Rozdział 5
Do pokoju całkowicie zdominowanego przez białą kanapę wpada słońce. Stina kładzie dłoń na oparciu i przebiega palcami po tkaninie, jednocześnie rozglądając się dookoła. Dobrze posprzątane i odkurzone. Wszystko jest perfekcyjnie ułożone na swoim miejscu, nawet gładkie jedwabne poduszki na sofie i złożony na jednym z dwóch foteli w paski koc.
- Mają państwo piękny dom - odzywa się Stina i patrzy na Juliette Simonsson, która mimo wieku w gładkim paziu i letniej sukience w białe kwiatki wygląda na małą dziewczynkę.
- Dziękuję. To bardzo miłe - mówi z lekką nutką obcego akcentu, przeciągając samogłoski.
- Skąd pani pochodzi? - pyta Stina.
- Z Francji. Spod Paryża. - Pomalowane czerwoną szminką usta rozszerzają się w uśmiechu i Juliette odsuwa z policzka czarny kosmyk. - Ale mieszkam w Szwecji od prawie trzydziestu lat. Ma pani dobry słuch - kontynuuje kobieta i puszcza oko do Stiny. - Niewiele osób słyszy, że nie jestem Szwedką z pochodzenia.
Stina śmieje się krótko.
- Pani szwedzki jest perfekcyjny. To ja mam zboczenie zawodowe. Zwracam uwagę na szczegóły, do których nikt nie przywiązuje wagi.
Odwraca się do męża Juliette Arvida, który opiera się o fotel ramionami. Rękawy koszuli w kratkę ma podwinięte do łokci.
- A w tym domu? Jak długo tu państwo mieszkają?
- Dziesięć lat.
Stinę przechodzi dreszcz.
- I aż do teraz nie zauważyli państwo, że mają w ziemiance martwego człowieka?
Arvid wpatruje się w nią i przeczesuje palcami włosy, tak że siwe pasma tworzą na głowie szopę jak u Einsteina.
- Muszą państwo zrozumieć, że to wydaje się trochę dziwne. - Stina uśmiecha się przepraszająco. - Naprawdę przez dziesięć lat ani razu nie użyliście ziemianki?
- Nie - odpowiada Juliette. - Nie używaliśmy jej.
- To znaczy, oczywiście wiedzieliśmy o jej istnieniu - mówi Arvid z południowoszwedzkim akcentem i patrzy na żonę, a potem na Stinę - ale nie interesowała nas. Mieliśmy tyle do roboty w domu i ogrodzie, że po prostu zostawiliśmy ją tak, jak stała.
- Aż do teraz? - dopytuje Stina i rzuca spojrzenie przez dużą przeszkloną część ściany za swoimi plecami. Dan i jego zespół pracowali na całego i tak będzie jeszcze przez kilka godzin. Stina chce wiedzieć, co wywnioskowali we wstępnym raporcie, ale musi się uzbroić w cierpliwość.
- Tak - potakuje Arvid, kładzie dłoń na ramieniu Juliette i ją obejmuje. - Zajrzeliśmy do niej, kiedy się tu wprowadziliśmy, ale ponieważ ledwo ją widać, zapomnieliśmy o niej.
Stina kiwa głową. On ma rację. Budowla jest słabo widoczna z powodu umiejscowienia na obrzeżach działki. Wejście jest prawie zakryte dwoma krzewami ciemnoszmaragdowych różaneczników, a dach porośnięty gęstą warstwą wiecznie zielonych roślin, których grube i błyszczące liście dobrze kamuflują przestrzeń. Poza tym szkielet był ukryty. Wyłonił się dopiero teraz, kiedy zawaliła się ściana.
Stinę przechodzi dreszcz. Zmusiła się, żeby wejść do środka. Skoczyło jej tętno, a oddech stał się dyszący. Ciasne przestrzenie tak na nią działają. Wspomnienie, które jeszcze żyje i które według jej terapeutki nie zniknie, jeśli nie będzie się na nie eksponować. To się nazywa terapia poznawczo-behawioralna. Stina prycha.
- Ale droga pani - mówi Juliette, robiąc po gładkiej drewnianej podłodze krok na obcasach, które powodują, że jej własne conversy w rozmiarze czterdzieści jeden wyglądają jak dwa wielkie kajaki. Kobieta wskazuje na kanapę. - Jestem tak przejęta, że zupełnie zapomniałam o manierach. Proszę usiąść.
- Dziękuję - odpowiada Stina i zapada się w miękkich poduszkach, widząc, że zostawia po sobie smugę brudu na śnieżnobiałej powierzchni. - Tak - dodaje i próbuje ją ukryć, stawiając w tym miejscu torebkę. - Ile lat ma ziemianka?
- Ile lat? Hm. - Juliette wzrusza ramionami i sadowi się w fotelu. Patrzy w górę na Arvida, który stanął za nią. - Nie wiemy, ile dokładnie. Ale jeśli wybudowano ją wtedy, kiedy postawiono dom, to jest z lat dwudziestych. Sądzi pani, że...? - Marszczy czoło, co powoduje, że jej nos ściąga się w zabawny sposób. - Myśli pani, że ciało mogło tam tak długo leżeć?
Stina nie odpowiada, tylko wyjmuje z torebki notes i długopis. Jeśli ziemianka jest z lat dwudziestych ubiegłego wieku, to może wykluczyć, że zwłoki w nią wbudowano. Musiano je tam położyć później. Nie mogły być aż tak stare.
- Proszę opowiedzieć - patrzy na nich - jak to się stało, że znaleźli państwo zwłoki.
- Ziemianka była naszym kolejnym projektem. Mieliśmy ją przebudować na szklarnię. - Ręce Juliette wirują w powietrzu. - Chcieliśmy wymienić dach na płyty poliwęglanowe, które przepuszczają światło i ciepło...
