną? Przedstawię cię wszystkim, napijesz się piwa, jeśli chcesz. Co ty na to? Postarasz się rozluźnić i trochę zabawić? - Obniżył głos, przeciągając lekko każde słowo. Trudno było mu odmówić. - Chcę tylko, żebyś pobyła przez chwilę między ludźmi. Tu możesz się czuć bezpiecznie, osobiście tego przypilnuję. Nie pozwolę, żeby stała ci się jakaś krzywda.
Za kilka dni zaczynałam szkołę, więc tak czy inaczej na każdym kroku będę zmuszona do kontaktów z ludźmi. To mógł być dobry początek. Chciałabym się tego nauczyć, a nie za każdym razem wpadać w panikę. Skoro Krit oferował mi pomoc, chyba powinnam spróbować.
- Dobra - wypaliłam szybko, w obawie, że zmienię zdanie.
Uśmiech zadowolenia na jego twarzy prawie całkowicie przesłonił mi fakt, że za chwilę czekało mnie spotkanie z gromadą nieznajomych. Oni na pewno nie będą tak zaślepieni jak Krit. Ktoś zauważy mój defekt. Zawsze tak było.
Krit skinął głową w kierunku drzwi i uśmiechnął się szerzej.
- No to chodźmy - powiedział i podszedł do wyjścia. Ja jednak nie mogłam się przemóc i opuścić bezpiecznego zacisza jego sypialni.
Kiedy zerknął za siebie i zorientował się, że nadal tkwię w tym samym miejscu, zaśmiał się, kręcąc z niedowierzaniem głową. Potem wyciągnął do mnie rękę i cierpliwie czekał.
Spodobało mi się, jak trzymał mnie za rękę. No dobra, mogę spróbować. Zrobiłam krok w przód i wsunęłam dłoń w jego dłoń. Uczucie ciepła powróciło, a ja znów byłam w stanie wziąć głęboki oddech. W porządku, nie jest tak źle.
- Chodź, tancereczko - odezwał się miękkim głosem, a potem wyprowadził mnie do przedpokoju.
Od razu ogłuszyła mnie muzyka. Odgłosy śmiechu i rozmów momentalnie przypomniały mi, jak bardzo nie pasowałam do tego świata. Żyłam jak odludek i było mi z tym dobrze. Dokładnie w tym momencie Krit - zupełnie jakby czytał w moich myślach - ścisnął moją dłoń, by dodać mi otuchy. Tylko spokojnie, on jest przy mnie. To jego towarzystwo, obiecał, że nie pozwoli, żeby ktokolwiek powiedział mi coś niemiłego.
- Gdzie się podziewaliście? - chciał wiedzieć Green, marszcząc czoło. W tym hałasie nie dosłyszałam jednak odpowiedzi Krita.
Miałam zamiar zagadać do Greena, bo sprawiał wrażenie miłego faceta i od początku czułam się przy nim swobodnie. Podobał mi się jego przyjazny uśmiech. Zanim jednak się odezwałam, Krit przyciągnął mnie do siebie.
- Twoje piwo, proszę - oznajmił, wręczając mi plastikowy kubek. Wzięłam go do ręki, choć wcale nie zamierzałam pić. Nie lubiłam zapachu alkoholu.
- Zostawiłeś mnie samą - rozległ się pełen pretensji głos blondynki, z którą widziałam go wcześniej na kanapie. Podeszła do niego, odwracając się do mnie plecami.
- Przyszła moja przyjaciółka. Sorki, kotku, muszę się nią zająć. Wrócę do ciebie, jak pójdzie - odparł, puszczając do niej oko. Potem przyciągnął mnie bliżej do siebie i poprowadził w kierunku kanapy.
Dziewczyna spojrzała na niego z wyrzutem, a potem posłała mi gniewne spojrzenie. Była zła, że odciągam od niej chłopaka. I miała rację. W ten sposób nie zyskam tu wielu znajomych.
Krit opadł na sofę, pociągając mnie ze sobą. Czułam, jak wszyscy się na nas gapią. Czyżby mieli mi za złe, że przeze mnie nie jest z blondynką? Wbiłam wzrok w trzymany w ręku kubek, bojąc się unieść głowę.
- A to kto? - spytał z zaciekawieniem męski głos. Nie usłyszałam w nim pretensji. Wręcz przeciwnie, był całkiem sympatyczny.
- To - odezwał się Krit, wsuwając mi palec pod brodę i zmuszając, żebym podniosła wzrok - jest moja nowa sąsiadka, Blythe. Blythe, to Matty, perkusista w naszej kapeli.
