Utracone zapomnienie - Dariusz Ziemkowski

Kup ebooka

7.10 zł
5.89 zł (6,04 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna trzymał w dłoni aktówkę. Ubrany był w jasnoniebieskie dżinsy, białą koszulę i granatową marynarkę. Nie mógł się skupić na temacie, który będzie poruszony w gabinecie szefa. Coś wisiało w powietrzu, jakieś nieznane mu myśli atakowały go zewsząd. Nie mógł ich do niczego przyporządkować. Szalały, były szybkie i trudno było którąś zatrzymać i przyjrzeć się jej. Były nieme i zawierały rozmyte obrazy. Szare, jak za matowym szkłem.

- Roy, poznałeś już tę nową dziewczynę od systemu CATAX? - zapytała niska blondynka o zgrabnych nogach.

- Jeszcze nie - uśmiechnął się mężczyzna naciskając przycisk windy. - Od lat mam w głowie tylko tę jedną... Nie prowokuj mnie Iona...

Wezwany na chwilę do rzeczywistości pozostał w niej zaledwie krótki moment. Ponownie odpłynął. Tym razem atakujące go myśli wydawały się znane, lecz nadal nie mógł ich logicznie ułożyć. Do cholery! - zaklął całym swym wnętrzem. Zatrzymajcie się na chwilę, stłuczcie tę matową taflę, bym mógł być pewien, o co chodzi?

- Nie prowokuję - odpowiedziała ze śmiechem kobieta patrząc w jego niebieskie, nieprzytomne oczy. - Zastanawiam się tylko, kiedy jej to powiesz. Za chwilę będziesz miał czterdziestkę na karku, potem się zestarzejesz, pomarszczysz na twarzy i Emma nie będzie cię chciała. Znajdzie sobie kogoś innego i zostaniesz z pierścionkiem w kieszeni.

W pierwszym momencie Roy nie za bardzo zrozumiał, co powiedziała do niego Iona. Wstrzymał się z komentarzem, bo w gruncie rzeczy nie wiedział, co ma jej odpowiedzieć. Dopiero po kilku sekundach dotarła do niego treść, którą z mozołem odtworzył mu jego mózg. Zdołał na chwilę odrzucić dręczące go myśli, choć do końca nie był przekonany, że są one dręczące. Były dziwne, to pewne. Tajemnicze i intrygujące, ale z pewnością nie dręczące. Jeszcze nie. Zamknął je w wirtualnej, stalowej szufladzie, zakuł w kajdany i przekręcił w niej klucz. Teraz dochodził do niego jedynie stłumiony jazgot osadzonych więźniów. Czuł, że zapanował nad nimi i mógł bez przeszkód przeanalizować informację przekazaną przez Ionę.

Emma... Znał Emmę już pięć lat. Spotykali się jak dobrzy przyjaciele, nawet więcej niż przyjaciele. Byli parą, ale taką trochę dziwną. Lubił ją jednak do tego stopnia, że zbudował nawet nieduży, drewniany dom nad brzegiem rzeki Potomak, obok domku Emmy. Tereny te były praktycznie niedostępne, ale Emma znała właściwą osobę w Waszyngtonie i Roy dostał pozwolenie na kupienie małego skrawka ziemi. Oprócz ich domów znajdowała się tylko jedna farma. Ta poniekąd pustelnia, powodowała to, że uwielbiali tam spędzać czas. Tylko we dwoje. Nie włóczyli się w weekendy po restauracjach Waszyngtonu, tylko wsiadali w auto i udawali się w to odosobnione miejsce. Prawie wszystkie noce spędzali razem, z wyjątkiem tych, gdy Emma gościła swoją rodzinę lub znajomych. Wówczas to, jak zwykła mówić Royowi: Nie wypada ich zostawiać samych na noc. Roy rozumiał to. Wracał wówczas do siebie i obiecywał sobie, że w końcu poprosi Emmę o rękę. W takim postanowieniu trwał do rana. Potem znowu odsuwał ten moment w czasie. Jednak teraz przysiągł sobie, że oświadczy się Emmie przed swoją czterdziestką, a na to miał już tylko pięć dni.

