Rozdział 2
Znowu ty? - zapytał starszy mężczyzna z wyraźną nadwagą. Miał na sobie mundur strażnika miejskiego, który już dawno powinien wymienić na większy.
- Też się cieszę, że cię widzę.
Ksawery podał dłoń na przywitanie.
- Ta, tylko dzisiaj niczego nie odpierdalaj. Mam plany na wieczór.
Policjant wzruszył ramionami.
- A ty się dziwisz, że nie dają ci normalnych służb. Od ilu lat chodzisz z buta, i to w dodatku wyłącznie z nami? - zapytał bezpośrednio.
- Od dwóch. I wcale się nikomu nie dziwię - odpowiedział Ksawery.
* * *
- Zwolnij - wysapał strażnik miejski. Wystający mu spod munduru brzuch wyglądał co najmniej komicznie.
Kulczyński nie zareagował.
- Kurwa, Kula! Ile się znamy? Nie wkurwiaj mnie.
Ze wszystkich strażników miejskich tylko Witkowski mógł sobie pozwolić na takie słowa. Ksawery zatrzymał się, rozejrzał i usiadł na pobliskiej ławce. Strażnik uśmiechnął się i dosiadł. Przez chwilę próbował wyrównać oddech.
- Czemu nie odejdziesz na emę? - zapytał.
Policjant spojrzał na niego ciężko.
- Dobra, sorry. Głupie pytanie.
Nagle usłyszeli pisk opon. Policjant spojrzał w kierunku hałasu i dostrzegł samochód osobowy, który ruszał spod monopolowego. Jechał w ich stronę z małą prędkością, ale slalom, jaki wykonywał, świadczył o jednym.
- No i mam po planach - powiedział wyraźnie zawiedziony strażnik.
Kulczyński zerwał się na równe nogi i pobiegł w kierunku pojazdu. Kierowca szybko zauważył umundurowanego policjanta i próbował uciec. Zredukował bieg i skręcił w prawo, ale zgasł mu silnik. Ksawery dobiegł do drzwi samochodu i szarpnął za nie. Zamek centralny skutecznie ryglował dostęp.
- Otwieraj, kurwa! - ryknął policjant.
Kierowca nie reagował. Nerwowo próbował przekręcić kluczyk. Jego ruchy były chaotyczne. Funkcjonariusz wiedział, że liczą się sekundy. Za chwilę mężczyźnie uda się odpalić, a wtedy nic już nie zdoła zrobić, zwłaszcza pieszo. Chyba że... Myśl o służbowej broni przeleciała mu przez głowę z prędkością jej pocisku. Ale druga myśl była wyrazistsza: zasada minimalizacji skutków. Kulczyński zacisnął więc dłoń w pięść i z całej siły uderzył w boczną szybę, a ta natychmiast rozbiła się w drobny mak. Dopiero teraz dobiegł do nich strażnik. Policjant złapał kierowcę za ubranie i wyciągnął przez wybitą szybę. Rzucił go na ziemię, przygniótł kolanem i sprawnie założył kajdanki.
- Aua, aua! - krzyczał zatrzymany.
- Zamknij się! - syknął Kulczyński.
Wyciągnął telefon z kieszeni spodni i zadzwonił do dyżurnego.
- Cześć, zatrzymałem pijaka1, przyślij patrol z pompą2.
Dyżurny westchnął.
- Odpuścisz kiedyś? - zapytał.
- Jesteśmy na Poznańskiej dwadzieścia - odpowiedział Kulczyński, ignorując przytyk.
- Wysyłam.
* * *
- Co ty odpierdalasz!? Mało ci jeszcze problemów?! Kiedy ty się, kurwa, ogarniesz?!
- Po pierwsze, to do mnie nie krzycz. Gówniarz z ciebie, panie kierowniku. A po drugie, wykonuję swoją robotę. Gość miał w sobie trzy promile.
- I musiałeś wybić mu szybę, złamać nos i przy okazji rozjebać sobie łapę? - kierownik Ogniwa Patrolowo-Interwencyjnego znacząco zerknął na dłoń Kulczyńskiego.
- Gdybym nie musiał, to z pewnością bym tego nie zrobił - odpowiedział ze spokojem policjant.
- Wiesz w ogóle, kogo zatrzymałeś?
- Tak. Przestępcę, który wbrew ustawie kierował pod wpływem alkoholu - odpowiedział dumnie.
- Szwagra komendanta, do chuja! Już nie wiem, kurwa, gdzie mam cię schować. W wykroczeniach też odpierdalałeś.
- W wykroczeniach też wypełniałem - zaznaczył to słowo - swoje obowiązki. Skoro ktoś przyjeżdżał do komendy na gazie, to moim zasranym obowiązkiem było reagować.
- I wylatywać zza biurka jak pieprzony Spider-Man, bić pijaków i skakać im po samochodach.
Kierownik poderwał się z krzesła i skierował do okna. Nerwowo próbował odpiąć guzik pod szyją w policyjnej koszuli.
- Tak - odpowiedział Kulczyński spokojnie. - Gdybym miał radiowóz, moje zatrzymania byłyby inne.
- Tak, wiem. - Kierownik odwrócił się w jego stronę. - Udowodniłeś nam to, rozpierdalając trzy radiowozy.
Kulczyński uśmiechnął się na to wspomnienie. To były piękne dwa miesiące w ruchu drogowym. W tym czasie zatrzymał chyba z czterdziestu nietrzeźwych kierujących. Nawet komendant wojewódzki dał mu nagrodę pieniężną, co było nie w smak jego bezpośrednim przełożonym. Dla nich stanowił nieustający problem.
- Wyjdź mi stąd! - ryknął kierownik.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI
1 Pijak - nietrzeźwy kierujący.