Matty miał marchewkoworude, sterczące na wszystkie strony włosy. Nie byłam w stanie skupić wzroku na niczym innym. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam podobnej fryzury.
- Cześć, Blythe - rzucił Matty. Dopiero teraz zauważyłam, że miał ciepły uśmiech i przyjazne piwne oczy.
- Miło mi - wykrztusiłam ochryple. Nerwy mnie nie opuszczały, jak zawsze, gdy musiałam rozmawiać z nieznajomymi.
Matty uśmiechnął się jeszcze szerzej, przenosząc wzrok na Krita.
- No, stary - odezwał się, kręcąc głową, i upił długi łyk piwa ze swojego kubka.
- Matty może sprawiać wrażenie dupka, ale wybaczamy mu brak zdolności krasomówczych - stwierdził Krit, a usta miał tak blisko mojego ucha, że jego ciepły oddech połaskotał wrażliwą w tym miejscu skórę.
Zadrżałam, a wtedy siedzący tuż obok mnie Krit znieruchomiał. Zanim zdążyłam się zawstydzić swojej gwałtownej reakcji, ścisnął mocniej moją dłoń. Jego ciepły uścisk ponownie zdołał mnie uspokoić.
- No, stary - powtórzył Matty ze śmiechem. - Nie rób sobie ze mnie jaj - wymamrotał, po czym odwrócił się do mnie i uśmiechnął z przekąsem. - Uważaj na niego, złotko.
- Przestań - rzucił Krit twardym tonem, który mnie zaniepokoił.
Matty uniósł znacząco brwi, a potem odwrócił się i sobie poszedł. Przejrzał mnie. Zauważył mój defekt, tak jak wszyscy. Miałam dość, chciałam stąd wyjść. Jak widać, Krit był najbardziej wyrozumiałą ze wszystkich osób, jakie do tej pory spotkałam. Nie chciałam poznawać reszty jego kumpli, bo spodziewałam się, że zareagują tak samo jak Matty.
- Muszę już iść - powiedziałam do Krita, próbując uwolnić dłoń z jego ręki.
- Nie ma mowy - zaprotestował, wzmacniając uścisk. - Nie zwracaj na niego uwagi.
Jasne, powinnam tak zrobić. Sęk w tym, że przez całe dotychczasowe życie miałam do czynienia wyłącznie z ludźmi, którzy unikali mojego towarzystwa. Poza tym w pobliżu była atrakcyjna blondynka, której bardzo zależało na Kricie. Próbował mi pomóc wyjść do ludzi i był przy tym taki sympatyczny, ale nie chciałam sprawiać mu kłopotu.
- Jestem bardzo zmęczona. Dzięki, że... że ze mną posiedziałeś i pogadałeś - powiedziałam. - Ale teraz naprawdę muszę wracać do siebie.
Udało mi się uwolnić rękę z jego dłoni. Wstałam prędko z kanapy i ruszyłam w pośpiechu w stronę drzwi ze wzrokiem wbitym w podłogę, uważając, żeby się nie potknąć i nie przewrócić. Kiedy wreszcie wydostałam się na zewnątrz, wzięłam głęboki oddech, ale ani na chwilę nie przystanęłam.
- Blythe! - dobiegł mnie z tyłu głos Greena. Powinnam była udać, że go nie słyszę, by jak najszybciej zaszyć się w swoim mieszkaniu, ale jakoś nie potrafiłam tego zrobić. Przecież był dla mnie taki miły.
Zatrzymałam się i spojrzałam na niego przez ramię. Wyszedł z mieszkania i ruszył w moją stronę.
- Wszystko gra?
Przytaknęłam, zmuszając się do uśmiechu.
- Mhm, jestem tylko zmęczona.
Nie wyglądał na przekonanego.
- Na pewno?
Z daleka zobaczyłam przeciskającego się między imprezowiczami Krita. Wpatrywał się we mnie i wyraźnie kierował w moją stronę.
Pora uciekać.
- Na pewno. Wszystko w porządku. Chcę tylko wrócić już do siebie.
- Blythe! - stanowczy głos Krita osadził mnie w miejscu. Wydawał się rozgniewany. Nie chciałam go rozzłościć.
- Coś ty jej zrobił? - spytał Green, rzucając mu ostre spojrzenie.
- Odwal się! - warknął Krit. - Gówno zrobiłem. Muszę z nią porozmawiać - rzucił, nie odrywając ode mnie wzroku.