Winda zatrzymała się. Gdy tylko otworzyły się drzwi Roy z Ioną weszli do środka.

Wcisnął piąte piętro. Wszystkie biura na tej kondygnacji zajmowali szefowie firmy. Piętra niższe zajmowali kolejno od pierwszego księgowi, handlowcy i inni niezbędni do funkcjonowania firmy pracownicy. Z kolei wyższe, aż do ostatniego, piętnastego, zajmowali prawnicy, programiści i wszelakiej maści informatycy. Ostatnie piętro opanowane było przez zwerbowanych hakerów, którzy dbali o bezpieczeństwo informatyczne firmy. On i Iona pracowali na trzynastym, byli prawnikami.

Drzwi zamknęły się i winda ruszyła.

- Masz rację - powiedział Roy. - Boję się, że Emma mnie zostawi, ale nie dam jej tej szansy. Jutro poproszę ją o rękę.

- Gratuluję Roy. W końcu... - pokiwała głową Iona.

Nagle winda szarpnęła i zatrzymała się. Zgasło światło. Przestały działać wentylatory. Momentalnie zrobiło się zupełnie cicho i słychać było tylko jakieś trzaski na zewnątrz windy.

Roy zamknął oczy i zwolnił blokadę uwięzionych myśli. Wyrwane z kajdan atakowały jego umysł. Nie wiedział, ile ma czasu, zanim winda ponownie ruszy i ujrzy przerażone oczy Iony. Ten czas determinował jego następną decyzję, czy dać tym niezliczonym myślom możliwość projekcji? Zobaczenia i analizy tego, co było za matową szybą. Co to może być, co tak nieustannie chce, żebym o tym pomyślał? - zadał sobie pytanie. Zdecydował, że podda się tym myślom, wyłączając na chwilę kontakt z rzeczywistością.

- Co jest do cholery! - usłyszał nagle przeraźliwy głos Iony.

Głos ten był na tyle rozdzierający, że w jednej chwili wszystkie myśli wróciły do niewoli przyjmując status ponownej gotowości do ataku, jeżeli tylko nadarzy się pierwsza okazja, a on otwierając oczy, nie mógł w ciemności zobaczyć niczego, co mogło odwrócić los jego i Iony. Gdzie światła awaryjne? Nie włączyły się!

Poczuł, że winda zaczyna powoli bezwładnie opadać, a on przez chwilę odniósł wrażenie jakby ktoś zamknął go w pomieszczeniu z próżnią, choć nadal doświadczał swoistego kontaktu z podłogą windy. Był pewien, że nie oświadczy się Emmie i nie zdąży poznać myśli, które tak go o to prosiły. Spadali, nie wiadomo czemu, ale spadali. Nie chciał krzyczeć, jak czyniła to Iona. Nic by to nie dało. Żaden bohater komiksów nie da rady już ich uratować.

- Zginiemy! Roy! Zginiemy! - gdzieś w oddali słyszał głos Iony.

Wydawało mu się, że winda opada już z pięćset lat, a piątego lipca każdego roku słyszał w głębi siebie, to samo słowo: Wojna! Była to jedyna myśl, która nie wróciła do niewolniczych kajdan. Postawiła się, okopała i powoli drążyła umysł Roya. Wojna! Panie Roy! Wojna!

- Zginiemy! - po raz ostatni usłyszał strzępy głosu Iony.

Rozdział 4

Przeszukali cały parter. Salon z kuchnią, łazienkę, spiżarnię i pomieszczenie, w którym Roy trzymał drewno do kominka. W sumie jakieś osiemdziesiąt metrów kwadratowych. Roy był na tyle zdesperowany, że ściągnął dywan i podważył pod nim jedną desek podłogowych. Oprócz styropianu, masy bitumicznej i betonu, nic tam nie było. Chciał przestawiać meble kuchenne, ale Emma wytłumaczyła mu, że do piwnicy musi być swobodny dostęp. Gdy nie znaleźli nic w środku wyszli na zewnątrz.