- ...a grube kamienne ściany i umiejscowienie spiżarni pod ziemią pomagają w utrzymaniu stałej temperatury o każdej porze roku - dodaje Arvid.
Stina poprawia nogawkę i przygląda się swoim rozmówcom. Uśmiecha się. Niezbyt często w pracy natrafia na to, co widzi między nimi. Przyzwyczaiła się do nędzy, przemocy, siniaków i słów przepełnionych nienawiścią, ale tu są ciepło i sympatia. Uświadamia sobie, że lubi Arvida i Juliette.
- Rozumiem - kontynuuje. - A szczątki? Kto je znalazł?
- Ja - mówi Arvid. Ściska oparcie fotela. - Juliette poszła zrobić kawę, a ja wszedłem do środka. Zrobiłem pierwszy zamach koparką i zobaczyłem, że dach zrobił się wklęsły, więc chciałem zobaczyć, co się stało. Tak, początkowo niewiele widziałem. Było ciemno i ciasno. Dopiero kiedy doszedłem do samego końca pomieszczenia, zobaczyłem stos kamieni. Część dachu i ściana się zapadły. Wydaje mi się, że to się stało wtedy, kiedy wsadziłem łychę w dach. Tak czy siak. Podszedłem i zacząłem podnosić kamienie. - Rozkłada ręce. - Po części po to, żeby zobaczyć, jak duże były straty, ale też żeby, hm... - Wzrusza ramionami. - Nie wiem. Nie wiedziałem przecież, że... - Cichnie.
- Powiedział pan, że podnosił kamienie?
- Tak, właśnie. Podnosiłem kamienie. Wtedy ją zobaczyłem. Czaszkę. - Drapie się mocno po ramieniu, zostawiając czerwone ślady na jasnej piegowatej skórze. - Na początku rzeczywiście myślałem, że to był kamień, była taka czarna i paskudna, więc prawie jej dotknąłem. Ale wiem tyle, że należy trzymać się z daleka. Jak tylko zobaczyłem, co to jest, cofnąłem się.
Stina lustruje go.
Ważne, żeby Arvidowi się nie wydawało, że musi dać jakąś odpowiedź. Ludzie często mają takie wrażenie. Czują presję, by pomóc, i zaczynają opowiadać o czymś, czego właściwie nie pamiętają. W takich sytuacjach lepiej, żeby nic nie mówili.
Arvid powoli kręci głową.
- Nie, nie wydaje mi się. Oczywiście rozglądałem się za resztą ciała. - Robi pauzę, a potem mówi dalej: - Jeśli tam jest, to chyba ukryta pod masami. Ale zauważyłem, że on tam leżał już od jakiegoś czasu.
- On tam leżał od jakiegoś czasu? - Stina marszczy czoło.
- No, jak wiadomo, jestem lekarzem, szkielet to dla mnie nie nowina, więc oceniając po wyglądzie czaszki, wysnułem wniosek, że to mężczyzna.
Stina kiwa głową. Rozróżnienie czaszki mężczyzny i kobiety powinno być lekcją A1 na medycynie, więc to brzmi logicznie. Przebiega wzrokiem po ich twarzach.
- Mają państwo pojęcie, kto to może być?
Obydwoje potrząsają głowami.
- A co wiedzą państwo o poprzednich właścicielach domu?
- Właściwie bardzo mało. Prawie nic w sumie. - Juliette przechyla głowę. - To była starsza pani. Wdowa, jeśli się nie mylę. Albo może panna. Zmarła, więc to jej spadkobierca sprzedawał.
- Czyli osobiście nigdy jej państwo nie spotkali?
- Nie, ale jeśli pani pyta mnie o zdanie, to nie miała równo pod sufitem. - Juliette puka się w czoło.
Stina przestaje bębnić ołówkiem i się pochyla.
- W jakim sensie?
Juliette prycha i przewraca oczami.
- Jak ona wyglądała. Mon Dieu! - Wyciąga rękę w niekreślonym kierunku. - Pośrednik był bardzo niechętny i nie chciał nam pokazać domu, bo był tak straszny. Musieliśmy go natrętnie przekonywać. Zrozumieliśmy dlaczego, kiedy tu przyjechaliśmy. - Kręci głową.
- A jak tu to wszystko wyglądało?
- Och! Było niesłychanie brudno. Wszędzie. Ta kobieta chyba nigdy nie sprzątała. Zbieraczka. Od podłogi aż po sufit piętrzyły się różne przedmioty. Ten pokój i nasza sypialnia były pełne starych gazet. - Pokazuje ręką. - Totalnie chore.
- No i paliła - dodaje Arvid, marszcząc nos. - Śmierdziało starym tytoniem, który się wgryzł w tynki. Ściany i sufity były żółte i odbarwione.
Juliette ściąga usta i potakuje.
- Odór prawie zniechęcił nas do kupna, ale po tym, jak nas zapewniono, że można się go pozbyć, odważyliśmy się. I tak mieliśmy zrobić generalny remont.
- Który pośrednik zajmował się sprzedażą?
- Nie pamiętam nazwiska. Arvid, a ty?
Arvid zaprzecza gestem.
- A czy mogą się państwo tego dowiedzieć?
- Tak, pewnie - odpowiada Juliette i szybko wstaje. - Trzymamy wszystkie dokumenty z zakupu domu.
Stina patrzy na twarz kobiety i widzi coś innego, niż słyszy w rześkim głosie. Coś tam jest. Niepokój? Albo zniesmaczenie? I rozumie. Właśnie w tym momencie do Juliette na poważnie zaczęła docierać informacja, że w ich ogrodzie leży martwy człowiek. I był tam przez te wszystkie lata, kiedy tu mieszkali.