- Ona nie jest jak... - zaczął Green, ale Krit nie dał mu dojść do słowa.
- Chyba, kuźwa, wiem. Nie chodzi o to. A teraz spadaj.
Green westchnął z rezygnacją i skinął potakująco głową. Potem odwrócił się i poszedł z powrotem na imprezę.
- Co się stało? - zwrócił się do mnie Krit.
Nadal nic nie rozumiał, a ja nie mogłam się zdobyć na odwagę i uświadomić mu, że jestem do niczego.
- Po prostu jestem zmęczona.
Przesunął dłonią po włosach i głośno westchnął.
- No dobra, zgoda. Pod warunkiem że tylko z tego powodu wychodzisz. - Wskazał palcem swoje drzwi. - Ale jeśli chodzi o to, co powiedział Matty, po prostu olej palanta. Myśli, że do ciebie startuję. - Umilkł na chwilę i uśmiechnął się porozumiewawczo, jakby to był jakiś nasz prywatny żart. - Zobaczył cię i od razu założył, że tak jest. Nie jestem ślepy, Blythe. Wiem, że nie jesteś dziewczyną dla mnie. Po prostu się o ciebie martwię. Nie jestem taki zły, na jakiego wyglądam. Nigdy nie zrobiłbym ci czegoś takiego. Mam oczy i wszystko rozumiem. Starałem się tylko pomóc, jak przyjaciel. Sprawiasz wrażenie, że potrzeba ci kogoś, kto ci doda odwagi. Wierz mi, naprawdę chciałem dobrze.
Aha, czyli jednak mnie przejrzał. Wiedział, co jest ze mną nie tak - od samego początku. Poczułam, że robi mi się niedobrze, a serce zaczyna walić jak młotem. Odrobina swobody, jaką zaczęłam odczuwać w jego towarzystwie, ulotniła się bezpowrotnie.
Dłużej nie wytrzymam.
Pokiwałam tylko głową i puściłam się biegiem przed siebie. Chciałam jak najszybciej skryć się we własnym mieszkaniu, zanim zwymiotuję. Miałam wrażenie, że mój ściśnięty w supeł żołądek lada moment eksploduje.
Krit
Stałem przy oknie z widokiem na zatokę, popijając z kubka drugą już tego ranka kawę. Zegar pokazywał za piętnaście jedenastą, ale ja dopiero od niedawna byłem na nogach. Obudziły mnie czułości Britt. Nie podobało mi się, kiedy po seksie zasypiała i zostawała u mnie do rana. Dotykała mnie wtedy podczas snu, a tego nie znosiłem.
Musiałem się nieźle wstawić, żeby przelecieć Britt po tym, jak moja seksowna, lecz cholernie nieśmiała sąsiadeczka zwiała, jakby goniło ją sto diabłów. Rany, ta laska jest nieźle popaprana. Tak, to jedyne logiczne wyjaśnienie. Chyba ma coś z głową. Owszem, jest fantastyczna, a w jej oczach można utonąć na amen, ale co z tego? Problemy z psychiką to dla mnie za wiele.
Britt była bezproblemowa. Takie dziewczyny lubiłem najbardziej.
Sęk w tym, że Britt nie jest właścicielką najcudowniejszego na świecie uśmiechu. Jasna cholera! Potrząsając głową, gwałtownie odstawiłem kubek i się odwróciłem. Wtedy napotkałem wzrokiem stojącego w salonie Greena, który mierzył mnie ostrym spojrzeniem.
- No co? - warknąłem. Nie znosiłem tej jego pełnej dezaprobaty miny.
- Dobrze wiesz co - odparł z gniewem. - Mogłeś dać sobie spokój. Miałem wszystko pod kontrolą. Polubiła mnie i zaczynała się czuć na luzie. Ale ty oczywiście musiałeś się wpieprzyć, żeby udowodnić, że na ciebie poleci. Ona nie jest taka. Jest czysta jak cholerny kryształ. Trzymaj się od niej z daleka.
Już dawno nie zdarzyło się nam pokłócić o dziewczynę.
- Wiem, jaka jest. Chciałem dobrze. Trochę świrowała, więc starałem się jej pomóc. Jest strasznie nieśmiała.
Green uniósł ręce.
- A myślisz, że co niby ja robiłem?
Pożerałeś wzrokiem jej fantastyczne ciało, dupku. Dokładnie to robiłeś.
