Wstęp
Mózg rozpoznaje tych, których nie lubisz, jako osoby ważne
Pacjenci cierpiący przez "tę osobę"
Niektórzy pacjenci mojej kliniki zwierzają mi się w gabinecie: "Panie doktorze, od samego myślenia o "tej osobie" czuję się okropnie".
Jako neurochirurg zajmuję się przypadkami takimi jak migrena, zawroty głowy, bezsenność czy kłopoty z pamięcią, ale w wielu sytuacjach badania nie wykazują żadnych nieprawidłowości neurologicznych.
W trakcie konsultacji pacjenci często opowiadają mi o następujących problemach w życiu prywatnym:
"Miałam szefa, którego szczerze nie cierpiałam, i bardzo się ucieszyłam, kiedy wreszcie przeniesiono mnie do innego działu w firmie. Jednak kilka miesięcy potem ten szef został przeniesiony do tego samego działu, zupełnie jak ja wcześniej. Mam tego dość, bardzo mnie to dobija..."
"Mieszkam w domku jednorodzinnym. W weekendy z podwórka sąsiadów w naszą stronę leci dym - sąsiad uwielbia grillować i co weekend sprasza gości na wspólne biesiadowanie... Przeszkadza mi też to, że gałęzie z drzew na jego posesji przechodzą do naszego ogrodu. Boję się jednak, że gdybym powiedziała o tym sąsiadowi, bardzo by się obraził".
Wśród pacjentów, którzy zgłaszają się do mojej kliniki z objawami takimi jak migrena, zawroty głowy czy bezsenność, zaskakująco wielu swój kiepski stan zdrowia zawdzięcza temu, że za dużo myśli właśnie o "tej osobie". Co prawda w trakcie badań nie jesteśmy w stanie wykryć żadnych nieprawidłowości, ale objawy są jak najbardziej realne.
My, neurochirurdzy, często stykamy się z takimi przypadkami.
Na przykład pewna pani po czterdziestce opowiedziała mi o tym, jak myśląc o szefie, który został przeniesiony do jej nowego działu w firmie, dostawała silnego bólu głowy:
"Bardzo lubię swoją pracę, ale kiedy od rana widzę tę jego twarz, przez cały dzień jestem spięta. Dostaję reprymendę za choćby najbłahszy błąd. Nawet gdy zrobię głupią literówkę w mailu, szef wywołuje mnie na spotkaniach w pracy i robi mi wyrzuty. Panie doktorze, ostatnio doszło do tego, że gdy nastaje niedzielny wieczór, sama myśl o tym, że w poniedziałek znów spotkam mojego szefa, przyprawia mnie o mdłości".
Inny mój pacjent, pracownik biurowy niemający więcej niż trzydzieści pięć lat, skarżył się:
"Wystarczy, że idąc do pracy rano, przypomnę sobie twarz mojego młodszego współpracownika, i czuję w głowie pulsujący ból. Pracujemy w tym samym zespole, ale on zawsze zrzuca winę za swoje porażki na innych. Pomyślałem, że muszę coś z tym zrobić, w końcu jestem odpowiedzialny za jego przeszkolenie, ale on w ogóle nie słucha moich rad. Zamiast tego obgaduje mnie za plecami, twierdząc, że moje wytyczne tylko przeszkadzają mu w pracy albo że chociaż jestem jego przełożonym, tak naprawdę nic nie umiem. Ludzie z innych działów na naszym piętrze mówią mi czasem, że znowu naopowiadał na mój temat nieprzyjemnych rzeczy".
A jego opowieść na tym się nie kończy.
"Ostatnio pomyślałem sobie, że on może po prostu jest jeszcze młody, ale atmosfera w zespole zaczęła się coraz bardziej psuć... Teraz waham się nawet, czy wydawać polecenia innym współpracownikom. Nie znoszę jeździć razem z nim windą każdego ranka, zacząłem więc przychodzić do pracy pół godziny wcześniej. Panie doktorze, czy przyczyną mojego bólu głowy jest po prostu stres? Nie pomagają mi leki, które zażywam..."
Niemało jest również sytuacji, w których źródłem stresu są relacje rodzinne. Pewna dwudziestoośmioletnia kobieta miała problemy w kontaktach z matką:
"Moja mama przychodzi do nas dwa razy w tygodniu i narzeka na to, jak zajmuję się domem i dziećmi. Mówi, że źle je wychowuję, że za jej czasów robiło się to inaczej. Czuję, jak skacze mi ciśnienie, gdy tylko usłyszę dzwonek do drzwi. Mój mąż radzi, żebym po prostu nie zwracała na to uwagi, ale w końcu to moja mama i nie mogę jej tak ignorować. Ostatnio poczułam się tak sfrustrowana, że rozpłakałam się przy dzieciach".
Inny pacjent, czterdziestodwuletni mężczyzna, czuł, że po dziesięciu latach małżeństwa jego relacja z żoną utknęła w martwym punkcie:
"Cokolwiek bym powiedział, żona patrzy na mnie z dezaprobatą i stwierdza, że martwi się o nasze utrzymanie, bo zarabiam zbyt mało, że inni mężowie dają z siebie więcej; powtarza to jak mantrę. Nie znoszę wracać do domu, ale przecież nie mam innego wyjścia. To napięcie, które czuję, przekraczając próg, jest nie do wytrzymania..."