Wprowadzenie
Niniejsza książka jest zbiorem historii, które żyją w pamięci ojca Marka Donaja OSA - kapelana szpitalnego, posługującego przez dwadzieścia pięć lat w II Katedrze Chorób Wewnętrznych im. prof. Andrzeja Szczeklika Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego przy ulicy Skawińskiej 8 w Krakowie. Znanego wielu krakowskiego kapelana i proboszcza parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Krakowie oraz człowieka o wielkim sercu, co zaobserwować mogą wrażliwi czytelnicy tej książki.
W niektórych momentach lektura Utraconych może wzbudzać przygnębienie. Nic dziwnego. Przecież jest to książka pisana przez życie. Zachęcam jednak, by przyjrzeć się jej nieco wnikliwiej, ponieważ zawiera w sobie wiele radosnych promyków.
Koniecznie powinniśmy zdawać sobie sprawę również z tego, że wydarzenia wspomniane w książce nie wyczerpują tematu, lecz obejmują zaledwie znikomą, choć niezmiernie ważną część posługi ojca Marka w szpitalu przy ulicy Skawińskiej. Ważną nie tylko dla niego, ale również dla czytelników. Towarzyszenie ojcu w procesie powstawania tej książki, trwające zaledwie kilka miesięcy, było dla mnie podróżą do świata, obok którego tak często przechodziłam obojętnie, przemierzając ulice Kazimierza. Autor otworzył mi oczy na przestrzeń niezmiernie istotną, w której prędzej czy później i ja spędzę część swojego życia. Dzięki temu zrozumiałam, że człowieczeństwo nie podlega śmierci, choćby wszystko inne umarło. W tych szpitalnych spotkaniach nie było pierwszego, drugiego i ostatniego miejsca. Jezus jest obecny w każdym człowieku. Każde spotkanie było inne, każde uchodziło za najważniejsze. Niektóre rozciągnęły się na kilka lat, inne trwały ulotną chwilę. Nieważne, czy pacjentem był znamienity pisarz, czy zwykły sklepikarz. To doświadczenie pomogło mi odkryć, czym jest agape w praktyce.
Dominującymi tematami opisanych tu historii - choć nienazwanymi wprost - są miłość i tęsknota. Często zaskakiwało mnie to, że ojciec Marek nie musiał się długo zastanawiać nad przytoczeniem tej czy innej szpitalnej opowieści. Odnosiłam wówczas wrażenie, że otwieram tylko kolejną szufladę z ukrywającą się w niej tajemniczą wartością, dla której właśnie nadszedł czas, by "postawić ją na świeczniku".
Kształt książki i różnorodność przedstawionych w niej treści pokazują, że historia wcale się nie skończyła. Bo jak można zamknąć dwadzieścia pięć lat na kilkudziesięciu stronach? Jak można w jednym tomie oddać odczucia, emocje, sytuacje, spotkania, rozmowy, całe życie?
Angelika Kolassa