Obeszli dom dookoła. Roy pukał młotkiem w drewniane bale, żeby sprawdzić wszystko dokładnie. Ani w ścianach, ani na ziemi pod ścianami nie znalazł żadnych drzwi lub choćby włazu. Nic.

Zaczęli szukać także kilka metrów od domu. Może komuś przyszło do głowy wybudować piwnicę poza domem, jakąś ziemiankę, bunkier? Pochyleni sprawdzali krok po kroku, czy w trawie nie znajduje się żaden właz. Po raz kolejny obeszli dom dookoła. Zatrzymali się przy żeliwnym włazie do zbiornika ze ściekami. Popatrzyli na siebie i bez żadnych zbędnych słów Roy sięgnął po leżący obok stalowy pręt z zakrzywioną końcówką. Odsunął właz. Zbiornik był wypełniony w połowie. Schylił się i przez chwilę przyglądał się uważnie tafli ścieków. To na pewno nie była piwnica. To był tylko smród.

Wrócili do domu. Roy rozsiadł się na kanapie nieustannie rozmyślając o piwnicy, a Emma przygotowała kawę. Jeżeli naprawdę istnieje, to gdzie ona może być? Rozejrzał się jeszcze raz wokół siebie analizując każdy fragment ściany i podłogi. Stwierdził, że tu nie ma żadnej piwnicy. Po prostu nie może jej tu być.

Emma podała mu kubek z kawą. Napił się, a następnie sprawdził dostęp do sieci komórkowej. Nadal nie mógł wykonywać żadnych połączeń, nawet tych awaryjnych, na policję czy na pogotowie. Odrzucił telefon na kanapę, ale zaraz schylił się po niego i schował go do kieszeni.

Roy i Emma nadal milczeli analizując w swoich głowach to wszystko, co do tej pory się wydarzyło. Poskładać to w jedną całość było bardzo trudno, ale próbowali. Takie chwilowe odizolowanie się od siebie było teraz lepsze niż robienie burzy mózgów.

Roy włączył pilotem telewizor. Wszystko, co zobaczył, to czarny ekran plazmy i komunikat: No signal. Nie musiał iść do Sama, bo ten oznajmił przecież, że radio przestało nadawać. Emma także poinformowała, że sygnał telewizyjny został przerwany. Oznacza to, że nie jest to usterka techniczna. Radio Sama nie korzysta z sygnału satelitarnego, tylko z nadajnika naziemnego. Z kolei anteny satelitarne jego i Emmy odbierają sygnał z satelity. Nie jest dostępna sieć komórkowa. To by oznaczało, że coś się rzeczywiście musiało wydarzyć.

- Sprawdzę jeszcze na górze? - wypaliła nagle Emma.

- Co chcesz sprawdzić? Czy nie ma tam piwnicy?

Emma popukała się palcem w czoło.

- Sprawdzę, czy nie ma zasięgu. Może sygnał telefoniczny jest słaby i dlatego nie łapie na dole.

- No tak - odburknął nieco zawstydzony, że w ogóle przyszła mu taka niedorzeczność do głowy.

Emma wyjęła telefon z kieszeni i bez pośpiechu pokonywała schodek po schodku. Wpatrywała się w wyświetlacz smartfona i wolno ruszała nim w każdą stronę. Nie chciała pojawić się nawet najmniejsza kreska, która pozwoliłaby na jakiekolwiek połączenie.

Otworzyła drzwi do sypialni, w której spali z Royem. Podeszła do okna i je zamknęła. Piękny widok na rzekę - pomyślała. Zawsze tak myślała, gdy je zamykała. W sypialni panował porządek. Widać było, że nikt tu nie spał tej nocy. Szkoda - uśmiechnęła się do siebie.