- Starałem się jej pomóc - powtórzyłem - a nie zaciągnąć do łóżka. I chroniłem ją też przed tobą. To ty, kurwa, trzymaj się od niej z daleka! - ostrzegłem go.
- Niesamowite. Ale z ciebie egoistyczny dupek. Wcale nie o to ci chodziło. Już prawie mnie polubiła, widziałem to po jej oczach. Ale wtedy oczywiście musiałeś wkroczyć i zagarnąć ją dla siebie. Tak, że aż musiała przed tobą uciekać.
- Coś z nią jest nie tak. Nie wiem co, ale ma jakieś problemy. Widać wyraźnie, że nie zamierza traktować cię inaczej niż tylko jak przyjaciela, a ty chcesz od niej czegoś więcej. Ostrzegam cię ostatni raz, Green. Nie dostawiaj się do niej. To nie ten adres.
- O czym tak debatujecie? - spytała Britt, przecierając zaspane oczy. Łaziła po mieszkaniu owinięta prześcieradłem z mojego cholernego łóżka. Doprowadzało mnie to do szału.
- Ubierz się i sobie idź - poleciłem jej, a sam poszedłem do łazienki wziąć prysznic.
- Naprawdę nie wiem, dlaczego rano zawsze traktujesz mnie jak gówno! A tak dobrze się bawiliśmy w nocy - warknęła, gdy ją mijałem.
- Wrzuć prześcieradło do brudów przed wyjściem - rzuciłem w odpowiedzi. Potem wszedłem do łazienki i zamknąłem się od środka.
- Dupek! - wrzasnęła Britt na tyle głośno, by wszyscy ją usłyszeli.
- Ale i tak ciągle się z nim pieprzysz - zauważył Green. - Mówiłem ci już, że nigdy nie zastąpisz mu Jess. Była dla niego kimś wyjątkowym. Żadna z was nie jest w stanie zająć jej miejsca.
Jess. Jedyna kobieta, której pozwoliłem się do siebie zbliżyć. Z nią wszystko szło łatwiej, bo razem dorastaliśmy. Rany, co ona potrafiła wyczyniać w łóżku. I jaka była cholernie seksowna. Tęskniłem za nią jak diabli.
Wszedłem pod prysznic i odkręciłem kran.
No cóż, Jess należała już do przeszłości. Była zakochana, wyprowadziła się daleko na północ ze swoim nadzianym facetem z Harvardu. Żyła jak w bajce, dokładnie tak, jak zawsze marzyła. Szczerze mówiąc, cieszyłem się jej szczęściem. Tego typu życie rzadko trafia się ludziom takim jak Jess czy ja. Jeśli nie mogłem jej mieć, byłem zadowolony, że ma przy sobie faceta, który ją uwielbia. Trzeba przyznać, że ten gnojek dosłownie całował ziemię, po której stąpała. To był jedyny powód, dla którego się przełamałem i pogodziłem z jej odejściem.
Wiedziałem, że nigdy nie będę facetem, jakiego potrzebowała Jess. Miałem swoje nałogi, a jednym z nich były kobiety. Miałem ich na pęczki. Uwielbiałem ich zapach i delikatność. Wspaniałe uczucie ciepła i ciasnoty, kiedy się w nie zagłębiałem. Wszystko w nich było cudowne. Tamtej nocy, gdy Jess powiedziała, że ma mnie dość, poszedłem się zabawić w trójkącie. Nie widziałem w tym żadnego problemu.
Ale Jess uznała to za dowód, że jej nie kocham. Nieprawda, kochałem ją, tylko kiedy mnie odepchnęła, postanowiłem poszukać seksu gdzie indziej. Dopiero potem zdałem sobie sprawę, że to niezbyt mądre posunięcie. Ale nic nie poradzę, taki już jestem. Jess zdawała sobie sprawę z mojej natury i wiedziała, że nie nadaję się na monogamistę. I choć bardzo jej pragnąłem, nie potrafiłem stać się facetem, na jakiego zasługiwała.
Tęsknota za dotykiem nie jest przecież niczym złym. W dzieciństwie praktycznie mnie go pozbawiono, więc cały czas szukałem bliskości. Uwielbiałem uczucie przyjemności, jakiego dostarczały mi kobiety. Moja siostra wysyłała mnie z tego powodu na terapię, przekonana, że dzieciństwo zwichnęło mi psychikę. Ale mnie było z tym dobrze. Lubiłem swoje życie i nie potrzebowałem psychiatry, żeby wyjaśnił mi, dlaczego tak bardzo lubię seks.